Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Samochód Artura Weas...

Kategoria: Magiczne przedmioty
Autor: Prefix użytkownikaania919

Stary Ford Anglia, należący do Artura Weasleya, magicznie przez niego ulepszony. Może latać, a ta...
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Książ...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikaFilius Flitwick

Streszczenie szóstej części przygód o Harrym Potterze - "Księcia Półkrwi".
>> Czytaj Więcej

Wywiad z Emmą Watson

Kategoria: Wywiady
Autor: Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Przetłumaczony wywiad z Emmą Watson do magazynu Interview.
>> Czytaj Więcej

Biblioteka Hogwartu

Kategoria: Hogwart
Autor: Prefix użytkownikaania919

Artykuł zawiera informacje na temat biblioteki w Hogwarcie. Jest to ogromne pomieszczenie, w któr...
>> Czytaj Więcej

Magiczne Dowcipy Wea...

Kategoria: Magiczne miejsca
Autor: Prefix użytkownikaNedelle

Magiczne Dowcipy Weasleyów to sklep na ulicy Pokątnej nr 93. Można kupić tam różne psikusy i gadż...
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i Więzi...

Kategoria: Streszczenia
Autor: Prefix użytkownikaPaulaSmith

Streszczenie trzeciego tomu przygód młodego czarodzieja - "Więźnia Azkabanu".
>> Czytaj Więcej

Tezaurus Harry Potter

Kategoria: Książki
Autor: Prefix użytkownikaBarlom

Tezaurus, czyli encyklopedia związana ze światem czarodziejów - recenzja
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 2. (Ni...

Tytuł: Rozdział 2. (Nie)przypadkowe spotkanie.
Seria: Kto nie lubi jabłek?
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikagordian119

Pedersen rozpoczyna walkę z seryjnym mordercą.
>> Czytaj Więcej

Harry Potter i ...

Tytuł: Harry Potter i Pentakl Wężoustych - Rozdział 1. Jozu Salu Mc
Gatunek: Inne
Autor: Angelina Johnson

Rozdział 1 fanowskiej kontynuacji przygód Harry'ego Pottera, Marcina Dęgi o tytule "Harry Potter ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 4 - St...

Tytuł: Rozdział 4 - Starszy Szarc
Seria: Zaginiony Miecz
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNedelle

Dziewczyny zostały na noc u Szarców. Tanya szybko orientuje się, że coś tu nie gra...
>> Czytaj Więcej

Landrynka.

Tytuł: Landrynka.
Gatunek: Drabble
Autor: Prefix użytkownikaEwa Potter

Cytrynowy sorbet.
>> Czytaj Więcej

[NZ]5

Tytuł: 5
Seria: W stronę magii
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikaWilena Romus

W stronę magii, rozdział 5.
>> Czytaj Więcej

Spełnione marzenie

Tytuł: Spełnione marzenie
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaScarllet

Miniaturka odbiega trochę od kanonu ;3
>> Czytaj Więcej

Severus Snape

Tytuł: Severus Snape
Gatunek: Drabble
Autor: Alette

...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 40
Administratorzy online: 1
Aktualnie online: 4 osoby
Prefix użytkownikaShadow_Angel (Uczeń Hogwartu)
Prefix użytkownikaHelenkaa (Charłak)
Prefix użytkownikabatalion_88 (Niezwyciężony mag)
Prefix użytkownikaNeterin (Dyrektor Hogwartu)
Łącznie na portalu jest
41,319 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 760
Było: 07.02.2017 04:15:19
Napisanych artykułów: 935
Dodanych newsów: 8,672
Zdjęć w galerii: 17,716
Tematów na forum: 3,046
Postów na forum: 284,419
Komentarzy do materiałów: 204,014
Rozdanych pochwał: 2,908
Wlepionych ostrzeżeń: 4,124
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  RAVENCLAW!

Gryffindor
Punktów: 1563
uczniów: 2167
Hufflepuff
Punktów: 1533
uczniów: 2543
Ravenclaw
Punktów: 2938
uczniów: 3704
Slytherin
Punktów: 54
uczniów: 2905

Ankieta
Pewnego dnia sowa przynosi ci przesyłkę, w której znajdujesz Pelerynę Niewidkę. Jak jej użyjesz?

