Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje siê napisaæ do Harry'ego. W miêdzyczasie zbli¿aj± siê sprawdziany do dru¿yny Gryfonów.
W ci±gu kolejnych dni Hermiona wielokrotnie próbowa³a wy¶ledziæ, co profesor Hughes szuka³ w lochach zamku. Wydarzenie, którego by³a ¶wiadkiem podczas swojego nocnego patrolu parê dni temu, nie dawa³o jej spokoju. Ju¿ kilka razy powstrzymywa³a chêæ, by nie udaæ siê do sowiarni i nie napisaæ o tym dziwnym i podejrzanym wydarzeniu Ronowi i Harry'emu. Nie chcia³a jednak straszyæ ich za wcze¶nie. Byæ mo¿e mia³a zbyt bujn± wyobra¼niê i jej siê to tylko wydawa³o? Mo¿e profesor Hughes rzeczywi¶cie nie szuka³ miejsca, gdzie zosta³ pochowany Voldemort, a zajmowa³ siê tam zupe³nie czym¶ innym?
Hermiona nie poinformowa³a do tej pory o tym wydarzeniu nikogo. Obieca³a sobie, ¿e gdy tylko jeszcze raz natknie siê na Hughesa w lochach, natychmiast poinformuje o tym ch³opaków. Niestety, jak do tej pory trzy kolejne dni nie przynios³y spodziewanego rezultatu. Hermiona by³a ju¿ bliska pogodzenia siê z my¶l±, ¿e to wszystko by³o tylko wytworem jej wyobra¼ni, gdy postanowi³a poinformowaæ o tym wszystkim przynajmniej Harry'ego. Uwa¿a³a, ¿e Harry potrafi³ podchodziæ do tych spraw z odrobin± wiêkszego dystansu ni¿ Ron.
W s³oneczny i pogodny pi±tek, z samego rana, gdy jej przyjació³ki jeszcze smacznie spa³y w ³ó¿kach, ubra³a siê pospiesznie i staraj±c siê nikogo nie obudziæ, wysz³a z dormitorium i uda³a siê do sowiarni. Na razie, z wyj±tkiem Harry'ego, nie chcia³a nikomu innemu mówiæ o swoich podejrzeniach. W drodze do sowiarni nie spotka³a nikogo, co zawdziêcza³a do¶æ wczesnej porze. Nim zaczê³a wybieraæ jedn± z wolnych sów, przystanê³a przy jednym z okien, wyjê³a przygotowany list i przeczyta³a go raz jeszcze.
Drogi Harry,
Piszê do Ciebie w tajemnicy przed Ronem, poniewa¿ chcia³am siê z Tob± podzieliæ pewnym wydarzeniem, którego by³am niedawno ¶wiadkiem, a które od tamtej pory nie daje mi spokoju. Zwracam siê z tym do Ciebie, poniewa¿ jestem ciekawa Twojej opinii, a tak¿e liczê na to, ¿e podejdziesz do tej sprawy du¿o bardziej obiektywnie ni¿ Ron.
Tu¿ po rozpoczêciu roku szkolnego, podczas mojego pierwszego wieczornego patrolu, natknê³am siê w lochach na dziwnie zachowuj±cego siê profesora Hughesa. Sprawia³ wra¿enie, jakby czego¶ tam szuka³. Ostukiwa³ mury, a przy tym wygl±da³ na takiego, który nie chcia³, by go na tym przy³apano. Byæ mo¿e mam bujn± wyobra¼niê, ale najgorsze jest to, ¿e by³o to w pobli¿u… tego miejsca.
Wiem, ¿e profesor Hughes jest by³ym aurorem i nie zas³uguje na moj± podejrzliwo¶æ oraz ¿e praktycznie nie powinien wiedzieæ, kto zosta³ tam pochowany, ale jego zachowanie wydawa³o mi siê bardzo dziwne. Byæ mo¿e to zbieg okoliczno¶ci, ale uwa¿am, ¿e powinni¶my przyjrzeæ siê tej sprawie bli¿ej, mimo ¿e do tej pory sytuacja siê nie powtórzy³a.
Co o tym s±dzisz? Przesadzam, czy rzeczywi¶cie Twoim zdaniem równie¿ zachowanie profesora wydaje siê podejrzane?
Nie ukrywam, ¿e bardzo brakuje mi w tym momencie Twojej Mapy Huncwotów, a tak¿e peleryny–niewidki. Móg³by¶ mi je na jaki¶ czas po¿yczyæ? By³oby wtedy pro¶ciej poobserwowaæ Hughesa na co dzieñ.
