Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy. Czy spotka j± jaka¶ niespodzianka?
Hermiona, wraz z Ginny, Natalie i Corneli±, szybko opu¶ci³y klasê eliksirów i uda³y siê na górê, by opu¶ciæ w koñcu, zimne i ponure lochy zamku. Nie mia³y jednak czasu na to, by odpocz±æ po dwugodzinnych zajêciach z profesorem Slughornem, poniewa¿ ju¿ za kilkana¶cie minut mia³y zaczynaæ lekcje z zaklêæ.
Profesor Flitwick podobnie jak wiêkszo¶æ nauczycieli rozpocz±³ swoje zajêcia od przypomnienia im, ¿e w³a¶nie rozpoczynaj± swój ostatni rok w Hogwarcie i za kilka miesiêcy przyjdzie im zdawaæ Owutemy, wiêc bêdzie wymaga³ od nich wyj±tkowo du¿o pracy i sumienno¶ci. Podkre¶li³ równie¿, ¿e na tegorocznych zajêciach oczekuje od wszystkich, by u¿ywali zaklêæ niewerbalnych, które bêd± jednym z g³ównych punktów egzaminów.
– Przez pierwszy miesi±c, chcia³bym, aby¶cie zapoznali siê dok³adnie z zaklêciem b±blog³owy. Kto mo¿e mi powiedzieæ, na czym to zaklêcie polega? – zapyta³ piskliwym g³osem. – Proszê, panno Granger – zwróci³ siê do Hermiony, widz±c jej uniesion± rêkê.
– Zaklêcie b±blog³owy wytwarza wokó³ twarzy rzucaj±cego czar b±bel wype³niony powietrzem, dziêki czemu mo¿na oddychaæ w pomieszczeniach lub pod wod±, gdzie nie jest to mo¿liwe – odpowiedzia³a jednych tchem Hermiona.
– ¦wietna odpowied¼, panno Granger, piêæ punktów dla Gryffindoru. Byæ mo¿e niektórzy z was pamiêtaj±, ¿e tego zaklêcia u¿y³o parê lat temu dwoje uczestników Turnieju Trójmagicznego, który odby³ siê tutaj w Hogwarcie? – przypomnia³ im nauczyciel zaklêæ. – Mam nadziejê, ¿e po kilku godzinach æwiczeñ, wy równie¿ bêdziecie w stanie rzucaæ tak skutecznie to zaklêcie i to rzucaj±c je niewerbalnie.
Tak wiêc æwiczyli przez ca³e zajêcia. Na pocz±tek próbuj±c rzuciæ je werbalnie. Mimo wielu prób i pomocy ze strony profesora Flitwicka tylko Hermionie, Natalie i jednemu Krukonowi uda³o siê rzuciæ czar w ten sposób, by pojawi³ siê niewielki b±bel wokó³ ich twarzy, za co dostali pochwa³ê. Mimo to nie uchroni³o ich to, przed zadaniem im pracy domowej, podobnie jak pozosta³ym uczniom, polegaj±cej na æwiczeniu zaklêcia w wolnym czasie. W koñcu jednak lekcja dobieg³a koñca i wszyscy mogli udaæ siê na zas³u¿on± przerwê i obiad do Wielkiej Sali.
– Czy wy rozumiecie, ¿e to dopiero drugi dzieñ – ¿ali³a siê Cornelia, gdy ju¿ siedzieli przy stole Gryfonów w Wielkiej Sali. – … a my bêdziemy ju¿ zarywaæ nocki, ¿eby móc wyrobiæ siê z tymi wszystkimi zadanym pracami?
– Mo¿na by³o przewidzieæ, ¿e tak bêdzie – stwierdzi³a beztrosko Ginny. – W koñcu nauczyciele zachowywali siê podobnie przed zdawaniem SUMów.
– Macie dzisiaj jeszcze jakie¶ zajêcia? – zwróci³a siê do reszty dziewczyn Hermiona, któr± czeka³a dzisiaj jeszcze godzinna lekcja staro¿ytnych run.
