Hermiona spêdza weekend w Norze, gdzie dostaje listy z Hogwartu, po czym wybiera siê na zakupy na Ulicê Pok±tn±.
Wieczorem Pani Weasley zorganizowa³a ma³e przyjêcie, na którym zebra³o siê kilka osób. Poza pañstwem Weasley, Harrym, Ronem, Hermion± i Ginny zjawili siê równie¿ George, Bill i Fleur. Pani Weasley przyrz±dzi³a uroczyst± kolacjê na zewn±trz, zw³aszcza bior±c pod uwagê, ¿e pogoda tego dnia zdecydowanie dopisywa³a. Tu¿ po z³o¿onych gratulacjach dla Hermiony i Ginny, zasiedli do sto³u, gdzie poza zajadaniem siê pyszno¶ciami, wszyscy utonêli w gwarze rozmów. Hermiona siedzia³a pomiêdzy Ronem a Billem, z którym pogr±¿y³a siê w rozmowie na temat jej nowych obowi±zków jako prefekt naczelnej.
– Wiesz, w sumie, skoro by³a¶ ju¿ prefektem, to za wiele siê nie zmieni, bêdziesz musia³a nadzorowaæ wraz z drugim prefektem naczelnym pozosta³ych, rozdzielaæ im zadania. Bêdziecie siê te¿ czê¶ciej spotykaæ z nauczycielami w sprawie pewnych spraw w Hogwarcie. Poza tym te same obowi±zki, co za czasów bycia prefektem, pilnowanie korytarzy wieczorami, porz±dku, w razie potrzeby karanie uczniów, itp. – o¶wiadczy³ jej Bill, wspominaj±c czasy, kiedy to on by³ prefektem naczelnym w Hogwarcie.
– Dasz sobie radi, Hermiono – popar³a mê¿a, Fleur u¶miechaj±c siê do niej.
– Dziêki, w sumie do tej pory jestem zaskoczona, ¿e mnie wybrano – odpowiedzia³a Hermiona, której stosunek do Fleur ju¿ od jakiego¶ czasu znacznie siê zmieni³. Od kiedy Bill zosta³ ciê¿ko raniony przez Greybacka, a mimo to dziewczyna go nie opu¶ci³a, do Hermiony dotar³o, ¿e Fleur jest warto¶ciow± kobiet± i ¿on±, czego wcze¶niej sama nie dostrzega³a.
– Swoj± drog±, widzieli¶cie artyku³ o nowych nauczycielach w Hogwarcie? – zapyta³ Bill, wyci±gaj±c gazetê, któr± wcze¶niej przegl±da³, zanim zasiedli do sto³u. – Jest w dzisiejszym Proroku Codziennym.
– Naprawdê? Nie czyta³am dzisiaj Proroka – o¶wiadczy³a, zaskoczona Hermiona, równie tak samo, jak Ron.
– Macie, jest tutaj – wskaza³ Bill, pokazuj±c im artyku³ na stronie czwartej i wrêczaj±c im gazetê. U samej góry widnia³ tytu³, który od razu informowa³ o tym, ¿e rzeczywi¶cie szko³a znalaz³a ju¿ nauczycieli na stanowiska, na których by³ wakat.
Nowi nauczyciele
w Szkole Magii i Czarodziejstwa
w Hogwarcie
Pragniemy poinformowaæ, ¿e zgodnie z informacjami, jakie otrzymali¶my z naszego zaufanego ¼ród³a, nowa dyrektor Hogwartu, profesor Minerwa McGonagall, zdo³a³a znale¼æ ju¿ nowych nauczycieli, którzy obejm± stanowiska, na których pojawi³y siê wakaty po ostatnich wydarzeniach. Mowa tu przede wszystkim o przedmiotach: mugoloznastwie i obronie przed czarn± magi±, których w poprzednim roku „naucza³o" rodzeñstwo ¶miercio¿erców – Amycus i Alecto Carrowowie, a tak¿e transmutacji, z racji tego, ¿e Minerwa McGonagall zosta³a dyrektork± i nie mo¿e ³±czyæ tej funkcji z posad± nauczyciela przedmiotu.
