W Hogwarcie trwaj± ostatnie prace maj±ce na celu przywrócenie zamku do dawnej ¶wietno¶ci. Nowy minister magii ma dla Harry'ego, Rona i Hermiony bardzo ciekaw± propozycjê.
Prace trwa³y a¿ do popo³udnia, nim nowa dyrektor Hogwartu og³osi³a, ¿e na dzisiaj ju¿ wystarczy i zaprosi³a wszystkich obecnych na poczêstunek do Wielkiej Sali. Nim jednak siê tam udali mogli spojrzeæ, na to co uda³o im siê zrobiæ. W ci±gu kilku godzin g³ówny dziedziniec zmieni³ siê nie do poznania. Znik³y zniszczone pos±gi, pêkniête okna, wal±ce siê kawa³ki ¶cian i murów, jak równie¿ fontanna znajduj±ca siê w samym centrum, wygl±da³a jak w latach swojej ¶wietno¶ci. W tym momencie nikt by nie pozna³, ¿e jeszcze kilka tygodni temu miejsce to zosta³o doszczêtnie zniszczone, po walkach, jakie siê tu toczy³y. Harry, Ron, Hermiona i Ginny podczas prac, byli przede wszystkim pod wra¿eniem tego, jak ¶wietnie radzi³ sobie profesor Flitwick, którego pomoc z pewno¶ci± pozwoli³a przyspieszyæ wszystko o parê dobrych godzin. Po skoñczonym poczêstunku w Wielkiej Sali, podczas którego atmosfera w niczym nie przypomina³a relacji, do jakich zwykle by³a przyzwyczajona trójka przyjació³ w stosunku do nauczycieli, podczas posi³ków w Hogwarcie, profesor McGonagall zaprosi³a ich do lochów. Ginny obieca³a, ¿e na nich poczeka. Profesor McGonagall pokierowa³a ich schodami na dó³, minêli klasê eliksirów, gdzie przez wiele lat naucza³ ich tam profesor Snape, a pó¼niej profesor Slughorn. W lochach jak zwykle by³o du¿o ch³odniej i ciemniej ni¿ w pozosta³ych miejscach w zamku, zw³aszcza ¿e by³a opiekunka Gryfonów, poprowadzi³a ich zdecydowanie dalej, gdzie Harry, Ron i Hermiona nigdy do tej pory nie byli. Co by³o warte uwagi, poniewa¿ podczas ich pobytu w szkole, s³ynêli z tego, ¿e zagl±dali do takich miejsc, gdzie noga uczniów nigdy nie powinna stan±æ, wliczaj±c w to Zakazany Las czy korytarz na trzecim piêtrze, podczas ich pierwszego roku nauki w Hogwarcie. Stanêli przed dobrze ukrytymi drzwiami, które mo¿na by³o z ³atwo¶ci± przeoczyæ, bo bardzo dobrze komponowa³y siê ze ¶cianami lochu. ¦lady pajêczyn i kurzu sugerowa³y, ¿e miejsce to by³o rzeczywi¶cie rzadko odwiedzane.
– To tutaj – wyszepta³a w koñcu profesor McGonagall, wskazuj±c na drzwi. – Je¶li nie bêdziecie nalegaæ, to wola³abym tam nie wchodziæ, gdy¿ drzwi zosta³y zabezpieczone odpowiednimi zaklêciami, nikt niepowo³any nie mo¿e siê tu dostaæ. Dajê wam moje s³owo, ¿e u¿yli¶my naprawdê silnych zaklêæ, a poza mn±, profesorem Flitwickiem, profesor Sprout, profesorem Slughornem i Hagridem, a teraz tak¿e wami, nikt wiêcej nie wie o tym miejscu – doda³a, patrz±c na drzwi, za którymi znajdowa³o siê cia³o Voldemorta.
– Chce pani profesor powiedzieæ, ¿e ministerstwo nie wie o tym miejscu? – spyta³a czujna jak zwykle Hermiona.
– Nie – odpowiedzia³a dyrektor, na co oni spojrzeli na ni± ze zdumieniem. – Nie wie o tym nawet Kingsley. Oczywi¶cie ministerstwo wie, ¿e cia³o Sami–Wiecie–Kogo spoczê³o w Hogwarcie, tak jak wam mówi³am, wyrazili w koñcu na to zgodê, ale uznali¶my, ¿e im mniej osób o tym wie, tym lepiej, Kingsley nie protestowa³. – Spojrza³a na nich, widaæ by³o, ¿e chce co¶ dodaæ, ale siê waha³a. – Pewnie nie muszê wam tego mówiæ… Mam jednak nadziejê, ¿e wy równie¿ post±picie podobnie i ¿e ta sprawa zostanie miêdzy nami? Sami chyba wiecie jakie to wa¿ne?
