Hermiona spêdza weekend w Norze, gdzie dostaje listy z Hogwartu, po czym wybiera siê na zakupy na Ulicê Pok±tn±.
Czas spêdzany u rodziców mija³ Hermionie bardzo szybko. Nim zd±¿y³a siê obejrzeæ, zacz±³ siê na dobre sierpieñ i termin powrotu do Hogwartu zbli¿a³ siê nieuchronnie. Z perspektywy czasu uzna³a jednak, ¿e decyzja o zamieszkaniu na resztê wakacji w swoim rodzinnym domu, by³a dobra. Dziêki temu jej relacje z rodzicami na nowo wróci³y do normy i wszyscy troje mogli nadrobiæ rok roz³±ki. Po rozczarowaniu córk± zwi±zanym z jej decyzj± o wymazaniu im pamiêci, na twarzach Scotta i Jane Granger nie by³o ju¿ ¶ladu. Kilkana¶cie dni pomog³o zostawiæ te wspomnienia za sob± i na nowo cieszyæ siê wspólnie spêdzanym czasem. Hermiona równie¿ w miarê mo¿liwo¶ci po¶wiêca³a ten czas rodzicom na wspólne spacery, wycieczki poza miasto lub na rozmowach z nimi w domu.
W weekendy udawa³a siê jednak do Nory, aby spêdziæ trochê czasu z Ronem. Niejednokrotnie w odwiedzinach u pañstwa Weasleyów mo¿na by³o równie¿ spotkaæ Harry'go, dziêki czemu trójka przyjació³ mog³a dalej regularnie siê spotykaæ, choæ bardzo czêsto towarzyszy³a im równie¿ Ginny. Sam Harry po zakoñczeniu wojny i spêdzeniu kilkunastu dni w Norze przeniós³ siê do domu na Grimmauld Place, który dosta³ w spadku od Syriusza. Bior±c pod uwagê, ¿e równie¿ Stworek wróci³ do niego razem ze swoim panem, dom z ka¿dym dniem wygl±da³ coraz lepiej i mo¿na by³o go poma³u uznaæ za do¶æ zadbane miejsce do ¿ycia. W niczym nie przypomina³ zapuszczonej i od dawna opuszczonej by³ej siedziby Zakonu Feniksa. Pani Weasley d³ugo namawia³a samego Harry'ego, aby jednak zosta³ i zamieszka³ u nich w Norze, ale on sam pozostawa³ nieugiêty, mimo tego, ¿e w ten sposób móg³by jeszcze wiêcej czasu spêdzaæ z Ginny. Szczerze docenia³ tê propozycjê, ale bior±c pod uwagê, ¿e mia³ swój dom, a tak¿e to, ¿e zaczyna³ w³a¶nie swoj± pierwsz± w ¿yciu pracê, by³ to doskona³y moment, aby siê usamodzielniæ.
W jeden z pierwszych weekendów sierpnia Hermiona wybra³a siê w³a¶nie do Nory, wed³ug tego, co dowiedzia³a siê z listu od Rona, Harry mia³ siê tam równie¿ pojawiæ. Cieszy³a j± bardzo ta wiadomo¶æ, poniewa¿ w koñcu mogli siê spotkaæ wszyscy razem na trochê d³u¿szy czas ni¿ kilka godzin. Od czasu zakoñczenia prac w Hogwarcie nie mieli takiej okazji, gdy¿ Hermionie wraz z Ronem wypad³ wyjazd do Australii, a do tego jeszcze Harry i Ron zaczynali pracê na stanowiskach aurorów.
Hermiona teleportowa³a siê jak zwykle niedaleko p³otu rozpo¶cieraj±cego siê wokó³ Nory. By³a s³oneczna, piêkna, sierpniowa sobota. W ramionach trzyma³a Krzywo³apa, którego zawsze ze sob± zabiera³a, a którego tak bardzo jej brakowa³o przez prawie rok, kiedy wyruszy³a na poszukiwanie horkruksów.
