Moja w³asna miniaturka zaczerpniêta z powie¶ci: "Nie opuszczaj mnie" - Kazuo Ishiguro.
Miniaturka jest przeróbk± powie¶ci Kazuo Ishiguro "Nie opuszczaj mnie"
¯ycie ka¿dego z nas wyrzuca na inny brzeg. Jedni le¿± na hamaku i popijaj± drinki kokosowe, a inni trafiaj± na wyspê, na której musz± walczyæ o najmniejszy kawa³ek jedzenia. Najgorsza jest jednak zawi¶æ, która czêsto nami kieruje. Zazdro¶cimy innym nawet wtedy, gdy nie maj± oni nic, a jednak s± szczê¶liwi. Dlaczego? Bo my nie umiemy cieszyæ siê z ma³ych rzeczy? Nie umiemy doceniæ tego, czym obdarowuje nas los? Mamy wiele i wiele mo¿emy wykorzystaæ, pamiêtajmy o tym, inaczej nigdy nie dojdziemy do w³asnego celu. Co gorsza, cel, który ma po drodze raniæ innych, nigdy tak naprawdê nas nie uszczê¶liwi....
By³o ju¿ pó¼no, s³oñce przechodzi³o pod horyzont, a ja sz³am powoli przez pusty las. Wydawa³ mi siê jaki¶ inny, jakbym pierwszy raz widzia³a to miejsce. Drzewa niczym pozbawione li¶ci ga³±zki, niektóre z nich po³amane lub wyrwane z korzeniami, tworzy³y przera¿aj±c± atmosferê, czego dope³nia³a s³aba mg³a, unosz±ca siê w powietrzu. Mia³am na sobie tylko bia³± sukienkê. Przypomina³a obrus i by³a zrobiona z delikatnego materia³u. Za³o¿y³am j± z okazji przyjêcia, na które siê wybiera³am, zanim ona siê zjawi³a. Nadal nie mog³am poj±æ dlaczego, dlaczego chcia³a mojego wybaczenia, dlaczego zrozumia³a wszystko tak pó¼no, za pó¼no. Lydia, moja przyjació³ka, a mo¿e powinnam powiedzieæ - by³a przyjació³ka, ale wbrew pozorom ja nigdy o niej nie zapomina³am, a nawet gdybym to zrobi³a, ona nie da³a mi zapomnieæ.
Miota³am siê w ciemno¶ci, dos³uchuj±c jej g³osu. Z obawy przed tym, ¿e zaraz potknê siê i wyl±dujê na pod³odze, tym samym budz±c innych, sz³am powoli. Przesuwa³am stopy, jedna po drugiej, czekaj±c na moment upadku. Nagle poczu³am u¶cisk na przedramieniu, wzmocni³ siê i poci±gn±³ mnie w swoj± stronê.
- Rusz siê! - krzyknê³a pó³szeptem i wci±gnê³a mnie do pomieszczenia, w którym dostrzeg³am wreszcie ¶wiat³o.
- Dlaczego wyci±gnê³a¶ mnie z ³ó¿ka o tak pó¼niej porze? - zapyta³am znudzona.
- Jak to dlaczego? Chcia³am ciê pocieszyæ i znale¼æ rozwi±zanie. - Dziewczynka o du¿ych, ciemnych oczkach chwyci³a mnie obiema rêkami za ramiona i u¶miechnê³a siê. Zaraz potem jakby na rozkaz usiad³am równo z ni± na kocu roz³o¿onym pod nami.
- Nie rozumiem. - Czu³am siê g³upio, mówi±c Lydii kolejny raz, ¿e nie mam pojêcia o co jej chodzi.
- Och Juliet, jak widaæ, musisz siê jeszcze wiele nauczyæ - powiedzia³a, tonem rodzica t³umacz±cego co¶ dziecku: - Trafi³a¶ do Gryffindoru....
- I co z tego? - oburzy³am siê. - Ty jeste¶ w Slytherinie, a o ile wiem nikt ze Slytherinu nie walczy³ przeciw czarnoksiê¿nikom.
Nie pojmowa³am czemu Lydia dogryza³a mi z powodu mojego przydzia³u. Przyby³y¶my do Hogwartu zaledwie dwa dni temu, a ona ju¿ skazywa³a mnie na poni¿enie w jej oczach. Przez jej s³owa i sposób w jaki siê do mnie odnosi³a mia³am wra¿enie, ¿e Gryffindor to najgorszy ze wszystkich Domów.
- Przykro mi, ale nie martw siê, ja zawsze bêdê przy tobie, mimo tego, ¿e jeste¶ Gryfonk±. - Przytuli³a mnie do siebie, ale ja wcale nie poczu³am siê lepiej, przeciwnie, czu³am, ¿e Tiara podzieli³a mnie z najwa¿niejsz± osob± w moim ¿yciu.