– Tak, mamy jeszcze opiekê nad magicznymi stworzeniami – stwierdzi³a Ginny, zerkaj±c równie¿ na Natalie i Corneliê.
– Pozdrów ode mnie Hagrida – poprosi³a j± Granger, zajadaj±c siê w miêdzyczasie klopsikami w sosie pomidorowym. – Swoj± drog±, muszê go w koñcu odwiedziæ – doda³a. By³a pewna, ¿e Hagrid bardzo ucieszy³by siê z takich odwiedzin.
– Nie ma sprawy, na pewno go pozdrowiê w twoim imieniu – odpowiedzia³a Ginny, która rozgl±da³a siê po innych sto³ach.
– Szukasz kogo¶? – zdziwi³a siê Hermiona, gdy dostrzeg³a, co przyjació³ka robi.
– Tak, mam drobn± sprawê do Luny, ale niestety nigdzie jej nie widzê – stwierdzi³a niezadowolona z tego faktu Weasley.
– Zauwa¿y³y¶cie, ¿e Hughes nie cieszy siê zbyt wielk± popularno¶ci± nawet w¶ród nauczycieli? – spyta³a Natalie, która obserwowa³a stó³ nauczycielski. Mia³a racjê, inni cz³onkowie cia³a pedagogicznego prowadzili ze sob± o¿ywione rozmowy, natomiast Eric Hughes siedzia³ samotnie na krañcu sto³u i obserwowa³ z ponur± min± uczniów.
– Mo¿e to on sam stroni od rozmów z nimi? – zauwa¿y³a Hermiona, patrz±c na niego. – Pewnie taki ma charakter – doda³a.
– Ciê¿ko zacz±æ darzyæ go sympati± – stwierdzi³a Cornelia. – No, idziemy do chatki Hagrida.
– To co, zobaczymy siê ju¿ po zajêciach? – spyta³a Hermiona.
– Tak, pewnie spotkamy siê w salonie, do zobaczenia Hermiono – po¿egna³a siê z ni± Ginny i razem z pozosta³± dwójk± dziewczyn uda³a siê na zajêcia. Hermionie nie pozosta³o nic innego, jak wzi±æ z nich przyk³ad i samej równie¿ udaæ siê do sali staro¿ytnych run.
Gdy tylko tam dotar³a, szybko przekona³a siê, ¿e zajêcia Gryfoni bêd± odbywaæ razem z Krukonami. Ju¿ z daleka dostrzeg³a stoj±c± w kolejce przed klas± Lunê, a niedaleko za ni± Lucasa Jonesa. Hermiona ucieszy³a siê w duchu na my¶l, ¿e mimo tego, i¿ reszta jej przyjació³ek z roku, nie uczêszcza na ten przedmiot, to jednak nie bêdzie osamotniona. Obdarzy³a Lucasa szczerym u¶miechem i skierowa³a siê do Luny Lovegood, która sta³a g³êboko zamy¶lona.
– Hej, Luna – przywita³a siê z ni±. – Nie wiedzia³am, ¿e te¿ chodzisz na staro¿ytne runy.
– Mi³o ciê widzieæ, Hermiono – dopowiedzia³a Luna swoim marzycielskim g³osem. – Tak, bardzo lubiê ten przedmiot.
– Wiesz, ¿e Ginny szuka³a ciê podczas obiadu? – spyta³a Granger.
– By³am w naszym pokoju wspólnym, potrzebowa³am wyciszenia, ale dziêkujê ci, znajdê j± po zajêciach.
– To co¶ wa¿nego?
– Och, nie – odpowiedzia³a Luna. – Obieca³a mi pomóc z niektórymi z moich kolegów z roku. Pochowali mi gdzie¶ ostatnio moje podrêczniki. Jak zwykle mogê na ni± liczyæ, ale to nic pilnego. Pewnie zaraz same siê znajd±.
