Za oknem zapada zmierzch, w ciemniejącym zaciszu swojego własnego gabinetu Seferyn macha różdżką, zapalając świece, podczas gdy Sann, po kilku długich godzinach obrad, powoli traci nad sobą panowanie.
- Nie, powtarzam, NIE! - Sann, niezwykle wzburzona beztroskim zachowaniem kolegi i jego niedawnymi uwagami, rzuca w Seferyna opasłym tomem jego własnej książki Różdżkarstwo w V i VI wieku, a on ledwo uchyla się przed atakiem.
- Uspokójcie się... - Alette, równie zmęczona, spogląda na pozostałych jurorów i kręci głową z dezaprobatą. - Chyba chcemy to dzisiaj skończyć, nie? - dodaje, a gdy zaklęcie Sefa przypadkowo przelatuje z głośnym świstem kilka cali od jej prawego ucha i rozbija szybę gabinetu na tysiące kawałeczków, traci cierpliwość i wrzeszczy: - Stać! Jeszcze moment, a oboje nędznie skończycie! Obiecuję! - wymownie wskazuje na kij stojący w kącie.
***
- Tak, tak, moja droga - Seferyn zwraca się do Alette, wskazując na jedno ze zdjęć leżących na stole. - Masz świętą rację, to jest zdecydowanie najlepszy wybór.
- Chyba żartujesz! - oburza się Sann, patrząc z niedowierzaniem na Sefa. - To nie jest to, czego szukamy!
- A czego szukamy TWOIM zdaniem? - Alette, nieźle już poirytowana kolejnymi godzinami w zamkniętym pomieszczeniu, wstaje od stołu i zaczyna przekładać zdjęcia z miejsca na miejsce.
- Tego, tego...tego CZEGOŚ! Czegoś magicznego!
***
- DOBRA, mam dość! Już, już tego wystarczy! - Seferyn podnosi się, wyrzuca połowę papierów w powietrze i rzuca gromiące spojrzenie w stronę wielkiego zegara z kukułką, który wisi na sąsiedniej ścianie. Jest wpół do piątej, a on ma DOSYĆ. - KONIEC! Mam tego serdecznie dość!
- Sef.. - Alette próbuje uspokoić kolegę, ale rozjuszony Sef już wyjmuje różdżkę i jednym ruchem sprawia, że w miejscu, gdzie jeszcze przed sekundą znajdowały się solidne, dębowe drzwi, zieje ogromna dziura, a po korytarzu walają się kawałki połamanego drewna. - Przestań...
- Cicho! - Sef, starając się zachowywać jak najbardziej racjonalnie - o ile to możliwe po jego ostatnim wybryku -, przechodzi przez dziurę, zbiega na dół schodami i deportuje się z głośnym, złowieszczym sykiem (jest naprawdę zirytowany!).
- Co on wyprawia? - Alette, skonsternowana, spogląda na Sann.
- Emm, cóż... - Sann nie wie, co powiedzieć. - Szczerze mówiąc, to nie mam pojęcia. On jest NIEOBLICZALNY!
***
Niezmąconą ciszę przed bramą Hogwartu przerywa donośne pyknięcie. Seferyn aportuje się przy samym ogrodzeniu i, upewniwszy się, że stoi dwoma nogami na ziemi, unosi zapaloną różdżkę na wysokość głowy. Anonimowy obserwator, wyglądający zza któregoś z okien Hogwartu dostrzegłby zapewne jasny punkcik zbliżający się do zamku. Seferyn unosi wolną rękę i dotyka zaczarowanej bramy. Upewniwszy się, że nie czuje oporu, idzie naprzód, a metal, chociaż nadal jest w tym samym miejscu, nie powstrzymuje go i może spokojnie wkroczyć na Błonia.
- Ooooch... - wyrywa się z ust naszego jurora, gdy do jego nozdrzy dochodzi woń Jeziora i Zakazanego Lasu. Trzymając różdżkę zapaloną przed sobą, przyspiesza kroku i kieruje się w stronę zamku.
***
- K-kto, kto tu jest? - woźny Hogwartu, Argus Filch, drepcze w stronę Wielkiej Sali z wielką lampą oliwną w ręku.
- To ja, Argusie, Sir Seferyn de Collotye - odzywa się nasz bohater, a Filch zamiera w bezruchu, nie mogąc zlokalizować właściciela głosu. - Tu jestem! - Seferyn unosi zapaloną różdżkę, a woźny, przypatrzywszy mu się dokładnie, oddycha spokojniej.
- Co cię tu sprowadza o takiej... hmm, nietypowej porze? - Filch stawia lampę na podłodze i łapie się pod boki.
- Jak zwykle, muszę porozmawiać z Profesor McGonagall. - odpowiada Seferyn, a po chwili dodaje: - Tak, wiem, która jest godzina, ale sprawa jest niezwykle poważna!
