Dalsza część mojego ff.
Nowi goście przybywają do Nory. Pełno przygotowań do pogrzebu. Dziwne rozmowy. Łzy.
Rozdział 5. Dziwna rozmowa.
Hermiona weszła do Nory, ale już od samego progu poznała ten głos.
Nagle rozległ się przeraźliwy, głośny trzask talerza i rozmowa.
- Przepraszam pani Weasley! Nie chciałem, już to posprzątam.
- Nic się nie stało, kochaneczku - odpowiedziała mile pani Weasley.
- Neville! - krzyknął Ron i wyprzedził Hermionę. - Fajnie, że już jesteś!
- Przyleciałem z moją babcią… - odpowiedział trochę zawstydzony.
Hermiona weszła do kuchni. Wszędzie było pełno ludzi, tak że nie miała nawet gdzie postawić nogi.
- Ostatnio taki tłok był tutaj na weselu Billa i Fleur - pomyślała.
Przy zlewie stała Apolonia Delacour, matka Fleur.
Była równie piękna jak jej córka. Dziewczyna rozglądała się po kuchni i co chwilę odpowiadała 'cześć'.
Gospodyni w kuchni pomagali Luna, Cho, Dean i Neville.
- Pani Weasley, zaraz pani pomogę. - zaoferowała się Hermiona.
Była bardzo zmęczona wyprawą do Londynu, ale wypadało pomóc przy kolacji.
- Idź na dwór. Chyba Percy z Billem potrzebują pomocy w rozłożeniu namiotu wuja Franka. Weź sobie Harry'ego do pomocy - poprosiła Molly.
- Dobrze - odpowiedziała dziewczyna.
Wiedziała dlaczego ma z Harrym pomóc, Molly dalej była zła na nią o incydent w kuchni.
***
Zasiedli do kolacji. Wielki drewniany stół był nakryty granatowym obrusem. Molly z Arturem siedzieli obok państwa Delacour. Harry opowiadał Ginny o szukaniu horkruksów, a Ron z Charliem rozmawiał o tresurze smoków. Hermiona patrzyła na całą rodzinę. Wszyscy usiedli przy jednym stole jak jedna wielka rodzina lecz czuła, że brakuje jej rodziców.
Nagle wstał George, przez co zapadła zupełna cisza.
- Dziękuję wszystkim, że tu jesteście - powiedział cichym głosem - ale Fred nie chciałby, abyście się smucili – kontynuował. - Lee, chodź do pokoju, zrobiłem zakupy w mugolskim sklepie - zwrócił się do przyjaciela i oboje wstali od stołu.
Hermiona zauważyła jak pani Weasley zalała się łzami i przytuliła się do męża. Ron zaśmiał się pod nosem i odezwał półgłosem do Harry'ego.
- Wrócił nasz George, nareszcie!
- Ronald! Jesteś okropny! - oburzyła się Hermiona - To nie jest czas i miejsce na żarty.
Ron z obrażoną miną odwrócił się od dziewczyny.
Powoli wszyscy zaczęli się rozchodzić do swoich namiotów. Następny dzień zapowiadał się ciężki.
Ginny wstała od stołu.
- Idę do pokoju Harry'ego i Rona. Idziesz ze mną? - zapytała Hermionę.
- Nie. Wreszcie znajdę chwilę dla siebie - odpowiedziała.
Gdy przyjaciele odeszli od stołu, dziewczyna dopiła herbatę i wstała.
Parę osób jeszcze pozostało przy posiłku, więc nie musiała teraz pomóc pani Weasley.
Kierując się do domu zaczepiła ją Fleur.
- Hermiono, zaczekaj - zawołała ją piękna, młoda kobieta. - Dzisiaj miał przylecieć jeszcze ktoś, ale miał ważny mecz.
Hermiona domyśliła się o kogo chodzi. Przyjaciel rodziny, ważny mecz quidditcha. Te informacje pasowały do jednej osoby.
- Wiktor Krum wysłał sowę, że z rana będzie u nas w domu - dokończyła Fleur.
