Jak potoczy się wizyta głównego bohatera w domu Czarnieckiego? Czy pozna odpowiedzi na swoje pytania?
***
Słowem wyjaśnienia. Półtora roku zajęło mi zebranie się do powrotu do tej historii. Pewnie mało kto już ją pamięta, ale miałem wenę, więc napisałem. Z tego miejsca, dziękuję tym, którzy ciągle mnie poganiali do pisania o przygodach Stew ;>
***
Stewart Rivers jeszcze nigdy nie gościł w tak osobliwym domostwie. Z obu stron korytarza spoglądały na niego martwe oczy magicznych stworzeń. Niektóre z tych okazów widział po raz pierwszy i zastanawiał się, cóż za osobliwości może tutaj jeszcze spotkać. Chociaż ich oczy były niewątpliwie martwe, Stew nie mógł pozbyć się wrażenia, iż jest ciągle obserwowany. Szli wraz z Ulką za gospodynią wzdłuż korytarza mijając kolejne drzwi. Stew myślał, że kierują się do tych położonych na wprost wejścia, jednak Maria poprowadziła ich w prawo na wygodne, drewniane schody. Rivers, wspinając się po kolejnych stopniach żałował, że nie zajrzeli do tego pomieszczenia, gdyż wydobywał się stamtąd wspaniały zapach gotowanej kolacji. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że przez cały dzień nic nie jadł. Słysząc wyjątkowo głośne burczenie w swoim brzuchu, poczuł się kompletnie zawstydzony.
Gdy stanęli na górze, momentalnie zapomniał jednak o głodzie. Ich oczom ukazał się piękny, bogato zdobiony pokój. Przeważały w nim dekoracje wykonane z wszelkiego rodzaju drewna, jednak całe wnętrze dominował masywny, bogato rzeźbiony fotel, w którym siedział gospodarz domostwa. Był to starszy jegomość o szlacheckich rysach, które dało się dostrzec pod licznymi zmarszczkami na jego twarzy. Stewart ocenił jego wiek na jakieś dziewięćdziesiąt lat i wydawał mu się on pogodnym staruszkiem. Z jego oczu biła niesamowita wesołość. W czasach młodości musiał mieć wielkie powodzenie u kobiet, gdyż pomimo tego, że siedział na fotelu, nie dało się nie zauważyć jego dużego wzrostu. Musiał być wyższy nawet od Stew, który nie należał do osób o przeciętnym wzroście.
- Panno Black Potter, czemuż zawdzięczam tę niespodziewaną wizytę? - rozbrzmiał głos starszego mężczyzny, który uśmiechnął się przyjaźnie.
- Dobry wieczór, panie Czarniecki! - ukłoniła mu się Ulka z niepewnym uśmiechem na twarzy. - Mój towarzysz podróży... - Tutaj rzuciła potępiającym wzrokiem na Stewarta, któremu właśnie głośno zaburczało w brzuchu. - To jest Stewart Rivers z brytyjskiego Ministerstwa Magii i chciałby zadać panu kilka pytań. Oczywiście jeśli to nie kłopot.
- Stewart Rivers... - mruknął pod nosem Czarniecki. - To żaden problem, bardzo chętnie z nim porozmawiam, mimo tak późnej godziny... - Uśmiechnął się delikatnie. - Jednak nie mam pojęcia, cóż za informacji mógłbym mu udzielić. Ja, taki stary człowiek...
Stewart przyglądał się tej wymianie uprzejmości ze stoickim spokojem, chociaż jego żołądek nieustannie domagał się solidnej porcji jedzenia. Nie zrozumiał ani słowa, jednak z reakcji starszego mężczyzny mógł wyczytać, że ten nie będzie sprawiał żadnych trudności.
- Ach, rozumiem - westchnął po chwili zastanowienia Czarniecki. - Mówiłem temu osłowi, że się kiedyś doigra. Powtarzałem mu, że badanie tajemnic tej puszczy nie przyniesie mu nic dobrego...
