FF moje i Łapy o tym jak nasze hogwarckie postacie spędzają święta na Grimmauld Place 12. Kolejne części będziemy pisać i wysyłać na zmianę.
Ten rok nie był szczęśliwy dla Hogwartu. W szkole zapanował reżim Dolores Umbridge, nowej nauczycielki Obrony Przed Czarną Magią i Wielkiego Inkwizytora. Różowa Ropucha, jak zwali ją uczniowie, wprowadziła już chyba ze sto dekretów edukacyjnych, którymi ograniczała wolność nie tylko adeptów magii, ale i personelu szkoły. Była jednak szóstka uczennic, których nawet Korneliusz Knot nie mógł powstrzymać przed robieniem czegoś wbrew jego przepisom. Huncwotki, bo tak się nazwały, na cześć słynnych Huncwotów, były nielegalnymi animagami, a jedna z nich skrywała mroczny sekret - była wilkołakiem. I to właśnie po to, żeby ulżyć przyjaciółce w cierpieniach podczas pełni, reszta dziewczyn postanowiła jej za każdym razem towarzyszyć. Prawie wszystkie Huncwotki były w Gryffindorze, tylko jedna należała do Domu Węża. I to właśnie dzięki temu Umbridge nie miała odwagi zabronić im działalności. Bała się, że jeśli sprzeciwi się Ewilan Dylan, straci sprzymierzeńców ze Slytherinu, a tego nie chciała. Dosia (bądź Ellie) nie była typową Ślizgonką. Jeśli akurat nie obściskiwała się ze swoim chłopakiem, Mistem Snape'em (tak, Snape'em, dlaczego nosił to samo nazwisko co Mistrz Eliksirów, było tajemnicą, o której wiedzieli chyba tylko oni dwaj), co robiła niemal bez przerwy, potrafiła być miła, oczywiście tylko dla tych, którzy na to zasłużyli. Kłamstwem by było stwierdzenie, że w ogóle nie miała cech Slytherinu. Posiadała ich całkiem dużo. Bywała cyniczna, nie brakowało jej sprytu i przebiegłości. Nawet jej wygląd był "ślizgoński" - była blondynką o bardzo jasnej cerze i nieco ostrych rysach twarzy. Nie każdy o tym wiedział, ale Ew była półkrwi (matka mugolka), co było rzadko spotykane w Domu Węża. Dosia posiadała orle pióro, które wyglądało jak zwykła ozdoba do włosów, lecz w rzeczywistości potrafiło pisać charakterem pisma osoby, o której pomyślał ten, kto je trzymał. Dziewczyna zmieniała się właśnie orła. Jej zadaniem podczas wypraw w Zakazanym Lesie były zwiady, czyli ostrzeganie reszty Huncwotek, gdyby ktoś się zbliżał.
Drugim zwiadowcą była Laura Defons, która zmieniała się w feniksa. Nie posiadała oczywiście wszystkich zdolności tego niezwykłego ptaka. Potrafiła teleportować się w tej formie tam, gdzie człowiek nie mógł, przenosić ciężary, a jej łzy uzdrawiały. To ostatnie zostało dobrze wykorzystane. Płomyk, bo takie miała przezwisko, nosiła na szyi czerwoną fiolkę w kształcie płomyczka, w której trzymała niekończący się zapas łez feniksa, dzięki czemu nie musiała się przemieniać, by kogoś uzdrowić. Gryfonka jednak prawdopodobnie (bo Huncwotki nie chciały ryzykować, żeby to sprawdzić), nie odrodziłaby się z popiołów, gdyby została zabita będąc przemienioną w feniksa. Jeśli ktoś miałby opisać Laurę jednym zdaniem, byłoby to "Piekielnie zazdrosna dziewczyna Freda Weasleya.", bo Defons na każdym kroku przypominała, że "przystojniejszy z bliźniaków", jest jej chłopakiem. Gdy poznawała nową osobę, zwłaszcza dziewczynę, od razu zaznaczała z kim chodzi. Fred też był zazdrosny o Laurę, choć nie w takim stopniu jak ona o niego. Nie było to nic dziwnego, gdyż brunetka była uważana za jedną z najładniejszych dziewcząt w szkole. Charakterem dorównywała Umbridge, chociaż potrafiła być naprawdę miła i nie słodziła tak, że powodowała u innych odruch wymiotny. I, co najważniejsze, z całego serca nienawidziła różowego.
