Logowanie
Facebook
Shoutbox
Współpraca
Najaktywniejsi
1)
Alette
2)
fuerte
3)
Katherine_Pierce
4)
Sam Quest
5)
Shanti Black
6)
A.
7)
monciakund
8)
ania919
9)
ulka_black_potter
10)
Klaudia Lind
Losowe zdjęcie
Zobacz temat
|
Prawdziwa przyjaźń?
|
|
Keira Karkarow |
Dodany dnia 26.12.2017 20:26
|
![]() Postów: 697 Dom: GryffindorPunkty: 1813 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 07.07.15 |
Czy uważacie, że prawdziwa przyjaźń istnieje? Myślicie, że jej doświadczanie, czy może wydaje się Wam nieosiągalnym marzeniem? Po czym poznać, że przyjaźń to właśnie ta prawdziwa? A może w ogóle nie potrzebujecie przyjaciół? Jaka jest dla Was definicja przyjaciela? Ja uważam, że prawdziwa przyjaźń istnieje, ale występuje rzadko i mnie zdecydowanie nie dotyczy. Powiem szczerze, że cholernie zazdroszczę osobom, które mają prawdziwego przyjaciela, bo sama o takim nawet już nie marzę, bo wielokrotnie zawiodłam się na osobach, które uważałam za takowych przyjaciół. Po czym poznać? Sama nie wiem, może po tym, że mimo sprzeczek i różnych niezgodności nadal sie przyjaźnimy? Podobno prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i chyba coś w tym faktycznie jest. Przyjaciel to w moim odczuciu osoba, której ufamy bezgranicznie i zawsze możemy na nią liczyć. Po rozwinięciu tematu opowiem Wam, jak rozpadły się moje przyjaźnie. "Someone let the doors open,
Who left me outside? I'm bent I'm not broken, Come live in my life. All the worlds left unspoken All the pages I write On my knees and I'm hoping That someone holds me tonight. Hold me tonight..." |
|
|
|
gordian119 |
Dodany dnia 26.12.2017 21:12
|
![]() Pochwały: 3 Postów: 3594 Dom: SlytherinPunkty: 14123 Ranga: Wielki Mag Data rejestracji: 08.06.16 |
Hmm, ciekawe... Wszystko zależy od tego jak definiujemy przyjaźń. Przyjacielem może być osoba z którą dobrze się znamy, rozumiemy się, często się spotykamy, dobrze nam się rozmawia, mamy wspólne zainteresowania. A niektórzy też są o wiele ostrożniejsi w nazywaniu kogoś przyjacielem, mówią że to tak jakby członek rodziny, tylko że taki którego samemu się sobie wybrało. Człowiek który nigdy nas nie opuści i zawsze będziemy mogli na niego liczyć. No więc jeśli przyjąć pierwszą definicję, to takich osób w moim życiu było wiele. Ludzie, których spotykałem na swojej drodze, zaczęliśmy się dogadywać, rozmawiać ze sobą coraz więcej, z czasem nawet sobie ufać, a potem jakoś tak to przemijało, właściwie nie wiem dlaczego. Kontakt się urywał i... już. Nasze życie składa się z wielu etapów, w każdym z nich poznajemy nowych ludzi, a kiedy kończymy ten etap poprzedni, to na ogół kończą się też kontakty z tamtymi znanymi wcześniej ludźmi. Takie jest życie i trzeba się z tym pogodzić, każdy z nas podąża swoją własną ścieżką i wkrótce muszą się one rozejść. Przez wiele, wiele lat miałem osobę z którą byłem bardzo blisko, uważałem go za swojego przyjaciela, a dzisiaj już nam bardzo trudno utrzymać ze sobą kontakt? Pokłóciliśmy się? Nie. Któremuś z nas sodówka uderzyła do głowy i zmienił się? Też nie. Po prostu, ja siedzę w Warszawie i mam na głowie swoje sprawy, a on na drugim końcu Polski zajmuje się swoimi. Czasem tylko do siebie piszemy, zamieniamy po dwa słowa, ale umówić się nie sposób. Wydaje mi się po prostu, że takie są naturalne koleje losu. Owszem, możemy, a nawet musimy, zawierać i utrzymywać znajomości, bo taka jest nasza natura. Jesteśmy istotami społecznymi, nikt z nas nie jest Tarzanem ani kapitanem Nemo. Tylko niekiedy utrzymanie znajomości na jednym, bardzo wysokim poziomie przez całe życie jest bardzo trudne, a i nie zawsze zależy od nas. Część rzeczy dzieje się po prostu naturalnie. Ale działa to też w drugą stronę, bo jeśli jest osoba z którą wcześniej było się z jakichś powodów skonfliktowanym, a potem przez pewien czas w ogóle się z nią nie widywało, to też te negatywne emocje przechodzą. No ale, co już zostało powiedziane, są osoby które mogą się pochwalić tym że mają prawdziwego przyjaciela na całe życie i również takim osobom