Dalszy ci±g przygód Dajan.
Dajan obudzi³a siê ca³a odrêtwia³a. Musia³a usn±æ na parapecie i teraz bola³a j± ka¿da, nawet najmniejsza kosteczka. Wsta³a i zaczê³a siê rozci±gaæ, by choæ trochê zmniejszyæ ból. Spojrza³a za okno, by³o ju¿ jasno. Rozmasowa³a sobie kark, który bola³ j± niemi³osiernie, po nocy spêdzonej w niezbyt wygodnej pozycji. Nawet nie pamiêta³a kiedy uda³o jej siê zasn±æ. Na zegarku by³a godzina 8:10, co oznacza, ¿e jest spó¼niona na transmutacje.
- McGonagall mnie zabije. – powiedzia³a g³o¶no, szybko ubra³a siê w swoje szaty, zabra³a ksi±¿ki potrzebne na lekcje i pobieg³a do sali.
Nauczycielka przywita³a j± z bardzo powa¿n± min±. Przez chwile wydawa³o siê, ¿e zamierza co¶ powiedzieæ, pokrêci³a jednak tylko g³ow± i wskaza³a ³awkê, w której mia³a usi±¶æ. Po chwili znów zaczê³a prowadziæ wyk³ad, na temat transmutacji. Dajan nie mog³a skupiæ na lekcji, dlatego pod koniec, tylko ona nie zmieni³a swojego szczura w ma³ego królika. By³a tym faktem po prostu zdruzgotana, jeszcze nigdy co¶ takiego siê jej nie przydarzy³o. Zawsze mia³a bardzo du¿o czasu wolnego, gdy¿ przez swój dar nie posiada³a przyjació³. Z powodu nudy ca³y ten czas po¶wiêca³a nauce. Najczê¶ciej mo¿na ja by³o spotkaæ w bibliotece lub w jakie¶ pustej sali, gdzie æwiczy³a zaklêcia. Do wie¿y Ravenclaw’u wraca³a jedynie na noc. Zadzwoni³ dzwonek i Dajan zaczê³a siê pakowaæ, w jeszcze gorszym humorze ni¿ by³a rano, a wydawa³o jej siê to niemo¿liwe. Ju¿ mia³a wychodziæ z sali, kiedy us³ysza³a za sob± szorstki g³os McGonagall:
- Dajan poczekaj chwile.- Dziewczyna niechêtnie odwróci³a siê w stronê nauczycielki. Czyli jednak nie ominie j± kara za spó¼nienie. – Wiem, ¿e mia³a¶ wczoraj trudny wieczór, ale to nie oznacza, ¿e mo¿esz siê spó¼niaæ. Do tego przez ca³± lekcjê nie uwa¿a³a¶, przez co nie uda³o ci siê wykonaæ zadania, o które prosi³am. Co siê z Tob± dzieje?
- Ja… eee… Przepraszam…- Nie mia³a pojêcia co jej odpowiedzieæ. Jak wyt³umaczyæ to, co siê w niej dzia³o. Tê wojnê tocz±c± siê w jej umy¶le, wyrzuty sumienia i chêæ, by choæ raz zrobiæ co¶ z czystego egoizmu i w koñcu pozbyæ siê bólu. Co chwile otwiera³a buziê i j± zamyka³a. W koñcu doda³a tylko - to siê ju¿ nie powtórzy - i spu¶ci³a wzrok na pod³ogê.
- Niestety muszê odj±æ dziesiêæ punktów twojemu domowi za spó¼nienie. Do tego napiszesz dodatkow± pracê domow± na temat transmutacji ma³ych zwierz±t i to ju¿ na nastêpn± lekcjê. – O nie, w tym tygodniu i tak mia³a wiele zadane, a jeszcze teraz nie potrafi³a siê na niczym skupiæ. Chyba bêdzie zmuszona przesiedzieæ ca³y wieczór w bibliotece i zrezygnowaæ z æwiczenia zaklêcia patronusa. Bardzo by³a ciekawa jak± formê przybierze. Chyba po prostu nie mia³a wystarczaj±co weso³ych wspomnieñ, by go wyczarowaæ, poniewa¿ do tej pory siê jej to nie uda³o, a æwiczy³a ju¿ od po³owy poprzedniej klasy. Spojrza³a z lekkim wyrzutem na McGonagall, ale powiedzia³a tylko:
- Tak jest, pani profesor.