– Luna, gdyby¶ potrzebowa³a mojej pomocy, to jestem, pamiêtaj – powiedzia³a Hermiona, patrz±c na ni±. Zrobi³o jej siê ¿al dziewczyny, która mimo tego, ¿e walczy³a parê miesiêcy temu w obronie zamku, dalej musia³a siê mierzyæ z takimi nieprzyjemno¶ciami ze strony rówie¶ników.
– Dziêki Hermiono. Masz jednak teraz sporo obowi±zków, nie chcê ci zawracaæ g³owy drobnostkami.
– To ¿aden problem.
– Dziêkujê, to bardzo mi³e – Luna obdarzy³a Hermionê szczerym u¶miechem. W miêdzyczasie pojawi³a siê profesor Babbling.
– Dzieñ dobry, zapraszam was do sali. – Profesor Babbling otworzy³a drzwi i zaprosi³a uczniów gestem do ¶rodka.
– Mi³o mi was znowu widzieæ – przywita³a siê z nimi, kiedy wszyscy rozgo¶cili siê w klasie i pozajmowali swoje miejsca. – Cieszê siê, ¿e w¶ród was jest paru Gryfonów, choæ ¿a³ujê, ¿e skoro jestem teraz wasz± opiekunk±, to nie mogê mieæ was wszystkich pod skrzyd³ami. Natomiast jestem bardzo dumna, ¿e tylu Krukonów kontynuuje nasz przedmiot – doda³a, patrz±c na uczniów domu Ravenclaw, których by³o prawie dwukrotnie wiêcej. Nastêpnie profesor Babbling, ponownie jak inni nauczyciele przypomnia³a im, ¿e to ostatni rok i czeka ich zdawanie Owutemów, przez co powinni spodziewaæ siê du¿o ciê¿szej pracy ni¿ dotychczas. – Dlatego w tym roku skupimy siê g³ównie na runach najstarszych cywilizacji. W pocz±tkowych miesi±cach zajmiemy siê runami staro¿ytnych egipskich czarodziejów, a w kolejnym okresie przejdziemy do staro¿ytnych Rzymian, Greków oraz czarodziejów z dalekiego wschodu.
S³owa profesor Babbling szybko znalaz³y odzwierciedlenie w rzeczywisto¶ci. Mimo ¿e mieli ju¿ do czynienia z podstawowymi runami staro¿ytnych Egipcjan, to szybko przekonali siê, ¿e bardziej zaawansowane runy s± du¿o trudniejsze w t³umaczeniu. Profesor Babbling nie rzuca³a s³ów na wiatr. Czeka³a ich w tym roku naprawdê ciê¿ka praca. Pod koniec zajêæ, nawet Hermionie uda³o siê przet³umaczyæ opracowywany fragment raptem w po³owie. Nikogo zatem nie dziwi³o, ¿e profesor Babbling zada³a im jako pracê domow± przet³umaczenie pozosta³ej czê¶ci tekstu zapisanej staro¿ytnymi runami. Wiêksza czê¶æ klasy zareagowa³a na to polecenie z dezaprobat±, maj±c w ¶wiadomo¶ci, jak wiele ju¿ pracy na nich czeka³o. Mimo to, ich nauczycielka nie zmieni³a zdania, uwa¿aj±c, ¿e tylko w ten sposób mog± siê nale¿ycie przygotowaæ do egzaminów koñcowych. Po opuszczeniu klasy Hermiona po¿egna³a siê szybko z Lun± i Lucasem, po czym uda³a siê do pokoju wspólnego Gryffindoru, wiedz±c, ¿e nie ma co odwlekaæ tak du¿ej góry prac domowych na pó¼niej.
