Do opowiadania zosta³y wprowadzone trzy nowe postacie :
Natalia Knedlickova - w tej roli Nedelle
Ma³gorzata Kowalska - w tej roli Debbie
Roselyne Kowalski - w tej roli Loony5
Zanim u¶wiadomi³a sobie, ¿e jest naga a rêcznik, którym by³a owiniêta poprzedniego wieczora le¿y gdzie¶ przy jednej z nóg ³ó¿ka, poczu³a intensywne k³ucie w skroniach. Obudzi³a siê, bo bola³a j± g³owa. Lekki kac da³ o sobie znaæ.
- Moje usta to pustynia - mruknê³a sama do siebie. Rozpaczliwe szukanie szklanki z wod± na nocnej szafce nie przynios³o ¿adnych rezultatów. Iva usiad³a, a potem znów owiniêta tylko w rêcznik przemknê³a do kuchni. Pamiêta³a wszystko to, co siê wydarzy³o poprzedniego wieczora. Nie by³a z siebie dumna, oj nie by³a. Jak ona mu teraz spojrzy w oczy po tym wystêpie w rêczniku? Dobry Bo¿e... Iva spojrza³a na sufit tak, jakby tam chcia³a dostrzec Boga albo odpowied¼ na swoje rozterki.
Potem wróci³a do pokoju, zerknê³a na zegarek. Dochodzi³a dziewi±ta. Na biurku ³adnie pouk³adane le¿a³y kartki i zeszyty. Severus sprawdzi³ wszystko. Na dodatek oceni³. Jednym s³owem wykona³ za ni± wiêksz± czê¶æ roboty.
"Cudownie!" - pomy¶la³a. A ona w tym czasie pod¶piewywa³a podpita, a na koniec polecia³a do niego z dziobem i zmusi³a do poca³unku. Co za wstyd! Cicho przemknê³a przez korytarz i zajrza³a do pokoju Severusa. By³a przekonana, ¿e jeszcze ¶pi. Myli³a siê. Sta³ do niej plecami i wygl±da³ przez okno. Chcia³a wycofaæ siê po cichutku. Zrobi³a jeden, ma³y kroczek w ty³, potem drugi ma³y kroczek...
- Jak spa³a¶? - us³ysza³a nagle jego g³os.
- Jako¶... - westchnê³a, a wtedy on odwróci³ siê twarz± do niej. Nie wyczyta³a zupe³nie nic z jego miny. ¦wiadomo¶æ tego, ¿e znów stoi przed nim w rêczniku, by³a okropna.
- Sprawdzi³em...- zacz±³.
- Wiem - wesz³a mu w s³owo.
- Aha - mrukn±³.
- Chcia³am... - zapragnê³a wyt³umaczyæ siê z wczorajszego zachowania.
- Wiem. - Teraz to on przerwa³ jej. Iva machnê³a rêk± z rezygnacj±.
- Tak te¿ my¶la³am. - Nie by³o siê co ³udziæ. Snape dok³adnie j± sobie przejrza³. Przecie¿ umia³ czytaæ jej w my¶lach.
- To nie do koñca tak jak ci siê wydaje. - Snape niezdarnie zbli¿y³ siê do niej o krok.
Iva wiedzia³a ju¿, ¿e sprawy bardzo szybko posz³y za daleko. Zna³a go dopiero trzeci dzieñ, a ju¿ zd±¿y³a siê do niego przywi±zaæ. I do tego jego specyficznego sposobu zachowania! On natomiast czyta³ z niej jak z otwartej ksiêgi, sprawi³, ¿e zesch³e badyle kwit³y, a kartkówki same siê sprawdza³y.
Patrzy³ na ni± znów tak, ¿e nie wiedzia³a co oznacza ten wzrok. Zawsze siê tak na ni± spogl±da³, jakby mia³ na twarzy maskê.
- Có¿ mam powiedzieæ? - spyta³ nagle.
