1 wrze¶nia 1977 - czyli dzieñ, w którym wszystko siê zaczê³o.
Kilka s³ów od autorki:
Na pocz±tku chcia³am BARDZO, ale to BARDZO przeprosiæ za czas jaki up³yn±³. Obiecujê, ¿e wiêcej tak nie post±piê.
Po drugie kilka podziêkowañ. Dziêkujê Wilenie, za cierpliwo¶æ i mobilizowanie mnie. Za to, ¿e tak uparcie tego wyczekiwa³a¶. Dziêkuje askaeddie oraz Razorkowi za pomoc :*
Pierwszy rozdzia³ jest raczej prób± wprowadzenia postaci, nie ma jeszcze tej akcji, któr± zamierzam wprowadziæ ju¿ w kolejnym, mam nadziejê, ¿e jako¶ to przetrwacie :D
Na razie to tyle.
To zdecydowanie nie by³ idealny dzieñ ani na rozpoczêcie roku szkolnego, ani na wychodzenie z domu. Trzeba by³o zakopaæ siê w puchow± ko³drê i o¶wiadczyæ ¶wiatu, ¿e powakacyjne ¿ycie zaczyna od jutra. Albo od przysz³ego roku. Tak, to zdecydowanie lepsza opcja. Co¶ by³o nie tak i intuicja wyra¼nie jej to podpowiada³a. Uciskaj±cy ból w klatce piersiowej nie by³ przecie¿ czym¶ zwyczajnym u siedemnastoletniej czarownicy, która nigdy nie narzeka³a na swoje zdrowie. Na pocz±tku by³a przekonana, ¿e to zwyczajne zmêczenie i ciê¿ka podró¿. Piêkna przed po³udniem pogoda teraz zrobi³a siê paskudna i typowo wrze¶niowa, a do tego odnosi³a wra¿enie, ¿e uczniów w poci±gu oraz pó¼niej na peronie by³o wiêcej ni¿ zwykle. Harmider zdecydowanie by³ wiêkszy, a ona jeszcze jako prefekt musia³a co chwila kontrolowaæ sytuacjê na korytarzach. Domy¶la³a siê jednak, ¿e w g³ównej mierze odbiera wszystko w powiêkszonej skali przez towarzysz±cy jej od rana okropny ból g³owy, który teraz stawa³ siê coraz wiêkszy. Kolejny dowód na to, ¿e nie powinna by³a wstawaæ. Ostatnio na ból g³owy narzeka³a po hucznej imprezie organizowanej w pokoju wspólnym. Nigdy tak bez powodu. Do tego dochodzi³ fakt, ¿e jedyne, o czym w tej chwili marzy³a to znale¼æ siê ju¿ w dormitorium, w swoim ogromnym i ciep³ym ³ó¿ku. W³a¶nie u¶wiadomi³a sobie, ¿e po raz trzeci w ci±gu dziesiêciu minut pomy¶la³a o tym, ¿e najlepiej by by³o gdyby przespa³a ten okropny okres w jej ¿yciu. A przecie¿ zawsze gardzi³a lud¼mi, którzy marnowali cenne chwile ¿ycia na sen. Ogranicza³a go do niezbêdnego minimum.
Przez to wszytko zaczê³a zastanawiaæ siê, czy aby przypadkiem nie chodzi³o o co¶ wiêcej ni¿ zwyczajnie kiepsk± pogodê i mêcz±c± podró¿. Kiedy powozy przeje¿d¿a³y obok Zakazanego Lasu poczu³a, jakby to co¶, co ugniata³o jej klatkê piersiow±, powiêkszy³o siê kilkukrotnie. Nacisk stawa³ siê coraz wiêkszy, a ona przez d³u¿szy moment nie mog³a z³apaæ oddechu. Przed oczami zrobi³o jej siê ciemno, o ma³o nie wpad³a w panikê. Uspokoi³a siê, wci±gaj±c powietrze z cichym ¶wistem. Niezale¿nie od tego jak siê wystraszy³a, nie chcia³a okazywaæ tego strachu przed znajomymi. Co jest grane?, powtarza³a wiêc tylko w my¶lach, kiedy ucisk lekko siê zmniejszy³, co jest grane? Nikt z obecnych w powozie osób nie zauwa¿y³ na szczê¶cie jej chwilowego odlotu. Grupa ¦lizgonów zajêta by³a jak±¶ dyskusj± od której odciê³a siê jeszcze w poci±gu. Do dziewczyny nie dotar³o nawet, ¿e w jej kierunku pad³u jakie¶ pytanie.