Gdy tylko minê³a przej¶cie za portretem Grubej Damy, szybko stwierdzi³a, ¿e wiêkszo¶æ uczniów jest jeszcze na zajêciach lub spêdza czas na b³oniach oraz w Wielkiej Sali. Poza dwoma osobami ca³y salon Gryfonów by³ do jej dyspozycji, co niezmiernie j± cieszy³o. Cisza i spokój to by³y dwie rzeczy, których teraz zdecydowanie potrzebowa³a. Usiad³a przy wolnym stoliku znajduj±cym siê na wprost okna wie¿y i nim siê zorientowa³a, na jej kolanach wyl±dowa³ Krzywo³ap.
– Cze¶æ, Krzywo³apku, stêskni³e¶ siê za pani±? – spyta³a, drapi±c go za uszami.
Ze wzglêdu na to, ¿e dziewczyn jeszcze nie by³o, dosz³a do wniosku, ¿e najlepiej bêdzie dokoñczyæ t³umaczenie tekstu, którym jeszcze przed chwil± zajmowa³a siê na zajêciach ze staro¿ytnych run. Wyjê³a rozpoczêty tekst t³umaczenia, a tak¿e Sylabariusz Spellmana i zabra³a siê do pracy.
Po kilkudziesiêciu minutach do pokoju wspólnego zaczê³o siê schodziæ coraz wiêcej uczniów, po jeszcze d³u¿szym czasie, Hermiona w koñcu dostrzeg³a Ginny, Natalie i Corneliê.
– No, w koñcu ciê znalaz³y¶my – rzuci³a Ginny w jej stronê, siadaj±c naprzeciwko. – Hmm… chyba nie powinnam byæ zaskoczona, widz±c ciê przed stosem ksi±¿ek? – dopyta³a, unosz±c brwi. Natalie i Cornelia usiad³y na wolnych miejscach na kanapie.
– Postanowi³am, ¿e lepiej nie odk³adaæ tego na pó¼niej, zw³aszcza ¿e jeszcze przed chwil± by³o tu do¶æ ma³o osób – stwierdzi³a Hermiona, koñcz±c swoj± pracê i odk³adaj±c pióro na bok. – Gdzie by³y¶cie tyle czasu?
– Wiesz, po zajêciach mi³o by³o spêdziæ trochê czasu na b³oniach. Naprawdê, Hermiono, nie przemêczaj siê ju¿ od pierwszego dnia – doradzi³a Ginny swojej przyjació³ce.
– Dziêki za troskê, ale lubiê mieæ wszystko zrobione na bie¿±co – stwierdzi³a Granger i przyjrza³a siê dopiero teraz uwa¿niej siedz±cej przed ni± dziewczynie. – Swoj± drog±, wygl±dasz na bardzo zadowolon±? – spyta³a.
– W sumie tak… Widzia³am siê z profesor McGonagall, pozwoli³a mi zorganizowaæ sprawdziany do dru¿yny Gryfonów w przysz³ym tygodniu. Dok³adnie we wtorek. Mam ju¿ zarezerwowane boisko – opowiada³a uradowana.
– Cieszê siê, poradzisz sobie – doda³a jej otuchy Hermiona. – Natalie pewnie te¿ jest zadowolona?
– Chyba tak, aczkolwiek na pewno trochê siê stresuje – uzna³a Ginny, zerkaj±c w stronê Natalie. – Chcia³abym, by siê za³apa³a do dru¿yny, ale bêdê fair, nie bêdê jej faworyzowaæ.
– M±dra decyzja – przyzna³a Hermiona.
– No có¿, chyba powinnam, chocia¿ w pewnym stopniu wzi±æ z ciebie przyk³ad i te¿ siê zabraæ za jak±¶ pracê domow± – westchnê³a Ginny z niechêci±. – Kiedy zaczniemy treningi, bêdê mia³a jeszcze mniej czasu – stwierdzi³a i mimo ewidentnego braku chêci, wyjê³a podrêczniki ze swojej torby i przy³±czy³a siê do Hermiony.
