Usiadła obok niego. To, co stało się potem, wstrząsnęło nią. Poczuła jego woń silniej niż wcześniej. Już wiedziała, jak czuła się Patrycja, ta biedna, nie mająca jak się bronić mugolka. On po prostu używa na niej eliksiru miłości!
Miała dość tej wrednej jędzy, która była jej macochą. Ojciec ożenił się z nią po śmierci swojej pierwszej żony, Venny Davis.
- Saskio! Natychmiast przestań! NIE! - krzyknęła Patrycja, macocha dziewczyny. Saskia trzymała w ręku najnowszą torebkę kobiety. Mugolka miała tam wszystko: po notatnik do kluczy i szminki, która była beznadziejna. Dziewczyna mieszkała razem z nią i swoim ojcem w bloku na najwyższym piętrze. Blisko tego budynku znajdował się park do którego często chodziła Saskia, aby się uspokoić i wyciszyć. Tam nie było macochy, która po prostu nie cierpi natury.
Patrycja była typową pyszną lalunią, dbającą tylko o to, by portfel był wypełniony pieniędzmi i by mieć najnowsze ciuchy. Nastolatka stała właśnie na balkonie z zamiarem wyrzucenia torby Patrycji na ulicę.
- Nie! Czemu miałabym przestać? - Dziewczyna uśmiechnęła się złośliwie. Torba "przypadkowo" wypadła jej z rąk. Rzecz należąca do kobiety wylądowała na ulicy. Przedmioty, które w niej były, rozsypały się dookoła. Rozzłoszczona macocha podbiegła do nastolatki, po czym złapała za ucho i pociągnęła w stronę salonu.
- Ty tępa, głupia nastolatko! Jak śmiałaś?! - krzyknęła kobieta plując Saskii w twarz. Wściekłość wzięła górę nad dziewczyną i uderzyła swoją macochę w nos. Patrycja puściła nastolatkę, a ta wykorzystała to i pobiegła do swojego pokoju. Gdy weszła do niego, zamknęła drzwi na klucz. Dobrze wiedziała, że jej tata mógłby bez problemu otworzyć je jednym ruchem różdżki, ale nie przejęła się tym. Saskia otworzyła szafę i wyjęła z niej wszystkie ubrania, które włożyła zgrabnie acz szybko do walizki. Na szafce nocnej zostawiła liścik do swojego taty.
" Tatusiu, nie martw się o mnie. Jadę do Dziurawego Kotła, tam spędzę resztę wakacji. Buziaki, Saskia."
Gdy upewniła się, że nikt jej nie śledzi, wyszła po cichu ze swojego pokoju. Po chwili biegła piękną alejką. "Ostatni raz tu jestem" - pomyślała. "Nigdy tu nie wrócę!" Saskia zatrzymała się i machnęła ręką, w której trzymała różdżkę. Po chwili zobaczyła fioletowy autobus zwany "Błędnym Rycerzem". Wsiadła i powiedziała:
- Do Dziurawego Kotła, proszę. - Miała zamiar odwiedzić swojego starego, bardzo miłego wuja Toma i jego syna, Beniamina. Szczególnie Beniamina. Ale wuja Toma także.
W Dziurawym Kotle panowała jak zwykle wesoła atmosfera. Saskia weszła tam z nieziemską przyjemnością. Gdy przekroczyła próg, podszedł do niej barman.
- Witaj wujaszku! - powiedziała. Zauważyła, iż jej wujek w ogóle się nie zmienił.
- Och, dzień dobry kochana! Jak się masz? A tata? - Starszy pan ucieszył się z wizyty bratanicy. Uśmiechnęła się nieśmiało. - Dobrze, dziękuję. Tata też, Patrycja trochę gorzej. Mogę zarezerwować mój ulubiony pokój?
- Jasne, kochanie. Pewnie jesteś ciekawa czy jest Beniamin. Właśnie czyta książkę w swoim pokoju. Leć, bo zaraz gdzieś znowu zniknie! - Wujek zaśmiał się. Był w wyśmienitym humorze. Poszła na górę. Dobrze znała numer pod którym mieszkał jej kuzyn. Zapukała do jego drzwi. Nikt nie odpowiadał. Weszła bez zaproszenia. Beniamin klęczał nad książką.
-Wiesz co, ty w ogóle się nie zmieniłeś przez te dwa lata - powiedziała i usiadła obok niego.
- Witaj, Saskio. Zaskoczyłaś mnie! - Chłopak nie przerwał jednak lektury. Po dziesięciu minutach odłożył książkę. Wstał, otrzepał się i podał jej dłoń. - Pójdziesz ze mną do Tajemniczego Parku? - Jasne - odparła i wyszła z pokoju. Beniamin szedł tuż za nią. Po drodze odstawiła walizkę i podręczny plecaczek. Wyszli z budynku.
Już prawie zapomniała jak tu ślicznie. Pachnące kwiaty, zachodzące słońce, zabawne wiewiórki. Beniamin opowiadał, co działo się w Dziurawym Kotle gdy jej nie było, o gościach. Szli blisko siebie. Nie bez powodu nazwali to miejsce Tajeminczym Parkiem. Ta nazwa opisuje lasek, w którym właśnie byli. Saskia trzymała w ręku różdżkę. Z przyzwyczajenia machała nią sobie. Potem powiedziała:
- Mam dosyć tej macochy, wiesz? Gdybym ja była dorosła... Ale podjęłam już decyzję. Zamieszkam w Dziurawym Kotle razem z tobą i oczywiście z wujkiem Tomem.