strasznie zazdroszczę. Ale hasło że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie jest takie trochę wytarte. To znaczy jest w tym oczywiście jakaś cząstka prawdy, ale ja z moich doświadczeń wnioskuję że to nie sytuacja w której jedna ze stron znajduje się w potrzebie jest największą próbą dla przyjaźni. Bo chyba właśnie wtedy ta przyjaźń najbardziej żyje. No i być może jestem potwornie naiwny, ale uważam że ludzie są skazani na siebie na tym świecie, a żaden z nas nie żyje wiecznie i dlatego wszystkie materialne skarby jakie gromadzimy na tym świecie w obliczu tego co każdego z nas czeka, czyli śmierci, są funta kłaków warte. Jedyną wartościową rzeczą o którą warto walczyć jest bycie zapamiętanym jako dobry człowiek, uszczęśliwiać innych. Ja przynajmniej bym tak zrobił... Więc, wracając do sedna, to nie to jest największą próbą dla przyjaźni. Największa próba przychodzi wtedy, kiedy zbyt długo nic się nie dzieje, kiedy jest normalnie. Ludzie są tacy, że nienawidzą rutyny, są gotowi zrobić wszystko żeby w ich życiu nie było zwyczajnie. Więc jeżeli jedna ze stron jest potrzebująca, to wtedy jest jak najbardziej okej, bo ta druga stara się ją podnieść, przynajmniej emocjonalnie. Gorzej jest, kiedy właśnie nic się nie dzieje. Wtedy odkrywamy, że tak naprawdę nie mamy sobie nic do powiedzenia, nudzimy się przy sobie. I każde z nas idzie w swoim kierunku, odseparowując się od tego drugiego. I moim zdaniem dopiero po przejściu takiej próby przyjaźń może zostać uznana za prawdziwą. Witam was, moi drodzy, w krainie czarów! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() A jeśli chcecie zdobyć Druhów gotowych na wiele, To czeka was Slytherin, Gdzie cenią sobie fortele. Posycz sobie, mała żmijko Wij się, żmijko, wij Bądź milutka dla Gordiana Bo cię przybije do drzwi! ![]() Od Hermionki78 na Halloweeeeeeeeeen ![]() Order Dobrego Ucznia za 3. miejsce w konkursie na najaktywniejszego ucznia Hogwartu (2017/2018) ![]() ![]() W Hogwarcie: Gordian Stella (4.07-2016-8.07.2018) Prefekt Slytherinu 2017/2018 Bruno Boccanegra (od 8.07.2018) |
|
|
|
Keira Karkarow |
Dodany dnia 26.12.2017 23:03
|
![]() Postów: 697 Dom: GryffindorPunkty: 1813 Ranga: Świetny czarodziej Data rejestracji: 07.07.15 |
I właśnie tak rozumiem to powiedzenie, że ową biedą jest po prostu znalezienie się jednej strony w trudnej sytuacji czy potrzebie. Ale generalnie zgadzam się z tym, co napisałeś później. Rutyna może zabić każda znajomość. Jeśli chodzi o moje przygody z przyjaciółmi to nie są one kolorowe. Nauczyłam się, że nie warto ufać wszystkim osobom, z którymi mam dobry kontakt i spędzam dużo czasu lub po prostu, dużo rozmawiamy. Moją pierwszą, wydawałoby się prawdziwą przyjaciółkę poznałam jeszcze we wczesnej podstawówce. Miałyśmy takie same zainteresowania, byłyśmy nierozłączne. Na początku gimnazjum jednak stało się coś, co nas rozdzieliło. Koleżanka poznała swojego pierwszego chłopaka i niestety, nasza relacja zaczęła się psuć. Początkowo przestała ze mną siedzieć w ławce, później przestała odpisywać na moje liściki (zawsze pisałyśmy liściki, generalnie uwielbiałyśmy pisać opowiadania, między innymi osadzone w świecie HP. Stąd też mój nick. Moja postać była córką Karkarowa ;p), aż w końcu przestała mówić mi rcześćr1; na szkolnym korytarzu. Później zerwali ze sobą, ale ja już znalazłam nową koleżankę, a że obie byłyśmy dzieciakami to moja była przyjaciółka uważała, że skoro kumpluję się z tą drugą to jej już nie chcę. Nic bardziej mylnego, próbowałam z nią o tym porozmawiać i już wydawało się, że będzie ok, aż tu nagle, dziewczyna oskarżyła mnie o jakieś wyzwiska i uwaga, znęcanie się psychicznie. Oskarżyła wiele innych osób i zmieniła szkołę. Próbowałam się z nią skontaktować, ale jej mama utrudniała ten kontakt. Po latach okazało się, że to wszystko był wymysł i oskarżenia jej mamy. Tak rozpadła się moja pierwsza przyjaźń i pamiętam, że był to dla mnie ogromny cios, zwłaszcza, że ciężko było mi nawiązywać znajomości i nie byłam w szkole lubiana. Z pozytywnych