Harry, Ron i Hermiona wyruszaj± poci±giem do Hogwartu, nie spodziewaj± siê, ¿e w trakcie podró¿y czekaj± ich niespodzianki.
Ostatnie dni wakacji minê³y szybko dla Harry'ego Rona i Hermiony. Pañstwo Granger pozwolili córce pozostaæ w Dziurawym Kotle z Weasleyami, po tym, jak odbyli rozmowê z panem Weasleyem a¿ do pó¼nych godzin nocnych. Hermiona zwierzy³a siê Harry'emu, ¿e chocia¿ nigdy niczego przed nimi nie ukrywa³a, to nie wdawa³a siê w szczegó³y dotycz±ce ich przygód w Hogwarcie.
Harry równie¿ bardzo siê cieszy³ czasem spêdzonym z pañstwem Granger, byli równie kochani i ¿yczliwi jak Weasleyowie, ale byli mniej... apodyktyczni. Je¶li mia³ byæ szczery, to rodzice Hermiony dali mu mimowolny wgl±d w to, jak wygl±da³oby ¿ycie, gdyby jego rodzice prze¿yli. Stara³ siê jednak nad tym za d³ugo nie rozwodziæ, przypominaj±c sobie, jak to ju¿ raz robi³ i wspominaj±c radê, jak± dosta³ wtedy od Dumbledore'a, ¿e nie warto ¿yæ marzeniami i zapominaæ o ¿yciu.
Pan Weasley poinformowa³ ich przy ¶niadaniu, ¿e ministerstwo po¿yczy³o im samochody, aby mogli dostaæ siê na dworzec King's Cross.
- Wszyscy widzieli¶cie dokumenty – oznajmi³ im pan Weasley. - Samochody otrzymali¶my ze wzglêdu na dobro Harry'ego, jak i równie¿ nasze. - Harry nigdy dot±d nie czu³ siê bardziej samo¶wiadomy ni¿ teraz. Pan Weasley to zauwa¿y³ i doda³. - To znaczy wy³±cznie dla dobra Harry'ego. - Percy'ego nie obchodzi³o dla kogo przeznaczone by³y auta, skorzysta³ z okazji, aby doceniæ wysi³ki ministerstwa, tak jakby by³y po¶wiêcone jemu samemu. Fred i George byli mniej zachwyceni postaw± swojego brata, wiêc kiedy wszyscy ³adowali swoje baga¿e na ty³ samochodów, bli¼niacy zabrali siê do swojej "obowi±zkowej pracy", jak to nazwa³ Fred. Niestety, Harry'emu, Ronowi i Hermionie niedane by³o tego zobaczyæ, przynajmniej dopóki nie znajd± siê w poci±gu, poniewa¿ wsiedli do pierwszego auta, razem z panem Weasleyem, podczas gdy pani Weasley, Fred, George, Percy i Ginny wsiedli do drugiego.
King's Cross jak zwykle by³o bardzo zat³oczone i mo¿na by³o odnie¶æ wra¿enie, ¿e ludzie wokó³ nie przejmowali siê tym, ¿e w pewnych odstêpach czasu, niektórzy z nich znikaj± za kamienn± barierk± miêdzy peronami dziewi±tym i dziesi±tym, razem z baga¿em. To by³a magia, któr± Harry uznawa³ za najbardziej zdumiewaj±c±, docenia³ t±, która by³a bardziej "na pokaz", ale magia subtelna – ta, która pozostawa³a niezauwa¿ona i nikomu nie przeszkadza³a – by³a jego zdaniem najbardziej cudowna i fascynuj±ca.
Pan Weasley przeprowadzi³ jego, Rona i Hermionê jako pierwszych przez barierkê. P³on±cy, szkar³atny silnik parowy poci±gu Hogwart Express powita³ ich, gdy weszli na peron dziewiêæ i trzy czwarte. Fred i George pojawili siê tu¿ za nimi, obaj bardzo rozbawieni. Wkrótce dowiedzieli siê dlaczego.
- Fred, George! – rykn±³ Percy, przechodz±c przez barierkê, z twarz± wykrzywion± w oburzeniu i niesamowicie czerwon±. - Przysiêgam, kiedy dotrzemy do Hogwartu, zrobi siê wam przykro! - Jego wózek niespiesznie ruszy³ naprzód, prowadzony jedn± rêk±. Jego druga rêka by³a przyci¶niêta do jego po¶ladków, jakby zakrywa³a du¿± plamê. Pani Weasley i Ginny pojawi³y siê jako ostatnie, a Harry zauwa¿y³, ¿e jej twarz jest jaskrawoczerwona, a w oczach czai³ siê mord.