– Spokojnie, Krzywo³apku, ju¿ jeste¶my na miejscu – próbowa³a go uspokoiæ, gdy¿ tak jak zawsze, dawa³ swojej w³a¶cicielce jasno do zrozumienia, ¿e nie przepada za takim ¶rodkiem transportu. W koñcu Hermiona da³a za wygran± i wypu¶ci³a wyrywaj±cego siê kota na podwórko. Ju¿ mia³a siê skierowaæ w stronê drzwi wej¶ciowych do Nory, kiedy dostrzeg³a wychodz±c± z szopy pani± Weasley.
– Dzieñ dobry, Hermiono – przywita³a j± od razu mama Rona. – Tak siê cieszê, ¿e ciê widzê.
– Dzieñ dobry, pani Weasley – odwzajemni³a u¶miech Hermiona, po czym pozwoli³a siê u¶ciskaæ.
– Wchod¼, wchod¼, Ron tak siê ucieszy, spodziewali¶my siê ciebie, trochê pó¼niej. Nie jeste¶ g³odna, kochaneczko? Pewnie nawet nie zjad³a¶ ¶niadania?
– Dziêkujê, chêtnie, ale niech siê pani nie trudzi specjalnie, zjem z innymi, kiedy ju¿ wstan±.
– To ¿aden k³opot – o¶wiadczy³a Molly Weasley. – Usi±d¼ sobie, zaraz co¶ przygotujê.
– Pan Weasley w pracy? – zapyta³a Hermiona, kiedy usiad³a ju¿ przy stole i mimowolnie spojrza³a na zegar wisz±cy na ¶cianie, którego wskazówki oznacza³y poszczególne osoby w rodzinie i wskazywa³y, gdzie siê aktualnie znajduj±. Wskazówka pana Weasleya wskazywa³a w³a¶nie na: W PRACY.
– Tak, musia³ dzisiaj wyj¶æ do pracy, maj± jak±¶ piln± interwencjê – odpowiedzia³a pani Weasley, krêc±c g³ow±. – Na szczê¶cie teraz zdarza siê to ju¿ coraz rzadziej.
– Rozumiem, a jak Ron po pierwszym tygodniu w nowej pracy?
– Och, na razie jest zadowolony, pewnie ma na to te¿ wp³yw, ¿e s± tam razem z Harrym, ale my¶lê, ¿e najlepiej bêdzie, jak sam ci opowie – wyzna³a pani Weasley. Po chwili namys³u, kiedy spojrza³a na Hermionê, doda³a jednak. – ¯a³ujê jednak, ¿e nie wzi±³ przyk³adu z ciebie i nie ukoñczy Hogwartu.
– To jego decyzja, ja nie mia³am zamiaru go naciskaæ – przyzna³a Hermiona, kiedy mama Rona postawi³a przed ni± talerz z tostami i kubkiem gor±cej herbaty.
– Czyja decyzja? – dobieg³ ich senny g³os z okolicy schodów. Do kuchni wszed³ Ron, jeszcze w pi¿amie, widaæ by³o wyra¼nie, ¿e dopiero co wsta³ z ³ó¿ka.
– A nic, tak tylko rozmawiali¶my o twojej nowej pracy… – urwa³a temat Hermiona, po czym wsta³a i poca³owa³a swojego ch³opaka w policzek. Ron odwzajemni³ siê jej czu³ym u¶ciskiem.
– Mi³o ciê widzieæ – przywita³ siê z ni±. – Dawno przyjecha³a¶?
– Dos³ownie przed chwil±, twoja mama zd±¿y³a mi tylko zrobiæ jakie¶ ¶niadanie.
– Co tam u ciebie? Jak tam rodzice? – dopytywa³ siê Ron, kiedy ju¿ usiedli oboje przy stole. Pani Weasley zaczê³a przygotowywaæ ¶niadanie równie¿ dla reszty rodziny.
