Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy. Czy spotka j± jaka¶ niespodzianka?
Nastêpnego ranka Hermiona ze zniecierpliwieniem czeka³a na porann± sowi± pocztê. Mia³a nadziejê, ¿e Ron nie karze jej d³ugo czekaæ na odpowied¼. Wspólnie z przyjació³kami jad³a ¶niadanie w Wielkiej Sali. Hermiona spojrza³a na swój plan zajêæ. Z samego rana czeka³a j± dwugodzinna lekcja eliksirów, a pó¼niej zaklêcia. Po obiedzie mia³a mieæ jeszcze zajêcia ze staro¿ytnych run. Jej wzrok nie odrywa³ siê od okien Wielkiej Sali znajduj±cych siê tu¿ pod jej sklepieniem, przez które zawsze wlatywa³y sowy przynosz±ce listy i przesy³ki do swoich adresatów. Jakby z oddali dobiega³ jej uszu g³os Ginny, któr± poch³onê³a rozmowa z Natalie i Corneli± na temat quidditcha.
Ginny Weasley, nowa kapitan Gryfonów opowiada³a w³a¶nie swoim przyjació³kom o planach wobec dru¿yny na obecny sezon quidditcha. Widaæ by³o, ¿e jest bardzo podekscytowana swoj± now± rol±.
– Rozmawia³am ju¿ z profesor Babbling, ¿e chcia³abym jak najszybciej przeprowadziæ sprawdziany dla wszystkich Gryfonów, chc±cych graæ w tym roku w dru¿ynie – o¶wiadczy³a Ginny swoim przyjació³kom. – Wed³ug mnie im szybciej wybierzemy ca³y sk³ad i zaczniemy mocno trenowaæ, tym wiêksze szanse na to, ¿e na koniec roku siêgniemy po puchar.
– Ginny, to na pewno ty? – u¶miechnê³a siê Hermiona, odwracaj±c swój wzrok na chwilê od okien Wielkiej Sali. – Mam wra¿enie, ¿e chyba siedzi obok mnie Oliver Wood.
– Przestañ Hermiono, po prostu nie chcê, aby zapamiêtano mnie jako kapitan najs³abszej dru¿yny Gryfonów od wielu lat, a zwyciêstwa wymagaj± ciê¿kiej pracy.
– Oj, Ginny, mia³am nadziejê, ¿e po Harrym i Ronie, którzy nie widzieli ¶wiata poza quidditchem, w tym roku czeka mnie, chocia¿ ma³a odmiana – westchnê³a Granger.
– Nie w tym wypadku, Hermiono – stwierdzi³a Ginny, wzruszaj±c ramionami.
– Masz ju¿ jakie¶ pomys³y, kogo widzia³aby¶ w dru¿ynie? – spyta³a Cornelia.
– Hmm, chyba wezmê w tym przypadku przyk³ad z Harry'ego, kiedy on by³ kapitanem – oznajmi³a, zatapiaj±c siê my¶lami w tym okresie. – To chyba najbardziej sprawiedliwe, by daæ szansê wszystkim. Chocia¿ nie ukrywam, ¿e chêtnie widzia³abym w zespole zarówno Demelzê Robins, Ritchiego Coote'a i Jimmy'ego Peekesa. Mo¿e jednak oka¿e siê, ¿e jest kto¶ lepszy?
– Masz dobre podej¶cie – pochwali³a swoj± przyjació³kê Hermiona.
– Wiecie… – zaczê³a niepewnie Natalie. – … w sumie to zastanawia³am siê czy nie wzi±æ udzia³u w sprawdzianach – dokoñczy³a, patrz±c na nich niepewnie.
– Mówisz serio? – zapyta³a podekscytowana Ginny.
– No, tak – odpowiedzia³a Natalie.
– My¶la³a¶ o jakiej¶ konkretnej pozycji? – spyta³a nowa kapitan Gryfonów.
– Najbardziej widzê siê w roli ¶cigaj±cej – stwierdzi³a Swan.
