Lena szykuje siê do wej¶cia w nowe ¿ycie, przekonana, ¿e wszystko bêdzie dobrze. Nie spodziewa siê jednak, co tak naprawdê skrywa w sobie Aleks...
***Ona***
Kiedy siê budzê, jeste¶my ju¿ prawie na miejscu. Mrugam kilka razy, ¿eby siê rozbudziæ, prostujê siê na siedzeniu i rozgl±dam po przedziale. Carter siedzi ko³o mnie i kartkuje jaka¶ ksi±¿kê. Layla ¶pi oparta o jego ramiê. Naprzeciwko mnie Aleks wpatruje siê w okno jak w jakim¶ transie. Wyci±gam rêce wysoko ponad g³owê i g³o¶no siê przeci±gam. Wtedy ch³opak ,,budzi siê" i spogl±da w moim kierunku, u¶miechaj±c siê promiennie.
- Jak siê spa³o? - pyta weso³o.
- Ca³kiem nie¼le - odpowiadam. - Trochê tu twardo, ale mog³o byæ gorzej.
- Powinna¶ siê przebraæ. Zaraz bêdziemy wysiadaæ.
Dopiero w tym momencie zauwa¿am, ¿e obaj ch³opcy maj± na sobie d³ugie do ziemi, czarne szaty.
- Racja! - Gwa³townie zrywam siê z miejsca i siêgam do torby, w której uda³o mi siê zmie¶ciæ swój strój. Przed wyj¶ciem do ³azienki delikatnie szturcham Laylê w ramiê. Dziewczyna chwilê siê wierci, ziewa i otwiera jedno oko.
- Chod¼ - mówiê. - Musimy siê ubraæ.
- Potem - odpowiada i ponownie zamyka powiekê.
- Nie potem tylko teraz.
£apiê j± za rêkê i jednym mocnym szarpniêciem stawiam na nogi.
- No dobrze, ju¿ dobrze. - Dziewczyna siêga na swojej podrêcznej torebki i wyci±ga z niej swoj± szatê. - Zadowolona?
Po dwudziestu minutach jeste¶my ubrane. Na chwilê zatrzymujê siê przy lustrze wisz±cym w ³azience. Muszê przyznaæ, ¿e do twarzy mi w tej szacie. U¶miecham siê promiennie do swojego odbicia. Ten los by³ mi przeznaczony od pocz±tku. Od samego pocz±tku. Zawsze czu³am, ¿e moje miejsce jest zupe³nie gdzie indziej, ¿e moje ¿ycie jeszcze siê rozkrêci. ¯e nadejd± zmiany.
Po powrocie do Aleksa i Cartera, siadamy obie ko³o siebie i zaczynamy rozmawiaæ o Hogwarcie. O uczniach i nauczycielach, dormitoriach i lekcjach. Layla jest tym wszystkim bardzo podekscytowana. Energia tak j± roznosi, ¿e prawie skacze po ca³ym przedziale. Wtedy Hogwart Express wreszcie zatrzymuje siê na odpowiedniej stacji, wszyscy zaczynaj± wysiadaæ na peron. Kiedy tylko wychodzimy na powietrze, daje siê s³yszeæ dono¶ny g³os, przebijaj±cy siê przez wrzawê:
- Pierwszoroczni do mnie, proszê!
Odwracam g³owê i odejmuje mi mowê. Na pocz±tku peronu stoi dwumetrowy, ow³osiony mê¿czyzna, wydzieraj±cy siê na ca³y regulator:
- Tutaj pierwszoroczni!
Kiedy wszyscy wreszcie jeste¶my zebrani, mê¿czyzna prowadzi nas ku brzegu ogromnego jeziora. Ka¿dy po kolei wsiada do ³ódki. Po cztery osoby do ka¿dej. Ja i Layla l±dujemy w ³ódce z rudow³os± dziewczyn± i nie¶mia³ym ch³opakiem. Nie zwracam na nich uwagi, rozgl±daj±c siê dooko³a. Brzegi jeziora poro¶niête s± drzewami a na jego ¶rodku wznosi siê... ogromny zamek. Kiedy go zauwa¿am, niemal wpadam do wody. On jest taki wielki! Ma mnóstwo wie¿, ma³e okienka i strzeliste dachy. Ca³a ta szko³a wygl±da jak... nie szko³a.
Mê¿czyzna prowadzi nas potem ku g³ównej bramie i zostawia u stóp ogromnych schodów. Ka¿e siê kierowaæ nam na górê tak d³ugo, dopóki nie dotrzemy do G³ównej Sali. Zaczynamy wiêc wspinaczkê po drewnianych schodach. ¦ciany oczywi¶cie zrobione s± z kamienia (jak¿e by inaczej) a co jaki¶ czas wisz± na nich pochodnie.
Nagle u szczytu schodów zauwa¿am kobietê. Siw± i wysok±, w zielonej sukni. Wszyscy zatrzymujemy siê tu¿ przed ni±, a ona patrzy na nas z góry.