- Dobrze, niech ci będzie - Argus schyla się po lampę i odchodzi w swoją stronę. - Powinna być w gabinecie dyrektora - dodaje przez ramię.
***
- Piertotum Locomotor - Seferyn podaje hasło gargulcowi, a gdy ten go przepuszcza, szepcze pod nosem: - Wiedziałem!
Juror wspina się po krętych schodach, a gdy staje przed drzwiami do gabinetu, puka w nie kilka razy i czeka.
- Proszę - po kilku chwilach dochodzi do niego zmęczony głos profesor McGonagall.
Seferyn otwiera drzwi i wchodzi do środka dość nieśmiało.
- Dobry wie... to znaczy... dzień dobry, pani profesor - juror skłania się dość nisko i dopiero po chwili podnosi wzrok.
- Och, Seferyn! - dyrektorka natychmiast ożywa na widok miłego gościa. - Witaj, witaj... co cię sprowadza w moje skromne progi o tak.. hmm, nietypowej porze?
Seferyn uśmiecha się, słysząc słowa profesor i odpowiada:
- Ach, droga pani, przepraszam, że przybywam tu o tak późnej porze... - patrzy dyrektorce w oczy i dodaje: - Ale sprawa jest niezwykle poważna i zwariuję, jeśli nie pomoże mi pani jej załatwić.
- Dobrze, dobrze - odpowiada McGonagall i wskazuje dłonią na fotel przed swoim biurkiem. - Usiądź i powiedz mi, o co chodzi.
- Emm, pani profesor - Seferyn zaczyna nieśmiało. - Chodzi o to, że najlepiej byłoby, gdybyśmy mogli w tej chwili opuścić szkołę...
- Cóż, jeśli trzeba... - odpowiada dyrektorka. - Mam nadzieję, że nie zajmie nam to zbyt wiele czasu.
- Oczywiście. No, komu w drogę, temu czas!
***
- Gdzie jest ten... - Sann już ma głośno wyrazić swoje zdanie o Seferynie, gdy do jej uszu dochodzi głośne pyknięcie w ogrodzie. - Jest! I nie jest sam... Alette, spójrz!
- Czy to, to jest..? - Alette wpatruje się w dwie postaci wkraczające do budynku.
***
- Emm, grzeczność nakazuje mi pochwalić twój dom, mój drogi, ale... - McGonagall wymownie spogląda na ogromną dziurę w ścianie i resztki drzwi walające się tu i ówdzie.
- Niech pani lepiej nie pyta, błagam - Seferyn uśmiecha się przyjaźnie do dyrektorki.
- Sef.. Sef, gdzieś ty był? I kto, do diabła... - Sann staje w drzwiach i zdenerwowana spogląda na Seferyna. Dopiero po chwili dostrzega profesor McGonagall. - Och, dobry wieczór!
***
- Serdecznie pani dziękujemy, naprawdę - Seferyn, ledwo trzymając się na własnych nogach wstaje i potykając się o nogę Sann (z pewnością nieszczęśliwy wypadek!), ląduje twarzą w papierach wyścielających podłogę jego własnego gabinetu, przez co podziękowania nie wypadają zbyt dobrze.
- Och, nie ma za co... - profesor skrywa uśmiech i przechodzi przez komnatę w stronę wyjścia. - Dobranoc, moi drodzy, dobranoc.
Odpowiada jej głośne chrapnięcie Alette, która już od dwóch godzin leży pod stołem, przy samym oknie, na największej kupce papierów.
***
Jako, że Alette wciąż jeszcze odsypia ciężkie obrady, a Seferyn wytrwale pracuje nad swoją kolejną książką, Sann wstępuje na podwyższenie, by ogłosić wyniki. Spogląda z uśmiechem na wszystkich zebranych, niecierpliwie oczekujących werdyktu.
- Kochani! Po tych jakże burzliwych obradach... - w tym momencie przewraca lekko oczami. - Mam zaszczyt zaprezentować wam wyniki naszego majówkowego konkursu. Oto one! - macha różdżką, a w powietrzu materializuje się gigantyczny pergamin z wynikami wypisanymi szmaragdowym atramentem:
RYSUNKI:
I miejsce – YourSmaile – 400 punktów
II miejsce – ulka_black_potter – 300 punktów
III miejsce – Lapa15 – 250 punktów
nostalgia4511 – 150 punktów
Cordiale – 150 punktów
ZDJĘCIA:
I miejsce – ulka_black_potter – 350 punktów
II miejsce – plump_ginewra_17 – 250 punktów
III miejsce – Lossiril – 200 punktów
Cordiale – 100 punktów
Christina – 100 punktów
Wyróżnienie za OPIS:
YourSmaile – 200 punktów
_____
Autorami tekstu są Sann i Seferyn.
Bang! BANG! Bang!
Rozwalacie system tymi ogłoszeniami wyników