– Oczywi¶cie, pani profesor – odpowiedzia³ Harry. – Ma pani zdecydowanie racjê, lepiej niech o tym miejscu nie wie za wiele osób. Dziêkujê, ¿e zajê³a siê pani t± spraw± – doda³ po chwili namys³u. – Wiele to dla mnie znaczy.
– Wiem, panie Potter. Dla mnie równie¿, mo¿e pan wierzyæ. – Po chwili wrócili wszyscy na górê, gdzie Harry, Ron, Hermiona i Ginny po¿egnali siê ze wszystkimi i udali siê w drogê powrotn± do Hogsmeade, sk±d mieli teleportowaæ siê z powrotem do Nory.
Nazajutrz rano czeka³a na nich znów wczesna pobudka. Tym razem ze wzglêdu na wyprawê do Ministerstwa Magii, a bior±c pod uwagê, ¿e chcieli siê zabraæ razem z Panem Weasleyem, który udawa³ siê do pracy do¶æ wcze¶nie, nie mieli innego wyj¶cia jak podnie¶æ siê na d¼wiêk s³ów pani Weasley dobywaj±cych siê zza drzwi ich sypialni, która robi³a im wczesn± pobudkê.
Tym razem wiedzieli, ¿e nie ma co zwlekaæ, wiêc ca³a trójka do¶æ szybko pojawi³a siê w kuchni, gdzie przywita³ ich ju¿ zza sto³u pan Weasley.
– Dzieñ dobry, wyspani? – zapyta³, a nie czekaj±c na odpowied¼, doda³ szybko. – Zjedzcie szybko ¶niadanie i udajemy siê do ministerstwa, teleportujemy siê, Harry ty teleportujesz siê z którym¶ z nas.
– Naprawdê to konieczne, panie Weasley? Teleportowa³em siê ju¿ sam wiele razy, a za nied³ugo zdam egzamin na prawo teleportacji. – spyta³ zmêczony ju¿ tym ci±g³ym problemem, Harry.
– Wiem, Harry, ale wypada sprawiaæ dobre wra¿enie, przede wszystkim mi, takie mamy prawo. Zdajê sobie sprawê, ¿e nikt by ciebie raczej za to nie ukara³, ale to przecie¿ ¿aden problem dla ciebie, by u¿yæ teleportacji ³±cznej?
– Oczywi¶cie, ¿e nie, panie Weasley – odpowiedzia³, Harry, koñcz±c je¶æ p³atki z mlekiem na ¶niadanie. Hermiona i Ron równie¿ koñczyli ju¿ swoje ¶niadanie i nie minê³o piêtna¶cie minut, nim pani Weasley ich po¿egna³a i wyszli na zewn±trz przed Norê.
Hermiona i Ron deportowali siê sami, natomiast pan Weasley z³apa³ Harry'ego za ramiê i nim siê obejrzeli, znale¼li siê przed budk± telefoniczn±, któr± tak dobrze pamiêtali, kiedy wyruszyli tutaj razem z Nevillem, Lun± i Ginny, aby ratowaæ Syriusza. Pan Weasley zaprosi³ ich gestem do ¶rodka i sam wszed³ za nimi, by³o do¶æ ciasno. Tata Rona wykrêci³ odpowiedni numer i po chwili z aparatu doby³ siê g³os.
– Witamy w Ministerstwie Magii, proszê podaæ swoje imiê i nazwisko oraz sprawê.
– Artur Weasley, przyprowadzam Harry'ego Pottera, Hermionê Granger oraz Ronalda Weasleya na spotkanie z ministrem magii – o¶wiadczy³ spokojnym g³osem pan Weasley. Ledwo skoñczy, z urz±dzenia wysunê³y siê trzy plakietki z ich nazwiskami, Hermiona spojrza³a na swoj±:
Hermiona Granger
Spotkanie z ministrem magii
Nim siê obejrzeli, zjechali na dó³ do atrium. Hermiona z ulg± stwierdzi³a, ¿e pomieszczenie nie przypomina³o ju¿ tego, jak wygl±da³o jeszcze w zesz³ym roku, kiedy w³amywali siê do ministerstwa, aby wykra¶æ medalion Slytherina z r±k Dolores Umbridge. G³ównym elementem wystroju, który rzuca³ siê w oczy, by³o ponowne pojawienie siê na ¶rodku atrium Fontanny Magicznego Braterstwa, znikn±³ za to tron z mugoli, na którym siedzieli czarodziej i czarownica. Poza tym zachowanie ludzi przybywaj±cych do ministerstwa by³o zgo³a odmienne. Zniknê³o uczucie strachu, przygnêbienia, które mo¿na by³o do¶wiadczyæ podczas ich ostatniej wizyty, zast±pi³ je spokój. Ministerstwo znów przypomina³o miejsce, jakim by³o sprzed przejêcia go przez Voldemorta i jego ludzi. Pan Weasley poprowadzi³ ich do windy, weszli do ¶rodka, nad nimi unosi³y siê trzy „samolociki" z listami. Ojciec Rona wcisn±³ guzik i winda unios³a ich w górê.