Pomysłodawczynią i pierwszym dowódcą bandy Huncwotek była Ana Black. Nazwisko nie było przypadkowe. Gryfonka była krewną słynnego zbiega z Azkabanu, Syriusza Blacka. Konkretniej mówiąc, córką jego dalekiego kuzyna, Procjona Blacka. Mordka (bądź Ogonek) nie kryła się z tym faktem, ale tylko nieliczni wiedzieli, że utrzymywała kontakt z Wąchaczem. Do czasu, gdy ministerstwo magii zaczęło kontrolować sowy i kominki. Z Syriuszem łączyło ją coś jeszcze. Zmieniała się bowiem w takiego samego wielkiego, czarnego psa przypominającego ponuraka, jak on. Były oczywiście drobne różnice. Ana w swojej psiej formie była nieco mniejsza, młodsza, miała zadbaną i lśniącą sierść, którą Black po dwunastu latach w Azkabanie nie mógł się poszczycić. W ludzkiej formie miała także szare oczy, tak jak Syriusz. Było to typowe dla mężczyzn z rodu Blacków, a dziewczyna odziedziczyła to po swoim ojcu. I tylko to, bo ogólny wygląd, ciemnoblond włosy, urodę, miała po matce. Jej charakter jednak był całkowicie... blackowski. Była dumna, złośliwa dla wrogów, a gdy ktoś nadepnął jej na odcisk, stawała się wredna. Czasami czuła dumę z pochodzenia od Blacków, na co zwykle nie zwracała uwagi, ponieważ nie zgadzała się z polityką czystej krwi, której sama nie posiadała będąc córką mugolaczki. Gryfonka szczerze nienawidziła nazywania Syriusza mordercą. Od zabójstwa jej rodziców, gdy miała pięć lat, był jej jedynym czarodziejskim krewnym. Dziewczynę i jej starszą siostrę, Emę, wychowali mugolscy dziadkowie. Ogonek ledwie pamiętała rodziców. Właśnie dlatego traktowała i kochała Syriusza jak własnego ojca. Ana w żadnym wypadku nie gardziła mugolami, w końcu sama została wychowana przez parę niemagicznych ludzi, którzy byli wspaniali, lecz zawsze będąc u nich czuła się obco. Nie należała przecież do ich świata. Mordka posiadała obrożo-bransoletkę - gdy była człowiekiem, była to czerwono-zielona bransoletka spleciona z cienkich paseczków, a kiedy była psem - zmieniała się w zwyczajnie wyglądającą skórzaną obrożę. Nie była ona jednak zwykła, ponieważ potrafiła przenieść tego, kto ją nosił albo dotykał noszącego, w czasie o kilka godzin wstecz. Z racji swojej wielkości zadaniem Mordki było uspokajanie wilkołaka w razie potrzeby. Nie robiła tego sama, pomagała jej w tym Amy Padias, która przemieniała się w wilka. Gwarantowało to Huncwotkom, że gdyby Anie nie udało się uspokoić przyjaciółki z "futerkowym problemem", Padi (tak była nazywana) zrobi to na pewno.
Amy jako pierwsza z piątki, nauczyła się nielegalnie animagii, jeszcze zanim dziewczyny dowiedziały się, że jedna z nich była wilkołakiem. To właśnie idąc w ślad za Padi, Ana, Laura i Ew potajemnie nauczyły się przemieniać w zwierzęta. Blondynka była zaskakująco cicha i spokojna jak na Huncwotkę, choć nie można było powiedzieć, że była grzeczna. Kochała robić kawały, choć raczej widziała w nich umiar, w przeciwieństwie do reszty. Na szyi Amy wisiał dzwoneczek, który usypiał każdego, któremu zadzwonił przed twarzą.
