Dzieñ po zakoñczonej bitwie o Hogwart i pokonaniu Lorda Voldemorta. Opis Hogwartu po walkach, pierwsze problemy przed którymi stan± nauczyciele oraz Harry, Ron i Hermiona.
Harry wygl±da³ na niepocieszonego, ale tak naprawdê wiedzia³, ¿e maj± racjê. W tym momencie znalezienie choæby jednego z nich wydawa³o siê nierealne. Szanse na to,
¿e szybko siê ujawni±, po tym, co siê sta³o, by³y niewielkie. Wiêkszo¶æ zapewne zapadnie siê pod ziemiê ju¿ na sta³e.
– Musimy omówiæ inne kwestie – przerwa³a chwilê ciszy Minerwa McGonagall. – O ile wiele osób, które poleg³y, zostanie pochowane przez swoje rodziny, to jednak kilka z nich trzeba bêdzie pochowaæ samemu z pomoc± ministerstwa. Jak zapewne wielu z was siê domy¶la, istnieje jedna kwestia bardzo istotna…
– Co z cia³em Voldemorta? – wtr±ci³ Harry. Wiele osób mimowolnie syknê³o, jakby cz³owiek ten dalej móg³ stanowiæ zagro¿enie. Harry przemilcza³ to, wiedzia³, ¿e ca³y czarodziejski ¶wiat potrzebuje trochê czasu, by przyzwyczaiæ siê do tego, ¿e imiê to nie powinno ju¿ powodowaæ strachu.
– Tak – kontynuowa³a McGonagall. – Musimy co¶ zdecydowaæ, co z jego cia³em?
– Gdzie znajduje siê teraz? – dopytywa³ Harry.
– Przenios³em je jeszcze wczoraj do komórki na miot³y, tej obok Wielkiej Sali – w³±czy³ siê do rozmowy Hagrid.
– Rzucili¶my zaklêcia zabezpieczaj±ce, by nikt niepowo³any siê tam nie dosta³ – dokoñczy³ profesor Flitwick, swoim piskliwym g³osem.
– Niemniej, powinni¶my to traktowaæ jako rozwi±zanie dora¼ne – kontynuowa³a McGonagall. – Ale co dalej? Nie mo¿emy go pochowaæ w pierwszym lepszym miejscu, to zbyt niebezpieczne. Osobi¶cie by³abym za tym, ¿eby spoczê³o w jakim¶ tajnym pomieszczeniu
w ministerstwie, ale jak nauczy³o nas ¿ycie ostatnio, ministerstwo te¿ nie jest ca³kiem bezpiecznym miejscem – tu skierowa³a oczy g³ównie na Harry'ego, Rona i Hermionê.
– Tylko gdzie indziej mogliby¶my je ukryæ? – zada³ pytanie pan Weasley i popatrzy³
po wszystkich, licz±c, ¿e kto¶ wpadnie na pomys³, który bêdzie komukolwiek ciê¿ko zakwestionowaæ.
– My¶lê, ¿e w takim wypadku to oczywiste – zacz±³ Harry. On sam czu³ siê niepewnie
i niezbyt podoba³ mu siê ten pomys³, ale nie by³o innego wyj¶cia. – Musimy je ukryæ tutaj,
w Hogwarcie. – Harry popatrzy³ na nich, jakby rzuca³ im wyzwanie.
– Harry, chyba ¿artujesz?! – nie mog³a uwierzyæ Hermiona, która teraz patrzy³a mu g³êboko w oczy, zszokowana. – Po tym, co zrobi³, mia³by spocz±æ w tym zamku?
– Mi siê te¿ to nie podoba, ale macie lepszy pomys³, gdzie bêdzie bezpieczniej?
– kontynuowa³ Harry.
– To trudna decyzja – przyzna³a McGonagall. Nie wpad³a jednak na inny pomys³, wiêc chc±c nie chc±c, musia³a przyznaæ Harry'emu racjê. – Tê decyzjê musimy jednak uzgodniæ
z ministerstwem, jednak na ten moment nie ma chyba lepszego rozwi±zania.
– Ale gdzie je ukryjemy? – zada³ pytanie Ron. – Komnata Tajemnic?
– Zbyt oczywiste – odrzuci³ ten pomys³ natychmiastowo Harry.