- Witam was w Hogwarcie - zaczyna powa¿nym g³osem. - Za chwilê wejdziecie do sali, by zasi±¶æ do sto³u i zacz±æ kolacjê. Zanim to jednak nast±pi, Tiara Przydzia³u wska¿e wam wasze Domy. Zw± siê one Gryffindor, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin. Przez ca³y rok bêdziecie zbieraæ punkty dla swojego Domu. Za wykazanie siê przyk³adnym zachowaniem dodajemy punkty, a za z³amanie zasad odejmujemy je. Punkty dodaje siê, a pod koniec roku Dom, który ma ich najwiêcej, zdobywa Puchar Domów. Zaczekajcie tu chwilê.
Kobieta odwraca siê i znika za ogromnymi drzwiami. Ju¿ po chwili s³ychaæ ciche rozmowy i szepty. Wszyscy wymieniaj± siê swoimi spostrze¿eniami na temat szko³y. Po kilku minutach znowu zjawia siê starsza kobieta. Ucisza nas ruchem rêki i mówi:
- Wszystko gotowe. Za mn±.
Pierwszoroczni ustawiaj± siê w parach i wchodz± do Sali.
- Ja nie mogê - szepcze Layla, kiedy wchodzimy do G³ównej Sali.
Jest to wielkie pomieszczenie. Chyba najwiêksze, jakie w ¿yciu widzia³am. Idziemy ¶rodkiem, a po naszych obu stronach stoj± po dwa sto³y, ci±gn±ce siê przez ca³± salê i zape³nione uczniami, którzy teraz patrz± w nasz± stronê. Przed nami w poprzek ustawiony jest równie d³ugi stó³, jak te po bokach. Jak siê domy¶lam, siedz± przy nim nauczyciele. Kiedy spogl±dam w górê, nie widzê sufitu, tylko nocne niebo, usiane gwiazdami. - To pewnie zaklêcie - mówiê sobie w my¶lach. - Na pewno zaklêcie.
Stajemy przed ,,mównic±", a stoj±cy za ni± starszy pan, dyrektor Hogwartu Albus Dumbledore, zaczyna coroczne przemówienie. Ale ja go nie s³ucham. Nie muszê. Mama kilka razy mówi³a mi o jego wyg³oszeniach. O Zakazanym Lesie, ruchomych schodach i wszelkich innych niebezpieczeñstwach. Kiedy wreszcie koñczy, nasza starsza przewodniczka podnosi br±zowy kapelusz z ma³ego sto³ka i rozwija rolkê pergaminu.
- Kiedy kogo¶ wyczytam, podchodzi tutaj - mówi, lustruj±c nas wzrokiem znad oprawek okularów. - Wtedy w³o¿ê wam na g³owê Tiarê Przydzia³u, a ona przydzieli was do odpowiednich domów. Layla Miss! - wykrzykuje. Layla, ca³a spiêta, podchodzi do sto³ka i siada na nim przodem do nas. Kobieta schyla siê nad ni± i zakrywa jej g³owê br±zow± tiar±. Nagle kapelusz o¿ywa i zaczyna siê ruszaæ!
- Hmm... Tak, to jasne... - mówi Tiara Przydzia³u, jakby do siebie. - Dobra... Niech bêdzie... Gryffindor!
Uczniowie siedz±cy przy jednym ze sto³ów zaczynaj± klaskaæ i cieszyæ siê z powodu nowej Gryfonki.
- Carter Miss - wyczytuje kobieta. W tym przypadku by³o podobnie jak z Layl±. Ch³opak trafia do domu Lwów.
- Shirana Alfons!
Do sto³ka podchodzi owa ruda dziewczyna, z któr± p³ynê³am ³ódk±. Tiara nie namy¶la siê d³ugo zanim wykrzykuje ,,Slytherin!" Dziewczyna w podskokach podchodzi do swojego sto³u.
- Lena Ferras.
Ca³a siê spinam. Serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Czujê na sobie wzrok ka¿dego ucznia tej szko³y. Chwiejnym krokiem podchodzê do sto³ka. Prawie potykam siê o jeden z niskich stopni. Zaraz wybuchnê, zaraz wybuchnê...
Siadam ma sto³ku i czekam na wyrok. Kobieta powoli opuszcza Tiarê Przydzia³u na moj± g³owê. Kapelusz nawet nie zostaje mi w³o¿ony na g³owê, kiedy od razu wykrzykuje:
- Ravenclaw!
Z mojego serca spada ogromny kamieñ. Nareszcie jest po wszystkim. Schodzê na ziemiê i kierujê siê na lew± stronê. Po drodze przelotne u¶miecham siê do Aleksa, który podnosi kciuki obu r±k do góry. Szybkim krokiem zbli¿am siê do sto³u Krukonów i siadam na ³awce, a wiwaty domu Roweny powoli cichn±. Z u¶miechem na ustach patrzê na kolejnych uczniów, którzy z dr¿±cym sercem podchodz± do siwej kobiety z Tiar± w d³oni, po czym cali w skowronkach podchodz± do sto³u swojego Domu.