Będę wymykać się z zamku wieczorami, żeby ćwiczyć latanie na miotle
8% [11 głosów]

Zakradnę się do łazienki i będę podglądać kąpiące się dziewczyny/chłopaków
9% [13 głosy]

Będę nadstawiać ucha - żadna tajemnica się przede mną nie ukryje
9% [13 głosy]

Nastraszę kilku uczniów, których nie lubię - chcę patrzeć, jak wrzeszczą i uciekają
7% [10 głosów]

Odwiedzę w nocy Wieżę Astronomiczną i będę patrzeć w gwiazdy. Może zaproszę tu kogoś na randkę?
10% [14 głosy]

Zakradnę się do działu ksiąg zakazanych i będę czytać całą noc
15% [21 głosów]

Będę szukać nocami ukrytych przejść i zapomnianych sekretów Hogwartu
26% [37 głosów]

Uszyję z niej torbę, w której będę wynosić jedzenie z kuchni - teraz nikt mi go nie zabierze
7% [10 głosów]

Będę się pod nią ukrywać między zajęciami - nie lubię rozmawiać z ludźmi
6% [9 głosów]

Odegram się na Filchu i tej jego parchatej kotce, niech mają za swoje
2% [3 głosy]

Ogółem głosów: 141
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 09.04.17

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
RavenclawJewgienij Morozow ostatnio widziano 25.05.2017 o godzinie 16:20 w Skrzydło Szpitalne
RavenclawRose Stalcrist ostatnio widziano 25.05.2017 o godzinie 15:51 w Skrzydło Szpitalne
RavenclawMarcus Clinton ostatnio widziano 25.05.2017 o godzinie 15:04 w Błonia
RavenclawJewgienij Morozow ostatnio widziano 24.05.2017 o godzinie 22:19 w Skrzydło Szpitalne
RavenclawRose Stalcrist ostatnio widziano 24.05.2017 o godzinie 22:14 w Skrzydło Szpitalne
RavenclawJewgienij Morozow ostatnio widziano 24.05.2017 o godzinie 21:57 w Skrzydło Szpitalne
[NZ] W stronę magii
***
Gatunek: Inne
Ograniczenie wiekowe: b/o
Przeczytano 860 razy.
Rozdziały: [1], [2], [3], [4], [5].
5
W stronę magii, rozdział 5.

Przejściowe dolegliwości Aniel były niegroźne dla jej życia, a nawet zdrowia – przynajmniej fizycznego. Oszpecenie rąk i problemy magiczne, chociaż uciążliwe, nie niosły za sobą tylu problemów, co sen oraz to, co następowało po nim. Koszmary nie pozwalały na odpoczynek dla umysłu - należały do tego rodzaju mar, gdzie nie ma potworów, śmierci i bezpośredniego zagrożenia. Zamiast tego przepełniała je pustka, ciemność, szepty, krzyki, a szczególnie wynikający z nich strach. Spała z uczuciem, że jest w pełni przytomna, po czym budziła się i dopiero wtedy uświadamiała sobie, że to wszystko nie działo się naprawdę.

Z deszczu pod rynnę.

Każdego ranka czuła, jakby ktoś zrzucił na nią płytę nagrobkową, która przygwoździła jej ciało do miękkiego materaca. Każdy ruch, nawet uniesienie powiek, wydawał się wyczynem godnym mistrza gimnastyki. Czy to z sennego strachu, niewyspania, czy innych zmian zachodzących w jej organizmie, Aniel miała nadzieję nigdy więcej nie wstawać z łóżka. Mogłaby leżeć na nim do śmierci, a gdyby postanowiono zostawić w tym miejscu jej zwłoki, nie miałaby nic przeciwko. Wiedziała jednak, że to niemożliwe, a w dzień po wypadku na lekcji eliksirów starała się opanować leniwe żądze jeszcze bardziej, niż zwykle.

Przede wszystkim ze względu na opiekę nad magicznymi stworzeniami, chociaż dociekliwość pielęgniarki również dorzuciła swoje trzy grosze. Na szczęście Gryfonki, pani Mackensi była przyzwyczajona do śpiochów i bardzo lubiła na nich narzekać.