Pierwsze co przyszło na myśl Hermionie, to tylko to, że Ron będzie znowu zazdrosny.
- Dobrze – odpowiedziała. - Powiedziałaś pani Weasley?
- Tak. Myślałam, że Ciebie też to zaciekawi. - Hermiona zobaczyła dziwny błysk w oku Fleur, gdy to mówiła.
- Idę do siebie - skończyła rozmowę Hermiona.
Jej myśli krążyły wokół tego, czego się dowiedziała, lecz w myślach powtarzała sobie:
„Muszę się skupić, muszę się skupić...”
W salonie paliło się światło. Zaciekawiona dziewczyna zajrzała do środka. Na kanapie siedziała starsza rudowłosa kobieta. Mimo podeszłego wieku, który można było odczytać z jej twarzy, miała piękne, długie, płomieniste, rude włosy.
W ręku trzymała kieliszek z winem, a na stole stała prawie pusta butelka.
Dziewczyna podeszła do kobiety. Zapomniała, że miała iść do pokoju. Usiadła bez słowa obok na kanapie.
- Wszystko wiem moja droga, wszystko widziałam - zwróciła się do Hermiony, nie patrząc na nią.
Wzrok starszej pani był zwrócony w stronę palącego się kominka.
Hermiona zdziwiła się tymi słowami.
- O co chodzi? - zapytała. - Halo? Proszę pani?
Staruszka nic nie odpowiedziała. Dziewczyna wstała i bezpośrednio kierowała się po drewnianych schodach na piętro. Próbowała sobie przypomnieć, czy widziała staruszkę na weselu Billa i Fleur. Gdy weszła do pokoju, usiadła na łóżku. Krzywołap zamiauczał i zwinął się w kłębek obok niej.
Hermiona miała wreszcie czas na to, co planowała od dawna, na przeglądanie map i podręczników.
Wskazówki na zegarze przesuwały się, a ona przeglądała kolejny podręcznik ,,Eliksiry dla zaawansowanych" .
,,Trochę odpoczynku", pomyślała i odłożyła podręcznik, ale wzięła mapę Australii.
Czerwonym mazakiem zaznaczyła kilka miejsc i spojrzała na zegar. Minęła pierwsza, a za oknem świecił księżyc. Ginny nadal nie wróciła do pokoju.
Hermiona wyczerpana usnęła ze stosem książek i map na łóżku.
Obudziło ją pukanie do drzwi. Już zapomniała o dziwnej rozmowie ze starszą panią.
Przez okno zaglądało słońce, a Ginny spała już w swoim łóżku. Musiała wrócić z pokoju brata, po tym jak Hermiona zasnęła.
Dziewczyna wstała i otworzyła drzwi. Zobaczyła młodzieńca o czarnych włosach. Przetarła oczy i powiedziała.
- Wiktor! Już jesteś! – krzyknęła.
- Tak Hermiono, pani Weasley kazała was zawołać na śniadanie. - odpowiedział uśmiechnięty.
- Już idziemy.
Wiktor Krum zszedł do kuchni, a dziewczyna ubrała się i umyła.
- Ginny, chodź na śniadanie - powiedziała, wychodząc z pokoju.
Wiedziała, że ten dzień jest ważny dla wszystkich Weasley'ów, więc zaraz po śniadaniu pomogła Molly.
Gdy wszystko zrobiła, zostało jej tylko ułożenie kwiatów w wazonie na stole w namiocie. Wszyscy goście plątali się pod nogami, każdy chciał pomóc.
Dziewczyna właśnie podnosiła wazon, gdy podszedł do niej Wiktor.
- Możemy chwilę porozmawiać? - zapytał.
Hermiona odwróciła się do niego. Nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ chłopak złapał ją za dłoń. Zarumieniła się.
- Słyszałem, że wracasz do Hogwartu. Jeszcze się zobaczymy w tym roku – nie zdążył dokończyć, bo Ron cały czerwony ze złości podbiegł do pary i przerwał rozmowę.
- Co tam Krum? - zapytał i złapał Hermionę za rękę.
