Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Prefix użytkownikaAnastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 5 cz. ...

Tytuł: Rozdział 5 cz. 2 - Zakupy na Ulicy Pokątnej
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona spędza weekend w Norze, gdzie dostaje listy z Hogwartu, po czym wybiera się na zakupy na...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 5 cz. ...

Tytuł: Rozdział 5 cz. 1 - Zakupy na Ulicy Pokątnej
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona spędza weekend w Norze, gdzie dostaje listy z Hogwartu, po czym wybiera się na zakupy na...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 4 cz. ...

Tytuł: Rozdział 4 cz. 2 - Podróż do Australii
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona wraz z Ronem wybierają się do Australii, aby odszukać rodziców Hermiony i przywrócić im ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 4 cz. ...

Tytuł: Rozdział 4 cz. 1 - Podróż do Australii
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona wraz z Ronem wybierają się do Australii, aby odszukać rodziców Hermiony i przywrócić im ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 3 - Se...

Tytuł: Rozdział 3 - Sekretne spotkanie
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W głębi Zakazanego Lasu dochodzi do spotkania dwóch poszukiwanych śmierciożerców. Omawiają plany ...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 2 cz.2...

Tytuł: Rozdział 2 cz.2 - Propozycja Ministra Magii
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie trwają ostatnie prace mające na celu przywrócenie zamku do dawnej świetności. Nowy mi...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 2 cz.1...

Tytuł: Rozdział 2 cz.1 - Propozycja Ministra Magii
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie trwają ostatnie prace mające na celu przywrócenie zamku do dawnej świetności. Nowy mi...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 41
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
48,165 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 303
Było: 16.01.2023 02:39:51
Napisanych artykułów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjęć w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,913
Postów na forum: 319,529
Komentarzy do materiałów: 221,977
Rozdanych pochwał: 3,327
Wlepionych ostrzeżeń: 4,169
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1103
uczniów: 4220
Hufflepuff
Punktów: 310
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejęła Hogwart i okolice, śnieg mocno sypie, ale to Cię nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz się, co ciekawego można robić w weekend:

Bitwa na śnieżki to jest to! Może "zupełnym przypadkiem" oberwie od nas przechodzący obok Snape.
10% [6 głosów]

Plan to brak planu. Będę leżeć w łóżku, pić kakao i plotkować ze współlokatorami z dormitorium.
38% [23 głosy]

Mój nos utknie głęboko w książkach. Tylko pani Pince będzie mnie mogła odgonić od czytania.
15% [9 głosów]

Wymknę się cicho do Miodowego Królestwa. Najwyższa pora uzupełnić zapasy słodkości.
8% [5 głosów]

Postraszę we Wrzeszczącej Chacie. Uwielbiam oglądać miny przechodniów, kiedy wydaje im się, że uciekają od duchów i upiorów.
13% [8 głosów]

Każda pogoda jest dobra na Quidditcha. Śnieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
15% [9 głosów]

Ogółem głosów: 60
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 25.05.2023 o godzinie 18:56 w Sala OPCM
Miotła i uprzedzenie
Podstawowe informacje:
Gatunek: Inne
Ograniczenie wiekowe: b/o
Przeczytano 2292 razy.
Moja praca z półfinału IV Turnieju Fan Fiction.

Wyobraźcie sobie jęczącego, przerażonego nastoletniego blondyna na miotle wyścigowej, lawirującego bez ładu i składu między halabardami sosen, z boa dusicielem owiniętym wokół szyi i mandragorą pod pachą. To właśnie ja.

Przedstawię się może... Unik! Było blisko. A więc, jestem (skręt w prawo i rzut okiem oraz mandragorą) Scorpius Ma(aandragora)! Po kiego Merlina puściłem doniczkę?! Wracając, to ja, Scorpius Hyperion Malfoy. Na razie wystarczy Wam wiedzieć, że kompletnie nie znam się na lataniu na miotle, dusiciel jest oswojony, a wszystko z winy Albusa (gałąź, cholibka)! Cofnę się wyimaginowanym zmieniaczem czasu o cztery godziny. Bowiem, rzecz jasna, nie posiadam tego z czwartego roku (Al nie chce mi wyjawić, gdzie go schował). O! Już jesteśmy. Za mną, do środka!