rzeczy mogę powiedzieć, że z dziewczyną, z którą zaczęłam się trzymać jak przyjaciółka mnie olała, mam dobry kontakt do dziś, chociaż już też nie jest idealnie. Kolejną osobę, którą nazwałam przyjacielem poznałam również w gimnazjum. Poznaliśmy się na forum internetowym, co prawda mieszkaliśmy daleko od siebie, ale swietnie nam się rozmawiało, kontakt utrzymywał się przez 9 lat, z czego jakieś 6 lat rozmawialiśmy ze sobą niemalże codziennie i stosunkowo często (jak na nasze możliwości) się spotykaliśmy. Nagle, rok temu, on stwierdził, że przyjaźń na odległość to bajka i że mnie lubi, ale nie możemy się nazywać przyjaciółmi. Kontakt się urwał. Gdzieś po drodze poznałam dziewczynę, z którą znowu, miałyśmy wspólne zainteresowania, świetnie się dogadywałyśmy, spędzałyśmy ze sobą każdy dzień. Później ona wyjechała do innego miasta, ale kontakt się utrzymywał, przyjeżdżała do mnie często. Kontakt urwał się stosunkowo niedawno, kiedy wróciła do mojego miasta. Marzyłyśmy o tym przez kilka lat, byłyśmy na prawdę blisko. Pomogłam jej w przeprowadzce, przywiozłam jej wszystkie rzeczy tutaj, kiedy zimą nie miała zamontowanego kominka mieszkała u mnie (jakieś 1-2 miesiące). I to jest ta przyjaźń, której rozpadu nigdy nie brałam pod uwagę. Ale jednak, rozpadła się. Paradoksalnie im bliżej siebie byłyśmy, tym rzadziej się spotykałyśmy. Ona zaczęła spotykać się z nowymi przyjaciółmi, kiedyś powiedziała mi, że ma dosyć bycia w moim cieniu (nie do końca wiem o co jej chodziło, bo ja nigdy nie starałam się być na przędzie). Kilka razy nie zgodziliśmy się w pewnych kwestiach i kontakt urwał się niemalże zupełnie. Często o tym myślę, zastanawiam się, co poszło nie tak, ale wiem, że z osobą, którą ona stała się pod wpływem nowych znajomych, nie potrafiłabym się przyjaźnić, bo nie mogłabym bezczynnie patrzeć jak się stacza i wpada w zle towarzystwo. Próbowałam jej to powiedzieć, kiedy zauważyłam, że z na prawdę porządnej i poukładanej dziewczyny stała sie Nie dobającą o swoje zdrowie imprezowiczką i zakończyło się to srogim fochem. Bardzo mi przykro, że jest kilka osób, które odzywają się do mnie tylko wtedy, kiedy mnie potrzebują, ale ja na nie liczyć nie mogę. Pamiętam jak doszło do pewnej przykrej i niebezpiecznej sytuacji na terenie domu mojego narzeczonego. Nie będę chodzić w szczegóły, ale zostałam oskarżona o posiadanie narkotyków, siłą odwieziona do domu itp. Afera koszmarna, podczas gdy narzeczony na pożegnalnym grillu się po prostu upił, bo jego życzliwi koledzy dolewali mu wódkę do piwa, kiedy nie patrzył. Właśnie wyżej wymieniona przyjaciółka i jeszcze inna koleżanka były ze mną i uwaga, za moimi plecami zadzwoniły po rodziców tej drugiej i mnie zostawiły, samą, wśród pijanych i wściekłych na mnie i bog wie co ludzi. Mi padł telefon, jak wrocilam do domu to dostałam smsa, że one się bały, że coś się nie fajnego stanie i się zwinęły i że mnie przepraszają... A ja wróciłam do domu cała poobijana, posiniaczona, z podartą sukienką, którą kupiłam specjalnie na tę imprezę. A mogło być znacznie gorzej. Oczywiście wróciłam to łagodne słowo, zostałam siłą wpakowana do samochodu i odwieziona w środku nocy do domu. Następnego dnia musiałam wrócić po samochód, którym przyjechałam... Edytowane przez Keira Karkarow dnia 26.12.2017 23:09
"Someone let the doors open,
Who left me outside? I'm bent I'm not broken, Come live in my life. All the worlds left unspoken All the pages I write On my knees and I'm hoping That someone holds me tonight. Hold me tonight..." |
|
|
|
Alette |
Dodany dnia 26.12.2017 23:31
|
![]() Pochwały: 18 Postów: 7186 Dom: HufflepuffPunkty: 59643 Ranga: Poziomka! <3 Data rejestracji: 29.03.09 |
