Do Hogwartu przybywa delegacja z ministerstwa, na czele z Korneliuszem Knotem. Mê¿czyzna chce poinformowaæ Dumbledore'a o ucieczce jednego z wiê¼niów z Azkabanu.
Szko³a Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie by³a wyj±tkowo do¶æ czêsto odwiedzana przez ludzi w te letnie wakacje. Du¿a czê¶æ zamku p³onê³a w ¶wietle ¶wiec, równie¿ latarnia morska na wzgórzu, z której rozpo¶ciera³ siê widok na czarne jezioro, po¶ród ciemno¶ci wczesnego zmierzchu. Najbardziej widoczna by³a jednak wie¿a, w której mieszka³ dyrektor; mnóstwo mrocznych postaci o¶wietlonych p³omieniem ¶wiec mo¿na by³o dostrzec w oknach zamku.
Albus Dumbledore, Najwy¿sza Szycha Miêdzynarodowej Konfederacji Czarodziejów, Naczelny Mag Wizengamotu, Kawaler Orderu Merlina Pierwszej Klasy i uwa¿any za jednego z najwybitniejszych czarodziejów wspó³czesnej epoki, zszed³ po schodach ze swojej sypialni i uda³ siê do o¶wietlonego gabinetu, ubrany w purpurowy szlafrok w ciekawe wzory wita³ swoich pó¼nych i niespodziewanych go¶ci.
Korneliusz Knot, minister magii, ubrany w zielony p³aszcz i s³u¿bowe szaty sta³ na czele delegacji zgromadzonej w gabinecie. Dolores Umbridge, starszy podsekretarz ministra, sta³a po jego lewej stronie, a po prawej znajdowa³ siê szef Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami – Amos Diggory. Obecna by³a tak¿e cz³onkini personelu Dumbledore'a – Minerwa McGonagall.
- Panie ministrze, Amosie, pani – przywita³ siê Dumbledore, siadaj±c przy swoim dêbowym biurku, starannie zak³adaj±c swoje okulary po³ówki na zakrzywionym nosie. - Jakie okoliczno¶ci sprowadzaj± was do mojego gabinetu, tu¿ o wschodzie s³oñca?
- Obawiam siê, ¿e to bardzo nieprzyjemna sprawa, Dumbledore – powiedzia³ Korneliusz, krêc±c melonikiem w d³oniach. - Bêdziemy tu przez jaki¶ czas – doda³, patrz±c na samotne krzes³o przed biurkiem Dumbledore'a.
- Rozumiem – odpowiedzia³ Dumbledore z u¶miechem. - Je¶li wiadomo¶ci s± tak nieprzyjemne, jak mówisz, najlepiej bêdzie, je¶li poczujemy siê komfortowo. - Wyci±gn±³ ró¿d¿kê z przegródki szlafroka i leniwie szturchn±³ ni± jeden raz, w gabinecie pojawi³o siê kilka tapicerowanych krzese³. Jeden po drugim, ka¿dy z cz³onków delegacji zaj±³ swoje miejsce.
- Có¿, Korneliuszu, twoja sekretarka oznajmi³a, ¿e to wa¿ne, ¿eby¶my siê spotkali – poinformowa³ Dumbledore, obracaj±c ró¿d¿kê z roztargnieniem. Przy³apa³ Dolores na nerwowym spojrzeniu, którym go obdarza³a; raczej cieszy³ siê z tego, ¿e czu³a siê nieswojo.
- To jest nie do pomy¶lenia – powiedzia³ minister, krêc±c melonikiem szybciej ni¿ wcze¶niej. - Pewien wiêzieñ uciek³ z Azkabanu. - Dumbledore przesta³ obracaæ ró¿d¿kê, a jego weso³e spojrzenie zniknê³o, gdy niebieskie oczy siê zwêzi³y.
- Przyznajê, ¿e jest to niepokoj±ce – przyzna³ obiektywnie Dumbledore. - Ale z pewno¶ci± sama ucieczka jakiego¶ wiê¼nia nie jest wystarczaj±cym powodem, aby budziæ mnie tak wcze¶nie. Wiêkszo¶æ przetrzymywanych wiê¼niów w Azkabanie jest równie niebezpieczna, jak inni, wiêc wybaczysz mi moje stwierdzenie. Zwyk³a sowa z t± informacj±, by mi wystarczy³a. - Minister poruszy³ siê niespokojnie na krze¶le, zanim znów siê odezwa³.
