Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje siê napisaæ do Harry'ego. W miêdzyczasie zbli¿aj± siê sprawdziany do dru¿yny Gryfonów.
Gdy by³y ju¿ w pokoju wspólnym, Hermiona pogr±¿y³a siê w odrabianiu prac domowych oraz pisaniu listu do rodziców. Ginny siedzia³a w k±cie przebrana ju¿ w strój do quidditcha i zerka³a na swoje notatki dotycz±ce zaplanowanych testów do dru¿yny, gdy przysz³a Cornelia i oznajmi³a, ¿e nie zasta³a Natalie w dormitorium.
– Pewnie jest ju¿ na stadionie – doda³a z pe³nym przekonaniem Cornelia. – Nie zauwa¿y³am te¿ jej miot³y, mo¿e posz³a wcze¶niej sama poæwiczyæ?
– Pewnie masz racjê – przyzna³a Ginny, po czym po krótkim zastanowieniu stwierdzi³a. – Wiecie co, ja te¿ bêdê siê ju¿ zbieraæ. Muszê jeszcze wszystko ogarn±æ na stadionie, a piêtnasta ju¿ coraz bli¿ej. Przyjdziecie obie?
– Jasne, muszê zobaczyæ Natalie w akcji – odpowiedzia³a z entuzjazmem Cornelia.
– Na mnie równie¿ mo¿esz liczyæ – powiedzia³a Hermiona, spogl±daj±c na ni± zza stosu ksi±g. – Skoñczê tylko ten esej i te¿ siê zaraz zbieram. Zobaczymy siê na stadionie.
Pó³ godziny pó¼niej Hermiona od³o¿y³a swoje rzeczy do dormitorium, po¿egna³a siê z Krzywo³apem wyleguj±cym siê na jej ³ó¿ku i uda³a siê na stadion quidditcha. Na trzecim piêtrze minê³a w¶ciek³ego Filcha, zbieraj±cego porozrzucane po korytarzu ³ajno–bomby, któremu jak zawsze towarzyszy³a jego kotka – pani Norris. „Niech no tylko dorwê tych nicponi, którzy to zrobili" – zd±¿y³a tylko us³yszeæ, kiedy ich mija³a. Gdy by³a ju¿ na b³oniach, niespodziewanie trafi³a na Lucasa, który na jej widok siê rozpromieni³.
– Cze¶æ, Hermiono, mi³o ciê widzieæ – przywita³ siê z ni±.
– Hej, ciebie równie¿, ju¿ po zajêciach? – spyta³a Hermiona, widz±c ma³± grupkê uczniów zmierzaj±cych do zamku.
– Tak, taka piêkna pogoda, wiêc pomy¶la³em, ¿e mo¿e warto by³oby spêdziæ to popo³udnie na b³oniach – odpowiedzia³ Lucas. – A mo¿e siê do mnie przy³±czysz?
– Och, bardzo ci dziêkujê, ale niestety nie mogê – odrzek³a Hermiona. – Gryfoni maj± dzi¶ sprawdziany do dru¿yny, a moja przyjació³ka jest kapitanem, wiêc sam rozumiesz.
– Jasne, nie musisz mi siê t³umaczyæ, szkoda – stwierdzi³, wyra¼nie zawiedziony.
– Mo¿e nastêpnym razem – powiedzia³a Hermiona. – Mi³o by³o ciê spotkaæ, ale muszê ju¿ lecieæ.
– Trzymam ciê za s³owo, na razie, Hermiono – po¿egna³ siê z ni± ch³opak, a ona uda³a siê na stadion.
Ju¿ z oddali mog³a dostrzec, ¿e na trybunach znalaz³a siê chyba wiêkszo¶æ Gryfonów. Nie by³ to oczywi¶cie taki t³um, jaki pojawia³ siê zwykle na meczach, kiedy obecna by³a ca³a szko³a, jednak jak na sprawdziany do dru¿yny uczniów by³o bardzo du¿o. Hermiona mog³a tylko podejrzewaæ, ¿e kry³a siê za tym rado¶æ ludzi po tym, jak wygl±da³ poprzedni rok szkolny i chêæ jak najszybszego powrotu do normalno¶ci. Pogoda jak na po³owê wrze¶nia wyj±tkowo dzisiaj dopisywa³a. S³oñce mocno przebija³o siê przez chmury, powiewa³ delikatny wiatr.