Mam nadziejê, ¿e u Ciebie wszystko w porz±dku i jeste¶ zadowolony z pierwszych tygodni w pracy.
Czekam z niecierpliwo¶ci± na Twoj± odpowied¼.
¦ciskam mocno,
Hermiona
P.S. Na razie nie mówi³am o tej sprawie nikomu, równie¿ Ginny. Byæ mo¿e niepotrzebnie siê tym tak przejmujê, jak uwa¿asz?
Hermiona przeczyta³a list ponownie i zadowolona, ¿e wreszcie mog³a komu¶ zwierzyæ siê ze swoich w±tpliwo¶ci, wybra³a jedn± z wolnych sów i przywi±za³a jej list do nó¿ki. Gdy tylko sowa odlecia³a, dziewczyna opu¶ci³a sowiarniê i uda³a siê do Wielkiej Sali, gdzie z pewno¶ci± zaczê³y siê schodziæ pierwsze osoby na ¶niadanie.
Gdy tylko dotar³a na miejsce, przekona³a siê, ¿e mia³a dobre przeczucie. W¶ród osób, które zd±¿y³y zaj±æ miejsce przy sto³ach, Hermiona szybko wypatrzy³a Ginny, Natalie i Corneliê. Nie zd±¿y³a dobrze usi±¶æ ko³o nich, gdy dziewczyny zarzuci³y j± pytaniami, gdzie siê podziewa³a i co robi³a.
– Gdzie ty by³a¶?! – zapyta³a Weasley, patrz±c na ni± ze zdziwieniem. – Wsta³y¶my, a ciebie nie ma. Spodziewa³y¶my siê ciebie w takim razie tutaj, ale tutaj te¿ ciê nie by³o…
– Przepraszam, by³am w sowiarni – odpowiedzia³a Hermiona, smaruj±c sobie kromkê chleba d¿emem.
– W sowiarni? Tak siê stêskni³a¶ za moim bratem? – Ginny powstrzymywa³a siê od ¶miechu.
– No co? Mo¿e mi powiesz, ¿e nie jeste¶ w kontakcie z Harrym? – rzuci³a wymijaj±co Granger.
– Jestem, ale nie codziennie.
– Nie przesadzaj, nie pisa³am do niego od paru dni. A co u was, gotowe na dzisiejsze sprawdziany? – spyta³a Hermiona, zwracaj±c siê do Ginny i Natalie, jednocze¶nie chc±c zmieniæ temat.
– Nie mogê siê doczekaæ, stêskni³am siê za quidditchem – odpowiedzia³a z zapa³em Ginny.
– A ja coraz bardziej siê denerwujê – przyzna³a zgodnie z prawd± Swan.
– Daj spokój – próbowa³a podtrzymaæ j± na duchu Hermiona. – Dasz sobie radê.
Do Wielkiej Sali wlecia³o kilka sów, roznosz±c uczniom paczki, listy oraz gazety. Jedna z nich przynios³a do¶æ krótki zwitek pergaminu Hermionie. Zaskoczona dziewczyna siêgnê³a po li¶cik, zdaj±c sobie sprawê, ¿e na odpowied¼ od Harry'ego jest jeszcze zdecydowanie za wcze¶nie.
Hermiono,
Mo¿e wpad³aby¶ dzisiaj wieczorkiem do mnie na herbatkê? Cholibka, nie mieli¶my okazji jeszcze na spokojnie porozmawiaæ. Kie³ bardzo siê za tob± stêskni³.
Hagrid
Hermiona szybko mu odpisa³a i wys³a³a wiadomo¶æ przez tê sam± sowê z potwierdzeniem, ¿e dzisiaj po zajêciach i sprawdzianach do quidditcha na pewno go odwiedzi. Gdy tylko skoñczy³a ¶niadanie, po¿egna³a siê z Ginny oraz Corneli± i razem z Natalie uda³y siê na zajêcia z numerologii. Granger po raz kolejny cieszy³a siê w duchu na my¶l, ¿e nie bêdzie musia³a sama uczestniczyæ w tych zajêciach.
W sali poza paroma uczniami, czeka³a ju¿ równie¿ na nie profesor Septima Vector, któr± Hermiona ju¿ dobrze pozna³a w poprzednich latach. By³a to nauczycielka dosyæ sumienna i traktuj±ca swoich uczniów trochê na dystans, ale przy tym obiektywna i sprawiedliwa.
Obie dziewczyny zajê³y wspólnie jedn± z wolnych ³awek znajduj±cych siê do¶æ blisko biurka nauczycielki i wyjê³y swoje podrêczniki – Now± teoriê numerologii. Na samym pocz±tku, profesor Vector przypomnia³a im, podobnie jak inni nauczyciele o zdawaniu Owutemów w czerwcu, a nastêpnie przez ca³± godzinê powtarza³a z nimi to, czego nauczyli siê do tej pory.