– Ale mo¿e, to nie jest taki z³y pomys³, raczej nikt nie mia³by mo¿liwo¶ci tam siê dostaæ?
– popar³a pomys³ Rona, Hermiona.
– Ron w³a¶nie udowodni³ wczoraj, ¿e jednak jest to mo¿liwe – przypomnia³ jej Harry.
– Musimy wymy¶liæ co¶ innego. – Spojrza³ pytaj±co na nauczycieli. – Mo¿e tam, gdzie by³ ukryty kiedy¶ Kamieñ Filozoficzny?
– S±dzê, ¿e w lochach mogliby¶my wygospodarowaæ jak±¶ ma³o rzucaj±c± siê w oczy komnatê – zaproponowa³a profesor McGonagall. – Oczywi¶cie zabezpieczyliby¶my j± jakimi¶ zaklêciami. Trzeba by równie¿ dopilnowaæ, by jak najmniejsza grupa osób o tym wiedzia³a, nawet w¶ród ludzi z ministerstwa. Tylko niezbêdne osoby. McGonagall czeka³a na propozycjê innych, jednak one nie nadesz³y. W koñcu ka¿da z osób przebywaj±cych w gabinecie popar³a ten pomys³ i zgodzi³a siê, by cia³o Voldemorta spoczê³o w lochach zamku. – Nie martw siê, Potter, dopilnujemy, by by³o odpowiednio zabezpieczone – doda³a, patrz±c w tym momencie tylko na Harry'ego.
– Dobrze, pani profesor. Wiem, ¿e mogliby¶my z tym cia³em zrobiæ wszystko,
ale nie bêdziemy siê zni¿aæ do poziomu Voldemorta i jego ¶miercio¿erców. A pochowanie go w Little Hangleton razem z ojcem by³oby zbyt niebezpieczne.
– Cieszê siê, ¿e uda³o nam siê ustaliæ tê kwestiê – ucieszy³a siê profesor McGonagall. Spojrza³a na portrety innych dyrektorów i zatrzyma³a siê na d³u¿ej na tym przedstawiaj±cym Albusa Dumbledore'a. To przypomnia³o jej o innej do¶æ istotnej kwestii. – Potter, musimy omówiæ jeszcze jedn± sprawê, Severus Snape. – Spojrza³a na niego wyczekuj±co, a kiedy nie odpowiada³ dalej, doda³a. – Wczoraj podczas pojedynku z Tym–Którego–Imienia–Nie
-Wolno–Wymawiaæ wspomnia³e¶ mu o tym, ¿e myli³ siê co do Snape'a, ¿e sta³ po naszej stronie. Ma³o jednak z tego rozumiem, nie mogê w to od wczoraj uwierzyæ i my¶lê, ¿e wiêkszo¶æ osób tutaj równie¿, jak to mo¿liwe? Przecie¿ wszystko wskazywa³o na co innego,
a ¶mieræ Dumbledore'a?
Harry rozejrza³ siê po gabinecie, zatrzymuj±c siê na ka¿dej twarzy z wyj±tkiem Rona
i Hermiony, którzy wiedzieli ju¿ o wszystkim. Nie by³ zdziwiony, ¿e McGonagall poruszy³a tê kwestiê. Nie da³o siê tego wyja¶niæ tym krótkim zapewnieniem, które wypowiedzia³ wczoraj prosto w oczy Voldemortowi. Choæ wczoraj, o tej porze nigdy by w to nie uwierzy³, tak teraz docenia³ i by³ pe³en podziwu dla Snape'a, ¿e tak ¶wietnie spisa³ siê w swojej roli wyznaczonej mu przez Dumbledore'a. Mia³ zamiar zrobiæ wszystko by oczy¶ciæ jego imiê, nawet je¶li przez zdecydowan± wiêkszo¶æ jego ¿ycia, okazywali sobie wzajemn± nienawi¶æ.