Hermiona spostrzeg³a na trybunach Corneliê, lecz kiedy mia³a udaæ siê na górê, by zaj±æ miejsce ko³o niej, dostrzeg³a siedz±c± samotnie na ³awce Natalie. Mimo zapewnieñ Cornelii, ¿e w takich sytuacjach stresowych ich przyjació³ka lubi zostaæ sama, Hermiona postanowi³a dodaæ jej otuchy w ostatniej chwili.
– Hej, jak tam samopoczucie? – przywita³a siê z ni± Granger. Dziewczyna wygl±da³a na bardzo skupion± i zamy¶lon±.
– Och… – Natalie wyrwa³a siê jak z transu. – Cze¶æ, szczerze? Chcia³abym, ¿eby ju¿ by³o po wszystkim. Niech siê to w koñcu skoñczy.
– Natalie, dasz sobie radê. Nie mam co do tego w±tpliwo¶ci – Hermiona poklepa³a j± po ramieniu.
– Dziêki.
Nim siê spostrzeg³y, obok nich zaczê³a gromadziæ siê reszta uczniów, którzy równie¿ mieli zamiar wzi±æ udzia³ w sprawdzianach. Ka¿dy z nich by³a ubrany w strój jak najbardziej zbli¿ony do typowego stroju do quidditcha. W rêkach trzymali te¿ swoje miot³y wszelakiego rodzaju. Z szatni wysz³a w koñcu Ginny, równie¿ w swojej szacie Gryfonów z przypiêt± odznak± kapitana na piersi.
– Trzymaj siê – powiedzia³a Hermiona, ¿egnaj±c siê z Natalie i udaj±c siê na trybuny, gdzie siedzia³a ju¿ Cornelia.
– Hermiono! – zawo³a³a za ni± Natalie. – Dziêkuje, ¿e przysz³a¶ – u¶miechnê³a siê do niej.
Hermiona usiad³a obok Cornelii, a Ginny przygl±da³a siê wszystkim przyby³ym tego dnia na sprawdziany kandydatom. Nowa kapitan Gryfonów pocz±tkowo podzieli³a wszystkich na grupy w zale¿no¶ci od tego, na jak± pozycjê dany uczeñ kandydowa³. W¶ród obecnych nie brakowa³o osób, które gra³y w dru¿ynie w poprzednich latach: Demelzy Robins, Ritchiego Coote'a i Jimmy'ego Peekesa.
Na sam pocz±tek Ginny postanowi³a sprawdziæ kandydatów na obroñcê. Zg³osi³o siê czworo uczniów, w tym troje ch³opaków i jedna dziewczyna. W przypadku tych osób pierwsza rzecz, która rzuca³a siê w oczy, to fakt, ¿e wszystkie uczêszcza³y na ostatni lub przedostatni rok nauki w Hogwarcie. Ka¿dy z kandydatów czeka³ na swoj± kolejkê, a nastêpnie przystêpowa³ do sprawdzianu, który obejmowa³ umiejêtno¶æ latania na miotle,
a tak¿e zdolno¶æ obrony pêtli przed ¶cigaj±cymi. Ginny ka¿demu da³a mo¿liwo¶æ piêciu obron, a sama stara³a siê strzeliæ im bramki kaflem. W koñcu po zaciêtej rywalizacji miêdzy dwójk± ch³opaków, gdzie by³y potrzebne nawet dodatkowe rzuty do wy³onienia zwyciêzcy, nowym obroñc± Gryfonów zosta³ Colin Richards z szóstego roku.