Bliska mi osoba powiedziała mi z kolei, że przyjaciół nie poznaje się w biedzie tylko w szczęściu ;p Bo kiedy jesteś w potrzebie, to różni ludzie się znajdą - tacy co mają w sobie instynkt pomocy potrzebującym, którzy czują się przez to lepszymi ludźmi albo ci, którzy się karmią twoim nieszczęściem. Natomiast tylko dobry przyjaciel potrafi tak po prostu, bezinteresownie cieszyć się twoim szczęściem. Ja sama uważam, że przyjaciół poznaje się w różnych okolicznościach i jest tu tak samo jak z miłością - dopiero po jakimś czasie zdajesz sobie sprawę, że ktoś jest twoim przyjacielem od dawna albo że tak naprawdę nigdy nim nie był. I przez ten czas zdarzy się bieda, szczęście, nuda i wiele więcej. Dlatego ja nie umiem powiedzieć, jakie cechy powinna mieć przyjaźń. Bo ona przybiera różne kształty, czasami kompletnie niezrozumiałe dla innych. Gdybym miała ją jakoś odróżnić od zwykłej znajomości, to chyba wskazałaby to, że ta druga osoba mnie naprawdę obchodzi. Czy jest, czy jej dobrze, czy jej się układa, czy potrzebuje pomocy. Z drugiej strony ja czuję, że też ją obchodzę. Może to brzmieć dziwnie, ale wydaje mi się, że w tych luźnych relacjach działa takie "aha, ok". Czyli fajnie, że ktoś jest, ale jak zniknie, to w sumie nic. Tym bardziej, że ludzie o wiele częściej potrzebują "kogokolwiek" obok siebie niż konkretnego Janusza o określonym PESELU. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Kazui <3 ![]() W zasadzie lepiej tkwić w słodkiej niewiedzy. Umiejętność braku myślenia i brak odczuwania tego braku, w połączeniu z brakiem myślenia o myśleniu i przekonaniem, że się wszystko dobrze przemyślało jest darem, który posiadają tylko wybrani. Im więcej wiesz, tym mniej rozumiesz, więc w zasadzie lepiej nic nie wiedzieć i mieć święty spokój. Dziękuję Wilenie za cudowny wiersz o moich Rycerzykach <3 Za siedmioma górami, za siedmioma lasami Żył sobie Racław z rycerzykami. Wielu ich tam było, innej maści każdy, Jednak każdy spośród nich był bardzo odważny, Choć nie tak jak Racław - mąż najlepszy w świecie, Rozpalający serce niemal każdej kobiecie, Lecz kochając jedną, tę spoza Lagary, Którą owładnęły miłości jego czary I wyczekuje tylko kiedy się zobaczą... Ale koniec historii! Nie za to mi płacą. Wracając do Lagary, żyła tam Liliana, Która, chociaż nieporadnością owiana I znana w otoczeniu z niechęci do koni, Nie bała się prawie dzierżyć w ręku broni. Gdy tylko nadszedł rozkaz, wskoczyła na konia. Mając u swego boku Gaję, Aarona, Fomę i Milana, a przed sobą zadanie, Ruszyła, nie bacząc, czy coś jej się stanie. Jednak Racława niestety przy nich nie było, A szkoda, bo to by się lepiej skończyło. Zamiast niego, Nadar przewodził tej grupie I chociaż zdawało się, że ma wszystko w dupie, Doprowadził ich całych do kapitana, Nie mającego nic z Narnią wspólnego - Kasjana, Który miał przy sobie ogiera wspaniałego, Nawet dla stajennych nieprzyjemnego, Z piękną grzywą i gracją, jakiej więcej miało Jedynie zgrabne, Racławowe ciało... Co było z Aaronem? Z ostrzem w jego dłoni? I Lilianą? Jak z jej podejściem do koni? Co z zaciętą Gają? Co z nadętym Milanem? Potwornym ogierem wraz z jego panem? Co z Fomą? Jak żyje? I jak jego rany? Kiedy tego wszystkiego dowiedzieć się mamy? Gdy tylko na Alette wielka wena spłynie. Może nigdy, może jutro, może w czarnej godzinie, Byle, jak to nastąpi, napisała wreszcie O Racławie i jego kochanej niewieście. Authors act like they are sorry for killing characters but really they are like this... ![]() ![]() ![]() Lista ficków, które przeczytałam i polecam Miniaturki "Nieszczęśliwa historia" ulki_black_potter "Czterdzieści pięć" Barloma "Pierwsza ofiara" Katherine_Pierce "Przemyślenia" Wileny Romus Przyjaciołom, których już nie ma Fuerte "Zazdrość według Hermiony Weasley" Sam Quest "Glizdogon" Nieoryginalnej "Las mnie wzywa" Klaudek884 "***" Zirael Serie "Trudny wybór" Penelope "Jako w piekle, tak i na ziemi" Christiny "Proszę, powiedz moje imię" Only Dream "Między wierszami" Fuerte Drabble "Znalezisko" Ann "Miłość" Wioletty "Bogini" ulki_black_potter Poezja "Feniks" Wileny Romus "Na chwałę! Na honor!" Ann "Zwariował!" Wileny Romus "Wspaniały i Starożytny Hymn Rodu Black" Ann ![]() "Niewiele rzeczy ma na człowieka tak wielki wpływ jak pierwsza książka, która od razu trafia do jego serca. Owe pierwsze obrazy, echa słów, choć wydają się pozostawać gdzieś