Godzina 7:30, jadalnia Dworu Malfoy'ów

Dzień zapowiadał się wspaniale. Przez wąskie szpary okien sączyło się ciepłe światło słońca, mój ojciec doprawiał różdżką apetycznie wyglądające śniadanie. Ale najważniejsze było to, że niedługo miał odwiedzić nas Albus - według jego sowy, wpadł na pewien pomysł, jednak chciał mi go przedstawić osobiście. Znając Pottera, spodziewałem się niekonwencjonalnych, kontrowersyjnych i ryzykownych planów, lecz to, co usłyszałem, sprawiło, że przypomniałem sobie o kolacji. Naprawdę, już mówię, co mam na myśli.

Gdy Albus przybył świstoklikiem na dziedziniec, w niepamięć poszły SUM-y, zgubione galeony i niechybny koniec wakacji. Przywitawszy się, ruszyliśmy ku tyłom Dworu, żeby w spokoju omówić tajemniczy pomysł. Już chcieliśmy wyciszyć rozmowę Muffliato, jednak wtem doszedł nas głos mojego taty, ukrytego w cieniu drzewa. Wzdrygnęliśmy się.
- Co znowu knujecie? Po co wam Felix Felicis? - spytał zadziwiająco poważnie.
Felix Felicis? Spojrzałem na Albusa, ten jednak wzruszył ramionami. Wtedy ojciec uśmiechnął się i rzekł:
- No, to żartować nie można? Chciałem się tylko przywitać z Alem. Ale grandzić wam nie radzę.
Uff! Odwzajemniliśmy uśmiech. Przyjrzałem się dokładniej ubiorowi ojca. Ciemnozielone odcienie, szykowna tiara do kompletu i wysmukła laska mojego dziadka. Kolejni goście? Tata zauważył zdziwienie na mojej twarzy i pospieszył z wyjaśnieniami:
- Dzisiaj w naszym Dworze odbędzie się kameralne spotkanie pracowników Ministerstwa, musimy omówić parę niecierpiących zwłoki spraw. Będziecie musieli sami zaplanować sobie czas, rozumiecie, chłopcy?
Pokiwaliśmy głowami, a gdy ojciec deportował się z polany za Dworem, Albus odetchnął i zaczął tłumaczyć.

Krótko mówiąc, chodziło o skarb. Tak, tak, wiem, że brzmi to dziwacznie - dwóch piętnastoletnich czarodziejów bawi się w poszukiwanie galeonów. Otóż, tu nie o klasycznej skrzyni z pieniędzmi - skarbem był rzekomy spadek po wujach Weasley.
- Pomyśl tylko - rzekł do mnie konspiracyjnym szeptem Albus - Niedopracowane receptury i mapy, nietestowany ekwipunek, który - w dobrych rękach - może być o wiele skuteczniejszy i bardziej spektakularny od asortymentu, który sprzedawali! Pamiętasz, jak wujek Ron opowiadał o widowisku z petardami i ich ucieczce? Wyobraź sobie, co możemy tam znaleźć.
Nie wiedziałem, do czego zmierzał. Po co nam Omdlejki Grylażowe czy Petarda Grzmotu Thora?
- Chcę przygotować coś na urodziny taty. Nie będę robić laurek, bo w końcu jesteśmy szóstoklasistami. Ale mały pokaz, to już coś. Zawsze można przećwiczyć na twoim ojcu.
No dobra. Prezent urodzinowy. Widowisko. Okey. Ale co JA miałem z tym wspólnego?
- Jest jednak mały problem. Według plotek, skarbu strzegą jakieś kreatury, które można zwalczyć pewnym eliksirem. A teraz słuchaj, potrzebujemy martwej akromantuli, wyciągu z mandragory i...
Co? Jeszcze nic nie ustaliliśmy.
- Poczekaj, Al! - przerwałem mu - Nie wyraziłem... - nie pozwolił mi skończyć.
- Jak to? Przecież zawsze takie sprawy załatwiamy wspólnie. Będzie bezpiecznie, Rita pisała, że...
Ach, to plotki Rity Skeeter! Teraz naprawdę zacząłem się niepokoić, o jakie kreatury chodziło, jeżeli w ogóle istniał jakiś skarb.
- Rozumiem, że chcesz sprawić ojcu niespodziankę, jednak mój tata nie pozwoli mi wybrać się na poszukiwania strzeżonych przez potwory fajerwerków. Ostatnim razem, gdy poszliśmy się "bawić", spaliliśmy pół wioski, nie pamiętasz?
- Po czym zostawiliśmy smoka w spokoju i wymazaliśmy wszystkim pamięć- mruknął Al.
Słońce wschodziło wyżej i prześwitywało delikatnie przez drzewa. Usłyszeliśmy nowe, przytłumione przez budynek głosy kolegów mojego ojca.
- Proszę, zrób to dla mnie - kontynuował błagalnym tonem - Wyłącz na chwilę rozsądek i nie myśl o tym, co powie Draco Malfoy.
Westchnąłem bezradnie. Skoro przyjaciel prosił, nie mogłem odmówić. Spojrzałem na Albusa, a ten przybił mi radośnie piątkę. Wiedział, że się poddałem.