Najmniejszą z piątki animagów i drugim dowódcą bandy była Jessica Collet, w skrócie nazywana Jess lub Jessy. Ksywek miała kilka - Psinka, Łaps, Łapson, Łapciuch i wiele innych przekształceń jej głównego i ulubionego przezwiska - Łapy. Dokładnie tak, dziewczyna była największą fanką Syriusza Blacka w Hogwarcie i na jego cześć nadała sobie ten pseudonim. Właśnie ona wymyśliła ksywki Any, którą często wypytywała o Wąchacza. Mogło to wydawać się zaskakujące, jednak Łapa wolała koty niż psy. Sama posiadała jednego, potajemnie przemyconego do Hogwartu, a także zmieniała się w biało-rudego kotka. Jej funkcją, z racji niewielkiego rozmiaru i zwinności, było naciskanie narośli na pniu Bijącej Wierzby. Choć było to równie ważne zadanie co zwiady czy pilnowanie wilkołaka, Jess nie była z tego powodu zbytnio zadowolona, ponieważ tą samą funkcję spełniał Peter Pettigrew, przez którego zakończyła się Era Huncwotów. Łapa była wielką optymistką. Podczas gdy większość stawała się coraz bardziej ponura wraz z kolejnymi dekretami edukacyjnymi, ona nadal się uśmiechała. Jednak każdy kto się do niej zbliżył, musiał pamiętać, że miała nie tylko hiszpańską urodę (ciemnobrązowe, wręcz czekoladowe włosy i takie same oczy), ale i temperament. Biada temu, który ją zdenerwował. Podobnie jak Ana nienawidziła jak ktoś nazywał Syriusza Blacka mordercą i nigdy nie wierzyła, ze nim był, mimo że jeszcze go nie znała. Jeśli ktoś go obraził, to mógł uciekać gdzie pieprz rośnie, a nawet dalej, a Łapa i Mordka i tak go dorwą i ukarzą. Nie było oczywiście dnia, w którym Jess nie pytałaby Anę o Syriusza, choć ona ostatnio nie mogła za wiele odpowiedzieć, bo sama miała z nim ograniczony kontakt. Przedmiot Jessici był typowo koci, a mianowicie posiadała kolorową włóczkę. Działała ona jak nić Ariadny dla tego, który trzymał jej koniec - nie można było się z nią zgubić. Dodatkowo zostało rzucone na nią Zaklęcie Zmniejszająco-Zwiększające, dlatego Jess mogła trzymać ją w kieszeni tak, że nikt nie widział, że coś w niej miała. W tajemnicy przed innymi Huncwotkami zaczarowała swoją włóczkę, żeby odbijała się jak piłka. Gryfonka nauczyła się animagii jako ostatnia z ich grupy, gdy już powstał pomysł utworzenia Huncwotek.
Ostatnią z bandy była Jean Wolpert, daleka krewna Remusa Lupina. Tak jak on będąc małym dzieckiem została ugryziona przez wilkołaka. Nie był to jednak Fenrir Greyback, lecz jego dobry znajomy, Myron Donovan. Lunciak, bo taką miała ksywkę, była miła, pracowita i nie stroniła od nauki (czego nie można powiedzieć o reszcie Huncwotek), ale lubiła też dobrą zabawę. Po jej wyglądzie ciężko było zauważyć męczące noce pełni księżyca. Zawsze była tak samo radosna i żwawa, choć nieco mniej. Jedynym śladem było to, że jej brązowe włosy stawały się lekko matowe, a niebieskie oczy traciły blask. Gdy koleżanki odkryły jej sekret, była załamana, lecz one nie tylko się od niej nie odwróciły, ale zrobiły to samo co Huncwoci dla Lupina. Jean podobnie jak Laura, nosiła na szyi fiolkę, tylko czarną w kształcie pazura. W środku trzymała niekończący się zapas Wywaru Tojadowego, dzięki któremu przeważnie była spokojna jako wilkołak. Większość Huncwotek była na piątym roku, a co za tym idzie, czekały je sumy. Jedynie Laura, szóstoklasistka, była już na poziomie OWUTEMów. Z kolei Jean była w czwartej klasie, więc jeszcze nie musiała martwić się egzaminami.