daleko za nami, towarzyszą nam przez całe życie i wznoszą w pamięci pałac, do którego, wcześniej czy później... i nie ważne, ile w tym czasie przeczytaliśmy książek, ile nowych światów odkryliśmy, ile się nauczyliśmy i ile zdążyliśmy zapomnieć... wrócimy." Carlos Ruiz Zafon ![]() Oglądam chińskie bajki, czytam romanse a ciasto najbardziej lubię surowe. Pozdrawiam wszystkich, których karmiłam, a szczególnie tych, którzy z tego powodu cierpieli. Lubię gotować dla Gne, której wszystko smakuje i Ciemka, któremu śmierdzą (gotowane!) jajka. Piję herbatę koło kibla z Ang, o miłości rozmawiam z Pene, śpię na podłodze Ulki albo na kolanach Christiny. W moim sercu zawsze jest miejsce dla tych, z którymi obieram ziemniaki. Pozdrawiam mistrza otwierania zamków Sam i specjalistę od łowienia smerfów Katherine ... a kiełbasa to najbardziej smakuje mi u Pauli love ![]() |
|
|
|
Shanti Black |
Dodany dnia 27.12.2017 08:51
|
![]() Pochwały: 29 Postów: 3240 Dom: GryffindorPunkty: 44242 Ranga: Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz! Data rejestracji: 20.07.14 |
Cóż, dla mnie przyjaźń jest to temat rzeka. Uważam, że prawdziwa przyjaźń istnieje, ale w pierwszych latach ciężko ją rozpoznać. Sama osobiście mam przyjaciółkę, którą znam już 15 lat i uważam, że to jest prawdziwa przyjaźń, bo zawsze możemy na sobie polegać, mimo odległości, różnych studiów i życia osobistego możemy się sobie wygadać. Ze spotykaniem się gorzej, no bo kilometry. Ale to ona pierwsza dowiaduje się, co u mnie i to działa w dwie strony. Znam też dwa przykłady "przyjaźni" złej, niefajnej i tylko na pokaz i dla korzyści. Pierwszy to moi znajomi, znają się już bardzo długo, przed wszystkimi są wielkimi przyjaciółmi na dobre i na złe. Jak to wygląda "od kuchni"? Jedno obgaduje drugie do każdego i z wzajemnością. Obie osoby oskarżają się nawzajem do innych, że są głupie, tępe itp. Skąd wiem? Weszłam w tę znajomość z obiema osobami i byłam kimś, kto potem wysłuchiwał pretensji na drugą stronę. Nie polecam. W przyjaźni jak coś się do siebie ma to się mówi prosto z mostu. Drugi przykład to dziewczyna, typowa pesymistka, której zawsze trzeba współczuć i się nad nią litować. Czasem zdarzy jej się normalnie pogadać, ale też jest bardzo ciekawska, musi wszystko wiedzieć i we wszystko się wtrącić, czy to sprawy na studiach, czy osobiste np. moje. Nie chcę się z nią przyjaźnić, bo nie mam zamiaru się denerwować, dlatego też traktuję ją jak zło konieczne - jest ze mną w grupie i tyle. Jednak ona za wszelką cenę chce się ze mną zaprzyjaźnić i to jest najgorsze, bo ja wiem, że NIE wytrzymam jej ciągłego narzekania, jaki to świat jest okropny. Nie bardzo wiem, jak z tego wybrnąć, bo jak tylko zacznę być dla niej miła, to ona jeszcze bardziej próbuje się integrować. A już wiem, jak wyglądałaby ta przyjaźń. Uważam, że przyjaźń prawdziwa istnieje, ale trzeba do tego znaleźć odpowiednią osobę. ![]() ![]() W Hogwarcie Cynthia Lynwood. Nikt ważny, ale lubi przypały, prefekt Hogwartu. Na stronie: - prefekt Gryffindoru (14 edycja; 27.07.2015 - 11.11.2015) - przewodnicząca Karczmy pod Parchatym Trollem (31.08.2015 - 21.11.2015) - Redaktor Naczelna Proroka Niecodziennego (Wydanie 4 - Halloween), (Wydanie 5 - Nowy Rok, (Wydanie 15 Walentynki), (Wydanie 16 (Huncwoci)) - Prefekt Hogwartu (27.08.2017-) ![]() Bo mogę ![]() ![]() Sim Shanti w wykonaniu EmilyWright ![]() ![]() Magiczna siódemka ![]() Magiczna siódemka part II ![]() Ciekawa liczba punkcików ![]() ![]() |
|
|
|
gordian119 |
Dodany dnia 27.12.2017 10:44
|
![]() Pochwały: 3 Postów: 3594 Dom: SlytherinPunkty: 14123 Ranga: Wielki Mag Data rejestracji: 08.06.16 |