– Pierwsze piêtro – rozleg³ siê g³os dochodz±cy zza urz±dzenia, kiedy drzwi rozsunê³y siê na kolejnym piêtrze. – Biuro Ministra Magii i Personelu Pomocniczego.
– To nasze piêtro – o¶wiadczy³ Pan Weasley, czekaj±c, a¿ wyjd± na korytarz. Poprowadzi³ ich wzd³u¿ ró¿nych drzwi, a¿ zatrzyma³ siê nad tymi, które by³y na samym koñcu. Na tabliczce znajduj±cej siê nad drzwiami, znajdowa³ siê nastêpuj±cy napis:
Kingsley Shacklebolt
Minister Magii
– No, jeste¶my – o¶wiadczy³ zadowolony Pan Weasley, po czym zapuka³ do drzwi. Nie czekali d³ugo, po chwili drzwi otworzy³y siê, a ich oczom ukaza³ siê dobrze im znany postawny czarodziej o ciemnoskórej karnacji. – Mi³o pana widzieæ, panie ministrze – przywita³ siê oficjalnym tonem ojciec Rona.
– Witajcie, cieszê siê, ¿e jeste¶cie, dziêkujê ci, ¿e ich przyprowadzi³e¶, Arturze, mo¿e do nas do³±czysz? – zapyta³ Kingsley, wyra¼nie ciesz±c siê na ich widok.
– Dziêkujê ci, ale muszê lecieæ, ju¿ powinienem byæ u siebie, zostawiam ci m³odzie¿. No, zobaczymy siê po po³udniu w Norze – doda³ Pan Weasley, spogl±daj±c na Harry'ego, Rona i Hermionê, ¿egnaj±c siê z nimi.
– Dziêkujemy, panie Weasley – odpowiedzia³a Hermiona, po czym po¿egnali siê z nim i weszli do gabinetu Kingsleya, który zaprasza³ ich do ¶rodka. Gabinet nie by³ zbyt du¿y. Oprócz biurka samego ministra, kilku krzese³, a tak¿e kilku pó³ek z ró¿nymi ksiêgami oraz stosem papierów znajduj±cymi siê na stoliku z boku, by³o kilka obrazów, zapewne w wiêkszo¶ci by³ych osób, które kiedy¶ piastowa³y to stanowisko. Sam gabinet bardzo przypomina³ zwyczajne pomieszczenie jakich wiele w samym ministerstwie.
– Cieszê siê, ¿e jeste¶cie, si±d¼cie, proszê – doda³, wskazuj±c na krzes³a przed swoim biurkiem. Poczeka³, a¿ usi±d±, po czym sam zaj±³ swoje miejsce.
– Chcieliby¶my ci oficjalnie pogratulowaæ – zacz±³ Harry, w koñcu w ostatnich dniach nie mieli jeszcze takiej okazji. Hermiona i Ron równie¿ u¶cisnêli d³oñ nowemu ministrowi i ciep³o siê do niego u¶miechnêli.
– Dziêkujê wam, mam tyle na g³owie, ¿e nie mia³em, nawet kiedy do was zajrzeæ. Jest mnóstwo pracy, po tym jak przez ostatni rok pieczê nad ministerstwem sprawowali ludzie Sami–Wiecie–Kogo – oznajmi³ Kinsgley, na którego twarzy mo¿na by³o dostrzec oznaki zmêczenia. Od³o¿y³ na bok jakie¶ dokumenty i spojrza³ na nich. – Nie bêdê was trzyma³ w niepewno¶ci, bo na pewno zastanawiacie siê, w jakim celu was tutaj wezwa³em, nie mylê siê?
– No… tak – odpowiedzia³a niepewnie Hermiona.
– Kinsgley, czy to ma co¶ wspólnego ze ¶miercio¿ercami? – zapyta³ bez ogródek, Harry.
– Przykro mi, Harry, ale niestety w tej sprawie na ten moment nie posunêli¶my siê ani o krok – odpowiedzia³ Shacklebolt z zatroskan± min±.
