Być może niektórych z Was ten artykuł nie zainteresuje, a innym się spodoba. Jak będzie... tego nie jestem w stanie przewidzieć. Chcę jednak przedstawić Wam moją wizję na temat tego, co czyni tą książkę tak niezwykłą i czemu chętnie po nią sięgamy (a przynajmniej dlaczego ja tak robię.)
Czy przed przeczytaniem Harrego Pottera przeraziła Cię kiedyś ilość stron (np. wtedy, kiedy jeszcze dobrze nie znałeś tej książki)? A czy może kiedyś zastanawiałeś się czemu wszyscy (no, prawie, chociaż mugoli jest na szczęście coraz mniej) tak się nią zachwycają? Wiem, że odpowiedzi na takie pytania są dla potteromaniaków oczywiste, bo dla nich z pewnością nieważna jest ilość stron, a wręcz przeciwnie - im więcej tym lepiej (przynajmniej tak sądzę), a ci, którzy się nią zachwycają, robią to, bo... no właśnie, dlaczego? Myślę, że można by było napisać o tym oddzielną książkę. Ale cechami czyniącymi ją tak fantastyczną są: zabawny, prosty język pisania, duża ilość dialogów, dzięki którym jeszcze szybciej pochłaniamy książkę, wciągająca, interesująca fabuła (to ona przyczyniła się do sukcesu, który odniosła pani Rowling) oraz postacie, magiczne przedmioty, rośliny, zaklęcia, miejsca... Ktoś mógłby powiedzieć: ::No dobra, ale jest wiele książek, w którym występują wszystkie cechy wymienione wyżej... :: Zgadzam się z tym, lecz jednak sami przyznajcie - ta książka ma w sobie coś, czego inne nie mają, coś, co sprawia, że wciąga w magiczny świat, coś, co powoduje, że czeka się z utęsknieniem na kolejne jej części.
Owa autorka lubi zaskakiwać i myślę, że to jest bardzo dobra cecha. Czy czytając po raz pierwszy czwartą część Harrego Pottera domyślaliście się, że Szalonooki Moody (czyli Bartemiusz Crouch junior) jest odpowiedzialny za to, że z Czary Ognia wydobyło się na pergaminie nazwisko Harrego i musiał przystąpić do Turnieju Trójmagicznego dopóki się wszystko nie wyjaśniło? Czy sądziliście, że Syriusz jest niewinny, a Peter Petigrew żyje i to on jest odpowiedzialny za zdradę tajemnicy Potterów (gdy jeszcze nie byliście przy końcu książki i nie wiedzieliście jak się ona skończy)? A czy wpadlibyście na to (nie słysząc wcześniej żadnych pogłosek na ten temat), że Severus Snape jest tytułowym Księciem Półkrwi? Nie wiem czy ktoś z Was odpowie na te pytania :Tak, właśnie tak myślałem/am:. Więc jak sami widzicie J.K.Rowling zapewne wie, że każdy ma jakieś podejrzenia i własne przemyślenia na dany temat, czytając książkę. I dlatego wybiera osoby, po których się najmniej spodziewamy zrobienia czegoś bardzo ważnego i istotnego dla dalszego kontynuowania powieści. Podziwiam ją za to i chciałabym żeby nigdy nie przestała pisać. No, ale jak to mówi Hagrid, co będzie, to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć. Więc jeśli pani Rowling postanowi, że dalej już nie będzie pisać (ale już chyba to postanowiła), to musimy pokonać ten żal i pustkę jaka nas ogarnie...
A teraz o tym, jak J.R.Rowling zaczarowała mój świat. I to na dobre. A więc zacznę od początku.
Parę lat temu oglądając z mamą wiadomości po raz pierwszy usłyszałam o Harrym Potterze. Pamiętam dobrze jak pokazywano dużo dzieci poprzebieranych w różne peleryny, kapelusze, czyli typowe ubiory magików. W rękach trzymały różki zakończone gwiazdkami oraz miały okulary (oczywiście w kształcie kół, takie jakie ma Harry). I nie wiem czemu (teraz tego żałuję), ale nie znając fabuły tej książki i nic o niej nie wiedząc, skrytykowałam ją. Machnęłam na nią ręką. Moja mama jednak mnie zachęciła do przeczytania jej. Podobno ktoś jej wspomniał, że jest wciągająca (teraz już wiem, że się nie mylił...). Potem jakoś zapomniałam o tym. Jednak gdy nadszedł czas Bożego Narodzenia jednym z prezentów, które dostałam pod choinkę była książka Harry Potter i Więzień Azkabanu. A ja, będąc jeszcze niewtajemniczona (czyli krótko mówiąc byłam mugolem) nie wiedziałam, że to jest już trzecia część serii. Zaczęłam czytać. Książka spodobała mi się.
Spodobała mi się bardzo chociaż zbytnio nie mogłam się połapać o co tak naprawdę w niej chodzi (chwała Bogu, że Rowling na początku każdej części przedstawia Harrego bardzo dokładnie.) Gdy ją pochłonęłam, dowiedziałam się, że to jest już trzecia część, więc powinnam sięgnąć po pierwszą i drugą. W tym samym czasie ukazały się kolejno oba filmy. Przeczytałam pozostałe części i uzupełniłam brakujące luki. Filmy również widziałam, ale (chociaż jestem wierną fanką wszystkiego, co dotyczy Harrego Pottera) bardziej pokochałam książki. Zresztą tak jak większość potteromaniaków. A potem, to już było tylko czekanie... czekanie na następne części. Szczerze mówiąc jestem zadowolona, że należę do tych, którzy tak uwielbiają książki o Harrym Potterze. No, powiedzcie sami - jak tu można ich nie lubić?
Nawet spoko, FASCYNUJĄCA historia tylko jest jakieś ale...
To nic nowego nie wnosi!!!
Jakby każdy pisał o tym, jak został wielkim fanem Pottera, to by był bardziej wieloosobowy blog, niż strona o Harrym...
Sory, lae nie podoba mi się...