– W sumie, nawet bior±c pod uwagê, ¿e Demelza by zosta³a, ja równie¿ mam zamiar w tym roku graæ na tej pozycji, to dalej jednego ¶cigaj±cego by nam brakowa³o. Bardzo siê cieszê i trzymam ciê za s³owo, ¿e siê teraz nie rozmy¶lisz. – Ginny rzuci³a jej ostrzegawcze spojrzenie.
– Obiecujê, ale kto powiedzia³, ¿e nie bêdzie lepszych na moje miejsce? – spyta³a Natalie.
– Nikt, ale masz w³a¶nie na boisku pokazaæ, ¿e mam nawet nie braæ pod uwagê innych mo¿liwo¶ci – zachêca³a j± Ginny.
– Dobrze, ale ty te¿ musisz mi co¶ obiecaæ – odpowiedzia³a Swan, patrz±c siê przyjació³ce w oczy. – Bez wzglêdu na wszystko, bêdziesz wobec mnie obiektywna, je¶li bêdzie kto¶ lepszy, to wybierzesz jego. Nie chcê graæ w zespole tylko ze wzglêdu na fakt, ¿e siê przyja¼nimy.
– Masz moje s³owo – przyrzek³a Weasley. – Nie martw siê, nie bêdê ciê faworyzowaæ. Chocia¿ nie bêdê ukrywaæ, ¿e mam nadziejê, ¿e oka¿esz siê najlepsza.
– Zobaczymy – u¶miechnê³a siê Natalie, której bardzo ul¿y³o na sercu, ¿e przyjació³ki przyjê³y jej pomys³ pozytywnie, a jej nie wy¶mia³y.
Gdy tak rozmawia³y o quidditchu, w koñcu do Wielkiej Sali wlecia³a gromada sów z dzisiejsz± poczt±. Hermiona natychmiast wypatrzy³a tê, któr± wczoraj wys³a³a z listem do Rona. Zadowolona z tego, ¿e jej ch³opak nie kaza³ jej d³ugo czekaæ, wpatrywa³a siê w sowê z niecierpliwo¶ci±. Gdy tylko wyl±dowa³a, zdjê³a z jej nó¿ki kopertê i szybko j± rozerwa³a. Natychmiast rozpozna³a charakterystyczne pismo Rona.
Kochana Hermiono,
Cieszê siê bardzo, ¿e pomimo naszej nieobecno¶ci z Harrym, uczta powitalna by³a dla Ciebie ponownie bardzo pozytywnym wydarzeniem. ¯a³ujê, ¿e nie byli¶my tam z Tob±.
Mam nadziejê, ¿e pomimo obaw, zajêcia z nowymi nauczycielami nie by³y takie z³e. Nawet z profesorem Hughesem. Chyba ¿e to rzeczywi¶cie nowe oblicze Severusa Snape'a?
Przejdê jednak do spraw, które jak podejrzewam, interesuj± ciê najbardziej. Tak, Prorok Codzienny ma dobre informacje. Rzeczywi¶cie uda³o nam siê z³apaæ Traversa. Byli¶my przy tym razem z Harrym. Powiem Ci tyle, ile na ten moment mogê, jednak proszê Ciê, by¶ nie rozg³asza³a tego zbyt wielu osobom.
Jak w ogóle uda³o nam siê go z³apaæ? Trafili¶my na jego trop dziêki zg³oszeniu pewnego czarodzieja z s±siedztwa, gdzie siê ukrywa³. Którego¶ dnia go zauwa¿y³ i podejrzewa³, ¿e to mo¿e byæ on, dlatego zawiadomi³ ministerstwo. Od razu oddelegowano oddzia³, razem ze mn± i Harrym by¶my to sprawdzili. Facet mia³ racjê, rzeczywi¶cie w budynku, który nam wskaza³, znale¼li¶my Traversa, do¶æ mocno wynêdznia³ego i zrezygnowanego. Nawet nie stawia³ oporu. Nie chcia³ nic mówiæ. Zaprowadzili¶my go do Azkabanu, oficjalny proces i przes³uchanie odbêdzie siê na dniach. Wszystko jednak wskazuje na to, ¿e nie bêdzie zbyt sk³onny do dyskusji. Pytanie, czy w ogóle co¶ wie, patrz±c na stan, w jakim go znale¼li¶my. Gdy tylko siê czego¶ dowiemy, a bêdê móg³ Ci o tym napisaæ, niezw³ocznie Ciê poinformujê.