- Kiedyś jeden Krukon zasnął ze szklanką eliksiru w dłoni – opowiadała kobieta, kiedy Aniel wpatrywała się mętnym wzrokiem w naczynie i zastanawiała się, co właściwie ma z nim zrobić. Gdy wreszcie udało jej się wypić lekarstwo, opadłą na poduszkę.
- Nie śpimy! - usłyszała, a powieki uniosły się gwałtownie tylko po to, żeby zaraz znowu zakryć oczy. - Na pewno dobrze się czujesz? - Głos pielęgniarki znowu wyrwał ją z odrętwienia, ale tym razem inaczej. Nie tylko zmusił dziewczynę do spojrzenia na starą kobietę, również wpłynął na jej umysł. Ile czasu minęło? Sekunda, a może pół godziny?
- Nic mi nie jest. Po prostu lubię spać.
Jakby na potwierdzenie tych słów, stłumiła ziewnięcie.
- Ten eliksir powinien cię nieco pobudzić...

Zanim Gryfonka zdążyła coś odpowiedzieć, pielęgniarka wyjęła z kieszeni niewielki sześcian i przyłożyła pacjentce do czoła. Urządzenie zaczęło syczeć, a po chwili drżeć, co spowodowało, że kobieta wzruszyła kościstymi ramionami.

- Coś jest nie tak? Umieram? - zapytała dziewczyna siląc się na rozbawiony i pewny siebie ton. W rzeczywistości dociekliwość uzdrowicielki ją przerażała, zmuszając tym samym do jeszcze większego starania o opanowanie senności i osłabienia, które było jeszcze silniejsze, niż w ostatnich dniach. Przez moment rozważała nawet, czy nie przyznać się do ukrywania dolegliwości, wszystko po to, by móc się znowu zrelaksować.

Pielęgniarka zwlekała z odpowiedzią przyglądając się magicznemu sześcianowi.
- Nie umierasz – powiedziała w końcu. Przyciągnęła do siebie taboret, usiadła na nim, po czym zaczęła odwijać bandaże na ręku Aniel. - Ale dziwi mnie ta wysypka oraz brak reakcji na eliksir pobudzający. Twój organizm jest całkowicie ustabilizowany.
- To chyba dobrze, prawda? Stabilny organizm... i takie tam.
- Z jednej strony tak. Tergeo! - Z różdżki wydobyła się iskierka, a czerwona maź, która przez noc zdążyła nieco ściemnieć, zniknęła ukazując na skórze Aniel, równie wyraźną co dzień wcześniej, plamę. - Chociaż po środku, który wzięłaś, powinien przyspieszyć ci puls, w dodatku całkiem wyraźnie, a u ciebie wszystko w normie... Jesteś okazem zdrowia. Może twoje ciało jest po prostu odporne na jakiś ze składników, jednak wolałabym, żebyś stawiła się u mnie wieczorem. Mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się, skontaktować z uzdrowicielami z Munga.

Aniel również wyraziła taką nadzieję i przez kolejne pół godziny pozwalała badać się, wyraźnie zaintrygowanej pani Mackensi, co przychodziło jej z trudem. Zbliżała się godzina ósma, a potrzeby organizmu Gryfonki dawały o sobie znać. Postanowiła poprosić pielęgniarkę o przyspieszenie badania, ale ta tylko prychnęła i zaczęła rozwodzić się nad nieposzanowaniem zdrowia przez młode pokolenie karierowiczów.

- Zapomniałabym – powiedziała, gdy już pozwoliła An skorzystać z łazienki. - Była tutaj twoja koleżanka, zostawiła ci paczkę.
Gryfonka podziękowała, po czym rozwinęła brązowy papier pakunku. W środku znajdowała się czekoladowa żaba i należąca do Mary chusta.
- Po co mi ta szmatka? - pomyślała dziewczyna, oglądając znalezisko z każdej strony, jakby miał z niego wyskoczyć królik. Gdy nie znalazła nic wartego uwagi, odłożyła prezenty od koleżanki i weszła do łazienki. Dopiero zerkając na siebie w lustrze połączyła fakty. Zupełnie zapomniała o braku brwi, a na skórze nad oczami nie było widać nawet plamek odrastających włosów. Aniel opuściła ramiona. Wyglądała głupio, nie tylko ze względu na ręce przypominające skórę węża, ale też na wyłysiałą twarz.

Dobrze, że Mary nie zapomniała.