Czas mija³ bardzo szybko i zbli¿a³ siê ju¿ wieczór. Gwar w salonie Gryfonów by³ coraz wiêkszy. Jedni jak Hermiona oraz Ginny zajmowali siê odrabianiem prac domowych, podczas gdy inni uczniowie grali w szachy, eksploduj±cego durnia, wspominali o swoich wakacjach przyjacio³om, a niektórzy demonstrowali ró¿ne sztuczki za pomoc± przedmiotów kupionych w Magicznych Dowcipach Weasleyów. Natalie wraz z Corneli± æwiczy³y wspólnie zaklêcie b±blog³owy, a poniewa¿ Hermionie uda³o siê je do¶æ skutecznie zastosowaæ ju¿ na zajêciach, skoñczy³a w miêdzyczasie wypracowanie dla profesora Clarke'a.
Gdy od³o¿y³a wszystkie swoje rzeczy, spojrza³a na zegarek i stwierdzi³a, ¿e musi jak najszybciej udaæ siê na patrol korytarzy, gdy¿ zbli¿a³a siê godzina, kiedy pozostali uczniowie powinni byæ ju¿ w swoich pokojach wspólnych i dormitoriach.
– Idziesz ju¿? – spyta³a zmêczona Ginny, koñcz±ca swój esej, kiedy spojrza³a na zbieraj±c± swoje rzeczy przyjació³kê.
– Tak, muszê i¶æ na patrol, zaniosê tylko rzeczy na górê – odpowiedzia³a Hermiona, wstaj±c od stolika.
– W porz±dku, mam nadziejê, ¿e bêdzie spokojnie. Zobaczymy siê rano – doda³a Weasley, wiedz±c, ¿e nim Hermiona wróci do dormitorium, ona sama na pewno bêdzie ju¿ spa³a g³êbokim snem.
– Dziêki, mi³ego wieczoru – po¿egna³a siê z ni± Granger, po czym posz³a odnie¶æ swoje rzeczy na górê.
Hermiona nawet nie zorientowa³a siê, kiedy up³ynê³a jej pierwsza godzina dy¿uru. Zapowiada³a siê wyj±tkowo spokojna noc, bez ¿adnych niespodzianek. Na ka¿dym piêtrze, korytarzu czy te¿ na Wielkich Schodach mo¿na by³o odczuæ niczym niezm±con± ciszê. Hermionie zdarza³o siê tylko od czasu do czasu mijaæ na korytarzach niektórych nauczycieli lub którego¶ z innych prefektów – oprócz niej patrol pe³nili jeszcze dzisiaj Monica MacDonald z Gryffindoru oraz Kevin Davies z Hufflepuffu. Poza tym przechodz±c korytarzami, mo¿na by³o dostrzec, ¿e postacie na portretach porozwieszanych na murach, równie¿ poma³u k³ad± siê do snu.
– Wszystko w porz±dku, panno Granger? – Hermiona wzdrygnê³a siê mimowolnie, s³ysz±c to pytanie. Nawet nie zauwa¿y³a ani tym bardziej nie us³ysza³a, kiedy za jej plecami znalaz³a siê profesor Sprout.
– Taaak… pani profesor – odpowiedzia³a, kiedy ju¿ dosz³a do siebie. – Ja sama nie widzia³am nic niepokoj±cego. Monica i Kevin równie¿ mi niczego nie zg³aszali. W³a¶nie idê jeszcze sprawdziæ lochy, nim wrócê do wie¿y Gryffindoru.
– Dobrze, panno Granger, cieszê siê, ¿e wszystko w porz±dku. W takim razie ¿yczê pani dobrej nocy – po¿egna³a j± profesor Sprout.
– Wzajemnie, pani profesor – odpowiedzia³a Hermiona i skierowa³a siê na dó³ w kierunku lochów.