– Snape nigdy nas nie zdradzi³ – zacz±³ Harry. – Ogl±da³em jego wspomnienia, które przekaza³ mi tu¿ przed ¶mierci±. Zamordowa³ go Voldemort, by posi±¶æ moc Czarnej Ró¿d¿ki. Snape zabi³ Dumbledore'a na jego w³asne polecenie, zaplanowali to prawie rok wcze¶niej – rozejrza³ siê po gabinecie, poniewa¿ dostrzeg³ i us³ysza³ silne poruszenie. Sam by³by na ich miejscu równie zszokowany. – Dumbledore wiedzia³, ¿e zosta³o mu niewiele czasu, ta sczernia³a… to by³a silna kl±twa, która rozchodzi³a siê po ca³ym ciele. Nie by³o ¿adnego ratunku. Dumbledore nie chcia³, by jego ró¿d¿ka wpad³a w rêce Voldemorta, st±d plan by Snape go zabi³ w odpowiedniej chwili i przej±³ jej moc. Mia³o to pokrzy¿owaæ plany Voldemorta. Nie wszystko potoczy³o siê zgodnie z planem, choæ jak widzieli¶cie wczoraj, zmiany te bardziej uderzy³y negatywnie w niego.
– Dlaczego nam jednak o tym wszystkim nie powiedzia³? – zapyta³a McGonagall.
– A kto by mu uwierzy³, skoro Dumbledore zachowa³ to w tajemnicy? – odpowiedzia³ pytaniem na pytanie, Harry. – Mia³o to swój cel, Dumbledore chcia³, aby Voldemort rzeczywi¶cie bezgranicznie ufa³ Snape'owi, by Dumbledore mia³ swojego cz³owieka w¶ród jego ¶miercio¿erców, kogo¶, kto bêdzie zna³ wszystkie jego plany, by móc odpowiednio
na nie reagowaæ. Snape mia³ dostarczaæ do¶æ wa¿ne informacje Voldemortowi, by wzbudziæ jego zaufanie, ale ukrywa³ te najbardziej istotne. Tylko ukrywaj±c to przed wszystkimi,
ten plan móg³ siê powie¶æ, kiedy nikt poza Dumbledorem i Snapem o tym nie wiedzia³. Snape najlepiej jak potrafi³, wykonywa³ ten plan, choæ wiedzia³, ¿e zostanie znienawidzony przez wszystkich, zrobi³ to jednak, bo kocha³ moj± matkê, dlatego porzuci³ ¶miercio¿erców na zawsze, czu³ siê winny, ¿e to przez niego nie ¿yje i chcia³ odpokutowaæ te winy, pomagaj±c Dumbledorowi. Choæ sam ¿ywi³em do niego zawsze nienawi¶æ, muszê uczciwie przyznaæ, ¿e myli³em siê co do niego.
W gabinecie zapad³a d³uga cisza, widaæ by³o, ¿e te s³owa poruszy³y wszystkich. Wiêkszo¶æ czu³a siê zak³opotana.
– Masz racjê, Potter, mylili¶my siê co do niego, s±dzili¶my, ¿e nas zdradzi³, a on tymczasem wykaza³ siê mêstwem, którym nie powstydzi³by siê ¿aden z nas – stwierdzi³a McGonagall.
– Ministerstwo równie¿ powinno poznaæ prawdê – wtr±ci³ siê Pan Weasley. – Ludzie powinni wiedzieæ, jaki naprawdê by³ Snape, nie zas³u¿y³ na to, by teraz go nies³usznie oczerniaæ.
– Tak zrobimy, Arturze – przytaknê³a opiekunka Gryfonów. – Potter, s±dzê, ¿e musisz jednak byæ gotowy na przes³uchania w tej sprawie, tylko ty mo¿esz opowiedzieæ i za¶wiadczyæ,
¿e tak by³o.
– Jestem na to gotowy, pani profesor. – Harry popatrzy³ jednak na portret Dumbledore'a
i zada³ oczywiste pytanie, które przysz³o mu do g³owy. – Dlaczego nie ma tu portretu Snape'a? S±dzi³em, ¿e portret ka¿dego dyrektora pojawia siê tutaj po ¶mierci?
– To nie do koñca jest tak, jak wiêkszo¶ci z was siê wydajê – wtr±ci³ siê do rozmowy profesor Flitwick. – Ka¿dy dyrektor podczas swojego urzêdowania na stanowisku w pewien sposób tworzy ten obraz, kiedy jeszcze ¿yje. Przelewa w niego swoje wspomnienia, swoje my¶li, charakter, uczucia, aby po jego ¶mierci portret móg³ siê tutaj pojawiæ i jak najlepiej odzwierciedla³ konkretn± osobê, nie tylko z wygl±du, ale i charakteru. By portret jak najlepiej móg³ doradzaæ przysz³ym dyrektorom Hogwartu. – Flitwick wskaza³ na ¶cianê,
po czym kontynuowa³ swoim piskliwym g³osem. – Severus, bior±c pod uwagê okoliczno¶ci, zapewne nie mia³ czasu przez ten rok, kiedy by³ dyrektorem, aby zaj±æ siê swoim portretem, dlatego siê tutaj nie pojawi³, to jedyne wyja¶nienie.