- Napiszê do profesor McGonagall! – ostrzeg³a ch³opców. - Zróbcie tylko cokolwiek niezgodnego z regulaminem, a dostaniecie szlaban na wiele dni! I nie my¶lcie, ¿e ten dzisiejszy wybryk ujdzie wam p³azem! W domu w czasie wakacji bêdzie wiele rzeczy do roboty. Percy, chod¼ tutaj, co¶ na to poradzimy, kochanie.
- Co zrobili¶cie? - zapyta³ Ron bli¼niaków, gdy siê ju¿ zbli¿yli.
- Umie¶cili¶my zaklêcie rozgrzewaj±ce na miejscu, w którym siedzia³. - dopowiedzia³ Fred z u¶miechem.
- Powinienem dodaæ, ¿e w miejscu wra¿liwym na nacisk – doda³ George.
- Wiêc za ka¿dym razem, gdy siada...
- Uaktywnia siê – dokoñczy³ George ze ¶miechem.
- I nie zapominaj o stopniowym wzro¶cie mocy za ka¿dym razem, gdy zaklêcie siê aktywuje – powiedzia³ zadowolony z siebie Fred.
- W ka¿dym razie jego spodnie siê zapali³y i teraz ma ³adny ¶lad przypalenia na spodniach.
- Cudownie – stwierdzi³ Ron, podczas gdy Hermiona rzuci³a bli¼niakom pe³ne dezaprobaty spojrzenie.
- Mam nadziejê, ¿e jeste¶ na tyle sprytny, by nie próbowaæ takiej sztuczki, kiedy to ja zostanê prefektem – o¶wiadczy³a.
- W takim razie, moja droga, najlepiej bêdzie, je¶li wybierzesz bezpieczn± drogê – stwierdzi³ Fred, puszczaj±c do niej oko.
- I nie przyci±gaj naszej... uwagi – doda³ George, powtarzaj±c gest brata.
- Nie odwa¿yliby¶cie siê – powiedzia³a Hermiona, mru¿±c oczy.
- Czas poka¿e, Hermiono – stwierdzi³ Fred. - W ka¿dym razie, najlepiej nie spuszczaj nas z oczu. Nie wiadomo, jakie niespodzianki czekaj± jeszcze w przysz³o¶ci naszego wysoko postawionego brata – doda³, po czym obaj bli¼niacy wsiedli do poci±gu.
- Je¶li my¶l±, ¿e zrobi± kiedykolwiek te ¶mieszne figle na mnie, to siê bardzo rozczaruj± – powiedzia³a Hermiona, kiedy uk³adali swoje baga¿e w poci±gu. Hermiona, oczywi¶cie, wziê³a kilka ksi±¿ek ze swojego kufra, aby je trochê "przejrzeæ" w czasie podró¿y, wiêc Harry wzi±³ klatkê Hedwigi i Krzywo³apa, podczas gdy Ron pogwizdywa³, gdy wsiadali do poci±gu.
Szukali wolnych miejsc, poci±g zacz±³ ju¿ odje¿d¿aæ, ale ¿aden przedzia³ nie by³ wolny. W koñcu w ostatnim wagonie znale¼li przedzia³ zajmowany przez jednego pasa¿era, doros³ego, pogr±¿onego w g³êbokim ¶nie, z g³ow± opart± o szybê.
- Kurczê, wygl±da okropnie – powiedzia³ szeptem Ron, siadaj±c obok ¶pi±cego nieznajomego, zachowuj±c bezpieczn± odleg³o¶æ miêdzy nim. Harry musia³ przyznaæ, ¿e mê¿czyzna wygl±da³, jakby przeszed³ ciê¿kie dni. Twarz mia³ blad± i chorowit±, a chocia¿ spa³, mia³ worki pod oczami, ¶wiadcz±ce o nieregularnym ¶nie. Jego jasnobr±zowe w³osy, choæ krótkie i starannie przystrzy¿one, mia³y kilka pasm siwych w³osów.