Ch³ód przenika³ moje cia³o, ale nie pozwala³am mu sob± zaw³adn±æ. Nie wiedzia³am dok±d zmierzam, ale wiedzia³am, ¿e znajdê tu odpowied¼. Chcia³am siê uspokoiæ i zrozumieæ. By³a osob± dla której mog³am po¶wiêciæ ¿ycie, zawsze tak by³o, a potem zjawi³ siê on. Nie zmieni³ mojego stosunku do Lydii, nie, raczej sta³ siê kim¶ równie wa¿nym.
Siedzia³am przy ³awce i majta³am niespokojnie nogami, a moje oczy mimowolnie zwraca³y siê ku niemu. Próbowa³am przestaæ, ale nie mog³am. Spojrza³ na mnie, spanikowa³am i odwróci³am g³owê, moje rozpuszczone w³osy zakry³y mi twarz. Odgarnê³am je lekko i zerknê³am znowu.
- Ej! Katermoy! - Ch³opak z czarnymi, l¶ni±cymi w³osami, z g³upim u¶mieszkiem na twarzy pos³a³ do niego papierowy samolocik, który roz³o¿y³ siê przed nim i opad³ na ksi±¿kê.
Will przez d³u¿sz± chwilê wgapia³ siê w li¶cik. Gdy zadzwoni³ dzwonek ze z³o¶ci± pogi±³ go i wrzuci³ do torby.
Patrzy³am jak odchodzi i nie wiadomo dlaczego mia³am ochotê z nim porozmawiaæ. By³ taki tajemniczy i mimo tego, ¿e wszyscy mu dokuczali, nie czu³am siê w obowi±zku pos±dzaæ go o to jaki jest, chcia³am go poznaæ.
Sta³y¶my przy murku, ja, Lydia i kilka kole¿anek, które czesa³y sobie w³osy nawzajem. Pogoda by³a piêkna, s³oñce jasno ¶wieci³o i wia³ ciep³y wietrzyk. Patrzy³am w stronê boiska, z daleka widzia³am k³ótnie Williama z Kaspianem i jego band±. Wy¶miewali siê z niego, dokuczali mu i popychali, a¿ w koñcu odeszli, a ten odczeka³, a¿ znikn± mu z oczu i zacz±³ krzyczeæ na ca³y g³os. Dziewczyny zaczê³y chichotaæ.
- On jest taki niem±dry - roze¶mia³a siê Lydia.
- Katy mówi³a, ¿e on jest chory psychicznie i podobno nie ma rodziców.
Dziewczyna skrzywi³a siê i udawa³a, ¿e tego nie s³ysza³a. Ja i Lydia nie mia³y¶my rodziny, mieszka³y¶my w domu dziecka, tam siê pozna³y¶my, ale nie lubi³a o tym rozmawiaæ, twierdzi³a, ¿e jej rodzice zginêli honorowo, mimo tego, ¿e nigdy ich nie widzia³a, ani praktycznie nic o nich nie widzia³a. Wszystkie zdecydowa³y siê "obrzuciæ go b³otem" i pój¶æ w ¶lady ¦lizgonów, którzy uwa¿ali to za swój obowi±zek. Nie wytrzyma³am, ruszy³am na przód, chcia³am go pocieszyæ i w jaki¶ sposób mu pomóc.
- Juliet gdzie ty idziesz! Zostaw go! On nie jest normalny! - wykrzykiwa³a Lydia.
By³am coraz bli¿ej i coraz bardziej bi³o mi serce, ale nie mog³am go tam zostawiæ. Nadal wrzeszcza³ z ca³ych si³ i wygl±da³ jakby walczy³ z duchem.
- Will - szepnê³am. - Will, wszystko w porz±dku? Czy oni ci co¶ zrobili? - dopytywa³am ze strachem w g³osie, ale on mnie nie s³ysza³, nie przestawa³ krzyczeæ i miotaæ siê na wszystkie strony. Rozczochra³ swoje blond w³osy, rzuci³ sweter w kolorze zgni³ej zieleni na ziemiê, w jego jasnych oczach zobaczy³am ³zy.
Podesz³am do ch³opca, wcale siê go nie ba³am, ba³am siê, ¿e zrobi sobie krzywdê.
- Will, przestañ - dotknê³am jego ramienia, a on odtr±ci³ mnie, uderzaj±c mnie rêk± w twarz. To sta³o siê tak szybko, poczu³am ból w okolicach policzka i oka, odruchowo przykry³am twarz, a gdy podnios³am g³owê, jego ju¿ nie by³o. Uciek³.
Nastêpnego ranka, gdy zesz³am do Wielkiej Sali na ¶niadanie, on tam siedzia³, sam.W okó³ niego by³y wielkie pustki, a niektórzy pokazywali go sobie palcami. Nie zrazi³o mnie to wcale i mimo tego, ¿e profesor McGonagall pyta³a mnie sk±d wzi±³ siê siniak na mojej twarzy, mia³am ochotê pokazaæ mu, ¿e nie musi siê przejmowaæ innymi. Podesz³am do sto³u Gryfonów i usiad³am naprzeciwko niego.