Zgodnie z tym, co uda³o siê nam ustaliæ, nauczycielem obrony przed czarn± magi± zostanie Eric Hughes, nauczycielem transmutacji – Raphael Clarke, natomiast nauczycielk± mugoloznastwa – Katherine White. Wiêcej informacji na temat nowych nauczycieli mo¿ecie znale¼æ kolejno na stronach 9, 10 i 11.
– Zupe³nie zapomnia³am, ¿e przecie¿ kto¶ musi przyj¶æ w miejsce McGonagall – o¶wiadczy³a Hermiona, czytaj±c artyku³, poprzez jej ramiê stara³ siê zagl±daæ równie¿ do niego Ron. – Znacie kogo¶ z nich? – spyta³a z ciekawo¶ci±, patrz±c po innych siedz±cych wokó³ sto³u.
– Ten Hughes kiedy¶ pracowa³ w ministerstwie w dziale aurorów – w³±czy³ siê do rozmowy pan Weasley. – Parê lat temu jednak odszed³, w sumie nikt nie wiedzia³ dlaczego.
– Jaki on jest? – dopytywa³a Hermiona.
– Wiesz, Hermiono, osobi¶cie nie mia³em z nim wiele do czynienia. Z tego, co uda³o mi siê kiedy¶ us³yszeæ, mówili, ¿e to do¶æ skryty i wymagaj±cy mê¿czyzna.
– Czy¿by kolejny Severus Snape? – nie móg³ siê powstrzymaæ Ron. – Dobrze, ¿e nas to ju¿ ominie. Co nie Harry?
– Za to dziewczyny bêd± mieæ rozrywkê – przy³±czy³ siê do niego Harry, ¿artuj±c z Ginny i Hermiony.
– Tak, bardzo ¶mieszne – tr±ci³a go ³okciem Ginny. Kolacja up³ynê³a w¶ród gwaru rozmów i ¶miechu, a tak¿e brzdêku sztuæców i odstawianych pucharów. Kiedy jednak Ginny ziewnê³a, co nie usz³o uwadze pani Weasley, zaczêli sprz±taæ i tu¿ po tym wszyscy udali siê do ³ó¿ek.
* * *
Po udanym weekendzie, który Hermiona spêdzi³a w Norze, wróci³a do domu swoich rodziców. Wróci³a jednak do¶æ pó¼no, wiêc o wszystkim opowiedzia³a im dopiero rano nastêpnego dnia. Oczywi¶cie nie omieszka³a nie wspomnieæ im o tym, ¿e zosta³a now± prefekt naczeln± w Hogwarcie, co spotka³o siê z szeregiem pochwa³ i gratulacji z ich strony.
– Gratulacje, córeczko, tak siê cieszê – wyszepta³a matka Hermiony, obejmuj±c j±.
– Nasza ma³a, wzorowa uczennica – doda³ ojciec Hermiony, klepi±c j± po ramieniu. – A jak tam by³o u pañstwa Weasleyów?
– ¦wietnie, spêdzili¶my trochê czasu z Ronem, by³ równie¿ Harry, wiêc w koñcu mieli¶my okazjê wszyscy siê zobaczyæ i pobyæ ze sob± chwilê, zw³aszcza ¿e za chwilê takich okazji bêdzie jeszcze mniej – odpowiedzia³a Hermiona, kiedy ju¿ usiedli przy stole.
– Masz jakie¶ plany na dzisiaj? – zapyta³a córkê, Jean Granger, podaj±c ¶niadanie do sto³u.
