W Hogwarcie trwaj± ostatnie prace maj±ce na celu przywrócenie zamku do dawnej ¶wietno¶ci. Nowy minister magii ma dla Harry'ego, Rona i Hermiony bardzo ciekaw± propozycjê.
Hermiona siedzia³a w kuchni pañstwa Weasleyów i przegl±da³a po raz kolejny dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego. W pomieszczeniu znajdowa³ siê te¿ Ron, którego pani Weasley zagoni³a do sprz±tania po ¶niadaniu. Hermiona Granger czyta³a ponownie artyku³
na pierwszej stronie gazety, z którego u¶miecha³a siê znana jej twarz dobrze zbudowanego czarodzieja, o ciemnej karnacji, Kingsleya Shacklebolta.
KINGSLEY SHACKLEBOLT
NOWYM MINISTREM MAGII!
Z przyjemno¶ci± pragniemy poinformowaæ, ¿e wybory na nowego Ministra Magii wygra³ Kingsley Shacklelbolt, który do niedawna jeszcze sprawowa³ na tym stanowisku funkcjê tymczasow±, do czasu wybrania oficjalnego kandydata. Pan Shackelbot wygra³ zdecydowan± wiêkszo¶ci± g³osów, maj±c za sob± poparcie wiêkszo¶ci spo³eczno¶ci czarodziejów. Przypomnijmy, ¿e Pan Shacklebolt od kilku dobrych lat pracowa³
w Ministerstwie Magii w Biurze Aurorów, gdzie by³ bardzo doceniany. By³ równie¿ cz³onkiem powo³anego przez Albusa Dumbledore'a Zakonu Feniksa, bra³ udzia³ w Bitwie o Hogwart,
jak i aktywnie przeciwstawia³ siê Temu–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiaæ. Nowemu Ministrowi Magii gratulujemy i ¿yczymy wytrwa³o¶ci na nowym stanowisku. Wiêcej informacji o Panie Shacklebolcie mo¿ecie przeczytaæ na stronie 12.
– Cieszê siê, ¿e to Kingsley zosta³ oficjalnie nowym ministrem magii – o¶wiadczy³a Hermiona, dalej przegl±daj±c gazetê.
– Raczej by³ g³ównym kandydatem, bior±c pod uwagê, ¿e to on tymczasowo przej±³
te obowi±zki po bitwie o Hogwart – zauwa¿y³ Ron.
– Tak, ale ju¿ wiele razy ludzie potrafili zaskakiwaæ, w koñcu mia³ dwoje kontrkandydatów.
– No tak, ale czy kto¶ o nich cokolwiek s³ysza³?
– Ty mo¿e nie – stwierdzi³a Hermiona. – Ale jednak to równie¿ byli pracownicy Ministerstwa Magii, wiêc dla wiêkszo¶ci czarodziejów wcale nie byli osobami o nieznanych nazwiskach. Równie dobrze wybór móg³ pa¶æ na kogo¶ z nich. Szkoda, ¿e ostatnio nie mamy z nim styczno¶ci, chêtnie z³o¿y³abym mu gratulacje.
– My¶lê, ¿e jak tylko upora siê z bie¿±cymi problemami, to na pewno znajdzie chwilê, aby tu do nas zajrzeæ – odpowiedzia³ Ron, odk³adaj±c ostatnie talerze i wzdychaj±c ciê¿ko, jakby ukoñczy³ dalekodystansowy bieg. – No, nareszcie… Padam z nóg…
– Chyba ¿artujesz – spojrza³a na niego Hermiona, unosz±c brwi. – To tylko naczynia, a ty ju¿ masz do¶æ?
– Oj, nie czepiaj siê – zakoñczy³ temat Ron, siadaj±c obok niej przy stole. – Powiedz lepiej, co uwa¿asz o drugim temacie dnia w Proroku Codziennym?
– Mówisz o tym? – Hermiona przewróci³a stronê gazety, gdzie obok krótkiej wiadomo¶ci znajdowa³o siê zdjêcie czarownicy w do¶æ podesz³ym wieku na tle Hogwartu.
MINERWA MCGONAGALL
NOWYM DYREKTOREM HOGWARTU!