Dziś był dwudziesty trzeci grudnia, zaczynały się ferie świąteczne i wszystkie Huncwotki siedziały w przedziale Express Hogwart. Gwar rozmów był przerywany przez prychanie Zgubusia, kota Jess, i jego skrobanie pazurkami po kratkach transportera, którego nie lubił. Słychać było także pohukiwanie niezadowolonych sów, zwłaszcza Śnieżka, śnieżnej sowy Any oraz puchacza Łapy, Mateusza, którym hałas nie dawał się zdrzemnąć. Najgłośniejsza była jednak sama Jess. Był to bowiem najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Jechała na święta do Syriusza Blacka.
- Mordko, Ogonku ty mój, czy ja ci już dziękowałam, że mogę spędzić święta u Syriuszka? - zapytała Jess.
- Tak, Łapko, milion razy odkąd ci o tym powiedziałam - odpowiedziała Ana. - Ale bądź już cicho. Nie chcę, żeby ktoś się dowiedział gdzie jedziemy. I pamiętaj, żeby nazywać go Wąchaczem.
- Dobra, a kto tam jeszcze będzie? - spytała już nieco spokojnie Collet, lecz na twarzy nadal miała rumieńce.
- No, Alex, Ema, Harry i Ron. Hermiona leci z rodzicami na Karaiby, a reszta Weasleyów będzie tylko na chwilę, a potem wracają do Nory, bo przyjechał Charlie. A, no i myślę, że będzie też Lupin. Reszta Zakonu Feniksa też może się przewinie - odpowiedziała Black.
- Kurczę, chciałabym choć jeszcze raz go spotkać. Był najlepszym nauczycielem obrony jakiego mieliśmy - powiedziała Jean.
- Dziewczyny, musimy kiedyś wszystkie sześć pojechać do Wąchacza - stwierdziła Laura. - Myślę, że nie miałby nic przeciwko, prawda Ana? - zapytała.
- No tak, ale... ee... widzicie... ja mu nie powiedziałam, że jedna z nas jest Ślizgonką. Myśli, że jesteśmy szóstką Gryfonek. Wiecie, Wąchacz nie przepada za Slytherinem, więc wolałam mu o tym na razie mu o tym nie mówić - odpowiedziała Ogonek udając nagłe zainteresowanie swoimi palcami.
- Na pewno nie będzie zły, jak dowie się, że Dośka nie jest jak inni Ślizgoni - powiedziała Jess. - A właśnie, Ana, twoi dziadkowie też będą u Syriusza? - zapytała.
- Żartujesz? Jedziemy do domu przez wieki zamieszkiwanego przez przeciwników mugoli. Nawet nie chcę wiedzieć, co by mogło się stać, gdyby któryś tam wszedł - odpowiedziała Mordka.
- Kto nas odbierze? - zapytała Łapa. - Wąchacz? - dodała z nadzieją.
- Mówiłam ci już, że on nie może wyłazić z domu. Nawet jako pies. Nas i Alexa odbiorą Moody i Lupin. Na Harry'ego i Rona mają czekać Kingsley Shacklebolt i Tonks... znaczy Nimfadora Tonks, ale każe mówić do siebie po nazwisku, bo nie znosi swojego imienia. Resztę Weasleyów odbiorą ich rodzice - odpowiedziała Ana.
- Jeśli już jesteśmy w temacie Weasleyów, Laura, jak ty wytrzymasz tyle bez Freda? Nie mając możliwości pilnowania go? - zapytała Amy.