***


Gdy opuszczała skrzydło szpitalne, z chustą naciągniętą niemal na oczy i w biegu zajadając się czekoladową żabą, obiecała sobie, że pierwsze co zrobi na lekcji, to przeprosi koleżankę. Mimo że nigdy nie traktowały się tak, jak bohaterki książek, to łączyła je więź, której można by pozazdrościć. Przynajmniej jeżeli jest się niestabilną, emocjonalnie osobą. Mary nie zasługiwała na takie traktowanie, jakim uraczoną ją poprzedniego dnia i chociaż An wiedziała, że Gryfonka, przynajmniej na dłuższą metę nie będzie miała żalu, to coś kuło ją w sumieniu.

Biegnąc przez błonia z trudem łapała powietrze, a wzrok miała tak wpatrzony w Schronisko, że nie zauważyła idącego w tamtą stronę pierwszoroczniaka, którego niemal staranowała. Po chwili udało jej się dotrzeć do ogrodzonego metrowym płotkiem obszaru i otworzyć równie niewysoką furtkę.

Gdy była mała, uważała że nie ma to jak w domu, jednak po trzecim roku nauki w Hogwarcie musiała zmienić swoje życiowe motto. Lub zacząć inaczej pojmować słowo dom. Jeżeli miałaby wybierać miejsce, w którym przyjdzie jej żyć i umrzeć, wybrałaby właśnie Schronisko. Był to niewielki obszar błoni, od tyłu graniczący z Zakazanym Lasem, a z boku łączący się murkiem z zielarnią. Wewnątrz znajdowały się dwa budynki. Jeden z nich służył kiedyś za stajnię, lecz później zamiast koni i pegazów stał się domem dla wszelkiej maści stworzeń, które znajdował jeden z najsłynniejszych gajowych w dziejach Hogwartu. Potem kontynuowano jego dzieło, z mniejszym lub większym zaangażowaniem, jednak Aniel nie wyobrażała sobie nikogo tak bardzo kochającego i dbającego o zdrowie innych istot, jak profesor Bugson.

Gryfonka od zawsze kochała zwierzęta, przynajmniej te znane mugolom. Do stworzeń znanych czarodziejom podchodziła z dystansem, a w wieku jedenastu lat była niemal pewna, że nigdy nie zdoła tej odległości pokonać. Jednak na trzecim roku nauki, gdy była już oswojona z fauną i florą tego miejsca, na planie zajęć znalazł się nowy przedmiot, traktujący tylko o zwierzętach. Wtedy wszystko się zmieniło. Nie można powiedzieć, że była to zasługa jedynie Alfreda Bugsona, ale młody nauczyciel bez wątpienia miał duży wpływ na zmianę myślenia Aniel. Mężczyzna pokazał jej coś, co pozwoliło dziewczynie spojrzeć na świat z innej perspektywy, pokochać świat magii, a nawet stać się jego częścią. Prowadzone przez niego lekcje nie raz pomagały An wziąć się w garść i przezwyciężyć samą siebie, tak samo jak tamtego dnia.

Była spóźniona już dziesięć minut. Większość uczniów na jej miejscu zostałaby w dormitorium lub skrzydle szpitalnym, zasłaniając się złym samopoczuciem po wypadku. Nie mogła sobie na to pozwolić. Nie tego dnia. Nie jeżeli mogło ją ominąć coś tak cudownego, jak opieka nad rannym smokiem, karmienie młodych wilczykonów lub obserwacja dziędzidów, które - jak utrzymywał nauczyciel - zagnieździły się w dziupli na skraju Zakazanego Lasu.

Podwórze Schroniska, jak i okolice lasu były puste, a to oznaczało, że lekcje tym razem miały odbywać się w budynku. Tam właśnie skierowała się dziewczyna.

„Żeby to były wilczykony” - poprosiła w myślach, przypominając sobie młode, podobne do wilków szczeniaki, które profesor Bugson niedawno znalazł w Zakazanym Lesie i które zapowiadał, jako jeden z przyszłych tematów lekcji. Pozbawione matki były na skraju wycieńczenia i gdyby nie interwencja nauczyciela, zginęłyby w przeciągu kilkunastu godzin. Z każdym dniem psiaki stawały się coraz silniejsze, jednak nadal potrzebowały karmienia i ogólnej opieki, co napełniało Gryfonkę falami ekscytacji. W wyobraźni przechodziła przez niewielką klasę z rzędem małych okien po prawej stronie, otwierała dębowe drzwi i wchodziła do wielkiej, wypełnionej dziesiątkami boksów hali, w której przeróżne zwierzęta dochodziły do zdrowia, lub te bardziej oswojone, zamieszkały na stałe. Ta myśl tak bardzo ją pochłonęła, że gdy naprawdę znalazła się w sali pełnej ławek i ludzi, bez zastanowienia skierowała się do przeciwległej strony pomieszczenia. Dopiero po kilku krokach usłyszała chrząknięcie. Przystanęła i spojrzała na stojącego przy biurku mężczyznę.