Odetchnąłem parę razy i nacisnąłem mahoniową klamkę. Drzwi skrzypnęły, ujawniając ożywioną dyskusję kilkorga czarodziejów, którym przewodniczył Draco Malfoy. Gdy mnie dojrzeli, nagle zaległa cisza, a pochylony nad podłużnym stołem ojciec podniósł głowę; w jego oczach widziałem dwa wielkie znaki zapytania. Odchrząknąłem.
- Tato? - powiedziałem trochę zbyt piskliwym głosem.
Gospodarz Dworu gestem ręki przeprosił na chwilę pozostałych gości i posuwistym krokiem ruszył w moją stronę.

Wyszliśmy na korytarz pokryty podobiznami węży.
- No i? Słucham - zaczął ojciec. W jego głosie słychać było lekką irytację.
- Przepraszam, że ci przeszkadzam... Mam pytanie. Czy mógłbym pożyczyć miotłę?
- Chcecie iść z Alem na korepetycje z latania? - powątpiewająco spytał lub stwierdził, sam nie byłem pewien.
- Eee, tak jakby - odparłem niezwykle inteligentnie - Do szkolnej drużyny i tak się nie dostaniemy, ale warto spróbować - bezskutecznie szukałem jakiejś sensownej wymówki. Z trudem ukryłem zaskoczenie, kiedy ojciec położył tylko rękę na moim ramieniu i powiedział:
- Wszystko dla ciebie, Scorp. W kuchni jest klucz do schowka, wybierzcie sobie porządne miotły. Tymczasem muszę wrócić na spotkanie. Widzimy się później.
Gdy zniknął z powrotem za drzwiami, poczułem wyrzuty sumienia. Okłamałem tatę, który naprawdę uwierzył, że chcemy nauczyć się lepiej latać. Policzki wciąż mnie paliły ze wstydu, kiedy szukałem poczciwego Nimbusa 2000. Następnie prędko opuściłem Dwór i dołączyłem do czekającego na zewnątrz Albusa.

Tam sprecyzował, o co mu chodzi. "Spadek" po wujach znajdował się w kompleksie jaskiń, położonym półtorej godziny lotu na miotle od rodzinnej rezydencji. Składniki eliksiru przeciw strażnikom w większości były dość łatwo dostępne (bezoar z gabinetu profesora, parę dziwnych roślin ze Śmiertelnego Nokturnu), jednak dwóch Albus jeszcze nie skompletował.
- Musisz przynieść mandragorę i akromantulę, najlepiej nieżywą - spokojnie mnie instruował.
To chyba żarty. Nie dalej, jak wczoraj na kolację ojciec wyczarował akromantulę w sosie a'la Draco. Potraktowałem ją wtedy dyskretnie Evanescą (wybacz, tato, nie gustuję w surowych pająkach). Później okazało się, że chodziło o głupi zakład. Tata przegrał. Nie wnikałem w szczegóły. Gdybym poczekał z unicestwianiem stwora, mielibyśmy jeden kłopot z głowy.
A więc - tak, co tydzień kradnę agresywne rośliny i uśmiercam jadowite pająki. Norma.
- Przygotuję wtedy eliksir, a później polecisz do tych jaskiń, pozbędziesz się potworów i wrócisz ze skarbem. Proste? Proste!
Chyba dla Ala! Czy on w ogóle liczy się z moim zdaniem?
- Czyli czarną robotę mam wykonać ja, podczas gdy ty będziesz tu warzył eliksir w kotle? - podsumowałem krótko i sceptycznie.
- No widzisz, jak dobrze się rozumiemy - niezniechęcony Albus dalej się uśmiechał, a ja w duszy przeklinałem swoją uległość. Chwilę później znajdowałem się już dziesięć metrów nad ziemią.

