Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Te rzeczy mogły Ci u...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaavlee

Szczegóły występujące w serii, które mogły sugerować, co się będzie działo w następnych częściach...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: PaulaSmith

Numer Fantastyczne zwierzęta stworzyli: CoSieDzieje, Mikasa, losiek13, Sam Quest, Katherine_Pierc...
>> Czytaj Więcej

10 ukrytych odniesie...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu znajdującego się na stronie Mugglenet.com.
>> Czytaj Więcej

10 rzeczy, które mus...

Kategoria: Fantastyczne zwierzęta
Autor: Prefix użytkownikaCoSieDzieje

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu zamieszczonego na portalu mugglenet.com
>> Czytaj Więcej

Niejednoznaczne losy...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Nie znamy sposobu, by dowiedzieć się, w jaki sposób losy każdej postaci były rozgrywane do końca ...
>> Czytaj Więcej

10 najbardziej niebe...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Tłumaczenie rankingu smoków z Pottermore
>> Czytaj Więcej

10 faktów o Hagridzi...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Tłumaczenie artykułu z Pottermore.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

Niesprawiedliwość

Tytuł: Niesprawiedliwość
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAventia

Czy próbowałeś kiedyś wejść w jego głowę? Zastanawiałeś się, z czym możesz się zderzyć? Z chaosem...
>> Czytaj Więcej

A miał to być n...

Tytuł: A miał to być niewinny eksperyment
Gatunek: Miniaturka
Autor: Prefix użytkownikaAventia

Nigdy nie wiesz co się może wydarzyć - w szczególności, gdy zaczynasz bawić się w jakieś dziwne e...
>> Czytaj Więcej

[NZ]2. Nieznajomy n...

Tytuł: 2. Nieznajomy na Magnolia Crescent
Seria: Rozkwit odwagi (Courage Rising)
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Na Privet Drive przyjeżdża w odwiedziny ciotka Marge. Niestety wizyta kończy się ostrą kłótnią mi...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Smak

Tytuł: Smak
Seria: Zmysły
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikaLilyatte

Tym razem podwójne drabble o smaku.
>> Czytaj Więcej

[NZ]Węch

Tytuł: Węch
Seria: Zmysły
Gatunek: Inne
Autor: Prefix użytkownikaLilyatte

Tym razem poczujmy zapachy
>> Czytaj Więcej

Nikt

Tytuł: Nikt
Gatunek: Poezja
Autor: Prefix użytkownikaHermiona Jean Granger

(...)
>> Czytaj Więcej

[NZ]1. Oddech przes...

Tytuł: 1. Oddech przeszłości
Seria: Burn the hell
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikaScarllet

W progu domu Laury zjawia się przeszłość, od której miała nadzieje się już uwolnić.
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 39
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
43,835 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 243
Było: 22.09.2019 08:40:24
Napisanych artykułów: 1,045
Dodanych newsów: 9,889
Zdjęć w galerii: 20,982
Tematów na forum: 3,605
Postów na forum: 309,750
Komentarzy do materiałów: 218,283
Rozdanych pochwał: 3,185
Wlepionych ostrzeżeń: 4,144
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  HUFFLEPUFF!

Gryffindor
Punktów: 1100
uczniów: 3221
Hufflepuff
Punktów: 1131
uczniów: 3125
Ravenclaw
Punktów: 1062
uczniów: 3905
Slytherin
Punktów: 739
uczniów: 3201

Ankieta
Jaką formę aktywności wybierzesz w to magiczne lato?