– ¦miercio¿ercy naprawdê tak ³atwo zniknêli, nikt ich nie widzia³? – do³±czy³ do dyskusji Ron.
– Tak, ale nie ma siê co dziwiæ – o¶wiadczy³ Kingsley. – W koñcu ich ¶wiat siê zawali³, ich Pan nie ¿yje, a dobrze wiedz± co im grozi, gdyby siê objawili. Czeka³, by ich Azkaban, tak jak innych, wiêc wol±, póki co siê ukrywaæ przed ca³ym ¶wiatem, gdzie na swój sposób mog± czuæ siê wzglêdnie bezpieczni.
– Nie mamy jednak gwarancji, ¿e to siê kiedy¶ nie zmieni – zauwa¿y³ Harry. – Z reszt±, za to, czego siê dopuszczali, zas³uguj± na pobyt w Azkabanie jak nikt inny.
– Tak, szukamy ich, ale to nie bêdzie ³atwe. Nie ukrywam, ¿e wezwa³em was tutaj poniek±d z tego powodu. – W¶ród trójki zaproszonych osób mo¿na by³o wyczuæ nag³e napiêcie, na d¼wiêk tych s³ów, które ich zaskoczy³y. Milczeli, wiêc Kinsgley kontynuowa³ – My¶leli¶cie mo¿e, czym bêdziecie chcieli siê teraz zaj±æ? – zapyta³. Harry, Ron i Hermiona spojrzeli po sobie zaskoczeni tym pytaniem.
– No wiêc, w sumie jeszcze ¿e¶my siê tak do koñca nad tym nie zastanawiali, mo¿e trochê – odpowiedzia³a niepewnie Hermiona, patrz±c na przyjació³, którzy równie¿ kiwnêli nie¶mia³o g³ow±.
– Z tego, co wiem Harry, zawsze marzy³e¶ o karierze aurora? – zapyta³ minister magii wprost.
– Ja… oczywi¶cie, zw³aszcza bior±c pod uwagê zbieg³ych ¶miercio¿erców – doda³, bo tak jak ju¿ wspomina³ profesor McGonagall, chcia³by doprowadziæ sprawê popleczników Voldemorta do koñca. – Chcia³bym podj±æ kursy w tym kierunku, je¶li to mo¿liwe.
– Moi drodzy, bêdê z wami szczery. Ze wzglêdu na moje stanowisko i ze wzglêdu na dalsze niebezpieczeñstwo, które mimo wszystko nam grozi poniek±d ze strony zbieg³ych ¶miercio¿erców, bardzo chcia³bym was widzieæ w gronie aurorów ministerstwa. W ostatnim czasie dokonali¶cie takich rzeczy, walczyli¶cie z ciemnymi mocami, ¿aden z moich aurorów nie mo¿e siê pochwaliæ takimi osi±gniêciami, byliby¶cie dla nas nieocenion± pomoc±. – Kingsley mówi³ to z zupe³n± powag±, patrz±c na ich zszokowane miny, jakby nie wierzyli, w to co s³ysz±. – To naprawdê szczera propozycja, mam nadziejê, ¿e j± rozwa¿ycie.
– Ale… – zaczê³a Hermiona, nie wiedz±c co powiedzieæ, na ten niespodziewany okaz zaufania ze strony Kingsleya. – Przecie¿ ka¿dy musi przej¶æ szkolenia, je¶li planuje tak± karierê – zauwa¿y³a trze¼wo, przywracaj±c rozmowê na dobrze sobie znane tory.
– W normalnym trybie postêpowania, owszem. Mówimy jednak o was, którzy przeszli tyle, co nikt z ¿yj±cych czarodziejów, my¶lê, ¿e w waszym przypadku ¿adne kursy i szkolenia nie s± potrzebne, a wasza pomoc by³aby mile widziana.
– To znaczy, ¿e ja i Hermiona równie¿? – pyta³ z niedowierzaniem Ron, który s±dzi³, ¿e taka propozycja mo¿e dotyczyæ tylko ewentualnie Harry'ego.
– Tak, mile powita³bym w¶ród aurorów ca³± wasz± trójkê – o¶wiadczy³ Kinsley, rozwi±zuj±c w ten sposób wszelkie w±tpliwo¶ci. Odczeka³ chwilê i dopiero potem zada³ im pytanie. – Czy byliby¶cie chêtni przyj±æ tak± ofertê? Wiem, ¿e pewnie was zaskoczy³em, je¶li potrzebujecie czasu, mo¿ecie mi odpowiedzieæ za parê dni. – W g³owach trójki przyjació³ k³êbi³y siê ró¿ne my¶li, Kinsgley widz±c to, nie chcia³ ich pospieszaæ, chcia³ im daæ tyle czasu ile bêd± potrzebowaæ. Pierwszy po paru minutach odezwa³ siê Harry.