- Nie s±dzi³em, ¿e doro¶li te¿ je¿d¿± tym poci±giem – stwierdzi³ Harry, mocuj±c klatkê Hedwigi na pó³ce baga¿owej nad sob±. Huka³a na niego z godno¶ci± i pos³a³a mu wymowne spojrzenie. - Nied³ugo ciê wypuszczê i mo¿esz polecieæ do Hogwartu, dobrze? - Hedwiga pohukiwa³a z uznaniem i zamknê³a du¿e, ¿ó³te oczy. Harry zaj±³ miejsce naprzeciw nieznajomego, przygl±daj±c siê jego wygl±dowi. Kimkolwiek by³, stan jego szat ukazywa³, jak bardzo by³y zaniedbane, bardziej ni¿ cokolwiek co widzia³ w ubraniach Weasleyów, mimo ¿e sami byli biedni. Nie, ¿eby mia³o to dla niego jakiekolwiek znaczenie – w koñcu sam chodzi³ w ubraniu zbyt du¿ym na niego, które dali mu Dursleyowie. Ju¿ dawno doszed³ do wniosku, ¿e nikogo nie mo¿na oceniaæ na podstawie ubioru, który kto¶ nosi³. Szaty nieznajomego by³y po³atane, postrzêpione, wyblak³e i mocno poszarpane oraz podarte przy krawêdziach.
- Nietypowe – stwierdzi³a Hermiona, patrz±c na mê¿czyznê. Wypu¶ci³a Krzywo³apa z klatki, po czym po³o¿y³a j± na pó³ce obok klatki Hedwigi. Krzywo³ap szybko zerkn±³ na przedzia³, po czym zwin±³ siê miêdzy Harrym i Hermion±.
- Chyba nie s±dzisz, ¿e jest profesorem? - zapyta³ Ron. Hermiona wyda³a z siebie ciche: "och" i wskaza³a na walizkê znajduj±c± siê nad nieznajomym. By³a tak samo stara, jak jego szaty. Z boku wybito s³owa: "Profesor R.J. Lupin".
- Jak my¶lisz? Obrona przed Czarn± Magi±? - zapyta³ ponownie Ron, tym razem przygl±daj±c siê nieznajomemu dok³adniej. - Mam nadziejê, ¿e sobie poradzi, wygl±da na takiego, którego jedna dobra kl±twa wykoñczy, nie wspominaj±c ju¿ o tym, co normalnie dzieje siê w zamku. Spójrz tylko na to, co sta³o siê z Lockhartem.
- Wygl±d mo¿e byæ zgubny – powiedzia³ mê¿czyzna s³abym g³osem, prawie szeptem. Ron cofn±³ siê, jego nag³y ruch zaskoczy³ Krzywo³apa, którego sier¶æ siê podnios³a. Profesor Lupin leniwie otworzy³ oczy i usiad³ wygodniej. Przez chwilê obserwowa³ niezapowiedzianych go¶ci.
- Przepraszam – wyj±ka³ Ron, s³owa szybko wypad³y z jego ust. - Naprawdê, nic z³ego nie mia³em na my¶li.
- W porz±dku, panie Weasley – powiedzia³ Lupin z zachêcaj±cym u¶miechem. Ron spojrza³ na niego z niedowierzaniem. Profesor wydawa³ siê wiedzieæ, o czym Ron my¶la³ i przemówi³ ponownie, zanim Ron zd±¿y³ wypowiedzieæ jakiekolwiek s³owa. - Ciekawe, kim innym móg³by¶ byæ, z rudymi w³osami i piegami? - Harry patrzy³ z lekkim rozbawieniem, jak usta przyjaciela otwiera³y siê i zamyka³y kilka razy. Tym razem Ron przyku³ sob± tak± uwagê, jak± to on móg³ siê przewa¿nie szczyciæ.
- Nie chcieli¶my przeszkadzaæ, panie profesorze – powiedzia³a szybko Hermiona. - To by³ ostatni wolny wagon. - Wzrok Lupina pad³ na ni±, kiedy siê do niej zwróci³.
- W takim razie jeste¶ pann± Granger?