Był ledwie kilka lat starszy od Aniel, miał kozią bródkę, krótkie, brązowe włosy oraz ciemne oczy. Uśmiechał się, doskonale wiedząc, dlaczego Gryfonka zapomniała o bożym świecie, a spod czarnej szaty, niczym materiały odblaskowe, wystawały czerwone trampki.

- Dzisiaj zajmujemy się częścią teoretyczną, panno Timby – powiedział, podchodząc do dziewczyny. - Proszę dołączyć do tamtej grupy. Koledzy wytłumaczą, na czym polega zadanie.
- Oczywiście, profesorze – zawahała się, po czym dodała – a jak się mają wilczykony?
- Chorują. Mają jakiś rodzaj psiej gorączki, dlatego zajmiemy się nimi w przyszłym tygodniu. Mam nadzieję, że do tego czasu wyzdrowieją.

Spojrzał na nią wyczekując, aż dołączy do dwójki Ślizgonów i Gryfona, a gdy nie ruszyła się nawet o milimetr, ponaglił ją gestem. Dopiero wtedy otrząsnęła się z kolejnego zamyślenia. Była zła. Nie po to odbyła tak trudną batalię z samą sobą, żeby spędzić dwie godziny przy książkach i nie mieć kontaktu z żadnym nowym stworzeniem. W dodatku miała tego nie robić z trójką największych wyznawców nieposzanowania zwierząt, jakich znała. Szczególnie dziwiła się takiemu podejściu ze strony Apesa – wielkiego chłopaka o ciemnej cerze, który miał twarz tak samo małpią, jak imię, a po szkole zamierzał zatrudnić się w hodowli smoków. To było niepojęte.

Gdy usiadła przy zaśmieconym lupami oraz kasetkami pełnymi badanych próbek stole, czuła na sobie spojrzenia jej chwilowych kompanów. I nie tylko ich, w każdej chwili niewidzialny, wypuszczany z ciekawskich gałek, promień trafiał ją w głowę, a z kilku kątów sali dobiegały stłumione szepty i chichoty.

- Co robimy? - zapytała, poprawiając chustę. Mimo że cała klasa wiedziała, że Gryfonka została pozbawiona brwi, wolała nie pokazywać tego bardziej, niż musiała. Chociaż zakrycie czoła aż po powieki zwracało na nią uwagę równie mocno, co świecąca na skroni łysina.
- Mamy dopasować sierść do jakichś tam zwierząt – odpowiedziała Ślizgonka, po czym nachyliła się do Aniel i dodała półszeptem – naprawdę wysadziłaś całą salę eliksirów?
- Nie – odpowiedziała i westchnęła. Przeleciała wzrokiem po wszystkich zgromadzonych w poszukiwaniu wspierającej twarzy Mary, ale dziewczyna siedziała odwrócona do niej plecami. Ani razu przez dwie godziny zajęć, nie odwróciła się, nie spojrzała porozumiewawczo i zapewne nie robiła nic, poza pilnym notowaniem cech sierści wilkołaka. Aniel za to czuła, jak z każdą chwilą wyrzuty sumienia przestają być jedynie pękającą pestką, a zaczynają rosnąc do rozmiaru Wierzby Bijącej. Jednocześnie usiłowała zmusić swoją niezbyt zaangażowaną w pracę grupę do jak najszybszego zakończenia tej żałosnej w ich wykonaniu lekcji. To jednak nie było łatwym zadaniem, może nawet graniczyło z niemożliwym, bo cała trójka była zajęta dyskusją na temat meczu quidditcha między swoimi domami. Dopiero gdy dwie grupy oddały sprawozdania i mogły opuścić salę lekcyjną, niewyżyci fanatycy sportu przypomnieli sobie o zadaniu, a raczej o możliwości szybszego opuszczenia tej „zapchlonej przez futrzaki kanciapy”. Gorączkowo zabrali się do pracy, chociaż dla Aniel, która weszła w rytm samodzielnego rozwiązywania napotkanych problemów, było to znacznie bardziej irytujące, niż wspierające.