- Ej, Vicky? - Gregory* pomacha³ jej rêk± przed oczami. - To co o tym my¶lisz? - doda³, kiedy dziewczyna w koñcu skupi³a na nim swój wzrok.
- Co my¶lê o czym? - zapyta³a lekko rozkojarzonym tonem.
Phoebe, zielonooka szatynka siedz±ca obok niej, prychnê³a z pogard±.
- Normalka, jak kto¶ uwa¿a siê za lepszego to nawet nie... - zaczê³a ze z³o¶liw± nut±, przerwa³a jednak widz± spojrzenia pozosta³ych.
Phoebe i Victoria nie znosi³y siê od pierwszego dnia. Pod wieloma wzglêdami by³y do siebie zbyt podobne i to nie pozwala³o im siê zaprzyja¼niæ. Obie uwielbia³y dominowaæ w grupie, byæ w centrum uwagi i co wa¿niejsze, nie lubi³y siê t± uwag± dzieliæ.
W normalnej sytuacji Victoria odgryz³aby siê kole¿ance, teraz jednak nie by³o normalnie. Nadal nie mog³a pozbyæ siê tego strachu, który poczu³a przed kilkoma minutami oraz z³ego przeczucia towarzysz±cego jej od rana. Dlatego po raz pierwszy zignorowa³a zaczepkê Phoebe i spojrza³a pytaj±co na Gregory'ego.
- Wybacz. Zamy¶li³am siê. Móg³by¶ powtórzyæ?
- To nasz ostatni pierwszy dzieñ - powiedzia³ z u¶miechem.
Victoria przez chwilê nie wiedzia³a o co mu chodzi, jednak dotar³o do niej, ¿e mówi o rozpoczêciu roku szkolnego... ich ostatniego. Tak, ostatnia uczta powitalna. Ostatnie przemówienie dyrektora i ostatnia ceremonia przydzia³u jak± przyjdzie im obejrzeæ.
- Mam tego pe³n± ¶wiadomo¶æ. Co w zwi±zku z tym?
- Wiem, ¿e wiesz - odpar³ tonem "nie o to mi chodzi³o". - Ja i Thomas** chcemy po uczcie urz±dziæ imprezê w naszym dormitorium. Jak na razie Severus i Anabelle s± przeciwni, nasza trójka - tutaj ch³opak wskaza³ na siebie, Phoebe i Thomasa - jeste¶my za. Co ty na to?
Ostry ból ponownie przeszy³ jej g³owê. To chyba na sam± my¶l o imprezie - pomy¶la³a zamykaj±c oczy.
- Jak chcecie to mi³ej zabawy, ale na mnie nie liczcie. Zreszt± wiem jak to bêdzie wygl±da³o - doda³a widz±c skrzywion± minê Gregory'ego. - Teraz jeste¶cie tacy napaleni na imprezê, a po ob¿arciu siê na uczcie ledwo dojdziecie do pokoju wspólnego.
- Dok³adnie to im powiedzia³am. - Anabelle siedz±ca naprzeciw Victorii u¶miechnê³a siê promiennie.
Dziewczyna by³a tak podobna do swojej siostry, a jednocze¶nie tak bardzo siê od niej ró¿ni³a. Phoebe i Anabelle by³y bli¼niaczkami i posiada³y te sama rysy twarzy, te same kocio zielone oczy, ró¿ni³y siê tylko kolorem w³osów. Blond loki Anabelle upodabnia³y j± do porcelanowej laleczki. Jednak mimo niemal identycznego wygl±du, charakterem siostry ró¿ni³y siê diametralnie. Ana by³a roztrzepana, wiecznie u¶miechniêta i optymistycznie nastawiona do otaczaj±cego j± ¶wiata. By³a te¿ strasznie naiwna, w ka¿dym doszukiwa³a siê czego¶ dobrego, nie potrafi³a uwierzyæ, ¿e kto¶ mo¿e byæ doszczêtnie z³y.