– Czy jest jaka¶ mo¿liwo¶æ, aby siê tu jednak pojawi³? – nie dawa³ za wygran±, Harry.
– Teoretycznie tak – kontynuowa³ Filius Flitwick. – Taki portret móg³by spróbowaæ stworzyæ kto¶, kto umie to zrobiæ i go dobrze zna³. Trzeba jednak pamiêtaæ, ¿e nigdy nie osi±gnie siê takiego efektu, jaki by³by, gdyby to sam zainteresowany stworzy³ portret.
– Czyli mogliby¶my stworzyæ taki portret?
– Tak, mogliby¶my przelaæ w niego swoje wspomnienia o Severusie Snapie, by w miarê mo¿liwo¶ci portret jak najbardziej go przypomina³. Co o tym s±dzisz Minerwo? – zapyta³ piskliwym g³osem profesor Flitwick.
– My¶lê, ¿e pan Potter ma racjê, portret Severusa powinien siê tu w takich okoliczno¶ciach znale¼æ. Zajmiemy siê tym, Potter, obiecujê – zapewni³a profesor McGonagall, patrz±c wprost na Harry'ego. – Nie mo¿emy jednak zapomnieæ jeszcze o jednym, o jego pogrzebie. Musimy to jako¶ zorganizowaæ.
– S±dzê… – zacz±³ niepewnie Harry, wahaj±c siê. – … ¿e Snape powinien spocz±æ tak samo, jak Dumbledore, tu w Hogwarcie. – Po raz kolejny podczas tego spotkania, Harry spojrza³
po wszystkich, jakby rzuca³ im wyzwanie,
– To nie bêdzie proste, Potter – zauwa¿y³a McGonagall. – Ju¿ z pochówkiem Dumbledore'a tutaj by³y spore problemy, a nie umniejszaj±c nic Severusowi, jego zas³ugi dla Hogwartu
w stosunku do Dumbledore'a s± nieporównywalne.
– Snape nie przepada³ za swoim rodzinnym domem na Spinner's End w Cokeworth
– zauwa¿y³ Harry, który zd±¿y³ poznaæ historiê ¿ycia Snape'a na tyle, by zdawaæ sobie z tego sprawê.
– S±dzê, ¿e Harry ma racjê, je¶li to mo¿liwe, powinni¶my pochowaæ go tutaj – popar³a go nie¶mia³o Hermiona. – Ze wzglêdu na jego zas³ugi dla ca³ej sprawy, w ten sposób równie¿ przyczyni³ siê wymiernie do ocalenia szko³y i pokonania Voldemorta. S±dzê, ¿e to wystarczaj±cy powód.
– Kiedy tylko sytuacja w ministerstwie siê uporz±dkuje, spróbujê ten pomys³ przeforsowaæ
– obieca³a Minerwa McGonagall, doda³a jednak z nutk± ¿alu w g³osie. – Nie obiecujê jednak niczego, wiele zale¿y od tego, kto w ministerstwie bêdzie podejmowa³ wtedy tak± decyzjê.
W koñcu profesor Dumbledore jest jedynym by³ym dyrektorem pochowanym w Hogwarcie. Zobaczê jednak, co da siê zrobiæ.
– Dziêkujê, pani profesor – odpowiedzia³ z wdziêczno¶ci±, Harry. – Mam nadziejê, ¿e siê uda.
– My¶lê jednak… – doda³a tymczasowa dyrektor. – ¿e musimy omówiæ jeszcze jeden bardzo powa¿ny problem, na pewno ka¿dy z was zdaje sobie z tego sprawê. – Tutaj spojrza³a
na ka¿d± z obecnych osób z do¶æ zmartwion± min±. – Chodzi mi oczywi¶cie o Hogwart. Szko³a wiele przesz³a dzisiejszej nocy, je¶li chcemy, by jak najszybciej zosta³a otwarta,
a zw³aszcza na najbli¿szy rok szkolny, to czeka nas bardzo du¿o pracy.