- Wszystko - poprosi³a. - Skoro ju¿ zrobi³am z siebie idiotkê, ca³owa³am ciê i pozwoli³am by¶ zacz±³ znaczyæ dla mnie wiêcej ni¿ du¿o, to powiedz mi wszystko. Pewnie i tak wypadniesz lepiej ode mnie.
- To zbyt trudne, by zrozumieæ. - Severus poczu³ siê nagle zmêczony wiecznym ukrywaniem emocji i my¶li. - Wiem, co czujesz, Ivo. - Zrobi³ nieokre¶lony ruch rêk±. - To przenika mnie jak fala ciep³a, ale zapewniam ciê, gdyby¶ wiedzia³a jaki naprawdê jestem, twoje uczucia uleg³yby zmianie - zawiesi³ g³os.
- Zmianie? - Iva poprawi³a opadaj±cy rêcznik.
- Na gorsze. - Severus u¶miechn±³ siê ze smutkiem,
- Pozwól, ¿e sama zdecydujê - powiedzia³a stanowczo. - Czy ciê znienawidziæ czy...
Urwa³a. Oj, czemu zawsze za bardzo ¶wierzbi³ j± jêzyk? Severus u¶miechn±³ siê kpi±co. Jeszcze tego brakowa³o, ¿eby jej siê teraz spowiada³ ze swojego marnego ¿ycia.
- Och, mam paskudny charakter... i... nie wiem, co sobie my¶lisz, ale nie nadajê siê ani do przyja¼ni, ani do zwi±zków. - Snape wcale nie chcia³ tego powiedzieæ, wyrwa³o mu siê. Nie wiedzia³ ju¿ czy chce siê ukryæ, czy chce byæ odnaleziony. Zamkn±æ siê w swojej skorupie czy pokazaæ poranione wnêtrze.
- Wszystko jedno. - Iva poczu³a ³zy nap³ywaj±ce do oczu. - Obieca³e¶ mi wyja¶niæ kilka kwestii. - Odwróci³a siê na piêcie i wysz³a z pokoju.
W ³azience opanowa³a chêæ rozp³akania siê. Beksa! Beksa lala! Nie bêdzie beks±. I jak najszybciej pójdzie po rozum do g³owy. Jest doros³± kobiet±. Pora skoñczyæ z tymi wszystkimi fifa-rafa, pogodziæ siê z tym, ¿e na ¶wiecie nie ma mê¿czyzny dla niej i kupiæ sobie kota. A nawet dwa takie futrzaki. Sowê te¿. Zostanie czarownic±! Iva w¶ciek³e szarpa³a w³osy szczotk±. O ile koty nie stanowi³y wiêkszego problemu, to zdobycie sowy graniczy³o w jej przypadku niemal z cudem.
***
Severus sta³ przez chwilê jak ko³ek na ¶rodku pokoju. Potem opad³ bezsilnie na fotel. To zaczyna³o go przerastaæ, ta ca³a sytuacja. Iva i jej rozbuchana emocjonalno¶æ, póki co jeszcze opanowywana, ale Snape czu³, ¿e ju¿ nied³ugo sprawy mog± przybraæ inny obrót. O! Jak¿e chcia³ znale¼æ siê w Londynie. Uciec, skryæ siê we mgle, w jakiej¶ ciasnej uliczce. O! Jak¿e têskni³ za Lochami Hogwartu... Têskni³ za mrokiem, za wilgoci±. Chcia³ jak szczur wcisn±æ siê w swoj± kryjówkê i przeczekaæ. Iva zmusza³a go do odczuwania. A on tak bardzo tego nie chcia³. Nie chcia³ uczuæ. ¯adnych! A ju¿ na pewno nie chcia³ nik³ej, nawet najmniejszej nadziei na to, by zakochaæ siê i byæ szczê¶liwym. Bo to nie mog³o siê udaæ, ca³e jego ¿ycie by³o tylko pasmem bólu. Nie chcia³ wierzyæ w to, ¿e teraz mog³oby byæ inaczej.