– Je¶li chodzi o mnie, zaskoczy³a mnie twoja propozycja, doceniam j± i my¶lê, ¿e mogê ci daæ odpowied¼ ju¿ dzisiaj. Tak, chcia³bym pomóc odnale¼æ zbieg³ych ¶miercio¿erców, lepszego stanowiska nie móg³bym sobie wymarzyæ i je¶li twoja propozycja jest naprawdê aktualna, to chêtnie przyjmê to stanowisko. – Kinsgley i Harry wstali i u¶cisnêli sobie d³onie. Minister magii wygl±da³ na bardzo zadowolonego.
– Jestem zaszczycony Harry i bardzo siê cieszê. Co ty o tym s±dzisz, Ron? – zapyta³.
– Có¿… – zacz±³ nie¶mia³o, patrz±c to na Kingsleya, to na Harry'ego, jakby dalej nie wierz±c, ¿e równie¿ jego spotyka taki zaszczyt. – Je¶li Harry jest gotów spróbowaæ, to ja równie¿ chêtnie do niego do³±czê – o¶wiadczy³ u¶miechniêty. – A ty Hermiono? – doda³, ale dostrzeg³ na jej twarzy spore zak³opotanie, co go trochê zaniepokoi³o. – Hermiono? – Dziewczyna spojrza³a na nich nie¶mia³o, widaæ by³o, ¿e wewn±trz niej toczy siê jaka¶ wewnêtrzna walka. W koñcu postanowi³a, ¿e musi im powiedzieæ, co postanowi³a.
– Kinsgley, ja bardzo dziêkujê za twoj± propozycjê, bardzo j± doceniam… – zaczê³a, próbuj±c za wszelk± cenê unikaæ wzroku Harry'ego i w szczególno¶ci Rona. – Ale muszê za ni± podziêkowaæ. – doda³a.
– Co? – zapyta³ zaskoczony Ron. – Hermiono!
– Sk±d taka decyzja, Hermiono? – spyta³ równie zaskoczony Harry.
– Ja od jakiego¶ czasu d³ugo nad tym my¶la³am, wiem, ¿e wy tego nie chcecie, ale ja jednak chcia³abym wróciæ na ostatni rok do Hogwartu – doda³a nie¶mia³o.
– Hermiono, ale po co? – zapyta³ zaskoczony Ron. – Mo¿emy pracowaæ ju¿ teraz, sama nie raz mówi³a¶, ¿e mog³aby¶ co¶ dobrego zrobiæ w ministerstwie, Hermiono?
– Oczywi¶cie ¿a³ujê, Hermiono – w³±czy³ siê do tej wymiany zdañ Kinsgley. – Szanujê jednak twoj± decyzjê, je¶li jest ona ostateczna?
– Tak… jest. – o¶wiadczy³a Hermiona, tym razem pewniejszym g³osem. – Bardzo ci dziêkujê, je¶li bêdzie taka mo¿liwo¶æ, to chêtnie wróci³abym do tej rozmowy za rok, gdy ukoñczê szko³ê, nawet je¶li bêdzie chodzi³o o inne stanowisko. Chcia³abym jednak najpierw dokoñczyæ naukê.
– Oczywi¶cie, Hermiono, jak uwa¿asz. Z chêci± wrócê do tej rozmowy za rok w takim razie, na pewno znajdzie siê tutaj w ministerstwie miejsce dla ciebie – zapewni³ j± minister magii. Harry sprawia³ wra¿enie trochê zaskoczonego decyzj± Hermiony, ale widaæ by³o, ¿e j± szanowa³, zdecydowanie bardziej niezadowolon± minê mia³ Ron. Nie chc±c jednak k³óciæ siê przy Kingsleyu, prawdopodobnie czeka³ z dalsz± czê¶ci± rozmowy na ten temat na pó¼niej. Harry, Ron i Hermiona spêdzili jeszcze chwilê w gabinecie, rozmawiaj±c o pocz±tkach Kingsleya na stanowisku ministra i pracach, jakie od pocz±tku kadencji na niego czeka³y, po czym po¿egnali siê z nim, zapraszaj±c go w pierwszej wolnej chwili na kolacjê w Norze.