- Cze¶æ. - U¶miechnê³am siê i przyci±gnê³am do siebie pó³misek.
Przesta³ bawiæ siê jedzeniem i spojrza³ na mnie zdziwionym wzrokiem. Jeszcze przez moment gapi³ siê z niedowierzaniem, a¿ w koñcu siê odezwa³.
- Przepraszam, ¿e ciê uderzy³em - zacz±³: - Nie chcia³em tego, ju¿ nigdy siê tak nie zdenerwujê, obiecujê. - U¶miechn± siê szeroko.
- Nic siê nie sta³o, zagoi siê.
Dosz³am do rzeki, a raczej potoku, który rozci±ga³ siê od lewej do prawej strony, koñca nie by³o widaæ, ale by³ bardzo p³ytki. Zobaczy³am swoje odbicie, moje jasne oczy i w³osy, grzywkê i niemal¿e pomarañczowe usta. Nigdy nie przywi±zywa³am wielkiej wagi do wgl±du, zawsze my¶la³am, ¿e Lydia jest ³adniejsza ode mnie, mia³a piêkne br±zowe, d³ugie w³osy, wielkie ciemne oczy i g³adk± skórê, mo¿e dlatego Will zosta³ z ni±. ¦ci±gnê³am buty dopasowane do mojej sukienki, wziê³am je do rêki i wsadzi³am stopê do lodowatej wody, siêgaj±cej mi ponad kostki. Przesz³y mnie dreszcze, ale nie mog³am zrezygnowaæ.
Od momentu wspólnej rozmowy przy ¶niadaniu z Williamem Katermoy, spêdza³am z nim ka¿d± woln± chwilê, uczyli¶my siê wspólnie, chodzili¶my po Hogwarcie, przesiadywali¶my na b³oniach i rozmawiali¶my nieustannie. Mieli¶my swoje ulubione miejsce, kamienn± ³awkê na skraju Zakazanego Lasu, ros³y przy niej ¿onkile, a co najciekawsze, zawsze, gdy je zrywa³am, w niezwykle szybkim i nienaturalnym tempie, w ich miejscu pojawia³y siê nowe.
Wyszli¶my w³a¶nie z klasy, gdy jedna z uczennic powiadomi³a nas o tym, ¿e wszyscy kupuj± gad¿ety Robkinsów. Will pobieg³ ogl±daæ z innymi imponuj±ce, magiczne sprzêty Anthony'ego, Arthura i Alastora, tym razem zrobili naprawdê niez³± wystawê. Po korytarzu poustawiali w³asnego projektu rzeczy, których jeszcze nigdy nie widzia³am. Robi³y ogromne wra¿enie i wszyscy byli ciekawi jakie maj± zastosowanie, ale ja nie chcia³am niczego, ani mieæ, ani ogl±daæ, wszystko wydawa³o mi siê niepotrzebne. Chodzi³am w oko³o, a¿ w koñcu zmêczy³o mnie to i wysz³am na ¶wie¿e powietrze. Dosz³am do kamiennej ³awki i usiad³am na niej, wietrzyk porusza³ moimi w³osami i czu³am wspania³y zapach, którego nie potrafi³am rozpoznaæ. Mog³y to byæ magicznych ¿onkile.
- Nic nie kupujesz? - us³ysza³am g³os za sob± i odwróci³am siê.
Will usiad³ obok mnie.
- Nie, nic nie chcê. - U¶miechnê³am siê niemrawo.
- Nie masz pieniêdzy, je¶li chcesz to po¿yczê ci moje.
- Nie o to chodzi, nic nie chcê - powtórzy³am.
- Mam co¶ dla ciebie, mo¿e to bêdziesz chcia³a. - Wyci±gn±³ z kieszonki kremowych spodni ma³e pude³eczko i poda³ mi je.
- Co to jest?
- Kaseta, widzia³em twój magnetofon i pomy¶la³em, ¿e ci siê przyda. - Podrapa³ siê po g³owie.
Will naprawdê mnie zaskoczy³, a jednocze¶nie poprawi³ mi humor. Tym ma³ym, a jednak bardzo istotnym dla mnie gestem, poczu³am, ¿e jest kim¶ wiêcej, ni¿ przyjacielem.
Zbli¿y³am siê do niego i musnê³am go delikatnie w policzek, zobaczy³am iskierki w jego niebieskich oczach, czu³am siê ogromnie szczê¶liwa i chcia³am by ta chwila trwa³a wiecznie.
Wieczorem mia³a spotkaæ siê z Lydi±, umówi³y¶my siê na wspóln± naukê, wiêc zostawi³am Willa i pobieg³am do biblioteki. Lydia siedzia³a przy jednym ze stolików, skrobi±c co¶ na kartce/ Uczesana by³a w d³ugi warkocz, a na sobie mia³a zielon± sukienkê i czarny sweterek.
