Pierwsza praca pisana na Turniej FF. Dedykuję ją Angelinie Johnson, która niejednokrotnie, prawdopodobnie nawet o tym nie wiedząc, natchnęła mnie do pisania. Dziękuje :*
„Mamy tylko jedną szansę by żyć. Jedną szansę by być szczęśliwi, by marzyć, by wciąż odkrywać nowe rzeczy. Wszystko wydaje się być proste, ale przecież w rzeczywistości tak nie jest. No bo jak można się uśmiechać, kiedy krwawi serce, jak można żyć, kiedy ktoś, kogo kochamy, odchodzi.”
Kyra odsunęła pióro od ledwie zapisanej kartki papieru, te kilka zdań wyrażało jej dzisiejszy nastrój. Nie mogła już dłużej tłumić w sobie emocji, pragnęła je z siebie wydostać i wreszcie móc się uśmiechnąć, tak szczerze. Nic to jednak nie dało, wręcz przeciwnie, smutek znów zaczął ją dusić ze zdwojoną siłą. Wstała gwałtownie, wylewając atrament na kilka zapisanych słów. Nie zwróciła na to uwagi i wyszła z Pokoju Wspólnego Ravenclawu. Biegnąc korytarzem, nie myślała o tym gdzie idzie, ani czy któryś z nauczycieli ją zobaczy, pozwoliła ponieść się swoim nogom po prostu przed siebie. Chłodny powiew nocnego powietrza owiał jej twarz, wreszcie mogła odetchnąć. Stanęła przed zamkiem, chłonąc jesienny obraz hogwarckich błoni, ale to nie jasne jezioro przyciągnęło jej uwagę, a ciemny zarys Zakazanego Lasu. Niewiele myśląc, udała się w tamtą stronę. Będąc tuż przy pierwszej linii drzew, ocknęła się nagle i spojrzała w stronę jeziora. Biały, marmurowy grób odznaczał się na tle ciemnego nieba. Leżał tam Albus Dumbledore, jeden z największych dyrektorów Hogwartu. Wiele o nim słyszała i uważała, że niektóre opowieści są bardzo naciągane. Tuż obok niego stał pomnik, na którym wypisane zostały nazwiska wszystkich osób, które zginęły w Bitwie o Hogwart. Mimo iż te wydarzenia miały miejsce prawie pół wieku temu, to miejsce sprawiało, że nadal czuło się zgrozę tamtych wydarzeń. Kyra często się tam udawała, siadała na trawie i rozmyślała. Dwie osoby na tej liście były jej wyjątkowo drogie, mimo że nigdy ich nie poznała: Remus i Nimfadora Lupin, jej babcia i dziadek. Teraz powinno pojawić się tu jeszcze jedno nazwisko: Teddy Lupin… Kyra nie lubiła nazywać go tatą, zawsze zwracała się do niego po imieniu, uważała że tak brzmi to o wiele lepiej.
- Ted! Chodź wreszcie, bo spóźnimy się na pociąg! – Kyra nie mogła się już doczekać powrotu do Hogwartu. Piąty rok oznaczał SUM-y, ale dziewczyna wiedziała, że da sobie rade. Do odjazdu pociągu zostało tylko pół godziny, a oni nie byli nawet w połowie drogi. Mężczyzna wreszcie wyszedł z domu, trzymając za rękę żonę.
- No nareszcie. Mamo ty też jedziesz z nami? – zapytała zdziwiona dziewczyna, ponieważ Victorie’a nigdy nie chodziła z nimi. Nie podobał jej się ten pomysł, zawsze robiła to tylko z tatą, to był ich rytuał.
- Tak, kochanie – odpowiedziała spokojnie kobieta i uśmiechnęła się do córki, nie zwracając uwagi na jej sprzeciwy, a Ted puścił do niej oko. Razem udali się na peron dziewięć i trzy czwarte. Gdyby Kyra wiedziała, że to jej ostatnie spotkanie z ojcem, chciałaby żeby byli sami.
Wspomnienie sprawiło, że w oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Odwróciła się gwałtownie i weszła do Zakazanego Lasu. Nie bała się, ponieważ bardzo łatwo mogła się schować; podobnie jak tata i babcia była metamorfomagiem. Szła przed siebie, nie wiedząc gdzie idzie, łzy sprawiły, że prawie nic nie widziała, więc poruszała się w ciemności. Co chwile wpadała w krzaki i obijała się o gałęzie drzew. Nie było to jednak ważne, znów zatopiła się we wspomnieniach.