Wychodz±c sali Dajan my¶la³a tylko o tym, ¿e ma pusty ¿o³±dek i nagle zda³a sobie sprawê, ¿e nie jad³a nic od prawie dwóch dni. Dlatego te¿ schodz±c do lochów na eliksiry, wst±pi³a jeszcze do wielkiej sali, porwa³a jednego tosta i zbieg³a na dó³. Na szczê¶cie uda³o jej siê nie spó¼niæ. Snape by³ dzisiaj chyba w wyj±tkowo dobrym nastroju. Zaraz po wej¶ciu do sali kaza³ im sporz±dziæ wyj±tkowo ³atwy eliksir i usiad³ przy swoim biurku. Dajan uda³o siê wykonaæ to zadanie w rekordowym czasie. Ju¿ piêtna¶cie minut przed dzwonkiem skoñczy³a. Podnios³a rêkê bardzo wysoko, aby poinformowaæ o tym nauczyciela. By³a dumna, ¿e pomimo katastrofy na poprzedniej lekcji, teraz uda³o jej siê skupiæ. Snape przez d³u¿sz± chwilê ignorowa³ jej wyci±gniêt± do góry rêkê. Dopiero po dwóch minutach spyta³:
- Tak panno Canavan?
- Skoñczy³am ju¿ swój eliksir, czy móg³by pan na niego spojrzeæ?
- A co boisz siê, ¿e do koñca lekcji mo¿e siê zepsuæ?
- Nie, ale…
- To naucz siê trochê cierpliwo¶ci i poczekaj, a¿ reszta klasy skoñczy. Zawsze musisz zwracaæ na siebie uwagê i przeszkadzaæ?
Dajan zrobi³a siê czerwona jak burak. Sta³a przed swoim kocio³kiem i wbija³a w niego wzrok, maj±c nadziejê, ¿e je¿eli ju¿ siê nie odezwie Snape przestanie siê na niej wy¿ywaæ.
Po piêciu minutach Snape kaza³ im zostawiæ mu próbki sporz±dzonych przez nich eliksirów, podpisane imieniem i nazwiskiem, po czym zada³ im mnóstwo pracy domowej. To by³ dopiero drugi tydzieñ nauki, a nauczyciele dowalili im ju¿ tyle zadania, ¿e Dajan nie wiedzia³a, czy wszystkiemu podo³a. Wychodz±c z lochów i zmierzaj±c do wielkiej sali na obiad, my¶la³a o nastêpnej lekcji i ich nowym nauczycielu obrony przed czarna magi±. Dlaczego nie by³o go w pierwszym tygodniu roku szkolnego? To raczej dziwne zachowanie jak na nauczyciela. No có¿ mo¿e wszystkiego uda siê jej dowiedzieæ na tej dzisiejszej, popo³udniowej lekcji. Dochodz±c do wielkiej sali natchnê³a siê na kilku ch³opaków z siódmej klasy. Dziwnie siê jej przygl±dali i szeptali nerwowo. Dajan postanowi³a nie zwracaæ na nich uwagi i udawaæ, ¿e nikogo nie widzi. Niestety nie by³o to mo¿liwe, gdy¿ jeden z nich, najwy¿szy i wed³ug niej najprzystojniejszy z tej grupki, zast±pi³ jej drogê. Popatrzy³a na niego maj±c nadzieje, ¿e jej wzrok mówi: „ zejd¼ mi z drogi nie mam ochoty z nikim rozmawiaæ”. Ch³opak jednak nie przej±³ siê jej gro¼n± min± i zapyta³ beztroskim tonem:
- Hej, tak sobie pomy¶la³em, ¿e mo¿e masz ochotê zje¶æ z nami obiad? Zawsze jesz sama, a osobi¶cie uwa¿am, ¿e o wiele lepiej smakuje w towarzystwie. – Mówi±c to u¶miecha³ siê szelmowsko. Dajan mia³a jednak tylko jedna my¶l w g³owie: „Ciekawe czego ode mnie chce. Za³o¿ê siê, ¿e nie jest nic nieznacz±cy gest.” U¶miechnê³a siê jednak do niego i dziwi±c siê samej sobie, odpowiedzia³a:
- Chêtnie.
- Yyy… no to… super! W takim razie chod¼my usi±¶æ przy stole Krukonów. – U¶miecha³ siê do niej i chyba sam by³ równie zaskoczony. Pomacha³ kolegom aby do nich do³±czyli i zacz±³ wszystkich przedstawiaæ.
- To jest Bill Dunstar – powiedzia³ wskazuj±c na niskiego rudego ch³opaka. Bill u¶miechn±³ siê do niej, a ona nie¶mia³o odwzajemni³a u¶miech, kiwaj±c g³ow±.
