Następny rozdział:
2
Słońce dzisiejszego dnia jest bardzo jasne. Upalny dzień. Usiadłszy w cieniu dużego drzewa zamknęłam oczy, wspominając zarówno szczęśliwe jak i nieszczęśliwe chwile. Kiedyś kochałam Hogwart, traktowałam go jak dom... Dziś tak nie twierdzę. Dlaczego?
***
Lodowaty wiatr smagał mnie po twarzy. Niewiele widziałam z powodu gęstego śniegu wirującego wszędzie, gdzie się da. Szalik owinięty na szyi naciągnęłam tak, aby zakrywał mi usta i nos. Szczelniej otuliłam się płaszczem, zmierzając ku pięknym wieżom mało widocznego zamku. Brr. Nienawidzę zimy. Nienawidzę śniegu. Nienawidzę świąt. Czemu? Z prostego powodu. Jest zimno.
Widząc coraz większe kontury wielkiego budynku, uśmiechnęłam się do siebie. Z radością podbiegłam niewielki kawałek, ślizgając się przy końcu odcinka po oblodzonych schodach. Klnąc pod nosem pchnęłam wielkie drewniane drzwi, wchodząc do ciepłej twierdzy.
Kocham Hogwart.
Apollion Pringle spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pogardy. Śnieg - zważywszy na ciepło pomieszczenia - już zaczął się topić tworząc wielką kałużę w progu. Spojrzałam z przepraszającym uśmiechem w jego ciemne oczy, tupiąc butami w marmurową podłogę, aby niechciane pozostałości białego puchu nie brudziły dalszej części pałacu.
Ruszyłam zbyt szybkim krokiem, uciekając przed surowym woźnym, aby przypadkiem mnie nie wybrał sobie jako osoby do testowania skuteczności coraz to nowszych, a zarazem srogich kar. Wolałam z pewnością godzinny spacer w wysokiej zamieci śnieżnej.
Odnalazłszy kamienną ścianę, będącą tajnym wejściem do Wspólnego Pokoju, wypowiedziałam cicho hasło. Moim oczom ukazały się otwierające drzwi, wpuszczające zieloną poświatę na korytarz. Weszłam, jak zawsze kierując wzrok na zawieszone łańcuchem zielonkawe lampy.
Uśmiechnęłam się pod nosem, idąc w stronę zajętego przed bogato zdobionym kominkiem fotelu. Siedzącego na nim chłopaka klepnęłam lekko w ramie, aby następnie się schylić i pocałować w policzek.
- Witaj, Rabastanie. - Lubił jak wypowiadałam jego pełne imię. Wiem to.
- Hej, skarbie - powiedział, odwracając się w moją stronę.
Jedną rękę położył na moich biodrach, a drugą złapał moją dłoń. Szarpnął mnie lekko ku dołowi. Swoim ruchem zmusił mnie do wygodnego ułożenia się na jego kolanach. Ręce owinęłam wokół jego szyi, kciukiem głaszcząc końcówki jego włosów. Pięknie pachniał. Wciągnęłam głośno powietrze, odchylając głowę do tyłu z zamkniętymi oczami. Zaśmiał się.
- Jesteś taka urocza... - Dwoma palcami złapał kosmyk moich włosów. - Dowiedziałaś się już czegoś?
Rozglądnęłam się uważnie dookoła. Jedyne, co odczuwałam, to stres i strach. Zaczął ten temat już na wstępie, niedobrze.
- Nie tutaj - powiedziałam cicho, pośpiesznie wstając. Ruszyłam nerwowym krokiem ku sypialni dziewcząt. Mijając drewniane drzwi z przywieszoną tabliczką z numerem 12, skręciłam w prawo. Idąc już prosto nacisnęłam na klamkę pokoju z numerem 24. Należał do mnie i dwóch innych Ślizgonek. W środku było ciemno i zimno. Jak świetnie, nikogo nie ma. W stronę kominka wymierzyłam koniec różdżki. Rozpalił się ogień, a o to właśnie chodziło. Zdjęłam kurtkę, sweter, buty i usiadłam na skraju mojego łóżka, dłonie układając na mokrych od śniegu kolanach. Nadal spodnie nie wyschły? Nie zastanawiając się dłużej nad tym, spuściłam głowę, czekając aż przyjdzie.
Doczekałam się.