– Tak, chcê skoczyæ na ulicê Pok±tn±, muszê pokupowaæ wszystkie rzeczy do szko³y, skoro ju¿ mam wykaz – odpowiedzia³a Hermiona, bior±c z talerza kromkê z d¿emem.
– Mo¿e w takim razie pojedziemy z tob±?
– Dam sobie radê, tato, naprawdê, nie ma tego du¿o.
– To chocia¿ podrzucê ciê pod ten pub, spod którego zawsze siê tam udawali¶my i tak muszê na chwilê zajrzeæ do pracy, pó¼niej ciê odbiorê. Zaraz, jak on siê nazywa³?
– Dziurawy kocio³ – odpowiedzia³a Hermiona, prze³ykaj±c.
– No w³a¶nie, czyli umowa stoi? Jedziesz ze mn±?
– Dobrze, tato, dziêkujê – zgodzi³a siê Hermiona, uznaj±c, ¿e nie jest to taki z³y pomys³. – Tylko zjem, wyszykujê siê i bêdê gotowa.
– Spokojnie, mamy jeszcze chwilê czasu. – Pan Granger wskaza³ na zegarek wisz±cy na ¶cianie.
* * *
Hermiona wysiad³a z samochodu tu¿ przed obskurnym pubem, nad którego wej¶ciem znajdowa³ siê szyld z napisem: Dziurawy Kocio³. Pomacha³a ojcu na po¿egnanie i nim siê obejrza³a, samochód w³±czy³ siê do ruchu i pomkn±³ przed siebie. By³y wakacje, wiêc na ulicach nie brakowa³o mugoli za³atwiaj±cych swoje codzienne sprawy. Gdy tylko nadarzy³a siê okazja, kiedy nikt na ni± nie patrzy³, podesz³a do drzwi pubu i wesz³a do ¶rodka. Wewn±trz znajdowa³o siê parê osób, niektórzy z nich siedzieli przy stolikach w ma³ych grupkach. Gdy tylko Hermiona wesz³a do ¶rodka, zosta³a dostrze¿ona przez barmana Toma, który z nadziej± podszed³ do niej.
– Witam, pani±, co¶ podaæ? – zapyta³, maj±c nadziejê, ¿e Hermiona spêdzi tutaj chocia¿ chwilê.
– Dziêkujê, panu, ale dzisiaj tylko przechodzê, muszê zrobiæ zakupy na Pok±tnej – oznajmi³a Hermiona, spogl±daj±c na niego i u¶miechaj±c siê.
– Rozumiem, w takim razie ¿yczê mi³ego dnia – odpowiedzia³ Tom, trochê zrezygnowany.
– Dziêkujê, wzajemnie. – Hermiona skierowa³a siê do tylnego wyj¶cia z pubu, kiedy przesz³a przez drzwi, znalaz³a siê na ma³ym, tak dobrze jej znanym zamkniêtym podwórku. – Trzy do góry, dwie w bok – mruknê³a do siebie Hermiona, stukaj±c w odpowiedni± ceg³ê ró¿d¿k±. Jej oczom ukaza³o siê przej¶cie na Ulicê Pok±tn±. Mimowolnie spojrza³a jednak na ró¿d¿kê. Mimo ¿e up³ynê³o ju¿ trochê czasu, dalej nie mog³a siê w pe³ni do niej przyzwyczaiæ. Pan Ollivander tu¿ po zakoñczeniu wojny z Czarnym Panem wykona³ dla niej now±, ale nie ukrywa³a, ¿e brakowa³o jej swojej starej ró¿d¿ki. Wiedzia³a jednak, ¿e to kwestia czasu i przyzwyczai siê równie¿ do nowej. Ta nowa zosta³a wykonana z wi¶ni z w³osem jednoro¿ca, ma 10 i ½ cala oraz jest dosyæ giêtka.
