Lena szykuje siê do pierwszego dnia szko³y. Jest poddenerwowana i podekscytowana zarazem. Ju¿ po pierwszym dniu ma znienawidzonego nauczyciela. Alex jest w rozsypce. Mo¿e jednak Tiara ¼le wybra³a?
***Ona***
Nastêpnego dnia z samego rana wraz z Ameli± i Raven idziemy do ³azienki. Myjemy siê, ca³y czas przy tym ¿artuj±c. Potem przebieramy siê w mundurki i wracamy do dormitorium.
- Wiecie... Mam przeczucie, ¿e to bêdzie najlepszy rok w moim ¿yciu - mówi Raven, z u¶miechem pakuj±c ksi±¿ki.
- Oj na pewno. - Amelia mruga do dziewczyny.
- Dobra! Do¶æ pogaduszek! Zaraz siê spó¼nimy na pierwsz± lekcjê! - wykrzykujê i podnoszê torbê z ziemi.
- A co jest pierwsze?
Wygrzebujê plan lekcji.
- Eliksiry - mówiê i siê krzywiê.
- No to ³adnie! - Obie dziewczyny s± autentyczne przera¿one. - Ju¿ po nas! Nauczycielem eliksirów jest Severus Snape!
- To ruszcie wreszcie swoje cztery litery i chod¼cie!
W trójkê ze ¶miechem wybiegamy z Pokoju Wspólnego i kierujemy siê do sali eliksirów. Udaje nam siê tam dotrzeæ w ostatniej chwili. Pozostali uczniowie ju¿ zajêli swoje miejsca. My te¿ b³yskawicznie znajdujemy swoje krzes³a i siadamy. W³a¶nie wtedy do sali wchodzi wysoki, czarnow³osy mê¿czyzna i omiata nas wszystkich powa¿nym spojrzeniem swoich czarnych oczu.
- Witam was na pierwszym roku nauczania w Hogwarcie - zaczyna monotonnym, znudzonym g³osem. - Zapewne niewielu z was posiada predyspozycje do zaliczenia moich zajêæ, a zapewniam, ¿e nie jest to ³atwe...
Wstrzymujê oddech. Mo¿e jednak nie bêdzie tu tak kolorowo, jak na pocz±tku my¶la³am... Przez ca³± lekcjê jestem spiêta i zdenerwowana. Snape nie wydaje siê mi³ym nauczycielem, wrêcz przeciwnie. Mama wcze¶niej mnie ostrzega³a, ¿e jest surowy. Przera¿a mnie...
***
Reszta zajêæ mija ca³kiem zno¶nie. Bardzo podobaj± mi siê lekcje transmutacji i zaklêæ. Nauczyciele wydaj± siê mili i bardzo pomocni. Ale przede mn± jeszcze lekcje Obrony przed Czarn± Magi±. Mam nadziejê, ¿e one tak¿e do³±cz± do grona zajêæ ulubionych. Wychodz±c z dziewczynami z Wielkiej Sali po skoñczonej kolacji, natykam siê na Laylê i jej brata.
- Cze¶æ! - wita siê brunetka. - I jak tam pierwszy dzieñ?
- To dopiero pierwsza lekcja eliksirów, a i tak wiem, ¿e nie pójdzie mi dobrze - mówiê i wszyscy wybuchamy ¶miechem. Nowi przyjaciele du¿o wnosz± do mojego wcze¶niej nudnego ¿ycia. Bardzo mi odpowiadaj± te zmiany.
- Mi tam siê podobaj±. - Carter wzrusza ramionami.
- Jeste¶ totalnym idiot±. - Layla z dezaprobat± krêci g³ow±.
- Dziêki.
Kiedy rodzeñstwo zaczyna siê przekomarzaæ, my wymykamy siê do Pokoju Wspólnego. Nie chcê im przeszkadzaæ, s± przecie¿ tacy s³odcy. Razem z dziewczynami skrêcamy w jeden z korytarzy i natykamy siê na grupkê ¦lizgonów, w tym s³awn± Shirê. Widz±c j±, zbiera mi siê na wymioty. Spod pudru i ró¿u do policzków nie widaæ jej twarzy. Staramy siê nie zwracaæ ich uwagi, ale rudow³osa nas dostrzega.
- Proszê, proszê. Trzy Krukonki. Co tutaj robicie?
Jej g³os doprowadza mnie do sza³u. Dziewczyna u¶miecha siê s³odko. Mam ochotê siê na ni± rzuciæ, ale maj± przewagê liczebn±, wiêc je¶li im siê postawiê, mo¿e siê to ¼le skoñczyæ. Przechodzê wiêc do defensywy.
- A nic... Idziemy do naszego pokoju.
- Hmm... A macie ochotê siê... zabawiæ? - Shira nie przestaje siê u¶miechaæ. - Poka¿emy im, co to znaczy zabawa? - pyta swoich towarzyszy. ¦lizgoni g³o¶no krzycz± i ¶miej± siê z³o¶liwie. Mam ochotê b³yskawicznie siê stamt±d wydostaæ.
- Nie mamy ochoty siê z wami ,,bawiæ" - mówi Raven twardo. - Dziewczyny, chod¼cie. Czas na nas.