– W porz±dku, nadrabiamy stracony czas – przyzna³a Hermiona. – Rodzice zapomnieli ju¿ o tej sprawie z wymazaniem ich pamiêci, a przynajmniej o tym ju¿ nie wspominaj± – u¶miechnê³a siê nie¶mia³o. – Ale mo¿e lepiej ty mi powiedz, jak tam kariera aurora? – spyta³a z lekkim przek±sem. – Twoje listy w tym tygodniu by³y do¶æ krótkie na ten temat?
– Mamy sporo pracy, sama wiesz, ¿e szukamy tych zbieg³ych ¶miercio¿erców, to nasze g³ówne zadanie – przyzna³ otwarcie Ron, czêstuj±c siê tostem Hermiony.
– Ej, to moje ¶niadanie – trzepnê³a go delikatnie po rêkach Hermiona z u¶miechem.
– No co? Jestem g³odny – odwzajemni³ u¶miech Ron.
– No wiêc? Opowiadaj dalej.
– Wiesz, to mój pierwszy tydzieñ, musia³em te¿ wszystkich poznaæ, przyzwyczaiæ siê co i jak, sama wiesz… Harry ma ju¿ trochê ³atwiej, bo zacz±³ troszkê wcze¶niej ze wzglêdu na nasz wyjazd do Australii.
– Wiem, Ron – zgodzi³a siê z nim Hermiona, dopijaj±c swoj± herbatê. Pani Weasley posz³a obudziæ Ginny na ¶niadanie. – Cieszê siê, ¿e jeste¶cie tam razem, bêdzie wam ra¼niej.
– No, tak – przyzna³ Ron. – Mieli¶my ju¿ nawet jeden wypad w terenie. Chodzi³y pog³oski, ¿e kto¶ widzia³ Do³ohowa, gdzie¶ na obrze¿ach Londynu, ale kiedy przybyli¶my na miejsce, nie znale¼li¶my ani ¶ladu. Prawdopodobnie by³ to fa³szywy trop.
– Wiesz, nie ma siê co z drugiej strony dziwiæ. Po klêsce Voldemorta to normalne, ¿e na razie zapadli siê pod ziemiê i siê ukrywaj± – Hermiony nie zdziwi³a reakcja Rona na d¼wiêk s³owa Voldemort. Mimo ¿e znikn±³ z tego ¶wiata, ludzie potrzebowali czasu, aby przyzwyczaiæ siê, ¿e nie jest on ju¿ ¿adnym zagro¿eniem. Po kilkunastu minutach do kuchni wróci³a pani Weasley w obecno¶ci Ginny, która u¶ciska³a Hermionê i zasiad³a równie¿ do sto³u.
– Super, ¿e ju¿ jeste¶, Harry równie¿ powinien byæ nied³ugo – oznajmi³a Ginny, bior±c tost do rêki i zajadaj±c siê nim ze smakiem. – Jak skoñczymy, mo¿esz wzi±æ swoje rzeczy, Hermiono i zanie¶æ do mojego pokoju jak zwykle.
– Dziêki, Ginny, tak zrobiê – odpowiedzia³a Hermiona, która ju¿ skoñczy³a i zaczê³a pomagaæ pani Weasley w zmywaniu.
Kiedy wszyscy skoñczyli je¶æ ¶niadanie, ca³a trójka uda³a siê na górê do pokoju Ginny, gdzie Hermiona zd±¿y³a siê ju¿ rozgo¶ciæ, poniewa¿ zawsze tu nocowa³a, kiedy przyje¿d¿a³a do Nory. Po ponad godzinie, kiedy opowiadali sobie wzajemnie co ostatnio siê u nich dzia³o, pojawi³ siê równie¿ Harry.
– Cze¶æ wszystkim – przywita³ siê w progu drzwi i zanim zd±¿y³ powiedzieæ co¶ wiêcej, ju¿ rzuci³a mu siê w objêcia Ginny, a nastêpnie Hermiona, a Ron klepa³ go po plecach.
– Dawno przyjecha³a¶? – spyta³ Harry, patrz±c na Hermionê.