- Alee - wtr±ci³a Vicky widz±c skwaszon± minê przyjaciela. - Impreza to ¶wietny pomys³. Poczekajmy z ni± jednak do soboty. Co wy na to? - zapyta³a, choæ doskonale wiedzia³a, ¿e siê zgodz±. Mo¿e i nie by³a w zbyt dobrym humorze, jednak nic tak nie pomaga³o jej oderwaæ siê od problemów i ponurych my¶li, jak dobra impreza.
- Super. No, w koñcu dojechali¶my. Umieram z g³odu! - Thomas wyskoczy³ z powozu zanim ten zd±¿y³ siê zatrzymaæ.
Na widok zamku Victoria odepchnê³a na bok wszystkie ponure my¶li, panika minê³a. W koñcu w domu. Ta my¶l wyda³a jej siê dziwna. Nigdy nie traktowa³a Hogwartu w ten sposób. Ale te wakacje da³y jej nie¼le w ko¶æ, mia³a do¶æ, a wierzy³a, ¿e tutaj zupe³nie odetnie siê od tego, czego zd±¿y³a siê dowiedzieæ.
Jej spokój nie trwa³ jednak d³ugo. Po kilkunastu sekundach powróci³ ten dziwny ucisk w klatce. Z panik± obejrza³a siê za siebie i spojrza³a na Las.
- Vicky? Co jest? - Dziewczyna nie wiedzia³a nawet, który z ch³opaków zada³ to pytanie.
- Ja... Wydawa³o mi siê... Mog³abym przysi±c... - Pokrêci³a g³ow± bior±c kilka oddechów. Nadal wpatrywa³a siê w las, jednak by³o ju¿ ciemno i nie mog³a dostrzec niczego poza koronami drzew. - Nie wa¿ne. Wydawa³o mi siê, ¿e kto¶ mnie obserwuje - doda³a tonem, który mia³ brzmieæ obojêtnie, ale jej nie wyszed³. Dok³adnie to pomy¶la³a w pierwszej sekundzie, kiedy poczu³a ten ucisk. ¯e kto¶ j± obserwuje, kto¶ niebezpieczny, kogo nale¿y siê baæ. Jednak tam nie mog³o byæ nikogo. Zna³a przecie¿ ten las, wszelkie legendy o czyhaj±cym tam niebezpieczeñstwie by³y, w jej mniemaniu, tylko legendami. Co siê zmieni³o?
- Eeee... zaczê³o ci odbijaæ? I tak pó¼niej ni¿ my¶la³am. - Pheobe u¶miechnê³a siê z³o¶liwie.
- Zamknij siê. - Anabelle zmierzy³a siostrê ostrym spojrzeniem. - W porz±dku? – zapyta³a ostro¿nie k³ad±c rêkê na ramieniu Victorii. Musia³a wygl±daæ okropnie, skoro przyjació³ka spogl±da³a na ni± z tak± trosk±.
- Spoko, pewnie to jaki¶ kole¶ siê gapi³. Nie dziwiê mu siê. - Gregory pos³a³ w stronê dziewczyny wymowny u¶miech. Od ich zerwania min±³ ju¿ rok, ale on nadal traktowa³ to jako zwyk³± "przerwê" i by³ przekonany, ¿e to kwestia czasu kiedy do siebie wróc±.
- Taak, pewnie masz racjê... - Phoebe prychnê³a, s³ysz±c tak nieskromn± odpowied¼ kole¿anki.
- Mo¿e by¶cie z ³aski swojej przestali tamowaæ przej¶cie? - S³owa wypowiedzia³ z najwiêksz± pogard± na jak± by³o go staæ, jeden z Gryfonów.
- A mo¿e z ³aski swojej by¶ nas po prostu wymin±³, Black? - Thomas spojrza³ na Syriusza jak na oble¶nego robaka. - Miejsca jest pe³no, jestem pewien, ¿e nawet twój napuszony ³eb siê zmie¶ci.
Victoria równie¿ spojrza³a na ch³opaka z odraz±. Nie znosi³a go oraz jego kumpli, którzy, swoj± drog±, momentalnie znale¼li siê ko³o niego. Jednak w tej chwili nie mog³a skupiæ ca³ej swojej uwagi na tych nêdznych debilach, poniewa¿ ca³y czas czu³a mrowienie na karku. Stanie ty³em do lasu by³o dla niej nie lada wyzwaniem.
- Spokojnie Thomas, nie warto - odpar³a nerwowym tonem. Ca³a grupa, zarówno ¦lizgonów jak i Gryfonów, spojrza³a na ni± z zaskoczeniem. Opanowanie i lodowaty ton by³y jej g³ównymi atutami w ka¿dym starciu.