Hermiona wesz³a na Ulicê Pok±tn±, gdzie ruch dzisiaj dorównywa³ temu w Londynie na ulicach mugoli. Wszêdzie krêcili siê czarodzieje, czêsto z dzieæmi, gdzie chodzili od sklepu do sklepu, aby zrobiæ zakupy. Domy¶la³a siê, ¿e spora czê¶æ z nich na pewno wybiera siê do Hogwartu. Hermiona spojrza³a na sw± listê zakupów i uda³a siê w pierwszej kolejno¶ci do góruj±cego w oddali Banku Gringotta, aby wymieniæ pieni±dze mugoli na te czarodziei. Kiedy wchodzi³a do ¶rodka, przed oczami mignê³y jej nie tak odleg³e wspomnienia, kiedy wraz z Harrym i Ronem w³amali siê do niego, aby wykra¶æ jeden z horkruksów. Nie mog³a wyj¶æ z podziwu, ¿e podobnie jak w Hogwarcie, tutaj równie¿ gobliny upora³y siê ju¿ z naprawami i po zniszczeniach dokonanych w du¿ej mierze przez nich samych, nie by³o ju¿ ¶ladu. Kiedy wysz³a z banku z sakiewk± pe³n± galeonów, sykli i knutów, skierowa³a siê najpierw do sklepu Madame Malkin, gdzie w³a¶cicielka obs³ugiwa³a w³a¶nie ma³± dziewczynkê w towarzystwie jej matki.
– Mamo, d³ugo jeszcze? – spyta³a dziewczynka niecierpliwie, kiedy Madame Malkin wbija³a szpilki w szatê le¿±c± na niej.
– Ju¿ nied³ugo, skarbie. B±d¼ cierpliwa, ka¿dy uczeñ musi mieæ takie szaty w Hogwarcie – uspokaja³a j± matka, siedz±ca obok na krze¶le.
– Dzieñ dobry, witam pani± – powita³a Hermionê w³a¶cicielka sklepu, kiedy j± ujrza³a. – Po nowe szaty do Hogwartu?
– Dzieñ dobry, tak – odpowiedzia³a Hermiona.
– Niech pani zaczeka, za chwilkê koñczê tutaj i ju¿ siê pani± zajmê. Proszê usi±¶æ. – Madame Malkin wskaza³a na krzes³o znajduj±ce siê obok matki dziewczynki. Kiedy po kilku minutach dziewczynka wraz ze swoj± mam± opu¶ci³y sklep z nowymi szatami, wygl±da³a na bardzo szczê¶liw±, ¿e ma ju¿ to za sob±.
– Ach ci najm³odsi uczniowie, zawsze tacy niecierpliwi – u¶miechnê³a siê w³a¶cicielka sklepu. – Niech pani tutaj stanie, zaraz wszystko posprawdzamy i pomierzymy.
Nied³ugo pó¼niej Hermiona równie¿ opu¶ci³a sklep Madame Malkin z nowymi szatami i tym razem skierowa³a swoje kroki do Ksiêgarni Esy i Floresy. Jeszcze nie dosz³a do drzwi, kiedy zauwa¿y³a do¶æ spor± kolejkê. Zrezygnowana równie¿ stanê³a za ostatni± z osób i z lekkim zdziwieniem dostrzeg³a w niej znajom± twarz.
– Justyn? – spyta³a niepewnie, gdy¿ widzia³a go tylko przez chwilê, kiedy siê obejrza³, a teraz sta³ do niej ty³em. Na d¼wiêk swojego imienia jednak odwróci³ siê i równie¿ rozpozna³ Gryfonkê.
– Hermiona, mi³o ciê widzieæ, co tutaj robisz? – przywita³ siê, wyra¼nie uradowany Puchon.
– Ma³e zakupy przed rozpoczêciem roku szkolnego – odpowiedzia³a.
– A wiêc równie¿ wracasz do Hogwartu?