Snape mo¿e i nie by³ idealny. Bywa³ niesprawiedliwie z³o¶liwy, bardzo pamiêtliwy. Nienawidzi³ niektórych ju¿ za samo ich pochodzenie. Ale do Ivy nie mia³ pretensji absolutnie o nic. By³ raczej wdziêczny, ¿e go przygarnê³a. Dlatego teraz, mimo i¿ bardzo nie chcia³ siê do tego przyznaæ nawet przed samym sob±, by³o mu ¿al, bo jej by³o przykro.
Siedzia³ i duma³ a¿ do chwili, gdy Iva znów nie stanê³a w drzwiach pokoju.
W niczym ju¿ nie przypomina³a artystycznie rozczochranej, zielonookiej kocicy owiniêtej w rêcznik. By³a uczesana, a w³osy mia³a upiête. Wygl±da³a tak, jakby uporz±dkowa³a nie tylko swój wygl±d, ale tak¿e emocje. Snape zdecydowanie wola³ tê poprzedni± wersjê.
- Zrobi³am ci ¶niadanie - powiedzia³a beznamiêtnie. Znów foch? Malutki, ale jednak. "
Zrobi³am ci ¶niadanie", "
kupi³am ci", "
po¶cieli³am ci", to by³o takie naturalne, ale dla Severusa zupe³nie niecodzienne.
Postawi³a przed nim talerz z ogromn± gór± kanapek.
- I ja mam to wszystko zje¶æ? - próbowa³ za¿artowaæ. Iva wysz³a z pokoju, po chwili wróci³a z dzbankiem kawy.
- Rób co chcesz - odpar³a ch³odno. O dziwo, ten ch³odny ton uspokaja³ go, by³ taki niezobowi±zuj±cy. W takim ch³odzie czu³ siê najlepiej. ¯yczliwo¶æ parzy³a go i onie¶miela³a. Spokojnie nala³ sobie kawy, stara³ siê nie zwa¿aæ na Ivê i uspokoiæ wewnêtrznie. Wtedy spojrza³ w jej oczy. Ta czynno¶æ wesz³a mu ju¿ w krew. £y¿eczka, któr± miesza³ kawê zawis³a na chwilê nad cukierniczk±. Ciemny, trzydniowy ju¿ zarost wyra¼nie odznacza³ siê na jego jasnej skórze. Pasiasta pi¿ama i kapcie dope³nia³y ca³o¶ci. Gdyby sam móg³ w tej chwili siebie widzieæ na pewno by nie by³ zadowolony. Iva jednak uwa¿a³a, ¿e jest najbardziej interesuj±cym i najprzystojniejszym mê¿czyzn± jakiego w ¿yciu pozna³a.
- Zjesz ze mn±? - spyta³. Próbowa³ byæ mi³y. Ma³e pêkniêcie w jego emocjonalnym pancerzu powiêkszy³o siê nagle, ukazuj±c wra¿liwe, pulsuj±ce wnêtrze.
- Po co? Przecie¿ i tak tego nie chcesz - przypomnia³a.
- Nigdy nie mówi³em, ¿e nie chcê. - Zupe³nie bezwiednie chwyci³ j± za rêkê. - Ja te¿ ciê ca³owa³em...
- Co?
- Te¿ ciê ca³owa³em - wyrzuci³ z siebie i nagle poczu³ ulgê jakiej nawet siê nie spodziewa³. - A przecie¿ mog³em do tego nie dopu¶ciæ - doda³ i pu¶ci³ jej d³oñ. - Mog³em wszystko, a nie zrobi³em nic...
Iva usiad³a. Mo¿e nie wszystko jeszcze stracone? Mo¿e potrzebowa³ o wiele wiêcej czasu i cierpliwo¶ci? Morza, wrêcz oceanu cierpliwo¶ci.
- Opowiedz mi o sobie - poprosi³a. Nale¿a³o bowiem kuæ ¿elazo póki gor±ce i wykorzystaæ to, ¿e chocia¿ na moment zrzuci³ maskê.