Cieszê siê, ¿e napisa³a¶ i têskniê bardzo za Tob±. ¯yczê Ci udanego dnia.
Ron
– To od Rona? – zapyta³a Ginny, kiedy Hermiona skoñczy³a czytaæ.
– Tak – odpowiedzia³a Granger.
– I co? Wie co¶ wiêcej?
– W zasadzie za wiele siê nie dowiedzia³am – stwierdzi³a Hermiona, wzruszaj±c ramionami. – Rzeczywi¶cie, zarówno Harry, jak i Ron brali udzia³ w zatrzymaniu Traversa – opowiada³a teraz ju¿ równie¿ Natalie i Cornelii, które chêtnie przy³±czy³y siê do rozmowy. – Kto¶ zg³osi³, ¿e go widzia³ i na miejscu okaza³o siê, ¿e to prawda. Podobno nawet siê nie broni³, jednak na razie nie chce z nikim rozmawiaæ, wiêc nie uda³o im siê uzyskaæ od niego ¿adnych informacji. Oficjalne przes³uchanie ma siê jednak dopiero odbyæ.
– Czyli tak naprawdê, na razie nic nowego nie wiadomo? Patrzmy jednak na to z drugiej strony, przynajmniej uda³o siê z³apaæ w koñcu kogo¶ z zaginionych ¶miercio¿erców – doda³a Ginny, próbuj±c znale¼æ pozytywne aspekty tej sprawy.
– Pewnie masz racjê, liczy³am jednak, ¿e to u³atwi bardziej poszukiwanie nastêpnych – stwierdzi³a Hermiona.
– Z tego, co mówicie, to jeszcze sprawa nie jest zakoñczona, przes³uchanie, proces, itd. Kto wie, jak to siê jeszcze skoñczy? – przy³±czy³a siê do tej wymiany zdañ Natalie. – Nie chcê was poganiaæ, ale chyba musimy i¶æ na eliksiry, zaraz siê zaczn± – doda³a.
– Tak, masz racjê – przyzna³a Granger, po czym ca³a czwórka wysz³a z Wielkiej Sali i ruszy³a w kierunku lochów. Nim jednak do nich zeszli, spotkali po drodze Krukonów z ich roku, w¶ród których by³ Lucas. – Cze¶æ – przywita³a siê z nim Hermiona.
– Mi³o ciê widzieæ – odpowiedzia³ z u¶miechem Jones, przystaj±c na chwilê, by pogadaæ z dziewczyn±.
– Zaraz was dogoniê – powiedzia³a szybko Hermiona swoim przyjació³kom. – Jak tam by³o wczoraj wieczorem? – doda³a, zwracaj±c siê ju¿ bezpo¶rednio do Krukona.
– Nie mogê narzekaæ, by³o dosyæ spokojnie, byæ mo¿e dlatego, ¿e to by³ pierwszy dzieñ szko³y, wiêc wszyscy woleli siedzieæ w dormitoriach i pokojach wspólnych, ni¿ w³óczyæ siê noc± po zamku.
– Pewnie masz racjê. Wiêc próbujesz mnie pocieszyæ, ¿e dzisiaj równie¿ nie bêdê mieæ tak ¼le?
– Je¶li chcesz, to chêtnie ci potowarzyszê – zaproponowa³ Lucas.
– Dziêki, dam sobie radê. Te¿ musisz odpocz±æ – odpowiedzia³a Hermiona, która nie chcia³a, by ch³opak bra³ na siebie wiêcej obowi±zków. – S³uchaj, muszê lecieæ, zaraz zaczynaj± siê eliksiry. Mi³o by³o ciê spotkaæ – po¿egna³a siê z nim szybko.