– Masz racjê, Minerwo – wtr±ci³a milcz±ca do tej pory profesor Sprout. – Musimy przywróciæ Hogwartowi dawny blask.
– To naprawdê wiele pracy, Minerwo, uwa¿asz, ¿e zd±¿ymy sami? – spyta³ bez wiêkszej nadziei Horacy Slughorn, zerkaj±c ukradkiem przez okno w gabinecie.
– Pani psor, pani wie, ¿e mo¿e pani na mnie liczyæ? – wtr±ci³ siê Hagrid, oferuj±c swoj± pomoc.
– Dziêkujê, Hagridzie.
– Ja i Artur oczywi¶cie pomo¿emy, na miarê swoich mo¿liwo¶ci – zapewni³a Molly Weasley,
na co pan Weasley równie¿ przytakn±³.
Harry spojrza³ na Rona i Hermionê, popatrzy³ im w oczy, a oni prawie niezauwa¿alnie kiwnêli g³ow±, co wcale go nie zaskoczy³o, wiedzia³, ile dla nich równie¿ znaczy³a ta szko³a.
– My równie¿ pomo¿emy, pani profesor – powiedzia³ Harry, wskazuj±c na siebie, Rona
i Hermionê.
– My¶lê, ¿e ka¿dy z nauczycieli, a mo¿e i kilku cz³onków Zakonu Feniksa na pewno nam pomog±, byæ mo¿e pó¼niej bêdziemy te¿ mogli liczyæ na pomoc ministerstwa – zauwa¿y³a profesor McGonagall.
– Zd±¿ymy Minerwo – odpowiedzia³ z pe³nym przekonaniem, swoim piskliwym g³osem, profesor Flitwick. – Zdo³ali¶my powstrzymaæ Sami–Wiecie–Kogo, to tym bardziej poradzimy sobie z naprawami i porz±dkami w Hogwarcie.
– Dziêkujê wam wszystkim – wyrazi³a swoj± wdziêczno¶æ opiekunka Griffindoru. – To wiele dla mnie znaczy, ¿e nie tylko nauczyciele, ale równie¿ byli uczniowie s± gotowi do pomocy
– doda³a, ocieraj±c ³zê, która pojawi³a siê na chwilê w k±ciku oczu. – Bardzo to doceniam.
– Tutaj szczególne podziêkowania skierowa³a do pañstwa Weasleyów oraz Harry'ego, Rona
i Hermiony. Nim jednak profesor McGonagall kontynuowa³a, rozejrza³a siê po Sali i nie¶mia³o usiad³a za biurkiem dyrektora.
– Dopóki nie wybierzemy nowego dyrektora, postaram siê jak najlepiej nadzorowaæ pracami. My¶lê, ¿e od osób niebêd±cych nauczycielami nie mo¿emy wymagaæ regularnych wizyt, bêdê wam wdziêczna za ka¿d± mo¿liw± pomoc, wiêc je¶li tylko bêdziecie mogli,
to ka¿dy dzieñ, który dacie radê nam po¶wiêciæ, bêdzie niezwykle wa¿ny. W najbli¿szych dniach ustalimy bardziej szczegó³owy plan dzia³ania. Ze swojej strony, uwa¿am,
¿e w pierwszej kolejno¶ci powinni¶my przywróciæ do ¶wietno¶ci Wielk± Salê, potem zajmiemy siê kolejnymi pracami. – Zaproponowa³a profesor McGonagall, po czym po chwili kontynuowa³a.
– Panie Potter, panie Weasley, panno Granger?
– Tak, pani profesor? – spyta³a Hermiona.
– Zak³adaj±c, ¿e uda³oby nam siê do wrze¶nia przywróciæ Hogwart do jego dawnej ¶wietno¶ci, chcia³abym ze swojej strony, aby uczniowie, którzy nie mogli ukoñczyæ Hogwartu ze wzglêdu na wojnê z Tym–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiaæ, mieli szansê wróciæ
do szko³y i j± ukoñczyæ. Czy w takich okoliczno¶ciach byliby¶cie zainteresowani powrotem
na ostatni rok? By³abym bardzo uradowana – spojrza³a na nich opiekunka Gryffindoru.