- Potrafię bez niego wytrzymać i wcale go nie pilnuję - odparła czerwieniejąc się Płomyk.
- Owszem, wy przynajmniej nie całujecie się niemal non stop, a raczej nie próbujecie się nawzajem wessać jak Dośka i Mist - zażartowała Jean.
- Wcale się nie całujemy bez przerwy - zaprzeczyła Ew oblewając się rumieńcem.
- Tak, wiemy co robicie, gdy myślicie, że jesteście sami - powiedziała Ana. - To kiedy możemy się spodziewać małej Dosi albo małego Mista? - zapytała, na co Ellie jeszcze bardziej się zarumieniła, a reszta Huncwotek zachichotała.
- Zabezpieczamy się, jeśli chcecie wiedzieć - odparła Ewilan. - Jesteście zazdrosne, bo ja i Laura mamy chłopaków, a wy nie - dodała.
- Ja jadę poznać mojego przyszłego męża, więc na pewno nie o mnie mowa - odparła Jess.
- No, widzę, że już zaplanowałaś wspólną przyszłość z Wąchaczem - powiedziała Ogonek.
- Jak tylko skończę szkołę... i oczyszczą go z zarzutów... weźmiemy ślub. Zamieszkamy w domku na wsi, a ty razem z nami - odparła Łapa z rozmarzoną miną.
- Dzięki, że o mnie pomyślałaś. Nie zapominaj o Harrym, nie ma opcji, żeby Wąchacz nie zamieszkał z nim, gdy te pacany z ministerstwa nauczą się wykonywać swoją robotę jak należy - zauważyła Ana. - Rozumiem, że swoją córkę nazwiecie po mnie i zrobicie mnie chrzestną? - zapytała.
- No oczywiście, będziemy mieć pięć córek, każda będzie mieć imię po którejś z was, a pierwsza po tobie - odpowiedziała Jess. - Hej, a może my spróbujemy znaleźć i złapać tego Glizdogona? I przyprowadzić do Knota? - spytała.
- Plan ciekawy, tylko nie zapominaj, że nam nie wolno czarować poza szkołą. No i szybko by się zorientowali, że wyszłyśmy z Kwatery Głównej - odpowiedziała Ogonek.
Podróż minęła zaskakująco szybko. Gdy pociąg zatrzymał się na peronie 9 i 3/4 był już zmierzch. Huncwotki pożegnały się życząc sobie wesołych świąt i pobiegły do swoich rodzin. Jedynie Ana i Jess nadal stały obok Hogwart Express.
- Gdzie Moody i Lupin? - zapytała Łapa.
- Mają czekać na nas po mugolskiej stronie - odpowiedziała Mordka. - Znowu to samo. Ten Alex nie mógłby choć raz zjawić się punktualnie? - zapytała bardziej siebie niż Psinkę.
- Jestem. - Usłyszały za sobą głos czarnowłosego chłopaka.
- No wreszcie - powiedziała Jess, która miała ochotę skakać ze szczęścia.
- Chodźmy - dodała Ana.
We trójkę ruszyli ku barierce. Nie odzywali się do siebie ani słowem, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Było to jednak niemożliwe, bo jastrząb Alexa, Endrju, nawet na chwilę nie zamykał dzioba.
- Do cholery, ucisz to ptaszysko! Wszyscy się na nas gapią! Nie mogłeś sobie kupić sowy jak normalny człowiek? - zapytała zirytowana Ana.
- Sowy są nudne - odpowiedział jej kuzyn. - Endrju wcale nie jest tak bardzo głośny. Po prostu nie lubi tłumów, jak nie będzie tylu ludzi, to przestanie - dodał.
- Wypraszam sobie, mój Mateuszek nie jest nudny - oburzyła się Jess.
- Mój Śnieżek też nie - powiedziała Ana.
