Specjalnie stworzone dla avlee i wraz z jej pomocą.
W rolach głównych:
Angie
Aventia
Severus Snape
Aventia miała parszywy dzień. W sumie to może nawet tydzień, bo co wychyliła nos z pokoju wspólnego na korytarz i przeszła się kawałek, to albo wpadała na Filcha, albo na Irytka, bądź co gorsza - na Snape’a. Jak z pierwszym i drugim radziła sobie ucieczką, tak z tym trzecim nie było szans. Raz nawet spiesząc się na zajęcia i wbiegając w zakręt prawie wleciała na jego plecy. Jakież to miała wtedy wielkie szczęście, że był zajęty inną ofiarą - sądząc po szatach Gryfonem - i odjął jej tylko kilka punktów za bieganie na korytarzu. Mogłaby dać głowę, że dałby jej jeszcze szlaban albo jakiś wymyślny esej za to, ale szczęście chociaż minimalnie było po jej stronie w tym wypadku.
Jeszcze do tego teraz Angie kazała jej wyjść. Do kuchni. Bo przecież była głodna i nie zamierzała żywić się cały czas słodyczami, które miała w swojej torbie.
Coś w tym jest…
Avu była zmuszona przyznać jej rację i razem opuściły pokój wspólny kierując swe kroki do kuchni.
Całą drogę szły w milczeniu, a kiedy wreszcie weszły do przyjemnego pomieszczenia to dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nie spotkały po drodze żywej duszy. An co jakiś czas zerkała czy nikogo nie ma w ich pobliżu i dawała znać Av, że droga wolna. Dziewczyna poczuła się o wiele lepiej i miała wrażenie, że zła passa już ją opuściła.
Angie nałożyła sobie na talerz kopę ryżu w międzyczasie zapychając się oliwkami.
- A ty co będziesz jeść?
- Może by tak… - rozejrzała się po pomieszczeniu, które było puste. Widać nawet skrzaty mają czasami chwilę wolnego- Potrawkę z nietoperza?- błysk, który pojawił się w jej oczach nie wróżył niczego dobrego. I rzadko wróżył coś rozsądnego.
Skoro ja byłam cały czas dręczona, to czemu nie podręczyć innych?
Wyciągnęła ze swojej torby karteczkę, pióro i jeden z jej niedawnych esejów z eliksirów, po czym zaczęła kreślić na niej kilka słów. Kiedy skończyła rozejrzała się po pomieszczeniu. Zobaczyła kilka beczek ustawionych w kącie, gdzie były małe szanse na to, że ktoś je dostrzeże.
- Dobra, rozstań się na chwilę z jedzeniem, albo weź talerz ze sobą i idź za te beczki.- powiedziała sama zmierzając w ich kierunku.
Kiedy Avu była pewna, że jej koleżanka nie zostanie wykryta przez innych rzuciła zaklęcie na karteczkę i patrzyła jak ta lewituje przez pomieszczenie, by upaść w niedalekiej odległości od kominka.
- A teraz obserwuj.
Jak na życzenie jeden z Skrzatów pojawił się i wziął karteczkę w swoje rączki. Przeczytał co było na niej napisane i chwilę się dziwiąc wziął się natychmiast do pracy. Zniknął, pojawił się z czymś czarnym w rękach i wrzucił to do piekarnika. Po pewnym czasie wyciągnął, ostatecznie doprawił i ładnie dekorując talerzyk z upieczonym nietoperzem wrzucił go do kominka mówiąc wyraźnie:
- Gabinet profesora Snape’a.
Po czym zniknął z cichym pyknięciem.
- Nawet nie waż się wydać jakiegoś odgłosu - szepnęła Avu.
Angie rozdziawiła usta, aż jej kawałek indyka wypadł na talerz. Patrzyła spłoszonym wzrokiem w kierunku kominka.
- Przecież ja już mogę sobie grób kopać - lamentowała wpychając sobie jedzenie do buzi rękoma, bo zapomniała ze stołu widelca.
- Uspokój tą żuwaczkę - rzuciła Avu do koleżanki.
Chwilę trwało nim usłyszały szybko zbliżające się kroki i drzwi rąbnęły omal nie wylatując z zawiasów. Stanął w nich nie kto inny, jak Nietoperz. Wyglądał niczym rozwścieczony Rogogon Węgierski. Jego wzrok mógł wypalać dziury we wszystkim co się dało.