Zapewne, gdyby kiedykolwiek Harry, a przede wszystkim Ron zaznajomili siê z tym, czego tak naprawdê Hermiona uczy siê na numerologii, nie mogliby siê powstrzymaæ przed kilkoma pytaniami oraz ¿artami na ten temat. Bior±c pod uwagê, ¿e ona sama gardzi³a wró¿biarstwem i na trzecim roku zrezygnowa³a z tego przedmiotu, uznaj±c go za stek bzdur i marnowanie czasu, niektórym trudno by³o zrozumieæ, dlaczego numerologiê traktuje inaczej, która w du¿ej mierze równie¿ naucza³a o przewidywaniu przysz³o¶ci. Ró¿nica polega³a jednak na tym, ¿e w przypadku numerologii, sztukê t± uprawiano za pomoc± liczb, natomiast w przypadku wró¿biarstwa za pomoc± wró¿enia z kryszta³owej kuli, herbacianych fusów, snów, itp. A kolejn± wa¿n± kwesti± dla Hermiony by³y równie¿ nauczycielki nauczaj±ce obu przedmiotów. Wed³ug dziewczyny, profesor Vector zna³a siê na tym co naucza, natomiast profesor Trelawney uwa¿a³a za zwyk³± oszustkê.
– Dobrze, powtórzyli¶my podstawy, a teraz chcia³abym, aby¶cie wszyscy na podstawie metody pitagorejskiej wyznaczyli swoj± liczbê drogi ¿ycia i liczbê urodzenia oraz opisali dok³adnie, co one oznaczaj±. Mam nadziejê, ¿e sobie poradzicie – powiedzia³a profesor Vector, po czym usiad³a za biurkiem, kiedy ju¿ uczniowie zabrali siê sumiennie do pracy.
– Hmm, od czego by tu zacz±æ… – zaczê³a siê zastanawiaæ Hermiona, mówi±c pó³gêbkiem do Natalie. – Mo¿e zacznijmy od liczby urodzenia, to bêdzie prostsze. Jest to po prostu dzieñ naszego urodzenia. W moim przypadku to dziewiêtna¶cie, a w Twoim?
– Trzydzie¶ci jeden – stwierdzi³a Natalie, zagl±daj±c do podrêcznika i sprawdzaj±c, co to oznacza. – Wed³ug tego, co tu pisz±, liczba trzydzie¶ci jeden oznacza kreatywno¶æ i determinacjê, ale tak¿e upór i niechêæ do opuszczania strefy komfortu. Ciekawe… – doda³a Swan.
– Co¶ siê nie pokrywa z tob±? – spyta³a z ciekawo¶ci± Granger.
– W sumie jakby siê nad tym zastanowiæ, to ogólnie wszystko siê zgadza, choæ mo¿e nigdy nie zastanawia³am siê do tej pory, nad tym brakiem chêci do opuszczania strefy komfortu, ale mo¿e co¶ w tym jest… – przyzna³a Natalie. – A u ciebie?
– Liczba dziewiêtna¶cie symbolizuje niezrównan± determinacjê i pragnienie niezale¿no¶ci. Osoba taka zawsze d±¿y do celu – wyrecytowa³a Hermiona, notuj±c to wszystko, by móc pó¼niej przedstawiæ swoje wnioski profesor Vector. – Ogó³em wszystko siê zgadza.
– No dobra… – zaczê³a Natalie, koñcz±c notatki. – Ale co w takim razie z liczb± drogi ¿ycia? Czy to tam redukujemy wynik do pojedynczej cyfry?
– Tak – potwierdzi³a te wnioski swojej kole¿anki Hermiona, zagl±daj±c do podrêcznika. – Musimy zsumowaæ wszystkie liczby swojej daty urodzenia. Zobaczmy… W moim przypadku to 19.09.1979.
– To ju¿ lada dzieñ twoje urodziny – zauwa¿y³a Natalie. – Dobrze wiedzieæ – mrugnê³a okiem do Hermiony.