Skoro już zaczęłyście opisywać historię swoich przyjaźni to może i ja powinienem, ale to byłaby opowieść wyjątkowo monotonna, bo w zasadzie wszystko działo się według jakiegoś schematu. O jednej już wspomniałem wyżej. Jeszcze w podstawówce poznałem jednego chłopaka, z którym bardzo mocno się zżyliśmy. Chodziliśmy razem do klasy przez dwa lata, bo dołączył do nas dopiero w klasie piątej. Na początku był strasznie zagubiony, nie wiedział co się dzieje dookoła, chciał stąd odejść i wrócić do starego środowiska. Chyba normalne, prawda? No więc trzeba było się nim zająć, wprowadzić do nas żeby nie czuł się samotny. Ja jakoś zawsze tak mam, że jak widzę osobę która nie ma nikogo z kim może pogadać, to pierwszy wyciągam do niej rękę, zawsze wszędzie witam nowych, staram sie z nimi zakumplować itp. No i się udało, zaprzyjaźniliśmy się, przez te ostatnie dwa lata podstawówki byliśmy właściwie nierozłączni, potem w gimnazjum i liceum też często się spotykaliśmy. Kłopoty zaczęły się dopiero później. Obaj poszliśmy dwoma różnymi ścieżkami. Ja zostałem w Warszawie i skupiłem się na swoim życiu, na swoich studiach itp. On natomiast przeprowadził się do Bydgoszczy żeby tam studiować na akademii muzycznej. Zawsze miał wielki talent muzyczny, od dziecka uczył się grać na pianinie, dzisiaj rozwija się w kierunku śpiewu operowego. I teraz nasze relacje wyglądają tak, że od czasu do czasu napiszę do niego na facebooku i najczęściej nie ma czasu rozmawiać bo przygotowuje się do jakiegoś koncertu czy coś. Czy mam mu to za złe? Nie. Nadal go lubię i myślę że on mnie też, skoro jednak ze sobą mimo wszystko jakoś rozmawiamy, ale czy to nadal jest przyjaźń? Tego nie wiem... W innych "przyjaźniach" jakie zawierałem na ogół powtarzał się ten sam schemat: poznawałem kogoś w różnych okolicznościach, dobrze się dogadywaliśmy, z czasem byliśmy coraz bardziej zżyci, gadaliśmy ze sobą itp., a potem nagle z niewiadomych względów, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko znikało. Kontakty się urywały, bo podążyliśmy swoją drogą, poznaliśmy nowych ludzi, zajęliśmy się swoimi sprawami itp. Dzisiaj też potrafimy czasem do siebie napisać, zadzwonić czy jakoś się skontaktować, ale zażyłość z tych relacji jakoś tak odeszła... Uważam to za naturalną kolej rzeczy. Oczywiście, niektórzy ludzie mają takie szczęście że natrafiają w życiu na osobę z którą są w stanie utrzymać kontakt na takim bardzo wysokim poziomie przez całe życie, zawsze się rozumieją itp. Ale coś takiego zdarza się rzadko. Czy jest mi jakoś strasznie żal tego, że nie spotkało mnie? Raczej nie. Pamiętam że w gimnazjum strasznie rozpaczałem z tego powodu, ale wtedy to była też wyjątkowa sytuacja, ogólnie nie żyło mi się wtedy dobrze i potrzebowałem przynajmniej emocjonalnego wsparcia, przez to też popełniłem w tamtym okresie mnóstwo błędów które ważą także na moim obecnym życiu. Ale poza tym to nauczyłem się cieszyć tym, co mam. A taka klasyczna wersja przyjaźni opisana przeze mnie wyżej chyba kłóci się z moją osobowością samotnika, bardzo spokojnego i, wbrew pozorom, dość poważnego człowieka. Nie wytrzymałbym psychicznie spędzania aż tak dużo czasu z jedną osobą. Kompletnie nie dla mnie jest życie pełne mnóstwa znajomych, ciągłych imprez i takich tam... Ja zawsze wolę zamknąć się w swoim pokoju i zająć swoimi sprawami. Nie jestem absolutnie aspołeczny, zawsze staram się być życzliwy dla ludzi i w miarę możliwości z nimi rozmawiać, być normalnym człowiekiem w kontaktach z innymi osobami, ale to co mam absolutnie mi wystarcza. Witam was, moi drodzy, w krainie czarów! ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() A jeśli chcecie zdobyć Druhów gotowych na wiele, To czeka was Slytherin, Gdzie cenią sobie fortele. Posycz sobie, mała żmijko Wij się, żmijko, wij Bądź milutka dla Gordiana Bo cię przybije do drzwi! ![]() Od Hermionki78 na Halloweeeeeeeeeen ![]() Order Dobrego Ucznia za 3. miejsce w konkursie na najaktywniejszego ucznia Hogwartu (2017/2018) ![]() ![]() W Hogwarcie: Gordian Stella (4.07-2016-8.07.2018) Prefekt Slytherinu 2017/2018 Bruno Boccanegra (od 8.07.2018) |
|
|
|
kkinga123 |
Dodany dnia 27.12.2017 15:43
|
![]() Pochwały: 15 Postów: 546 Dom: RavenclawPunkty: 17957 Ranga: Żywa legenda Data rejestracji: 02.07.09 |