- Tym wiê¼niem jest Syriusz Black.
- Jeste¶ pewien? - zapyta³ Dumbledore, zerkaj±c ukradkiem na swoj± zastêpczyniê.
- Obawiam siê, ¿e tak, Dumbledore – powiedzia³ Knot. - I z przykro¶ci± muszê powiedzieæ, ¿e jest jeszcze gorzej.
- Mam trochê brandy – zaproponowa³ Dumbledore. Wsta³ i podszed³ do szafki, która sta³a najbli¿ej biurka, sk±d wzi±³ zakurzon± butelkê. Szybko machn±³ ró¿d¿k±, pojawi³o siê kilka szklanek, które wype³ni³y siê trunkiem. Dumbledore jeszcze raz machn±³ ró¿d¿k± i ka¿da szklanka znalaz³a siê przed ka¿dym z go¶ci.
- Dziêkujê ci, Albusie – powiedzia³ z wdziêczno¶ci± Amos. - Madame Rosmerta?
- W³a¶ciwie to nie – odpowiedzia³ dyrektor, gdy wróci³ na swoje miejsce. - To pochodzi z uroczej mugolskiej wioski we Francji. Nazywaj± j± Cognac; przyznajê, ¿e lubiê j± prawie tak bardzo, jak cytrynowe dropsy.
- Dziêkujê, profesorze Dumbledore, ale my¶lê, ¿e podziêkujê – odrzek³a Dolores z wymuszonym u¶miechem, po czym szybko od³o¿y³a szklankê.
- Ach, ale¿ oczywi¶cie – powiedzia³ Dumbledore, usuwaj±c szklankê. - Wybacz mi, Dolores, czasami zapominam, ¿e nie lubisz niczego, co jest powi±zane z mugolami.
- Tak, wszyscy powinni podzielaæ moje zdanie – przyzna³a podsekretarz. - Nie jeste¶my czê¶ci± ich ¶wiata, poniewa¿ oni nie s± czê¶ci± naszego.
- Pani podsekretarz – odpar³ uprzejmie Dumbledore. - Zdajesz sobie sprawê, ¿e gdyby nie mugole, to napoje alkoholowe nigdy by nie istnia³y w ¶wiecie czarodziejów?
- To chyba nie najlepszy czas, na rozstrzyganie tej sprawy, Albusie – powiedzia³a ostro Minerwa. Dumbledore skin±³ jej g³ow±.
- Tak, s³usznie, wybacz mi. Korneliuszu, kontynuuj.
- Tak, có¿, jak ju¿ mówi³em – zacz±³ Knot, który w przeciwieñstwie do Umbidge wygl±da³, jakby cieszy³ siê z brandy. - Dementorzy zauwa¿yli, ¿e cela zosta³a opuszczona przed pó³noc±. Przeszukali wyspê kawa³ek, po kawa³ku, nigdzie go nie znale¼li. Oczywi¶cie powiadomi³em mugolskiego premiera. Bior±c pod uwagê, ¿e nie uda³o siê go odnale¼æ, musimy za³o¿yæ, ¿e uciek³ z wyspy i jest ju¿ na sta³ym l±dzie.
- Ostrzega³am ciê, panie ministrze, aby nie informowaæ premiera mugoli – powiedzia³a Umbridge. - Nasi najbardziej wybitni cz³onkowie czarodziejskiego ¶wiata, nie bêd± zadowoleni z tej decyzji, nie by³o powodu do anga¿owania ich. Co wa¿niejsze musimy uwa¿aæ, aby nie przedstawiaæ nas w ¶wietle, gdzie chcemy nawi±zaæ wspó³pracê z mugolami.
- Pani podsekretarz, chocia¿ mo¿ecie swobodnie rozpowszechniaæ swoje pogl±dy na temat czysto¶ci krwi i izolacji od mugoli w¶ród innych podobnych pani osób, nie bêdê tego tolerowaæ w moim gabinecie. - Dumbledore nie by³ z³y, ale wszyscy z ³atwo¶ci± dostrzegli ostrze¿enie w jego g³osie.
- Dolores, proszê, mamy o wiele wa¿niejsze sprawy do omówienia – powiedzia³ Korneliusz.