Donosimy równie¿, ¿e poza wyborem nowego Ministra Magii, jeste¶my dzisiaj równie¿ ¶wiadkami powo³ania nowego dyrektora Hogwartu. Zgodnie z przewidywaniami posadê tê objê³a profesor Minerwa McGonagall, która po bitwie o Hogwart pe³ni³a funkcjê zastêpcy dyrektora. Pani McGonagall by³a ju¿ zastêpc± dyrektora za czasów Albusa Dumbledore'a, któr± przesta³a na krótko pe³niæ za czasów Severusa Snape'a (Informacje na temat biografii Severusa Snape'a pisanej przez Ritê Skeeter mo¿ecie znale¼æ na stronie 12). Od wielu lat by³a nauczycielk± transmutacji oraz opiekunem Gryffindoru. W krótkim wywiadzie z nami nowo mianowana pani dyrektor obieca³a, ¿e postara siê zrobiæ wszystko by przywróciæ blask Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie i doda³a równie¿,
¿e najprawdopodobniej szko³a bêdzie gotowa na nowy rok szkolny, który rozpocznie siê ju¿ 1 wrze¶nia.
– Chyba mo¿na siê by³o tego spodziewaæ, prawda? – spyta³a Hermiona, nie bardzo rozumiej±c, jak mo¿na by³o oczekiwaæ innego wyniku w tym przypadku.
– W sumie masz racjê, cieszê siê, ¿e profesor McGonagall zosta³a doceniona – skomentowa³ Ron.
– Nale¿a³o jej siê za tyle lat oddanych Hogwartowi – przyzna³a Hermiona. – Zastanawia mnie tylko co to znowu za pomys³ z t± biografi± Snape'a? – spyta³a, otwieraj±c gazetê na stronie dwunastej.
– Przecie¿ to Rita Skeeter, Hermiono! – popatrzy³ na ni± ze zdziwieniem Ron. – Taki temat, taka sensacja. Po wyst±pieniu i wywiadzie Harry'ego na jego temat, nie ma siê co dziwiæ,
¿e ludzie ¿yj± t± spraw±, w koñcu nawet my byli¶my w szoku, jak siê dowiedzieli¶my,
¿e Snape jednak by³ bohaterem.
– Severus Snape: Bohater czy morderca. Ciekawy tytu³… – stwierdzi³a z niesmakiem Hermiona. – Pewnie obsmaruje go nie mniej ni¿ Dumbledore'a w tej biografii.
– Mogê siê nawet o to za³o¿yæ – stwierdzi³ Ron, bawi±c siê ró¿d¿k± w rêkach. – Czasami siê zastanawiam, po co ty j± w ogóle wyci±ga³a¶ z tego s³oika?
– No wiesz… Przecie¿ to mia³a byæ tylko nauczka, za to co wypisywa³a, na Harry'go, Hagrida, Wiktora, na mnie… – Ron zby³ uwagê o Krumie, choæ uszy delikatnie mu poczerwienia³y.
– W sumie to podzia³a³o.
– Tak, na jaki¶ czas, szkoda, ¿e tak krótko – stwierdzi³ Ron z rezygnacj±. – Nie wiesz, gdzie jest Harry?
– Zdaje siê, ¿e poszed³ razem z Ginny na spacer – odpowiedzia³a Hermiona, jakby to,
co o¶wiadczy³a, by³o zupe³nie normalne dla ka¿dego z wyj±tkiem Rona. Hermiona spojrza³a na niego i zaraz doda³a. – Ron, dlaczego tak siê zachowujesz?
– Ale jak? – zapyta³ zdziwiony. – Przecie¿ nic nie mówiê.
– Ale masz minê, któr± bardzo dobrze znam. Ron, my¶la³am, ¿e zaakceptowa³e¶ ich zwi±zek ju¿ jaki¶ czas temu i ¿e wolisz, ¿e to jest Harry, a nie kto inny.
– No tak, ale… Oni ju¿ raz ze sob± byli, potem siê na chwilê rozeszli, teraz znów s± razem, nie wiem, czy to siê uda… – wzruszy³ ramionami, wiedz±c, ¿e z Hermion± i tak nie wygra.
– Bo wtedy by³a wojna, Harry nie chcia³ jej nara¿aæ, teraz ju¿ nic nie stoi na przeszkodzie.
Ja tam siê cieszê, ¿e wrócili do siebie – doda³a, koñcz±c temat.