A co tam, stwierdziłam, że skoro temat jest na tyle ciekawy, że przeczytałam wasze długaśne wypowiedzi też wtrącę swoje 3 grosze. Z przyjaźnią w moim życiu jest tak, że zawsze uważałam, że przyjaźnić się nie umiem. I jestem okropnie kiepska w nawiązywaniu przyjaźni. Nie będę przytaczać każdej historii, jak poprzednicy, bo nie wzbogaca to szczególnie mojej wypowiedzi, ale myślę że sama jako tako dość młodo przestałam uważać ludzi za przyjaciół i zaczęłam za znajomych, bo tak mi było wygodniej. W podstawówce miałam przyjaciółkę, z którą nadal od czasu do czasu utrzymuję kontakt, tak sądzę. Sama mam etycznie spory problem z faktem, że są w moim życiu ludzie, którzy uważają mnie za przyjaciółkę, niestety bez wzajemności, bo mimo dużej sympatii do tych osób, myślę, że nie wskoczyłabym za nimi w ogień. Pomimo sceptycznego nastawienia, uważam że dorobiłam się w życiu Przyjaciółki, przez duże "P" z którą relacja świetnie oddaje relację, która w mojej opinii przyjaźń definiuje. Nigdy nie mieszkałyśmy w jednym mieście, jak byłyśmy jeszcze zbyt młode żeby się spotykać, to jeździłyśmy razem na obozy, potem spotykałyśmy się w mieście pomiędzy naszymi, odwiedzałyśmy się, po przeprowadzce na studia nadal mieszkamy spory kawałek od siebie, jak byłyśmy już pełnoletnie, wyjechałyśmy razem do pracy, raz i kolejny, jest to jedyna osoba, z którą byłam w stanie wytrzymać takie warunki, która zna mnie na wylot, z którą jestem w stanie się dogadać w najcięższych, najbardziej kryzysowych sytuacjach, z która mieszkałam w pokoju metr na dwa metry, z którą jestem w stanie zwyczajnie wytrzymać w harmonii, a rozmowy po 7 latach znajomości wciąż są żywe, ciekawe, a rozmawiamy praktycznie codziennie. Przeżyłyśmy oczywiście wielką kłótnię, po której nie odzywałyśmy się do siebie szmat czasu i kilka mniejszych, znamy się od tej najgorszej strony, ale i od najlepszej, tak sądzę. Przyjaźń definiuję jako relację o tyle spokojniejszą od miłości, że jakby pielęgnuje się sama. I zawsze jest wzajemna. Inaczej to nie przyjaźń. Jest spokojna pewność, bo nie wiąże się to z żadną obietnicą, ciężko wyrazić teraz moje myśli, ale tyle jesteśmy pewni przyjaciół, że jest to relacja budowana nie na hormonach, zauroczeniu, biologii czy tam chemii, a naszej wspólnej decyzji i wieloletniej pracy. Dlatego tak fajnie jak istnieje w związkach Last letter of Sehzade Mustafa to Sultan Suleiman Hunkarim, you will most likely never get the opportunity to read this letter that I will be carrying on my heart. I am writing this letter on the off chance that I fall into a fate that I hope will never happen. This is my wish. But if my wish does not happen, and this letter does indeed reach your hands, that would mean that you have executed me. Oh Hunkarim, oh my dear father. Since you are reading these sentences, you have cut out your own heart, and I have passed away from this planet of lies. Please know that your hands have been mixed with blood, and know that you have taken an innocent life. We made a promise to each other. I promised you that I would never rebel against you. And you swore that you would not execute me. I kept my promise, father, and I definitely did not rebel against you. I swear on my son Mehmet life, and I swear on my daughter Nergizsah life that I did not betray you! I will never. However, you, you went back on your word. You did the thing that you said you would never do! I am leaving this cruel worlld in where a father can kill his own son. Instead of living like an oppresor who, for the sake of his good fortune and for the power that the throne brings, has targeted his father's life, I would rather die like someone who was wronged and appressed. Maybe my name won't be written into the golden pages of history and nobody will speak of my victories, nor will I have a throne to preside over. Furthermore, people will write that i was a Sehzade who was a traitor. So be it. Let them write things that way. Let them hide the truth that Allah knows. One day will come where the stories of the oppressed will also be told... Maybe in a few years, or maybe in a hundreds of years, someone will tell my story. Someone will hear me and will learn the truth. And on that day justice will return to the oppressed. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