W nastêpnej kolejno¶ci przyszed³ czas na wybór pa³karzy. Poza typow± dla tej pozycji zdolno¶ci± latania na miotle, która by³a wymagana dla wszystkich zawodników, kandydaci na pa³karzy mieli równie¿ za zadanie wykazaæ siê refleksem przy nag³ych uderzeniach t³uczka, a tak¿e wymagana by³a celno¶æ, przy posy³aniu go w zadane miejsce. Tutaj bezkonkurencyjni okazali siê dotychczasowi pa³karze Gryffindoru, których wybra³ jeszcze Harry Potter, bêd±c kapitanem dru¿yny, a wiêc: Ritchie Coote oraz Jimmy Peakes.
Nastêpnie przysz³a pora na wybór dwóch ¶cigaj±cych, gdy¿ trzeci± ¶cigaj±c± mia³a byæ sama Ginny. Na wolne miejsca zg³osi³o siê a¿ sze¶ciu uczniów, w tym równie¿ Natalie Swan. Hermiona siedz±ca na trybunach z zadowolon± min± stwierdzi³a, ¿e ich przyjació³ka wygl±da na bardzo zdeterminowan±, by pokazaæ swoje najlepsze umiejêtno¶ci. Z zaciêt± min± ustawi³a siê w szeregu wraz z innymi kandydatami, oczekuj±c na swoj± kolej.
– Dawno nie widzia³am Natalie w tak bojowym nastroju – stwierdzi³a siedz±ca obok Hermiony, Cornelia. – Chcia³abym bardzo, ¿eby jej siê uda³o.
– Ja te¿, ale teraz wszystko zale¿y od niej. Swoj± drog±, do¶æ ciekawy dobór tych kandydatów na ¶cigaj±cych – doda³a Hermiona, przygl±daj±c siê wszystkim sze¶ciu osobom.
Oprócz Natalie, a tak¿e Demelzy Robins, która by³a ju¿ poprzednio w dru¿ynie, znajdowa³o siê równie¿ trzech ch³opaków (drugo, trzecio i pi±toklasista), a tak¿e jedna dziewczyna równie¿ z pi±tego roku. To, co bez w±tpienia ³±czy³o wszystkie te osoby, to smuk³a sylwetka, gdy¿ wzrost poszczególnych osób by³ ju¿ du¿o bardziej zró¿nicowany.
Ginny sprawdzian dla kandydatów na ¶cigaj±cych ponownie zaczê³a od sprawdzenia umiejêtno¶ci latania na miotle. Okaza³o siê to bardzo trafionym pomys³em, gdy¿ najm³odszy spo¶ród kandydatów mia³ do¶æ spore trudno¶ci z w³a¶ciwym opanowaniem miot³y.
Nastêpnie pozosta³a pi±tka musia³a ustawiæ siê w okrêgu i dynamicznie podawaæ sobie nawzajem kafla. Mimo ¿e wiêkszo¶æ kandydatów radzi³a sobie w do¶æ zadowalaj±cy sposób, to Ginny stwierdzi³a, ¿e musi odrzuciæ jedn± dziewczynê i jednego ch³opaka, którzy lekko odstawali od pozosta³ych.
Do ostatecznej rozgrywki zameldowa³a siê nastêpuj±ca trójka: Demelza, Natalie oraz ch³opak z pi±tego roku – Oscar. Ginny postanowi³a, ¿e miêdzy pêtlami stanie ¶wie¿o wybrany obroñca Gryfonów Colin Richards, a pozostali uczestnicy bêd± próbowali strzeliæ mu gole. Po raz kolejny ka¿da z osób mia³a otrzymaæ a¿ piêæ prób. Pierwsza ruszy³a Demelza, która na koniec mog³a cieszyæ siê z czterech strzelonych bramek, gdy¿ jej trzeci± próbê w fenomenalny sposób obroni³ Colin. Nastêpna w kolejce by³a Natalie. Hermiona patrz±c na ni± z trybun, sama odczuwa³a bij±ce od niej zdenerwowanie. Dziewczyna jednak zaczê³a dobrze. Strzeli³a do¶æ pewnie dwie pierwsze bramki, lecz przy trzeciej próbie przestrzeli³a nieznacznie, celuj± w praw± pêtlê. Zgrzytaj±c zêbami, podesz³a do czwartej próby. Tym razem równie¿ nieudanej, gdy¿ Colin umiejêtnie wyszed³ jej naprzeciw, skracaj±c k±t i wytr±ci³ kafla koñcami palców. Teraz ju¿ widocznie zdenerwowana Natalie podesz³a do ostatniej próby. Colin zastosowa³ podobny manewr, ale tym razem dziewczyna by³a sprytniejsza i zdo³a³a umiejêtnie go wymin±æ i strzeliæ do jednej z niebronionych pêtli. Natalie skoñczy³a swoje próby z trzema trafieniami i teraz z wielkim niepokojem oczekiwa³a na to, jak poradzi sobie Oscar.
