Kolejne dwa rozdzia³y mojego ff.
Rozdzia³ 7
Trudna rozmowa.
Po pogrzebie wszyscy zd±¿yli wróciæ do domu Weasley'ów. Na Molly i Artura czeka³o ju¿ kilka osób. Hermiona od razu rozpozna³a niektórych go¶ci.
Ko³o starego dêbu sta³a czarownica o srogim spojrzeniu. Mia³a ciemnozielon± szatê i ciasno zaczesany kok. By³a to nauczycielka transmutacji, a teraz i dyrektor Hogwartu. Rodzice Rona, wraz z George'em, podeszli do niej. Dziewczyna nie by³a w stanie us³yszeæ, o czym rozmawiaj±, bo sta³a zbyt daleko.
W grupie czarodziejów, którzy przybyli, by³ równie¿ Amos Diggory. Hermiona spotka³a go na Mistrzostwach ¦wiata w Quidditchu parê lat temu. Przykre by³o, ¿e on tak¿e straci³ syna podobnie jak pañstwo Weasley. Mê¿czyzna ¿ywo dyskutowa³ z koleg± obok siebie. Drugi czarodziej by³ ubrany w br±zow±, d³ug± szatê, a na g³owie mia³ kapelusz jak z popularnego westernu. Hermiona nigdy wcze¶niej go nie widzia³a.
- Witajcie kochani! - Trójka przyjació³ a¿ podskoczy³a wystraszona po tak d¼wiêcznym i g³o¶nym przywitaniu. Okaza³o siê, ¿e za nimi sta³ wysoki, potê¿ny mê¿czyzna. Nie potrzeba by³o du¿o czasu, aby go rozpoznali.
- Hagrid! - zawo³a³a Hermiona i nie zwracaj±c na nic uwagi, przytuli³a w³ochatego przyjaciela.
- Dobrze ciê widzieæ - powiedzia³ Ron. - Jak tu przyby³e¶?
Hagrid wskaza³ swoim grubym palcem na motocykl, który sta³ ko³o starej, rozwalaj±cej siê szopy. Hermiona dopiero teraz, po tym ge¶cie, zauwa¿y³a na twarzy olbrzyma zmêczenie.
- Szkoda ch³opaka, lubi³em go, cholibka - powiedzia³ cicho. - Hermiono, pani McGonagall chcia³a z tob± rozmawiaæ. Ale nie znam wiêcej szczegó³ów.
- Zobacz, Kingsley te¿ jest - szturchn±³ j± Ron.
Nie wiedzia³a, co McGonagall mo¿e od niej chcieæ. Otrz±snê³a siê jednak po kuksañcu i rozejrza³a po ogrodzie.
Grupka czarodziejów rozmawia³a przy namiocie. Hermiona zauwa¿y³a, ¿e w¶ród nich by³ nowy Minister Magii - tak samo elegancko ubrany jak ostatnio. Tu¿ obok niego sta³a starsza czarownica. Mia³a na sobie okropn± zgni³ozielon± spódnicê i o³ówkowy ¿akiet, a jej krótkie, siwe w³osy stercza³y we wszystkie strony. Z pewno¶ci± nie budzi³a zaufania.
- Chyba to delegacja z Ministerstwa - powiedzia³ Harry.
Ka¿dy z obecnych czarodziejów podchodzi³ do rodziców Freda i sk³ada³ im szczere kondolencje.
Po emocjonalnych i intymnych momentach wszyscy zasiedli do obiadu. Hermiona usiad³a z Harrym, a Ron zaj±³ miejsce obok swojej rodziny. Ko³o dziewczyny by³o jedno wolne krzes³o, na którym odwa¿nie usiad³ Wiktor Krum.
Spojrza³ na Hermionê swoimi zielonymi oczami i odezwa³ siê zalotnie:
- Ostatnio nie dokoñczyli¶my rozmowy.
Dziewczynie pojawi³y siê rumieñce na policzkach, poniewa¿ pamiêta³a, ¿e wtedy przerwa³ im Ron.
- Teraz bêdziemy mogli porozmawiaæ - u¶miechnê³a siê. - Skoñczy³e¶ na tym, ¿e spotkamy siê jeszcze w tym roku...