- Tak, ja... - ale ona te¿ nagle umilk³a. Lupin pos³a³ jej tylko u¶miech i odwróci³ siê do Harry'ego. Zazwyczaj Harry by³ przyzwyczajony do tego, ¿e oczy nieznajomych spoczywa³y na jego bli¼nie na czole, ale ten mê¿czyzna go zaskoczy³. Zamiast tego spojrza³ mu g³êboko w oczy. - S³ysza³em ju¿ sporo o waszej trójce od dyrektora. Wed³ug niego wy troje macie ju¿ znacznie bardziej... praktyczne do¶wiadczenie w walce z czarn± magi±. Mi³o mi was wszystkich poznaæ. Spróbujê odpowiedzieæ na pytanie pana Weasley. Tak, jestem nowym nauczycielem Obrony przed Czarn± Magi± i mogê powiedzieæ, ¿e nie jestem ani taki jak profesor Quirrell lub profesor Lockhart. Zdajê sobie sprawê... dlaczego podj±³e¶ wstêpnie tak± ocenê mojej osoby... ale mo¿e z czasem zmienisz zdanie.
- Ma pan do¶wiadczenie w walce z czarn± magi±, panie profesorze? - zapyta³a Hermiona.
- Przykro mi o tym mówiæ – odpowiedzia³ Lupin. - Bardziej osobi¶cie, ni¿ chcia³bym to przyznaæ.
- By³ pan aurorem? - dopytywa³ Ron. Lupin potrz±sn±³ g³ow± i za¶mia³ siê cicho.
- Nie, nie by³em aurorem, chocia¿ pracowa³em z kilkoma podczas ostatniej wojny przeciwko Voldemortowi. - Harry zauwa¿y³, jak Ron mimowolnie siê wzdrygn±³, ale nie zwróci³ na to uwagi; jedyn± osob± poza nim, która kiedykolwiek wymówi³a to imiê bez strachu, by³ Dumbledore. Lupin równie¿ zauwa¿y³ reakcjê Rona i potrz±sn±³ g³ow±.
- Przepraszam, panie Weasley – powiedzia³ Lupin. - Zapomnia³em, ¿e to imiê wci±¿ sieje strach, mimo ¿e Voldemort znikn±³ dwana¶cie lat temu. Imienia nie ma siê co obawiaæ.
- £atwiej by³oby w to uwierzyæ, gdyby przesta³ próbowaæ wróciæ – przyzna³ Ron mrocznym tonem.
- Tak, s³ysza³em o tym – odpar³ Lupin. - Byæ mo¿e w tym roku bêdzie trochê spokojniej.
- Prawdopodobnie nie – w³±czy³ siê Harry do rozmowy. - Teraz na wolno¶ci jest masowy morderca i prawdopodobnie pragnie mojej ¶mierci tak samo, jak Voldemort.
- Harry, proszê, nie mów takich rzeczy – powiedzia³a Hermiona. - Tym razem bêdziemy mieæ rok szkolny wolny od takich przygód. Obiecaj mi.
- To tak nie dzia³a. To nie my szukamy k³opotów – stwierdzi³ Harry. Hermiona i Ron spojrzeli na niego identycznie; oboje unie¶li wysoko brwi, patrz±c nie niego.
- My¶lê, ¿e nie masz siê czym martwiæ – powiedzia³ powa¿nie Lupin. - Stra¿nicy Azkabanu bêd± strzegli ka¿dego wej¶cia na teren szko³y, a wiêkszo¶æ osób z ministerstwa zajmuje siê teraz przede wszystkim schwytaniem Blacka. Je¶li nie chce daæ siê z³apaæ, to bêdzie siê trzyma³ z daleka od Hogwartu. Nawet Syriusz Black nie jest na tyle szalony, aby igraæ z Albusem Dumbledorem. No nic, zostawiê was teraz samych. Odwiedzê maszynistê, je¶li nie macie nic przeciwko. Miejcie oko na moj± walizkê, wrócê, nim dotrzemy do Hogsmeade, dobrze? - Skinêli g³owami, a profesor wyszed³ z ich przedzia³u. Wkrótce znikn±³ w w±skim korytarzu.
- Có¿, z pewno¶ci± wydaje siê bardziej kompetentny ni¿ inni nauczyciele, których mieli¶my – stwierdzi³a Hermiona. - To znaczy, je¶li faktycznie walczy³ ze zwolennikami Sami-Wiecie-Kogo.
- Tak – przyzna³ w zamy¶leniu Ron. - Mo¿e. - wci±¿ by³ my¶lami, gdzie indziej, nieskory do ¶miechu. - Co o tym my¶lisz, Harry?