- Wiem, że nie cierpisz Patrycji, ale nie możesz krzywdzić swojego ojca, on będzie za tobą tęsknił, zobaczysz! - odparł kuzyn. Po części mówił prawdę. Ale nie chciała jej znać. Był ciepły wieczór. Usiedli na jednej z ławek. Nikogo nie było w pobliżu. Dochodziła godzina dwudziesta. Saskia spojrzała w górę. Pokazała palcem Beniaminowi, co zobaczyła. Ten tylko uśmiechał się. Oboje teraz podziwiali spadającą gwiazdę. Była cudna.
- Conversión - szepnęła po sekundzie. Nagle zemdlała. Poczuła, jak zmienia jej się ciało. Biust powiększył się, oczy zmniejszyły i w ogóle urosła . Miała zamknięte powieki. Otworzyła je więc. Była w sypialni swojego ojca. Stanęła przed lustrem. W nim zobaczyła nie siebie, a Patrycję. Jej brzydkie, rude włosy związane były w kok, miała na sobie sukienkę w różowe kropki i wygodne kapcie, które nie pasowały do jej stroju. Nagle zrozumiała - jej zły nawyk spowodował, że zamieniła się życiem z macochą. Okropne! Do pokoju zapukał jej tata, teraz mąż. Uchylił drzwi. Wszedł cicho, niemalże na palcach.
- Czy wybaczysz mi, Patrycjo? Jestem pewien, że ona nie chciała! - powiedział błagalnie jej stary-nowy mąż.
- Zastanowię się - odrzekła posępnie. Usiadła obok niego. To, co stało się potem, wstrząsnęło nią. Poczuła jego woń silniej niż wcześniej. Już wiedziała, jak czuła się Patrycja, ta biedna, nie mająca jak się bronić mugolka. On po prostu używa na niej eliksiru miłości! Teraz miała mieszane uczucia co do swojego ojca. Jej mama też nie miała magicznych zdolności - może ją także zaczarował? Venna umarła zaraz po urodzeniu Saskii. Wszystko zaczęło do siebie pasować. Niechcący wypił przed jej śmiercią eliksir, który przygotował. Wywar sprawił, iż Mateusz odczuł ból przy egzekucji Venny. Postanowiła to sprawdzić. Zapytała chytrze:
- Mateuszu, skarbie, powiedz mi, co dodajesz do herbatki, że jest taka smaczna?
- Nic takiego. Dodaję do niej ciut miłości do ciebie i to wszystko - odparł. Zaczął coś podejrzewać. Wstał i zapytał mnie:
- Czy chcesz herbatki, kochanie?
- Nie, dziękuję. Lecę do miasta, muszę coś załatwić. Nie martw się o mnie - rzekła i pocałowała go w policzek. Wyszła z sypialni. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jeśli ona jestem Patrycją, to macocha jest Saskią. Straszne! Oby Beniamin nie przestał jej lubić przez charakter nowej pani Davis. Zapomniała, że musi się przebrać. Z powrotem weszła do swojej sypialni. Otworzyła szafę, nie zwracając uwagi na swojego męża-tatę. Ubrała czarną mini i buty na obcasach. Rozpuściła włosy i zrobiła inną, ładniejszą fryzurę. Zamknęła szafę. Spojrzała na mężczyznę, który nadal siedział na łóżku.
- Może jednak, skarbie? - zapytał i wybiegł z sypialni. Po chwili wrócił. Podał Saskii filiżankę z eliksirem miłości. Poprosiła, by dał jej tę drugą. Przecież to moja ulubiona! Nawet jej mąż nie będzie z niej pił! Zgodził się niechętnie. Wypiła zawartość filiżanki i odłożyła ją na szafkę nocną. Szybko wybiegła z pomieszczenia. Wzięła nową torebkę Patrycji i wyszła z domu.
Zamówiła taksówkę i usiadła na ławce stojącej w cieniu. Zrobiła ciut krzywą minę, taką, jaką robi prawdziwa Patrycja, gdy jest na świeżym powietrzu. Po minucie przyjechał samochód.
- Dzień dobry... proszę zawieść mnie pod restaurację "Venus"- powiedziała. W duchu modliła się, aby misja się powiodła.
Wysiadła przed niewielkim, nowoczesnym budynkiem. Rozejrzała się, a gdy stwierdziła, że nikt jej nie śledzi, weszła do restauracji. Usiadła przy jednym ze stolików i zamówiła kawę, i jakieś smaczne ciastko. Poprawiła swoje rude włosy po czym wyjęła z torebki telefon. Przeszukała listę kontaktów, a następnie wybrała numer zatytułowany słowem "adwokat".
Przeczytałam
Powiem tak, z jednej strony pomysł mi się i podoba i nie
Trochę też bym się doczepiła do opisów, trochę topornie, za mało rozwinięte, ale sama mam z tym problem więc się nie doczepię
Widzę, że to pierwsze ff, więc nie jest źle, masz pomysł, jestem pewna, że z rozdziału na rozdział wykonanie też będzie lepsze.