- S³ysza³em, ¿e wracasz dokoñczyæ szko³ê... - zacz±³ znowu. Wzi±³ g³êboki oddech i postanowi³ kontynuowaæ. - Ja robiê sobie przerwê w rozgrywkach i na kilka miesiêcy przyjadê do Hogwartu. Ale reszty nie mogê ci powiedzieæ, to tajemnica - mówi±c to, pu¶ci³ jej oczko.
Hermiona zabra³a siê za jedzenie ziemniaków znajduj±cych siê na jej talerzu. Nic nie odpowiedzia³a, ale my¶li kr±¿y³y w jej g³owie jak szalone. Niesamowicie j± ciekawi³o, dlaczego Krum ma zamiar zjawiæ siê w Hogwarcie. Ale jeszcze bardziej niepokoi³o j± to, jak na tê wiadomo¶æ zareaguje Ron. Mia³a tylko jedno przypuszczenie - pewnie bêdzie w¶ciek³y z zazdro¶ci.
W tym momencie jej wzrok powêdrowa³ w stronê Harry'ego. Ch³opak akurat kroi³ kotleta, ale prawdopodobnie wyczu³, ¿e Hermiona lustruje go wzrokiem. Dziewczyna mia³a nieodparte wra¿enie, ¿e jej przyjaciel s³ysza³ ca³± rozmowê, a co gorsza - ¿e tymi informacjami podzieli siê z rudzielcem. Wyszepta³a tylko, aby móg³ odczytaæ s³owa z ruchu jej warg:
- Harry, nie mów nic Ronowi. Sama to zrobiê. Proszê.
Ch³opak nie dr±¿y³ dalej tematu i zabra³ siê za jedzenie.
***
Po zjedzonym obiedzie wiêkszo¶æ go¶ci rozesz³o siê do swoich namiotów, czê¶æ natomiast przesz³a do kuchni. Aura niestety przesta³a sprzyjaæ. Nad Nor± pojawi³y siê ciemne, gêste chmury. Ga³êzie wielkich, starych drzew a¿ ugina³y siê przed silnymi podmuchami wiatru.
Hermiona wspina³a siê po drewnianych schodach do swojego pokoju, lecz zawróci³a do kuchni, bo w ostatniej chwili zauwa¿y³a swojego ch³opaka.
- Ron! Ron! - zawo³a³a. - Musimy chwilê porozmawiaæ.
- Zaraz przyjdê. Tylko rozpalê w kominku - powiedzia³. - Incendio!
Hermiona niepewnym krokiem podesz³a do niego i wyduka³a:
- Porozmawiajmy na osobno¶ci, Ron.
- To chod¼my do pokoju Percy'ego - zaproponowa³.
Chwilê pó¼niej byli ju¿ na poddaszu. Hermiona jeszcze nigdy nie by³a w tym pokoju. Sta³o tu tylko jedno ³ó¿ko, na biurku by³o pe³no dokumentów, listów i zeszytów, a na starej szafie sta³a pusta klatka. Dziewczyna spojrza³a tak¿e na ¶cianê - wisia³y tam zdjêcia i wycinki z Proroka Codziennego. Pomieszczenie niezbyt przypad³o jej do gustu.
- Twój brat nie bêdzie na nas z³y, ¿e tu jeste¶my? - zapyta³a.
- Raczej nie. Jest zajêty na dole, rozmawia z kim¶ z Ministerstwa - odpowiedzia³.
Oboje usiedli na ³ó¿ku Percy'ego, które zaskrzypia³o pod ich ciê¿arem. Hermiona ba³a siê tej rozmowy. By³a ju¿ zdecydowana, aby wróciæ do Hogwartu, ale nie chcia³a siê k³óciæ z Ronem. Za bardzo go kocha³a. Otworzy³a usta, ¿eby zacz±æ, ale zrezygnowa³a.
- Widzia³em, jak przy obiedzie rozmawia³a¶ z Krumem. - Ch³opak zrobi³ pierwszy krok.
- Przysiad³ siê... - usprawiedliwia³a siê. Nie zd±¿y³a jednak dokoñczyæ, bo w s³owo wszed³ jej Ron:
- Dobrze siê bawili¶cie? Dzisiaj?! W takim dniu? - z ogromnym ¿alem wybuchn±³ Ron.