- Spó¼ni³a¶ siê. - Spojrza³a na mnie spode ³ba.
- Przepraszam, musia³am pomóc Willowi, co robisz? - Usiad³am obok niej i zerknê³am na li¶cik, który trzyma³a w rêku.
- Nic, to praca na eliksiry, niewa¿ne, wiedzia³a¶, ¿e Bella ma ch³opaka? - Schowa³a kartkê do torby i spojrza³a na mnie z zainteresowaniem.
- Nie - odpowiedzia³am krótko. Nie mia³am ochoty znowu rozmawiaæ o tym, kto bêdzie ich pierwsz±, klasow± par±.
- Podobno spotyka siê z Kaspianem, on jest taki przystojny, podoba siê wszystkim dziewczynom, a ona go ju¿ ca³owa³a. - Ekscytowa³a siê.
Wywróci³am oczami, Lydia to zauwa¿y³a, bo zaraz siê opanowa³a i zmarszczy³a brwi.
- No, pomijaj±c ciebie.
- Co? - zapyta³am zdziwiona.
- Wszystkim siê podoba, ale nie tobie - wyja¶ni³a.
Przemilcza³am to i jeszcze przez chwilê ¿adna z nas siê nie odezwa³a.
- Will siê zmieni³ - powiedzia³a w koñcu.
- Jak to siê zmieni³? - Teraz faktycznie mnie zaciekawi³a.
- Po prostu, zmieni³ siê. - U¶miechnê³a siê do siebie i poda³a mi ksi±¿kê do transmutacji.
Nastêpnego dnia, po po³udniu, wszyscy zebrali siê w Wielkiej Sali, by wys³uchaæ og³oszenia dyrektora. Nikt nie wiedzia³ o co chodzi, wiêc i ja by³am ciekawa jakie informacje ma dla nas profesor Dumbledore.
- Nie mam dla was dobrych wie¶ci. Niestety, nasza nauczycielka obrony przed czarn± magi±, pani Derbleine Rizott, musia³a zrezygnowaæ ze swojego stanowiska i wyjecha³a wczoraj wieczorem....
Zrobi³o mi siê przykro, Rizott by³a moj± ulubion± nauczycielk±, osob±, która sta³a mi siê bliska, sta³a siê pewnego rodzaju autorytetem w moich oczach, kim¶ kogo podziwia³am. A teraz odesz³a, bez po¿egnania.
Dyrektor jeszcze przez d³u¿sz± chwilê t³umaczy³ nag³e znikniêcie profesorki, chocia¿ tak naprawdê prawdziwego powodu nie us³ysza³am, dosta³am tylko zapewnienie, ¿e nic jej nie jest. Zaraz po tym uczniowie zaczêli siê rozchodziæ, rozgl±da³am siê, by znale¼æ Williama i wtedy zobaczy³am ich razem. Trzymali siê za rêce, stali do mnie ty³em i patrzyli sobie w oczy. Poczu³am uk³ucie w sercu, nie wiedzia³am co siê dzieje, zapomnia³am ju¿ o nauczycielce, która sprawia³a, ¿e siê u¶miecha³am, zaczê³o mi siê krêciæ w g³owie i straci³am ich z oczu. W Wielkiej Sali zrobi³o siê pusto, sta³am jak ko³ek i nie mog³am zrozumieæ, co siê sta³o. Potar³am oczy do których nap³ywa³y mi ³zy i pobieg³am do naszego ulubionego miejsca, chocia¿ mia³am nadziejê, ¿e mogê go dalej nazywaæ "naszym".
Dochodzi³am do celu, gdy dostrzeg³am dwie postacie siedz±ce na kamiennej ³awce. Poczu³am siê gorzej ni¿ kiedykolwiek w ¿yciu, Lydia siedzia³a z Williamem i dalej ¶ciska³a jego d³onie. Opar³am siê o murek obok mnie, a raczej schowa³am siê za nim i patrzy³am na nich. Ka¿da sekunda dawa³a mi do zrozumienia, ¿e ju¿ nigdy nie bêdzie tak jak kiedy¶. A potem moja przyjació³ka przekre¶li³a mój zwi±zek z Williamem, poca³owa³a go. To by³ d³ugi i mocny poca³unek w usta i nie móg³ równaæ siê z moim. Nie mog³am na to patrzeæ, zostawi³am ich i ba³am siê, ¿e ju¿ nigdy nie usi±dê obok niego, ¿e ju¿ nigdy z nim nie porozmawiam, ¿e ju¿ nigdy nie zaznam tego uczucia, jakie by³o we mnie, gdy on by³ obok. Nie chcia³am i nie mog³am zrozumieæ Lydii, nie umia³am poj±æ jej postêpowania. Nagle pokocha³a Willa? Nie uwa¿a³a go ju¿ za fajt³apê i dziwad³o?