– No tak… – przytaknê³a Granger, skupiona jednak na swoim zadaniu. – To da nam liczbê 45, wiêc teraz musimy cyfry tej liczby zsumowaæ, a to nam daje wynik koñcowy 9. Zobaczmy, co to oznacza… – Hermiona spojrza³a do podrêcznika i przeczyta³a po cichu. – Osoba z liczb± dziewiêæ bardzo troszczy siê o ¶wiat i o ludzi wokó³ siebie, szczególnie za¶ o tych, którzy nie s± w stanie sami siê obroniæ. Osoby te cechuj± siê ogromn± empati± i idealizmem. Choæ czêsto bywaj± surowe wobec siebie i rozczarowane ¶wiatem, s± tak¿e niezwykle kreatywne i staraj± siê wykorzystaæ swoje zdolno¶ci, by uczyniæ ¶wiat lepszym – skoñczy³a czytaæ. – Muszê przyznaæ, ¿e ten opis mo¿e nie idealnie, ale do¶æ dobrze mnie charakteryzuje. Przyznam, ¿e siê nie spodziewa³am – stwierdzi³a szczerze Hermiona. – A jaka jest twoja liczba?
– Ja urodzi³am siê 31.04.1981 roku, wiêc mamy w sumie 27, sumujemy wiêc ponownie, a to nam daje… – Natalie spojrza³a zdumiona. – Równie¿ 9. Mamy tak± sam± liczbê drogi ¿ycia! Co za zbieg okoliczno¶ci.
– Faktycznie, ale to by t³umaczy³o, dlaczego odk±d ciê pozna³am, mia³am jakie¶ pozytywne odczucia co do ciebie, trochê mi przypomina³a¶ mnie sam± sprzed paru lat – przyzna³a szczerze Hermiona.
– Mówisz serio? – spyta³a Natalie, zerkaj±c na siedz±c± obok niej dziewczynê.
– No tak, spokojna, opanowana, ale równie¿ skupiaj±ca siê na nauce, nie my¶l±ca tylko o zabawie. Wiesz, porównuj±c ciebie i Corneliê, zdecydowanie bardziej wywar³a¶ na mnie korzystne wra¿enie ni¿ Cornelia i mo¿e rzeczywi¶cie ta liczba to potwierdza.
– Có¿… – odpowiedzia³a mi³o zaskoczona Swan. – Bardzo siê cieszê, ¿e masz o mnie takie zdanie. Ja równie¿ jestem bardzo zadowolona, ¿e dziêki Ginny mamy okazjê siê lepiej poznaæ.
Gdy tylko dziewczyny zanotowa³y wszystkie swoje wyniki i spostrze¿enia na pergaminie, dostrzeg³y, ¿e profesor Vector zaczê³a przechadzaæ siê po klasie i sprawdzaæ rezultaty prac uczniów. Przy kilku osobach wyrazi³a cicho swoj± aprobatê, przy innych przesz³a bez s³owa, natomiast kiedy zerknê³a na prace Hermiony i Natalie, u¶miechnê³a siê do nich i pokaza³a ca³ej klasie ich prace.
– Brawo, te dziewczêta najlepiej wykona³y swoje zadanie i dziêki temu zas³u¿y³y na dziesiêæ punktów dla Gryffindoru. Naprawdê, wspaniale da³y¶cie sobie radê. Liczê na to, ¿e na egzaminach równie¿ nie stracicie g³owy – zwróci³a siê ju¿ bezpo¶rednio do nich.
– Dziêkujemy, my te¿ mamy tak± nadziejê, pani profesor – odrzek³a Natalie.
Profesor Vector zebra³a arkusze pergaminu od wszystkich uczniów i nim pozwoli³a im opu¶ciæ salê, zada³a im pracê domow± do wykonania, któr± by³o napisanie o innych zastosowaniach metody pitagorejskiej w numerologii.
Hermiona oraz Natalie natychmiast uda³y siê na b³onia, by jak najszybciej znale¼æ siê przed cieplarni± numer cztery, gdzie w tym roku odbywa³y siê ich zajêcia z zielarstwa. Profesor Sprout pozostawi³a im na ostatni rok zaznajomienie siê z najbardziej niebezpiecznymi ro¶linami, które mo¿na znale¼æ w ¶wiecie czarodziejów. Ju¿ na sam pocz±tek semestru ich nauczycielka zaczê³a od bardzo trudnego zadania, jakim by³o rozsadzanie sadzonek diabelskich side³. Jak do tej pory, wiêkszo¶æ uczniów s³ysza³a o nich tylko w teorii, teraz musieli jednak stan±æ twarz± w twarz z tymi morderczymi ro¶linami. Profesor Sprout na samym pocz±tku przypomnia³a im, by w razie nieprzewidzianych k³opotów, pamiêtali, ¿e te ro¶liny nie lubi± ¶wiat³a i ognia, a przy samym przesadzaniu trzeba zachowaæ szczególn± ostro¿no¶æ.