– A, jak±¶ godzinê temu. Za³apa³am siê jeszcze na ¶niadanie – odpowiedzia³a, u¶miechaj±c siê.
– My¶la³am, ¿e bêdziesz pó¼niej? – popatrzy³a na Harry'ego Ginny.
– Nie zasiedzia³em siê zbyt d³ugo u Andromedy – wyja¶ni³ Harry.
– Jak tam Teddy? – spyta³a zaciekawiona Hermiona, siadaj±c z powrotem na ³ó¿ku.
– Ro¶nie jak na dro¿d¿ach, co wizytê mam wra¿enie, jakby kto¶ rzuci³ na niego zaklêcie powiêkszaj±ce.
– To okropne, ¿e Tonks i Remus nie mog± go sami wychowaæ. – stwierdzi³a ze smutkiem Hermiona, patrz±c w pod³ogê nieobecnym wzrokiem. Ron natychmiast siê przy niej znalaz³, obejmuj±c j± ramieniem.
– Wiem, Hermiono – przyzna³ Harry. – Mo¿emy mieæ tylko nadzieje, ¿e takich nieszczê¶æ bêdzie na ¶wiecie coraz mniej, odk±d nie ma Voldemorta. – Ron i Ginny syknêli na d¼wiêk imienia Czarnego Pana. – Nie mo¿ecie siê nawet teraz przyzwyczaiæ do tego nazwiska? Przecie¿ ju¿ go tu nie ma – dopytywa³ zdziwiony Harry, rozk³adaj±c bezradnie rêce.
– Niby tak – wyj±ka³ Ron. – Ale to kwestia przyzwyczajenia.
– Czyli jak na ten moment ma siê sprawa z Teddym? – spyta³a Ginny, patrz±c na Harry'ego.
– Ustalili¶my, ¿e na razie zostanie z Andromed±, mama Tonks na pewno lepiej siê nim teraz zajmie ni¿ ja. Uzgodni³em z ni± jednak, ¿e bêdê stara³ siê ich do¶æ czêsto odwiedzaæ i pomagaæ jej, gdyby zasz³a taka potrzeba – wyzna³ Harry, który zapewne godz±c siê na zostanie ojcem chrzestnym, nie spodziewa³ siê, ¿e tyle obowi±zków w zwi±zku z Teddym spadnie na niego tak szybko.
– Rozumiem, my¶lê, ¿e na pewno Andromeda bêdzie potrzebowa³a twojego wsparcia – zgodzi³a siê Ginny, która robi³a porz±dek na biurku znajduj±cym siê pod oknem.
– Harry, wiesz, ¿e mo¿esz na nas liczyæ? – w³±czy³a siê do rozmowy Hermiona. – Chêtnie wam pomo¿emy w miarê mo¿liwo¶ci.
– Oczywi¶cie, stary – zgodzi³ siê z ni± Ron, kiedy popatrzy³a na niego znacz±co.
– Dziêki – wymamrota³ Harry, patrz±c na s³oñce, które wznosi³o siê coraz wy¿ej nad horyzontem.
– S³ysza³am od Rona, ¿e macie sporo pracy teraz w ministerstwie – zmieni³a temat Hermiona, patrz±c na Harry'ego.
– Och, tak… A mimo to jak do tej pory nikogo nie uda³o nam siê z³apaæ – stwierdzi³ ze z³o¶ci± Harry.
– To tylko kwestia czasu – zauwa¿y³a racjonalnie Hermiona. – W koñcu wam siê uda.
– Hej, co wy na to, ¿eby wykorzystaæ jako¶ tê piêkn± pogodê? – wtr±ci³a siê Ginny, która nie chcia³a, by negatywne tematy wp³ynê³y na ich wspólnie spêdzony czas.
– ¦wietny pomys³, mo¿e chod¼my wszyscy na spacer lub pograjmy w quidditcha? – zgodzi³ siê z ni± Ron.
– Zdecydowanie wybieram spacer – szybko zdecydowa³a za wszystkich Hermiona.
