1 września 1977 - czyli dzień, w którym wszystko się zaczęło.
Kilka słów od autorki:
Na początku chciałam BARDZO, ale to BARDZO przeprosić za czas jaki upłynął. Obiecuję, że więcej tak nie postąpię.
Po drugie kilka podziękowań. Dziękuję Wilenie, za cierpliwość i mobilizowanie mnie. Za to, że tak uparcie tego wyczekiwałaś. Dziękuje askaeddie oraz Razorkowi za pomoc :*
Pierwszy rozdział jest raczej próbą wprowadzenia postaci, nie ma jeszcze tej akcji, którą zamierzam wprowadzić już w kolejnym, mam nadzieję, że jakoś to przetrwacie :D
Na razie to tyle.
To zdecydowanie nie był idealny dzień ani na rozpoczęcie roku szkolnego, ani na wychodzenie z domu. Trzeba było zakopać się w puchową kołdrę i oświadczyć światu, że powakacyjne życie zaczyna od jutra. Albo od przyszłego roku. Tak, to zdecydowanie lepsza opcja. Coś było nie tak i intuicja wyraźnie jej to podpowiadała. Uciskający ból w klatce piersiowej nie był przecież czymś zwyczajnym u siedemnastoletniej czarownicy, która nigdy nie narzekała na swoje zdrowie. Na początku była przekonana, że to zwyczajne zmęczenie i ciężka podróż. Piękna przed południem pogoda teraz zrobiła się paskudna i typowo wrześniowa, a do tego odnosiła wrażenie, że uczniów w pociągu oraz później na peronie było więcej niż zwykle. Harmider zdecydowanie był większy, a ona jeszcze jako prefekt musiała co chwila kontrolować sytuację na korytarzach. Domyślała się jednak, że w głównej mierze odbiera wszystko w powiększonej skali przez towarzyszący jej od rana okropny ból głowy, który teraz stawał się coraz większy. Kolejny dowód na to, że nie powinna była wstawać. Ostatnio na ból głowy narzekała po hucznej imprezie organizowanej w pokoju wspólnym. Nigdy tak bez powodu. Do tego dochodził fakt, że jedyne, o czym w tej chwili marzyła to znaleźć się już w dormitorium, w swoim ogromnym i ciepłym łóżku. Właśnie uświadomiła sobie, że po raz trzeci w ciągu dziesięciu minut pomyślała o tym, że najlepiej by było gdyby przespała ten okropny okres w jej życiu. A przecież zawsze gardziła ludźmi, którzy marnowali cenne chwile życia na sen. Ograniczała go do niezbędnego minimum.
Przez to wszytko zaczęła zastanawiać się, czy aby przypadkiem nie chodziło o coś więcej niż zwyczajnie kiepską pogodę i męczącą podróż. Kiedy powozy przejeżdżały obok Zakazanego Lasu poczuła, jakby to coś, co ugniatało jej klatkę piersiową, powiększyło się kilkukrotnie. Nacisk stawał się coraz większy, a ona przez dłuższy moment nie mogła złapać oddechu. Przed oczami zrobiło jej się ciemno, o mało nie wpadła w panikę. Uspokoiła się, wciągając powietrze z cichym świstem. Niezależnie od tego jak się wystraszyła, nie chciała okazywać tego strachu przed znajomymi. Co jest grane?, powtarzała więc tylko w myślach, kiedy ucisk lekko się zmniejszył, co jest grane? Nikt z obecnych w powozie osób nie zauważył na szczęście jej chwilowego odlotu. Grupa Ślizgonów zajęta była jakąś dyskusją od której odcięła się jeszcze w pociągu. Do dziewczyny nie dotarło nawet, że w jej kierunku padłu jakieś pytanie.
- Ej, Vicky? - Gregory* pomachał jej ręką przed oczami. - To co o tym myślisz? - dodał, kiedy dziewczyna w końcu skupiła na nim swój wzrok.
- Co myślę o czym? - zapytała lekko rozkojarzonym tonem.
Phoebe, zielonooka szatynka siedząca obok niej, prychnęła z pogardą.
- Normalka, jak ktoś uważa się za lepszego to nawet nie... - zaczęła ze złośliwą nutą, przerwała jednak widzą spojrzenia pozostałych.
