Czas zacząć poszukiwania rodziców Hermiony.
Rozdział 12
Pomoc
To był George.
- Siemaneczko - powiedział i wszedł do pokoju.
Ubrany był zwyczajnie - czarna koszulka i jeansowe spodnie. Jego rude włosy sterczały we wszystkie strony.
Usiadł na łóżku Harry'ego, które było najbliżej drzwi. Podniósł poduszkę i rzucił nią w Ronalda, śmiejąc się w głos.
- Uczycie się? - powiedział, spoglądając na stertę książek, która leżała na podłodze obok przyjaciół.
- Nie, Hermiona musi odnaleźć rodziców - wyjaśnił Harry.
- Wiadomo! Masz już pomysł, prawda?
- Oczywiście.
Wszyscy troje opowiedzieli mu, co planują. Wiedzieli, że mogą mu zaufać. Chłopak siedział na łóżku, obracając swoją różdżkę w dłoni, słuchając uważnie. Gdy skończyli, zapytał.
- Kwiat Tatrzański?
Widać było zamyślenie na jego twarzy.
- Tak. Ten składnik to jeden z głównych w eliksirze - wyjaśniła dziewczyna.
- A wiesz, gdzie go szukać? - dopytywał się widocznie zainteresowany.
- Oczywiście. Wyczytałam w księdze, że znajduje się w Polsce - wyjaśniła. - Jest to kraj nad morzem Bałtyckim - dodała, widząc zdziwioną minę Ronalda.
Pokręciła głową z dezaprobatą. Harry uczył się geografii, będąc u Dursley'ów. Chodząc do mugolskiej szkoły, wiedział, gdzie ów państwo się znajduje. Jednak nigdy wcześniej tam nie był.
- Polska, Polska - zastanawiał się głośno.
Nagle zeskoczył z łóżka i usiadł obok przyjaciół na dywanie. Poklepał drugiego rudzielca po plecach i rozbawiony pogwizdywał.
Wszyscy troje spojrzeli na niego. Hermiona dawno go nie widziała tak podekscytowanego.
- Znam pewnego chłopaka z Polski - powiedział. - Kiedyś z Fredem - zmarkotniał, ale nie przerywając, mówił dalej. - Poznaliśmy jednego w naszym sklepie. Nawiązaliśmy z nim międzynarodową współpracę. Przysyła nam od siebie z kraju różne składniki, a my jemu wysyłamy kilka produktów.
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Przyszedł jej do głowy pewien pomysł.
Otworzyła usta, aby się odezwać, lecz nie przerwała monologu Georga, tylko dalej słuchała. Chłopcy popatrzyli na siebie, ale nikt nie przerywał.
- Skoro tam musicie szukać, to napiszę do Wojtka list. Zamieszkacie u niego i jestem pewny, że wam pomoże. To jest naprawdę świetny człowiek, do tego pomocny, więc możecie być spokojni.
- George! Jesteś wspaniały - krzyknęła z radości.
Nie potrafiła powstrzymać swojego entuzjazmu. Nareszcie jakiś postęp, czuła, że to wszystko zakończy się szybciej, niż sama podejrzewała. Wojtek dosłownie spadł im z nieba.
- Jak powiedziałeś, że masz takiego znajomego, od razu pomyślałam, że mógłby nam się przydać. Ale nie chciałam przerywać, gdy mówiłeś - zarumieniła się.
Ron z Harrym rozpromienili się. Kolejna osoba do pomocy to większe szanse na szybsze znalezienie potrzebnej rośliny. Ron wstał z dywanu, aby rozprostować nogi. Przeciągnął się i głośno ziewnął.
- Idę do pokoju Percy'ego pożyczyć jego sowę - powiedział George. - Wyślę do Wojtka list, czy nie byłoby problemem, gdybyśmy tam zawitali. Lepiej wcześniej uprzedzić, może nie lubi niespodziewanych wizyt.
- Byśmy? - zapytała zdziwiona Hermiona.
Harry wstał i spojrzał pytająco na chłopaka.