Nagle kobieta wykrzykuje:
- Aleks Night!
Ca³a siê spinam. Patrzê, jak Aleks swobodnie siada na sto³ku, a Tiara zaczyna rozmy¶laæ.
- Hmm... Hmm... Co by tu z tob± zrobiæ... Hmm...
Tiara duma jeszcze chwilê, ale ja wiem, ¿e to bez znaczenia. ¯e zaraz wykrzyknie nazwê domu Roweny Ravenclaw.
- Tak, tak... Wiêc to bêdzie...
Ravenclaw! - wykrzykujê w my¶lach.
- ... Slytherin!
Ju¿ jestem gotowa zacz±æ klaskaæ, kiedy mój nastrój diametralnie siê zmienia. Slytherin? Jak to mo¿liwe? Patrzê teraz na zadowolonego ch³opaka, siadaj±cego w³a¶nie ko³o rudow³osej Shiry. Dziewczyna nachyla siê w jego stronê i szepcze mu co¶ do ucha. Oboje wybuchaj± ¶miechem. Odwracam od nich wzrok. Jak to mo¿liwe, ¿e ch³opak tak m±dry, utalentowany i przystojny (rumieniê siê na sam± my¶l) móg³ trafiæ do domu Wê¿a? To niedorzeczne!
Kiedy ju¿ wszyscy s± przydzieleni, profesor Dumbledore daje znak do rozpoczêcia uczty. Nagle, jak na zawo³anie, na stole pojawiaj± siê ró¿ne potrawy: indyki, kurczaki, sa³atki, kompoty, sosy, bu³ki owoce i warzywa. Ol¶niona tym wszystkim, nie mogê wydobyæ s³owa. Normalnie szwedzki stó³! Zaczynam nak³adaæ sobie wszystkiego po trochu i delektowaæ siê smakiem. Tu wszystko smakuje inaczej ni¿ w ¶wiecie mugoli. Wszystko jest takie... magiczne. Nie mog±c oderwaæ siê od tego wszystkiego, niemal spadam z ³awki, kiedy kto¶ szturcha mnie w ramiê. Odwracam siê i widzê u¶miechniêt± twarz jednej ze starszych uczennic.
- By³aby¶ tak mi³a i poda³a mi budyñ? - wskazuje rêk± na plastikowy kubeczek pe³en budyniu czekoladowego.
- Oczywi¶cie - odpowiadam i przekazujê jej budyñ. - Jestem Lena, a ty?
- Luna. Prefekt domu Ravenclaw.
- Mi³o mi ciê poznaæ, Luno. - U¶miecham siê do niej i wracam do jedzenia.
***On***
Kiedy z Tiar± na g³owie siedzia³em na tym ma³ym sto³ku i patrzy³em prosto przed siebie, zacz±³em siê denerwowaæ. Co bêdzie, je¶li trafiê do innego Domu? Co tata o mnie pomy¶li? W duchu poprosi³em Tiarê o wyrozumia³o¶æ i w tym momencie wykrzyknê³a nazwê domu Salazara. Moje w±tpliwo¶ci odp³ynê³y. Wszystko bêdzie dobrze. Tata siê ucieszy. Teraz siedzê w¶ród swoich, ¿artujê z nimi i g³o¶no siê ¶miejê. Nagle moje spojrzenie krzy¿uje siê ze spojrzeniem Leny, siedz±cej po drugiej stronie pomieszczenia. Jest oczy zdradzaj± zawód i smutek. Po chwili odwraca wzrok. O co jej mo¿e chodziæ? Przecie¿ nie zrobi³em nic z³ego. Prawda?
Jejku, mi siê strasznie podoba. Nawet o wiele bardziej ni¿ pierwsza czê¶æ. Tutaj w koñcu widaæ to ich dzieciêce podekscytowanie, zdenerwowanie, wszystko wydaje siê byæ dla nich nowe. W tej czê¶ci w koñcu maj± 11 lat i to widaæ!
Ogólnie opisujesz wszystko w dzieciêcy sposób (w koñcu narratorem jest ma³a dziewczynka), ale tak, ¿e a¿ siê u¶miecham podczas czytania. Jejku, sama chcia³abym tam byæ!
Podoba mi siê, ¿e umiesz poprawnie zapisywaæ dialogi. Z przecinkami te¿ Ci nie¼le idzie. Czasami masz dla odmiany b³±d ortograficzny (ka¿e - wykonywaæ rozkaz, karze - wymierza karê), czasem te¿ zdarza³a Ci siê literówka (najbardziej rozwali³o mnie "mocne niebo", zamiast "nocne" ;D ), ale poza tym piszesz poprawnie, co mi siê bardzo podoba, bo dziêki temu mam mniej roboty.
Czekam na kolejn± czê¶æ!