Phoebe i Victoria nie znosiły się od pierwszego dnia. Pod wieloma względami były do siebie zbyt podobne i to nie pozwalało im się zaprzyjaźnić. Obie uwielbiały dominować w grupie, być w centrum uwagi i co ważniejsze, nie lubiły się tą uwagą dzielić.
W normalnej sytuacji Victoria odgryzłaby się koleżance, teraz jednak nie było normalnie. Nadal nie mogła pozbyć się tego strachu, który poczuła przed kilkoma minutami oraz złego przeczucia towarzyszącego jej od rana. Dlatego po raz pierwszy zignorowała zaczepkę Phoebe i spojrzała pytająco na Gregory'ego.
- Wybacz. Zamyśliłam się. Mógłbyś powtórzyć?
- To nasz ostatni pierwszy dzień - powiedział z uśmiechem.
Victoria przez chwilę nie wiedziała o co mu chodzi, jednak dotarło do niej, że mówi o rozpoczęciu roku szkolnego... ich ostatniego. Tak, ostatnia uczta powitalna. Ostatnie przemówienie dyrektora i ostatnia ceremonia przydziału jaką przyjdzie im obejrzeć.
- Mam tego pełną świadomość. Co w związku z tym?
- Wiem, że wiesz - odparł tonem "nie o to mi chodziło". - Ja i Thomas** chcemy po uczcie urządzić imprezę w naszym dormitorium. Jak na razie Severus i Anabelle są przeciwni, nasza trójka - tutaj chłopak wskazał na siebie, Phoebe i Thomasa - jesteśmy za. Co ty na to?
Ostry ból ponownie przeszył jej głowę. To chyba na samą myśl o imprezie - pomyślała zamykając oczy.
- Jak chcecie to miłej zabawy, ale na mnie nie liczcie. Zresztą wiem jak to będzie wyglądało - dodała widząc skrzywioną minę Gregory'ego. - Teraz jesteście tacy napaleni na imprezę, a po obżarciu się na uczcie ledwo dojdziecie do pokoju wspólnego.
- Dokładnie to im powiedziałam. - Anabelle siedząca naprzeciw Victorii uśmiechnęła się promiennie.
Dziewczyna była tak podobna do swojej siostry, a jednocześnie tak bardzo się od niej różniła. Phoebe i Anabelle były bliźniaczkami i posiadały te sama rysy twarzy, te same kocio zielone oczy, różniły się tylko kolorem włosów. Blond loki Anabelle upodabniały ją do porcelanowej laleczki. Jednak mimo niemal identycznego wyglądu, charakterem siostry różniły się diametralnie. Ana była roztrzepana, wiecznie uśmiechnięta i optymistycznie nastawiona do otaczającego ją świata. Była też strasznie naiwna, w każdym doszukiwała się czegoś dobrego, nie potrafiła uwierzyć, że ktoś może być doszczętnie zły.
- Alee - wtrąciła Vicky widząc skwaszoną minę przyjaciela. - Impreza to świetny pomysł. Poczekajmy z nią jednak do soboty. Co wy na to? - zapytała, choć doskonale wiedziała, że się zgodzą. Może i nie była w zbyt dobrym humorze, jednak nic tak nie pomagało jej oderwać się od problemów i ponurych myśli, jak dobra impreza.
- Super. No, w końcu dojechaliśmy. Umieram z głodu! - Thomas wyskoczył z powozu zanim ten zdążył się zatrzymać.
Na widok zamku Victoria odepchnęła na bok wszystkie ponure myśli, panika minęła. W końcu w domu. Ta myśl wydała jej się dziwna. Nigdy nie traktowała Hogwartu w ten sposób. Ale te wakacje dały jej nieźle w kość, miała dość, a wierzyła, że tutaj zupełnie odetnie się od tego, czego zdążyła się dowiedzieć.
Jej spokój nie trwał jednak długo. Po kilkunastu sekundach powrócił ten dziwny ucisk w klatce. Z paniką obejrzała się za siebie i spojrzała na Las.
- Vicky? Co jest? - Dziewczyna nie wiedziała nawet, który z chłopaków zadał to pytanie.