Rozczarowanie. Rozczarowanie pełną gębą. Zamiast wilczykonów – kłębki sierści, zamiast dyskusji z profesorem – próba wytłumaczenia Apsowi, że wilkołak to nie pies, a zamiast szybkich, bezbolesnych przeprosin – ciągnąca się coraz dłużej męka z wyrzutami sumienia, wobec Mary, która nawet nie zaszczyciła spojrzeniem swojej chwilowo byłej przyjaciółki.

- Dobrze czarodzieje! Koniec pracy, oddajcie swoje notatki i pamiętajcie, żeby na następne zajęcia przygotować się na pracę z wilczykonami!

Grupa Aniel wstała, jakby od ich szybkości zależało to, kto będzie się tłumaczył nauczycielowi. Było w tej myśli trochę prawdy, bo jedyną osobą, która została na pergaminowym polu bitwy była właśnie Gryfonka, próbująca w kilka sekund dokończyć sprawozdanie.

- Skończył się wam czas – usłyszała nad głową, a w pośpiechu, zamiast ostatnich kilku słów nakreśliła na kartce szlaczek. Podała swoją pracę profesorowi, a ten rzucił okiem na wypunktowane wnioski. - Tylko siedem próbek? Zdążyliście zrobić ledwie połowę zadania?
- Tak właściwie, to ja zrobiłam tę połowę zadania... resztę może pan przypisać do ich kont. - Nie mogła się powstrzymać przed wypowiedzeniem tych słów, chociaż powinna. A nauczyciel, chociaż w pełni ją rozumiał, musiał na to zareagować.
- To wasza wspólna praca. Powinniście się za nią zabrać razem...
- Tak wiem... - odparła, próbując odgarnąć włosy z czoła. Gdy to jej się nie udało, poprawiła materiał na głowie i zarzuciła torbę na ramię. - Przepraszam.
- Dobrze się czujesz? - Profesor przekręcił głowę i przyglądał się swojej najlepszej uczennicy wzrokiem zaintrygowanego szczeniaka.
- Tak, dziękuję, po prostu liczyłam dzisiaj na trochę inną lekcję.
- Ja również – odpowiedział, po czym westchnął, a dziwna atmosfera uleciała z dzielącego ich powietrza. - Mam nadzieję, że za tydzień oboje będziemy zadowoleni. Nie wiem, czy koledzy ci przekazali, ale jeżeli komuś nie poszło dzisiejsze zadanie – tutaj machnął pliczkiem prac z lekcji – zapraszam w poniedziałek rano. Będzie mi potrzebna pomoc z młodymi wilczykonami, oczywiście o ile wyzdrowieją, a wy możecie podciągnąć sobie oceny.

Chwilę później Aniel opuściła Schronisko nie mogąc zdecydować się, czy jest bardziej zawiedziona, czy zadowolona. Od dawna nie pomagała Bugsonowi w zajmowaniu się zwierzętami. W ostatnich miesiącach pod opiekę mężczyzny trafiały jedynie jednostki zbyt chore, jak na angażowanie w to uczniów, lub takie, które niemal natychmiast należało przetransportować do innej placówki. Tym razem na horyzoncie poza kolejnym nudnym tygodniem było widać jeszcze coś ciekawego, co napełniało dziewczynę niezbyt dużą, ale jednak niezerową, dawką ekscytacji. Może gdyby jedyna dręczącą ją rzeczą była tylko nieudana lekcja, Aniel z zapasem optymizmu udałaby się na numerologię, jednak w jej umyśle kłębiła się jeszcze jedna myśl. Niepojęte przeczucie, wzbudzające układ krwionośny w niekorzystne drżenie. Nie miała pewności, skąd ono pochodzi. Z wyrzutów sumienia wobec Marii, które dręczyły ją jak nigdy? Z wściekłości na Malcolma? Również większej niż kiedykolwiek? Czy może strachu przed niecodzienną dociekliwością pani Mckensi? Albo ze wszystkich tych rzeczy naraz.

Jedna z nich uderzyła ją już w połowie drogi do zamku.
Wyłoniła się zza drzwi wejściowych i wypełzła na błonia - skąpane w zbyt jasnych, jak na tę porę roku, promieniach słońca.