- Tak, oczywi¶cie, panie ministrze – przyzna³a Umbridge. - Niech pan mi wybaczy, dyrektorze. - Dumbledore uprzejmie skin±³ g³ow±, Knot kontynuowa³.
- Amelia ju¿ zaalarmowa³a Departament Magicznego Egzekwowania Prawa, wiêc w tej chwili aurorzy nadzoruj± i stacjonuj± w ka¿dej wiêkszej osadzie czarodziejów, które Black mo¿e prawdopodobnie odwiedziæ. Przejdê jednak do sedna dzisiejszej wizyty. - Zatrzyma³ siê i rzuci³ Dumbledore'owi d³ugie spojrzenie.
- Harry Potter – powiedzia³ trze¼wo Dumbledore. Potrzebowa³ kolejnego drinka. Jego kieliszek wydawa³ siê z nim zgadzaæ i zape³ni³ siê po raz drugi.
- Niestety, Dumbledore – przyzna³ ze smutkiem Knot. - Musimy byæ pewni, ¿e jest dobrze chroniony.
- Syriusz Black nie bêdzie w stanie przekroczyæ os³ony domu – powiedzia³ z przekonaniem Dumbledore.
- Wybacz mi dyrektorze, ale jak mo¿esz byæ tego pewien? - zapyta³a Dolores. - Black by³ jednym z najwspanialszych aurorów w ministerstwie, zanim pokaza³ swoj± prawdziw± naturê. Jeste¶ jednak pewien, ¿e pan Potter jest bezpieczny dziêki ochronie, któr± zapewni³e¶? Nie jest moim zamiarem podwa¿anie twoich umiejêtno¶ci i wiedzy, dyrektorze, ale z pewno¶ci± widzisz, dlaczego ministerstwo woli siê upewniæ? Pan Potter jest zbawc± naszego ¶wiata i nast±pi³aby straszliwa katastrofa, gdyby Black skoñczy³ to, co zacz±³ trzyna¶cie lat temu.
- Dolores – sykn±³ Knot. - Nie dbam o ochronê Harry'ego, kiedy jest w domu, szczegó³y jego ochrony otrzymali¶my trzyna¶cie lat temu od Dumbledore'a i zosta³y zatwierdzone przez Bagnolda, Croucha i wybitnych przedstawicieli Wizengamotu. - Odwróci³ siê do Dumbledore'a. - Moj± trosk± jest jego ochrona po opuszczeniu domu.
- Rozumiem – powiedzia³ Dumbledore. - Wierzysz, ¿e Hogwart jest celem Syriusza?
- Mam ku temu powód – zauwa¿y³ Knot. - Jak wiecie, moim niefortunnym obowi±zkiem jest okresowa kontrola wiêzienia w Azkabanie. Wiêkszo¶æ wiê¼niów popada w szaleñstwo w ci±gu pierwszego roku pobytu w¶ród dementorów, ale Black, có¿, by³ prawie normalny.
- Dementorzy nie mieli na niego wp³ywu?
- Trudno jednoznacznie powiedzieæ – przyzna³ minister. - My¶lê, ¿e by³ z pewno¶ci± niezadowolony z pora¿ki Sam-Wiesz-Kogo, by³em tam, jak sobie przypominacie, kiedy go znale¼li¶my, ¶mia³ siê ze szcz±tek swego by³ego przyjaciela, Petera Pettigrew.
- Pamiêtam dobrze – powiedzia³ Dumbledore.
- Tak, có¿, kiedy ostatnio odwiedzi³em Azkaban, by³em zdumiony tym, jak... Black by³ zdrowy na umy¶le. Odwiedzi³em go na chwilê. Odbyli¶my krótk± rozmowê. Zapyta³, czy móg³bym mu daæ moj± gazetê... brakowa³o mu krzy¿ówek, tak powiedzia³. Dumbledore, on wydawa³ siê znudzony, jednak rozmawiaj±c z jednym ze stra¿ników, powiedzia³ mi, ¿e Black mruczy we ¶nie, od lat jest tak samo, tak powiedzia³... drêcz± go sny o Jamesie i Lily... poczucie winy, wed³ug mnie... jednak ostatnio...
- Kontynuuj – zachêci³ go dyrektor.
- Jaki¶ czas pó¼niej, po mojej wizycie, zacz±³ mówiæ co¶ zupe³nie innego: „On jest w Hogwarcie”.