- Iva, Iva, Iva - powiedzia³ powoli po raz pierwszy nazywaj±c j± po imieniu. - Czy na prawdê chcesz wiedzieæ jaki jestem okropny?
Na d¼wiêk swojego imienia w jego ustach poczu³a uk³ucie w sercu. Mia³ jaki¶ taki dziwny styl bycia, dziwny sposób mówienia. Bardzo wynios³y, jaki¶ taki... dumny, a jednocze¶nie elegancki. Czasem wydawa³ siê wrêcz dystyngowany. Nie przeszkadza³a mu w tym nawet pi¿ama w paski!
- Nie jeste¶ okropny, jeste¶... - chcia³a jako¶ ubraæ w s³owa to, co czu³a, ale nie zd±¿y³a.
- Dawno, dawno temu - wszed³ jej w s³owo Severus - by³ sobie ch³opiec inny ni¿ wszyscy. Mia³ mamê i... ojca. Okropnego ojca.
***
Dochodzi³a dwunasta w po³udnie. Dzbanek, w którym by³a kawa ¶wieci³ pustkami, a Snape skoñczy³ swoj± opowie¶æ. Stara³ siê opisaæ siebie naprawdê podle. Najgorzej jak potrafi³. W miarê jak Iva dowiadywa³a siê o Hogwarcie, Potterze i Voldemorcie, Severus by³ w stanie wyczuæ jakie to robi³o na niej wra¿enie. Zagl±da³ w jej my¶li. Kilka razy zamajaczy³ mu obraz kaftana bezpieczeñstwa. Na pocz±tku mia³a go za wariata. Potem uwierzy³a. Ten kaftan mia³ byæ dla Snape'a rzecz jasna.
- Szalenie surowy jeste¶ dla siebie Severusie. - Ivie bardzo zale¿a³o na tym, by zachowaæ fason, nie sp³oszyæ go i pokazaæ, ¿e wierzy w ka¿de jego s³owo.
- Jestem tylko sprawiedliwy, nic ponad to. Mam mroczn± duszê, jestem ¦miercio¿erc± - powtórzy³ ju¿ po raz kolejny.
- A gdybym ja za³o¿y³a Tiarê Przydzia³u w jakim Domu bym siê znalaz³a? - Iva zadaj±c to pytanie mia³a mieszane uczucia. Przed chwil± uwierzy³a w opowie¶æ Snape'a, która brzmia³a jak bajka dla troszkê starszych dzieci, a teraz jeszcze na dodatek sama zaczê³a bzikowaæ.
- Ty? - Severus uniós³ wysoko swoje ³adne, czarne brwi. - Ooo, ty wszystko zawsze wiesz najlepiej, na dodatek jeste¶ altruistk±. W¶ród ¦lizgonów nie przetrwa³aby¶ nawet jednego dnia! Ale w Ravenclaw przyjêto by ciê z otwartymi ramionami.
Nareszcie móg³ mówiæ o swoim ¶wiecie. To zdecydowanie u³atwia³o mu wszelkie konwersacje. Severus czu³, ¿e uwierzy³a. Na dowód mia³a kwitn±ce kaktusy. Teraz wszystko uk³ada³o jej siê w sensown± ca³o¶æ. Patrzy³a na niego. Profesor eliksirów Severus Snape... Ciekawe jakie eliksiry potrafi³ wyczarowaæ.
- Nie jeste¶ z³y, tylko zwyczajnie mia³e¶ ciê¿kie ¿ycie. - Dziewczyna westchnê³a, potem wsta³a z fotela, podesz³a do niego i dotknê³a d³oni± jego nieogolonego policzka. - Przyszykujê ci k±piel, zdejmiesz banda¿, szynê i zrelaksujesz siê w wannie. Dobrze ci to zrobi.
