Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
M³ody mê¿czyzna siedzia³ w rogu pubu, powoli opró¿niaj±c kufel z piwem. Avada o tej porze by³a pusta, dlatego wybra³ akurat to miejsce. Swojego mieszkania mia³ do¶æ, zreszt± co móg³by tam robiæ? Gdyby chocia¿ posiada³ towarzystwo... Szczerze mówi±c, na to ostatnie nie móg³ narzekaæ. Od niedawna, gdzie nie poszed³, kto¶ go zaczepia³ albo szybko siê oddala³. Szepty te¿ by³y wszechobecne. Czu³ zmêczenie ca³± sytuacj±, choæ raczej nie dawa³ siê wyprowadzaæ z równowagi. Na ewentualne komentarze czy pytania czêsto odpowiada³ ironi±, byæ mo¿e niepotrzebnie podgrzewaj±c kocio³ek bzdur i plot. Oczywi¶cie za rozg³oszeniem wszystkiego sta³ jaki¶ "kolega" z ministerstwa, to by³o pewne jak samospalenie feniksa. Upijaj±c kolejny ³yk, David dostrzeg³ co¶ zaskakuj±cego. Miêdzy kwadratowymi stolikami rozmieszczonymi nieco niedbale wzd³u¿ ¶cian, których pokrycie ca³kiem nie¼le imitowa³o ciemn± ceg³ê, przelatywa³a sowa. £adna p³omykówka zrzuci³a list na g³owê czarodzieja i odlecia³a odprowadzana krytycznym wzrokiem pracownika. Postawny barman chyba niezbyt dobrze tolerowa³ ptaki w swoim lokalu. Mimo to nie zgromi³ jedynego w tym momencie klienta, zamiast tego powróci³ do czyszczenia szklanego kufla, który sta³ na sporym kontuarze, kilka centymetrów od butelek z drogimi winami. Te ostatnie nie zosta³y przeznaczone na sprzeda¿, mia³y podobno budowaæ renomê knajpy. David podejrzewa³, ¿e obs³uga czasem sama korzysta z tych trunków, ale to w sumie nie jego sprawa. Ostro¿nie otworzy³ korespondencjê, któr± w³a¶nie otrzyma³:
Szanowny Panie Malcolm,
Informujemy, ¿e dnia 23 lutego 2018 roku Zgromadzenie Ogólne Wizengamotu w porozumieniu z szefem Biura Aurorów zakoñczy³o toczon± przeciw Panu sprawê i postanowi³o
Oczy¶ciæ Pana z zarzutów wp³ywania na ¶wiadków i u¿ywania nielegalnych metod w ¶ledztwie przeciwko Emily Sleven i jednocze¶nie bezzw³ocznie przywróciæ Panu Prawo do czynnego wykonywania obowi±zków aurora.
Z powa¿aniem.
Ralph Green
Przewodnicz±cy Zgromadzenia Ogólnego Wizengamotu
Kolejna taka wiadomo¶æ, ju¿ dawno straci³ satysfakcjê z tych rozstrzygniêæ. To ¿a³osne jak bardzo na powa¿nie bior± oskar¿enia tych wszystkich mend magicznego ¶wiata. Davis westchn±³ g³ucho, a chowaj±c kopertê, zauwa¿y³, ¿e ze ¶rodka wychyla siê jeszcze jeden skrawek pergaminu.
Trup, Queen Street 17, twój nowy partner bêdzie czeka³. Powodzenia.