Hermiona wsta³a z krzes³a i wyjrza³a przez okno, na zewn±trz dostrzeg³a pani± Weasley uganiaj±c± siê za kurami. Jutro mieli znów udaæ siê do Hogwartu, by pomóc przy porz±dkach i naprawach. Po dwóch tygodniach prac Hogwart wygl±da³ ju¿ znacznie lepiej. Zatrzyma³a siê my¶lami przy zamku i po raz kolejny w ostatnich dniach rozmy¶la³a nad powrotem na ostatni rok nauki. Bardzo chcia³a tam wróciæ, dokoñczyæ naukê, choæ wiedzia³a, ¿e bior±c pod uwagê Kinsgleya jako ministra magii, raczej nie mia³aby problemu ze znalezieniem pracy. Pozostawa³ jeszcze Ron, czy zaakceptowa³by tê decyzjê? W koñcu przez rok ich kontakt by³by bardzo ograniczony, czy ich zwi±zek by to przezwyciê¿y³? No i dochodzi³ jeszcze Harry. Ciê¿ko by³o jej wyobraziæ sobie Hogwart bez niego i Rona, ale wiedzia³a, ¿e nie da rady namówiæ ich na powrót, podjêli ju¿ decyzjê. Ona te¿ musia³a w koñcu co¶ postanowiæ
i szczerze porozmawiaæ o tym z Ronem. Pozostawa³a jeszcze jedna sprawa, równie pilna,
o której my¶la³a od momentu zakoñczenia wojny… Rozmy¶lania przerwa³ jednak odg³os otwieranych drzwi wej¶ciowych, do kuchni weszli Harry i Ginny.
– Cze¶æ Hermiono – przywitali siê z ni±.
– Mi³o was widzieæ z samego rana – u¶miechnê³a siê do nich. – W³a¶nie rozmawiali¶my
z Ronem o Kingsleyu i profesor McGonagall – doda³a, wskazuj±c na Proroka Codziennego, le¿±cego na stole.
– To jakie plany na dzisiaj? – wtr±ci³ siê Ron. – W koñcu wycieczkê do Hogwartu mamy zaplanowan± na jutro. Mo¿e quidditch?
– Chyba nic z tych planów nie wyjdzie – przerwa³ mu Harry.
– Dlaczego? – spojrza³ na niego zaskoczony Ron. Harry raczej rzadko odmawia³, kiedy chodzi³o o quidditcha.
– Harry dosta³ przed chwil± list, kiedy byli¶my na zewn±trz – odpowiedzia³a mu Ginny.
– Od taty – doda³a, widz±c jego pytaj±ce spojrzenie.
– Twój tata pisze, ¿e Kingsley chcia³by siê z nami osobi¶cie spotkaæ w ministerstwie i to mo¿liwie jak najszybciej. To znaczy ze mn±, tob± i Hermion±. – poinformowa³ ich Harry, przekazuj±c im wiadomo¶æ od pana Weasleya.
– Ale o co mo¿e chodziæ? – zapyta³ Ron, oddaj±c list Hermionie.
– Nie mam pojêcia.
– Mo¿e znale¼li jakich¶ ¶miercio¿erców? – stwierdzi³ po chwili namys³u Ron, spogl±daj±c
na nich czy podziel± jego zdanie.
– Równie dobrze mogli nas wezwaæ w celu z³o¿enia jakich¶ wyja¶nieñ w zwi±zku
z Voldemortem – rzuci³a Hermiona.
– Przecie¿ Kinsgley w zasadzie wszystko od nas wie? – zdziwi³ siê Ron, zerkaj±c na ni±.
– Ale ministerstwo to nie tylko Kingsley – zauwa¿y³a s³usznie Hermiona, odk³adaj±c list
od Pana Weasleya. – Mo¿e potrzebuje jakich¶ ¶wiadków, przecie¿ jest tam mnóstwo ludzi, którzy nie maj± wiêkszego pojêcia, co siê wydarzy³o.
– Kolejne wywiady i przes³uchania, ech… ju¿ siê cieszê – westchn±³ Harry, zrezygnowany.
– To kiedy tam siê wybierzemy?
– Dzi¶ jest ju¿ pó¼no, tata chêtnie by was ze sob± zabra³, ewentualnie Percy, mo¿e lepiej wiêc to prze³o¿yæ? – zasugerowa³a Ginny, patrz±c na Harry'ego.