Czarnowłosy chłopak, zrezygnowany, odszedł kaczkowatym chodem od Rona i jego dziewczyny.
- On chciał mi coś powiedzcie! - oburzyła się Hermiona. - Idź się ubrać! Za niedługo przyjdą Frank i Susan.
Wszyscy się szykowali. Coraz szybciej zbliżała się godzina jedenasta.
Pięć świstoklików powinno być gotowych na tą godzinę. To nimi mieli się przetransportować w okolice mugolskiego cmentarza.
Hermiona ubrała granatową sukienkę, a Ginny czarną do kolan. Mężczyźni byli ubrani w nowe, czarne garnitury. Każdy wyglądał elegancko. Wszyscy byli gotowi i wyruszyli do ogrodu.
- Już czas - zwrócił się do wszystkich zgromadzonych pan Weasley. - Każdy ma wyznaczonego świstoklika.
Hermiona i Harry z resztą Weasley’ów podeszli do starego buta.
- No to na trzy - odezwał się znowu Artur. - Raz, dwa , trzy!
Szarpnęło ją w okolicy pępka i świat zawirował.
Rozdział 6. Pożegnanie.
Wszyscy wylądowali bezpiecznie, jedynie Ron zachwiał się i upadł.
- Chodź tu! - zawołała go Hermiona. - Trzeba Ci wyczyścić spodnie.
Wyjęła różdżkę z torebki i powiedziała - Skurge! - Zaklęcie od razu podziałało i plamy ze spodni zniknęły bez śladu.
Hermiona rozejrzała się po okolicy. Stali na łące pełnej polnych kwiatów, niedaleko widać było las sosnowy.
Dziewczyna wytężyła wzrok, z daleka można było dostrzec krzyż.
Reszta rodziny i znajomych przybyła na miejsce.
- Tutaj niedaleko jest ścieżka! - Wskazał na prawo pan Weasley. - Mamy trochę drogi do przebycia, więc musimy się pospieszyć.
- Ja pójdę przodem, a Frank z tyłu. - zwróciła się Susan do Artura.
Była to niska, krępa czarownica. Włosy blond miała zaczesane w ciasny kok. Ubiorem nie wyróżniała się od reszty zgromadzonych. Była aurorką wysłaną z Ministerstwa, aby pilnować porządku.
Wszyscy ruszyli za Susan i panem Weasley'em. Gdy doszli do wąskiej polnej ścieżki, musieli iść gęsiego.
- Musimy przyspieszyć kroku! - słychać było z tyłu głos Molly.
Hermiona szła zaraz przed Ronem i Harrym.
- Hermiono, może wyczarujesz jakiś wieniec, taki jak w Dolinie Godryka? - zapytał Harry.
- No pewnie, ale jak spotkamy mugoli to będą zdziwieni, że z łąki niesiemy wieniec. - odpowiedziała i już sięgała z powrotem po różdżkę do torebki.
- Harry - wtrącił się do rozmowy pan Weasley. - Jak podejdziemy bliżej to wyczarujemy kwiaty. Specjalnie wybraliśmy mugolski stary cmentarz , żeby nie było tłumów. W Ministerstwie trochę się obawiali, dlatego jest z nami tutaj Susan i Frank - wyjaśnił.
- Dobrze, więc da pan znak, kiedy mam je wyczarować.
Hermiona spojrzała na zegarek, zbliżała się już jedenasta trzydzieści, a ceremonia pożegnalna miała się zacząć w samo południe.
Spojrzała za siebie, wszyscy byli elegancko ubrani, co drugi czarodziej miał rude włosy.
„Dużą mają rodzinę” pomyślała Hermiona. Z daleka słychać było narzekanie jednej czarownicy.
- Nie mogliśmy przyjechać jak mugole? Połamię sobie obcasy i do tego pobrudzę sukienkę! - Była to średniego wieku, rudowłosa kobieta. Miała krzaczaste brwi i haczykowaty nos.
Hermiona zauważyła, że mężczyzna przed nią krzywi się i robi dziwne miny za każdym razem, gdy ta kobieta narzekała. Chyba się jej wstydził.