Lydia zdo³a³a mnie znowu pokonaæ, ale tym razem zabra³a mi co¶, co by³o wa¿niejsze od niej samej.
Przesz³am przez ca³± d³ugo¶æ potoku, moje stopy by³y lodowate i mia³am gêsi± skórkê. S³oñce zasz³o ju¿ ca³kowicie i zrobi³o siê jeszcze ch³odniej, ¿a³owa³am, ¿e nie wziê³am ze sob± kurtki, albo chocia¿ kocyka, którym zazwyczaj owija³am siê w domu. Za³o¿y³am buty, mimo bólu jaki odczuwa³a ju¿ przez d³u¿szy czas nosz±c je, i ruszy³am na przód, jednak zaraz siê zatrzyma³am, gdy moim oczom ukaza³a siê ³ania. Sta³a nieruchomo i wgapia³a siê we mnie swoimi ciemnymi oczkami, ba³am siê poruszyæ, a nawet gdybym chcia³a, nie mog³am siê powstrzymaæ od patrzenia na ni±, czu³am jakby mnie hipnotyzowa³a. Przez kilka chwil mia³am wra¿enie, ¿e ju¿ j± kiedy¶ widzia³am, mog³a to byæ zwierzê, które pewnego dnia zobaczy³am pod oknem, ale te oczy by³y inne. W koñcu zamknê³a swoje patrza³ki i w jednym momencie znik³a, tak samo jak siê pojawi³a, niczym duch.
Minê³o tyle lat, a ja nadal marzy³am o Willu, marzy³am o tym, by wróciæ do tych kilku miesiêcy spêdzonych razem, o tym, by z nim zostaæ. Lydia podporz±dkowa³a go sobie i stworzy³a zwi±zek, który by³ dla mnie katorg±. Znosi³am ich "mi³o¶æ" mimo wszystko, bo wierzy³am, ¿e jest prawdziwa, a je¶li nie, sama siê rozejdzie.
- Idziesz?
Wyrwa³am siê z zadumy i skrêci³am w ich stronê.
- Tak, ju¿ idê.
Wybierali¶my siê do Hogsmeade, chcieli¶my odetchn±æ od szko³y i napiæ siê piwa kremowego. Sz³am obok nich, a Lydia jak zwykle wiesza³a siê po Willu i ca³owa³a go. Czasami mia³am wra¿enie, ¿e przesadza, byæ mo¿e chcia³a mi pokazaæ, ¿e jest lepsza. Will spogl±da³ w takich chwilach na mnie z lekkim za¿enowaniem i robi³ siê czerwony, a ja udawa³am, ¿e mnie to nie interesuje.
Gdy ju¿ siedzieli¶my z kuflami przy stoliku, razem z Japerem i Kristen, Krukonami, którzy byli nie roz³±czni, "Pod Trzema Miot³ami" pojawi³a siê jaka¶ dziewczyna.
- Lydia! - zawo³a³a i zaczê³a machaæ do brunetki.
- Christina przysz³a, obieca³am jej w czym¶ pomóc, wrócê nied³ugo. - Poca³owa³a Williama w policzek, zabra³a p³aszcz i wysz³a z zielonook±.
- My te¿ ju¿ idziemy, trzymajcie siê. - Ch³opak w krêconych, blond w³osach zabra³ swoj± towarzyszkê i odszed³ razem z ni±.
U¶wiadomi³am sobie, ¿e zosta³am z Williamem sama, ju¿ tak dawno nie siedzieli¶my bez Lydii, ¿e poczu³am siê niezrêcznie.
- Idê siê przej¶æ - rzuci³am.
- Idê z tob±. - Wsta³ natychmiast.
Prze³knê³am ¶linê i za³o¿y³am czapkê, otworzy³ mi drzwi i opu¶cili¶my pub.
Sz³am tak szybko, ¿e ledwie mnie dogania³, zatrzyma³am siê dopiero przy Wrzeszcz±cej Chacie i usiad³a zdenerwowana na pniu.
- Nie jest ci zimno? - zapyta³.
- Nie, jest w porz±dku, dziêkujê.
Przez moment panowa³a niezrêczna cisza, a potem on zacz±³ znowu rozmowê:
- Zosta³em zaproszony do Klubu ¦limaka - zacz±³. - To elitarny klub uczniowski, a w czwartek Slughorn organizuje przyjêcie.
- Gratulujê - powiedzia³am bez ¿adnych emocji.
- Na przyjêcie mogê zabraæ osobê towarzysz±c±.
Nie wiedzia³am do czego d±¿y, je¿eli chcia³ mnie zaprosiæ, to dlaczego ob¶ciskiwa³ siê z Lydi±.
- Pewnie we¼miesz ze sob± Lydiê - wymsknê³o mi siê.
- Nie - powiedzia³ cicho i kiwn±³ przecz±co g³ow±.