Harry, Ron i Hermiona popatrzyli po sobie. Na ich twarzach miesza³y siê ró¿ne uczucia.
Ron wydawa³ siê zaskoczony, ale równocze¶nie sprawia³ wra¿enie, jakby nie traktowa³ tej propozycji powa¿nie. Harry, mimo ¿e uwa¿a³ to miejsce za swój prawdziwy dom, nie potrafi³ siê zdobyæ na my¶l, ¿e po tym wszystkim móg³by tu wróciæ i uczyæ siê dalej. Tylko na twarzy Hermiony mo¿na by³o dostrzec wewnêtrzn± walkê z sam± sob±.
– Pani profesor… – zacz±³ Harry. – Dziêkujê za propozycjê. Hogwart by³ zawsze dla mnie prawdziwym domem, to by³by zaszczyt móc tu powróciæ. Muszê jednak przyznaæ, ¿e po tym wszystkim nie potrafi³bym siê zdobyæ na to, ¿eby wróciæ tutaj tak szybko i podj±æ naukê
od pocz±tku. Zw³aszcza kiedy niektórzy ze zwolenników Voldemorta dalej s± na wolno¶ci.
– Eee… ja równie¿, pani profesor, nie planujê powrotu – doda³ Ron.
– Ron! Nie mo¿esz nie ukoñczyæ szko³y! – zaprotestowa³a pani Weasley. – Ty równie¿, Harry, powinni¶cie wróciæ do Hogwartu i ukoñczyæ naukê, ze wzglêdu na wasze przysz³e kariery…
– Mamo, nie. Ja ju¿ podj±³em decyzjê – przerwa³ jej Ron.
– Ron!...
– Molly, proszê ciê, uspokój siê, musimy uszanowaæ ich decyzje, s± doro¶li – wtr±ci³ siê pan Weasley. – Po drugie to nie miejsce na takie sprzeczki, mo¿emy o tym porozmawiaæ wszyscy pó¼niej.
Profesor McGonagall odczeka³a chwilê, a¿ emocje wokó³ opadn±, a kiedy wygl±da³o na to,
¿e sprzeczka zosta³a za¿egnana, spojrza³a w kierunku Hermiony.
– A pani, panno Granger?
– Ja… – Hermiona spojrza³a niepewnie na Rona, potem równie¿ na Harry'ego nim zd±¿y³a odpowiedzieæ. – Ja, bardzo bym chcia³a ukoñczyæ naukê. Muszê to jeszcze przemy¶leæ
– doda³a, patrz±c na Rona, który wygl±da³ na lekko zaskoczonego, ale milcza³.
– Chcia³abym, jednak gdyby by³a taka mo¿liwo¶æ wróciæ, ukoñczyæ szko³ê i zdaæ OWUTEMY.
– Rozumiem, niech pani sobie to jeszcze spokojnie przemy¶li, panno Granger, a kiedy bêdzie pani pewna swej decyzji, poinformuje mnie pani, zw³aszcza ¿e i tak powinni¶my siê
w najbli¿szym czasie czêsto tutaj widywaæ. Nie ukrywam, ¿e by³abym bardzo szczê¶liwa, panno Granger, gdyby chocia¿ pani tutaj wróci³a.
– Dobrze, pani profesor, poinformujê pani± na pewno, równie¿ by³abym zaszczycona, mog±c tu wróciæ – odpowiedzia³a Hermiona.
– Oczywi¶cie jest jeszcze jeden temat – zauwa¿y³a profesor McGonagall. Tutaj zwróci³a siê g³ównie do obecnych nauczycieli. – Bêdziemy potrzebowaæ nowych nauczycieli na kilku stanowiskach, musimy og³osiæ nabór na co najmniej dwa stanowiska: nauczyciela obrony przed czarn± magi± i mugoloznawstwa.
– Panie Potter – doda³a po chwili. – Tak sobie pomy¶la³am. Skoro nie wraca pan do Hogwartu w roli ucznia, to mo¿e by³by pan zainteresowany powrotem w formie nauczyciela?