£owcê czarnoksiê¿ników czeka³o kolejne wyzwanie. Szybko wyj±³ sakiewkê, zostawi³ na stole odpowiedni± kwotê i wyszed³. W powietrzu czuæ by³o jeszcze niedawne opady, a niewielka mugolska uliczka wygl±da³a na opuszczon±. David wiedzia³, ¿e tutejsi mieszkañcy raczej nie siedz± w pracy. Ci±gle podpici i ¶mierdz±cy drobni kombinatorzy, z³odzieje i narkomani bez marzeñ ca³ymi dniami zbierali z³om albo polowali na co rusz to nowe ofiary. Czarodzieje czêsto otwierali knajpy w takich dzielnicach. Nawet je¶li kto¶ przechyli³ trochê za du¿o kieliszków i mu odjeba³o, nie by³o sprawy, bowiem pijaków i ordynarnych cwaniaczków nikt nie traktowa³ powa¿nie. Ministerstwo mia³o czas na wys³anie amnezjatorów, winny najczê¶ciej dostawa³ grzywnê i po problemie. Gdyby Malcolm równie skutecznie wype³nia³ swoje zadania, ju¿ dawno by³by gwiazd± Londynu. Bywa³o ró¿nie, wiele dochodzeñ sta³o w miejscu. Jak bêdzie tym razem? Mê¿czyzna zacz±³ grzebaæ po kieszeniach, a po chwili wyci±gn±³ Baroneta - niewielk±, okr±g³± blaszkê. Na awersie by³o god³o Londynu przekre¶lone dwoma ró¿d¿kami. Pomys³ na wykonanie niezbyt kreatywny, ale Davidowi Baronety siê podoba³y. Szefowie ka¿dego z wydzia³ów zaopatrzyli w nie swoich pracowników, szczególne znaczenie mia³o to dla ¶ledczych. Aurorzy i ca³a reszta ekipy, bez której nie schwytano by ¿adnego z³oczyñcy, posiadali w zasadzie woln± licencjê na ¶wistokliki, s³u¿±ce do podró¿y s³u¿bowych. Oczywi¶cie, góra zawsze podejrzewa³a przekrêt, wiêc musieli pisaæ raporty. Jedynym obostrzeniem by³o to, ¿e byli zobligowani korzystaæ z oznaczonych Baronetów, nie mogli u¿ywaæ ¶mieci ani innych przedmiotów. Powód by³ prosty - w ten sposób nie zacierano ¶ladów, ustalenie jakiego rodzaju magii u¿ywa³ sprawca robi³o siê ³atwiejsze.
- Portus! - mrukn±³ nasz bohater, a po chwili poczu³ mocne szarpniêcie w okolicach pêpka.
Po chwili auror sta³ w niewielkiej alejce przygl±daj±c siê piêknej, starej rezydencji, na któr± nigdy nie móg³by sobie pozwoliæ. W zasadzie nie to stanowi³o problem, nie gustowa³ w takich dworach. Davida trapi³o jednak co innego, ju¿ na wstêpie pope³ni³ niedopatrzenie. Quen Street, jak móg³ nie skojarzyæ tego adresu? Nic go nie usprawiedliwia³o: nawet to, ¿e Emily Sleckey, szerzej znana jako piêkna Daphne, przez wiêkszo¶æ by³a postrzegana jako wariatka, której miejsce jest na oddziale zamkniêtym ¶w Munga. Ogólnie, wiara wró¿bom nie by³a w obecnych czasach popularna, powodów znalaz³oby siê kilka: szanowani i najbardziej zdolni czarodzieje coraz czê¶ciej w ¶lad za profesor McGonagall dystansowali siê od wró¿biarstwa jako dziedziny magii, rzeczywisto¶æ robi³a siê coraz bardziej mroczna... Malcolm z obaw± patrzy³ w przysz³o¶æ. Kiedy¶ ludzie dr¿eli ze strachu przed Lordem Voldemortem. Dzi¶ liczba zabójstw mo¿e nie by³a tak du¿a, jednak i tak pora¿a³a. Nie sta³a za tym jaka¶ konkretna osoba, przedstawiciele ró¿nych stanów i statusu pope³niali morderstwa - pod wp³ywem sza³u, w trakcie pijackiej burdy, dla zyskania testamentu. Posiadacze ró¿d¿ek w niczym nie byli lepsi od spawaczy, hydraulików i rzeszy innych, którzy na wie¶æ o lataniu na miotle, popukaliby siê w czo³o. Nic dziwnego, ¿e przeciêtny czarodziej wola³ nie ufaæ koszmarnym proroctwom, na bazie których wielu oszustów chcia³o mieæ swoje piêæ minut w Czarownicy czy innym szmat³awcu. Czy¿by tym razem sprawc± tak¿e by³ kto¶ niezadowolony z tego, co us³ysza³? Takie przypadki ju¿ siê zdarza³y. Nie dowie siê, dopóki nie wejdzie, zatem ¶mia³o ruszy³ ku furtce. Przy wej¶ciu min±³ czarodziejski patrol, dwóch znudzonych facetów w karmazynowych szatach, którzy zabezpieczali miejsce zdarzenia. Na co dzieñ ¶cigali nielegalnych handlarzy, zajmowali siê mniejszej wagi wypadkami ujawnienia magii, kraksami miotlarskimi i interweniowali podczas wypadków zwi±zanych z teleportacj± bez licencji. Chyba nikt nie widzia³, aby kiedykolwiek byli zadowoleni. W sumie nie ma siê co dziwiæ, czêste szarpanie siê z elementem, który na dodatek przesadzi³ z mikstur± rozweselaj±c±, nie nale¿a³o do kariery marzeñ. Je¶li dodaæ do tego, ¿e byli to pracownicy, delikatniej mówi±c, nie najlepiej edukowani... Malcolm nawet nie zauwa¿y³, gdy dotar³ do sypialni, gdzie krêci³ siê patolog, technicy i... Jasper Brown.