- Uspokój siê! - £zy powoli nap³ywa³y jej do oczu. - Mieli¶my rozmawiaæ, a nie krzyczeæ.
- To mów! - warkn±³.
- Wiesz, ¿e od wrze¶nia wracam do szko³y - zaczê³a ponownie.
- Tak, wiem to, mówi³a¶ ju¿ - odpowiedzia³, uspokajaj±c siê powoli.
Hermiona przez chwilê zbiera³a my¶li, ale dalej kontynuowa³a.
- W³a¶nie o TYM rozmawia³am z Wiktorem. Wtedy, kiedy przerwa³e¶ rano rozmowê, chcia³ mi powiedzieæ, ¿e on te¿ bêdzie w tym roku w Hogwarcie - resztkami tchu szybko wypowiedzia³a ostatnie zdanie. Mia³a nadziejê, ¿e Ron nie zrozumie tego opacznie. Niestety siê myli³a. W jednej chwili twarz i uszy ch³opaka poczerwienia³y.
- Umówi³a¶ siê z nim! - powiedzia³ oskar¿aj±cym tonem. - Ju¿ wszystko rozumiem!
Rudow³osy ch³opak wsta³ z ³ó¿ka i skierowa³ siê w stronê drzwi. Zrozpaczona Hermiona zeskoczy³a i chwyci³a go mocno za rêkê. Spojrza³a mu g³êboko w oczy i krzyknê³a:
- Ronaldzie Weasley! Uspokój siê! Nie mo¿esz tego zrozumieæ, ¿e nie chcê siê k³óciæ? Nie spotykam siê z Wiktorem. - Zrobi³a chwilê przerwy i kontynuowa³a. - Spotykam siê z jednym rudow³osym g³upkiem! Z tob±.
Ron patrzy³ na ni±, jakby dosta³ t³uczkiem w g³owê. Dziewczyna ciê¿ko oddycha³a, a rêce trzês³y jej siê ze z³o¶ci. M³odzieniec wróci³ i usiad³ na ³ó¿ku. Patrz±c na swoje buty, odezwa³ siê:
- Przepraszam.
Hermiona przyklêk³a przy nim i szepnê³a:
- Ron, bêdziemy mieli ze sob± kontakt. Listy i ka¿da wizyta w Hogsmeade... Dobrze?
- Obiecujesz? - zapyta³ i spojrza³ jej w oczy.
- Obiecujê - odpowiedzia³a, a ³zy pop³ynê³y po jej czerwonych policzkach.
Przytulili siê.
Nagle niespodziewanie, bez pukania, do pokoju wesz³a Ginny.
- Wszêdzie was szuka³am! - rzuci³a.
Rozdzia³ 8
Powrót?
- Dobrze, ¿e was znalaz³am - powiedzia³a zdyszana Ginny. - Hermiono, pani McGonagall chcia³a z tob± rozmawiaæ. - Zobaczy³a zdziwion± minê przyjació³ki i dopowiedzia³a: - nie mówi³a, o co chodzi.
Dziewczyna wiedzia³a ju¿ o tym, ale kompletnie wylecia³o jej to z g³owy. Kilka chwil temu przecie¿ mówi³ jej o tym Hagrid. Wsta³a wiêc szybko i wysz³a z pokoju wraz z Ginny.
- Czekajcie! - Us³ysza³y krzyk z pokoju. - Idê z Wami.
Troje m³odych czarodziejów kierowa³o siê do salonu. W pokoju zosta³a ju¿ tylko pani Weasley, Harry i nauczycielka transmutacji. Kobiety siedzia³y na kanapie, ogrzewaj±c siê przy kominku, natomiast Harry sta³ niedaleko sto³u i przygl±da³ siê uwa¿nie swojej ró¿d¿ce.
Weszli do pokoju.
- Dzieñ dobry, pani profesor - powiedzia³a Hermiona.
- Witajcie. Granger, usi±d¼ tutaj z nami.
Dziewczyna bez wahania usiad³a na drewnianym krze¶le obok sofy, które jednak niebezpiecznie zako³ysa³o siê pod jej ciê¿arem.