– spojrza³a na jego zszokowan± minê, – Bêdziemy mieæ na tym stanowisku wakat, a wiemy wszyscy tutaj, ¿e ciê¿ko znale¼æ lepszego kandydata na nauczyciela obrony przed czarn± magi± ni¿ pana. Zreszt± na pi±tym roku uczy³ pan potajemnie zaklêæ i uroków z tej dziedziny innych uczniów, a wiem od profesora Dumbledore'a, ¿e podobno bardzo skutecznie – doda³a, zerkaj±c na Rona i Hermionê, jakby oczekuj±c po nich jakiej¶ reakcji, na co oni entuzjastycznie pokiwali g³ow±.
– Pani profesor, ja… jestem zaszczycony – odpowiedzia³ zszokowany Harry. – Mam nadziejê, ¿e jednak mnie pani zrozumie, doceniam propozycjê, ale chcia³bym na razie przynajmniej, zaj±æ siê wytropieniem do koñca popleczników Voldermorta. Zw³aszcza dopóki jeszcze niektórzy z nich s± na wolno¶ci. Sama pani wie, ¿e od dawna poci±ga³a mnie kariera aurora. Mimo ¿e Voldemorta ju¿ nie ma, to przecie¿ nie wszystkich ¶miercio¿erców z³apali¶my. Dlatego, przynajmniej na razie, chcia³bym i¶æ w tym kierunku – doda³ Harry, staraj±c siê byæ jak najbardziej uprzejmy, gdy¿ docenia³ zaufanie, jakim obdarzy³a go w³a¶nie profesor McGonagall. – Dziêkujê jednak za tak± propozycjê, mam nadziejê, ¿e pani rozumie.
– Oczywi¶cie, ¿a³ujê, panie Potter, ale rozumiem – odpowiedzia³a profesor McGonagall.
– Na pewno kogo¶ znajdziemy. – Po chwili milczenia doda³a. – My¶lê, ¿e na razie najpilniejsze sprawy ustalili¶my, zajmiemy siê naprawami w Hogwarcie, a sama obiecujê, panie Potter, ¿e zajmê siê spraw± profesora Snape'a, a tak¿e kwesti± pochowania zw³ok Sami–Wiecie–Kogo. Dziêkujê wam wszystkim za przybycie, my¶lê, ¿e czas wróciæ do reszty w Wielkiej Sali – doda³a, po czym ka¿dy po kolei opuszcza³ gabinet, w którym jeszcze nie tak dawno urzêdowa³ Albus Dumbledore.
Harry, Ron i Hermiona skierowali siê na dó³ do Wielkiej Sali, po drodze mijali inne osoby, które zd±¿a³y do poszczególnych pokojów wspólnych. Kiedy Ron i Hermiona ju¿ skierowali swe kroki w kierunku drzwi, za którymi znajdowa³y siê cztery d³ugie sto³y, Harry nagle ich zatrzyma³.
– Stójcie, czekajcie! – zawo³a³ do nich Harry, ³api±c Hermionê za ramiê. – Jest jeszcze jedna sprawa, któr± chcia³bym dokoñczyæ.
– O czym mówisz? – spyta³a Hermiona. Harry wyci±gn±³ z kieszeni ró¿d¿kê, nie swoj±,
ale Hermiona szybko po³apa³a siê, co mia³ na my¶li. Po chwili równie¿ Ron j± rozpozna³.
– Czarna Ró¿d¿ka – oznajmi³ Ron, patrz±c na ni± prawie ze czci±.
– Chcesz j± od³o¿yæ na swoje miejsce, tak jak wspomina³e¶ w gabinecie Dumbledore'a?
– chcia³a upewniæ siê Hermiona.
– Tak, chcê j± od³o¿yæ do jego grobu – potwierdzi³ ich przypuszczenia Harry, po czym skierowa³ siê w stronê wyj¶cia z zamku. Ron i Hermiona pod±¿yli za nim.
– Jeste¶ pewny? – zapyta³ Ron, wzdrygaj±c siê mimo woli. – Wiem, stary, ¿e masz jak najlepsze intencje, ale… to jednak grób.
– Oj, Ron – skarci³a go Hermiona, patrz±c na niego. – Przecie¿ to co innego. Harry nie chce go zbezcze¶ciæ ani nic z tych rzeczy. Chce po prostu od³o¿yæ na miejsce rzecz, która powinna siê tam znale¼æ. Osobi¶cie uwa¿am, ¿e to bardzo rozs±dna decyzja.
– Ale jednak to Czarna Ró¿d¿ka – nie dawa³ za wygran± Ron.