- Vicky ma racjê. Nie ma co siê k³óciæ. I tak powinni¶my ju¿ wchodziæ do zamku. - Anabelle nada³a swojemu g³osowi stanowczy ton. - Jeste¶ blada. Dobrze siê czujesz? - zapyta³a Victoriê. – Chod¼my - nie czekaj±c na odpowied¼ z³apa³a j± za rêkê i nie zwracaj±c uwagi na kolegów, którzy nadal si³owali siê na spojrzenia z Gryfonami, poci±gnê³a przyjació³kê w stronê schodów.
Jak tylko przekroczy³a próg zamku, Victoria poczu³a ulgê. Ciê¿ka kula uciskaj±ce jej wnêtrzno¶ci zupe³nie zniknê³a, jak i wra¿enie, ¿e jest obserwowana. Tutaj nic z³ego jej nie grozi.
- Odzyskujesz kolorki, chyba lepiej siê poczu³a¶, co? - zapyta³ Thomas, jak tylko reszta grupy dogoni³a dziewczyny.
- Zdecydowanie. Mam nadziejê, ¿e ceremonia przydzia³u nie potrwa za d³ugo. Nie jad³am ca³y dzieñ. - ¦lizgonka dopiero teraz poczu³a, ¿e g³ód ¶ciska jej wnêtrzno¶ci.
- Oooo! - niemal krzyknê³a Phoebe, jak tylko przekroczyli próg Wielkiej Sali.
- WOW! - Siostra posz³a w jej ¶lady.
- Kto to? - pytanie zadane przez Victoriê pozosta³o bez odpowiedzi. Niemal ka¿da dziewczyna wchodz±ca do pomieszczenia reagowa³a podobnie. Chwilowe zamurowanie, pó¼niej nerwowe chichoty. Uwaga wiêkszo¶ci skupia³a siê na jednym cz³owieku, siedz±cym przy stole nauczycielskim.
- Zapewne nowy nauczyciel Obrony - powiedzia³a Ana niemal podskakuj±c z ekscytacji. - Jest...
- Boski - dokoñczy³a za ni± Phoebe. – Wygl±da jednak znajomo.
- Taaak. - Vicky te¿ to dostrzeg³a. Nie potrafi³a sobie przypomnieæ sk±d go mo¿e znaæ. Mê¿czyzna wygl±da³ na najwy¿ej dwadzie¶cia piêæ lat, posiada³ ciemnoblond w³osy i by³ w³a¶cicielem najbardziej niebieskich oczu, jakie Victoria widzia³a w ca³ym swoim ¿yciu. Kolor by³ tak intensywny, ¿e nawet z tej odleg³o¶ci by³ doskonale widoczny.
- Ej tym razem naprawdê blokujecie wej¶cie. Przesadzacie. - Gregory zdecydowanie nie podziela³ entuzjazmu kole¿anek. Wymin±³ je i ruszy³ szybko w stronê sto³u ¦lizgonów. Dziewczyny lekko otrze¼wione uwag± ch³opaka ruszy³y za nim.
- Mogê przysi±c, ¿e go znam... - komentowa³a dalej Pheobe.
Mê¿czyzna zdawa³ siê byæ nie¶wiadom reakcji, jakie wywo³a³. Rozmawia³ z Hagridem i obaj wygl±dali na ubawionych. U¶miech (nie)znajomego by³ tak szczery i pe³en wrêcz ch³opiêcego optymizmu, ¿e gdyby nie by³ tak przystojny, to Vicky od razu by go znienawidzi³a.
Podniecone szmery ucich³y, kiedy drzwi do Wielkiej Sali otworzy³y siê z g³o¶nym piskiem. Profesor McGonagall prowadzi³a za sob± sznur przera¿onych jedenastolatków, którzy wiedzieli, ¿e za chwilê zostan± przydzieleni do swoich domów, jednak nie wiedzieli, w jaki sposób do tego dojdzie.
Victoria by³a zupe³nie niezainteresowana ceremoni±, przygl±da³a siê nowemu nauczycielowi. Nie ona jedna.
- Czy która¶ z was zauwa¿y³a w ogóle, ¿e ceremonia dobiega koñca? - zapyta³ Thomas z lekkim rozbawieniem w g³osie.