- Nie wiem – powiedzia³ Harry, wzruszaj±c ramionami. Wci±¿ zastanawia³ siê nad reakcjê profesora na imiê Voldemorta, który chcia³, by imiê to ba³ siê wymówiæ ka¿dy. Harry stwierdzi³, ¿e darzy tego mê¿czyznê du¿ym szacunkiem za t± mi³± niespodziankê. - My¶lê jednak, ¿e bêdzie lepszy ni¿ poprzednicy.
- Chcia³abym siê dowiedzieæ – zaczê³a Hermiona. - Kim s± dok³adnie stra¿nicy z Azkabanu? Za ka¿dym razem, gdy kto¶ o nich wspomina, widzê strach w czyich¶ oczach. Wiem, ¿e Prorok nazwa³ ich dementorami, ale nie mogê znale¼æ wiêcej informacji na ich temat.
- Tak, tata wspomnia³ o nich kilka dni temu z mam± – odpowiedzia³ Ron, patrz±c przez okno. La³ rzêsisty deszcz. - S³ysza³em, jak tata mówi³, ¿e Dumbledore nie by³ szczê¶liwy, ¿e maj± pilnowaæ zamku. No ale có¿, dla takich ludzi jak Black, lepiej zaostrzyæ ¶rodki ostro¿no¶ci, prawda?
- Nie jestem pewien, czy ci stra¿nicy bêd± tak skuteczni w przypadku Blacka – powiedzia³ Harry. - Pamiêtaj, ¿e to im uciek³. Podobno by³o to niemo¿liwe.
- Nie mo¿esz tak my¶leæ, Harry – próbowa³a go pocieszyæ Hermiona, bior±c Krzywo³apa na swoje kolana i przysunê³a siê bli¿ej Harry'ego. - Z³api± go.
- Mam tylko na my¶li, ¿e nie powinni¶my traciæ swojej czujno¶ci, tylko dlatego, ¿e zamek bêdzie dodatkowo zabezpieczony. - Ron i Hermiona skinêli mu g³owami i zamilkli. Poci±g przyspieszy³ do pe³nej prêdko¶ci, a deszcz la³ za oknem, gdzie krajobraz przybiera³ szare barwy. Hermiona wyci±gnê³a swoj± ksi±¿kê do numerologii, podczas gdy Krzywo³ap wszed³ na kolana Harry'ego i ponownie zwin±³ siê w K³êbek, mrucz±c lekko. Hermiona pos³a³a Harry'emu ma³y u¶miech ponad ksi±¿k±, gdy Ron rozk³ada³ w tym czasie szachownicê.
- Wiêc kto czeka z wytêsknieniem na Hogsmeade? - zapyta³ Ron, kilka godzin pó¼niej, kiedy Harry odmówi³ kolejnej partii gry.
- Czyta³am, ¿e to jedyna niemugolska osada w Wielkiej Brytanii – powiedzia³a Hermiona.
- Naprawdê? - zapyta³ Harry. - My¶la³em, ¿e jest ich wiêcej.
- To prawda, ale tak naprawdê czarodzieje, nie stanowi± zbyt du¿ej czê¶ci populacji Wielkiej Brytanii – odpowiedzia³a. - Ogólnie, uwa¿a siê, ¿e bezpieczniej jest, kiedy jedna lub dwie rodziny czarodziejów po prostu integruj± siê z mniejszymi osadami mugoli, zwykle wiejskimi. W ten sposób ³atwiej jest ukryæ nasz± obecno¶æ.
- Tak, ale nie to jest powodem, dla którego warto odwiedziæ Hogsmeade – wtr±ci³ Ron.- Nie, to wszystkie tamtejsze sklepy, których nie mo¿na znale¼æ na ulicy Pok±tnej.
- Nie mogê siê doczekaæ wizyty w tamtejszej gospodzie – powiedzia³a Hermiona, zaznaczaj±c sobie stronê, na której skoñczy³a czytaæ w podrêczniku do numerologii: "Sekretna magia liczb". - Czy wiesz, ¿e s³u¿y³a ona za kwaterê g³ówn± Rebelii Goblinów w 1612 roku?
- Oczywi¶cie, nie mia³em nic ciekawszego do roboty, ni¿ s³uchaæ nudnych wyk³adów historii magii, Hermiono – odpowiedzia³ z przek±sem, wzruszaj±c ramionami. - Miodowe Królestwo to pierwsze miejsce, które odwiedzê.