Dziewczyny pierwsze przeszły przez barierkę do świata mugoli, a Alex poczłapał za nimi jak cień. Mimo że tłum się przerzedził, jastrząb Alexa ani trochę się nie uciszył. Musieli szybko znaleźć Lupina i Moody'ego, zanim Endrju zwróci uwagę osoby, która nie powinna ich zobaczyć.
- Są przy bramie! - zawołała Mordka.
Remus Lupin był ubrany w swoje zwykłe, połatane ubrania. Szalonooki ubrany był w długi płaszcz, a jego kapelusz był śmiesznie przekrzywiony, by zasłaniał magiczne oko.
- Dzień dobry, profesorze Lupin i profesorze Moody - przywitała się Jess, a Ana i Alex zrobili to samo.
- Witajcie, Jessica, Ana i Alex - odpowiedział uprzejmie Lupin.
- Collet, Black i Black, macie wszystko? - zapytał Szalonooki grzmiącym głosem. - Czy ten ptak nie może być cicho? Silencio - powiedział celując różdżką w jastrzębia. Natychmiast zapadła błoga cisza.
- Jak się dostaniemy na miejsce, profesorze Moody? Mugolskim metrem? - zapytała Ana.
- Nie, to zbyt ryzykowne. Użyjemy świstoklika - odpowiedział Szalonooki.
- Dlaczego? - spytała Jess.
- Podejrzewamy, że nasze ministerstwo magii może mieć wtyki w hiszpańskim. Obawiam się, że ktoś mógł przeczytać twój list do twoich rodziców albo ich do ciebie - wyjaśnił Lupin.
- Nie napisałam gdzie konkretnie jadę - zauważyła Łapa.
- I bardzo dobrze, ale napisałaś kto cię zaprosił na święta, więc mogli przysłać kogoś, kto miałby nas śledzić. Stała czujność! - zagrzmiał Moody.
- Ktoś nas śledzi? - zapytała Ana.
- Nie widzę na razie nikogo podejrzanego, ale musimy być ostrożni. Idziemy, świstoklik odlatuje za kwadrans - odpowiedział Szalonooki.
Wyszli na ulice Londynu. Moody i Lupin zaprowadzili ich do jakiejś brudnej ślepej uliczki. W kącie stało pęknięte wiadro, któremu brakowało uchwytu.
- Złapcie za to wiadro, szybko, za minutę odlatuje - nakazał Lupin.
Wszyscy dotknęli wiadro, po chwili poczuli szarpnięcia w okolicach pępków. Moody i Remus wylądowali na nogach, ale Ana, Jess i Alex nie mieli tyle szczęścia. Gdy podnieśli się z ziemi, zobaczyli przed sobą dwa domy z numerem jedenaście i trzynaście.
- Collet, podejdź tu - powiedział Szalonooki. - Przeczytaj i zapamiętaj - dodał podając Łapie karteczkę.
Jess nie musiała czytać dwa razy, bo od Any znała już nazwę tego miejsca. Oddała świstek Moody'emu, który natychmiast go spalił.
- A teraz pomyśl o tym, co przeczytałaś - nakazał Szalonooki.
- Grimmauld Place 12 - Łapa powtórzyła w myślach to, co było napisane na karteczce.
Pomiędzy domem numer jedenaście, a trzynaście, wyrósł brakujący dom z numerem dwanaście. Radość i ekscytacja Jess sięgnęła zenitu. Już za chwilę pozna Syriusza Blacka.
Na wstępie powiem, że byłam ciekawa co wyjdzie z podwójnego autorstwa. I szczerze mówiąc jestem rozczarowana, bo było kilka drobnych błędów, których nie powinno być, bo w końcu piszecie to we dwie. Moim ulubionym było "łzów feniksa"
Wasza praca jest nieco chaotyczna. Mimo, że robicie akapity i niby wszystko jest po kolei to jest chaos. I gdybym nie znała Was z Hogwartu było by jeszcze gorzej. Za dużo bohaterów na raz.
Fabularnie na razie nudno, ale piszcie dalej. Zobaczymy co tam ciekawego wykombinujecie.