- Oczywiście. Myślisz, że opuściłbym taką przygodę? - uśmiechnął się. - Dobra. Lecę.
- trzask -
George teleportował się z pokoju Rona i Harry'go. Wszyscy troje spojrzeli na siebie. Hermiona dopiero po dłuższej chwili zaczęła mieć trochę mieszane uczucia co do tego, żeby George jechał z nimi.
- Ale jeśli mu to pomoże i będzie szczęśliwy... to dlaczego nie - powiedziała głośno, ale bardziej do siebie niż do chłopców.
- Co wy o tym wszystkim myślicie? - zapytał Harry po chwili ciszy.
Ron usiadł na swoim łóżku, które dość głośno zaskrzypiało. Odezwał się jako pierwszy.
- Dla mnie bomba! Szybciej nam to pójdzie. Skoro tam mieszka, to lepiej nam będzie szukać.
Hermiona tylko przytaknęła głową i wstała z podłogi. Harry nic nie mówił, zamyślony patrzył przez okno na ogród państwa Weasleyów.
- Czas na obiad - zwróciła się do przyjaciół. - Odniosę książki i spotkamy się na dole - uśmiechnęła się. - Wingardium Leviosa - machnęła różdżką i księgi wraz z mapami wyleciały w górę. Dziewczyna wyszła z pokoju chłopców, a książki wyleciały za nią.
***
- Wróciłaś.
Hermiona nieśmiało uśmiechnęła się do przyjaciółki, która leżała przykryta kocem. Weszła do swojego pokoju, a rzeczy poleciały na stolik. Schowała różdżkę i usiadła na stołku. Odezwała się ostrożnie.
- Ginny... będziesz mi potrzebna tutaj, w Norze, gdy wyjedziemy.
Rudowłosa dziewczyna zrzuciła kota z kolan i usiadła w napięciu, słuchając.
- Ja, Ron, Harry i - chwilę się zastanowiła. - George wyjedziemy do Polski w najbliższych dniach. Jednym ze składników jest kwiat Tatrzański.
- A co ja mam robić? - przerwała niecierpliwie.
Hermiona nerwowo podniosła rękę i zaczesała włosy. Bała się, że przyjaciółce pomysł się nie spodoba i w dalszym ciągu będzie się na nią gniewać.
- Aby dodać składniki, trzeba zacząć warzyć eliksir. A ty go dopilnujesz, gdy nas tu nie będzie - wypaliła szybko i mało zrozumiale.
Zobaczyła niepewną minę Ginny. Rudowłosa dziewczyna przekręciła lekko głowę. Hermiona, nie czekając na reakcję, mówiła dalej.
- To też jest przecież ważne zadanie. W odpowiednich godzinach będziesz musiała wywar podgrzać, wymieszać i dodać to, co już mamy.
- Czyli jednak wam pomogę? - uśmiechnęła się piegowata dziewczyna. Widać było blask w jej oku, cała się rozpromieniła. Dotarło do niej to, że jednak w całej tej drużynie jest potrzebna.
- Już nie jesteś na mnie zła? - zapytała bardzo nieśmiało Hermiona. - Nie chcieliśmy, abyś ryzykowała wydaleniem ze szkoły za używanie czarów. Pamiętasz, że Harry miał nawet rozprawę w sądzie o takie coś?
Dziewczyny siedziały przez chwilę w ciszy, gdy do pokoju wszedł Ron. Przez otwarte drzwi wyleciał Krzywołap.
- Miałyście przyjść na obiad - powiedział, stojąc prawie w progu.
- Chyba trochę się zagadałyśmy - odpowiedziała Hermiona.
Wszyscy troje zeszli drewnianymi schodami do kuchni. Czuć było wiele zapachów dochodzących z pomieszczenia na dole. Pani Weasley sama zabrała się za obiad. Dziewczyna poczuła, że robi się głodna i z wielką ochotą coś zje. Jednak na korytarzu zatrzymał ją George.
- Wysłałem list - powiedział półgłosem, żeby mama przypadkiem nie podsłuchała.