- A to jest Amadeusz Johnson – kapitan naszej dru¿yny Quidditch’a – ci±gn±³ dalej, szczerz±c do niej zêby i wskazuj±c na smuk³ego, ciemnow³osego ch³opaka. Dajan widzia³a go po raz pierwszy w ¿yciu, poniewa¿ nigdy nie chodzi³a na mecze Quidditch’a. U¶miechnê³a siê jednak uprzejmie i spojrza³a na wielkiego, umiê¶nionego ch³opaka, który wygl±da³ jej na têpego osi³ka. Po chwili dowiedzia³a siê, ¿e nazywa siê on Tom Nott i równie¿ gra w Quidditch’a na pozycji pa³karza. W³a¶nie dochodzili do sto³u Krukonów, gdy Dajan zda³a sobie sprawê, ¿e ów wysoki ch³opak, który do niej podszed³ zapomnia³ siê przedstawiæ. Spojrza³a wiêc na niego i powiedzia³a:
- A ty jak siê nazywasz?
- Marcus Flint.
Obiad min±³ jej nawet przyjemnie. Wszyscy rozmawiali o zbli¿aj±cym siê meczu Quidditch’u, w którym mieli zagraæ Krukowi z Gryfonami. Dajan nie zna³a siê na tym sporcie, wiêc nie za wiele mówi³a, ale przyjemnie siê ich s³ucha³o. Dowiedzia³a siê, ¿e Bill ma ¶wietne poczucie humoru, a Tom okaza³ siê byæ bardzo inteligentny. Jedynie Marcus nie wiele mówi³. Spogl±da³ tylko co jaki¶ czas na Dajan lekko siê rumieni±c. Kiedy wreszcie zadzwoni³ dzwonek, nikt nie cieszy³ siê, ¿e musi opu¶ciæ wielk± salê i i¶æ na lekcje. Dajan szybko popêdzi³a do sali, ¿eby nie spó¼niæ siê na pierwsz± lekcjê z nowym nauczycielem. Przed klas± obrony przed czarn± magi± sta³a ju¿ wiêkszo¶æ uczniów. Wszyscy byli ciekawi, kto ich bêdzie uczy³ w tym roku i gor±co o tym dyskutowali:
- S³ysza³am, ¿e ma byæ to kto¶ m³ody, zaraz po ukoñczeniu Hogwartu. My¶licie, ¿e ju¿ go znamy? – Powiedzia³a Kate Bundy do ustawionych obok niej uczniów z Hufflepuff’u. Po jej s³owach wszystkie dziewczyny mia³y jaki¶ dziwny rozmarzony wzrok. Dajan patrzy³a na to z za¿enowaniem. Po chwili drzwi do sali siê otwar³y i stan±³ w nich wysoki mê¿czyzna, z d³ugimi, potarganymi, p³owo- czarnymi w³osami. By³ bardzo przystojny. Mia³ na sobie d³ug± czarn± szatê czarodzieja. Wydawa³ siê mroczny i tajemniczy, ale równie¿ przyjazny. W jego ciemnych oczach Dajan dostrzeg³a jak±¶ dziwn± iskierkê. By³ m³ody, choæ nie a¿ tak jak mówi³y Puchonki. Na oko Dajan móg³ mieæ najwy¿ej dwadzie¶cia piêæ lat, ale nie mniej ni¿ dwadzie¶cia dwa. Nauczyciel omiót³ wszystkich szybkich spojrzeniem i gestem rêki zaprosi³ do ¶rodka. Wszyscy zaczêli siadaæ do ³awek. Owe dziewczyny rozmawiaj±ce wcze¶niej na korytarzu k³óci³y siê cicho o to, która usi±dzie w pierwszej ³awce. Dajan powstrzyma³a wybuch ¶miechu. Usiada w ostatniej wolnej ³awce i zaczê³a wyci±gaæ ksi±¿ki. Kidy ju¿ wszystkim uczniom uda³o siê zaj±æ miejsca, m³ody nauczyciel odkaszln±³ i zacz±³ mówiæ:
- Nazywam siê Orion Black i bêdê was w tym roku uczuæ obrony przed czarn± magi±. Z racji tego, ¿e niestety jeste¶my ju¿ tydzieñ do ty³u z materia³em, nie bêdzie ¿adnych nudnych wstêpów z mojej strony. A wiêc czy kto¶ z was próbowa³ ju¿ kiedy¶ wyczarowaæ patronusa?