- Och, co jest takiego specjalnego w Miodowym Królestwie? - zapyta³a Hermiona, a jej usta z³±czy³y siê w cienk± liniê.
- Wszystko – odpowiedzia³ Ron z oszo³omionym spojrzeniem. - Pieprzne diabe³ki, Czekoladowe kule, lewituj±ce sorbety...
- Sklep ze s³odyczami – powiedzia³a, przewracaj±c oczami. - Zapomnia³am, ¿e pozwoli³am, by twój ¿o³±dek zacz±³ my¶leæ za ciebie.
- Musisz wiedzieæ, ¿e ani razu nie doprowadzi³o mnie to do niczego z³ego.
- Nigdy te¿ nie zaprowadzi³o ciê to do biblioteki.
- A co z tob±, Harry? – zapyta³ Ron, szukaj±c wsparcia. - Czy wola³by¶ pój¶æ do jakiej¶ nudnej gospody, czy do najwiêkszego sklepu ze s³odyczami w Wielkiej Brytanii?
- Nie wiem – odpowiedzia³ Harry, zerkaj±c na pod³ogê. - My¶lê, ¿e bêdê musia³ poczekaæ, a¿ mi o tym opowiecie.
- Czekaj, co masz na my¶li, Harry? - zapyta³ Ron trochê zmieszany.
- Nie podpisali ci formularza, prawda, Harry? - zapyta³a Hermiona. Spojrza³a mu w oczy, a on kiwn±³ g³ow±.
- Parszywi mugole – powiedzia³ Ron, zaciskaj±c d³oñ w piê¶æ. - Ale jestem pewien, ¿e McGonagall pozwoli ci pój¶æ. Po prostu wyja¶nimy jej sytuacjê. Ona ciê lubi.
- Nie s±dzê, ¿eby tak siê sta³o, Ron – stwierdzi³ Harry. - McGonagall jest tak samo zwolenniczk± zasad, jak Snape. Je¶li Knot nie podpisa³ mi formularza, to siê nie zgodzi. A jak jeszcze dodamy do tego, ¿e na wolno¶ci jest Syriusz Black... to nie ma mowy, ¿eby którykolwiek z nauczycieli pozwoli³ mi i¶æ do Hogsmeade. - Trójka przyjació³ ponownie zamilcza³a. Ron i Hermiona nie wiedzieli, co powiedzieæ. Harry westchn±³ ciê¿ko i odwróci³ siê do okna, by³o ciemno, a deszcz nadal mocno zacina³ w szyby.
- Ju¿ nied³ugo – powiedzia³ Ron, gdy us³yszeli burczenie jego ¿o³±dka. Od przejazdu wózka z jedzeniem minê³o kilka godzin. Gdy tylko Ron skoñczy³ mówiæ, wagon zadr¿a³ i szarpn±³, zatrzymuj±c siê nagle.
- Co¶ jest nie tak – stwierdzi³a Hermiona, spogl±daj±c na zegarek. - Nadal jeste¶my co najmniej pó³ godziny drogi od stacji.
- Mo¿e co¶ jest na torach – powiedzia³ Ron, próbuj±c wyjrzeæ przez okno, ale ciemno¶æ nocy przes³oni³a wszystko, widzieli niewiele. Potem ¶wiat³a na korytarzu zaczê³y migotaæ. Us³yszeli charakterystyczny d¼wiêk otwieranych drzwi. ¦wiat³a zamigota³y jeszcze kilka razy. Harry natychmiast wsta³ ze swojego miejsca, wyci±gaj±c ró¿d¿kê, a jego uszy nas³uchiwa³y nieznanych d¼wiêków. S³ysza³ g³osy uczniów odbijaj±ce siê echem na korytarzu, zanim zgas³y ¶wiat³a, pogr±¿aj±c przedzia³ w ca³kowitej ciemno¶ci.
- Lumos – wyszepta³ Harry, o¶wietlaj±c przedzia³ ¶wiat³em.
- Harry, kurczê, nie ¶wieæ mi w oczy – krzykn±³ Ron, zas³aniaj±c siê. Harry zapali³ ró¿d¿kê tu¿ przed twarz± Rona.
- Przepraszam – powiedzia³ szybko.