Opu¶cili gabinet Kinsgleya i skierowali siê z powrotem do windy, Harry ewidentnie mia³ ochotê porozmawiaæ na temat propozycji ministra, ale widz±c niepewn± minê Hermiony i nerwowe spojrzenia Rona na ni±, stwierdzi³, ¿e ta rozmowa mo¿e poczekaæ. Jak siê okaza³o s³usznie, bo tu¿ po tym, jak znale¼li siê w windzie, Ron nie móg³ siê ju¿ d³u¿ej powstrzymaæ i zwróci³ siê do Hermiony.
– Hermiono, jak mog³a¶ odmówiæ Kinsgleyowi?! Nie skoñczyli¶my szko³y, mamy siedemna¶cie lat, a on proponuje nam takie stanowiska, a ty odmawiasz? – pyta³ natarczywie, patrz±c na ni±. Hermiona ewidentnie zebra³a siê w sobie, bo spojrza³a na niego wyzywaj±cym wzrokiem.
– Tak, Ron, odmawiam. Doceniam jego propozycjê, chcê jednak skoñczyæ Hogwart, je¶li nie zrobiê tego teraz to nigdy, bardzo mi na tym zale¿y.
– Wiêc nauka jest wa¿niejsza? A co z nami? – Nie dawa³ za wygran± Ron.
– Jak to, co z nami? – dziwi³a siê Hermiona. – Co to zmienia?
– Ty bêdziesz w Hogwarcie, a ja tutaj.
– Damy sobie radê, to tylko rok. Zreszt± przy ka¿dej okazji bêdziemy siê spotykaæ, bêdziemy do siebie pisaæ – o¶wiadczy³a Hermiona, jakby to by³a oczywista sprawa. Harry, chc±c nie chc±c w³±czy³ siê do rozmowy, wola³ unikn±æ niepotrzebnej k³ótni.
– Ron, skoro Hermiona chce skoñczyæ Hogwart, to my¶lê, ¿e powiniene¶ to uszanowaæ. Ma do tego prawo, poradzicie sobie.
– Dziêkujê ci, Harry. Dla mnie to te¿ nie bêdzie ³atwe – doda³a po namy¶le, a na jej twarzy wyra¼nie pojawi³ siê smutek. Kontynuowa³a bardzo przygnêbionym tonem, a w jej oczach mo¿na by³o dostrzec ³zê. Winda zjecha³a do atrium i pod±¿yli w stronê kominków. – Ciê¿ko mi wyobraziæ sobie powrót do Hogwartu bez was. – Harry i Ron dopiero po chwili zrozumieli sens tych s³ów. Od kiedy pojawili siê w Hogwarcie, od przygody z trollem, zawsze trzymali siê razem. Prze¿ywali ró¿ne chwile, ale finalnie zawsze umieli przezwyciê¿yæ wszystkie trudno¶ci, wspieraj±c siê w wielu chwilach. Teraz Hermiona mia³a powróciæ do zamku bez nich. Nic dziwnego, ¿e czu³a siê z tym dziwnie, ba³a siê, ¿e nie bêdzie ju¿ tak jak kiedy¶, a jednak chcia³a ukoñczyæ naukê. Zapanowa³a cisza, Harry i Ron spojrzeli na ni± ze zrozumieniem. Kiedy wyszli z ministerstwa, kontynuowali dalej rozmowê.
– Hermiono… ja… my… – zacz±³ Harry.
– Harry, nie… Nie musicie mi siê t³umaczyæ – odpowiedzia³a szczerze i z pe³nym zrozumieniem. – Rozumiem wasz± decyzjê, propozycja Kingsleya by³a naprawdê warta uwagi i cieszê siê, ¿e siê zgodzili¶cie. Ty Harry zawsze o tym marzy³e¶, dla ciebie Ron to te¿ wiele znaczy, a nie oszukujmy siê, to zawsze mi najbardziej zale¿a³o na nauce – u¶miechnê³a siê przez chwilê. – Naprawdê rozumiem was i nie mam wam tego za z³e, ale zrozumcie te¿ mnie, dla mnie to te¿ nie bêdzie ³atwy powrót.
– Przepraszam, Hermiono – powiedzia³ Ron i przytuli³ Hermionê, która jeszcze bardziej siê rozklei³a. – Masz racjê, damy sobie radê, to tylko rok. – Harry równie¿ poklepa³ nie¶mia³o dziewczynê po ramieniu.
– Bêdziemy do ciebie regularnie pisaæ, Hermiono – obieca³ Harry. – Z reszt± bêdziesz mieæ Ginny, Lunê, nie bêdziesz tam sama.