– Dlaczego, mo¿e zaskoczy³aby¶ nas jakimi¶ nowymi umiejêtno¶ciami? – dra¿ni³ siê z ni± Ron.
– Nie zaczynaj dla w³asnego dobra, Ron – popatrzy³a na niego ostrzegawczo, ale u¶miechnê³a siê przy okazji.
– W takim razie ustalone – wsta³ zadowolony Harry, czekaj±c na resztê. – I lepiej siê pospieszmy, bo wasza mama nie darowa³aby nam, gdyby¶my siê spó¼nili na obiad.
Ca³a czwórka spêdzi³a na zewn±trz ca³e przedpo³udnie. Ginny i Ron wyci±gnêli Harry'ego i Hermionê na pobliskie wzgórza, gdzie rozpo¶ciera³y siê okoliczne ³±ki i pola. Nie zapomnieli równie¿ o do¶æ urokliwym miejscu w okolicy tutejszego stawu. Pogoda im zdecydowanie dopisywa³a, a woko³o na pró¿no by³o akurat tego dnia szukaæ innych ludzi. Czas spêdzili na wspólnej rozmowie i wspominaniu ich poprzednich lat w Hogwarcie, odbytych przygód, a tak¿e niejednych wspólnie spêdzonych wakacji. Dawno nie mieli sposobno¶ci spotkaæ siê wszyscy razem, wiêc cieszyli siê sob± nawzajem, zw³aszcza bior±c pod uwagê, ¿e za nied³ugo Hermiona i Ginny mia³y wróciæ na ostatni rok do szko³y, wiêc czeka³a ich do¶æ d³uga roz³±ka ze swoimi ch³opakami. Nim siê jednak obejrzeli, zbli¿a³o siê po³udnie i chc±c nie chc±c musieli wróciæ do Nory na obiad, je¶li nie chcieli zaznaæ gniewu pani Weasley. Nim jednak jeszcze dobrze weszli do kuchni, pani Weasley o¶wiadczy³a dziewczynom, ¿e przysz³y do nich listy.
– Ginny, Hermiono, dobrze, ¿e ju¿ wszyscy jeste¶cie. Przysz³y do was listy, z tego, co zd±¿y³am zauwa¿yæ, s± z Hogwartu. Najwidoczniej w szkole ju¿ wiedzieli, gdzie ciê dzisiaj szukaæ, Hermiono – u¶miechnê³a siê pani Weasley, wrêczaj±c im koperty. Hermiona usiad³a za sto³em i wyci±gnê³a z koperty a¿ trzy zwiniête listy, a tak¿e owiniêty w papier niewielki przedmiot. Zostawi³a go jednak na pó¼niej. Jak siê domy¶li³a, jedna z wiadomo¶ci przypomina³a o pocz±tku roku szkolnego.
HOGWART
SZKO£A
MAGII I CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: MINERWA MCGONAGALL
Szanowna Panno Granger,
Pragnê przypomnieæ, ¿e nowy rok szkolny rozpoczyna siê pierwszego wrze¶nia. Ekspres do Hogwartu odje¿d¿a z dworca King's Cross z peronu dziewiêæ i trzy czwarte, o godzinie jedenastej.
Za³±czam listê ksi±¿ek niezbêdnych w nowym roku szkolnym.
Z wyrazami szacunku
Profesor F. Flitwick
zastêpca dyrektora
– Wiêc to jednak stary Flitwick zosta³ zastêpc± McGonagall – oznajmi³ Ron, zagl±daj±c Hermionie przez ramiê.
– Mo¿na siê by³o tego spodziewaæ, on albo ewentualnie profesor Sprout. Chyba nie spodziewa³e¶ siê kogo¶ innego? – spyta³a Hermiona, patrz±c na niego i unosz±c brwi, kiedy otwiera³a drugi z listów. Zgodnie z przewidywaniami zawiera³ listê podrêczników wymaganych na siódmym roku nauki. Tutaj czeka³a j± mi³a niespodzianka, gdy¿ okaza³o siê, ¿e z nowych pozycji dosz³y tylko dwie nowe.