- Wiêc? - zapyta³am z nadziej± w g³osie.
- Pomy¶la³em o Kristen, Slughorn j± lubi i mnie o to prosi³a.
Z oka polecia³a mi ³za i patrz±c na niego mia³am wra¿enie, ¿e on te¿ powstrzymuje siê od p³aczu, "zrób co¶!"- my¶la³am.
- Will.. - wydusi³am i d¼wignê³am siê szybko, by uciec jak najszybciej.
Spód mojej sukienki by³ ju¿ ca³y dobrudzony b³otem i traw±, nieco wy¿ej malowa³y siê podobne plamy, buty te¿ nie by³y ju¿ takie bia³e, raczej ¿ó³te. Sz³am pod górkê, by³am ju¿ zmêczona, traci³am si³y, w rêkach nios³am kwiaty, które nazbiera³am po drodze. Nie by³o ich tutaj sporo, ale liczy³am kroki wraz z odrywaniem p³atków. Zbli¿a³am siê do celu.
Nadchodzi³ koniec, koniec szko³y, koniec nauki i pocz±tek innego, nowego ¿ycia. Nie wiedzia³am co bêdê robi³a, gdzie bêdê pracowa³a, chcia³am pomagaæ ludziom i my¶la³am o karierze uzdrowiciela, ale w g³owie siedzia³ mi ci±gle Will. Zauwa¿y³am jak±¶ zmianê, od pobyt w Hogsmeade czêsto s³ysza³am wrzaski i k³ótnie, nie zgadzali siê ze sob± tak jak kiedy¶, mo¿e Will zrozumia³, ¿e Lydia nim manipulowa³a, ja zrozumia³am to zbyt pó¼no.
Siedzia³am na murku ze s³uchawkami w uszach, s³ucha³am kasety Willa, ten podarunek by³ dla mnie taki wa¿ny i mog³am s³uchaæ jej bez koñca, dodatkowo mog³am zobaczyæ co siê dzieje podczas piosenki, dziêki wynalazkowi braci Robkinsów. Nuci³am j± sobie, skulona, gdy co¶ wyprowadzi³o mnie z transu.
- Will, mówiê do ciebie! Przestañ natychmiast, musimy porozmawiaæ!
D¼wignê³am g³owê i nie zobaczy³am ma³ego ch³opca w sweterku, ze spuszczon± g³ow±, lecz przystojnego i dojrza³ego mê¿czyznê z pewnym siebie wzrokiem. Zatrzyma³am piosenkê i nadstawi³am uszu.
- Nie mam ochoty rozmawiaæ. - Stan±³ i spojrza³ na zdruzgotan± Lydiê.
- Will, to nie twoja wina, po prostu jeste¶ zmêczony. - Podesz³a do niego i mówi³a ju¿ spokojniejszym tonem: - Mo¿e co¶ zjemy? - Dotknê³a jego w³osów, w zwyczaju mia³a poprawianie jego czupryny i g³adzenie jego twarzy, lecz tym razem zareagowa³ inaczej.
- Nie dotykaj mnie, powiedzia³em, ¿e nie chcê z tob± rozmawiaæ. - Odsun±³ j± od siebie i zawróci³, teraz dopiero zwróci³ na mnie uwagê.
- Cze¶æ, Juliet. - U¶miechn± siê s³abo i znikn±³ nam z oczu.
Lydia spogl±da³a na mnie ze w¶ciek³o¶ci± w oczach, podesz³a szybkim krokiem w moj± stronê i wyrwa³a mi magnetofon z r±k, rzucaj±c go nastêpnie za siebie.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknê³am.
- Siadaj. - Popchnê³a mnie z powrotem na murek, gdy próbowa³am wstaæ.
- My¶lisz, ¿e nie wiem co knujesz? - prychnê³a.
Spojrza³am na ni± z poirytowaniem i zdziwieniem, tym razem przesadzi³a.
- Wyobra¿asz sobie, ¿e Will mnie zostawi i wtedy nadejdzie twoja kolej.
Nigdy tak o tym nie my¶la³am, nie chcia³am skrzywdziæ Lydii, dlatego te¿ nie miesza³am siê w to, co zwyk³a nazywaæ "ich sprawami". Patrzy³am na jej za³zawione i czerwone oczy, by³a naprawdê zdenerwowana i nie zamierza³a odpu¶ciæ.
- Zazdro¶cisz mi jak zwykle, ale Will mnie kocha i nie zostawi mnie dla ciebie, nie pozwolê na to! - Mia³am wra¿enie, ¿e zaraz mnie uderzy, ale na szczê¶cie pohamowa³a siê i odesz³a. Odetchnê³am g³êboko, zabrzmia³o to trochê jak gro¼ba, ale nie chcia³am siê czuæ winna za co¶, co ona sama zniszczy³a. Podesz³am do magnetofonu, obawia³am siê najgorszego, na szczê¶cie kaseta nie zosta³a uszkodzona, magnetofon jednak nie nadawa³ siê ju¿ do u¿ytku.