Codzienny trening na miotle to podstawa! Chcę utrzymać miejsce w drużynie
18% [25 głosów]

Z przyjaciółmi założymy klub pojedynków - to połączenie przyjemnego z pożytycznym
13% [18 głosów]

Bieganie oczywiście - w Hogwarcie przyda się kondycja, kiedy trzeba uciekać przed woźnym, trzygłowym psem czy ogromnym pająkiem
9% [12 głosy]

Wyczynowe jedzenie to to, na co stawiam. W Hogwarcie dobrze karmią, ale nie ma to jak u mamy
7% [9 głosów]

Wybieram aktywność mózgu. Książki, książki i jeszcze raz książki
22% [30 głosów]

Akty... cooo? Planuję się wyspać na zapas
32% [44 głosy]

Ogółem głosów: 138
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25.06.19

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 23.09.2019 o godzinie 00:52 w Lochy
Gryffindor[PN]Corinne Laurientis ostatnio widziano 23.09.2019 o godzinie 00:44 w Kuchnia
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 23.09.2019 o godzinie 00:16 w Kuchnia
Gryffindor[PN]Corinne Laurientis ostatnio widziano 23.09.2019 o godzinie 00:03 w Kuchnia
RavenclawRuby Anderson ostatnio widziano 22.09.2019 o godzinie 23:59 w Dziedziniec Transmutacji
Ravenclaw[P]Jasmine Farawell ostatnio widziano 22.09.2019 o godzinie 23:49 w Kuchnia
Rafael Bielecki - Wpis 1 - Zaczęła się gehenna...
Podstawowe informacje:
Autor: Prefix użytkownikaAnix
Gatunek: Inne
Ograniczenie wiekowe: b/o
Przeczytano 2604 razy.
Rafael Bielecki w Hogwarcie. Absurdalny świat pewnego... Bieleckiego, który przypadkiem trafia do Hogwartu i tam przeżywa serię problemów egzystencjalnych. Polak w multiuniwersum Rowling?! To się nie może skończyć dobrze...
Słowem wstępu. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Postać Rafaela Bieleckiego i jego przygody w całości należą do Aniki Stasińskiej oraz Wydawnictwa Kotori. Kopiowanie jakikolwiek fragmentów lub całości bez wcześniejszej pisemnej zgody wydawcy zabronione.


Tom pierwszy w wersji blogowej znajduje się na stronie:
Rafael Bielecki Yaoi - tutaj również znajdują się odnośniki do księgarni internetowych, w których można kupić papierową wersję książki.
Uwaga - treści na blogu nie są przeznaczone dla osób poniżej 16 lat. Blog o tematyce homoseksualnej. Zawiera wulgarne słownictwo.



WPIS 1: Zaczęła się gehenna...