Od progu wiedział, że misję zawaliłam. Nic nie powiedział, ale kątem oka dostrzegłam, że chciał trzasnąć drzwiami i na mnie krzyczeć. Popchnął je jednak lekko podchodząc do mnie. Łapiąc za podbródek, zmusił mnie do spojrzenia mu w oczy. Zaczął mnie namiętnie całować. Nie tego się spodziewałam, ale mu uległam. Pod jego naciskiem położyłam się na łóżku palcami przeczesując jego miękkie włosy. Oderwał się szybko ode mnie, kciukiem muskając ramię.
- Okazałaś się nieposłuszna - szepnął, obserwując ruch dłoni. - Wiesz czym to grozi? - zapytał tak słodko i spokojnie, jakby pytał się mnie o to, czy jutro będzie słońce. Może jestem dziwna, ale w tym jednym zdaniu słyszałam kuszącą obietnicę.
- Nie - jęknęłam zaskoczona. Spojrzałam na niego dużymi oczami. Bałam się, a on to wyczuł.
- Cii - szepnął. - Musisz zostać ukarana, ale nie bój się, skarbie. - Ustami musnął mój obojczyk. Sięgnął do tylnej kieszeni. - Incarcerous - szepnął cicho i niespodziewanie. - Nie bój się - powtórzył, wstając z łóżka.
Z szuflady z ubraniami wyjął moją ulubioną koszulkę. Powąchał ją, a następnie podszedł do mnie raz jeszcze składając pocałunek na ustach. Tym razem delikatniej.
Co on chce zrobić?
Bluzkę zwinął w kulkę i włożył mi ją do ust. Knebel, o nie. Zaczęłam się wiercić i w akcie desperacji krzyczeć. Po raz kolejny mnie uciszył, a różdżkę chwycił w dwa palce wskazujące.
Uśmiechnął się smutno.
- Pragnę, aby moje dziewczyny były mi posłuszne. Niepowodzenie nie jest mile widziane, wiesz? - spojrzał błagalnie na mnie, magiczny patyk przekładając w prawą rękę i mierząc nim w moją pierś. -
Crucio!
Poczułam niewyobrażalny ból. Każda część mojego ciała cierpiała. Wiem, że mój stłumiony krzyk było słychać tylko i wyłącznie w pokoju, ale on mi pomagał. Krzyczałam. A w myślach prosiłam jedynie o śmierć. Męczarnie. Nie chciałam już. I mimo pragnień nadal to czułam. Łzy skapywały na poduszką, zapewne tworząc małe mokre plamy. Cierpienie wypełniało każdą kończynę. Nie wiem nawet jaki to był rodzaj tortur, ale były straszne...
Aż w końcu koszmar się skończył.
- Jeśli raz jeszcze zawalisz to, co każę ci zrobić, będziesz cierpiała o wiele dłużej. O wiele - ostrzegł ostrym tonem głosu, zaklęciem rozwiązując liny. Starł mi łzy z policzków, całując delikatnie jeden z nich. Nie chciałam czuć jak mnie dotyka. Nie chciałam żeby był w tym pokoju, co ja. A potem odszedł. I zostawił mnie samą, mokrą od łez, nadal cierpiącą po niedawnej torturze.
Obserwowałam jak blade słońce rozlewa się na skąpanych w bieli błoniach. Wyglądało to pięknie, chociaż wiedziałam, że perspektywa osób spacerujących po nich jest całkiem inna. Komu w końcu uśmiecha się chodzić po zimnym dworze?
Wychodząc z zamku minęłam grupę Gryfonów. Byli młodsi. Zazdrościłam im. W końcu nie musieli się obawiać, że zostaną poddani torturom nawet gorszym od tych, które był w stanie zaserwować woźny szkoły. W głowie huczały mi słowa mojej miłości. "
Spełń każde pragnienie Mistrza" powtarzał co chwilę głos Rabastana.
Po dłuższej wędrówce w końcu dotarłam do miasteczka położonego nieopodal Hogwartu. Hogsmeade, bo taką nazwę nosiło, słynęło z tego, że zamieszkane w całości było tylko przez osoby obdarzone magiczną mocą. Zabudowane przeróżnymi sklepami nigdy nie świeciło pustkami. W zimie pełne świątecznych ozdób, przyciągało bardziej niż w każdą
inną porę roku, chociaż i latem było tu pięknie.