– Tak i cieszê siê, ¿e widzê, ¿e nie jako jedyna – u¶miechnê³a siê do niego. – Mi³o widzieæ ciê ca³ego i zdrowego po tym, co siê dzia³o.
– Wiesz, uda³o mi siê uciec za granicê wraz z rodzicami, zaraz po tym, jak nowy re¿im zacz±³ ¶cigaæ mugolaków – opowiada³ Justyn, kiedy kolejka do ksiêgarni powoli siê zmniejsza³a. – Ukrywali¶my siê we Francji, kiedy jednak us³yszeli¶my o upadku Sama–Wiesz–Kogo, postanowili¶my wróciæ do kraju, a ja chcê zakoñczyæ naukê w Hogwarcie, skoro nie dane mi by³o w zesz³ym roku. ¦wietna sprawa, ¿e profesor McGonagall da³a nam tak± mo¿liwo¶æ. S³ysza³em, ¿e mieli¶cie du¿y udzia³ w upadku Sama–Wiesz–Kogo?
– Mo¿na tak powiedzieæ – odpowiedzia³a zdawkowo Hermiona, która akurat na ten temat nie chcia³a siê zbytnio rozwodziæ. Szczegó³y zna³o w koñcu do¶æ niewielkie grono osób i wola³a, ¿eby tak zosta³o. – Wiesz mo¿e, czy kto¶ jeszcze wraca?
– To Harry i Ron nie wracaj±?
– Nie, próbowa³am ich namówiæ, ale oni chcieli ju¿ zacz±æ pracê w ministerstwie. Uda³o im siê za³apaæ do Kwatery G³ównej Aurorów.
– £a³, ekstra. Czyli do tej pory nie wiesz o nikim, kto by powróci³? – spyta³ Justyn.
– Niestety nie – odpowiedzia³a. – Mia³am nadziejê, ¿e mo¿e ty co¶ wiesz, zawsze to inaczej, gdyby by³o nas parê osób z naszego roku.
– Te¿ niestety wiele nie wiem, niedawno wrócili¶my, od dawna nie mia³em z nikim kontaktu. Pisa³em parê dni temu tylko z Erniem, ale on ukoñczy³ Hogwart w zesz³ym roku, wiêc na pewno siê nie wybiera, mimo ¿e ten jego ostatni rok w Hogwarcie wygl±da³, jak wygl±da³. – Gdy tak dyskutowali o szkole, kolejka stawa³a siê coraz mniejsza i nim siê obejrzeli, wyszli z ksiêgarni z nowymi podrêcznikami pod pach±. Hermiona po¿egna³a Justyna i uda³a siê dokoñczyæ zakupy.
Uda³a siê jeszcze do apteki, aby kupiæ sk³adniki do eliksirów, a na koniec do Magicznej Mena¿erii, gdzie kupi³a dla Krzywo³apa kilka przysmaków. Kiedy ju¿ upora³a siê z zakupami, nie omieszka³a na koniec zajrzeæ do Magicznych Dowcipów Weasleyów, aby odwiedziæ George'a i sprawdziæ, jak sobie daje radê w sklepie, kiedy nie mia³ ju¿ do pomocy Freda. Sam wystrój i wystawa sklepu niewiele siê zmieni³a, od kiedy bracia bli¼niacy wynajêli lokal i za³o¿yli tutaj sklep. Ci±gle budynek by³ najbardziej krzykliwym miejscem z bij±ca po oczach witryn± na ca³ej ulicy. Hermiona wesz³a do ¶rodka, gdzie jak zawsze by³y t³umy ludzi robi±cych zakupy i przegl±daj±cych najró¿niejsze towary. Dostrzeg³a George'a dyskutuj±cego ze swoj± pracownic± Verity i skierowa³a siê w jego stronê.
– Cze¶æ, George – przywita³a siê, kiedy do nich podesz³a.
– O, witaj Hermiono, co tutaj robisz? – zapyta³ zdziwiony, kiedy ju¿ j± dostrzeg³.