Wiecie jak to jest, gdy śpisz sobie błogim snem niewinnego i nagle ze zdwojoną mocą w twoje lewe ucho uderza kiczowaty dzwonek O-Zone? Nie? Koniecznie spróbujcie, zabawa przednia!
Właśnie w taki zajefajny sposób wstałem z łóżka w pewien wrześniowy poranek, który miał rozpocząć kolejną dziesięciomiesięczną gehennę w Państwowym Więzieniu Dla Nieprzystosowanych. Ta, dobrze zgadliście. Z kalendarza ściennego szczerzyła do mnie kły data 1 września.
– Co za nieludzcy ludzie… – mruknąłem pocierając zalepione żółtawą substancją ślepia. Po omacku dobrnąłem do kibla i zapaliłem światło, które podziałało na mnie jak na wampira – Carramba, codzienny koszmar powrócił!
Jakimś cudem dotarłem do zlewu (wymazanego czerwonym lipqlosem starszej – ten potwór Ewka chyba postanowił spróbować zrobić z siebie kobietę, ale jakoś nadal prezentuje się jak małoletni transwestyta) i użyłem kranu do docucenia się do końca. Nie obyło się bez ogólnej demolki wnętrza – kto normalny wiesza półki na wysokości łokcia przeciętnego szesnastolatka?!
– Psia karma… – stęk poszkodowanego (czyli mnie przygniecionego jakimiś duperelami starszej oraz zużytymi chusteczkami do nosa) wyrwał się z jego ust. – Czy to aby zgodne z przepisami BHP…?
Jakimś cudem udało mi się pozbierać moje marne szczątki z podłogi i stanąć w miarę prosto. Z lustra jopił się na mnie półnagi szesnastolatek z czarnym stogiem siana na głowie i mętnymi zielonymi oczami. Podobieństwo do człowieka w tym momencie 49/100.
Omal nie dostałem zawału gdy nagle coś zaczęło dobijać się do drzwi.
– Haly, wyłaź! Musę siusiu! Sybko! A mami powiedziala, ze mas mnie zaplowadzić do psedskola!
No tak. Ewka wstała. Dlaczego ja nienawidzę czterolatków?!
– Ewka, miałaś tak na mnie nie mówić! – ryknąłem do dzieciaka. Odkąd obejrzała wszystkie części Harry’ego Pottera, sprytna szczeniara nazywa mnie „Harry” – A szczać idź na dwór!
– POWIEM MAAMIEE!
Jeah. Standardowy poranek w domu Bieleckich. Jeden Wielki Ryk. Obojętnie sięgnąłem po białą koszulę (nie żebym ubierał się w garniak – zakładam dżinsy) i założyłem ją od niechcenia.
– Rafael… – Usłyszałem zaspany głos mamy.
– Jezu, rozumiem aluzję! – postarałem się nie wybuchnąć. Nie dość, że kolejny dziesięciomiesięczny wyrok, to jeszcze czteroletnia hybryda na karku. Chwyciłem swój dezodorant (ustawiony w szafce pułapce – Ewka wszędzie musi wepchnąć swoje brudne łapiszony) i wypadłem z kibla barykadując się w pokoju.
Moja kwatera (zazwyczaj) przypomina coś pośredniego między rupieciarnią a wysypiskiem. Podłoga zawalona ciuchami (majtki i skarpetki – miażdżąca przewaga), pod oknem stosik pism o fantastyce, na biurku malownicze śmietnisko stworzone ze starych podręczników, kartek z bazgrołami, połamanymi szczątkami najprzeróżniejszych długopisów, ołówków i kredek. Jedyne (w miarę) czyste miejsce stanowiło biurko z kompem i półki z moimi ukochanymi książkami. Matka non stop mi truje o sprzątaniu „tej zapadłej nory”, ale ja tam tego nie słucham.
Ubrałem się dość szybko i w pełnym rynsztunku, wyposażony w notatnik i cienkopis, wybyłem do kuchni.
– Rafael, zaprowadzisz Ewcię do przedszkola.
– Ta mała cholera nie daje mi się odlać do końca! Sąsiadka prowadzi swojego potwora, nie może zabrać i naszego?!
– Rafael!
– A może tak zaczniesz zdrabniać moje imię?! – zirytowałem się. – Do Ewki wiecznie gaworzysz „Ewciu, Ewuńciu, Ewulku” aż mnie mdli, ale do mnie to tylko klasyczne i hitlerowskie „Rafael”!
– Hitlerowskie? – mama parsknęła śmiechem – Zaprowadzisz małą do przedszkola, bo ci po drodze.
