Katniss dowiaduje się, że...
Nie odezwała się przez resztę dnia. W chwili, gdy usłyszała o śmierci rodziców, wybiegła z gabinetu i pomknęła do wieży Ravenclaw. Nawet nie zarejestrowała biegu przez korytarz. Nie zwracała uwagi na krzyki. Po chwili już zamykała drzwi sypialni.
Oparła się o nie tyłem i odetchnęła ciężko. To nie może być prawda, nie może, oni muszą żyć! Jednak w podświadomości powoli kształtowała się myśl, która przerażała ją samą - to prawda. Już ich nie ma. Patrzyła otępiała w zachodzące za oknem słońce, które wesołymi barwami oświetlało chmury. Nie rozumiała dlaczego nadal świeci skoro już nikogo nie ma. Skoro została sama.
Dopiero gdy poczuła szturchnięcie w plecy, zdała sobie sprawę, że wciąż siedzi w tym samym miejscu pod drzwiami, gdzie usiadła parę godzin temu. Szybko wstała i odeszła usiąść na parapecie. Do pokoju weszły roześmiane Rose Icystone i Izabela Underground, najwyraźniej świetnie się bawiące. Pierwsza szepnęła coś na ucho drugiej i obie się roześmiały. Katniss czuła się coraz gorzej.
Ale za śmieszkami weszła jeszcze jedna osoba. Wysoka, czarnoskóra i z pięknymi, długimi włosami zaplecionymi w warkocz - Clio. Czarnowłosa omiotła pokój zaniepokojonym spojrzeniem, które w końcu trafiło na dziewczynę. Choć sama nie ruszyła się z miejsca, Clio natychmiast do niej podbiegła.
- Co się stało? - spytała z niepokojem, ale szybko umilkła na widok jej twarzy pogrążonej w bezgranicznym smutku,
- Nic takiego... - Starała się, żeby brzmiało to lekceważąco, ale jej nie wyszło.
- Kat... Naprawdę widzę, że coś się stało, ale jeśli nie chcesz powiedzieć, to... Trudno. Powiesz mi, kiedy będziesz chciała.
- Ale... Clio, ty nie rozumiesz, ja... muszę to przemyśleć...
- Ależ ja absolutnie nie mam do ciebie żadnych pretensji!
I odeszła. Może nawet nie była na nią obrażona, ale w takiej chwili zdawało jej się, że cały świat jest przeciwko niej, włączając w to jej najlepszą przyjaciółkę. Odwróciła się tyłem do nich wszystkich i dalej uparcie wpatrywała się w okno. Po chwili do jej uszu dobiegło miarowe chrapanie trzech koleżanek. Tylko ona nie spała. I dobrze, mogła wszystko spokojnie przemyśleć.
Nagle za oknem zobaczyła mugola, dwóch, trzech, czterech. Było ich coraz więcej i więcej, a wszyscy coś krzyczeli, coś nosili, albo ciągnęli za sobą. Nagle zrozumiała - chcą zaatakować Hogwart! Musi ostrzec dyrektora! Odwróciła się i zobaczyła, że drzwi zniknęły, a na ich miejscu pojawił się mugol z nożem, a ona nie miała różdżki...
Nagle mugol przemówił:
- Kat, wstawaj! Śniadanie! Kat! - Czemu on mówi jak Clio? - Kat!
Obudziła się i przez chwilę nie wiedziała czemu tak jej ciężko na sercu. A potem przypomniała sobie wczorajszy dzień i przez chwilę znów chciała zasnąć.
- Idź sama - powiedziała do ubranej już Clio.
- Mowy nie ma! Jak ty nie idziesz, to ja też!
- Nie zawracaj sobie głowy. Może mnie nie być też na lekcjach... To... na razie.
- Ale...
- Idź
Clio wyszła, zostawiając ją sam na sam ze swoimi myślami, a miała wiele do przemyślenia: rodziców, przepowiednię, wojnę i wiele różnych spraw. Ale przepowiednia nie mogła jej dotyczyć. W końcu nie była jakaś niezwykła... W Hogwarcie było mnóstwo osób półkrwi, nieprawdaż? Nagle zdała sobie sprawę, że zasnęła w ubraniu, czyli musi się przebrać i uczesać. Ubrała się i zaplotła grube warkocze, po czym stwierdziła, że teraz musi się nosić na czarno.
Nagle do pokoju wślizgnął się skrzat domowy, a konkretniej skrzatka, gwoli ścisłości.
- Dyrektor kazał do pani przekazać, psze pani - powiedziała, wręczając jej kawałek pergaminu.