- Dziwne – powiedzia³ Dumbledore, do tej pory sta³ w miejscu, lecz teraz zacz±³ chodziæ po gabinecie. - Wiêc Black uciek³ z Azkabanu o w³asnych si³ach i z tego, co mo¿na wywnioskowaæ, jest w stanie odeprzeæ z³y wp³yw dementorów bez u¿ycia ró¿d¿ki. Rzeczywi¶cie niepokoj±ce wie¶ci, Korneliuszu.
- Zgadzasz siê wiêc ze mn±, ¿e ch³opiec musi byæ chroniony.
- Naturalnie – przyzna³ Dumbledore. - Nie widzê jednak mo¿liwo¶ci, aby zapewniæ mu jeszcze wiêksz± ochronê, kiedy jest w domu, Lord Voldemort ani ¿aden ¶miercio¿erca nie zdo³a przekroczyæ tej os³ony, a pó¼niej ch³opiec znajdzie siê w poci±gu Hogwart Express. Black bêdzie mia³ trudno¶ci z infiltracj± zamku, nie mówi±c ju¿ o mo¿liwo¶ci dorwania w swoje rêce Harry'ego. Oczywi¶cie istnieje inny rodzaj ochrony, który jednak nie jest odpowiedni dla tego miejsca.
- Byæ mo¿e – powiedzia³ Knot. - Jednak mimo to nie mo¿emy zignorowaæ tego, ¿e ch³opiec jest kusz±cym celem dla Blacka, w jakimkolwiek miejscu by siê nie znajdowa³. Jestem gotów na te ¶rodki, skoro wymaga tego sytuacja.
- Co jeste¶ gotów zrobiæ, Korneliuszu?
- Oczywi¶cie zostawiæ patrole dementorów w Hogsmeade i Hogwarcie.
- Nie pozwolê na obecno¶æ choæby jednego dementora na terenie Hogwartu, Korneliuszu. To s± obrzydliwe stworzenia, które s± bardzo niegodne zaufania, tak samo, jak wiê¼niowie, których strzeg±. Nie zapominaj, ¿e kiedy¶ s³u¿yli Lordowi Voldemortowi.
- Mogê ciê zapewniæ, ¿e nie bêd± przeszkadzaæ w codziennym funkcjonowaniu Hogwartu – powiedzia³ Korneliusz, a jego g³os podniós³ siê o kilka tonów, jednak nie osi±gn±³ jeszcze najwy¿szego stanu. - Umie¶cimy ich przy ka¿dej bramie i wokó³ terenu zamku. Chodzi o to, aby uniemo¿liwiæ Blackowi postawienie stopy na terenie Hogwartu, a przynajmniej o schwytanie go na tym uczynku. Wiem, co o nich my¶lisz, Dumbledore. Czujê siê w¶ród nich tak samo niekomfortowo, jak ty, ale sprawa jest zbyt powa¿na.
Dumbledore wygl±da³ na zaniepokojonego. Mia³ zastrze¿enia co do samodyscypliny dementorów, ba³ siê czy nie bêdzie ich kusiæ szko³a pe³na uczniów. Dementorzy stanowili równie du¿e zagro¿enie dla uczniów co Black.
- Dobrze – powiedzia³ Dumbledore, wiedz±c, ¿e Korneliusz mo¿e zwróciæ siê z t± propozycj± do rady szkolnej, aby przepchn±æ sprawê. Gdyby siê zgodzi³, móg³by przynajmniej wynegocjowaæ korzystniejsze warunki i wyznaczyæ wyra¼ne granice. - Mo¿emy omówiæ szczegó³y w pó¼niejszym terminie, ale na razie masz moje poparcie.
- Dziêkujê, Dumbledore – odpowiedzia³ Knot, któremu wyra¼nie ul¿y³o. - Przy odrobinie szczê¶cia z³apiemy Blacka przed rozpoczêciem roku szkolnego i bêdziemy mogli w ogóle nie wdra¿aæ tego pomys³u w ¿ycie.
- Mam tak± nadziejê – zgodzi³ siê Dumbledore. - Minerwo, czy zechcia³aby¶ umówiæ mnie na spotkanie z personelem podczas lunchu?
- Oczywi¶cie, Albusie – odpar³a McGonagall.
- Czy jest jeszcze co¶, co wymaga mojej natychmiastowej uwagi, Korneliuszu?