– Ciebie równie¿, do zobaczenia.
Hermiona zerknê³a na zegarek i widz±c, ¿e ju¿ jest odrobinê spó¼niona, pogna³a szybko w kierunku lochów. W tej czê¶ci zamku jak zwykle by³o du¿o bardziej ch³odno i wilgotno ni¿ gdzie indziej. Granger szybko dostrzeg³a, ¿e przed drzwiami sali nikt ju¿ nie stoi; wiêc by³a rzeczywi¶cie spó¼niona. Zapuka³a szybko i wesz³a do ¶rodka. Wszyscy siedzieli ju¿ na miejscach, a profesor Slughorn przygotowywa³ co¶ na swoim biurku.
– Dzieñ dobry, przepraszam za spó¼nienie – wyszepta³a odrobinê zawstydzona.
– Witamy, panno Granger – odpowiedzia³, u¶miechniêty Horacy Slughorn – Nic siê nie sta³o, niech pani zajmie miejsce, jeszcze nie zaczêli¶my.
Hermiona wiedzia³a, ¿e gdyby spó¼ni³a siê na jakiekolwiek inne zajêcia, prawdopodobnie nie usz³oby jej to p³azem i bez straty paru punktów dla swojego domu, by siê nie obesz³o. Dojrza³a swoje przyjació³ki i szybko ruszy³a w ich kierunku. Ginny spojrza³a na ni± z min±, która by³a bardzo wymowna.
– No, no, kto jak kto, ale po tobie Hermiono nie spodziewa³abym siê, ¿e spó¼nisz siê na zajêcia ju¿ pierwszego tygodnia szko³y – stwierdzi³a, przygotowuj±c swój kocio³ek. – Co¶ nie mog³a¶ siê rozstaæ z tym Lucasem?
– Oj, przestañ, po prostu siê trochê zagadali¶my i nie zerknê³am na zegarek – odpowiedzia³a Hermiona. – Ka¿demu mo¿e siê zdarzyæ.
– Ka¿demu, ale nie tobie… – Hermiona spojrza³a na ni± wyzywaj±co, wiêc Ginny postanowi³a odpu¶ciæ.
– No moi drodzy, proszê o ciszê. – To Horacy Slughorn wsta³ od swojego biurka i rozejrza³ siê po sali. – Mi³o mi was ponownie widzieæ. Dodajmy, ¿e na waszym ostatnim roku. ¯a³ujê, ¿e tak ma³o osób wyrazi³o chêæ do studiowania na tym roku alchemii. Niestety chêtnych by³o za ma³o i wspólnie z pani± dyrektor postanowili¶my, ¿e nie bêdziemy nauczaæ w tym roku tego przedmiotu.
– Zapomnijmy jednak na chwilê o alchemii i skupmy siê na eliksirach – doda³, machaj±c rêk±, jakby rzeczywi¶cie dodatkowy przedmiot nie by³ w tym momencie istotny. – Na koniec tego roku szkolnego bêdziecie zdawaæ OWUTEMY. W tym roku podejmiemy siê nauki przygotowywania najtrudniejszych eliksirów, a tak¿e wielu antidotów. Dzisiejszych zajêæ nie chcia³bym jednak zaczynaæ od czego¶ zbyt trudnego. Otwórzcie podrêczniki na stronie dziesi±tej.
– Eliksir wyostrzaj±cy my¶lenie – przeczyta³a na g³os jedna z uczennic, siedz±ca z przodu klasy.
– Tak, macie godzinê, sk³adniki oraz ingrediencje wypiszê wam tutaj dodatkowo na tablicy. Kto uwarzy najlepszy eliksir, zarobi dziesiêæ punktów dla swojego domu. Wszystkie potrzebne wam sk³adniki znajdziecie tu, na stoliku znajduj±cym siê obok mojego biurka. Zaczynamy – doda³, zachêcaj±cym tonem i machn±³ ró¿d¿k± w stronê tablicy, na której pojawi³y siê uwagi co do sporz±dzenia eliksiru.