- A na co mi kawałek pergaminu? - zapytała, nie mając ochoty na nic od Dumbledore'a.
- Och, nie, to nie jest zwykły pergamin, pani. To list, proszę niech pani przeczyta.
Katniss mozolnie otworzyła na wpół zgiętą kartkę i zaczęła czytać.
Droga Panno Evans!
Dobiegły mnie słuchy, że nie było Cię na pierwszej lekcji, czyli zielarstwie. Oczywiście w twoim stanie to całkowicie normalne i możesz śmiało czuć się zwolniona z lekcji. Mam prośbę: spotkajmy się zaraz w moim gabinecie, twoi rodzice, zanim umarli, zostawili mi coś dla ciebie.
Z poszanowaniem, Albus Dumbledore.
P.S: Wysyłam list przez Butkę, odeślij ją proszę z powrotem do kuchni.
P.S.S lubię lody żabioskrzekowe.
Katniss spojrzała znad listu na skrzatkę, czyli, jeśli dobrze zrozumiała, Butkę. Odprawiła ją do kuchni, po czym powoli ruszyła do gabinetu dyrektora. Po drodze spotkała Irytka próbującego wylać na nią atrament (spadaj, Irycie!), oraz Szarą Damę, którą minęła bez słowa. Nie została jej już długa droga.
Stanęła przed posągiem wiodącym do dyrektora i wypowiedziała hasło. Kamienna chimera odsunęła się ukazują kręcone schody, ale nie chciała po nich wchodzić. Nie wiedziała co ją tam czeka. I nie chciała wiedzieć. Może stało się coś jeszcze gorszego... Weszła. Pierwszy stopień, drugi, trzeci... Przestała liczyć, to i tak by nic nie dało. Zapukała do drzwi, mając nadzieję, że nikt nie odpowie. Rzecz jasna, dyrektor zaprosił ja do środka.
Pokój wyglądał dokładnie tak samo, jak gdy poprzednim razem w nim była. Zmieniła się tylko jedna rzecz - na biurku leżała koperta. Przez myśl przemknęło jej, że dość ma już listów, ale nie wypowiedziała tego na głos.
- Usiądź - powiedział dobrodusznie dyrektor, wskazując jej krzesło naprzeciw siebie.
Posłuchała i usiadła mu na przeciw. Jego oczy była aż zanadto przenikliwe.
- Cieszę się, że przyszłaś, myślałem że... zresztą nieważne. Rodzice zostawili to dla ciebie. Jeśli chcesz, możesz to przeczytać, jeśli nie - co jest mało prawdopodobne - możesz już iść.
Przeciągnęła wzrokiem po kopercie. A co jeśli dowie się czegoś jeszcze gorszego? Czegoś o czym nie wiedziała? A co jeśli?
Sięgnęła po kopertę i odwróciła ją, ponieważ wcześniej leżałam do góry nogami. Teraz widziała co było na niej napisane - Dla Clevleen Hablostan.
- To na pewno do mnie? - spytała.
- Na pewno.
Trochę się zawiodłam. Pomysł mi się podobał i z chęcią zajrzałam do kolejnej części, ale fick za dobry nie jest, wiele brakuje. Początek był nawet, nawet, poczułam to co targa bohaterką, więc ten fragment się sprawdził, ale dalej już nie było tak kolorowo. Wszystko jest takie nijakie i zgubiłam się. przychodzą koleżanki, śmieją się, potem wchodzi zaniepokojona przyjaciółka tak nagle odchodzi, potem wszyscy śpią... Więcej opisów! Więcej emocji! Dlaczego przyjaciółka była smutna? Dlaczego tamte się śmiały? Może jakiś stosunek bohaterki do koleżanek? Dużo można wymyślić. Pododawaj coś, bo takie suche czynności bez większego znaczenia nie brzmią najlepiej.
Kolejna rzecz. Dumbledore... nie wiem czy chciałaś go zrobić na podobieństwo książkowego Albusa, czy to tylko Twoja wizja, ale mi on bardzo nie pasuje.
Było też trochę powtórzeń, kilka magicznie poskręcanych zdań i trochę krótki ten rozdział. Ogólnie tekst wygląda na bardzo niedopracowany, jakbyś go nie czytała przed dodaniem. Najlepiej po kilkakrotnym przeczytaniu podesłać komuś tekst. Jak ktoś obiektywnie na niego spojrzy, to na pewno wychwyci więcej błędów i niedociągnięć niż sam autor.
Nie poddawaj się i pisz dalej. Czekam na kolejną część, mam nadzieję, że będzie lepsza i dłuższa.