- Ja... Wydawało mi się... Mogłabym przysiąc... - Pokręciła głową biorąc kilka oddechów. Nadal wpatrywała się w las, jednak było już ciemno i nie mogła dostrzec niczego poza koronami drzew. - Nie ważne. Wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje - dodała tonem, który miał brzmieć obojętnie, ale jej nie wyszedł. Dokładnie to pomyślała w pierwszej sekundzie, kiedy poczuła ten ucisk. Że ktoś ją obserwuje, ktoś niebezpieczny, kogo należy się bać. Jednak tam nie mogło być nikogo. Znała przecież ten las, wszelkie legendy o czyhającym tam niebezpieczeństwie były, w jej mniemaniu, tylko legendami. Co się zmieniło?
- Eeee... zaczęło ci odbijać? I tak później niż myślałam. - Pheobe uśmiechnęła się złośliwie.
- Zamknij się. - Anabelle zmierzyła siostrę ostrym spojrzeniem. - W porządku? – zapytała ostrożnie kładąc rękę na ramieniu Victorii. Musiała wyglądać okropnie, skoro przyjaciółka spoglądała na nią z taką troską.
- Spoko, pewnie to jakiś koleś się gapił. Nie dziwię mu się. - Gregory posłał w stronę dziewczyny wymowny uśmiech. Od ich zerwania minął już rok, ale on nadal traktował to jako zwykłą "przerwę" i był przekonany, że to kwestia czasu kiedy do siebie wrócą.
- Taak, pewnie masz rację... - Phoebe prychnęła, słysząc tak nieskromną odpowiedź koleżanki.
- Może byście z łaski swojej przestali tamować przejście? - Słowa wypowiedział z największą pogardą na jaką było go stać, jeden z Gryfonów.
- A może z łaski swojej byś nas po prostu wyminął, Black? - Thomas spojrzał na Syriusza jak na obleśnego robaka. - Miejsca jest pełno, jestem pewien, że nawet twój napuszony łeb się zmieści.
Victoria również spojrzała na chłopaka z odrazą. Nie znosiła go oraz jego kumpli, którzy, swoją drogą, momentalnie znaleźli się koło niego. Jednak w tej chwili nie mogła skupić całej swojej uwagi na tych nędznych debilach, ponieważ cały czas czuła mrowienie na karku. Stanie tyłem do lasu było dla niej nie lada wyzwaniem.
- Spokojnie Thomas, nie warto - odparła nerwowym tonem. Cała grupa, zarówno Ślizgonów jak i Gryfonów, spojrzała na nią z zaskoczeniem. Opanowanie i lodowaty ton były jej głównymi atutami w każdym starciu.
- Vicky ma rację. Nie ma co się kłócić. I tak powinniśmy już wchodzić do zamku. - Anabelle nadała swojemu głosowi stanowczy ton. - Jesteś blada. Dobrze się czujesz? - zapytała Victorię. – Chodźmy - nie czekając na odpowiedź złapała ją za rękę i nie zwracając uwagi na kolegów, którzy nadal siłowali się na spojrzenia z Gryfonami, pociągnęła przyjaciółkę w stronę schodów.
Jak tylko przekroczyła próg zamku, Victoria poczuła ulgę. Ciężka kula uciskające jej wnętrzności zupełnie zniknęła, jak i wrażenie, że jest obserwowana. Tutaj nic złego jej nie grozi.
- Odzyskujesz kolorki, chyba lepiej się poczułaś, co? - zapytał Thomas, jak tylko reszta grupy dogoniła dziewczyny.
- Zdecydowanie. Mam nadzieję, że ceremonia przydziału nie potrwa za długo. Nie jadłam cały dzień. - Ślizgonka dopiero teraz poczuła, że głód ściska jej wnętrzności.
- Oooo! - niemal krzyknęła Phoebe, jak tylko przekroczyli próg Wielkiej Sali.
- WOW! - Siostra poszła w jej ślady.
- Kto to? - pytanie zadane przez Victorię pozostało bez odpowiedzi. Niemal każda dziewczyna wchodząca do pomieszczenia reagowała podobnie. Chwilowe zamurowanie, później nerwowe chichoty. Uwaga większości skupiała się na jednym człowieku, siedzącym przy stole nauczycielskim.
- Zapewne nowy nauczyciel Obrony - powiedziała Ana niemal podskakując z ekscytacji. - Jest...
- Boski - dokończyła za nią Phoebe. – Wygląda jednak znajomo.
- Taaak. - Vicky też to dostrzegła. Nie potrafiła sobie przypomnieć skąd go może znać. Mężczyzna wyglądał na najwyżej dwadzieścia pięć lat, posiadał ciemnoblond włosy i był właścicielem najbardziej niebieskich oczu, jakie Victoria widziała w całym swoim życiu. Kolor był tak intensywny, że nawet z tej odległości był doskonale widoczny.