- Od dzisiaj pracujemy razem - rzuci³ Jasper, wyci±gaj±c d³oñ na przywitanie. Davidowi siê to nie spodoba³o; z Jasperem znali siê z Hogwartu, byli na jednym roku. Brown by³ raczej odtr±canym od grupy odludkiem, wielu zazdro¶ci³o mu umiejêtno¶ci z zakresu Obrony Przed Czarn± Magi±. Mimo to Malcolm nie uwa¿a³, aby jego nowy wspó³pracownik móg³ siê sprawdziæ - ¶ledczy to nie tylko talent, ale te¿ charakter. Postanowi³ jednak daæ rówie¶nikowi szansê - w koñcu odk±d siê ostatni raz widzieli mog³o zaj¶æ wiele zmian. Ciekawe, jakie wiatry u licha nosi³y przez te lata Browna?
- Co wiemy? - zapyta³ krótko David, staraj±c siê skupiæ na ofierze.
- Nieboszczka to Annabell Sleckey, córka Piêknej Daphne. Te¿ para³a siê wró¿biarstwem, chocia¿ by³a mniej znana ni¿ matka. Kilka razy jej widzenia dotyczy³y ¶ledztw naszego biura, pomaga³em je weryfikowaæ - zacz±³ patolog, krepy, ³ysiej±cy i najlepszy na wyspach.
- I co, mistrzu? Sprawdzi³y siê? - z lekkim rozbawieniem zapyta³ Malcolm.
- Jasne, jak sam sobie powiedzia³em, ¿e tylko tracê czas, od razu przewidzia³em poprawnie. Ma siê to wewnêtrzne oko - za¶mia³ siê.
- Mo¿e powiniene¶ zmieniæ profesjê i zostaæ bogatym jasnowidzem? - podpu¶ci³ go David, podchodz±c do umar³ej. M³oda dziewczyna w kusej, b³êkitnej koszuli nocnej le¿a³a na boku z zamkniêtymi oczami. Nogi mia³a podkurczone, pod g³ow± poduszkê - gdyby nie nienaturalna blado¶æ cia³a oraz sino¶æ d³oni, a tak¿e stóp, przeciêtna osoba mog³aby pomy¶leæ, ¿e denatka zwyczajnie baluje w krainie Morfeusza.
- A co? Kasê chcesz po¿yczaæ? - zapyta³ z ironi± specjalista od zmar³ych.
- Jakby by³o od kogo - obruszy³ siê David, a po chwili doda³ bardziej merytorycznie - przyczyna zgonu?
- Na pewno nie zaklêcie, stawia³bym na eliksir. To by wskazywa³o albo na samobójstwo - m³oda wypija, k³adzie siê i schodzi. Przy czym nie pozostawi³a listu po¿egnalnego. Brak urazów, zatem ewentualnie kto¶ poda³ jej co¶ na tym ³ó¿ku, mo¿e siê s³abiej czu³a, nie wiem i u³o¿y³ cia³o. Ewentualnie skorzystano z eliksiru, który dzia³a po odpowiednim czasie, nie¶wiadoma wypi³a, posz³a spaæ i... Konkretniej siê wypowiem jako¶ po lunchu. A propos, nie wiem ile godzin temu nast±pi³ zgon, na pewno mniej ni¿ dwana¶cie.