Dla Hermiony lochy zawsze by³y jedn± z najmniej lubianych przez ni± czê¶ci zamku. Panuj±cy dooko³a ch³ód oraz wilgoæ, a równie¿ wspomnienia tak wielu lekcji eliksirów z profesorem Snapem powodowa³y, ¿e nie mia³a zbyt du¿ej ochoty na to, by i¶æ tam dzisiejszej nocy na patrol. Jednak poczucie obowi±zku, które na niej ci±¿y³o (w koñcu by³a prefektem naczelnym), zdecydowanie przewa¿y³o i chc±c nie chc±c znalaz³a siê na korytarzach ci±gn±cych siê pod Hogwartem.
Je¶li wcze¶niej Hermiona mog³a oceniæ, ¿e w zamku panuje tej nocy wyj±tkowa cisza i spokój, to by³o to niczym z atmosfer±, jaka panowa³a tutaj. Przez chwilê dziewczyna mia³a wra¿enie, ¿e znalaz³a siê w pró¿ni, bo do jej uszu nie dochodzi³ ¿aden d¼wiêk. Ten trochê niepokoj±cy i niekomfortowy krajobraz poprawia³y odrobinê nieliczne pochodnie tl±ce siê do¶æ rzadko na murach lochów.
Hermiona ruszy³a powoli tymi ch³odnymi i ma³o przyjemnymi korytarzami. Jej samej nieraz zdarza³o siê wraz z Ronem i Harrym spacerowaæ nocami po zamku w ró¿nych celach, wiêc dobrze wiedzia³a, ¿e je¶li s± uczniowie, którzy niezbyt przejmowali siê przestrzeganiem regulaminu szkolnego, to równie dobrze mo¿na bêdzie spotkaæ ich równie¿ tutaj w lochach. Mia³a ¶wiadomo¶æ, ¿e wyobra¼nia i nag³e „potrzeby" uczniów t³umacz±cych takie eskapady nie mia³y granic. Sama wiele razy je stosowa³a.
Mia³a ju¿ wracaæ na górê, kiedy w oddali dostrzeg³a samotn± postaæ przemieszczaj±c± siê powoli korytarzem. Jednak to, ¿e siê porusza³a, by³o niczym w stosunku do pozosta³ego zachowania. Postaæ co jaki¶ czas sprawdza³a co¶ na murach, to z jednej, to z drugiej strony lochu. Hermiona nagle zda³a sobie sprawê, ¿e wêdruj±c tymi zimnymi i wilgotnymi pomieszczeniami, zbli¿y³a siê bardzo blisko do miejsca, które wskaza³a jej profesor McGonagall, w którym spoczê³o cia³o Lorda Voldemorta. Mimowolnie poczu³a niepokój, czego ten kto¶ tutaj szuka? Nie mog³a oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e byæ mo¿e w³a¶nie miejsca pochówku Czarnego Pana.
Staraj±c siê nie robiæ ¿adnego ha³asu, bardzo powoli zaczê³a siê zbli¿aæ w kierunku tej tajemniczej postaci. Mog³a ju¿ dostrzec, ¿e nie jest to ¿aden uczeñ, osoba wygl±da³a na starsz±. Dyskretnie posuwa³a siê do przodu, chowaj±c siê za filarami i za³omami ¶cian. Gdy zbli¿y³a siê na tyle, ¿e mog³a dostrzec wyra¼nie postaæ przed ni±, zamar³a. Przed ni± znajdowa³ siê nie kto inny jak profesor Eric Hughes. Hermiona poczu³a mocne bicie swego serca. „Przecie¿ to nie mo¿liwe, tylko mi siê tak wydaje" – próbowa³a przekonaæ sam± siebie. Jednak Hughes w dalszym ci±gu s±dzi³, ¿e nikt go nie obserwuje, zbli¿y³ siê do jednej ze ¶cian i zacz±³ j± delikatnie ostukiwaæ. Nastêpnie wyci±gn±³ zza pazuchy ró¿d¿kê i zacz±³ mruczeæ pod nosem jakie¶ zaklêcia.