Iva dostrzeg³a cieñ szansy w fakcie, ¿e kobieta, któr± dawno temu pokocha³ Snape te¿ by³a tak jak ona rudow³osa. Mi³o¶æ Snape'a by³a jego sacrum. Tego Iva mog³a byæ pewna, ale równocze¶nie z t± pewno¶ci± przychodzi³a refleksja, ¿e jego serce mo¿na zdobyæ, je¶li siê go tylko zrozumie i nie bêdzie konkurowaæ z Lily Evans. Nale¿a³o raczej braæ z niej przyk³ad, pozostaj±c przy tym sob±. To nie by³o ³atwe, ale wykonalne. Uklêk³a przy siedz±cym w fotelu Severusie. Pod mask± jego spokoju zobaczy³a targaj±ce nim napiêcie. Bardzo powoli po³o¿y³ d³oñ na jej w³osach, potem rozpi±³ mosiê¿n± klamrê, któr± by³y spiête i wplót³ w nie palce.
- Och, gdybym ja wiedzia³ co robiæ - westchn±³ bole¶nie. - Gdybym wiedzia³ jak siebie uleczyæ...
Nie chodzi³o mu w tym momencie o nogê, ale o swoje serce, my¶li i uczucia.
Snape pochyli³ siê w stronê Ivy. Jego d³oñ, wci±¿ b³±dz±ca gdzie¶ w jej w³osach, w okolicach szyi, przesunê³a siê teraz nieco ni¿ej, na kark.
- Mogê? - spyta³ i nie czekaj±c na odpowied¼ odszuka³ jej usta. Zamkn±³ oczy. Lekko, ciep³o, miêkko... stara³ siê byæ delikatny.
Jeszcze nigdy w ¿yciu tak delikatny nie by³! Iva przysunê³a siê do niego, a on zsun±³ d³onie na jej taliê. W uszach czu³ pulsuj±c± falê, co niemal go og³uszy³o. Fala pulsowa³a w rytm uderzeñ jego serca. Snape przytula³ Ivê, czu³ jej zapach. Mia³ j± w roztañczonej z emocji krwi. Jeszcze chwila, a...
G³o¶ne pukanie do drzwi sprawi³o, ¿e odskoczyli od siebie jak oparzeni. Iva poprawiaj±c w³osy zerwa³a siê z miejsca. Policzki mia³a zarumienione.
- Pójdê otworzyæ - powiedzia³a i niemal¿e wybieg³a z pokoju. Niespodziewanym go¶ciem by³ nie kto inny jak Natalia Knedlickova. Natalia uczy³a technologii ¿ywienia w tej samej szkole, w której Iva naucza³a jêzyka angielskiego.
- No witam, witam! - zawo³a³a, widz±c Ivê stoj±c± w drzwiach. Natalia by³a pulchn± osóbk± o ciemno blond w³osach i niebiesko-szarych oczach, które teraz patrzy³y na Ivê badawczo zza niebiesko-czerwonych okularów.
- Och, cze¶æ. - Iva zastanawia³a siê, czy widaæ po niej jakie¶ emocje. Natalia dyskretnie próbowa³a zajrzeæ do ¶rodka mieszkania.
- Wiesz co? Upiek³am ciasto czekoladowe, a ty takie lubisz, prawda? - Poda³a Ivie tortownicê
- To¿ to ca³e ciasto - zdziwi³a siê Iva. - Dajesz mi ca³e ciasto?
- Eee... - Natalia bardziej zajêta ukradkowym zerkaniem za plecy Ivy ni¿ ciastem, szuka³a jakiej¶ sensownej odpowiedzi. - No ca³e, ca³e - zachichota³a. - Upiek³am dwa i pomy¶la³am sobie, ¿e nie bêdê taka przebrzyd³a i jedno dam tobie.
Iva skapitulowa³a. Natalia chyba chcia³a wej¶æ, pewnie przysz³a na przeszpiegi. Z ca³± pewno¶ci± rozmawia³a z Monik±, rudow³osa mog³a siê o to za³o¿yæ.
- Mo¿e wejdziesz do ¶rodka?- spyta³a Iva, bo có¿ by³o robiæ? Dobrze wiedzia³a, ¿e Natalia jak siê uprze to wszystko zrobi, by swój plan wprowadziæ w ¿ycie.