- Ej tym razem naprawdę blokujecie wejście. Przesadzacie. - Gregory zdecydowanie nie podzielał entuzjazmu koleżanek. Wyminął je i ruszył szybko w stronę stołu Ślizgonów. Dziewczyny lekko otrzeźwione uwagą chłopaka ruszyły za nim.
- Mogę przysiąc, że go znam... - komentowała dalej Pheobe.
Mężczyzna zdawał się być nieświadom reakcji, jakie wywołał. Rozmawiał z Hagridem i obaj wyglądali na ubawionych. Uśmiech (nie)znajomego był tak szczery i pełen wręcz chłopięcego optymizmu, że gdyby nie był tak przystojny, to Vicky od razu by go znienawidziła.
Podniecone szmery ucichły, kiedy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się z głośnym piskiem. Profesor McGonagall prowadziła za sobą sznur przerażonych jedenastolatków, którzy wiedzieli, że za chwilę zostaną przydzieleni do swoich domów, jednak nie wiedzieli, w jaki sposób do tego dojdzie.
Victoria była zupełnie niezainteresowana ceremonią, przyglądała się nowemu nauczycielowi. Nie ona jedna.
- Czy któraś z was zauważyła w ogóle, że ceremonia dobiega końca? - zapytał Thomas z lekkim rozbawieniem w głosie.
Ślizgonki ze zdziwieniem spostrzegły, że tiara została już wyniesiona, przy stołach siedzą nowi uczniowie, a na stołach pojawiło się już jedzenie.
- Nawet nie zauważyłam, że się zaczęła - odparła zupełnie niespeszona jego uwagą Phoebe.
- Ja nawet nie pamiętam kiedy usiadłyśmy do stołu - przyznała lekko rumieniąc się Anabelle.
- To będzie ciekawy rok. - Victoria spojrzała na dziewczyny i wszystkie trzy wybuchnęły śmiechem. Jednak na widok jedzenia przypomniała sobie jak bardzo jest głodna. - Podasz mi te pieczone ziemniaczki? - dziewczyna zwróciła się do Snape'a, który z ponurą miną wpatrywał się w stół Gryfonów.
- Zamierzasz to wszystko zjeść? - Gregory nadał swojemu głosowi przesadnie przerażony ton widząc ciągle zapełniający się talerz dziewczyny.
- Nie jadłam cały dzień.
Kolacja upłynęła im bardzo szybko, większość nadal nie odrywała wzroku od nowego nauczyciela. Victoria jednak tym razem bardziej była zafrasowana ziemniaczkami i pieczonym kurczakiem. A kiedy podano deser, zupełnie zapomniała o przystojnym nieznajomym i niemal pochłonęła dwie porcie puddingu czekoladowego. Jednak jak każda piękna chwila i kolacja w końcu się skończyła.
- Mam nadzieję, że wszyscy się najedliście i macie jeszcze trochę siły żeby wysłuchać paplaniny starego człowieka. - Albus Dumbledore uśmiechnął się dobrodusznie rozglądając po sali. Kilka głębokich i dość głośnych ziewnięć zdawało się być odpowiedzią na jego pytanie, jednak dyrektor zupełnie się tym nie przejął, jedynie uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Nasz woźny pan Filch, prosił mnie, aby przypomnieć wam reguły przez niego ustalane, jednak ograniczę się do prośby, byście w wolnej chwili zapoznali się z listą wywieszoną na drzwiach jego gabinetu. Pierwszoroczni, zapamiętajcie, że wstęp do Lasu jest absolutnie zabroniony. - Mężczyzna spojrzał wymownie na grupę siódmoklasistów siedzącą przy stole Gryffindoru, jednak nie dodał w tej kwestii nic więcej. - Na koniec chciałbym wam przedstawić Jordana Camerona, nowego nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią.
Wielka sala zawrzała od oklasków i podnieconych szeptów. Cameron z radosnym uśmiechem podziękował za gorące przywitanie.
- NIE! - Victoria była w szoku, kiedy zrozumiała skąd zna nowego nauczyciela.
- Ale... JAK? - Phoebe też miała przed oczami tego pryszczatego chudzielca, z którym dziewczyny miały spięcie kilka lat temu.