Kyra stanęła w drzwiach gabinetu ojca, zapukała grzecznie w drzwi, informując o swoim przybyciu. Ted podniósł wzrok znad dokumentów i zmęczonym wzrokiem spojrzał na córkę. Widok ukochanego dziecka sprawił, że uśmiech pojawił się na jego twarzy.
- Ted, nie przeszkadzam? – Kyra uwielbiała spędzać czas z tatą, samo siedzenie w jego towarzystwie koiło nerwy.
- Nie, kochanie, wejdź proszę – Ted odsunął się od biurka i wyciągnął ręce do córki. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i wyjęła zza pleców dwa kubki kakao, kierując jeden z nich w stronę taty.
- Pomyślałam, że chętnie sobie odpoczniesz i napijesz się ze mną czegoś gorącego.
Razem usiedli przed domem, przytulając się i wpatrując się w gwiazdy, delektowali się chwilą.
To te krótkie chwile sprawiały Kyrze największą radość. W prostocie kryło się prawdziwe szczęście. Dziewczyna wraz z ojcem często patrzyli w gwiazdy, Kyra znała prawie wszystkie konstelacje, które występowały na tej półkuli. Teraz też chciała spojrzeć na niebo, ale drzewa rosły tu tak gęsto, że nie było widać nawet jednej gwiazdy. Z uniesioną do góry głową nie patrzyła gdzie idzie, potknęła się i wywróciła, mocno uderzając o ziemię. Coś kanciastego wbiło jej się w dłoń, podniosła to z ziemi i różdżką oświetliła dziwny przedmiot. Był to czarny kamień, pęknięty w środku. Dziewczyna przyjrzała mu się dokładnie. Ujrzała kółko i trójkąt wyryte w kamieniu. Znała ten symbol, Insygnia Śmierci. Jej serce zamarło w piersi, to mogła być tylko jedna rzecz.
- Wujku Harry, znasz bajkę o „Trzech Braciach”? – zapytała Kyra z dziwnym wyrazem twarzy.
- Dlaczego pytasz? – odpowiedział Potter, grzejąc się przy kominku.
- Co myślisz o Insygniach? Uważasz, że są prawdziwe? – Kyra miała nawyk odpowiadania pytaniem na pytanie. Dłuższe milczenie Harry’ego skłoniło jednak dziewczynę do powiedzenia czegoś jeszcze. – Tacie wyrwało się, że masz coś z nimi wspólnego, opowiesz mi o nich? Bardzo proszę, przecież wiesz jak lubię takie historie. Poza tym Pelerynę Niewidkę już widziałam u twojego wnuka.
- Co? Syriusz pokazał ci pelerynę? – Harry był wyraźnie zdziwiony.
- Opowiesz? – nalegała Kyra.
- Nie ma o czym opowiadać, skoro pelerynę już widziałaś. Czarna różdżka jest zniszczona, a Kamień Wskrzeszenia zaginął w Zakazanym Lesie.
Po tych słowach Harry nie dodał już nic, mimo nalegań Kyry.
Dziewczyna jeszcze raz przyjrzała się znalezisku, to musiał być ten kamień. Z bijącym sercem obróciła go trzy razy. Zamknęła oczy, nie miała odwagi ich otworzyć.
- Jestem tutaj – usłyszała znajomy głos i rozwarła powieki, przed nią stał Teddy Lupin. Oczy Kyry wypełniły się łzami, patrzyła z niedowierzaniem na ojca, nie wiedząc, co powiedzieć. Wreszcie wykrztusiła z siebie to, co najbardziej ją bolało:
- Dlaczego mnie zostawiłeś? Jak mogłeś odejść? Ted, tatusiu, nie zostawiaj mnie znowu…
- Kochanie… - zaczął Lupin. – Przecież wiesz, że nie chciałem odchodzić, nigdy bym cię nie zostawił…
- Zostawiłeś mnie! – przerwała mu Kyra. - Samą! Tak bardzo cię kochałam, a ty odszedłeś! Dlaczego?