- Nie zapominaj te¿...
- Tak wiem! - przerwa³ patolog - Muszê zabezpieczyæ wszystkie substancje i ciecze z tego domu, które mog³yby s³u¿yæ sprawcy.
To by³ delikatny punkt Jamesa. Zawsze nerwowo reagowa³ gdy kto¶, choæby bez z³ych intencji, przypomina³ mu o czym¶ czy broñ bo¿e podwa¿a³ jego kompetencje. Z tego powodu bywa³ przez niektórych infantylnie nazywany panem "Wiemcorobiê."
- Zapewne nie ma ¿adnych ¶ladów jak sprawca siê tu dosta³, bior±c pod uwagê ile osób przewija siê przez gabinety wró¿ek? - do dyskusji w³±czy³ siê Jasper.
- Na pierwszy rzut oka nic, bêdê bada³, ale w±tpiê, abym co¶ odnalaz³.
- To mo¿e teraz pogadamy z piêkn± Daphne? - zaproponowa³ Jasper z nadziej± na szybkie zakoñczenie tego przes³uchania. - Siedzi w pokoju obok, z kim¶ z patrolu.
- Niech bêdzie - przytakn±³ David, zadowolony, ¿e jednak ¶wie¿ak wykazuje jak±¶ inicjatywê i nie stoi jak ko³ek, czego móg³by siê spodziewaæ. Oczywi¶cie na razie wykonywali tylko standardowe czê¶ci procedury, jednak musieli to odbêbniæ. Szczerze w±tpi³ czy rozmowa z Emily cokolwiek posunie do przodu. Tacy jak ona rzadko gadaj± z sensem.
Postaæ kobiety jakby potwierdza³a obawy detektywa. Piêkna Daphne ko³ysa³a siê na kanapie nuc±c ludow± piosenkê. Co prawda ludzie ró¿nie podchodzili do tragedii, nie istnia³y reakcje lepsze czy gorsze. Mimo to nadmierna teatralno¶æ i paplanina jak± siê spodziewali us³yszeæ nie sprzyja³a ich celowi.
- Dzieñ dobry - zacz±³ wreszcie David, staraj±c siê wyrwaæ wieszczkê z transu. - David Malcolm, Jasper Brown, Biuro Aurorów. Bardzo nam przykro.
- Obaj nie znacie prawdy, nie jeste¶cie godni. - Matka zabitej znienacka poderwa³a siê niemal krzycz±c i jêcz±c. David stwierdzi³, ¿e na poziomie szkolnego przedstawienia by³aby ca³kiem dobr± aktork±. Pora przerwaæ ten lichy koncert, niestety bêdzie gorzej ni¿ przypuszcza³ - babê nie¼le wciê³o. Dziwaczka i kuchenna sherry, któr± da³o siê wyczuæ to niedobre po³±czenie. Na szczê¶cie pierwszy przemówi³ Jasper.
- Zdajemy sobie sprawê, ¿e nawet trochê nie zbli¿ymy siê do tego, co pani w tej chwili prze¿ywa i naprawdê wspó³czujemy, jednak mo¿emy obiecaæ, ¿e zrobimy wszystko, aby wyja¶niæ tê tragediê. Czy pomo¿e nam pani udzielaj±c kilku informacji? - poprosi³ ³agodnie. David obdarzy³ go spojrzeniem, zastanawiaj±c siê, czy nowy kompan naprawdê czuje jaki¶ rodzaj empatii w stosunku do tej kobiety. Oczywiste by³o, ¿e musieli jako¶ próbowaæ zdobyæ jej zaufanie. Obywatele z natury ma³o mówili przedstawicielom w³adz, do których oni w pewnym sensie nale¿eli. A ju¿ zw³aszcza w oficjalnych rozmowach.
- To pani znalaz³a cia³o? - zacz±³ David, uwa¿nie patrz±c na twarz tej barwnej persony. Oczywi¶cie musieli wypytaæ s±siadów czy czêsto daje w palnik. Czasami ludzie korzystali z win i innych procentów, by siê w ten sposób broniæ. Ró¿ne naturalne reakcje czy dziwniejsze wypowiedzi czêsto usi³owano t³umaczyæ alkoholem czy substancjami uspokajaj±cymi.