- Kilkoro z was - Dumbledore odezwał się ponownie, kiedy na sali zaległa względna cisza - może pamiętać profesora Jordana jeszcze ze szkoły. Otóż drodzy siódmoklasiści, Jodran był uczniem siódmego roku, kiedy wyście zaczynali Hogwart. Dla tych, którzy go nie pamiętają, był on Prefektem Naczelnym oraz uczniem Hufflepuffu. Niech was nie zmyli jego młody wiek, sam osobiście mogę potwierdzić jego zdolności. - Starszy mężczyzna z uśmiechem skłonił lekko głowę w stronę Camerona.
Victoria przestała słuchać dyrektora jak tylko poznała tożsamość nowego nauczyciela. Była wściekła i tylko silna wola pozwoliła jej nie zerwać się z miejsca i rzucić jakimś okropnym urokiem w tę śliczną, uśmiechniętą buźkę. Spojrzała na Phoebe i mimowolnie się uśmiechnęła, kiedy ich spojrzenia się spotkały. Wiedziała, że i ona jest wściekła i żądna zemsty. Rzadko się zdarzało, żeby dziewczyny stawały po jednej stronie, jednak tym razem zdecydowanie tak było.
- O NIE! - Anabelle dostrzegła wymienione przez Ślizgonki spojrzenia i zdecydowanie nie spodobało jej się to co zobaczyła. - Nie lubię, jak tak na siebie patrzycie. To zawsze oznacza kłopoty.
- Co zrobimy? - Pheobe zwróciła się do Victorii, ignorując uwagę siostry.
- Jeszcze nie wiem. Trzeba w spokoju obmyślić jakiś plan. Jednak musimy podejść do tego z dystansem. Bez okazywania wrogości… Wiem, mi też będzie trudno - dodała widząc minę, jaką zrobiła koleżanka. - Ale najpierw trzeba poznać wroga, jego słabości, potem obmyślimy, co z tym zrobić.
- JAKIEGO WROGA? - zapytała z paniką w głosie Ana. - Czy wy nie przesadzacie? Wlepił wam po szlabanie, na który zresztą zasłużyłyście i tyle. Nie on jeden zresztą, inni prefekci i nauczyciele też wam je wlepiali.
- Odjął nam też wtedy punkty. Dokładnie tyle, ile wynosiła nasza przewaga nad Gryfonami. Do tego w przeddzień zakończenia roku. - Phoebe mówiła wolno, jakby próbowała wyjaśnić niedorozwiniętemu dziecku coś oczywistego. - Do tego ten szlaban. Szorowałyśmy kible w dniu zakończenia roku, spóźniłyśmy się na uczę - dodała z obrzydzeniem.
- Odjął tylko dziesięć punktów. Inni odjęliby wam więcej. To, że Gryfoni przegrywali zaledwie dziewięcioma nie było jego winą. Vicky, błagam, choć ty bądź rozsądna - zwróciła się błagalnym tonem do przyjaciółki widząc, że siostra nie zamierza ustąpić.
- Właśnie dlatego, że jestem rozsądna jeszcze się na niego nie rzuciłam.
- Zamierzacie tu nocować? - Thomas zwrócił ich uwagę na to, że niemal cała sala już opustoszała.
- Na razie temat jest zakończony. Victoria ma rację mówiąc, że najpierw trzeba go poznać. Więc niczym się nie przejmuj, siostrzyczko.
Godzinę później Vicky leżała już w łóżku, nadal pałając chęcią zemsty. Jednak czuła też narastające podniecenie związane z jej planowaniem. Ten rok zapowiada się pracowicie. Kiedy jednak dziewczyna zasnęła nie myślała już o ani profesorze, ani o upokorzeniu sprzed lat. Śniło jej się, że stoi na błoniach i wpatruje w Zakazany Las. Czuła przerażający strach, ale jednocześnie silną potrzebę odkrycia, co takiego się w nim kryje.
* Gregory Nott
** Thomas Avery
Jestem po lekturze pierwszych dwóch rozdziałów, a raczej prologu i rozdziału i nie mam do czego się przyczepić.
Nie zwracałam wgl uwagii na interpunkcje czy literówki więc nawet nie wiem czy coś jest. Tak mnie wciągnęła fabuła,że mogłabym jeszcze czytać i czytać i nie miałabym dość.
Bardzo podobają mi się bohaterowie, szczególnie Vicky i Ana.
Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.