– Wiem, Harry, ale to i tak nie to samo. Dziêkujê jednak, ¿e mnie zrozumieli¶cie. No… chod¼my, bo pani Weasley zacznie siê o nas zamartwiaæ – doda³a, próbuj±c wzi±æ siê w gar¶æ.
Kiedy wrócili do Nory, pani Weasley od razu zasypa³a ich pytaniami, o to czego chcia³ od nich nowy minister magii. Do rozmowy szybko przy³±czy³a siê równie¿ Ginny. Kiedy opowiedzieli im o propozycji pracy i o tym, ¿e Ron i Harry j± przyjêli, pani Weasley zasypa³a ich pro¶bami, by jeszcze raz przemy¶leli sw± decyzjê i mo¿e lepiej wziêli przyk³ad z Hermiony i wrócili do Hogwartu. Widz±c jednak po paru minutach, ¿e nie da rady ich przekonaæ, musia³a siê poddaæ i uszanowaæ ich decyzjê. Ginny za to poza satysfakcj± z docenienia brata i jej ch³opaka, nie mog³a ukryæ rado¶ci z faktu, ¿e Hermiona wraca do Hogwartu.
– Hermiono, tak siê cieszê, bêdziesz z nami na roku w takim razie. Ciekawe ile osób we¼mie przyk³ad z ciebie?
– Sama siê nad tym zastanawiam, czy kto¶ jeszcze z naszego rocznika wróci do zamku. Profesor McGonagall powiedzia³a, ¿e przyjmie ka¿dego na ten ostatni rok, je¶li kto¶ tylko by tego chcia³. I równie¿ cieszê siê, ¿e mimo braku Rona i Harry'ego, bêdê tam mia³a chocia¿ ciebie – doda³a z u¶miechem, wy¶ciskuj±c rudow³os± przyjació³kê.
Minê³y trzy dni od wizyty trójki przyjació³ w Ministerstwie Magii. Stali na b³oniach Hogwartu w otoczeniu grupy innych czarodziejów, na twarzach których widnia³y do¶æ powa¿ne miny. W¶ród nich mo¿na by³o dostrzec wszystkich nauczycieli z zamku, grupê czarodziejów z Ministerstwa Magii z Kinsgleyem Shackleboltem na czele. Nie brakowa³o te¿ grupki uczniów, równie¿ tych, którzy ukoñczyli ju¿ Hogwart, zw³aszcza tych powi±zanych z domem Salazara Slytherina. I mimo niema³ej ilo¶ci osób Hermiona wróci³a pamiêci± ponad rok wstecz, gdzie tu¿ obok równie¿ odbywa³ siê pogrzeb by³ego dyrektora Hogwartu, jednak tamta uroczysto¶æ odby³a siê na nieporównywalnie wiêksz± skalê. Mimo zapewnieñ wielu osób, w szczególno¶ci Harry'ego i jego ¶wiadectwie o tym, jak± rolê Severus Snape odegra³ w upadku Lorda Voldemorta, liczba osób oraz donios³o¶æ pogrzebu by³a zgo³a odmienna od tej, gdy pochowany zosta³ tutaj Albus Dumbledore.
Zarówno Hermiona, Harry i Ron byli niezmiernie wdziêczni profesor McGonagall, która przyrzek³a Harry'emu, ¿e do³o¿y wszelkich starañ, aby przekonaæ ministerstwo do tego, by cia³o Severusa Snape'a spoczê³o na b³oniach Hogwartu w pobli¿u Albusa Dumbledore'a. Mia³ byæ to rodzaj odwdziêczenia siê i uczczenia pamiêci osoby o dwóch twarzach, która zwiod³a wiele osób, wype³niaj±c wolê Dumbledore'a, która po¶wiêci³a swoje ¿ycie, przyczyniaj±c siê wymiernie do odniesionego zwyciêstwa nad si³ami z³a.
– Liczy³am na to, ¿e jednak przybêdzie wiêcej osób – zauwa¿y³a Hermiona. – Podczas pogrzebu Dumbledore'a by³o ich znacznie wiêcej.
– Zrobili¶my, co mogli¶my – zauwa¿y³ Harry, obserwuj±c jak cia³o Snape'a owiniête w ca³un, spoczê³o na postumencie, znajduj±cym siê niedaleko pomnika Albusa Dumbledore'a. Harry nie móg³ powstrzymaæ siê od wspomnieñ o cz³owieku, którego przez tak d³ugi czas nienawidzi³ z wzajemno¶ci±, a jednak który w g³êbi duszy z mi³o¶ci do jego matki stara³ siê go chroniæ i zado¶æuczyniæ ¶mierci jego rodziców poprzez zdradê Czarnego Pana i opowiedzeniu siê po stronie dobra. Harry wiedzia³, ¿e mimo zas³ug, Severus Snape nie by³ osob±, któr± móg³by polubiæ, zbyt wiele ich ró¿ni³o. Docenia³ jednak wk³ad i po¶wiêcenie Severusa Snape'a oraz jego rolê podwójnego agenta, któr± zaplanowa³ z Dumbledorem, dziêki czemu móg³ wykonaæ swoje zadanie, zwodz±c nie tylko samego Harry'ego, ale przede wszystkim samego Voldemorta.