– Jutro mamy byæ w Hogwarcie, w takim razie mo¿e pojutrze? Co wy na to? – popatrzy³
na Rona i Hermionê, czekaj±c na ich zdanie.
– My¶lê, ¿e to dobry pomys³ – stwierdzi³a Hermiona. – Napiszê za chwilê list do Kingsleya,
a wy pomó¿cie pani Weasley przegotowaæ obiad, dobrze?
– Ju¿ siê bierzemy do roboty – westchn±³ Ron. – I chyba lepiej rzeczywi¶cie siê za to we¼my jak najszybciej – doda³, kiedy dostrzeg³ przez okno zbli¿aj±c± siê pani± Weasley.
Wstali wcze¶nie rano, Hermiona obudzi³a siê w sypialni, któr± dzieli³a razem z Ginny.
Nie zd±¿y³a jeszcze dobrze otworzyæ oczu, gdy rozleg³o siê pukanie do drzwi.
– Dziewczynki, wstawajcie, chod¼cie na ¶niadanie, musicie co¶ zje¶æ, zanim wybierzecie siê do Hogwartu – pogania³a ich pani Weasley. – Idê obudziæ ch³opców – doda³a, po czym Hermiona us³ysza³a, jak pani Weasley posz³a na górê do sypialni Rona. Hermiona powoli podnios³a siê na ³ó¿ku i spojrza³a za okno. Za oknem dopiero zaczyna³o nie¶mia³o ¶witaæ. Ginny mamrota³a co¶, ale Hermiona nie s³ysza³a dok³adnie, o co chodzi, sama by³a niewsypana.
– Która godzina? – zapyta³a Ginny, choæ nie wygl±da³o na to, by mia³a zamiar w najbli¿szym czasie podnie¶æ siê z ³ó¿ka.
– Dopiero po pi±tej – odpowiedzia³a Hermiona, ziewaj±c i spogl±daj±c na swój zegarek le¿±cy na stoliku. – My¶lisz, ¿e Harry i Ron ju¿ wstali?
– Tak, na pewno, ju¿ to widzê… zw³aszcza Ron – wymrucza³a Ginny pod nosem. Hermiona powoli wsta³a na nogi i posz³a siê umyæ do ³azienki, gdy wróci³a, Ginny ju¿ siedzia³a na ³ó¿ku. Nie wygl±da³a jednak na tak±, która siê ju¿ porz±dnie wybudzi³a, wiêc Hermiona w milczeniu ubra³a siê i równie¿ usiad³a obok. W koñcu postanowi³a, ¿e musi Ginny pospieszyæ.
– Ginny, musimy i¶æ na dó³, lepiej, ¿eby¶my pojawili siê w Hogwarcie jak najwcze¶niej,
w koñcu ju¿ tak niewiele zosta³o do zrobienia. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skoñczymy. Chod¼, wstajemy – doda³a.
– Dobrze, ju¿ wstajê, id¼, zaraz ciê dogoniê.
– Na pewno? – upewni³a siê Hermiona. Nie potrzebowa³a jeszcze utarczki z pani± Weasley, nim wyrusz± do Hogwartu. Widz±c jednak, ¿e Ginny rzeczywi¶cie podnosi siê z ³ó¿ka, ruszy³a w kierunku drzwi. – To widzimy siê na dole – doda³a, nim zesz³a do kuchni. Na dole pani Weasley krz±ta³a siê przy stole, rozstawiaj±c talerze z tostami. Pan Weasley ju¿ siedzia³
przy stole, przegl±daj±c dzisiejsze wydanie Proroka Codziennego.
– Dzieñ dobry, Hermiono – przywita³ siê pan Weasley. – Wyspana?
– W miarê – odpowiedzia³a wymijaj±co. – Harry i Ron jeszcze nie zeszli?
– Jak widaæ – odpowiedzia³a z przek±sem pani Weasley. – Spó¼nicie siê, jak tak dalej pójdzie.
– Pani Weasley, nie jeste¶my umówieni z profesor McGonagall na jak±¶ konkretn± godzinê, ale mam nadziejê, ¿e mimo to wybierzemy siê jak najwcze¶niej.