Wraz z zakoñczeniem roku nasze drogi siê rozesz³y. Nie tylko moje i Lydii, Will wyjecha³ i nie wiedzia³am, czy jeszcze kiedy¶ go spotkam. Nie liczy³am na to, ¿e Lydia mnie przeprosi, mia³am tylko nadzieje, ¿e nie pos±dzi³a mnie o to przed czym tak siê broni³am przez tyle lat, dla niej.
Dosz³am na wzgórze. W koñcu mi siê uda³o pokonaæ drogê i znale¼æ siê tutaj, teraz musia³am go tylko znale¼æ. Otworzy³am ma³± bramkê przy ogrodzeniu i rozejrza³am siê. Ogarn±³ mnie smutek, tyle grobów, tyle ¶mierci, a w¶ród nich by³ Will. Woko³o ci±gnê³y siê ¶cie¿ki wydeptane przez "odwiedzaj±cych". Zrobi³am kilka kroków w przód i trzês±c siê podesz³am w stronê tabliczki, przetar³am j± rêk± i ujrza³am napis:
WILLIAM KATERMOY
(1960 - 1988)
Uklêknê³am przy grobie i zamknê³am oczy, dobrze pamiêta³am nasze ostatnie spotkanie, kilka tygodni temu...
Podawa³am w³a¶nie leki jednemu z pacjentów, gdy do Szpitala przywieziono rannego mê¿czyznê. Nie mia³am pojêcia kim on jest, ani co mu siê przytrafi³o, ale po oko³o dwóch godzinach mia³am zanie¶æ mu potrzebne lekarstwa i wodê.
Wesz³am na IV piêtro i nie spodziewaj± siê niczego, podesz³am do ³ó¿ka, na którym kto¶ le¿a³. Gdy dostrzeg³am jego twarz, nie mog³am uwierzyæ, ¿e go widzê, pu¶ci³am butelkê "Syropu z nargwi", by zatkaæ usta ze zdziwienia, a ta rozbi³a siê wylewaj±c ca³± zawarto¶æ.
Podniós³ swoj± g³owê owiniêt± banda¿em rozci±gaj±cym, tak samo jak rêkê. Jego twarz by³a zmasakrowana jakby kto¶ go pobi³ albo przejecha³, ale nie mog³am nie rozpoznaæ tych oczu.
Oddycha³am g³êboko, nie mog±c wydusiæ s³owa.
- Juliet - szepn±³.
Usiad³am delikatnie na ³ó¿ku obok niego i chwyci³am jego rêkê, poczu³am ulgê, by³ blisko, by³ ze mn±, ju¿ tak dawno chcia³am to zrobiæ, ju¿ tak dawno chcia³am nie my¶leæ o Lydii, bêd±cej jego cieniem.
- Jeste¶ tu - powiedzia³ ochryp³ym g³osem. - Ty tu naprawdê jeste¶. - D¼wign±³ zdrowsz± rêkê i dotkn±³ mojego policzka.
Chwyci³am j± swoj± i zamknê³am oczy. Jak wspania³e uczucie mnie ogarnê³o, gdy mog³am wreszcie dotkn±æ go bez obaw.
- Co ci siê sta³o? - zapyta³am w koñcu.
- To nic, niewa¿ne, nie mówmy o tym. - Próbowa³ udawaæ, ¿e nic mu nie jest, ale wygl±da³ s³abo i ju¿ na pierwszy rzut oka mo¿na by³o siê domy¶liæ, ¿e nie jest to "nic".
- Potrzebujesz czego¶? Mo¿e pójdê przynie¶æ nowy syrop i pozbieram to szk³o?
- Nie, zostañ ze mn±.
Spêdza³am nastêpne dni z Williamem, by³ w bardzo z³ym stanie, ale nie poddawa³ siê. W koñcu mogli¶my porozmawiaæ, opowiedzia³ mi o tym jak zajmowa³ siê wa¿n± misj±, jak walczy³ z czarnoksiê¿nikami i o tym jak g³odowa³ przez kilka dni, ale ja chcia³am wiêcej i wiêcej. W istocie moja têsknota za nim trwa³a ju¿ od momentu, gdy zobaczy³am go z Lydi± na kamiennej ³awce, ale teraz by³ ze mn± i tylko ze mn±, chcia³am, by by³ tu ju¿ zawsze. Moje szczê¶cie nie trwa³o jednak zbyt d³ugo.
Bieg³am w³a¶nie na kolejne spotkanie z nim, ale Tasha zagrodzi³a mi drogê i próbowa³a mnie zatrzymaæ.
- Nie id¼ tam, proszê - powtarza³a dziewczyna w czarnych, pofalowanych w³osach.
Zaczyna³am siê baæ o Willa, a zaraz potem us³ysza³am krzyki, przera¿aj±ce wrzaski, jego wrzaski.