|
|
|
ulka_black_potter |
Dodany dnia 07.07.2019 19:57
|
![]() Pochwały: 39 Postów: 3422 Dom: HufflepuffPunkty: 36829 Ranga: Harrych świąt! Data rejestracji: 14.05.09 |
W Simsach można zrobić dwie osoby, które po trzech dniach są najlepszymi przyjaciółmi. Razem oglądają gwiazdy i oglądają Kanał komediowy, razem też tworzą chilli con carne. Jednak prędzej czy później, jedno z nich zakłada rodzinę i oraz przygarnia psy i dla przyjaciela nie ma już miejsca. Wtedy usuwasz drabinkę w basenie... Nie, prawdziwa przyjaźń chyba nie istnieje. ![]() Christian. ![]() Bo liczy się to, co masz w środku. ![]() Ale czasami warto założyć maskę. ![]() "ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB" "zmiennokanoniczne" "piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma" "po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu" by Cantaris Ula urzędniczka Zarejestruje ci chomiczka Da mu zielona kartę I marchewki starte <muza> by fuer |
|
|
|
Ewelaina |
Dodany dnia 07.07.2019 21:03
|
![]() Postów: 9 Dom: RavenclawPunkty: 28 Ranga: Charłak Data rejestracji: 16.09.18 |
Wydaje mi się, że nie istnieje coś takiego jak przyjaźń. Od 10 lat kolegowałam się z taką X ( nie chce rzucać imionami) i wydawało mi się, że to na prawdę moja przyjaciółka, wiedziała wszystko o mnie i w ogóle nasza relacja to cud, miód, malinki. A po 10 latach okazała się zwykłą **** która za moimi plecami robiła mi nieźle koło tyłka. A wiecie dlaczego?! Bo pojechałam na koncert z chłopakiem z klasy, z którym się po prostu kolegujemy a ona była w nim zakochana. No i zaczęło się. Pokazała jaka była na prawdę i z 10 letniej wielkiej prawdziwej przyjaźni zostały ostre wiązanki przekleństw, powyrywane włosy i jej spuchnięta warga. Nie, prawdziwa przyjaźń nie istnieje. |
|
|
|
ulka_black_potter |
Dodany dnia 07.07.2019 21:36
|
![]() Pochwały: 39 Postów: 3422 Dom: HufflepuffPunkty: 36829 Ranga: Harrych świąt! Data rejestracji: 14.05.09 |
Ewelaina napisał(a): Wydaje mi się, że nie istnieje coś takiego jak przyjaźń. Od 10 lat kolegowałam się z taką X ( nie chce rzucać imionami) i wydawało mi się, że to na prawdę moja przyjaciółka, wiedziała wszystko o mnie i w ogóle nasza relacja to cud, miód, malinki. A po 10 latach okazała się zwykłą **** która za moimi plecami robiła mi nieźle koło tyłka. A wiecie dlaczego?! Bo pojechałam na koncert z chłopakiem z klasy, z którym się po prostu kolegujemy a ona była w nim zakochana. No i zaczęło się. Pokazała jaka była na prawdę i z 10 letniej wielkiej prawdziwej przyjaźni zostały ostre wiązanki przekleństw, powyrywane włosy i jej spuchnięta warga. Nie, prawdziwa przyjaźń nie istnieje. W sensie, że się z nią biłaś o chłopaka? Tak nie można, serio. Myślę, że powinnyście ze sobą porozmawiać, a nie naprzać się w krzakach... ![]() Christian. ![]() Bo liczy się to, co masz w środku. ![]() Ale czasami warto założyć maskę. ![]() "ja generalnie ten tekst klasyfikuję jako 5CMCS HE NDPSG3 - S2AB" "zmiennokanoniczne" "piszę fanficka ducha, że tak to ujmę, czyli takiego, którego nie ma" "po części trudny język wynika z założeń płomień odwagi i specyfiki tekstu" by Cantaris Ula urzędniczka Zarejestruje ci chomiczka Da mu zielona kartę I marchewki starte <muza> by fuer |
|
|
|
Ewelaina |
Dodany dnia 07.07.2019 21:42
|
![]() Postów: 9 Dom: RavenclawPunkty: 28 Ranga: Charłak Data rejestracji: 16.09.18 |
Ulka, nie nie. Nie biłyśmy się o chłopaka bo sytuacja z koncertem była w marcu. Ale ona od tamtego czasu zaczęła obgadywać mnie za plecami i tak dalej. Ja jej coś mówiłam z sekrecie a okazało się że połowa znajomych wiedziała. Nasza bijatyka nie miała związku z chłopakiem, aczkolwiek cała ta przykra sytuacja właśnie od tego się zaczęła. |
|
|
|
| Podziel się z innymi: |
|
| Przejdź do forum: |








Gryffindor
gordian119
Slytherin







Hufflepuff

























Ravenclaw






