– Hermiono – wtr±ci³ siê ojciec Rona. – Rozmawia³em z Kingsleyem jeszcze wczoraj, powiedzia³, ¿e chêtnie was jutro przyjmie u siebie. Postaram siê was zabraæ rano ze sob±.
– Zastanawiamy siê, o co mo¿e mu chodziæ? – spyta³a Hermiona, która my¶la³a o tym jeszcze wieczorem, ale nie znajdowa³a innych wyja¶nieñ, ni¿ te, które ju¿ przedyskutowali.
– Wiem, mniej wiêcej o co chodzi, ale proszê ciê, nie pytaj, bo powinien wam to przekazaæ osobi¶cie Kingsley. Mogê tylko powiedzieæ, ¿e nie macie czym siê przejmowaæ, naprawdê
– pocieszy³ j± pan Weasley. Hermiona nie chcia³a go ci±gn±æ za jêzyk, zw³aszcza ¿e podobno nie by³o to nic pilnego, a przecie¿ ju¿ jutro bêd± wiedzieæ o wszystkim. Us³yszeli g³osy
na schodach i po chwili w kuchni pojawili siê Harry i Ron.
– No, jeste¶cie wreszcie – mruknê³a pani Weasley, czêstuj±c ich ¶niadaniem, kiedy oni witali siê z Hermion± i panem Weasleyem. Po kwadransie w kuchni pojawi³a siê równie¿ Ginny.
– Ja muszê siê zbieraæ – o¶wiadczy³ w pewnym momencie pan Weasley, po czym po¿egna³ siê z nimi, a na koñcu z pani± Weasley i wyszed³ z domu. Us³yszeli charakterystyczny d¼wiêk, deportuj±cej siê osoby. Kiedy wszyscy siê najedli, zaczêli siê szykowaæ do wyj¶cia.
– Zobaczymy siê wieczorem – powiedzia³a, ¿egnaj±c siê z nimi pani Weasley. – Powiedzcie Minerwie, ¿e my z Arturem pomo¿emy im w weekend, o ile nie skoñczycie wszystkiego wcze¶niej – u¶miechnê³a siê. – Cieszê siê, ¿e jednak Hogwart bêdzie gotowy po tym wszystkim pierwszego wrze¶nia. No ale id¼cie ju¿, szkoda czasu.
– Pa, mamo – rzuci³ na po¿egnanie, Ron. Wyszli na zewn±trz, gdzie s³oñce ju¿ na dobre pojawi³o siê nad horyzontem. Szykowa³a siê ³adna i przyjemna pogoda.
– Wiêc tak jak zawsze, Ron deportujesz siê z Harrym do Hogsmeade, a ja z Ginny
– przypomnia³a im Hermiona.
– Wiemy, wiemy – skrzywi³ siê Ron, który nie móg³ zrozumieæ, po co za ka¿dym razem im
o tym przypominaæ. – Przecie¿ nie udajemy siê tam pierwszy raz – doda³. Po czym wszyscy czworo deportowali siê do Hogsmeade, sk±d tradycyjnie mieli udaæ siê do Hogwartu.
Ze wzglêdu na to, ¿e zarówno Harry, jak i Ginny nie zdali oficjalnie egzaminu na teleportacjê, to woleli nie ryzykowaæ i teleportowaæ siê razem, nawet bior±c pod uwagê to, ¿e Harry robi³ to wiele razy w ostatnim czasie, kiedy ukrywali siê przed ¶miercio¿ercami. Przede wszystkim jednak Hermiona, nie chcia³a teraz przekraczaæ prawa, kiedy nie by³o takiej potrzeby.
Teleportowali siê przed Pubem pod Trzema Miot³ami. Wioska Hogsmeade jak zwykle o tej porze wydawa³a siê jeszcze cicha i spokojna. W³a¶ciciele sklepów i pubów dopiero
je otwierali, a na ¶cie¿kach mo¿na by³o spotkaæ tylko pojedyncze osoby. Ruszyli g³ówn± uliczk±, która wiod³a w stronê Hogwartu. Podró¿ zajê³a im prawie godzinê. Ron jak zwykle nie móg³ powstrzymaæ siê od komentarza.
– Czy nie mogliby zdj±æ tych zaklêæ zabezpieczaj±cych, chocia¿ na czas wakacji? Zaoszczêdzi³oby nam to wiele czasu – zauwa¿y³, nie po raz pierwszy, od kiedy pomagali
w pracach w Hogwarcie.