¦lizgonki ze zdziwieniem spostrzeg³y, ¿e tiara zosta³a ju¿ wyniesiona, przy sto³ach siedz± nowi uczniowie, a na sto³ach pojawi³o siê ju¿ jedzenie.
- Nawet nie zauwa¿y³am, ¿e siê zaczê³a - odpar³a zupe³nie niespeszona jego uwag± Phoebe.
- Ja nawet nie pamiêtam kiedy usiad³y¶my do sto³u - przyzna³a lekko rumieni±c siê Anabelle.
- To bêdzie ciekawy rok. - Victoria spojrza³a na dziewczyny i wszystkie trzy wybuchnê³y ¶miechem. Jednak na widok jedzenia przypomnia³a sobie jak bardzo jest g³odna. - Podasz mi te pieczone ziemniaczki? - dziewczyna zwróci³a siê do Snape'a, który z ponur± min± wpatrywa³ siê w stó³ Gryfonów.
- Zamierzasz to wszystko zje¶æ? - Gregory nada³ swojemu g³osowi przesadnie przera¿ony ton widz±c ci±gle zape³niaj±cy siê talerz dziewczyny.
- Nie jad³am ca³y dzieñ.
Kolacja up³ynê³a im bardzo szybko, wiêkszo¶æ nadal nie odrywa³a wzroku od nowego nauczyciela. Victoria jednak tym razem bardziej by³a zafrasowana ziemniaczkami i pieczonym kurczakiem. A kiedy podano deser, zupe³nie zapomnia³a o przystojnym nieznajomym i niemal poch³onê³a dwie porcie puddingu czekoladowego. Jednak jak ka¿da piêkna chwila i kolacja w koñcu siê skoñczy³a.
- Mam nadziejê, ¿e wszyscy siê najedli¶cie i macie jeszcze trochê si³y ¿eby wys³uchaæ paplaniny starego cz³owieka. - Albus Dumbledore u¶miechn±³ siê dobrodusznie rozgl±daj±c po sali. Kilka g³êbokich i do¶æ g³o¶nych ziewniêæ zdawa³o siê byæ odpowiedzi± na jego pytanie, jednak dyrektor zupe³nie siê tym nie przej±³, jedynie u¶miechn±³ siê jeszcze szerzej. - Nasz wo¼ny pan Filch, prosi³ mnie, aby przypomnieæ wam regu³y przez niego ustalane, jednak ograniczê siê do pro¶by, by¶cie w wolnej chwili zapoznali siê z list± wywieszon± na drzwiach jego gabinetu. Pierwszoroczni, zapamiêtajcie, ¿e wstêp do Lasu jest absolutnie zabroniony. - Mê¿czyzna spojrza³ wymownie na grupê siódmoklasistów siedz±c± przy stole Gryffindoru, jednak nie doda³ w tej kwestii nic wiêcej. - Na koniec chcia³bym wam przedstawiæ Jordana Camerona, nowego nauczyciela Obrony Przed Czarn± Magi±.
Wielka sala zawrza³a od oklasków i podnieconych szeptów. Cameron z radosnym u¶miechem podziêkowa³ za gor±ce przywitanie.
- NIE! - Victoria by³a w szoku, kiedy zrozumia³a sk±d zna nowego nauczyciela.
- Ale... JAK? - Phoebe te¿ mia³a przed oczami tego pryszczatego chudzielca, z którym dziewczyny mia³y spiêcie kilka lat temu.
- Kilkoro z was - Dumbledore odezwa³ siê ponownie, kiedy na sali zaleg³a wzglêdna cisza - mo¿e pamiêtaæ profesora Jordana jeszcze ze szko³y. Otó¿ drodzy siódmoklasi¶ci, Jodran by³ uczniem siódmego roku, kiedy wy¶cie zaczynali Hogwart. Dla tych, którzy go nie pamiêtaj±, by³ on Prefektem Naczelnym oraz uczniem Hufflepuffu. Niech was nie zmyli jego m³ody wiek, sam osobi¶cie mogê potwierdziæ jego zdolno¶ci. - Starszy mê¿czyzna z u¶miechem sk³oni³ lekko g³owê w stronê Camerona.