Godzina 11:30, Gdzieś w Przestrzeni

I w ten sposób wracamy do punktu wyjścia. Znacie już moją historię. Daruję Wam opis napadu na ogródek profesora Neville'a w celu zdobycia mandragory (co, jak już wiecie, skutkowało tym, że i tak zgubiłem ją w locie) oraz polowanie na akromantulę (musiałbym poświęcić na to cały zwój pergaminu). Powiem jedynie, że po uśmierceniu ostatniego składnika nieuważnie rozwścieczyłem pewnego smoka. Nie pytajcie, co tam robił. Teraz też się nad tym nie zastanawiam. Muszę uciekać - jak długo utrzymam się na miotle? To się prędzej czy później okaże.

Kwestia ta rozstrzygnęła się wcześniej, niż przypuszczałem. Wierzgałem na Nimbusie, który zachowywał się kapryśniej od najbardziej złośliwego byka z mugolskiego rodeo, gdy wtem usłyszałem przeraźliwy ryk, niewyobrażalne masy powietrza zdmuchnęły mnie brutalnie z kija i chwilę później siedziałem na twardej skale. Tęsknym spojrzeniem wodziłem za miotłą, która sunęła dalej przed siebie kilkaset metrów wyżej, aż zniknęła z pola widzenia. Wszystko stało się w ułamku sekundy. Jedno było pewne - smok zostawił mnie w spokoju, a do domu wracam na piechotę.

Zgubiłem nie tylko miotłę i mandragorę, ale również drogę. O ile jakoś orientowałem się w planie okolicy z lotu ptaka, tak z tej, hm, przyziemnej perspektywy łatwo myliłem poszczególne obiekty, nie zdając sobie z tego sprawy. Czy to tu testowaliśmy nasze autorskie Formułki Chuligana (uroki na każdą okazję i na każdego nauczyciela, za jedyne dwa galeony)? A może wylądowaliśmy tu z tatą, błądząc w poszukiwaniu stadionu Quidditcha? Nie wiedziałem. A Dusiflora, oswojony wąż, którego zabrałem ze sobą z podwórka profesora Longbottoma, pogarszała tylko sytuację, zaciskając się coraz mocniej wokół mojej szyi. Wyobraźcie więc sobie z powrotem nastoletniego i przerażonego blondyna, tym razem siedzącego na skale. Wokół mur wysokich sosen, uginających się groźnie ku dołowi. Co byście zrobili na moim miejscu? Straciliście połowę składników (brzmi dramatyczniej niż: jeden składnik), Wasza miotła uciekła, nie wiecie, gdzie jesteście, a przyjaciel czeka, aż wrócicie. Wystrzelilibyście czerwone iskry z różdżki? Weszlibyście na najwyższe drzewo, żeby zorientować się w okolicy? Wysłalibyście patronusa do przyjaciela? Pewnie tak, jednak ja postanowiłem dalej szukać skarbu. Najwyraźniej przez upadek straciłem kompletnie rozum.