W Sali zapad³a g³ucha cisza. Dajan nie¶mia³o podnios³a rêkê do góry. Pan Black patrzy³ prosto w jej zielone oczy. ¯o³±dek dziewczyny nagle podniós³ siê do gard³a. Prze³knê³a g³o¶no ¶linê, boj±c siê, ¿e za chwilê zwymiotuje.
- ¦wietnie, panno?
- Dajan Canavan .
- A wiêc na pewno znasz zaklêcie.
- Tak, Expecto patronum.
- ¦wietnie! Piêæ punktów dla Ravenclaw’u. – U¶miechn±³ siê do niej i zacz±³ o tym opowiadaæ. Pod koniec lekcji zada³ im zadanie domowe na temat ró¿nych funkcji patronusów. Zosta³o jeszcze kilka minut lekcji. Profesor Orion zapyta³ wiêc:
- Mo¿e jest jaka¶ osoba która chcia³aby teraz spróbowaæ tego zaklêcia?
Nikt siê nie zg³osi³. Po chwili wszyscy patrzyli ju¿ tylko na Dajan, a pan Black mówi³:
- Dajan mo¿e ty spróbujesz? W koñcu ju¿ to robi³a¶? – Patrzy³a na niego z szeroko otwartymi oczami. Jak ma mu wyt³umaczyæ, ¿e nie ma wyj±tkowo szczê¶liwego wspomnienia. Nie uda jej… I wtedy przypomnia³a sobie dzisiejszy obiad. Mo¿e przecie¿ spróbowaæ. Wsta³a, wyci±gnê³a ró¿d¿kê i stanê³a na ¶rodku klasy. Orion Black dotkn±³ jej ramion i kaza³ siê jej rozlu¼niæ.
- Zamknij oczy i pomy¶l o wspomnieniu, niech ciê ca³kowicie wype³ni, a potem wypowiedz zaklêcie.
Dajan my¶la³a o dzisiejszym popo³udniu spêdzonym w wielkiej sali, ale po chwili inne wspomnienie wype³ni³o jej my¶li. Blask oczu profesora Oriona, to w nich widzia³a szczê¶cie. Skupi³a siê na tym.
- Expecto patronum – powiedzia³a niemal szeptem, a z jej ró¿d¿ki wyskoczy³ srebrny jednoro¿ec. Patrzy³a na niego oniemia³a, a¿ w koñcu zadzwoni³ dzwonek i w tym momencie klasa zrobi³a siê dziwnie ciemna, po znikniêciu jej patronusa. Po chwili wszyscy zaczêli zbieraæ siê do wyj¶cia. Dajan po chwili otêpienia te¿ ruszy³a do swojej ³awki po rzeczy. Nauczyciel ci±gle jej siê przygl±da³ z wyrazem dziwnej determinacji na twarzy.
- Dajan czy mog³aby¶ chwile zostaæ po lekcji? Chcia³bym z tob± porozmawiaæ.
- O czym? – Powiedzia³a niezbyt mi³o, my¶l±c, ¿e znów kto¶ bêdzie chcia³ j± namawiaæ, aby nie rezygnowa³a ze swojego daru. A to przecie¿ nie oni decyduj± o jej ¿yciu! Profesor Orion jakby czytaj±c w jej my¶lach powiedzia³:
- Tak chcia³bym porozmawiaæ o twoim darze. Ale nie martw siê nie mam nikogo kogo chcia³bym uzdrowiæ, a ja te¿ jestem ca³kowicie zdrowy.
Jasne wszyscy na pocz±tku tak mówi±. Dajan popatrzy³a gniewnie w oczy swojego nauczyciela i o dziwo nie zobaczy³a tam k³amstwa, a szczer± troskê.
- Nie zastanawia³a¶ siê dlaczego twój patronus przybra³ tak± postaæ? Ja my¶lê, ¿e obie te sprawy maj± ¶cis³y zwi±zek.
Patrzy³ na ni± wyczekuj±co, jakby ba³ siê jakiego¶ wybuchu z jej strony, u¶miechn±³ siê lekko. Dajan jeszcze raz spojrza³a w jego oczy, widzia³a w nich co¶ dziwnego, jak±¶ iskierkê, której nie rozumia³a. Zobaczy³a równie¿ troskê wypisan± na jego twarzy i po raz pierwszy w ¿yciu pomy¶la³a, ¿e kto¶ siê o ni± troszczy.
- A wiêc tu nie chodzi o wykorzystanie mojego daru?
- Nie, tu chodzi tylko i wy³±cznie o ciebie.
Ooo, wreszcie wyja¶ni³o siê có¿ to za dar posiada Dajana!