Taa, pewnie, wstąpił do Piekieł, po drodze mu było. A za rogiem zahaczył jeszcze o spożywczy, żeby mieć piwo i przekąski.
– Jasssssne, tak samo mi po drodze, jak Chińczykowi na Stadion Europa z Chin poprzez Amerykę Południową – burknąłem ponuro, łypiąc na to dziecko Hiroszimy wzrokiem złego bulteriera.
– Rafael, nie kłóć się ze mną. Ja nie dam rady jej odprowadzić, zaraz muszę wyjść do biura… – matka zerknęła na zegarek.
– Znaj łaskę pana dla jego wiernych poddanych. I zwierząt.
– Maaaamooo! Haly nazwał mnie zwiezaaaakiem!
– Małpa.
– MAAAAMOOO!
– Rafael! Zachowujesz się jak dzieciak!!!
Pfff! Ja?! Jak dzieciak?! Jeszcze czego! FOCH.
Odfochnąłem się, widząc kanapki z szynką i ogórkiem na talerzu. Hmmm, ten ogórek jakiś podejrzanie zielony, ale niech będzie, z racji braku musli ten jeden jedyny raz mogę przetrwać w warunkach polowych. Odbiorę to sobie z nawiązką.
Ledwie zdążyłem pochłonąć mój codzienny przydział śniadaniowy, zegarek oznajmił mi, że czas zebrać dupę w troki i ruszyć swoje zwłoki w stronę rzeźni.
Ayyy… mama. Po drodze skroję jeszcze sobie garnitur do trumny i zajrzę do notariusza z testamentem. Brudne skarpetki zapisałem w spadku siostrze, resztę spalić.
Chcąc nie chcąc wziąłem tego potwora za rękę i poprowadziłem w stronę Katowni Przedszkolanek. Swoją drogą te kobiety to masochistki. Seryjni zabójcy w więzieniach stanowych są łagodniejsi niż banda Krasnali w wieku czterech lat. Wolałbym siedzieć w jednej celi z bossem mafii/Osama bin Ladenem/Kubą Rozpruwaczem/Hannibalem Lecterem/Laleczką Chucky dziesięć lat, niż spędzić piętnaście minut na oddziale przedszkolnym. Szybko by mnie chyba stamtąd wywieźli. również na oddział, ale ten psychiatryczny.
– Haly, zobac, listki lobiom się takie bzydkie, a ta kałuza jest brudna, o psejechal samochód, o piesek zascekal, ojej, zawial wietsyk, oooo, wlóbelek! Haly, mam lózcke! Kijasek to moja lózcka od tego pana z blodą! A ja chce Hogwalt, chce tego piesa, takiego calnego…
Ma ktoś coś ostrego, czym można by wypruć flaki temu trajkoczącemu bachorowi?!
Usilnie starałem się zagłębić w brudach własnego ego, ale niestety, piskliwy alcik „Ewci” doprowadzał moją jaźń do krwawych zamachów na moją psychikę. Nic, jeno RZEŹNIA!
Nie zwracaj uwagi, nie zwracaj uwagi, nie zwracaj uwagi…
JEB!
Kurrr*a, ale otwórz oczy i UWAŻAJ NA LATARNIE, DEBILU LUKROWANY!
Ocknąłem się na ziemi w stanie z lekka oszołomionym. Ewka stała obok mnie i zwijała się ze śmiechu, ludzie już wykręcali numery do najbliższego psychiatryka a ja zastanawiałem się, czy ten ból to aż ból, czy tylko ból.
– Haly, no wies co? Tseba było uzyć tego magicznego oka takiego pana co nie był panem…
Taaak, mów mi jeszcze, ja cię popieszczę… dwieście dwadzieścia. Pozbierałem swoje mizerne szczątki z ziemi i otrzepałem się w stylu „Nic mi nie jest, nowy garniak za tysiaka w świetnym stanie”.
– Idziemy, zanim zrobię sobie z ciebie gustowny neseserek – warknąłem do potwora i pociągnąłem za łapsko w odpowiednim kierunku.
– Neferefererek? – Ewka spojrzała na mnie niepewnie. – POOOOWIEM MAAAMIE!
Ludzie, sprzedam dzieciaka. Szybko i tanio, bez zbędnych formalności. Zwrotów nie przyjmuję, ale mogę obiecać, że czasami was wspomnę. Czasami. Nie za często, ale jednak.
– A mów se co chcesz. Strajkuj, pikietuj, zakładaj związki zawodowe a nawet ogłoś głodówkę. Będzie więcej żarcia dla mnie – burknąłem, ciągnąc Ewkę za łapę jak jamnika na smyczy.
– Haly, dlacego wlóbelki śpiewajom?
Bo kurrrr*a mają taki kaprys!
– Nie wiem, co ja, ornitolog?! Zapytasz panią przedszkolankę!
O ile kobiecina przeżyje atak piętnastki rozwrzeszczanych zasrajmajtków.
– A co to onitogolog?