- Susan! - Hermiona usłyszała wołanie mężczyzny, który szedł na końcu. Był to gruby, męski głos.
- Już - odpowiedziała kobieta i teleportowała się.
- Idziemy dalej, ale różdżki w dłoń - zwrócił się do wszystkich Artur.
- Ciekawe, co się stało - powiedział Ron półgłosem do przyjaciół.
- Nie wiem, ale musimy być czujni - powiedziała Hermiona, także ściszonym głosem.
Popatrzyli na siebie, lecz w tym momencie wróciła niska, krępa czarownica.
- Arturze, potrzebujemy twojej pomocy - zwróciła się do rudego mężczyzny.
- Już idę! - zawołał. - Miejcie różdżki w pogotowiu - zwrócił się do syna i jego przyjaciół.
I wraz z aurorką teleportował się. Hermiona nie zdążyła nic powiedzieć, gdy nagle kolejny trzask . Pojawił się Percy.
- Tata mnie przysłał - powiedział zdziwionemu Ronowi. - Nie mam zamiaru z Wami rozmawiać. Musimy się pospieszyć. Nie, nie wiem co się stało - zwrócił się do Hermiony, ponieważ zobaczył, że ona chce coś powiedzieć.
Trzask!
Powrócił pan Weasley.
- Sytuacja opanowana - stwierdził, uspokajając wszystkich. - Po prostu Frank myślał, że ktoś nas śledzi, to był kuzyn Fineas, próbował nas dogonić – wyjaśnił.
- O! Zbliżamy się już - zawołała Hermiona i machnęła różdżką. Wyczarowała wielki wieniec z pięknymi liliami. Wręczyła go Harry'emu.
Zbliżali się do wielkiego, starego cmentarza. Brama była półokrągła i lekko zardzewiała. Kierowali się chodnikiem do niewielkiej kaplicy, która stała pośrodku cmentarza.
Gdy weszli do środka, świece już się paliły, a trumna stała na środku, na katafalku.
Hermiona usiadła w ławce razem z Harrym, koło niej przysiadła się Fleur.
Pani Weasley podbiegła do trumny, uklęknęła obok i się rozpłakała. W całym pomieszczeniu słychać było echo płaczu. Podszedł do niej jej mąż i ją przytulił. Hermiona widziała na jego twarzy łzy.
Do rodziców podeszła Ginny, usiadła na krześle obok białej trumny i zakryła twarz dłońmi, aby nikt nie widział jej łez.
Bill i Charlie usiedli obok siostry i patrzyli smutnym wzrokiem na rodziców.
Percy nie usiadł obok nich, stanął za Ginny i położył dłonie na jej ramionach.
Wszyscy usiedli już w ławkach, jedynie George stał w wejściu i patrzył na trumnę.
Hermiona widziała wszystko jak w zwolnionym tempie.
- Fred! - zawył i podszedł do trumny. – Bracie! - uklęknął przy matce i także zalał się łzami.
Hermiona była na wielu mugolskich pogrzebach, lecz na pogrzebie czarodzieja była po raz pierwszy, nie licząc pogrzebu byłego dyrektora Hogwartu. Czuła, że ten jest wyjątkowy.
Po zakończeniu ceremonii wszyscy opuścili kaplicę, aby udać się do grobu. Pani Weasley cały czas szlochała.
Hermiona zauważyła, że Frank, wysoki, chudy, łysiejący czarodziej, podszedł do rodziców Rona i powiedział.
- Rzucimy zaklęcia ochronne, aby mugole nas nie widzieli. Susan mówiła, że jakaś stara mugolka kręciła się po cmentarzu.
- Dobrze, róbcie co należy - odpowiedział Artur.
Para aurorów odeszła kawałek dalej, wyciągnęli różdżki i wypowiadali znane dziewczynie zaklęcia.
Sama je używała wiele razy, gdy zmieniali miejsce pobytu, szukając horkruksów.
Wszyscy doszli na miejsce, gdzie jeden z grobów był przygotowany na złożenie trumny.