- Tak.
- W jakich okoliczno¶ciach? - kontynuowa³ Jasper, a samonotuj±ce pióro protoko³owa³o ka¿de s³owo.
- Ja... ja wróci³am od Hoppie Taylor, mojej prawdziwej bratniej duszy na tym smutnym, egzystencjalnym okrêcie i ona... le¿a³a w ³ó¿ku. Zajrza³am, bo to do niej niepodobne. Jej dar by³ zbyt cenny, by wylegiwa³a w po¶cieli zamiast wykorzystaæ to, co los dla niej przeznaczy³ - zakoñczy³a b±d¼ co b±d¼ dziwn± uwag±.
- W jakim celu odwiedzi³a pani Hoppie Taylor? - kolejne pytania by³y krótkie i konkretne, mieli nadziejê, ¿e to wystarczy aby uzyskaæ w miarê racjonalne odpowiedzi. David zdawa³ sobie sprawê, ¿e sposób, w jaki prowadz± to rozpytanie, nie najlepiej o nich ¶wiadczy. Powinni uszanowaæ ból po stracie córki, nawet gdy sytuacja ta dotknê³a... do¶æ ekscentryczn± osobê. Mimo to, w Emily by³o co¶ tak teatralnego, sztucznego i ¿a³osnego zarazem, ¿e mê¿czyzna chcia³ j± jak najszybciej opu¶ciæ.
- Mia³am jej pomóc w interpretacji pewnego uk³adu z fusów, poprosi³a mnie przez patronusa. Ona by³a bardzo podekscytowana, mówi³a, ¿e to wielka rzecz dla ludzko¶ci. Tak, ta dziewczyna ma prawdziwe b³ogos³awieñstwo najwy¿szego, bêdzie o niej jeszcze...
- Tak, tak, na pewno ma pani racjê. Czy wchodz±c do domu, widzia³a pani co¶ niecodziennego? - tym razem konieczno¶æ wej¶cia w zdanie przypad³a Jasperowi.
- Zw³oki córki uwa¿am za do¶æ niezwyk³e, nawet bior±c pod uwagê to, co ukazuje mi siê w otch³aniach kryszta³owej kuli, jakby pan nie zdawa³ sobie sprawy. Mêczycie mnie, któr± dopad³ zgubny wp³yw Saturna.
- Nie chcemy, ¿eby to tak wygl±da³o. Proszê przyj±æ do wiadomo¶ci, ¿e w zwi±zku z tym, co siê sta³o, obowi±zuj± nas pewne procedury, a ze wzglêdu na szacunek do ¿a³oby, nie chcieliby¶my nachodziæ rodziny wiêcej razy ni¿ to konieczne. Kiedy po raz ostatni widzia³a pani córkê ¿yw±?
- Dzi¶ rano - odpowiedzia³a zdawkowo sugeruj±c, ¿e jest ura¿ona ich dzia³aniami.
- Ile godzin temu? - zapyta³ David próbuj±c u¶ci¶liæ cokolwiek w zakresie godziny zabójstwa.
- Po dziewi±tej wysz³am co¶ zje¶æ, spotka³y¶my siê w jadalni, a nastêpnie obie siedzia³y¶my w swoich pokojach.
- Nie pok³óci³y¶cie siê, nie mówi³a ostatnio o ¿adnych problemach?
- Nie - u¿ywa³a coraz bardziej lakonicznych form, jakby te¿ szybko chcia³a dobrn±æ do koñca.
- Mo¿e zaczê³a siê zachowywaæ jako¶ inaczej, dostawa³a dziwne listy? - David stara³ siê podr±¿yæ temat, ale w odpowiedzi otrzyma³ jedynie przecz±ce kiwanie g³ow±. Dobre i to...
- Ma pani gdzie¶ spis...
- Osób które korzysta³y z jej umiejêtno¶ci? - dokoñczy³ Jasper.
- Wewnêtrzne oko nie dzia³a na czas, nie da siê ustaliæ, ¿e tego obs³ugujemy od ósmej do za piêtna¶cie, a kolejny kwadrans na innego! - ¿achnê³a siê wyra¼nie zagniewana. Wystarczy³o im jak na razie. Spokojnie siê po¿egnali i opu¶cili posesjê. Wreszcie. Na koñcu David zda³ sobie sprawê, ¿e Piêkna Daphne tak naprawdê ma³o powiedzia³a im o swoim dziecku, które w³a¶nie straci³a... Czy ona je kocha³a?