Niektórzy z uczniów ju¿ spieszyli do sto³u ze sk³adnikami. Hermiona otworzy³a swój podrêcznik i rozstawi³a kocio³ek, po czym wpatrzy³a siê w uwagi zawarte na tablicy:
1. Zagotuj wodê w kocio³ku,
2. Dodaj odrobinê ¿ó³ci pancernika, a¿ eliksir nabierze jaskrawo¿ó³tego koloru,
3. Posiekaj na drobno skarabeusze i dodaj je do roztworu, a¿ eliksir zacznie siê pieniæ,
4. Zanurz korzeñ imbiru i wymieszaj ca³o¶æ; eliksir powinien staæ siê fioletowy,
5. Dodaj wiêcej ¿ó³ci pancernika; eliksir ma mieæ po³yskliw±, pomarañczow± barwê,
6. Zmniejsz temperaturê i mieszaj ca³o¶æ zgodnie z ruchem wskazówek zegara, a¿ eliksir stanie siê przezroczysty o mocnej ¿ó³tej barwie.
Hermiona wraz z dziewczynami równie¿ przynios³y wszystkie potrzebne sk³adniki do swojej ³awki i zabra³y siê do pracy. Profesor Slughorn przechadza³ siê po klasie, obserwuj±c, jak sobie radz±. W pomieszczeniu zrobi³o siê bardzo gor±co od ¿aru buchaj±cego spod kilkunastu kocio³ków. Wszyscy pracowali w pocie czo³a, by zdobyæ pierwsze punkty dla swojego domu. Kiedy Hermiona dodawa³a ¿ó³æ pancernika do swojego eliksiru, profesor Slughorn zatrzyma³ siê przy ich stoliku.
– Jak wam idzie, moje panie? – zagadn±³ je, obserwuj±c ich kocio³ki. – Wygl±da to obiecuj±co – doda³, zerkaj±c na roztwór Hermiony.
– Dziêkujê panie profesorze – odpowiedzia³a Hermiona, poch³oniêta prac±.
– Panno Granger, pani Weasley – zwróci³ siê do nich profesor Slughorn, ignoruj±c Natalie i Corneliê. – W tym roku równie¿ chcia³bym prowadziæ spotkania Klubu ¦limaka. Mam nadziejê, ¿e mimo wielu obowi±zków i nauki, obie zechcecie zaszczyciæ mnie swoj± obecno¶ci±?
– Tak, oczywi¶cie, panie profesorze, bêdzie nam bardzo mi³o – odpowiedzia³a Ginny, zerkaj±c wcze¶niej na Hermionê, która nieznacznie skinê³a jej g³ow±.
– Bardzo siê cieszê – odpar³ uradowany Horacy Slughorn. – Powiedzcie mi, dlaczego Harry nie zdecydowa³ siê na dokoñczenie nauki? Nie ukrywam, ¿e to wielka strata dla Hogwartu, jak i ja bardzo ¿a³ujê, ¿e brakuje tak znakomitego mistrza eliksirów.
– Hmm, sama go namawia³am – stwierdzi³a zgodnie z prawd± Hermiona. – Jednak on uwa¿a³, ¿e po tym, co siê tu niedawno wydarzy³o, nie by³by w stanie wróciæ tutaj jak gdyby nigdy nic. Poza tym zawsze poci±ga³a go kariera aurora, a skoro taka okazja siê przydarzy³a, to chcia³ realnie pomóc w schwytaniu pozosta³ych na wolno¶ci ¶miercio¿erów. – Hermiona próbowa³a dzieliæ swoj± uwagê zarówno na rozmowê z profesorem Slughornem, jak i na sporz±dzaniu eliksiru, jednak musia³a sama przed sob± przyznaæ, ¿e nie by³o to wcale ³atwe. Jej skarabeusze nie by³y zbyt idealnie pociête i chc±c nie chc±c, musia³a teraz poprawiaæ efekt swoich prac.