– Zamkniesz się wreszcie, czy mam cię zapakować do czarnego plastikowego wora? – spojrzałem groźnie na dzieciaka i w tej samej chwili zaległa błoga cisza. Oczy Ewki powiększyły się jak Kotu w Butach, bródka zadrżała profesjonalnie… O cholera, tylko nie to! – Ewka, proszę, nie wyj, dam ci cukierka!
Korupcja osiągnęła samoświadomość i przekupiłem bestię przeterminowanym michałkiem. Po piętnastu minutach dobrnęliśmy do celu.

PRZEDSZKOLE DĘBOWE POD PATRONATEM MIKOŁAJA KOPERNIKA


Ta tabliczka powinna głosić: „Uwaga – małoletni bandyci! Nie dokarmiać i nie drażnić.”
Przed budynkiem kłębił się tłum piszczących, wyjących i wrzeszczących zaraz. Mamuśki jak kwoki tuliły to-to do siebie i wychwalały, co to-to potrafi. Taa, wyżera płatki gołą łapą, zżera szminki, wkłada kredki w… nieważne w co i nie zawsze sobie, używa garów w celach muzycznych… mam wyliczać dalej, czy zrobiło wam się wystarczająco słabo?
Sąsiadka ze swoją hybrydą perorowała po prawej, ta jej ośmiornica Izulka dłubała w nosie. Wspomniałem też, że podgatunek dziecięcy spożywa zawartość komór nosowych w hurtowych ilościach? Nie? No to już wiecie. Ewulka na widok Izulka zauważalnie poweselała i z tej radości postanowiła wykorzystać moje ramię jako lianę do pouwieszania się i wypiszczenia kilku niezrozumiałych słów.
– Tak… idź do psiapsi, widać, że nie możecie się siebie doczekać – pchnąłem pomyłkę genetyczną w kierunku tamtej. Ewka i Izulek obwąchiwały się chwilę, oglądając nawzajem swoje gumeczki, bransoleteczki i kiecuszki, po czym zaczęły kwiczeć w jakimś mandaryńskim dialekcie, wymieniając poglądy na temat współczesnej mody wśród pięciolatków. Stwierdziłem, że nie zdzierżę. – Pani Ryłowa, ja zostawię tą małą chole… Ewwwwcię – W ostatniej chwili opanowałem swój swawolny język i soczyście zaakcentowałem imię potwora. – Spieszę się z deka, bo ten tego, autobusy, tramwaje i tego, no… taksówki…
Zmyłem się jak najszybciej, nie czekając na odmowę.
Ledwie znalazłem się za rogiem, odetchnąłem z ulgą.
Do szesnastej wolność. Bachora odbierze stara, więc się nie będę musiał tu fatygować po raz wtóry.
Ruszyłem ulicą w kierunku mojego Zakładu Dla Psychicznie Chorych. Momentalnie mój humor owinął się w czarny kocyk i zaszył gdzieś w kącie, użalając nad sobą w sposób niegodny mężczyzny.
Pierwszy dzień Liceum. Ach i och. Po prostu cud, miód, orzeszki. Nowa buda, nowi kumple, albo ich totalny brak, no i jak tu się nie cieszyć widokiem nauczycieli ostrzących sobie na mnie zęby? Ale, ale, jest jeszcze lepsza opcja. Fortuna sprawiła mi chujową niespodziankę i zainstalowała mnie w szkole dla kujonów. Taaak, to ci geniusze, co nie mają średniej wyższej niż 6,0 i niższej niż 5,8. A teraz ja mam tam wegetować trzy lata. I chyba wiem w jak okrutny sposób zabić własną matkę, która to ZMUSIŁA MNIE do złożenia tam papierów. Naiwnie sądziłem, że się nie dostałem.
I chu*nia z grzybnią z przeproszeniem dzieci.
To szkoła prowadzona przez desperatów dla desperatów. Niestety, że desperatów, którzy chcą się zakatować nauką na śmierć jest coraz mniej a desperatów prowadzących ową placówkę coraz więcej – szkoła przeszła kryzys i deficyt uczniowski, toteż… przyjęli mnie bez szemrania i właściwie z otwartymi ramionami.
Zabiję swoją starą. Tak. Urządzę jej takie piekło, przy którym dziewięć kręgów piekielnych Dantego to Disneyland dla Amerykańców.
Siąknąłem przejmująco, mijając grupkę podstawówkowiczów poubieranych jak nieletnie pingwiny. Ach, być młodym i nieświadomym…
Na takich oto melancholijnych myślach spłynęła mi podróż i wreszcie stanąłem przed moim radosnym zakładzikiem. W sumie nie jest tak źle, przecież oblatujący tynk może być przyprawą do sałatek, kraty w oknach dają poczucie bezpieczeństwa i ciepła ośrodka, śliskie schody uczą uwagi…
Okej, Raf. Pierś do przodu, nogi do tyłu i won do środka, bo jak się spóźnisz to ręka, noga, mózg na ścianie i słodka perspektywa zdrapywania szpachelką z podłogi. Nie przejmuj się, jeśli będą patrzeć na ciebie jak na debila – z wyglądem Pottera to normalna reakcja. Zastanowiło mnie jedno… dlaczego tu tak cholernie pusto? Czyżbym JUŻ się spóźnił?!
Dobra, Bielecki. Bierzemy rozpęd i zapierdzielamy do sali gimnastycznej!
No i wziąłem rozpęd. Taki, querrrva, rozpęd, że wpadając przez na wpół otwarte drzwi do środka zaiwaniłem łbem o kant podwojów, notatnik poleciał lotem koszącym gdzieś-tam, a ja rykoszetem odbiłem się od tegoż kanta i zgrabnie wyglebałem się na ziemię, chyba tracąc przytomność.