Sama obecno¶æ nauczyciela noc± na korytarzach czy w lochach nie by³a niczym nowym. W koñcu oni równie¿ patrolowali zamek, pilnuj±c, by uczniowie nie szwendali siê noc± po Hogwarcie. Jednak to, co niepokoi³o Hermionê, to zachowanie nauczyciela obrony przed czarn± magi±, który najwyra¼niej czego¶ tu szuka³, a dziewczyna wiedzia³a, ¿e poza miejscem pochówku Voldemorta, o którym Hughes nie mia³ prawa wiedzieæ, nic innego siê tutaj nie znajduje, poza paroma pustymi salami lub schowkami.
Hughes pokrêci³ g³ow± zniecierpliwiony i uda³ siê dalej w g³±b korytarza, skrêcaj±c za pobliskim za³omem. Hermiona pe³na obaw, postanowi³a pój¶æ za nim. Podesz³a do za³omu i wychyli³a delikatnie g³owê. Zd±¿y³a tylko rzuciæ okiem na Hughesa, gdy kto¶ z³apa³ j± nagle za ramiê. Hermiona w ostatniej chwili zakry³a sobie usta d³oni±, gdy¿ ze strachu prawie krzyknê³a. Odwróci³a siê szybko… przed ni± sta³ profesor Clarke.
– Ale mnie pan przestraszy³, profesorze – ledwo zdo³a³a wykrztusiæ z siebie te s³owa.
– Co pani tu robi, panno Granger? – zapyta³ zaskoczony profesor transmutacji.
– Och, ja tylko chcia³am sprawdziæ korytarze w lochach przed powrotem do wie¿y Gryffindoru – odpowiedzia³a speszona. – Nagle dostrzeg³am jak±¶ postaæ na koñcu korytarza, ale w koñcu stwierdzi³am, ¿e to tylko profesor Hughes – doda³a, nie patrz±c Clarke'owi w oczy.
– W takim razie mo¿e pani spokojnie wracaæ do dormitorium – stwierdzi³ Raphael Clarke, samemu wychylaj±c siê za za³om korytarza i sprawdzaj±c, czy dziewczyna mówi prawdê. – Rzeczywi¶cie, to tylko profesor Hughes, przepraszam w takim razie, ¿e pani± przestraszy³em, po prostu zaskoczy³o mnie, czemu pani a¿ tak siê skrada.
– Nie szkodzi – wyj±ka³a Hermiona. – Ja te¿ przepraszam, po prostu by³am zaskoczona widokiem kogo¶ w lochach i chyba trochê spanikowa³am – próbowa³a siê usprawiedliwiæ. Mia³a wielk± ochotê powiedzieæ Clarke'owi o dziwnym zachowaniu Hughesa, ale bior±c pod uwagê, ¿e stoj±cy przed ni± nauczyciel nie mia³ pojêcia, kto jest pochowany w pobliskim murach, stwierdzi³a, ¿e nie by³by to najlepszy pomys³. – Dobranoc, profesorze – doda³a na koniec, po czym skierowa³a siê z powrotem na górê, by udaæ siê do wie¿y Gryffindoru.
Nawet nie zauwa¿y³a, kiedy znalaz³a siê w dormitorium. Ponure my¶li ani na moment jej nie opuszcza³y. Co robi³ Hughes? Dlaczego tak dziwnie siê zachowywa³? Czy czego¶ szuka³, a je¶li tak to czego? Hermiona mog³a mieæ tylko nadzieje, ¿e nie jest to, to, o czym my¶li. Zdjê³a szatê, narzuci³a na siebie pi¿amê i po³o¿y³a siê do ³ó¿ka. Ginny, Natalie i Cornelia ju¿ mocno spa³y, jednak ona sama tej nocy jeszcze d³ugo nie zasnê³a. D³ugo zastanawia³a siê nad tym, co dzisiaj zobaczy³a. W koñcu sen j± zmorzy³ i nie wiedz±c nawet, kiedy zasnê³a.