Drama Queen.
Nagle na środek kuchni wybiegła mała mysz. Snape natychmiast skierował różdżkę w jej kierunku. Wolf w tym samym czasie klapnęła na dupę z wrażenia, a Angie przycisnęła się jeszcze bliżej ściany wstrzymując oddech. Nie musiał wypowiadać zaklęcia. Aventia wiedziała, co to było, ponieważ czerwony promień ugodził w Merlina winną myszkę. To był ten moment, gdy chciała przełknąć ślinę, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, bo wiedziała, że w tym momencie wyda siebie i Angie. Snape natomiast ruszył błyskawicznie w miejsce, z którego wybiegła mysz. Jak na złość było to niedaleko ich kryjówki, więc teraz dopiero zaczęła lekko panikować. Angie drgnęłą, a Avu natychmiast zasłoniła jej usta swoją dłonią błagając przy tym, żeby Nietoperz ich nie usłyszał. Wtedy, ku jej radości, usłyszała pyknięcie i pojawił się przy kominku Skrzat. Snape natychmiast odwrócił się w jego kierunku celując w niego różdżką, ale tym razem nie rzucił zaklęcia. Opuścił różdżkę patrząc wściekle na przerażonego Skrzata.
- Czy Kromek może jakoś pomóc, sir? - Skrzat niewinnie zapytał.
- Co to ma znaczyć? - Snape wycedził przez zęby prawie nie otwierając ust.
- Nie rozumiem, sir.
- Co WY mi podaliście?! Czemu dostałem od Was pieczonego nietoperza?!
- Pan zamawiał, sir.
- Nic nie zamawiałem.
- Mam tu zamówienie. - Skrzat podał karteczkę Snape'owi, a ten natychmiast ją porwał czytając uważnie.
Avu przeszedł dreszcz. Ze Skrzatem się udało, w końcu nie od parady uczyła się przez tyle lat podrabiania podpisu Nietoperza. Ale Snape... Cóż, to już co innego.
Usłyszała, jak ten mieli przez zęby kilka przekleństw. Kazał wyparować Skrzatowi i sam przez chwilę lustrował jeszcze wzrokiem całą kuchnię. Dopiero po dłuższym czasie opuścił pomieszczenie szeleszcząc swoimi nieśmiertelnymi szatami.
Aventia niezmiernie się cieszyła, że już sobie poszedł, bo zadek i ręka powoli jej drętwiały. Opuściła rękę, a Ang mogła teraz bezpiecznie przełknąć zgromadzoną ślinę. Sama wstała i podeszła do stołu.
- No, to było krótkie show - rzuciła nakładając sobie pieczeń na talerz.
Nałożyła sobie na talerz jeszcze pure z ziemniaków i nalała porządną szklanicę soku dyniowego. Angie usiadła obok niej i powróciła do opychania się jedzeniem. Ona sama wzięła się wreszcie za apetycznie wyglądającą pieczeń. Po pewnym czasie jej koleżanka podeszła do myszki i chwyciła ją w swoje łapki. Aventia myślała, że zamierza użyć Finite, ale niestety, dziewczyna podeszła do kominka i wrzuciła myszkę w ogień. Patrzyła z rozdziawioną gębą jak płomienie pożerają biedną małą myszkę.
Trzeba będzie podszkolić Angie w zaklęciach.
- Cud, że jeszcze nas nie przyłapał - zaczęła, wracając na swoje miejsce, a dziewczyna nie miała serca powiedzieć jej, że to było zaklęcie obezwładniające, więc zamknęła tylko oczy i wzięła głęboki oddech. - On serio jest głupi jak but z lewej nogi. Ja od razu bym się domyśliła, że to ewidentnie wina uczniów, a ten tu aby przyszedł i się rozgląda jak Jehowy, który się zastanawia, za którą klamkę dzisiaj szarpać - mówiła, żując kawałek chleba. - Przypuszczam, że poszedł szukać winowajców na korytarzu...
Nagle drzwi rąbnęły o futrynę. Efekt był taki, że w drzwiach stał Snape, ona podskakując wywróciła szklankę z sokiem swoją chybotliwą ręką, a Angie się zakrztusiła żarciem.
Pięknie.
Avu natychmiast zaczęła walić koleżankę po plecach.