- Co siê dzieje, przepu¶æ mnie! - krzyknê³am, gdy dziewczyna po raz który¶ zablokowa³a mi przej¶cie.
- Juliet, to koniec, on nie ma szans, uzdrowiciele zrobili wszystko co w ich mocy, ale to kwestia czasu zanim.. - przerwa³a.
Do oczu nap³ywa³y mi ³zy, on da radê - powtarza³am sobie.
- Puszczaj! - Odepchnê³am j± i jak najszybciej znalaz³am siê w pomieszczeniu, w którym by³ William.
Znowu to samo, nie wytrzyma³, zachowywa³ siê jak opêtany, krzycza³ z ca³ych si³ i turbowa³ wszystko. Domy¶li³am siê, ¿e dowiedzia³ siê prawdy i nie potrafi³ jej znie¶æ. Dwóch mê¿czyzn próbowa³o go powstrzymaæ, ale on rzuca³ siê po pokoju i wszystko niszczy³, musia³am to przerwaæ.
- Will, przestañ. - Chwyci³am go za rêkê, tym razem jednak nie poczu³am bólu, ale nie mog³am oddychaæ. Will odwróci³ siê i przytuli³ mnie do siebie mocno. Po³o¿y³am g³owê na jego ramieniu, odwzajemni³am u¶cisk i poczu³am ciep³o p³yn±ce z jego cia³a i jego mokr± od ³ez twarz na karku.
- Nie odchod¼ - powiedzia³ mi do ucha, a potem odchyli³ siê i poca³owa³ mnie. Wreszcie wiedzia³am, ¿e on jest mój, ¿e mnie kocha i ¿e ja czujê to samo.
Gdy tylko siê pu¶cili¶my, uzdrowiciele chwycili go za rêce i zaczêli wlec do ³ó¿ka.
- Juliet, wyjd¼, jego stan jest ju¿ zbyt powa¿ny, nie ma czasu - krzykn±³ starszy mê¿czyzna z którym czêsto dyskutowa³am na temat dziwnych zaklêæ stosowanych w Szpitalu ¦wiêtego Munga.
Will siê uspokoi³, ale to by³o co¶ wiêcej, on nie móg³ siê ruszyæ, podda³ siê im i spogl±da³ na mnie oczami, które siê powoli zamyka³y. Patrzy³am na niego za szyb± w korytarzu i czu³am jak umiera. Wyci±gn±³ do mnie rêkê w ostatniej chwili, a potem sama opad³a bezw³adnie i ju¿ nikt nie umia³ mu pomóc. Zgin±³ na moich oczach, to by³ najgorszy widok jaki dane mi by³o ujrzeæ. Ostatnie chwile z nim by³y dla mnie najcenniejsze i nigdy o nich nie zapomnê.
Patrzy³am na imiê wyryte na grobie i zastanawia³am siê dlaczego stracili¶my tyle czasu, dlaczego nie mogli¶my siê cieszyæ sob± wcze¶niej. Lydia zawsze sta³a po¶rodku nas, a dzisiaj sama przyzna³a, ¿e wyrz±dzi³a sobie krzywdê w ten sposób. Zrozumia³a jak wielki b³±d pope³ni³a, przez zazdro¶æ, która j± opêta³a. Mo¿e gdyby zdo³a³a daæ nam szansê nie le¿a³abym teraz przy jego martwym, pochowanym ciele. Jednak gdybym zachowa³a uraz, jaki do niej ¿ywi³am, post±pi³abym jak ona i nie mog³abym siê cieszyæ z tego co mam. Têsknotê za nim zawsze bêdê nosiæ ze sob± i nie chcia³abym by zniknê³a, ona jest moim paliwem do spe³nienia.
Obieca³am, ¿e przeczytam, to tak siê stanie x)
tak powinna siê zaczynaæ miniaturka ;p Nie przechodzisz od razu de sedna, ale tworzysz jaki¶ wstêp.
No i w sumie dawno nie czyta³am historii o mi³o¶ci, która by mnie tak wkurzy³a i poruszy³a jednocze¶nie. Mo¿e to bana³, ale to przecie¿ w³a¶nie bana³ najbardziej wzrusza. Bardzo denerwowa³a mnie g³ówna bohaterka - taka ciapa, w ogóle do mnie nie trafia jej brak charakteru. To samo tyczy siê jej przyjació³ki. Ciekawy w tym wszystkim by³ Will i jego zachowanie najbardziej do mnie trafi³o.... chyba wydaje siê najbardziej ludzkie.
W ka¿dym razie ca³o¶æ jest bardzo ³adnie napisana i chocia¿ wiem, ¿e w bardzo du¿ym stopniu siê inspirowa³a¶, to i tak uwa¿am za sukces to, ¿e zachêci³a¶ mnie do siêgniêcia po ksi±¿kê.
Ekstra ; )