– Robi³am zakupy na Pok±tnej i pomy¶la³am, ¿e zajrzê zobaczyæ, jak sobie radzisz?
– Och… – na twarzy George'a pojawi³ siê na chwilê ledwo widoczny cieñ. – No wiesz, teraz kiedy ju¿ wojna siê skoñczy³a, sklep poma³u staje z powrotem na nogi. Zreszt± sama widzisz, na ruch nie narzekamy. – George wskaza³ w kierunku t³umów, które przewija³y siê po sklepie.
– Jak dajesz radê samemu to ogarn±æ? – spyta³a Hermiona, która z jednej strony wola³a unikn±æ rozmowy o Fredzie, a z drugiej strony uwa¿a³a, ¿e nie mo¿na takich rozmów unikaæ w nieskoñczono¶æ.
– No wiesz, nie ukrywam, ¿e bez Freda, to ju¿ trochê nie to samo… – odpowiedzia³ George, który jednak stara³ siê nie okazywaæ po sobie, jak bardzo cierpi po ¶mierci brata. – Pracy te¿ jest wiêcej, ale mam Varity do pomocy, ostatnio Angelina te¿ do¶æ czêsto tu zagl±da i próbuje mi pomóc, dla niej to te¿ nie³atwy czas. Wiem jednak, ¿e Fred chcia³by, ¿eby sklep funkcjonowa³ jak dawniej.
– Rozumiem, cieszê siê, ¿e dajesz sobie radê – u¶miechnê³a siê do niego Hermiona, która dopiero teraz zorientowa³a siê, ¿e Angelina chodzi³a z Fredem i na pewno te¿ bardzo to prze¿ywa. Cieszy³a siê jednak, ¿e wzajemnie próbuj± siê wesprzeæ w tej sytuacji razem z Georgem. – Wiesz, ¿e na nas te¿ zawsze mo¿esz liczyæ, je¶li potrzebowa³by¶ tu jakiej¶ pomocy.
– Wiem, doceniam to Hermiono, ale zdajê sobie te¿ sprawê, ¿e ty zaraz wracasz do Hogwartu, a Harry z Ronem robi± teraz wielk± karierê w ministerstwie – mrugn±³ do niej okiem i poklepa³ po ramieniu. Hermiona u¶miechnê³a siê, s³ysz±c te s³owa. – Wiem jednak, ¿e zawsze mogê na was liczyæ. To jak, ju¿ zakupy zrobione? – dopytywa³, patrz±c na jej torby, które mia³a ze sob±.
– Tak, ju¿ by³am wszêdzie, ale mam nadziejê, ¿e nie pogniewasz siê, jak dzisiaj nie kupiê nic u ciebie?
– Mo¿e tym razem ci wybaczê – odpowiedzia³ George i po chwili doda³. – Dziêki, ¿e wpad³a¶, Hermiono.
– Nie ma za co, trzymaj siê, lecê, bo tata ma mnie odebraæ sprzed Dziurawego Kot³a. – Po¿egna³a siê z Georgem i uda³a siê z powrotem do pubu, teraz ju¿ ob³adowana zakupami. Nie zatrzyma³a siê jednak na d³u¿ej, gdy tylko wysz³a na mugolsk± czê¶æ Londynu, zauwa¿y³a, ¿e tata ju¿ na ni± czeka na parkingu.
– Kupi³a¶ wszystko? – spyta³ na powitanie.
– Tak, uda³o mi siê wszystko poza³atwiaæ.
– ¦wietnie, to pakujemy wszystko i jedziemy do domu, bo mama ju¿ pewnie czeka z obiadem.