W domu Weasley'ów wiêkszo¶æ mebli by³a stara i rozk³adaj±ca siê. W³a¶ciciele nie byli zbyt zamo¿ni. Artur, ojciec Rona, pracowa³ w Ministerstwie, a Molly zajmowa³a siê domem i ogrodem.
- Ronaldzie, nie b±d¼ niem±dry i te¿ usi±d¼ - powiedzia³a Molly do swojego najm³odszego syna.
Minerwa McGonagall wyjê³a ze swojej zielonej, ma³ej torebki kopertê.
Hermiona zauwa¿y³a, ¿e by³a zapieczêtowana nieznajom± jej urzêdow± pieczêci±.
- Tak naprawdê chcia³am spotkaæ siê z wami wszystkimi - zaczê³a profesorka. - Oczywi¶cie w zwi±zku z wasz± dalsz± edukacj± w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Ron mimochodem spojrza³ na Harry'ego pytaj±cym wzrokiem. Pani profesor nie zwróci³a jednak na to uwagi i kontynuowa³a:
- Muszê przy was odczytaæ pismo z Ministerstwa. - Podnios³a kopertê tak, aby ka¿dy móg³ j± zobaczyæ. - Sama nie wiem do koñca, co tam jest - przyzna³a.
W jednej chwili z³ama³a pieczêæ, rozerwa³a kopertê i zaczê³a czytaæ:
Szanowni Pañstwo:
Hermiona Granger, Harry Potter, Ronald Weasley.
Z pewnych powodów nie ukoñczyli Pañstwo edukacji
w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Aby mogli Pañstwo powróciæ od wrze¶nia na lekcje,
zmuszeni s± Pañstwo do z³o¿enia pewnych
dokumentów do Biura Edukacji w Ministerstwie.
Spis dokumentów znajduje siê w za³±czniku.
Maj± Pañstwo czas do 31 sierpnia.
Z powa¿aniem,
Irminda Flack
Wszyscy zwrócili wzrok na nauczycielkê. Nikt tak naprawdê nie wiedzia³, co powiedzieæ. Po jakim¶ czasie pierwsza odezwa³a siê Hermiona.
- Jestem zdecydowana, aby wróciæ do szko³y. - Na chwilê zatrzyma³a siê, aby wzi±æ oddech. - Chcia³abym kiedy¶ pracowaæ w Ministerstwie, a bez nauki ani rusz. - Dziewczyna postawi³a nacisk na dwa ostatnie s³owa.
- Mam nadziejê, ¿e ty i Harry te¿ macie taki zamiar - Molly pe³nym nadziei g³osem zwróci³a siê do Rona.
Harry z przyjacielem spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Miny mieli tym razem przera¿one.
- Ja zostajê w domu - odpowiedzia³ matce stanowczo. - Trzeba pomóc George'owi w sklepie, a poza tym nie muszê zdawaæ Owutemów, ¿eby znale¼æ pracê - wyja¶ni³.
Hermiona zauwa¿y³a, jak Molly wzrasta ci¶nienie. W jednym momencie uszy i policzki kobiety zrobi³y siê mocno czerwone, wrêcz bordowe. Mo¿na by³o wyczuæ nieprzyjemn± atmosferê unosz±c± siê w pokoju.
- Ronaldzie Weasley! - krzyknê³a na syna. - Co ty wygadujesz? Nie masz zamiaru koñczyæ szko³y?
- Przecie¿ zda³em SUMY, skoñczy³em szóst± klasê... - przerwa³.
- Czy ty chcesz ¿yæ w takich warunkach jak my przez wszystkie lata tutaj, w Norze? - Pani Weasley zdenerwowa³a siê na dobre. - Masz wróciæ do Hogwartu!
Wszyscy przygl±dali siê ze zdumieniem tej k³ótni. Hermiona nerwowo patrzy³a na swojego ch³opaka. Wiedzia³a wcze¶niej o jego decyzji, ale nie spodziewa³a siê takiej reakcji jego matki.
- Jak chcesz, to mogê przeprowadziæ siê do Billa i Fleur do Muszelki! - odkrzykn±³ m³ody ch³opak.
- I co? Bêdziesz ¿y³ na ich koszt? - zapyta³a zdenerwowana.