- Harry, nie s±dzê, ¿eby wolno nam by³o u¿ywaæ magii w poci±gu – stwierdzi³a Hermiona.
- My¶lê, ¿e to jeden z tych momentów, kiedy wolno nam to zrobiæ, prawda? - zapyta³ Harry. - Liczy³em na komplement. Wiesz, czyta³em o tym zaklêciu latem.
- Powiniene¶ nauczyæ siê tego zaklêcia na pierwszym roku – stwierdzi³a zadowolona Hermiona. - Ale i tak jestem dumna, ¿e tego lata otworzy³e¶ ksi±¿kê.
- Naprawdê, to nie moja wina, ¿e wcze¶niej tego nie robi³em – powiedzia³ Harry. Hermiona pos³a³a mu smutne spojrzenie, ale nic wiêcej nie powiedzia³a. Harry zruga³ siê w my¶lach za to, ¿e to powiedzia³. Nie chcia³, ¿eby Hermiona zaczê³a sprawdzaæ dok³adnie, jak wygl±da jego ¿ycie podczas wakacji. Nie musia³ siê jednak d³ugo nad tym zastanawiaæ, nagle ka¿da jego koñczyna zesztywnia³a, jakby zamarz³a od rdzenia jego ko¶ci. Jego krew by³a lodowata, gdy ka¿de uderzenie serca wysy³a³o ostre uk³ucie do ¿y³. Spojrza³ na Hermionê. Jej twarz mia³a niebieskawy odcieñ, a jej oddech przeszed³ w krótkie, ostre westchnienia. Otuli³a siê szczelniej bluz± z kapturem i zbli¿y³a siê do Harry'ego.
A potem to zobaczy³; poruszaj±c± siê pelerynê, ciemn± jak noc. Cokolwiek to by³o, zbli¿a³o siê do nich. Drzwi przedzia³u otworzy³y siê powoli, skrzypi±c i obracaj±c siê w zawiasach. Wznosz±ca siê na wysoko¶æ sufitu wagonu postaæ w p³aszczu przekroczy³a próg. Nie, co¶ tu by³o nie tak, pomy¶la³ Harry, gdy ¶wiat³o jego ró¿d¿ki zamigota³o, kiedy nieznana postaæ zbli¿y³a siê. Unosi³a siê, nie mia³a nóg. Poczu³, jak dr¿± mu rêce, zanim na ni± spojrza³. Ledwo przyjrza³ siê dok³adniej nieznajomemu, kiedy ¶wiat³o z jego ró¿d¿ki zamigota³o ponownie i zgas³o, ale dopiero wtedy, gdy ujrza³ d³oñ tego stworzenia, bo tym musia³o byæ; ¿aden cz³owiek nie mia³ martwych, rozk³adaj±cych siê szkieletowych r±k. Poczu³, jak rêka Hermiony siêga po jego d³oñ, podczas gdy Harry us³ysza³, jak jego ró¿d¿ka upada na pod³ogê, dok³adnie wtedy, gdy us³ysza³ swoje imiê. Wydawa³o mu siê, ¿e Hermiona by³a daleko st±d, jej s³owa by³y ciche...
S³ysza³ d³ugi, powolny, ¶wiszcz±cy oddech potwora. Kiedy to siê sta³o, poczu³ jeszcze g³êbszy, zimny ruch w piersi, jakby nie chcia³ niczego innego, jak tylko wyrwaæ siê z bezu¿ytecznego ludzkiego cia³a i po³±czyæ siê z zakapturzon± postaci± przed nim. A potem to us³ysza³; krzycz±c± kobietê, jakby jej ¿ycie by³o zagro¿one. Chcia³ j± znale¼æ, pomóc jej, wyci±gn±æ do niej rêkê... ale potwór wzi±³ kolejny oddech i wiedzia³ ju¿, ¿e nie ma si³y, by j± uratowaæ... ¿e nie zd±¿y na czas.
***
- Harry! Harry! Harry, proszê, obud¼ siê!
Harry otworzy³ oczy, chocia¿ jego powieki wydawa³y siê bardzo ciê¿kie.
- Co siê sta³o? - zapyta³, suchym g³osem. Twarz Hermiony wyostrzy³a siê. Le¿a³ na siedzeniu, a Hermiona by³a nad nim pochylona, jej twarz znajdowa³a siê zaledwie kilka cali od jego w³asnej. Jej czekoladowo-br±zowe oczy wpatrywa³y siê uwa¿nie w jego w³asne.