Colt wraz z Tanią i dwójką Puchonów skierował się w stronę jeziora. Na nieszczęście Aniel, dziewczyna jej wroga była jedyną Gryfonką w zasięgu wzroku, a co ważniejsze, opuszczała salę opieki nad magicznymi stworzeniami w tym samym czasie, co Mary. Walcząc z siłą wzajemnego odciągania, skierowała się w stronę wesołej hałastry i zawołała rudowłosą współlokatorkę. Gdy cała czwórka spojrzała w jej stronę, usiłowała ignorować uśmiech Puchona i trącanie się łokciami w wyraźnym rozbawieniu.

- Widziałaś Mary?
- Poszła do biblioteki, mówiła coś o pracy domowej z mugoloznawstwa – odpowiedziała Tania ze szczerym uśmiechem. Aniel równie szczerze jej podziękowała i mało brakowało, a bez zbędnego słowa ruszyłaby w stronę zamku. Jednak kolejnego prowokującego gestu Malcolma nie potrafiła znieść. Gdy chłopak przyłożył dwa palce do brwi, a potem przeczesał je, puszczając jednocześnie oczko do kłębka lwiej wściekłości, zatrzymała się.
- Mogę cię poprosić na słowo?
- Skoro musisz – odpowiedział, wskazując przyjaciołom, żeby na niego nie czekali. Posłusznie odeszli w stronę jeziora, chociaż co jakiś czas zerkali, przestraszeni możliwością przegapienia rozrywki.

- Dlaczego to zrobiłeś?
- Słucham? - Puchon wyprostował się i zaczesał ciemny kosmyk za ucho. W jego zdziwieniu zabrakło zwykłej dla takich sytuacji teatralności. - Co zrobiłem?
- Wysadziłeś mój kociołek. Nikt inny nie założył sobie za cel pozbawienie mnie godności. Nie udawaj, że to nie ty.
- Nie zamierzam, bo to najzwyczajniej w świecie nie byłem ja. - Uśmiechał się, a po chwili wykrzywił usta i cmoknął. - Sama się pozbawiasz godności. Nie umiesz przyznać się do porażki? Daj spokój! Każdemu mogło się zdarzyć, a charłakom takie rzeczy wybacza się o wiele łatwiej...
- Nie mydl mi oczu. Dobrze wiesz, że nie popełniam takich błędów...
- Spójrz lepiej w lustro...
- Nie wysadzam kociołków, nie mieszam składników. Przyznaj, jakiś starczy uczeń opowiedział ci historię Teddy'ego i postanowiłeś to powtórzyć, co?
- Kogo? - Chłopak pokręcił głową.
- Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. Ale wiedz co innego – wycelowała palcem w jego pierś – że kiedyś ci odpłacę.
- Jesteś urocza jak się pieklisz – w tym momencie twarz dziewczyny rzeczywiście przybrała koloru demonicznej czerwieni, a Colt nachylił się w jej stronę – tylko pozwól mi wyjaśnić jedną rzecz. Nie zbliżyłem się na krok do twojego kociołka. Chętnie przypisałbym sobie tę zasługę, ale nie jestem tak zdesperowany, żeby szczycić się czyimiś czynami. Jeżeli ktoś rzeczywiście wysadził ten kociołek za ciebie, uściśnij mu ode mnie dłoń. - Poklepał dziewczynę po ramieniu, a gdy ta odepchnęła jego rękę, uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Teraz lepiej pomóż swojej koleżance w mugoloznawstwie. To chyba jedyna dziedzina, w której coś potrafisz.
- Potrafię o wiele więcej od ciebie – krzyknęła w stronę pleców oddalającego się Puchona – i to w prawie każdej dziedzinie!
- Tak? Może chcesz się zmierzyć? - Zatrzymał się i założył ręce na piersi, a kilku zaaferowanych uczniów zbliżyło się do źródła hałasu. - Podaj tylko datę i godzinę.