– Jeszcze parê wizyt i prace bêd± skoñczone – zauwa¿y³a Hermiona. – Po drugie, naprawdê dziwi ciê to? Tych zaklêæ nie mo¿na ot, tak sobie zdj±æ, zaklêcia antymugolskie i inne, przecie¿ nieraz przechodz± tu ró¿ne osoby. A dodaj±c jeszcze nie tak dawn± wojnê
z Voldemortem, to wcale nie ma siê co dziwiæ, ¿e nie pozwalaj± nam na to, nawet w tym szczególnym przypadku.
Stanêli przed bram±, przed któr± znajdowa³y siê dwa kamienne gargulce. Hermiona wys³a³a wiadomo¶æ do zamku w postaci patronusa, gdy¿ jako jedyna opanowa³a tê sztukê
do perfekcji i czekali na pojawienie siê kogo¶, by ich wpu¶ci³ do ¶rodka. Po jakim¶ czasie dostrzegli wysok± postaæ po drugiej stronie bramy, zbli¿aj±c± siê w ich kierunku. Od razu rozpoznali, kto wyszed³ im na spotkanie.
– Mi³o was widzieæ, cholibka – przywita³ siê z nimi Hagrid, u¶miechaj±c siê do nich zza swojej krzaczastej brody. – Wchod¼cie, wchod¼cie.
– Witaj, Hagridzie – odpowiedzia³ Harry. – Jak id± prace?
– Ju¿ prawie skoñczyli¶my, niech skonam, sami zobaczycie – rzuci³ z dum± Hagdrid wyra¼nie zadowolony. – Profesor McGonagall zarz±dzi³a, ¿e dzisiaj zajmiemy siê g³ównym dziedziñcem. Ale opowiadajcie co tam u was? Kie³ siê na pewno ucieszy na wasz widok.
– Tak naprawdê nic nowego siê nie wydarzy³o Hagridzie od naszej ostatniej wizyty… – zacz±³ Harry. – No mo¿e poza tym, ¿e Kingsley chce siê z nami pilnie spotkaæ. To znaczy ze mn±, Ronem i Hermion± – doda³, zerkaj±c na Ginny. – Zastanawiamy siê, o co mo¿e mu chodziæ.
– Kingsley? Cholibka… Nie mam pojêcia, ale pewnie szybko siê dowiecie. Mo¿e znale¼li jakich¶ ¶miercio¿erców? – Hagrid zaprowadzi³ ich przed drzwi wej¶ciowe, gdzie na dziedziñcu uwijali siê ju¿ przy pracy profesor McGonagall, profesor Flitwick i profesor Sprout. Próbowali przywróciæ do ¶wietno¶ci stoj±c± na ¶rodku fontannê. Harry, Ron, Hermiona i Ginny podeszli do nich, po chwili nowa dyrektor Hogwartu dostrzeg³a ich obecno¶æ i zwróci³a siê w ich stronê.
– Dzieñ dobry – przywita³a siê z nimi na wstêpie. – Cieszê siê, ¿e was widzê. Chcia³abym, aby¶cie pomogli zaj±æ siê t± fontann±. – Wskaza³a na ¶rodek dziedziñca, gdzie sta³a tak dobrze im znana fontanna, która teraz le¿a³a w gruzach dooko³a placu. – Dziêkujê Hagridzie, ¿e ich przyprowadzi³e¶. Za nim zaczniecie, chcia³am z tob± porozmawiaæ, panie Potter.
W zasadzie wasza dwójka równie¿ mo¿e pozostaæ przy tej rozmowie. – Profesor McGonagall odczeka³a, a¿ Hagrid zostawi ich samych, po czym kontynuowa³a rozmowê. – Mam
do przekazania dwie sprawy. Po pierwsze chcia³am was poinformowaæ, ¿e pogrzeb Severusa Snape'a odbêdzie siê w tê sobotê. To jeszcze wiadomo¶æ nieoficjalna, dos³ownie sprzed chwili, wiêc proszê was, aby¶cie zostawili j± dla siebie, pewnie jutro bêdzie to wiadomo¶æ ogólnodostêpna. – Widz±c ich pytaj±ce spojrzenie, domy¶laj±c siê, co maj± na my¶li, doda³a. – Poniewa¿ Kingsley zosta³ ministrem, wiêc uda³o mi siê przeforsowaæ pañski pomys³, panie Potter. Severus spocznie na b³oniach Hogwartu, niedaleko miejsca pochówku Dumbledore'a. Minister wzi±³ pod uwagê fakt, ¿e nie znamy miejsca, gdzie chcia³by byæ pochowany Severus, a tak¿e fakt jak wa¿ny by³ jego udzia³ w tej wojnie. Mam nadziejê, ¿e jeste¶cie usatysfakcjonowani?