Nie, tak naprawdę czułem, że coś mnie wzywa. Coś dawało mi słaby sygnał, żebym za nim podążał. Ciche... Bzyczenie??? Westchnąłem. Nic mnie nie wzywało. Wokół ociężale krążyła mucha. I wtedy usłyszałem inny dźwięk. Aż podskoczyłem, bo przerażający jękokrzyk należał do mandragory, a te piszczą wyjątkowo nieznośnie. Wyczarowałem nauszniki. Zdecydowałem, że poszukam źródła zawodzenia, lecz nie przeszedłem więcej niż trzydzieści kroków, kiedy odnalazłem tę diabelską roślinę, przebierającą w powietrzu stwardniałymi korzeniami rąk. Podniosłem doniczkę (mandragora przywitała mnie ugryzieniem w dłoń), po czym zamarłem. Obok, w skale, ziała czarna otchłań, której pilnowały sklątki tylnowybuchowe. Odnalazłem wejście do jaskinii. Świetnie! Niestety strażnicy nie podzielali mojego zachwytu.

***


Oczami Dracona Malfoy'a

Kiedy Scorpius spytał mnie, czy może pożyczyć miotłę, trochę się zdziwiłem, w końcu stronił od latania, jak od ryb, co znaczy, że unikał tego na wszelkie sposoby. Nie myślałem nad tym długo, czas mnie gonił. Gdy zakończyłem spotkanie, postanowiłem jednak zajrzeć na podwórze. Z wrażenia ugięły się pode mną nogi i musiałem podeprzeć się na lasce, gdyż to, co tam ujrzałem, śmiało można by uznać za halucynacje. Po środku stał cynowy kocioł, z którego buchały opary różnych barw i zapachów. Co chwila z gara ubywało parę kropel mikstury, które plamiły marmurowy chodnik. Nad nim widniała sylwetka Albusa Pottera, mieszającego z poświęceniem w naczyniu, a obok niego leżało zbiorowisko przedmiotów, które śmiało określiłbym mianem Podręcznego Zestawu Małego Pirotechnika. Zamknąłem i na powrót otworzyłem oczy, jednak nic się nie zmieniło. Albus mnie dostrzegł i zdezorientowany, przestał mieszać w kotle. Syn Pottera nadal się nie poruszał, więc zagaiłem:
- Odrabiamy pracę domową z eliksirów?
Chłopak przełknął ślinę. Widziałem, że intensywnie myślał nad tym, co mi powiedzieć. Wreszcie się przemógł:
- No tak... Nie do końca.
I zalał mnie potokiem słów, które musiałem prędko logicznie uporządkować. Gdy skończył, nie miałem ani chwili do stracenia. Później porozmawiam z Albusem. Teraz czas ratować Scorpiusa. Wskoczyłem na pierwszą lepszą miotłę i pognałem śladami syna, co wbrew pozorom było dość łatwe - co trzecia sosna miała zmiażdżoną doszczętnie koronę. Czegoś takiego mógł dokonać tylko Scorp.

Daremnie wypatrywałem znanej mi dobrze blond czupryny. Zniżyłem trochę lot i wtem poczułem delikatny zapach siarki. To znaczy, sam w sobie był aż zbyt intensywny, ale wiedziałem, że już od dłuższego czasu wisiał w przestrzeni. Smok? To bez sensu! Jednak znając Scorpiusa, mogłem się nawet spodziewać zmutowanej, latającej harybdo-hydry o głowach bazyliszka. Tak, mój syn miał niespotykaną skłonność do przyciągania nieprawdopodobnych kłopotów dużego kalibru. Postanowiłem wylądować. Od czegoś trzeba zacząć.

Teraz, kiedy stąpałem po ziemi, wszystko zdawało się być zatrważająco podobne do siebie. Sosna do sosny, ścieżka do ścieżki, zakręt do zakrętu. Ustaliłem różdżką północ. Dobrze, czyli szedłem na południowy wschód. Uważnie się rozglądałem wśród gąszczu, szukając czegoś, co wskazywałoby na to, że podążałem za Scorpem. Błeh! Obrzydliwa mucha. Zaraz... Zatrzymałem się. W glebie widniały odciśnięte ślady butów, prowadzące w mniej cywilizowany las. Chwilę później usłyszałem irytujący i przyprawiający o utratę zmysłów pisk i skrzek zarazem. Czy to mandragora? Podbiegłem w stronę, z której dochodził dźwięk; ślady również tam prowadziły. Dotarłem na niewielką polanę, w której centrum w ziemię wrastały ogromne skały. Pomiędzy nimi ujrzałem ciemną, głęboką dziurę. U "progu" wejścia do jaskini, gdyż domyśliłem się, że to miejsce, o którym opowiadał mi Albus, leżała para martwych sklątek tylnowybuchowych, jednak nie zauważyłem pozostałości po walce. Mandragora nadal wrzeszczała. Leżała niedaleko, więc podszedłem bliżej i uciszyłem ją Silencio. Najwyraźniej potwory zabił właśnie koloraturowy sopran rośliny. Nie poświęcając więcej uwagi monstrom, wkroczyłem w ciemność, gdzie na rozwidleniu skręciłem w prawo. I stanąłem oko w oko z dawną nemezis.