Skręciłam w boczną uliczkę. Moim oczom ukazał szyld informujący, że to tu znajduje się Gospoda pod Świńskim Łbem. Bez pukania weszłam do środka, pozwalając wiejącemu wiatru wpuścić do lokalu kilka drobnych płatków śniegu. Rozejrzałam się po ciemnym i obskurnym pomieszczeniu, oświetlonym słabym światłem ognia w kominku, szukając właściciela
gospody. Cicho stawiając kroki, ruszyłam w głąb posiadłości. Mijałam zakurzone stoliki przy których siedzieli dziwni ludzie. Zamaskowani bądź schowani pod pelerynami, odwracali się w moim kierunku. Przyznam, że było to przerażające. Poprzednim razem bałam się wejść, a oto przyczyna mojego strachu.
Będąc przy ladzie nacisnęłam z udawanym spokojem na brudny dzwonek. Zadzwonił cicho, jednak usłyszałam czyjeś kroki. Z obrzydzeniem wytarłam rękę o płaszcz, obserwując kontury zbliżającej się postaci. Jak się okazało, był to rosły mężczyzna z siwą brodą i łysą głową. Jedyny tutaj, którego twarz można było zobaczyć. Brudny tu i ówdzie, przyodziany był w dziurawe ubrania. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, z pewnością byłabym już martwa. Widocznie zakłóciłam jego spokój, co miał mi za złe.
Spojrzawszy na niego oczami pełnymi strachu wydukałam:
- J.. ja d-do M.. M-m-m-mistrza.
Usłyszawszy to, nieznany mężczyzna spojrzał na mnie łagodniej. Może nawet ze współczuciem? Podniósł kilka drewnianych desek, wpuszczając mnie na zaplecze. Prowadząc na górę ciemnym korytarzem ciągle próbował coś powiedzieć. Za każdym razem się kończyło na tym, że mówił tylko pierwsze litery słów zaczynających zdanie. Podchodząc do najdalszego pokoju, złapał za klamkę i odwrócił się w moją stronę.
- Powodzenia - szepnął, otwierając przede mną drzwi.
I chociaż w pierwszym momencie koncentrowałam się na intencjach barmana, kilka sekund później wolałam skupić się na wyglądzie pomieszczenia.
Z pewnością było jaśniejsze od reszty budynku. Dostrzegałam obrazy, które z powodzeniem można by było powiesić na ścianach zamku użyczonego do odegrania sceny z horroru, podartą wersalkę z wystającymi drutami, brudny od błota i kurzu dywan, zakurzony kominek z wesoło trzaskającym ogniem, pajęczyny zwisające z sufitu, a także stół z jednym jedynym krzesłem. No właśnie... stół...
Ktoś przy nim siedział. Tajemnicza osoba, jak zresztą każda inna w tym miejscu, ukryta była pod ciemną peleryną. Nie widziałam jej twarzy, chociaż dostrzegałam cienką linię warg układających się w ironiczny uśmieszek. Sądząc po nim, zakapturzona postać uważała się za kogoś lepszego. Czy jest wśród moich znajomych osoba tak pewna siebie jak ta? Czy ja w ogóle ją znam? Jej przekonanie wyższości czułam aż w progu pokoju.
- Usiądź - powiedział męski głos wydobywający się spod materiału. A więc był to mężczyzna...
Na początku napiszę nad czym powinnaś popracować. Są to przede wszystkim przecinki i ten nieszczęsny zapis dialogów. Zasady rządzące dialogami są naprawdę proste, w mig je przeczytasz i zrozumiesz. Co do przecinków, stawiałaś je w dobrych miejscach, ale stanowczo za rzadko. Było ich mniej więcej o 1/3 mniej niż powinno być.
Co do samej treści - łaaał! Twoje opisy się znacznie poprawiły od ostatniego opowiadania! Przy opisie kary miałam aż ciarki i nie mogłam się doczekać, co będzie dalej. Na początku bałam się, że zrobisz z tego jakąś perwersję, perwersje bardzo mi nie pasują do świata Rowling ;D Jednak całe szczęście skończyło się na starym, znanym zaklęciu. Zastanawia mnie tylko czy nikt by nie wykrył, że w Hogwarcie użyto zakazanego czaru...
Gdybym nie przeczytała tagów, nie zgadłabym kto jest główną bohaterką, ale dzięki temu lepiej rozumiem, co nam tutaj przedstawiłaś. Jestem ogromnie ciekawa jak to się dalej potoczy.
Tylko jakoś takie przykre jest to opowiadanie. Jakoś tak ogromnie mi szkoda głównej bohaterki. Smutno się robi na myśl, do czego jest zmuszana...