Knedlickova b³yskawicznie znalaz³a siê w przedpokoju. Oczywi¶cie potknê³a siê o stoj±ce tam buty, ale szybko wyprostowa³a siê i udaj±c, ¿e nic siê nie sta³o spojrza³a na Ivê.
- Nie mam czasu - powiedzia³a przy tym ob³udnie pulchna dziewczyna. - No ale na moment mogê wej¶æ.
- Rozmawia³a¶ z Monik±? - spyta³a Iva, ci±gn±c za sob± biedn± Knedlickov± si³± do kuchni.
- Nie... no sk±d¿e. - Natalia nie patrzy³a Ivie w oczy, a jej rozbiegane spojrzenie ¶wiadczy³o o tym, ¿e k³amie.
- Na pewno? - Iva bêbni³a palcami w blat kuchennego sto³u.
Na ¶licznej, pulchnej buzi Natalii odmalowa³ siê wyraz rezygnacji.
- Oj no dobra nooo, Monika mi kaza³a. Powiedzia³a, ¿e nie odbierasz telefonów i ¿e przygarnê³a¶ jakie¶ dziwad³o. Ba³y¶my siê o ciebie - ¶ciszy³a g³os do konspiracyjnego szeptu.
Iva spojrza³a na ni± b³agalnie.
- Obie robicie mi obciach. Ona po¶rednio, a ty bezpo¶rednio - wyszepta³a.
- Martwimy siê - wyja¶ni³a Natalia. - Przynajmniej mi go poka¿, umieram z ciekawo¶ci.
Ojciec Knedlickowej pochodzi³ z Kaszub i by³ znanym cukiernikiem. Iva czêsto chodzi³a do nich na obiady. Mama Natalii ¶wietnie gotowa³a. By³a starsz± wersj± swojej córki. Pulchna i zawsze roze¶miana, robi³a najlepsze knedle w Ketrzynie. Kiedy¶ pracowa³a w restauracji "
Pod Zamkiem", która mie¶ci³a siê dok³adnie ko³o kêtrzyñskiego zamku, ale po kuchennych "
rewolucjach" Magdy Gessler i wprowadzeniu przez restauratora p±czków ze s³onin±, postanowi³a za³o¿yæ w³asny biznes.
W taki wiêc sposób mama Natalii sta³a siê w³a¶cicielk± restauracji "
Knedlowa Kraina", a Nataliê zaczêto nazywaæ Nedelle b±d¼ te¿ Knedlem.
- Nedelle - odezwa³a siê pieszczotliwie Iva. - Poka¿ê ci go, ale obiecaj, ¿e nie wywiniesz mi ¿adnego numeru!
- S³owo Harcerki! - Natalia niemal bi³a siê w piersi. Od nastolatki by³a harcerk± i do dzisiaj uwa¿a³a, ¿e do nich nale¿y. Ponoæ mia³a gdzie¶ mundur na swoim strychu. Nie mog³a siê z nim rozstaæ. - Czy ja kiedykolwiek ciê zawiod³am? No powiedz, zawiod³am?
- I pójdziesz sobie potem? - upewnia³a siê Iva.
- Jak bonie dydy, ¿e tak - obieca³a Natalia u¶miechaj±c siê przymilnie.
Nie by³o wyj¶cia. Iva zaprowadzi³a Nataliê do pokoju i przedstawi³a jej Severusa.
- O³³³³ - westchnê³a Natalia, chyba nie tego siê spodziewa³a. Facet mia³ ogromny nos, jakie¶ piêædziesi±t lat, a w jego czarnych w³osach dostrzeg³a srebrne nitki. By³ podobny do Alana Rickmana, ale z jego oczu wcale nie wydobywa³o siê dobro. Mówi³ tylko po angielsku, w dodatku bardzo ma³o. Ogólnie Snape zrobi³ na niej niemi³e wra¿enie. Ten zarost, ta pi¿ama... No mo¿e i nie by³ brzydki, ale cholernie antypatyczny. Gdyby siê chocia¿ u¶miechn±³. Raz przynajmniej. Tymczasem patrzy³ na Nataliê jak na wroga publicznego numer jeden.