- Pewnie na co najmniej kilka nastêpnych godzin – powiedzia³ przepraszaj±cym g³osem Knot. - Podejrzewam, ¿e bêdê potrzebowa³ twojej pomocy jako Naczelnego Maga, pó¼niej rano, aby przekazaæ oficjalne stanowisko dementorom. W zwi±zku z tym, ¿e to Amos jest szefem departamentu, który nadzoruje kontrolê nad dementorami, zostawiê go, aby omówi³ z tob± szczegó³y. Jest jednak jeszcze jedna sprawa, o której muszê z tob± porozmawiaæ.
- Cieszê siê – zachêci³ go Dumbledore.
- Chodzi o twoj± ostatni± nominacjê na stanowisko nauczyciela Obrony Przed Czarn± Magi±, Remusa J. Lupina.
- Jestem pewien, ¿e wiesz, ¿e rada zatwierdzi³a nominacjê pana Lupina – odpowiedzia³ Dumbledore. - Bêdzie ¶wietnym dodatkiem do mojego personelu, bez wzglêdu na uprzedzenia Lucjusza.
- Przepraszam, dyrektorze – powiedzia³ szybko Amos. - Nie jestem tutaj, aby krytykowaæ wasze metody rekrutacji. Widzê jednak troskê by³ego cz³onka rady. Maj± powód do zmartwieñ, zatrudnienie wilko³aka jest niebezpieczne. Umieszczenie jednego z nich w okolicy dzieci nie wydaje siê zbyt m±dre.
- Wilko³aki to niebezpieczne, ohydne bestie – o¶wiadczy³a Umbridge. - Nie ufasz dementorom, aby strzegli tej szko³y, ale z drugiej strony wydajesz siê niesamowicie zadowolony z nara¿enia dzieci na niebezpieczeñstwo z powodu wysoce nieprzewidywalnego i niebezpiecznego stworzenia.
- Remus mo¿e i jest wilko³akiem, ale jest równie¿ cz³owiekiem takim jak ty czy ja – powiedzia³ Dumbledore, wygl±daj±c po raz pierwszy na rozgniewanego. - Jako ch³opiec uczêszcza³ do tej szko³y, ju¿ wtedy bêd±c wilko³akiem i odnotowali¶my tylko jeden niewielki incydent. Co wiêcej, dzisiaj mo¿emy kontrolowaæ niebezpieczne aspekty jego transformacji, za pomoc± wywaru tojadowego, stworzonego przez naszego w³asnego zdolnego mistrza eliksirów. Nie widzê problemu co do jego nominacji.
- A co z jego do¶wiadczeniem? - zapyta³a Umbridge.
- Co w zwi±zku z nim? - odpowiedzia³ pytaniem na pytanie Dumbledore, a moc jego g³osu stale ros³a. - Jako dyrektor jestem upowa¿niony do okre¶lania zas³ug osób, które wnioskuj± na stanowisko nauczyciela, zas³ugi Remusa w czasie wojny mówi± same za siebie. W odniesieniu do certyfikatów, zarówno Kwiryniusz Quirrell, jak i Gilderoy Lockhart mieli je znakomite, ale nie nadawali siê bardziej do nauczania uczniów ni¿ Lord Voldemort, wreszcie, w ¶wietle ostatnich wydarzeñ, Remus jest najlepszym kandydatem na to miejsce.
- Co masz na my¶li, Albusie? - zapyta³ Amos.
- Remus odda³by ¿ycie, aby chroniæ Harry'ego.
- Dlaczego wilko³ak mia³by interesowaæ siê ochron± pana Pottera? – zapyta³a Umbridge.
- Przyjaciele, pani podsekretarz – powiedzia³ po prostu Dumbledore. - James Potter mia³ kilku przyjació³ w szkole i pó¼niej w ¿yciu, miêdzy innymi Syriusz Black, Peter Pettigrew i Remus Lupin.
- Rozumiem – przyzna³ Amos. - Có¿, poniewa¿ rada ju¿ zatwierdzi³a tê decyzjê, a Korneliusz uzyska³ twoj± zgodê, nie widzê powodu, aby dalej siê sprzeciwiaæ. Na tym koñczy siê moja sprawa, Albusie. - Dumbledore skin±³ g³ow±.
- Có¿, zajêli¶my wystarczaj±co du¿o twojego czasu, Dumbledore – powiedzia³ Knot.