- A Panie to o czym tak rozprawiają? - słowa ledwo przecisnęły się przez wąską kreskę, jaką były usta nauczyciela eliksirów. Tłusty kłak opadł mu na czoło.
- O niczym, robimy zawody kto będzie się najdłużej dławił!- rzuciła wściekle i w tym samym momencie porządnie rąbnęła Angie w plecy.
Patrzyła jak kawałek wyplutego chleba pokonuje odległość między nimi a Snape'em i przykleja mu się do czoła.
No to klops.
Sekundy mijały. Angie z przerażenia przestała oddychać, ona gapiła się również blada na Snape'a, a Snape robił się coraz bardziej wściekły. Gdyby to była mugolska bajka, to właśnie by widziała jak jego głowa eksploduje z wściekłości niczym wulkan podczas erupcji. A tak tylko widziała w jego oczach ogarniającą go furię.
Nadciąga tornado.
- Minus pięćdziesiąt punktów dla każdej z was.- wysyczał pozbywając się kawałka chleba z czoła.
Zabiją nas.
- Do tego macie szlaban. Przez pół roku chcę widzieć Was w moim gabinecie o 18:00.
Merlinie, nie pozbieramy się z tego do końca życia.
- Ale za co szlaban i punkty ujemne! - wypaliła nagle, nim zdążyła sobie to wszystko przemyśleć.
- Właśnie!- An postanowiła nagle oddychać i jej przytaknąć.
Snape niebezpiecznie zwęził oczy i zrobił krok w ich kierunku.
- Przecież to był wypadek z tą kromką chleba! Nie zrobiłyśmy tego umyślnie, profesorze.- wyrzuciła z siebie zaciskając palce na różdżce.
- To nie było specjalnie! Panu też na pewno zdarzało się zakrztusić jedzeniem, albo czymś innym!
Aventia momentalnie nabrała powietrza, kiedy Angie rzuciła, że on też pewnie się zakrztusił.
Albo czymś innym.
- Dobrze wiecie za co. Cieszcie się, że za takie zachowanie nie każę Was wydalić z zamku!- wysyczał przez zaciśnięte zęby, ale mogła przysiąc, że jego głos brzmiał tak wyraźnie, jakby to robił wprost do jej ucha.
To spowodowało, że nie była już w stanie wejść z nim w jakąkolwiek dyskusję. Sama również odwróciła wzrok od Snape'a i starała się nie wybuchnąć śmiechem. Dobrze, że chociaż pozbył się tego chleba z głowy.
Chleb
Mam chleb
Chleb
Na czole chleb
Ja
Severus Snape
Chleb
Na czole mam
I tym właśnie sposobem wymyśliła piękną piosenkę, która urąbała się jej w głowie. A to było złe w aktualnej sytuacji.
- Od tego jest Wielka Sala, gdzie powinnyście siedzieć wraz z resztą uczniów, a nie panoszyć się po kuchni jak po własnym domu. Straciłem cierpliwość. Poproszę na jutro wypracowanie, jak prawidłowo przyrządzić eliksir wielosokowy. Z dokładnymi instrukcjami i analizą. Próbki poproszę na biurko jutro o godzinie 13:00. - powiedział na do widzenia, strzelił połami płaszcza i wymaszerował.
An patrzyła na punkt na ścianie, dopóki kroki całkiem nie ucichły. Potem spojrzała powoli na Avu. Od powstrzymywania śmiechu już miała świeczki w oczach.
Aventia jeszcze przez chwilę patrzyła się w bok, by wreszcie przenieść wzrok na Angie i gdy tylko zobaczyła jej minę to wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- Merlinie! Kisnę!- wydyszała przez łzy.
Niedługo potem obie wybuchły niepohamowanym śmiechem, co spowodowało, że w kuchni pojawiły się Skrzaty, które zastanawiały się, czy dziewczyny aby przypadkiem nie zwariowały.
Nie będę oszukiwać, więc powiem wprost, że fanką tej pracy nie jestem. Mam nawet przypuszczenia, że ten wątek tutaj został oparty na jakiejś akcji w HPnetowym Hogwarcie.
Sam pomysł nie jest najgorszy, ale wszystko opisałaś bardzo pobieżnie
Odnosząc się do treści tekstu, za podrabianie podpisu Snape'a zdecydowanie powinna zostać wydalona że szkoły.