****


O w mordę, co za ból… Niech ktoś wyłączy tą wiertarkę i przyciszy traktor… Wczoraj byłeś na imprezie, Bielecki, czy jak?! Piccolo ci zaszkodziło, człowieku, jak popadniesz w alkoholizm to tak radośnie będziesz witał każdy Poranek Skacowanego…
Po chwili zorientowałem się, że wcale nie jest Poranek Skacowanego, jeno uprawiałem stosunek z ptakiem, znaczy się, wyj**ałem orła. Ach, ten wdzięk i powab, powinieneś być Misterem Gracji. A że pobędziesz pół roku na rekonwalescencji w szpitalu rejonowym, to już inna rozrywka.
Zaraz, zaraz… ta posadzka jest zdecydowanie ZA MIĘKKA i ZBYT PACHNĄCA…
– Typowe dla takich połamańców. Hej, żyjesz? – Ktoś szarpnął mnie ostro za ramię. Otworzyłem oczy, czując jak zawartość żołądka niebezpiecznie zbliża się w okolice przełyku a czaszka pulsuje bólem jak diody na dyskotece. W tej samej chwili wrzasnąłem jak gwałcona dziewica i poderwałem się do pozycji siedzącej, odskakując kawałek.
Nade mną pochylał się jakiś chłopak z długimi do łopatek blond włosami zaczesanymi na prawo. Zimne szare oczy lustrowały mnie beznamiętnie, chociaż widać w nich było jakąś iskrę zainteresowania. Na ustach błąkał mu się drwiący uśmieszek, a blade dłonie oparł na kolanach.
– Cóż za przejmujący sopran, Potter – powiedział kpiąco, unosząc brew. W jednej chwili wyprostował się jak struna, nie siląc się nawet o pomoc. Przyjemniaczek, nać jego mać…
– Jaki Potter… ten pieprzony wygląd! – jęknąłem, zbierając się z trudem z ziemi. – Pierwszy dzień i już mam ksywę, niech to trampek i adidas… Jestem Rafael Bielecki – wyszczerzyłem zęby w bolesnym uśmiechu, stając chwiejnie i wyciągając rękę do gościa. – Ty też do pierwszej humanistycznej?
Ten spojrzał na moją dłoń z pełnym obrzydzenia zdziwieniem, po czym przeniósł wzrok na moją twarz.
– Zaczekaj. Czyli nie jesteś Potter? – uniósł brew.
Opadły mi ramiona.
– Nie, wbrew pozorom nie. Nie czytałem tej idiotycznej serii, ja nawet nie wiem kim był ten cały Harry, a tak poza tym, to nie wiem, może znasz innego gościa o takiej ksywie, ale ja go nie znam…
W tej samej chwili powiał ciepły wietrzyk i uderzył mnie w nozdrza zapach kwiatów.
What the fuck?!
Rozejrzałem się gwałtownie i szczęka przywitała mi się z ziemią.
Nie byłem w holu wejściowym do szkoły.
Stałem sobie najzwyklej w świecie na jakiejś olbrzymiastej łące porośniętej trawą, z dala połyskiwało stalą jezioro, w tle góry i ciemny bór, a w epicentrum tej sielanki…
… stał wielgalachny zamek.
O losie, UMARŁEM?!
– Ja umarłem?! – wrzasnąłem w panice.
– Tak szybko się nie umiera, WBREW POZOROM – odparł chłodno blondyn. – Coś mi się widzi, że powinienem zaprowadzić cię do dyrektora, bo nie podoba mi się twoje zachowanie. – Palcami musnął plakietkę na swojej piersi i zielone „P” błysnęło w słońcu, a czarna szata zafalowała na wietrze.
Zaraz.
Przewiń. Powiedziałem „czarna szata”?! Co to za maskarada?! Umarłem, majaczę, śmierć kliniczna, zatrucie pokarmowe?!