- Śmierć przychodzi niespodziewanie, ale gdybym tylko mógł…
- Mogłeś! Mogłeś zostać! Dlaczego? Dlaczego mi to zrobiłeś? – Głos dziewczyny był przepełniony żalem, a jej twarz cała zapłakana. Klęczała wśród drzew Zakazanego Lasu i zrozpaczona szukała odpowiedzi, chciała poczuć ukojenie od bólu i straty.
- Jestem pewien, że znasz odpowiedzi na te pytania…
- Dlaczego ta dziewczyna była ważniejsza od mnie? Dlaczego poświęciłeś życie za kogoś, kogo nawet nie znałeś? – Złość i frustracja wypływały z Kyry razem z tymi słowami. Nie umiała się powstrzymać, musiała to komuś powiedzieć, a to ojciec był jej najlepszym przyjacielem, to jemu o wszystkim mówiła, a teraz go już nie ma…
- Pamiętasz naszą rozmowę przed wyjazdem?
Te słowa wypowiedziane były z wyrzutem. Kyra przypomniała sobie ojca w pełni sił, młodego i uśmiechniętego, takiego właśnie chciała go pamiętać. Nie mogła jednak zapomnieć również tego, co mówił.
- Kyro, wiesz że cię kocham, prawda? – Lupin był poważny jak nigdy. Siedział razem z córką przed domem i wpatrywał się w gwiazdy.
- Ted, coś się stało? – Dziewczyna była wyraźnie zmartwiona dziwnym zachowaniem ojca.
- Jutro jedziesz do Hogwartu, a za tydzień ja wyjeżdżam, pamiętasz?
- Tak tato, pamiętam. Obiecałeś pisać raz w tygodniu, pamiętasz? – Uwielbiała odpowiadać pytaniem na pytanie.
- Tak, pamiętam – odpowiedział z uśmiechem Lupin. – Chciałbym żebyś to wiedziała, wyjeżdżam, aby chronić pewną dziewczynę, grozi jej niebezpieczeństwo. – Kyra nie pytała o co dokładnie chodzi, wiedziała, że i tak niczego się nie dowie, praca ojca była ściśle tajna. – Będę o tobie myślał, codziennie i bronił jej tak, jakbym bronił ciebie.
- Cieszę się, ale dlaczego mi to mówisz?
- Będę za nią odpowiedzialny.
Dla ojca słowo to znaczyło tak wiele…
Nagle wspomnienie się rozpłynęło, a Kyra wreszcie wszystko zrozumiała. „Będę jej bronił tak, jakbym bronił ciebie… Będę za nią odpowiedzialny…” Ted zrobił to dla niej, to za nią oddał życie, była tego pewna. Słowa dyrektora na uczcie powitalnej nagle nabrały sensu. „Hogwart jest bezpieczny, jak nigdy przedtem, mimo odradzających się sił zła…”
- Tato, kogo broniłeś tej nocy, kiedy umarłeś?
- Hogwart był bezpieczny.
- Ted, czy to za mnie oddałeś życie? – Kyra nie mogła uwierzyć w to, co właśnie do niej dotarło. Tak bardzo wyrzucała ojcu, że zginał za kogoś obcego, a to za nią oddał swoje życie. Za to, żeby mogła się uśmiechać, zakochać, po prostu żyć.
- Kocham cię mój skarbie, jestem za ciebie odpowiedzialny, bądź szczęśliwa.
Nagły podmuch wiatru wstrząsnął gałęziami i Kamień Wskrzeszenia wyleciał Kyrze z ręki. Lupin zniknął w ciemności, a Kyra szepnęła tylko:
- Kocham cię tato… dziękuje…
Nie szukała Kamienia, pamiętała co stało się z jednym z braci. Wróciwszy do Pokoju Wspólnego wyciągnęła czystą kartkę papieru i zaczęła pisać.
„Mamy tylko jedną szansę by żyć. Jedną szansę by być szczęśliwi, by marzyc, by wciąż odkrywać nowe rzeczy. Musimy być również odpowiedzialni za to co robimy, za to jak traktujemy innych, za swoje życie i za życie innych. Kiedy umiera ktoś, kogo kochamy, w naszych sercach zostaje pamięć po nim i odpowiedzialność za szczęście, które dzięki tej osobie otrzymaliśmy i nawet jeśli krwawi nam serce, a na pewno tak jest, musimy żyć, dziękując za to, że możemy…”
Smutne...
Przeżywałem czytając tą miniaturkę emocję które powinni przeżywać jej bohaterowie. Daję w.