- Co ja mu zrobi³am, ¿e tak na mnie patrzy? - spyta³a Knedlickova, zanim jeszcze opu¶ci³a mieszkanie Ivy.
- On tak zawsze patrzy. - Iva u¶miechnê³a siê przepraszaj±co.
- Na ciebie jednak patrzy nieco inaczej, mo¿e i nosze okulary, ale ¶lepa nie jestem. Mam nadziejê, ¿e jutro w pracy wszystko mi opowiesz. - Knedlickova poprawi³a okulary na nosie. Potem po¿egna³a siê grzecznie i wysz³a na klatkê schodow±. W czasie oczekiwania na windê zadzwoni³a oczywi¶cie do Ma³gorzaty Kowalskiej, równie¿ wielce zaniepokojonej losem Ivy. Knedlickowa, Monika, Ma³gorzata i Iva by³y bowiem najlepszymi przyjació³kami. Ma³gosia uczy³a polskiego w technikum, a dodatkowo razem ze swym mê¿em wychowywa³a jeszcze bratanicê Roselyne. Dziewczynka przysz³a na ¶wiat w Anglii, ale po stracie obojga rodziców przenios³a siê do Polski.
- Hello, it's me - zanuci³a ¿artem Natalia, gdy us³ysza³a g³os Ma³gorzaty.- Misja pod kryptonimem "
czekolada" zakoñczona sukcesem.
- W takim razie raportuj - odpar³a Kowalska. - Zamieniam siê w s³uch.
Natalia wsiad³a do windy.
- Powiem krótko. - Knedlickova a¿ przewróci³a oczami. - Sza³u nie ma, kupra mi nie urwa³o - podsumowa³a, troszkê tajemniczo.
- Czyli ¿e co ? - zniecierpliwi³a siê Ma³gorzata - Mów ja¶niej!
- Ponury, mroczny i mrukliwy. W³osy t³uste, nochal wielki jak u kruka - Natalia szuka³a s³ów, aby jak najlepiej zobrazowaæ Severusa.
- Czyli ¿aden Ralph Fiennes? - nuta rozczarowania zabrzmia³a w g³osie Kowalskiej.
- ¯e jak? - Natalia nie rozumia³a.
- Podobno jest piêkny jak Fiennes za m³odu - emocjonowa³a siê Kowalska.
- Hahaha - za¶mia³a siê Knedlickova. - No raczej niekoniecznie. Facet ma z piêædziesi±t lat i raczej nie wygl±da jak Fiennes. Kto ci naopowiada³, ¿e jest piêkny?
- Monika, podobno Iva powiedzia³a, ¿e jest piêkny...
- No, dla Ivy mo¿e sobie byæ piêkny, wygl±da jak farbowany na czarno Rickman z tym wielkim nochalem i dziwnym spojrzeniem. Moim zdaniem ma wzrok psychopaty i trzeba opracowaæ plan by, oczywi¶cie dla dobra Ivy, pozbyæ siê tego pana! Jakem Knedlickova, ocalê przyjació³kê przed tym ciemnym typem!
Wspania³e
Genialnie Ci ten rozdzial wyszed³
Na pocz±tek muszê pochwaliæ Ciê za to, ¿e czytaj±c wyra¼nie da siê wyczuæ jakimi uczuciami darz± siê bohaterzy. Sev i Iv rozmawiaj± ze sob± powa¿nie i doro¶le, mo¿na powiedzieæ, ¿e nawet oficjalnie(od razu widaæ, ¿e do siebie pasuj±) Za to dialogi, które prowadz± kole¿anki g³ównej bohaterki s± naszpikowane zwrotami potocznymi i ró¿nymi powiedzonkami- widaæ, ¿e siê lubi± i dobrze znaj±
Po drugie, boska scena poca³unku!!! Jestem zachwycona
Po trzecie, wspomnienie Alana
Podsumowuj±c, DAJÊ WYBITNY!!!