– Jaki masz status krwi? – zapytał znienacka blondyn a ja zbaraniałem.
– Eeee… ARH+… a co? – odpowiedziałem dukliwie. No tak… Witajcie w LO o najwyższym poziomie. Muszę przyzwyczaić się do widoku takich nawiedzonych gości. Za pół roku będę ich klonem.
– Czystokrwisty, mieszaniec, czy szlama, idioto – podpowiedział chłopak z politowaniem.
– Eeee…. – Nie popisałem się elokwencją, szczerze czułem się jak kretyn.
– Idziemy do dyrektora – warknął chłopak, łapiąc mnie za nadgarstek, stalowym uściskiem miażdżąc mi go i powlókł w stronę wejścia do zamku.
– Dyrektora?! Zaraz, momencik, kolego, składam apelację od wyroku! Za co, na co i za ile wyjdę?! A poza tym… kim ty jesteś, żeby mnie tak szarpać i ciągać po dyrektorach?! – zaoponowałem gwałtownie, wyrywając się blondynowi.
– Lucjusz Malfoy, prefekt Slytherinu. Mam prawo, a nawet obowiązek doprowadzić cię do dyrektora Hogwartu – odparował lodowato zapytany.
Hogwart, Hogwart… what the fucking Hogwart? Skądś znam tą nazwę, w komorze pamięciowej wirował mi mgliście jeden z setki monologów Ewki, traktujących o tym faflunie, Harrym Potterze.
– Rusz się, Bielecki, Dumbledore nie będzie czekał wiecznie! – Malfoy znowu złapał mnie za rękę i powlókł za sobą.
Cholera znowu coś znajomego, skąd ja znam to nazwisko? Hogwart… Dumbledore… To wszystko nie trzyma się kupy. Co moje liceum ma z tym wspólnego? Skądś tego kolesia muszę znać, chyba widziałem go w reklamie proszku do prania…
Do diabła z myśleniem, mamy pierwszego września, z czystym sumieniem mogę jeszcze nie myśleć.
Zanim się zorientowałem, wylądowałem w wielkim holu z marmurową podłogą i ścianami z ruszającymi się obrazami.
Gwałtownie spojrzałem na portret po prawej. Przedstawiał jakiegoś starego dziada w przestarzałych szmatach, który z niesamowitym zapałem właśnie dłubał sobie w dziurce od nosa. Lewej, tak dla potomności.
O w cholerę, Raf… Przywaliłeś z taką siłą, że przyda ci się rok rekonwalescencji… Najlepiej w pokoju bez klameczek…
Byłbym dalej kontemplował stan swojej nadwątlonej psychiki, gdyby nie kolejna rzecz. Ze ściany po lewej wystrzelił… duch. Karzełkowaty ludek z szeroką mordą i złośliwym grymasem na niej zawisł w powietrzu przed nami.
– Cholera, duch?! – spanikowałem i odskoczyłem do tyłu, wdzięcznie wpieprzając się na Lucjusza.
Blondyn w przyspieszonym tempie przywitał się z posadzką, ja wylądowałem na nim (przynajmniej miałem miękkie lądowanie. Co z tego, że samobójcze, trochę wygody przed śmiercią każdemu się należy).
– Zejdź ze mnie, idioto! – wydyszał diablo wściekły chłopak i brutalnie zapoznał mnie z zimną glebą. Wstał zwinnie jak kot, otrzepał szatę i poprawił włosy – Wystraszyłeś się Iryta?!– powiedział z niesmakiem. – Wstawaj Bielecki! Do diabła nie mamy czasu!
– Kogo my tu mamy? Dwóch przydupasów… – zachichotała złośliwie przeźroczysta kreatura i wydobyła skądś dwa nieprzyzwoicie wielkie balony, na bank nie napełnione powietrzem. – Macie prezencik, chłopaczki!
Wycelował i…
…rzucił.