Ch³opak równie¿ zacz±³ do¶æ pewnie i po czterech kolejkach mia³ zdobyte trzy bramki. Zosta³a mu ostatnia próba. Ruszy³ pewnie do przodu i zdecydowa³ siê na rzut w jedn± z bocznych pêtli; niestety dla niego, kafel tylko otar³ siê o obrêcz. Ginny musia³a wiêc zarz±dziæ dogrywkê. Ka¿dy mia³ od tej pory strzelaæ na zmianê, a¿ do pierwszej pomy³ki przeciwnika.
Rywalizacja ponownie by³a bardzo zaciêta. Ewidentnie obojgu bardzo zale¿a³o na dostaniu siê do dru¿yny, co by³o widoczne po ich zdeterminowanych twarzach. Dopiero czwarta dodatkowa kolejka przynios³a rozstrzygniêcie. Strza³ Oscara wybroni³ brawurow± interwencj± Colin i w ten sposób Natalie zosta³a ostatni± ¶cigaj±c± Gryfonów. Na jej twarzy pojawi³y siê ³zy szczê¶cia. Usiad³a na ³awce i zakry³a twarz. Ginny pogratulowa³a Oscarowi, a potem uradowana u¶ciska³a Natalie i oficjalnie mianowa³a j± now± ¶cigaj±c± Gryfonów, podobnie jak to by³o wcze¶niej w przypadku Demelzy, która powróci³a ponownie do sk³adu.
Hermiona i Cornelia chcia³y jak najszybciej równie¿ pogratulowaæ Natalie, jednak musia³y poczekaæ jeszcze na ostatnie rozstrzygniêcie, a wiêc wybór nowego szukaj±cego. Na tê pozycjê, co by³o zaskoczeniem dla wielu osób, zg³osi³o siê zaledwie dwóch ch³opaków. Jednym z nich by³ Alex Johnson z szóstego roku, a drugim jak kojarzy³a Hermiona by³ prefekt Gryffindoru z pi±tego roku.
– Znam go, to prefekt z naszego domu. Nie mylê siê? – zauwa¿y³a Hermiona, patrz±c na Corneliê.
– Tak, dobrze kojarzysz, to Shane Morgan. Niez³y z niego przystojniak, ale przy tym o dziwo do¶æ spokojny i nieszukaj±cy wra¿eñ. Swoj± drog±, kiedy¶ próbowa³am zwróciæ na siebie jego uwagê, ale kiedy pozna³am go bardziej, przekona³am siê, ¿e do siebie nie pasujemy charakterem. Z reszt± jest w koñcu dwa lata m³odszy, a na dodatek podoba siê Natalie. Jemu ona chyba te¿ siê podoba, ale ¿adne z nich jako¶ nie potrafi³o nic zrobiæ w tej sprawie, by siê lepiej poznaæ, mimo ¿e nieraz j± do tego namawia³am – dopowiedzia³a Cornelia. Zerka³a przy tym w stronê blondw³osej przyjació³ki, która zadowolona siedzia³a na ³awce wraz z innymi wybranymi ju¿ cz³onkami dru¿yny Gryfonów.
– Z tego, co siê pozna³am na Natalie, to rzeczywi¶cie, te¿ nie wygl±da mi na tak±, która wysz³aby pierwsza z inicjatyw± – przyzna³a Hermiona.
– I to jest ich problem, pasuj± do siebie, ale nie potrafi± zrobiæ nastêpnego kroku.