***

Godzina popołudniowa nieznana, Zaułek Glizdogona


Nie wiem, ile czasu błądziłem w pieczarach i korytarzach, jednak wystarczająco długo, żeby zorientować się, że nawet przy pomocy różdżki nie wydostanę się z jaskini, nie znając planu labiryntu. Jak się tutaj dostałem, skoro musiałbym pokonać dwie sklątki tylnowybuchowe, a nie słuchałem podczas lekcji o poskramianiu tych stworzeń, spytacie? Otóż było to prostsze niż mogłoby się wydawać - oszołomiłem obu strażników, a następnie wskoczyłem z całym, skromnym dobytkiem do otworu w skale, czego wcześniej w ogóle nie przemyślałem. Potwory zostawiłem na pastwę skrzeku mandragory, a sam ruszyłem w jedynym możliwym kierunku - przed siebie. W chwili obecnej przebywałem w komnacie, którą nazwałem wdzięcznie Zaułkiem Glizdogona, gdyż wszędzie roiło się od szczurów. Ech. Jak nisko upadłem - siedziałem dobrowolnie w królestwie tych gryzoni i nie próbowałem w żadnej mierze zmienić swojego położenia na lepsze. Krótko mówiąc, poddałem się. Nie! Co ja wyprawiam? Ja tak nie postępuję! Walczę do końca. Nie tchórzę i nie wyrywam się bezmyślnie z głupim heroizmem (nie licząc dzisiejszego dnia, choć - jak wiecie - wszystko to wina Albusa). Wstałem w porę, gdyż kamienie, które służyły mi za krzesło, w okamgnieniu osunęły się w dół o półtora metra. Usłyszałem ciche echo: ...pius! Pius! Pius! Znałem ten głos! To...

***

Krótko Po Wejściu Do Jaskini, W O-błędnym Korytarzu


Przede mną stała ona. Ściana. Ta nieprzenikalna bariera, która prześladowała mnie od niepamiętnych czasów w chwilach bezradności. Czy to w fizycznej, czy mentalnej formie. Ślepy zaułek. Musiałem się cofnąć i wybrać inną drogę. Myśl jak Scorpius, pouczałem siebie. Wybrałem korytarz na chybił-trafił i znalazłem się w oświetlonej grocie. Skąd pochodziło owo światło, nie wiedziałem. Sprawdziłem, czy nadal posiadałem różdżkę. Rozejrzałem się. Miałem trzy drogi do wyboru. Jasną, ciemną i zarośniętą stalagnatami niczym dzikim pnączem. Usiadłem na brzegu niewielkiego, podziemnego jeziora i wtem usłyszałem:
- Tato?
Scorpius! Ale skąd dochodził jego głos? I czemu nie niósł się echem po korytarzu? Czyżbym zwariował? Uznałem, że wołanie to wytwór mojego zmęczonego umysłu. Nie pozostało mi więc nic innego, jak odpowiedzieć w ten sam sposób.
- Synu! Jestem tutaj! - krzyczało moje serce.
- Gdzie jesteś? - pozwoliłem wyobraźni podtrzymywać tę niemą rozmowę.
- W jaskini z jeziorem. A ty? - odparłem.
- W jaskini z jeziorem - usłyszałem smutny głos niby-syna.
- Czekaj tam na mnie, idę do ciebie! - nie wiem, dlaczego zwracałem się tak do samego siebie; musiałem być naprawdę zdesperowany.
- Idźmy ku centrum labiryntu, tam się spotkamy! - jakbym słyszał Scorpiusa. Nigdy nie trwał biernie w miejscu. Zacząłem mieć wątpliwości, czy naprawdę nie rozmawiałem z synem.
- Trzymaj się, Scorp! - i popędziłem intuicyjnie rozświetlonym korytarzem.