Hermionie na widok diabelskich side³ od razu stanê³y przed oczami tak dobrze znane jej obrazy, kiedy mia³a z nimi bezpo¶rednio do czynienia. Przypomnia³y jej siê chwile, gdy sama zmierzy³a siê z nimi wraz z Ronem i Harrym w drodze do kamienia filozoficznego (choæ tamte ro¶liny by³y nieporównywalnie wiêksze od sadzonek znajduj±cych siê przed nimi), a nastêpnie ¶mieræ pana Bode'a w Szpitalu ¶w. Munga, kiedy kto¶ w bardzo wyrafinowany sposób zamordowa³ go przy u¿yciu diabelskich side³, a na koniec widok pani Sprout i Nevilla, gdy wykorzystali je w walce ze ¶miercio¿ercami przy obronie Hogwartu przed Voldemortem. Maj±c w pamiêci wszystkie te niezbyt przyjemne wspomnienia, Hermiona zabra³a siê do pracy.
Nim godzinê pó¼niej mogli opu¶ciæ cieplarniê, by udaæ siê na obiad do Wielkiej Sali, musieli najpierw doprowadziæ siê do porz±dku. Po obiedzie uwaga dziewczyn skupi³a siê na zbli¿aj±cych siê sprawdzianach do dru¿yny Gryfonów, maj±cych siê odbyæ po po³udniu. Tutaj g³ówny prym wiod³a Ginny, która ewidentnie nie mog³a siê doczekaæ, kiedy wybije godzina szesnasta. Natalie natomiast z ka¿d± chwil± wygl±da³a na coraz bardziej zdenerwowan±, na co pozosta³e dziewczyny próbowa³y j± podtrzymaæ na duchu, w czym przodowa³a zw³aszcza Hermiona.
– Nie przejmuj siê na za¶, Natalie, wszystko bêdzie dobrze – pociesza³a j± Granger.
– Dok³adnie, quidditch to nie koniec ¶wiata, w ostateczno¶ci znów bêdziesz mog³a ogl±daæ mecz razem ze mn± na trybunach – próbowa³a zagadaæ ¿artobliwie Cornelia.
– Dziêki, wiecie… ja chyba pójdê do dormitorium i trochê siê przygotujê – stwierdzi³a Natalie.
– Jeste¶ pewna? – spyta³a Ginny, patrz±c na ni± z trosk±.
– Tak, dziêki, dam sobie radê, zobaczymy siê na stadionie – odpowiedzia³a Swan, po czym ich opu¶ci³a.
– Mo¿e powinnam pój¶æ za ni±? – spyta³a Hermiona, zerkaj±c za oddalaj±c± siê coraz bardziej dziewczyn±.
– Nie, tak bêdzie lepiej – odpowiedzia³a stanowczo Cornelia. – Znam j± dobrze. W takich chwilach czêsto, kiedy na czym¶ jej zale¿y, potrzebuje trochê chwili dla siebie, ¿eby sobie to wszystko pouk³adaæ w g³owie. Dla Natalie quidditch zawsze by³ bardzo wa¿ny i marzy³a o byciu w dru¿ynie, wiêc kiedy taka szansa rzeczywi¶cie siê pojawi³a, pewnie nie dopuszcza do siebie nawet takiej my¶li, ¿e mog³oby siê nie udaæ. Zaufaj mi Hermiono, Ginny to potwierdzi, dajmy jej trochê prywatno¶ci – doda³a, a Ginny przytaknê³a jej g³ow±.
– Zastanawiam siê, jak du¿o osób siê zg³osi? – Ginny popatrzy³a na dziewczyny g³êboko zamy¶lona. – Wola³abym, ¿eby uda³o siê to szybko za³atwiæ. Jak sobie przypomnê ostatnie sprawdziany, kiedy Harry by³ kapitanem…
– Oj, Ginny, ale ty, to nie Harry. Bez urazy – doda³a Hermiona, u¶miechaj±c siê do niej. – Przypomnij sobie, ¿e wtedy wiêkszo¶æ przysz³a na te sprawdziany g³ównie o niego, a ju¿ w szczególno¶ci dziewczyny.
– Pewnie masz racjê – przyzna³a jej rudow³osa przyjació³ka.
– Z drugiej strony jednak, teraz by³a trochê d³u¿sza przerwa w rozgrywkach quidditcha, wiêc mo¿e byæ ró¿nie. Chêtnych te¿ mo¿e nie brakowaæ, chocia¿ pewnie nie bêdzie ich a¿ tylu – zauwa¿y³a s³usznie Hermiona.
– Wolê jednak ten pierwszy wariant – stwierdzi³a Ginny, nak³adaj±c sobie jedzenie.