Komentarze
avatar
Angelina Johnson  dnia 08.05.2017 00:05
Bardzo ciekawy rozdział, chociaż trochę mnie jednak dziwi, że dziewczyna aż tak mocno nie przejęła się swoimi brwiami. W ogóle mam wrażenie jakby ona nie przejmowała się niczym ważnym, a jedynie - za przeproszeniem - pierdołami. Jak np. obraźliwym gestem Puchona. I w ogóle może za dużo tego typu książek, ale czy czasem nie powstanie płomienny romans między Aniel a Coltem? ;D "Jesteś urocza jak się pieklisz", wróg na śmierć i życie by raczej tak nie powiedział. Prawdziwy wróg byłby, przynajmniej dla mnie, jak Draco Malfoy dla Hermiony, który przecież traktował ją jak szlamę, osobę drugiej kategorii i absolutnie nie zauważał żadnych ich zalet. Colt niby wyzywa Aniel od charłaczek, które umieją tylko mugolznastwo, ale jednak potrafi przyznać, że jest urocza. Nawet jeśli robi to z przekąsem.

Bardzo zainteresował mnie sześcian pielęgniarki. Lubię takie smaczki. Jestem ciekawa jak on działa i czy rzeczywiście można z niego wyczytać, czy ktoś umiera. Natomiast mi osobiście zupełnie nie podoba się przebudowa Hogwartu poprzez dodawanie do niego jakiegoś Schroniska. Moim zdaniem trochę zamek traci na wartości, ponieważ Hagrid owszem, opiekował się zwierzętami, ale trzymając je w przydomowym ogródku, a nie budując duży kompleks na dwa budynki. Tym bardziej, że szkoła to nie schronisko ani obiekt weterynaryjny dla magicznych stworzeń - ile tak naprawdę chorych zwierzaków mógłby spotkać ten nauczyciel w Zakazanym Lesie? I jak często?

Bardzo polubiłam tą koleżankę Aniel, Mary ;) Ale właśnie dopiero po tym przysłaniu chustki. Mimo złości chociaż ona pamiętała, by oszczędzić dziewczynie niepochlebnych spojrzeń, tak właśnie robi prawdziwa przyjaciółka.

Podsumowując - masz fajną historię, denerwującą główną bohaterkę i naprawdę interesujące postacie drugoplanowe i epizodyczne. Jest też w tej historii nutka tajemniczości, a to chyba lubię najbardziej!
avatar
Alette  dnia 08.05.2017 19:49
Ej, chyba nie będą się pojedynkować? I skąd on wie, że ona jest charłaczką?

Rozdział mi się podobał, szybko mi minął, chociaż ja chyba już utonęłam jeśli chodzi o część damską. Tego Malcolma to jeszcze kojarzę, ale ani jego laski ani przyjaciółki Anielki.. wiadomo. Ale chyba po prostu zakopałam sobie możliwość naturalnego ich zrozumienia ;p
Zastanawiam sie natomiast, kto dosypał cuś do jej kociołka, bo ciężko mi uwierzyć, ze to Malcolm. To by znaczyło, że chciał jej zrobić krzywdę brak brwi to brak brwi, ale mogło skończyć się gorzej.
Fajnie wypadła ta lekcja opieki, bo ona jest taka inna niż ją znamy z książek JKR.

I chyba tyle :D
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

I'm a survivor
25.05.2017 17:30
Myślałam ze to Andrzej się nudzi i bawi i pisałam do niego ale zapewnił ze to nie on

Dyrektor Hogwartu
25.05.2017 17:30
Jaka znowu akcja? xD

I'm a survivor
25.05.2017 17:29
batalion_88, tak ale tak zwyczajnie ze po prostu wszedł na moje konto bo wtedy by mnie wywaliło. Ten ktoś używał mojego konta równocześnie ze mną. Baaa nawet "ze sobą na sb gadalismy "

Uczeń Hogwartu
25.05.2017 17:29
batalion_88, ja jestem z Sandomierza high five

Niezwyciężony mag
25.05.2017 17:28
Ja wiem kim był haker

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 32357 punktów.

2) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 31543 punktów.

3) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29561 punktów.

4) Prefix użytkownikaLosiek To PAUA

Avatar

Posiada 28521 punktów.

5) Limonka

Avatar

Posiada 28147 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 27427 punktów.

7) Prefix użytkownikaKropka Kresek Palka Kropka Palka Kreska

Avatar

Posiada 25951 punktów.

8) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 25775 punktów.

9) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 25595 punktów.

10) Prefix użytkownikaHermiona Justysia

Avatar

Posiada 24861 punktów.

Facebook
Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2017 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.13