– Mo¿e, gdyby Shane dosta³ siê do dru¿yny, to wtedy by³oby im du¿o ³atwiej to zrobiæ? – zasugerowa³a Granger.
– Najpierw niech rzeczywi¶cie uda mu siê do niej dostaæ – zauwa¿y³a s³usznie Rose.
Obawy Cornelii okaza³y siê jednak nieuzasadnione. Co prawda przeciwnik Shane'a postawi³ do¶æ trudne warunki, ale ostatecznie to sam Morgan zosta³ wybrany do dru¿yny, pokazuj±c siê z dobrej strony. Nawet jednak Hermiona, która nie zna³a siê dobrze na quidditchu, musia³a przyznaæ, ¿e do poziomu Harry'ego czy nawet Ginny, ch³opakowi jeszcze daleko.
Gdy tylko sprawdziany dobieg³y koñca, kibice szybko zaczêli opuszczaæ trybuny. Dochodzi³a osiemnasta i s³oñce zaczê³o siê chowaæ za horyzontem. Ginny jeszcze rozmawia³a z wybranymi cz³onkami dru¿yny, gratuluj±c im dostania siê do dru¿yny i informuj±c o terminie pierwszego wspólnego treningu, gdy Hermiona wraz z Corneli± równie¿ zaczê³y opuszczaæ trybuny. Przy wyj¶ciu ze stadionu postanowi³y poczekaæ, a¿ do³±cz± do nich Ginny i Natalie. Gdy tylko obie do nich do³±czy³y, wszystkie uda³y siê powoli w stronê zamku.
– Gratulacje dziewczyny, ¶wietnie wam posz³o, a szczególnie tobie Natalie – rzek³a Hermiona.
– Dziêki, nawet nie wiecie, jak siê cieszê – odrzek³a uradowana Swan. – My¶la³am ju¿, ¿e siê nie uda, kiedy rzuci³am tylko trzy próby, ale jednak…
– Najwa¿niejsze, ¿e siê uda³o, marzy³a¶ o tym i jeste¶ w dru¿ynie – u¶ciska³a swoj± przyjació³kê Cornelia.
– Dok³adnie, ¶wietnie sobie poradzi³a¶, oby tak samo by³o na meczach – u¶miechnê³a siê Ginny. – Cieszê siê, ¿e mam ju¿ to za sob±.
– I co my¶lisz o swojej nowej dru¿ynie? – zapyta³a Hermiona.
– Sporo starych twarzy takich jak Demelza, Jimmy i Ritchie, ale tak¿e nowe, jak Natalie, Shane i Colin. To mo¿e byæ dobre po³±czenie. Jestem dobrej my¶li, choæ czeka nas sporo pracy – odpowiedzia³a z entuzjazmem Ginny, zerkaj±c przy tym w szczególno¶ci na Natalie.
– To co, idziemy ¶wiêtowaæ w Salonie Gryfonów czy w Wielkiej Sali? – zapyta³a Cornelia.
– Bardzo was przepraszam, muszê i¶æ do Hagrida – stwierdzi³a Hermiona, patrz±c na przyjació³ki. – Obieca³am mu, ¿e odwiedzê go po sprawdzianach. Przepraszam was, ale jak tylko wrócê, to chêtnie przy³±czê siê do ¶wiêtowania.
– Rozumiemy Hermiono i trzymamy ciê za s³owo – powiedzia³a Natalie. – Zobaczymy siê pó¼niej – doda³a i we trzy uda³y siê w stronê zamku.
Hermiona maszeruj±ca ¶cie¿k± prowadz±c± do chatki Hagrida, spojrza³a na s³oñce, które ju¿ znacz±co zd±¿y³o siê schowaæ za ¶cian± drzew, które by³y czê¶ci± Zakazanego Lasu. Ów las zawsze wzbudza³ w Hermionie pewien rodzaj tajemniczo¶ci i grozy, które spotêgowa³ jeszcze szum li¶ci delikatnie poruszanych przez wiatr oraz zapadaj±cy z wolna zmrok. Jej oczom ukaza³a siê do¶æ dobrze znajoma, sporych rozmiarów chatka. Obok niej mo¿na by³o dostrzec grz±dkê z niewielkimi dyniami, które Hagrid zapewne przygotowywa³ ju¿ z my¶l± o Nocy Duchów, a z komina wydobywa³ siê dym.