– Oczywi¶cie, profesor Mcgonagall, bardzo pani dziêkujê – odpowiedzia³ Harry, zupe³nie szczerze. – Chcieliby¶my wzi±æ udzia³ w pogrzebie – doda³, wiedzia³, ¿e mimo tego, jaki by³ wobec nich Snape, Ron i Hermiona równie¿ podzielaj± jego zdanie.
– Nie widzê ¿adnych przeszkód, szko³a na ten czas bêdzie otwarta dla ka¿dego. Chcia³abym jednak poruszyæ jeszcze jeden temat. Zgodnie z tym, co postanowili¶my wspólnie. Panie Potter, razem z profesorem Flitwickiem oraz profesorem Slughornem z³o¿yli¶my cia³o
Sami–Wiecie–Kogo w lochach. Wydzielili¶my specjaln± komnatê, do¶æ niepozorn±, nierzucaj±c± siê w oczy. Zabezpieczyli¶my j± ró¿nymi zaklêciami, nikt nie powinien siê
tam dostaæ.
– Czy bêdzie tam bezpieczne? – dopytywa³ siê Harry. Na jego twarzy mo¿na by³o dostrzec widoczne znaki wahania siê. Hermiona równie¿ mia³a co do tej sprawy w±tpliwo¶ci,
ale wszyscy zgodnie uznali, ¿e ciê¿ko bêdzie o bezpieczniejsze miejsce ni¿ Hogwart.
– Oprócz nas nikt nie wie, gdzie cia³o zosta³o ukryte, o samym fakcie obecno¶ci cia³a
w Hogwarcie wiedz± nieliczni, poza nami, wami i ministrem, tylko jego najbli¿si wspó³pracownicy oraz paru innych nauczycieli. Oczywi¶cie, chêtnie poka¿ê wam, gdzie
je pochowali¶my, kto jak kto, ale wy powinni¶cie o tym wiedzieæ. Mam nadziejê,
¿e znajdziemy chwilê dzisiaj, by wybraæ siê tam niepostrze¿enie.
– Dziêkujemy, pani profesor. Mam nadziejê, ¿e podjêli¶my s³uszn± decyzjê – wyrazi³ na g³os swoje w±tpliwo¶ci, Harry.
– Dobrze, udamy siê tam pó¼niej, tymczasem zajmijcie siê tu porz±dkami, je¶li mo¿ecie, prac jest coraz mniej, jeszcze tydzieñ, mo¿e dwa i powinno byæ po wszystkim. – Profesor McGonagall u¶miechnê³a siê, co czyni³a bardzo rzadko. Najwidoczniej ona sama by³a dumna z tego, ¿e Hogwart mimo tego, co go spotka³o, bêdzie gotowy go¶ciæ uczniów ju¿ pierwszego wrze¶nia.
Mam mieszane uczucia, nie wiem jak bêdzie w kolejnej czê¶ci, ale tu mia³am wra¿enie takiego rozdzia³u zapychacza. Niby pad³o kilka wa¿nych informacji, trochê pokazujesz ten ¶wiat po wojnie, ale mam te¿ wra¿enie, ¿e to by³o o niczym. Wiem, ¿e to kwestia rozdzielenia tego na pó³.
Tak jak wcze¶niej podobaj± mi siê Twoje rozwi±zania na to jak wygl±da ten ¶wiat, ale nadal pomys³ z cia³em Voldemorta w zamku wydaje mi siê dziwny. Przecie¿ oni bêd± tam mieszkaæ, dzieciaki siê uczyæ, a ten bêdzie le¿a³ i gni³ w pustych lochach, sorry, ¿e znowu na to narzekam, ale skoro temat wraca w rozdziale to moje niezadowolenie z tego pomys³u Harry'ego te¿.