- Zemdla³e¶, stary – us³ysza³ g³os Rona. Odwróci³ g³owê. Ron sta³ za Hermion±, patrz±c przez jej ramiê. Harry próbowa³ siê poruszyæ, ale poczu³ siê tak, jakby jego cia³o wpad³o pod poci±g. Czu³ siê ¼le i mia³ zawroty g³owy.
- Czy kto¶ znalaz³ tê osobê, która krzycza³a? - zapyta³, zamykaj±c oczy.
- Nikt nie krzycza³ – powiedzia³ Ron.
- S³ysza³em kogo¶ – wyszepta³ Harry, ponownie patrz±c na Hermionê, która siê nie poruszy³a. Zanim mu odpowiedzia³a, drzwi przedzia³u otworzy³y siê i profesor Lupin ukl±k³ obok niego. Wyci±gn±³ po³amany kawa³ek czekolady.
- Zjedz to – powiedzia³ szybko. - To pomo¿e. - Harry próbowa³ ruszyæ rêk±, ale nie by³o to takie ³atwe.
- Mo¿e mi to chwilê zaj±æ – stwierdzi³.
- Niech Pan profesor mi to da – powiedzia³a Hermiona, bior±c czekoladê i podaj±c j± Harry'emu do ust. Harry chcia³ zaprotestowaæ, ale by³o ju¿ za pó¼no. Niemal natychmiast poczu³ ciep³o rozchodz±ce siê po palcach u nóg i d³oni.
- I kolejny – odpar³ Lupin, podaj±c Hermionie kolejny kawa³ek czekolady. - Le¿ jeszcze przez kilka minut, zanim ciep³o rozejdzie siê po ca³ym twoim ciele. - Lupin wsta³, poda³ ka¿demu kawa³ek czekolady, instruuj±c ich, by zrobili to samo. Zacz±³ wychodziæ z przedzia³u, ale Harry odezwa³ siê, zanim wyszed³.
- Co to by³o? - zapyta³. Lupin odwróci³ siê ze smutnym u¶miechem na twarzy.
- To, Harry, by³ dementor – powiedzia³, spogl±daj±c na zegarek. - Bêdziemy na stacji Hogsmeade za jakie¶ dziesiêæ minut. Porozmawiamy pó¼niej.
- Jedz, Harry – prosi³a Hermiona, trzymaj±c drugi kawa³ek czekolady przy jego ustach. Harry pos³a³ jej buntownicze spojrzenie, lecz za³ama³ siê zaraz pod jej upartymi oczami wpatruj±cymi siê w niego.
- Zawsze postawicie na swoim, prawda? - zapyta³ ich oboje, ale nadal patrzy³ na Hermionê.
- Zawsze, Harry – odpowiedzia³ Ron. Hermiona po prostu siê u¶miechnê³a do niego i ponownie szturchnê³a kawa³kiem czekolady jego usta. Harry u¶miechn±³ siê krótko, zanim wzi±³ go do ust.
Ten rodzia³, mo¿e za spraw± wiêkszej liczby opisów, czyta³o mi siê o wiele lepiej. Podoba mi siê, ¿e wreszcie mo¿na zauwa¿yæ wiêcej ró¿niæ od oryginalnego Wiê¼nia Azkabanu (mam tu na my¶li np. podpalenie spodni przez bli¼niaków). Pojawi³o siê natomiast trochê b³êdów. Nie wiem, czy to za spraw± autorki tego fanficka czy twojego t³umaczenia.
Tutaj niejasne jest kogo twarz jest jaskrawoczerwona? Pani Weasley? A mo¿e Ginny? Dopiero dalszy dialog wyja¶nia t± kwestiê.
Zupe³nie nie podoba mi siê to zdanie, a szczególnie podkre¶lony fragment. No po prostu nie.
Nie wagon, przedzia³.
Ogólnie nie jest ¼le. Wiem, ¿e fabu³± nie zale¿y od ciebie, wiêc fajnie by³oby, gdyby¶ popracowa³ przy swoim t³umaczeniu nad mniejsz± ilo¶ci± powtórzeñ. To zdecydowanie wp³ynie na jako¶æ tekstu i lekko¶æ jego czytania