Hermiona zapuka³a do drzwi, a po chwili do jej uszu dobieg³ g³os szczekaj±cego rado¶nie brytana – K³a. Us³ysza³a, ¿e kto¶ odsuwa krzes³o, a nastêpnie zbli¿aj±cy siê stukot kroków. Drzwi uchyli³y siê i pojawi³ siê w nich nie kto inny jak Hagrid.
– Sie masz, Hermiono – powita³ j± u¶miechniêty Hagrid. – Wchod¼, wchod¼, fajnie, ¿e przysz³a¶.
– Cze¶æ, Hagridzie – odpowiedzia³a Hermiona, po czym pog³aska³a K³a, który na jej widok rzuci³ siê na ni± uradowany, a nastêpnie usiad³a za sto³em.
– Herbatki? – zaproponowa³ gajowy, k³ad±c na stole ciasteczka domowej roboty.
– Chêtnie – odpowiedzia³a Hermiona, jednocze¶nie trzymaj±c siê od wypieków Hagrida z daleka, które jak zwykle by³y twarde.
– Mam nadziejê, ¿e nie popsu³em ci ¿adnych planów na dzisiaj? – spyta³ Hagrid. – Pomy¶la³em jednak, ¿e tak dawno nie mieli¶my okazji porozmawiaæ.
– Nie, sama mia³am zamiar odwiedziæ ciê w najbli¿szym czasie, ale sam wiesz, jak to jest na pocz±tku roku – odpowiedzia³a Hermiona.
– Wiem, wiem. Cieszê siê bardzo, ¿e wpad³a¶ dzisiaj. Cholibka, stêskni³em siê za tob±.
– Ja za tob± te¿, Hagridzie.
Gajowy odstawi³ czajnik i nala³ wrz±cej wody do kubków stoj±cych na stole. W koñcu usiad³ naprzeciw Hermiony, a dziewczyna dopiero teraz mog³a mu siê dobrze przyjrzeæ. Wygl±da³o na to, ¿e doszed³ ju¿ do siebie po minionych wydarzeniach i obecnie sprawia³ wra¿enie bardzo szczê¶liwego.
– Ile ju¿ czasu up³ynê³o, kiedy ca³a wasza trójka odwiedza³a mnie tutaj regularnie? – ¶mia³ siê Hagrid, patrz±c na Hermionê. – Wydajê mi siê, jakby to by³o wczoraj. Dajesz radê bez nich, Hermiono?
– Staram siê przyzwyczaiæ, na szczê¶cie jest Ginny, a i jej przyjació³ki te¿ s± ca³kiem w porz±dku.
– Cieszê siê, ale gdyby kiedy¶ brakowa³o ci towarzystwa, to moja chata stoi przed tob± otworem – kontynuowa³ Hagrid, popijaj±c ze swojego kubka.
– Wiem, Hagridzie, pamiêtam – odrzek³a dziewczyna, doceniaj±c gest gajowego.
– Masz z nimi kontakt? – dopytywa³ nauczyciel opieki nad magicznymi stworzeniami.
– Tak, pisz± do mnie obaj do¶æ regularnie. Na razie s± zadowoleni ze swojej nowej pracy.
– Poradz± sobie, nie z takimi rzeczami dawa³a sobie radê wasza trójka. A jak ci minê³y te pierwsze dni?
– Nie narzekam, nie jest tak ¼le, zw³aszcza ¿e mia³am rok przerwy. Mo¿e z profesorem Hughesem jest trochê ciê¿ej, ale dajê radê – opowiada³a Gryfonka.