HOGWART
SZKO£A
MAGII I CZARODZIEJSTWA
Dla wybranych przez Pani± przedmiotów na poziomie OWUTEMU, poza podrêcznikami, które powinna ju¿ pani posiadaæ z szóstego roku nauki, powinna Pani równie¿ nabyæ:
Standardow± ksiêgê zaklêæ stopieñ 7, Mirandy Goshawk
Zaawansowan± magiê obronn±, Nicolasa Sheparda
Hermiona ju¿ mia³a wzi±æ do rêki trzeci list, kiedy us³ysza³a radosny okrzyk Harry'ego, który wyrwa³ Ginny z rêki jak±¶ odznakê.
– Ha, zosta³a¶ kapitanem Gryfonów, ¶wietna wiadomo¶æ – radowa³ siê Harry, patrz±c przemiennie, to na list w rêku swojej dziewczyny, to na odznakê, któr± jeszcze nie tak dawno sam mia³ zaszczyt nosiæ.
– Powa¿nie?! – zdziwi³ siê Ron, który równie¿ jak ra¿ony piorunem, ruszy³ szybko do Harry'ego, aby sprawdziæ, czy to prawda. Hermiona spojrza³a jednak na Ginny, na której twarzy równie¿ mo¿na by³o dostrzec oznaki zadowolenia.
– Gratulujê, Ginny – u¶miechnê³a siê do niej szczerze Hermiona.
– Naprawdê córeczko, to wspania³a wiadomo¶æ – przy³±czy³a siê do nich pani Weasley.
– Dziêki, te¿ siê bardzo cieszê – odpowiedzia³a dziewczyna, widaæ by³o, ¿e czu³a siê doceniona.
– ¯a³ujê, ¿e nie bêdê mia³ okazji zobaczyæ ciê w akcji, w roli kapitana – powiedzia³ szczerze Harry, k³ad±c jej d³oñ na ramieniu.
– Zawsze mo¿esz wpa¶æ na jaki¶ mecz, nigdy nie by³o z tym problemu – zauwa¿y³a s³usznie, Ginny.
– W sumie masz racjê – przyzna³ uradowany, Ron. – Musimy stary, tak zrobiæ – zwróci³ siê teraz do Harry'ego. – Muszê zobaczyæ w akcji moj± siostrê jako kapitan dru¿yny.
– No ju¿ dobrze, dziêkujê wam, równie¿ siê cieszê i trzymam was za s³owo, ¿e wpadniecie.
– Masz to, jak w banku – zapewni³ j± Harry, kiedy pani Weasley równie¿ ¶ciska³a córkê, sk³adaj±c jej gratulacjê. Hermina zadowolona ze szczê¶liwych wie¶ci dla przyjació³ki, wróci³a do przeczytania ostatniego listu, bêd±c ciekaw±, co zawiera, skoro przeczyta³a ju¿ o rozpoczêciu roku szkolnego i o potrzebnych ksi±¿kach do nauki na nowy rok.
HOGWART
SZKO£A
MAGII I CZARODZIEJSTWA
Dyrektor: MINERWA MCGONAGALL
Szanowna Panno Granger,
Z przyjemno¶ci± pragnê Pani± poinformowaæ, ¿e zosta³a Pani mianowana na stanowisko prefekta naczelnego Hogwartu. Sk³adaj±c gratulacje, wyra¿am równie¿ nadziejê, ¿e bêdzie Pani w pe³ni wywi±zywaæ siê ze swoich nowych obowi±zków, jak i korzystaæ ze swoich praw. Zakres obowi±zków zostanie z Pani± oraz drugim prefektem naczelnym omówiony podczas zebrania z opiekunami domów, oraz dyrektorem tu¿ po rozpoczêciu roku szkolnego. Do tej pory prosimy o rozmowê i spotkanie z pozosta³ymi prefektami szko³y w trakcie podró¿y poci±giem Hogwart Express, a tak¿e rozdysponowanie im obowi±zków w trakcie tej¿e podró¿y oraz dopilnowanie porz±dku. Prosimy równie¿ o pomoc w razie potrzeby prefektom podczas Uczty Rozpoczynaj±cej Rok Szkolny, kiedy bêd± musieli zaprowadziæ pierwszoroczniaków do swoich domów. Mamy nadziejê, ¿e wraz z drugim prefektem naczelnym dopilnujecie porz±dku, aby wszystko przebieg³o, jak nale¿y. Pozosta³y zakres praw i obowi±zków zostanie omówiony podczas wy¿ej wymienionego spotkania w Hogwarcie.