***



Nie wierzyłem własnym uszom. Ojciec w jaskini? To znaczy, że rozmawiał z Albusem i wiedział, że go okłamałem. Nie myślałem teraz jednak o konsekwencjach. Ruszyłem przed siebie, mijając setki takich samych korytarzy. Co chwilę pytałem go, gdzie jest. Za każdym razem odpowiadał: w jaskini z jeziorem. Na Merlina, czy cały labirynt składał się z jaskiń z jeziorami?! Pędziłem jednak niestrudzenie, aż dotarłem do groty nowego rodzaju. Świetnie. Zamiast jeziora, wewnątrz znajdował się potwór nadzwyczajnej brzydoty. Stanąłem za rogiem komnaty skalnej i zawołałem szeptem w myślach do taty. Nie wiem, czemu ściszyłem głos, skoro nikt mnie i tak nie słyszał.
- W jaskini jest jakiś stwór! Co mam robić?

Draco Malfoy:
Wiedziałem, że Scorpius był przerażony. Potwór, według opisu, miał głowę i szczypce homara, ogon rekina, tułów ośmiornicy i pancerz ogromnej krewetki. Każdy mógłby się jego przestraszyć, nie mówiąc już o kimś, kto nienawidzi owoców morza. Albus poinformował mnie, że do eliksiru potrzebowali jeszcze mandragory i akromantuli, więc Scorp dosłownie poleciał zdobyć te składniki. Mandragora leżała przed wejściem do jaskini, ale pająk...
- Nie zgubiłeś jeszcze akromantuli? - zawołałem w myślach.
- Nadal mam ją w kieszeni - Scorpius zdawał się dziwić samemu sobie - Dlaczego pytasz?
- Pamiętasz, co przyrządziłem wczoraj na kolację? - odpowiedziałem z uśmiechem pytaniem na pytanie. - Niech ta zmutowana ryba zasmakuje akromantuli a'la Draco!
Nie musiałem widzieć miny Scorpiusa, żeby wiedzieć, że wyrażała zarówno wstręt, jak i radość. Kolację podano.

***

Potwór szybko pożarł pająka. Później role się odwróciły - akromantula powoli niszczyła kreaturę trucizną od wewnątrz. Mogłem spokojnie przejść przez komnatę, a to, co ujrzałem, sprawiło, że odetchnąłem z ulgą i niemal krzyknąłem z radości. Przede mną, pośrodku obszernej groty stała stara skrzynia, z zamkiem pokrytym subtelną patyną czasu. Obserwowałem wszystkie dwanaście wejść do jaskini, czekając na przybycie ojca. Zawołałem w myślach:
- Tato! Odnalazłem skrzynię! Wszystko w porządku?
- Nie!
Przeraziłem się tą odpowiedzią. Jeżeli Draco Malfoy mówił, że nie jest dobrze, oznaczało to wielkie niebezpieczeństwo.
- Coś mnie goni! Wciąż się zbliża!
W panice rzucałem kamienie do - a jakże by inaczej - jeziorka. Nie. Nie będę tchórzyć.
- Rób, co mówię! - zawołałem.
- Ale...
- Zaufaj mi! W prawo! - zamknąłem oczy i (nie wiem, jakim cudem) widziałem to, co mój ojciec.
- W lewo! Zawróć! prosto! W prawo! Unik! W górę! W prawo! Zawróć! W dół!
Tata bez szemrania wykonywał moje polecenia. Dziwnie się czułem, rozkazując mu. Gdy powiedziałem ostatni raz: w górę, wskoczył do groty ze skrzynią. W ostatniej chwili rzuciłem Drętwotę na sylwetkę potwora. Na zawsze pozostanie w tym korytarzu.

Tata nie puszczał mnie z objęć. Nie wyrywałem się. W końcu podeszliśmy do skrzyni. Spróbowałem Alohomory, a gdy ta nie zadziałała, ojciec bez uprzedzenia zbombardował zamek. Każdy sposób dobry, byleby zadziałał.