Dziewczyna rozejrzała się po innych nagrobkach.
- Rzeczywiście jest to stary cmentarz - odezwał się do niej Harry.
- No – Tylko na tyle było ją stać.
Ścisnęło ją w gardle, gdy zobaczyła zapłakane twarze Weasley'ów. Czuła wielki ból, ponieważ Fred także dla niej był jak brat.
Łzy zaczęły jej spływać po policzkach. Harry, tak samo wzruszony, przytulił przyjaciółkę. Gdy zamknęli grób, na pomniku pojawił się napis:
Fred Weasley
ur. 1 kwietnia 1978r.
zm. 2 maja 1998r.
Wielki czarodziej, zginął broniąc swoich przyjaciół.
Przyczynił się do wygrania
dobra nad złem.
Będzie zawsze w naszych sercach.
Do przyjaciół podszedł Percy.
- Piękny napis. Mama układała - powiedział. - Płakała całą noc.
- Co będą widzieć mugole? - zapytał Harry.
- Tylko imię i nazwisko oraz daty - odpowiedział Percy i pociągnął nosem.
Nagle nastała cisza, a pan Weasley przemówił.
- Różdżki w dłoń!
Wszyscy tak zrobili, nikt nie zaprzeczał, nikt nie pytał.
Artur wraz z Molly pierwsi zapalili swoje różdżki i podnieśli w górę nad głowami.
Za nimi zrobiły tak samo ich dzieci. Po kolei każdy czarodziej zapalał różdżkę i podnosił ponad głowy. Stali tak w ciszy kilka minut.
•
•
•
- Moi drodzy, trzeba się zbierać do domu. - zwrócił się do wszystkich pan Weasley. - Powrotne świstokliki mamy za pół godziny.
Wszyscy zaczęli się kierować ku bramie wyjściowej. Hermiona czekała na Rona.
- Idę z Ginny - odezwał się do niej Harry. Dziewczyna tylko skinęła głową. Przy grobie Freda zostali tylko Ron i jego dziewczyna.
- Będzie mi go brakować - powiedział ze smutkiem chłopak.
Hermiona nic nie odpowiedziała tylko go przytuliła.
- Chodź, musimy już iść - powiedziała po chwili ciszy.
Wszyscy wracali tą samą polną dróżką.
Gdy nastała odpowiednia godzina, chwycili świstokliki i świat znowu zawirował.
Wracali do Nory.
Justyś, Justyś. Masz ciekawy pomysł. Postacie co prawda czasem zgrzytają, jeśli chodzi o zachowanie kanonu, ale ogólnie nie jest źle. Ale te błędy. Musisz nad nimi naprawdę popracować. Wydaje mi się, że większość jest robiona albo z pośpiechu, albo z braku dokładnego przeczytania całej pracy, po napisaniu. Czasami zapominałaś jakiegoś słowa, albo źle je kończyłaś. Zdarzały się literówki. Widzę, że z przecinkami już się starasz, ale nadal zbyt kombinujesz. Może poczytaj sobie jakieś poradniki na necie, będzie Ci łatwiej, bo stawiasz się w zdaniu, w którym powinny być, ale w złym miejscu. Czasami oczywiście, bo było też wiele zdań, które nie wymagały poprawiania błędów. Ale jednak z przecinkami nadal jest dość spory problem.
Co do treści. Ciekawi mnie ta starsza, tajemnicza kobieta. Spodobało mi się też pokazanie, jak faktycznie Hermiona szuka swoich rodziców (mapy). Jednak nie rozumiem, czemu Freda musieli pochować na jakimś dalekim, mugolskim cmentarzu. Ja bym chyba raczej spodziewała się, że czarodzieje też mają swoje własne cmentarze, gdzie mogliby normalnie chodzić, nie bojąc się spojrzeń mugoli. Z dialogami masz trochę problemów, bo czasami Twoje postacie mówią dość... dziwnie. Raz zbyt "książkowo" (aż sztucznie), a raz zbyt "podwórkowo" (np. "No."
Czeka nas trochę pracy, ale damy wspólnie radę ;D