– Rozumiem go, panno Granger, niesamowity ch³opak. Na pewno ¶wietnie sobie poradzi – chwali³ Pottera, zafascynowany nim profesor Slughorn. – Có¿, gdyby potrzebowa³ pomocy, to niech do mnie napisze, znam kilka osób w ministerstwie, na pewno wspar³yby go teraz na pocz±tku. Mimo wszystko szkoda, ¿e ju¿ go tutaj z nami nie ma. Mia³ siódmy zmys³ do eliksirów – doda³, wspominaj±c, jak Harry Potter potrafi³ go pozytywnie zaskakiwaæ na jego zajêciach. Odszed³ jednak od dziewczyn i uda³ siê do kolejnych ³awek.
– Trochê mi go ¿al, Slughorn nie ma bladego pojêcia o tym, sk±d bra³ siê ten geniusz Harry'ego do eliksirów – stwierdzi³a z przek±sem Hermiona, ¶miej±c siê pod nosem.
– No có¿, wiele go to potem kosztowa³o – zauwa¿y³a s³usznie Ginny, maj±c na my¶li zaklêcie „Sectumsempra".
Gdy tylko profesor Slughorn poszed³ sprawdziæ, jak sobie radz± pozostali uczniowie, Hermiona ponownie mog³a skupiæ siê na wykonywanym zadaniu. Ca³a klasa by³a spowita we mgle ob³oków unosz±cych siê z kocio³ków. Mieszanina ró¿nych zapachów dochodz±cych od ka¿dego z kipi±cych w kot³ach eliksirów powodowa³a, ¿e nie mo¿na by³o okre¶liæ, jaki zapach dok³adnie przypomina.
Hermiona na dziesiêæ minut przed koñcem zajêæ, zadowolona od³o¿y³a chochlê i spojrza³a na swój eliksir. Co prawda w podrêczniku wspominano, ¿e eliksir powinien mieæ bardziej jaskraw± barwê, ale i tak wygl±da³ bardzo obiecuj±co. Dumna z siebie czeka³a na koniec zajêæ, kiedy inni równie¿ skoñcz± swoj± pracê.
Profesor Slughorn po paru minutach zarz±dzi³, by skoñczyæ, przygotowywaæ eliksir i usi±¶æ spokojnie w ³awkach. Sam zacz±³ przechadzaæ siê powoli wzd³u¿ ³awek i oceniaæ poszczególne prace. Przy kocio³kach dziewczyn zatrzyma³ siê trochê na d³u¿ej. Co prawda wywar Cornelii skwitowa³, krzywi±c siê do¶æ znacznie na twarzy, a na widok eliksiru Ginny, pokiwa³ niepewnie g³ow±, oceniaj±c go zapewne jako poprawny; tak w stosunku do pracy Natalie wyrazi³ swoje zadowolenie, potwierdzaj±c je szczerym u¶miechem. Jednak to przy eliksirze Hermiony zatrzyma³ siê na d³u¿ej i wyrazi³ szczery zachwyt.
– Znakomicie panno Granger! – krzykn±³ uradowany na widok jej kocio³ka. – Prawie idealny – doda³, pokazuj±c gestem dwa palce, które prawie z³±czy³. Mo¿e byæ pani z siebie dumna. Punkty trafiaj± zdecydowanie do pani i na konto Gryffindoru – u¶miechn±³ siê, wypinaj±c swoj± pier¶ i poprawiaj±c guzik, który rozpi±³ siê na jego do¶æ okaza³ym brzuchu.
– Dziêkujê, panie profesorze – odpowiedzia³a, pokra¶nia³a z zadowolenia Hermiona.
– No, my¶lê, ¿e to tyle na dzisiaj, posprz±tajcie wszystko, popakujcie siê i widzimy siê na nastêpnych zajêciach. Do zobaczenia – po¿egna³ siê z nimi profesor Slughorn, po czym sam zacz±³ zbieraæ swoje rzeczy z biurka.