- Jak przyjdzie odpowiedź, to od razu wam powiem. - Uśmiechnął się do dziewczyny. - Lepiej mamie na razie nic nie mówić, bo chodzi trochę rozdrażniona.
Weszli do kuchni. Przy stole siedzieli już wszyscy oprócz Percy'ego i pana Weasleya. Musieli zostać dłużej w Ministerstwie, ponieważ narobiło się zamieszanie w kilku departamentach.
Chłopy i Ginny zajadali zupę szpinakową, Fleur świergotała coś z Molly, a Krzywołap pożerał pyszne kąski pod stołem przy nodze mamy Rona.
Hermiona wraz z Georgiem usiedli pomiędzy Harrym a Ronaldem. Ron z pełnymi ustami odezwał się do dziewczyny.
- Pamiętaj, że mamy pogadać wieczorem.
Dziewczyna zalotnie uśmiechnęła się do swojego chłopaka i westchnęła.
Nagle rozmowę przerwała pani Weasley.
- Mam dla Was robotę - powiedziała. - Tak, tak, Ron, dla Ciebie, Ginny, Hermiony i Harry'ego. - Zwróciła się do syna, gdy zobaczyła jego minę.
- W czym mamy pomóc? - zapytała jedyna córka.
- W ogrodzie jest trochę roboty - wyjaśniła. - Koniecznie trzeba skosić trawę, wyplewić ogród. - Chwilę się zastanowiła. - I trzeba naprawić szopę. Ojciec już od roku planuje naprawę.
Hermiona miała wrażenie, że pani Weasley wymyśliła to, ponieważ usłyszała, co Ron powiedział do niej.
- Chyba zajmie wam to resztę dni - mówiła dalej.
- A nie mogą ci pomóc Bill i Charlie? - zbuntował się Ron.
- Ronaldzie, nie dyskutuj ze mną! - zdenerwowała się pani Weasley, a jej uszy zrobiły się tak bordowe jak sos do wołowiny, który stał na stole.
- Jak zjemy, to od razu zabierzemy się do roboty. - Harry próbował uspokoić kobietę.
Gdy już wszyscy zjedli i umyli naczynia, cała czwórka poszła przebrać się w robocze ciuchy. Nadszedł czas na wielkie sprzątanie.
- Chodźcie już na dół! - zawołała niecierpliwie pani Weasley.
Idzie Ci już dużo lepiej niż na początku, muszę Cię pochwalić. Jedynie co mnie dziwi to dialogi. Pod koniec pisałaś je poprawnie, a na początku błędnie, nie wiem więc, z czego to wynika. Serio, na początku robiłaś błędy, których pod koniec już nie miałaś. Dziwne ;D
Poza tym podoba mi się dołożenia George'a do tej historii. Jedynie słabo wyszło Ci to jego udawanie, że nie rozpacza tak strasznie za Fredem. Nie wyobrażam sobie, by człowiek, którego cząstka umarła (bo tak można nazwać Freda dla George'a), gadał sobie spokojnie, śmiał i rzucał poduszkami. Raz, przy wspomnieniach, zrobiło mu się trochę przykro, ale to za mało. Nie wierzę jako czytelnik w Twoją kreację tej postaci. Brakowało mi chociaż kilku zdań opisujących, że serce mu się złamało, że tak cięzko mu udawać, że ma smutne, puste oczy, że nie umie się już szczerze uśmiechać - cokolwiek, co pozwoliłoby myśleć, że jednak rozpacza i to strasznie za swoim bratem bliźniakiem.
Fajnie, że część akcji będzie się dziać w Polsce. No i cudowne imię wybrałaś - Wojtek, ach Wojtek ;D Trochę irytuje mnie pani Weasley, ale jeszcze nie jest źle. Dobrze też rozwiązałaś problem z Ginny - to było genialne ze strony Hermiony i dobrze, że pomyślałaś o tym.
Mam nadzieję, że w końcu ruszy akcja i pokażesz nam coś więcej niż tylko planowanie i życie codziennie w Norze. Czekam. ; )