- Mogê ciê odprowadziæ – zaproponowa³ Dumbledore.
- Mogê siê tym zaj±æ, Albusie – powiedzia³a Minerwa. - Wkrótce bêdziesz potrzebny.
- Dziêkujê, Minerwo – odpowiedzia³ jej Dumbledore. - Zanim pójdziesz, Amosie, zasugerowa³bym, ¿eby¶ przypomnia³ Lucjuszowi, ¿e nie jest ju¿ cz³onkiem rady i jako taki nie powinien byæ wtajemniczany w takie informacje. Dobranoc.
- Na pewno mu przypomnê – odrzek³ Amos ze skinieniem g³owy.
Dumbledore czeka³, a¿ Minerwa odprowadzi delegacjê z jego gabinetu, po czym podszed³ do swojego naczynia z cukierkami. Wrzuci³ do ust cytrynowego dropsa i zacz±³ spacerowaæ. Jego umys³ i serce by³y niespokojne.
- Dlaczego teraz Syriuszu? - zapyta³ siebie, gdy podszed³ do szafki zawieraj±cej my¶lodsiewniê. Wyci±gn±³ j± i po³o¿y³ na biurku. Przycisn±³ czubek ró¿d¿ki do skroni, jego oczy zamknê³y siê i wypowiedzia³ zaklêcie.
- Subsidium, Memoria. - Chwilê pó¼niej szczup³e pasmo ¶wiec±cej niebieskiej mgie³ki przywar³o do czubka jego ró¿d¿ki, gdy oderwa³ j± od swej g³owy. Wrzuci³ substancjê do my¶lodsiewni i zawirowa³ ni± raz, przed nim pojawi³a siê dok³adna replika wydarzeñ dzisiejszej nocy. Zakrêci³ ni± ponownie. Tym razem obraz zosta³ zast±piony twarz± jedenastoletniego ch³opca z blizn± na czole w kszta³cie b³yskawicy. Ze smutkiem popatrzy³ na ten obraz.
- Koñczy mi siê czas, Harry – powiedzia³ do migocz±cego obrazu. Spojrza³ z powrotem na swoje biurko, gdzie uszkodzony dziennik Toma Riddle'a le¿a³ jak gdyby nigdy nic, przedmiot, który bardzo go niepokoi³ i przynosi³ du¿o wiêcej pytañ ni¿ odpowiedzi. Dumbledore nienawidzi³ wró¿biarstwa, ale nawet on musia³ przyznaæ, ¿e los ci±gle spiskuje przeciw ch³opcu. Rzeczywi¶cie, my¶lodsiewnia odzwierciedla³a jego my¶li, gdy twarz innej osoby pojawi³a siê w misie. Kobieta w du¿ych okularach, ubrana w kilka szali z kryszta³ow± kul±. Zirytowa³ siê.
- Wci±¿ jest tylko ch³opcem – powiedzia³ do siebie. - Czy zdajesz sobie sprawê z tego, jaki los podarowa³e¶ swojemu chrze¶niakowi, Syriuszu? - Kolejny obraz zawirowa³, Harry sta³ przed lustrem.
- Ch³opiec z przeznaczeniem i wielk± straszn± odpowiedzialno¶ci±, Albusie – zauwa¿y³ portret Armando Dippeta. - Nie mo¿esz tego zignorowaæ. - Dumbledore jednak to zrobi³ i zignorowa³ swojego poprzednika. Wiele portretów porusza³o siê teraz, ale twarz Dumbledore'a by³a wpatrzona w my¶lodsiewniê, gdy obraz kolejny raz siê zmieni³. Z misy dobieg³ g³os.
- Ufam Syriuszowi, profesorze – powiedzia³ James, jego m³oda twarz by³a wyzywaj±ca i odwa¿na.
- Jestem w pe³ni gotów, by byæ twoim Stra¿nikiem Tajemnicy – odpowiedzia³ dyrektor.
- Dziêkujê, ale to nie bêdzie konieczne, Syriusz bêdzie naszym Stra¿nikiem Tajemnicy.
- Tak mi przykro, Harry – powiedzia³ g³o¶no Dumbledore. - Gdybym tylko wiedzia³...
Daleko na po³udniu, setki mil st±d, ch³opiec o imieniu Harry Potter obudzi³ siê z niespokojnego snu.