* * *
Samotny mê¿czyzna przechadza³ siê skrajem jeziora. Ubrany by³ w ciemny p³aszcz z kapturem, który mia³ zarzucony na g³owê. Szed³ zamy¶lony z pochylon± g³ow±, gdyby kto¶ jednak na niego spojrza³ w tej chwili, z ca³± pewno¶ci± odniós³by wra¿enie, ¿e jego obecno¶æ tutaj nie jest przypadkowa. Ewidentnie kierowa³ siê w bli¿ej okre¶lonym celu. Na jego tle po drugiej stronie jeziora w¶ród zachodu s³oñca wznosi³ siê olbrzymi zamek, który mê¿czyzna bardzo dobrze zna³, a z którym wi±za³ obecnie czê¶æ swoich planów. Niedaleko przed sob± na brzegu jeziora dostrzeg³ wpatruj±cych siê w budowlê dwoje ludzi. Na jego twarzy zago¶ci³ chwilowy u¶miech i pewnym krokiem ruszy³ w ich kierunku. Jedn± z osób by³a m³oda kobieta w niebieskiej szacie, równie¿ z narzuconym kapturem, spod którego wystawa³y kosmyki ognistorudych w³osów. Bi³a od niej zdecydowana pewno¶æ siebie. Drug± z osób by³ mê¿czyzna w ¶rednim wieku w jasnozielonej szacie, który patrzy³ w kierunku zamku g³êboko zamy¶lony.
– Witajcie, przyjaciele – przywita³ siê z nimi nowoprzyby³y. – Cieszê siê, ¿e ju¿ jeste¶cie.
– Witaj, Rudolfie – odpowiedzia³ mê¿czyzna towarzysz±cy kobiecie.
– Mam nadziejê, ¿e wszystko idzie zgodnie z naszym planem, jak do tej pory? – zapyta³, marszcz±c brwi Rudolf Lestrange.
– Oczywi¶cie, Rudolfie, wszystko jak do tej pory siê uda³o, to równie¿ zas³uga Victorii oczywi¶cie, która wszystkiego dopilnowa³a. – Mê¿czyzna w ciemnej szacie uniós³ pytaj±co brwi w stronê kobiety, s³ysz±c te s³owa.
– Dopilnowa³am, by zbyt wielu nie wmiesza³o siê w tê sprawê, dziêki czemu wynik by³ z góry przes±dzony – odpowiedzia³a na niezadane pytanie z u¶miechem na ustach.
– Mam nadziejê, ¿e dyskretnie? – dopytywa³ Lestrange. – Nie chcieliby¶my, by przez drobn± pomy³kê nasz plan ju¿ na starcie leg³ w gruzach.
– Nie musisz siê niczego obawiaæ, by³am a¿ nadto dyskretna – wyrzuci³a z siebie bez wahania, patrz±c mu w oczy.
– To dobrze, cieszê siê, ¿e mamy was oboje po naszej stronie, w koñcu to od was zale¿y pocz±tkowa faza naszych planów. Choæ jak na razie wszystko zmierza w odpowiednim kierunku – Rudolf Lestrange wpatrywa³ siê w Hogwart po drugiej stronie jeziora. To samo poczyni³a pozosta³a dwójka. – Teraz jednak przed nami najtrudniejsza czê¶æ zadania – zauwa¿y³. – Musisz byæ bardzo ostro¿ny – zwróci³ siê do drugiego mê¿czyzny, który skin±³ mu g³ow±.
– Wiem, dam sobie radê.
– Natomiast ty Victorio przyczaj siê gdzie¶ w pobli¿u i b±d¼ w pogotowiu. Wszyscy trzymamy rêkê na pulsie, ale czasami sprawy przybieraj± nag³y i niespodziewany obrót. Lepiej, by kto¶ by³ równie¿ na miejscu.
– Oczywi¶cie, Rudolfie, mam ju¿ wstêpnie upatrzon± miejscówkê – odpar³a kobieta zwana Victori±.
– To dobrze. Je¶li wszystko pójdzie zgodnie z naszym planem, przywrócimy nowy ³ad w ¶wiecie czarodziejów.