Wolnym krokiem oddalam siê z przyjació³kami jak najdalej w g³±b korytarza. Kiedy odwracam g³owê, by sprawdziæ, czy nadal tam stoj±, zamieram. W¶ród szyderczych u¶mieszków dostrzegam zielone oczy blondw³osego ch³opaka. W¶ród tych wandali jest Aleks! Jak on tak mo¿e? To przecie¿ niemo¿liwe! Niemo¿liwe... Jestem zrozpaczona. Ledwo powstrzymujê siê od p³aczu. Kiedy wreszcie docieram do dormitorium, rzucam siê na ³ó¿ko. Przytulam poduszkê do twarzy i pozwalam, by po moich policzkach sp³ynê³y ³zy i zmoczy³y poduszkê. Kiedy w koñcu siê uspokajam, zaczynam zastanawiaæ siê nad histori± Salazara Slytherina. Czy by³ taki... z³o¶liwy i wredny jak ¦lizgoni? To bardzo prawdopodobne. Ale skoro tak, to czemu reszta za³o¿ycieli go przyjê³a? Czemu go polubili? Nic tu nie trzyma siê kupy... Jutro muszê pój¶æ do biblioteki i to sprawdziæ.
Z takimi ponurymi my¶lami zasypiam, zda³a od cichych rozmów i silnego wiatru, szeleszcz±cego za oknem.
¦ni mi siê Hogwart.
Na samym ¶rodku b³oni stoi ciemna postaæ. Czujnie rozgl±da siê na wszystkie strony, po czym biegnie przed siebie i znika w budynku Hogwartu. Idzie przez jego opustosza³e korytarze, wspina siê po schodach i znika w kolejnych pomieszczeniach.
W koñcu dociera do odpowiedniego miejsca - Pokoju Wspólnego Krukonów. Bez problemu podaje has³o i wchodzi do ¶rodka. Zmierza do dormitorium dziewczyn. Podchodzi do ³ó¿ka Leny i...
Budzê siê z krzykiem. Po twarzy sp³ywa mi pot. Jestem przera¿ona i os³upia³a. Szybko lustrujê wzrokiem ca³y pokój. Prócz mnie i moich kole¿anek nikogo tu nie ma. Znów opadam na poduszkê. To by³ tylko sen. Ale co to w ogóle mia³o znaczyæ? Kto to by³? I czego ode mnie chcia³. To by³ sen czy te¿... wizja?
***On***
No có¿... Stwierdzam, ¿e jedyny przedmiot, jaki tolerujê w tej szkole, s± eliksiry. Snape niczego siê nie czepia. W ka¿dym razie nie mnie. Jedzenie jest dobre, mam du¿o przyjació³, a w dodatku pozostali pierwszoroczni z innych Domów uciekaj± w pop³ochu, gdy tylko nas zobacz±. Bardzo mi siê to podoba. Ale teraz, zasypiaj±c, mêczy mnie jedna rzecz. Zawód, który dostrzeg³em w oczach Leny ugodzi³ mnie z ca³± moc±. Ona naprawdê wierzy, ¿e jestem inny. A raczej wierzy³a, do dzisiejszego wieczora.
Przewracam siê na drugi bok. Kim w³a¶ciwie ja jestem? W jej oczach by³em zwyk³ym ch³opakiem. A w oczach ¦lizgonów jestem... jednym z nich. Sam nie wiem, co my¶leæ. Tu nic nie jest takie, jakie my¶la³em, ¿e bêdzie. Sprawa jest skomplikowana i trudna do wyja¶nienia. Powinienem co¶ z tym zrobiæ? Czy po prostu siê do tego przyzwyczaiæ? Nic ju¿ nie wiem. Moje ¿ycie to jedna wielka niewiadoma...
Spogl±dam na puste ³ó¿ka moich towarzyszy. Pewnie wci±¿ siedz± na dole i gadaj± o... no o wszystkim.
Za oknem wiatr gwi¿d¿e w powietrzu, a jesienny deszcz obija siê kropelkami o szybê. Kiedy zamykam oczy, widzê ciemno¶æ. Bojê siê jej. Jakby mia³a poch³on±æ mnie i ca³y ¶wiat, jaki znam. Zmuszam siê do za¶niêcia. W ¶nie równie¿ widzê wy³±cznie ciemno¶æ, za któr± kryj± siê wszystkie zagadki tego ¶wiata. Mo¿e kiedy¶ uda mi siê j± okie³znaæ...
---------------------------------------------------------------------------------
Dalszy ci±g bêdê pisaæ w opowiadaniu pt. Przeminie z wiatrem. To co pisa³am tutaj by³o tak jakby prologiem do opowiadania. Reszta bêdzie siê dzia³a trzy lata pó¼niej. Mam nadziejê, ¿e bêdziecie czytaæ ;)
Bardzo podoba mi siê, ¿e zastosowa³a¶ siê do moich rad i sporo tutaj poprawi³a¶. Nadal nie jest idealnie, ale jednak du¿o, du¿o lepiej.
Czasami strasznie topornie wychodzi Ci narracja pierwszoosobowa, pisa³am Ci ju¿ o tym. To nie mo¿e wygl±daæ na zasadzie - poszed³em, usiad³em, zjad³em, wsta³em i uda³em siê na zajêcia. Tutaj musi byæ co¶ wiêcej, jakie¶ niby nieistotne szczegó³y, my¶li, emocje. Np. "nie tylko usiad³em, ale wzi±³em talerz grzanek z mas³em. Jednak chyba przyszed³em za pó¼no, bo grzanki okaza³y siê zimne. Zdenerwowa³em siê nieco, w koñcu by³em taki g³odny!"
Na plus poprawny zapis dialogów. NIC nie musia³am tutaj poprawiaæ, co jest ogromnym osi±gniêciem w porównaniu z reszt± autorów naszych fan ficków. Gratulujê