Victoria przesta³a s³uchaæ dyrektora jak tylko pozna³a to¿samo¶æ nowego nauczyciela. By³a w¶ciek³a i tylko silna wola pozwoli³a jej nie zerwaæ siê z miejsca i rzuciæ jakim¶ okropnym urokiem w tê ¶liczn±, u¶miechniêt± bu¼kê. Spojrza³a na Phoebe i mimowolnie siê u¶miechnê³a, kiedy ich spojrzenia siê spotka³y. Wiedzia³a, ¿e i ona jest w¶ciek³a i ¿±dna zemsty. Rzadko siê zdarza³o, ¿eby dziewczyny stawa³y po jednej stronie, jednak tym razem zdecydowanie tak by³o.
- O NIE! - Anabelle dostrzeg³a wymienione przez ¦lizgonki spojrzenia i zdecydowanie nie spodoba³o jej siê to co zobaczy³a. - Nie lubiê, jak tak na siebie patrzycie. To zawsze oznacza k³opoty.
- Co zrobimy? - Pheobe zwróci³a siê do Victorii, ignoruj±c uwagê siostry.
- Jeszcze nie wiem. Trzeba w spokoju obmy¶liæ jaki¶ plan. Jednak musimy podej¶æ do tego z dystansem. Bez okazywania wrogo¶ci… Wiem, mi te¿ bêdzie trudno - doda³a widz±c minê, jak± zrobi³a kole¿anka. - Ale najpierw trzeba poznaæ wroga, jego s³abo¶ci, potem obmy¶limy, co z tym zrobiæ.
- JAKIEGO WROGA? - zapyta³a z panik± w g³osie Ana. - Czy wy nie przesadzacie? Wlepi³ wam po szlabanie, na który zreszt± zas³u¿y³y¶cie i tyle. Nie on jeden zreszt±, inni prefekci i nauczyciele te¿ wam je wlepiali.
- Odj±³ nam te¿ wtedy punkty. Dok³adnie tyle, ile wynosi³a nasza przewaga nad Gryfonami. Do tego w przeddzieñ zakoñczenia roku. - Phoebe mówi³a wolno, jakby próbowa³a wyja¶niæ niedorozwiniêtemu dziecku co¶ oczywistego. - Do tego ten szlaban. Szorowa³y¶my kible w dniu zakoñczenia roku, spó¼ni³y¶my siê na uczê - doda³a z obrzydzeniem.
- Odj±³ tylko dziesiêæ punktów. Inni odjêliby wam wiêcej. To, ¿e Gryfoni przegrywali zaledwie dziewiêcioma nie by³o jego win±. Vicky, b³agam, choæ ty b±d¼ rozs±dna - zwróci³a siê b³agalnym tonem do przyjació³ki widz±c, ¿e siostra nie zamierza ust±piæ.
- W³a¶nie dlatego, ¿e jestem rozs±dna jeszcze siê na niego nie rzuci³am.
- Zamierzacie tu nocowaæ? - Thomas zwróci³ ich uwagê na to, ¿e niemal ca³a sala ju¿ opustosza³a.
- Na razie temat jest zakoñczony. Victoria ma racjê mówi±c, ¿e najpierw trzeba go poznaæ. Wiêc niczym siê nie przejmuj, siostrzyczko.
Godzinê pó¼niej Vicky le¿a³a ju¿ w ³ó¿ku, nadal pa³aj±c chêci± zemsty. Jednak czu³a te¿ narastaj±ce podniecenie zwi±zane z jej planowaniem. Ten rok zapowiada siê pracowicie. Kiedy jednak dziewczyna zasnê³a nie my¶la³a ju¿ o ani profesorze, ani o upokorzeniu sprzed lat. ¦ni³o jej siê, ¿e stoi na b³oniach i wpatruje w Zakazany Las. Czu³a przera¿aj±cy strach, ale jednocze¶nie siln± potrzebê odkrycia, co takiego siê w nim kryje.
* Gregory Nott
** Thomas Avery
Jestem po lekturze pierwszych dwóch rozdzia³ów, a raczej prologu i rozdzia³u i nie mam do czego siê przyczepiæ.
Nie zwraca³am wgl uwagii na interpunkcje czy literówki wiêc nawet nie wiem czy co¶ jest. Tak mnie wci±gnê³a fabu³a,¿e mog³abym jeszcze czytaæ i czytaæ i nie mia³abym do¶æ.
Bardzo podobaj± mi siê bohaterowie, szczególnie Vicky i Ana.
Niecierpliwie czekam na ci±g dalszy.