----------------
Komentarze
avatar
Smierciojadek  dnia 09.04.2014 12:33
Nikt tego nie skomentował i nie wiem, czy dobrze postępuję, robiąc to pierwsza. Trudno też jest oceniać coś, co jest już w formie książki. Dlatego napiszę krótko.

Nie lubię Twojego Bieleckiego. Jakoś w ogóle nie trafia do mnie jego charakter, jego sposób bycia. Nie do pomyślenia dla mnie jest takie zwracanie się do dziecka, tym bardziej do siostry. Może da się to jakoś wytłumaczyć, może będzie to jakoś rozwinięte w następnych częściach - nie mniej jednak teraz to do mnie nie trafia.

Ale za to uwielbiam Twój styl pisania. Jest taki lekki, luzacki, czasami może zbyt podwórkowy, ale bardzo mi to nie przeszkadza. Jestem też pod wrażeniem tego, jak potrafisz pisać w pierwszej osobie. W ogóle nie brzmi to topornie. Dlatego dla mnie umiejętności na plus, historia na neutralnym. ;)
avatar
Prefix użytkownikaDarkhope  dnia 28.05.2016 00:15
Czytań sporo a komentarzy niemal brak. Dziwna seria.
Czytając początek odniosłam wrażenie, że mamy styczność z upierdliwym, wiecznie pokrzywdzonym, irytującym nastolatkiem. I taki faktycznie jest, bo emanuje bardzo popularnym teraz - byciem "anty-systemowym".
Co do jego niechęci do dzieci - akurat to jestem w stanie zrozumieć. Sama ich nie znoszę.

Cała ta sprawa z nową szkołą... Z początku wszystko realne, a później takie coś. Licealista to trochę za stary na Hogwart. xD

Niby dobrze się to czyta. Nastolatek to i język może być luźny. Jednak momentami przesadzone są te jego tekściki, albo po prostu mogłyby być lepsze.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 50% [3 głosy]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [0 głosów]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 33% [2 głosy]
Okropny Okropny 17% [1 głos]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Wybitny uzdrowiciel
23.09.2019 02:03
oo jak miło Buziak

Różowy Pomeranian Teksasu
23.09.2019 02:02
Chciałam tylko napisać, że Only ma cudowną kartę postaci i to dzięki takim gifom każdy dzień jest lepszy ^^

Śmierciożerca
22.09.2019 23:56
CoSieDzieje, zaraz Ci przejdzie, spokojnie

Niezwyciężony mag
22.09.2019 23:56
Rue, w sensie?

Śmierciożerca
22.09.2019 23:55
CoSieDzieje, korzystaj, póki jest xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 58237 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 51429 punktów.

3) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41857 punktów.

4) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 40222 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 34521 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 34109 punktów.

7) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 32289 punktów.

8) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

9) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30501 punktów.

10) Prefix użytkownikaYourSmile

Avatar

Posiada 29744 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 1.11