Cia³o Severusa Snape'a spoczê³o w pomniku, którego ciemny odcieñ kontrastowa³ z pomnikiem Albusa Dumbledore'a. Pogrzeb dobieg³ koñca, czarodzieje zaczêli siê rozchodziæ, ka¿dy w swoj± stronê. Harry, Ron, Ginny oraz pozostali Weasleyowie czekali na Hermionê, która uda³a siê w stronê profesor McGonagall, aby powiadomiæ j± o swojej decyzji dotycz±cej powrotu do Hogwartu na ostatni rok nauki. Nie czekali d³ugo, po chwili u¶miechniêta i zadowolona Hermiona, wróci³a do nich, po czym wszyscy udali siê w stronê bramy g³ównej Hogwartu.
– Poinformowa³am profesor McGonagall, by³a równie¿ bardzo zadowolona z powodu mojej decyzji – poinformowa³a przyjació³. – Ron, mog³abym ciê prosiæ na s³ówko? – spyta³a z pewn± min±.
– Oczywi¶cie, Hermiono. – Harry i Ginny pozwolili im pozostaæ nieco w tyle, pozostawiaj±c im trochê prywatno¶ci, samemu udaj±c siê za pozosta³ymi Weasleyami. – O co chodzi?
– Ron, podjê³am decyzjê i chcia³abym udaæ siê do Australii, powinnam ju¿ to dawno zrobiæ, ale nie by³o kiedy, a muszê to za³atwiæ przed powrotem do szko³y. – Ron zacz±³ siê domy¶laæ, o co chodzi i wcale nie dziwi³o go, ¿e Hermiona chce to zrobiæ. – Muszê odszukaæ rodziców – doda³a zdecydowanym tonem. – Odszukaæ ich i przywróciæ im pamiêæ. Nie wiem, jak zareaguj±, pewnie nie bêd± zadowoleni, po tym co zrobi³am, ale muszê ich odzyskaæ. – Oczy Hermiony nape³ni³y siê ³zami.
– Wiem, Hermiono i obiecujê, ¿e nie udasz siê tam sama. Pomogê ci, pojadê z tob±. – Zapewni³ swoj± dziewczynê, Ron, który nie mia³ ¿adnych w±tpliwo¶ci, ¿e to w³a¶nie powinien uczyniæ.
– Ron, nie musisz, dam sobie radê…
– Hermiono, ju¿ postanowi³em, nie zostawiê ciê z tym sam±, znajdziemy twoich rodziców. – Ron obj±³ dziewczynê, która poca³owa³a go w policzek, doceniaj±c jego wsparcie. Tak objêci, dogonili pozosta³ych Weasleyów oraz Harry'ego, po czym wszyscy, poza murami Hogwartu deportowali siê do Nory.
Rozdzia³ podobny do poprzedniego, pewnie potrzebny jako pomost do kontynuacji, ale dla mnie trochê na przeczekanie. Na pewno pierwszy podoba³ mi siê zdecydowanie bardziej, z drugiej strony tutaj ju¿ by³am trochê wczuta w historiê i w Twój styl, wiêc czyta³o mi siê ca³kiem nie¼le i na pewno szybko mknê³am przez ten rozdzia³.
Mam jednak wra¿enie, ¿e s± u Ciebie drobne problemy z dialogami, po prostu sposób w jaki niektóre zdania s± formu³owane s± trochê nienaturalne. Czytam je i przychodzi mi do g³owy "nikt tak nie mówi". Du¿o tam jest wznios³o¶ci, mo¿e ³atwiej by siê to odnajdowa³o w jakim¶ ff z okresu regencji, ale w Potterze oni dosyæ normalnie siê wypowiadali (poza s³owem balanga).
Mo¿e taki Twój styl, trochê siê do niego przyzwyczajam nie bêdê ¶ciemnia³a, mo¿e te¿ fakt, ¿e jestem w trakcie czytania ksi±¿ek sprawia, ¿e mam lekki zgrzyt, ale idê czytaæ dalej, a to chyba du¿o mówi o tym jak mi siê to czyta