– Cholibka, jeszcze nie mia³em za bardzo okazji poznaæ tego profesora Hughesa, jako¶ nie wygl±da na takiego, co by lubi³ spêdzaæ zbyt wiele czasu na rozmowach z innymi. W Wielkiej Sali te¿ rzadko kiedy wdaje siê z kim¶ w dyskusje. – Hagrid potwierdza³ spostrze¿enia Hermiony, jak i wiêkszo¶ci uczniów, ¿e ich nowy nauczyciel obrony przed czarn± magi± jest do¶æ tajemniczym i zamkniêtym w sobie cz³owiekiem.
Siedz±c przy kubkach gor±cej herbaty i zajadaj±c siê ciasteczkami, wspominali minione lata w Hogwarcie. Nastêpnie Hagrid opowiada³ o tym, jak sobie radzi Graup, który obecnie mieszka w jaskini, gdzie kiedy¶ ukrywa³ siê Syriusz. W pewnym momencie Hagrid wsta³, podszed³ do szuflady i wyj±³ s³oik pe³ny ma³ych, br±zowych chrz±szczy.
– To korniki? – spyta³a Hermiona, przygl±daj±c siê zawarto¶ci s³oja z pewnym niesmakiem.
– Tak, zgadza siê – odpowiedzia³ Hagrid, podchodz±c z nim do stolika znajduj±cego siê przy wielkim ³ó¿ku.
– Po co ci one?
– Karmiê nimi nie¶mia³ka – odrzek³ Hagrid, jakby to by³a najja¶niejsza rzecz pod s³oñcem.
– Och… – Hermiona westchnê³a, gdy zwróci³a uwagê, na stworzonko, przypominaj±ce zbiór ga³±zek, le¿±ce na stoliku. – Co mu siê sta³o? – dopytywa³a, poniewa¿ zauwa¿y³a, ¿e stworzenie nie wygl±da³o na zbyt zdrowe.
– Co¶ go musia³o zaatakowaæ, ale wydobrzeje za kilka dni – odpowiedzia³ gajowy. – Profesor Clarke przyniós³ mi go dzisiaj rano.
– Profesor Clarke? – spyta³a zdziwiona Hermiona.
– Tak, by³ dzisiaj w Zakazanym Lesie, znalaz³ go i przyniós³ do mnie.
– A co on robi³ w Zakazanym Lesie? – dopytywa³a Hermiona.
– A bo ja wiem? To spoko go¶æ, serio, lubi przyrodê, rozmawia³em z nim parê razy. Czêsto wybiera siê na spacer do lasu. Mówi, ¿e lubi popatrzeæ na ro¶liny i zwierzêta. Twierdzi, ¿e to go odprê¿a – opowiada³ Hagrid.
– Dosyæ ciekawa forma spêdzania wolnego czasu – odpar³a zaskoczona Hermiona.
– Ja tam go rozumiem, cholibka, choæ do tej pory raczej nie spotka³em ¿adnego nauczyciela, który dla relaksu lubi³by wybieraæ siê do Zakazanego Lasu. Mi³a odmiana – za¿artowa³ Hagrid.
– Muszê siê zbieraæ Hagridzie, robi siê ciemno, a ja jeszcze muszê przejrzeæ kilka rzeczy przed snem – powiedzia³a Hermiona, wstaj±c od sto³u.
– Cieszê siê, ¿e do mnie zajrza³a¶. A teraz rzeczywi¶cie zmykaj ju¿, bo prefektowi nie wypada w³óczyæ siê po zmierzchu poza zamkiem – po¿egna³ siê z ni± Hagrid, poklepuj±c j± po ramieniu.
– Do zobaczenia, Hagridzie – rzuci³a na odchodne Hermiona, otwieraj±c drzwi na zewn±trz.
Gdy tylko opu¶ci³a chatkê Hagrida, skierowa³a siê w stronê zamku, z którego okien mo¿na by³o dostrzec ju¿ blask pochodni. Niebo pokry³o siê ju¿ tysi±cami gwiazd. Trochê siê zasiedzia³a u Hagrida, nie zauwa¿aj±c, ¿e minê³o ju¿ tak du¿o czasu. Niezbyt szczê¶liwa na my¶l o czekaj±cej j± jeszcze nauce przed pój¶ciem do ³ó¿ka, pod±¿y³a jak najszybciej do wie¿y Gryffindoru.