Na pomoc sytuacji przysz³a profesor McGonagall.
- Molly! Uspokój siê, moja droga, ch³opak to jeszcze przemy¶li - próbowa³a uspokoiæ kobietê. - Mam racjê, Ronaldzie?
Hermiona w duchu dziêkowa³a pani dyrektor, ¿e przerwa³a tê k³ótniê. Jednak¿e wiedzia³a, ¿e Molly bêdzie ¶miertelnie obra¿ona i z³a na syna przez d³u¿szy czas. I ¿e nic tego nie zmieni, je¶li Ron nie postanowi jednak wróciæ do Hogwartu.
- Nie mam siê nad czym zastanawiaæ - odpowiedzia³ Ron.
- Harry? A ty wracasz z Hermion±?
Nietrudno by³o rozpoznaæ zak³opotanie na twarzy m³odzieñca. Widaæ by³o, ¿e bi³ siê z my¶lami.
- Nie wiem jeszcze. Nie zastanawia³em siê nad tym - odpowiedzia³ cicho.
Na pewno nie polepszy³o to sytuacji, Pani Weasley równie¿ spojrza³a na niego srogo. Zapad³a chwila niezrêcznej ciszy. Ginny z progu obserwowa³a ca³± rozmowê. W pokoju s³ychaæ by³o jedynie krople uderzaj±ce o parapet, poniewa¿ burza rozpêta³a siê ju¿ na dobre. Kilka minut pó¼niej odezwa³a siê McGonagall:
- Moi drodzy, czas ju¿ na mnie. Molly, mog³aby¶ mnie odprowadziæ? Chcia³abym z tob± zamieniæ parê zdañ. Na osobno¶ci - wypowiedzia³a te s³owa z pe³n± stanowczo¶ci±.
- Dobrze - odpowiedzia³a Molly. - A wy - zwróci³a siê do ca³ej czwórki - spaæ! Bez dyskusji! Dziewczynki do siebie, a ch³opcy do siebie.
Kobieta by³a dalej zdenerwowana. Rumieñce zniknê³y, ale po tonie wypowiadanych s³ów Hermiona wyczu³a, ¿e matka Rona d³ugo nie odpu¶ci.
***
Ca³a czwórka wesz³a do pokoju ch³opców wbrew zaleceniom matki. Harry z Ginny usiedli na jednym ³ó¿ku, a Hermiona wpu¶ci³a do pokoju jeszcze Krzywo³apa. Kot po³o¿y³ siê ko³o jej nóg i zacz±³ przyja¼nie mruczeæ. Rudow³osy ch³opak nie móg³ siê uspokoiæ po k³ótni w salonie i chodzi³ po ca³ym pokoju. Jego sówka nerwowo pohukiwa³a.
- Uspokój siê! - krzykn±³ na ni±.
Ginny podesz³a do klatki i wypu¶ci³a zwierzê przez okno na burzê.
Nagle drzwi otworzy³y siê z trzaskiem, a do pokoju wesz³a pani Weasley.
- Spaæ! - krzyknê³a na wszystkich.
Dziewczêta wsta³y, a Molly odprowadzi³a je do pokoju.
- Dobranoc! I ¿adnych wêdrówek w nocy - zakoñczy³a rozmowê i energicznie zamknê³a za sob± drzwi.
No czy wypada komentowaæ w³asne ff?
Trudno jest minizadanie, chcê punkty dla Huffa : D
Chyba z 10minut siedzia³am, ¿eby co¶ wymy¶liæ. Ciê¿ko jest mi skomentowaæ w³asn± pracê.
Mogê jedynie napisaæ, ¿e ogromnie siê staram nie robiæ b³êdów. ¦mierciojadek oraz Penelope pomog³y mi w wy³apaniu tych nieszczêsnych b³êdów interpunkcyjnych i stylistycznych. Jestem im bardzo wdziêczna : )
Zapewniam Was, ¿e to nie s± ostatnie rozdzia³y. Mam prawie gotowe 22rozdzialiki, ale na pewno napiszê wiêcej, bo historia jeszcze nie skoñczona.
Od razu podziêkujê osob±, które skomentuj± moj± ciê¿k± pracê. Jeste¶cie wspaniali : D