– Ron, ja ju¿ podj±³em decyzjê, zreszt± tak jak wam mówi³em, wolê swoj± – wskaza³
na ró¿d¿kê z ostrokrzewu z piórem Fawkesa. – Chod¼cie – doda³, przyspieszaj±c kroku.
Harry, Ron i Hermiona przeszli wzd³u¿ jeziora, promienie s³oñca przebija³y siê przez wierzcho³ki drzew w Zakazanym Lesie. Po chwili znale¼li siê przy bia³ym grobowcu. Przed oczyma szybko przebieg³y im wspomnienia ceremonii pogrzebowej, która mia³a miejsce rok temu.
– To okropne, jak mo¿na by³o siê dopu¶ciæ takiej rzeczy? – skrzywi³a siê z niesmakiem Hermiona, patrz±c na du¿e pêkniêcie na samym ¶rodku grobowca. – Jak mo¿na by³o siê
tu w³amaæ?
– W koñcu to Voldemort – zauwa¿y³ Harry, który by³ na ten widok przygotowany.
– Cel u¶wiêca³ ¶rodki. A zreszt± czy dla niego, chocia¿ w jakimkolwiek stopniu,
by³o to nieprzyzwoite?
– Masz racjê – zgodzi³a siê Hermiona.
– Harry, pozwolisz, ¿e zostaniemy tutaj? – zapyta³ Ron, który sam osobi¶cie nie mia³ ochoty patrzeæ na martwe cia³o by³ego dyrektora Hogwartu.
– Zaczekajcie, to zajmie tylko chwilê – zgodzi³ siê Harry, po czym podszed³ powoli
do postumentu i wyci±gn±³ Czarn± Ró¿d¿kê z kieszeni. Popatrzy³ na ni±, a nastêpnie
na martwe cia³o Albusa Dumbledore'a. Na chwilê jego my¶li zatrzyma³y siê na by³ym dyrektorze, wspominaj±c wiele chwil w jego towarzystwie. Jak równie¿ to ostatnie, które mia³o miejsce po jego rzekomej ¶mierci w Zakazanym Lesie, maj±ce miejsce w tym niematerialnym ¶wiecie. Po chwili jednak pochyli³ siê nad cia³em i w martwe, zimne d³onie wsun±³ powoli ró¿d¿kê, po czym nakry³ cia³o szczelnie p³ótnem, które by³o odchylone na bok. Podszed³ do Rona i Hermiony i jeszcze raz spojrza³ na grobowiec.
– My¶lê, ¿e dobrze by³oby go naprawiæ – zauwa¿y³a Hermiona, po czym wyci±gnê³a ró¿d¿kê
i skierowa³a j± na bia³y grobowiec. – Reparo – wyszepta³a. Pêkniêcie zniknê³o i na nowo siê scali³o. W tym momencie nikt by nie pozna³, ¿e kiedykolwiek kto¶ siê w³ama³ do ostatniego miejsca spoczynku Albusa Dumbledore'a.
– Dziêki, Hermiono – powiedzia³ Harry, po czym doda³. – S±dzê, ¿e pora wróciæ do zamku, do reszty.
– Masz racjê, Harry – zgodzi³a siê Hermiona, po czym Ron chwyci³ j± za rêkê i wszyscy troje skierowali siê z powrotem w stronê drzwi wej¶ciowych.
i skierowa³a j± na bia³y grobowiec. r11; Reparo r11; wyszepta³a. Pêkniêcie zniknê³o i na nowo siê scali³o. W tym momencie nikt by nie pozna³, ¿e kiedykolwiek kto¶ siê w³ama³ do ostatniego miejsca spoczynku Albusa Dumbledore'a.
W wielu miejscach w ¶rodku zdania da³e¶ enter i ni z gruszki ni z pietruszki czê¶ci zdañ przenosz± siê do kolejnej linijki, troszkê to utrudnia czytanie. Generalnie twój ff mi siê podoba, podoba mi siê szczególnie pomys³. (Ja zazwyczaj nie czytam nawet miniaturek, a co dopiero ff z rozdzia³ami, za tego ficka zabra³am siê wyj±tkowo bo mi siê w³a¶nie temat spodoba³). Przyjemnie siê go czyta. Ten rozdzia³ jest napisany chyba lepiej ni¿ poprzedni, tak trzymaj.