Jeszcze raz sk³adam szczere gratulacje i wyra¿am nadziejê, ¿e wybór dokonany przez nas oka¿e siê s³uszny.
Profesor M. McGonagall
dyrektor Hogwartu
Hermiona przeczyta³a jeszcze raz list, nie wierz±c w to, co czyta. Ona, prefektem naczelnym? Duma rozpiera³a j± od ¶rodka, ale nie mog³a ukryæ przed sob± zdziwienia, ¿e zosta³a wybrana, po tym, jak mia³a rok przerwy w nauce. Rozwinê³a maleñki pakunek i na jej d³oñ wylecia³a srebrna odznaka, gdzie na tle god³a Hogwartu wypisane by³y du¿e litery PN.
– Hermiono, wszystko w porz±dku? – us³ysza³a g³os Harry'ego tu¿ obok i poczu³a jego d³oñ na ramieniu. Dopiero teraz zda³a sobie sprawê, ¿e musia³a od paru minut wpatrywaæ siê w list i odznakê, kiedy inni wci±¿ cieszyli siê razem z Ginny.
– Ja…? Tak… – doda³a po chwili namys³u. – Po prostu… – Zanim jednak skoñczy³a, Harry ju¿ dostrzeg³ odznakê w jej d³oni.
– Prefekt naczelny? Gratulujê, Hermiono – obj±³ j± ramieniem. – Nie cieszysz siê?
– Prefekt naczelny?! – równie¿ Ron, poderwa³ siê z miejsca i szybko podszed³ do swojej dziewczyny. Teraz ju¿ wszyscy patrzyli na Hermionê.
– No, tak… – tylko tyle zd±¿y³a nie¶mia³o wydukaæ Hermiona, gdy utonê³a w objêciach Harry'ego, Rona, Ginny i pani Weasley.
– W sumie to ¿adna niespodzianka – nie móg³ siê powstrzymaæ szczerze uradowany, Ron.
– Tak siê cieszê, Hermiono, kiedy¶ Bill, Percy, a teraz ty – powiedzia³a pani Weasley, tul±c j± do siebie.
– Sk±d to zaskoczenie? – zapyta³ Harry, widz±c, ¿e przyjació³ka ma to wypisane na twarzy.
– No wiesz… W koñcu by³o tylu kandydatów, a ja mia³am przerwê… W innym przypadku to co innego, ale w tych okoliczno¶ciach… jestem trochê zaskoczona.
– A kogo lepszego mog³a wybraæ McGonagall? – szybko da³ jej do zrozumienia Ron. – Ta inteligencja, sumienno¶æ, to zami³owanie do przestrzegania regu³, bycie obowi±zkowym.
– Z tym przestrzeganiem regu³, to im dalej, tym z tym trochê gorzej – nie móg³ siê powstrzymaæ przed t± uwag± Harry.
– Przestañ – fuknê³a na niego Hermiona, ale równie¿ ona siê u¶miecha³a, by³o widaæ, ¿e jest bardzo szczê¶liwa.
– No to wieczorem musimy urz±dziæ jakie¶ ma³e przyjêcie na wasz± cze¶æ – westchnê³a pani Weasley, patrz±c na córkê i Hermionê zanim ich opu¶ci³a.
– Niech pani sobie nie robi k³opotu, pani Weasley – zaczê³a Hermiona, ale ta jej przerwa³a.
– To ¿aden k³opot, kochaneczko.