PaulaSmith dnia 24.04.2018 17:01
Klaudia Lind dnia 24.04.2018 18:00
Aneta02 dnia 24.04.2018 18:36
Ostatnio zosta³am przez kogo¶ przekonana do krymina³ów i siê z tego faktu cieszê, bo widz±c gatunek, w jakiej umie¶ci³e¶ ff, jeszcze kiedy¶ bym nawet nie zajrza³a, wiêc bym bardzo ¿a³owa³a

gordian119 dnia 25.04.2018 16:11
Znaczy... po prostu nie widzia³em wcze¶niej nic innego co napisa³e¶, wiêc jestem uraczony
Nie zgodzê siê z tym, ¿eby¶ przynudza³. Jak dla mnie to opisy w³a¶nie buduj± historiê, je¿eli chcemy napisaæ historiê samymi dialogami, to w³a¶nie w tych dialogach opisy s± zawarte, albo po prostu opowie¶æ jest beznadziejna. W ka¿dym razie mi siê to bardzo podoba³o i czekam na dalsze czê¶ci
Alette dnia 27.04.2018 20:47
ania919 dnia 30.04.2018 09:06

fuerte dnia 02.05.2018 21:27
Anni1111 dnia 11.06.2018 22:40

Krnabrny dnia 30.06.2018 16:58
blad logiczny dnia 01.07.2018 16:05
EmilyWright dnia 01.07.2018 20:51
KHZP dnia 02.07.2018 14:21
Katherine_Pierce dnia 31.07.2018 19:45
| Wybitny! | 33% | [1 g³os] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 67% | [2 g³osy] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Pocz±tek mnie dosyæ mocno znu¿y³. Mia³am dosyæ tych niepotrzebnych szczegó³ów, sztucznie wyd³u¿aj±cych zdania. Opisy s± wa¿ne, ale nale¿y je tworzyæ umiejêtnie. Tutaj mia³am przesyt informacji o tym, w którym miejscu dok³adnie sta³ kufel i jakie by³o pokrycie ¶cian, pod którymi sta³y kwadratowe sto³y czy co¶ tam. Ba³am siê, ¿e tak ju¿ bêdzie do koñca.
Myli³am siê
Od trochê wcze¶niej ni¿ po³owy zaczyna siê robiæ naprawdê ciekawie. Szybko zapomnia³am o falstarcie i czyta³am z rosn±cym zainteresowaniem. Krnabrny stworzy³ takiego typowego glinê, ale jak na razie nie jest on przesadzony w ¿adn± stronê, co wcale nie jest takie ³atwe do zrobienia! Poza tym bardzo podoba mi siê ten brudny, zwyczajny ¶wiat czarodziejów, w¶ród których, jak w¶ród mugoli, panuje korupcja, morderstwa, pijañstwo, ogólnie smród i nic ciekawego. Fajnie.
Ciekawa te¿ wydaje siê byæ teatralna (a mo¿e w³a¶nie niedoceniania?) Daphne, której nadano tutaj ksywkê pasuj±c± do typowego krymina³u. Sama ¶mieræ jej córki na razie nie wydaje mi siê szczególnie zdawkowa, ale podejrzewam, ¿e wszystko siê jeszcze rozkrêci.
Plusem jest równie¿ wsadzenie czytelnika w tak naprawdê ¶rodek powie¶ci. Nie wiem do koñca o co chodzi z tymi listami i oskar¿eniem g³ównego bohatera (choæ mo¿emy siê domy¶laæ), nie znamy te¿ pozosta³ych postaci, które detektyw zna, ale za wiele nam o nich nie mówi. Podoba mi siê taki zabieg w krymina³ach, sprawia, ¿e ca³a sprawa staje siê jeszcze bardziej zagmatwana.
Krnabrny, dobra robota! Tak trzymaæ! Popracuj tylko nad opisami, przecinkami (!) i zapisem dialogów (a konkretnie o stawianiu czasem kropek na ich koñcach).