Zajrzałem do środka. Znajdowała się tam kartka, a na niej: z serdecznymi pozdrowieniami, Rita Skeeter. Niech to! Daliśmy się nabrać.
- Przynajmniej nauczyłeś się panować nad miotłą - spróbował zażartować tata.
Moja sceptyczna mina jednoznacznie temu przeczyła.

***

Wieczór, Pokój Scorpiusa


Po powrocie byliśmy zbyt zmęczeni, by rozmawiać o zdarzeniach tego dnia. Porozmawiamy jutro. Położyłem kartkę od Rity na szafce nocnej, a Dusiflora odpełzła. Może szukała mandragory Neville'a? Kto wie...

Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaKlaudia Lind  dnia 15.08.2017 21:19
Zacznę od tego, że ta praca zapadła mi chyba najbadziej w pamięć z kilku powodów. Po pierwsze było w niej bardzo dużo akcji, a ja lubię takie przygodówki;) Po drugie musiałam mocno się skupić, żeby skumać wszystko, o co w niej chodziło. Po trzecie praca ta zyskała sporo krytyki, wg mnie niesłusznej. Po czwarte mówiło się, że to praca niekanoniczna. Ja, jako osoba która dopiero czyta Harrego Pottera i nic nie wie o dziele pod tytułem Przeklęte Dziecko jestem zadowolona z tego co przeczytałam i nie porównuje tego z kanonem czy czymś tam innym. Mnie się podoba, szczególnie, że jest przemyślana i wydaje mi się, że autorka poświęciła na tą historię sporo (ograniczonego) czasu:)
avatar
Prefix użytkownikaRue Riddle  dnia 17.08.2017 22:43
O rany xD
Nigdy nie zapomnę jak zjechałam tą pracę z góry na dół w turnieju Przepraszam
Nie żeby była zła, bo napisana jest ładnie i lekko się ją czyta, taka lektura na nudę:)
Przyczepiam się jefnak ponownie do mandragory co nie wiedzieć czemu nie zabija, i do nie Draconowatego Draco:(
Ale ogólnie to praca na +Love
avatar
Angelina Johnson  dnia 18.08.2017 11:05
Ja mam do tego ficka mieszane uczucia. Bardzo mi się podobał do momentu, aż Draco i Scorp szukali siebie w labiryncie jaskiń. Było to już dla mnie trochę nad wyrost. I fakt, Draco dla mnie w ogóle nie przypominał Draco, a ludziom raczej charakter nie zmienia się o 180 stopni ;D

Mimo to chciałabym podkreślić, że jest to jedna z nielicznych prac całego IV Turnieju Fan Fiction, którą zapamiętałam. Serio. Większość prac była nudna i pisana na jedno, dramatyczne (haha) kopyto. Tutaj w końcu znalazłam coś zupełnie innego. Przygoda była ciekawa, choć dla mnie trochę karykaturalna, czytało mi się szybko i w sumie przyjemnie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Wróg ciemnej strony
24.02.2024 15:00
Anastazja Schubert, w takim razie wolę żeby wszystko było po staremu, nie będę brał odpowiedzialności za destrukcję strony xD

Pracownik departamentu
24.02.2024 00:29
Morfin, znasz się na tym?Szczerze,pytał
am się kilku osób,czy dałoby się włamać na stronę,żeby zrobić zabezpieczenia, ale usłyszałam, że może się udać i będzie git,a jak się nie uda, to wywali wszystko

Wróg ciemnej strony
22.02.2024 08:29
to może na odwrót? może dałoby się skopiować skrypt nadający rangi i zmienić jego treść tak, by dawały jakieś inne, normalne rangi i włączyć go na kilka dni?

Harrych świąt!
21.02.2024 14:33
a ja będę życzyć harrych świąt w 17 roku obecności na stronie

Harrych świąt!
21.02.2024 14:33
rangi nie działają, jak chyba już większość opcji, więc do końca żywota hpneta będziesz śpiewać o hipogryfach

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59641 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 57436 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45329 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 38928 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36761 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjęcie
Rasputin
Dodał: Prefix użytkownikagne
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2024 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.26