- Jak rozumiem, domyśla się pan, że chodzi o pana Wrońskiego. Niestety zaginął, ale ludzie Stewarta zajmują się w tej chwili jego poszukiwaniami. Nasze Ministerstwo również dołoży wszelkich starań, by go odnaleźć. Ma pan moje... - w tej chwili spojrzała na Stewarta, który słysząc nazwisko polskiego uczonego skrzywił się zawzięcie - … i jego słowo! - Wskazała na towarzysza.
Czarniecki popatrzył na Ulkę przenikliwym wzrokiem i tylko kiwnął głową.
- Dobrze - odpowiedział, podnosząc się z fotela. Teraz Stewart nie miał żadnych wątpliwości, że starszy jegomość przewyższał go prawie o głowę. Jego postura doskonale oddawała szlacheckie pochodzenie.
- Maria przygotowała właśnie kolację. Myślę, że z pełnymi brzuchami będzie nam się lepiej rozmawiało. Zapraszam do jadalni.
Czarniecki podszedł do Stew, uścisnął mu dłoń i gestem zaprosił do podążania za nim. Gdy schodzili we trójkę tymi samymi schodami, Ulka szeptem krótko zrelacjonowała mu rozmowę z gospodarzem. Kiedy byli już na dole, udali się do jednego z pomieszczeń, które mijali uprzednio. Czarniecki otworzył im szeroko drzwi i poczekał aż wejdą do bardzo przytulnej jadalni.
- Proszę, siadajcie. - Maria weszła właśnie do środka lewitując przed sobą garnek, z którego unosiła się delikatna strużka pary.
Wszyscy usiedli do stołu, a po kilku machnięciach różdżką gospodyni, talerze kolejno napełniły się apetycznie wyglądającym daniem.
- To gołąbki - wyjaśniła Stewartowi Ulka. Jednak mężczyźnie ta informacja była kompletnie zbędna. Czuł, że jego brzuch zaraz zapadnie się w sobie z głodu.
- Smacznego! - powiedział, pan Czarniecki.
Bez zbędnych ceregieli przystąpili do posiłku. Chociaż Stew po raz pierwszy jadł takie danie, bardzo mu posmakowało. Gdy tylko skończył swoją porcję, co nie trwało zbyt długo, gospodyni spojrzała na jego pusty talerz i pośpieszyła z dokładką. Uśmiechnęła się do niego zachęcająco, na co on odpowiedział swoim czarującym uśmiechem i zajadał dalej. Kiedy wszyscy odsunęli swoje talerze, a Maria zaczęła sprzątać ze stołu, pan Czarniecki wyszedł bez słowa z pomieszczenia. Stewart popatrzył zdziwiony na Ulkę, jednak ta szybko uspokoiła go, że nie ma się czym przejmować. Po chwili gospodarz powrócił z zakurzoną butelką jakiegoś trunku.
- To moja domowa nalewka z pigwy, myślę że wam posmakuje - wyjaśnił, stawiając trunek na stole. Po chwili pojawiły się cztery kieliszki wyczarowane jednym machnięciem różdżki. Kolejne zaklęcie i butelka napełniła je złotożółtym płynem.
- Na zdrowie! - powiedział Czarniecki, unosząc swój kieliszek w górę. To samo uczynili pozostali. Ulka w dalszym ciągu tłumaczyła wszystko na ucho Stewartowi, który był nieco onieśmielony nieznanymi mu zwyczajami.
- Teraz możemy przejść do sprawy... - zaczął gospodarz.
Ulka przetłumaczyła wszystko Stewartowi i po chwili zastanowienia ten zaczął mówić.
- Może na początku powiem, dlaczego nasze Ministerstwo poprosiło o pomoc pana Wrońskiego - powiedział Stewart prostując się na krześle. - Wiąże się to ze sprawą kilku zabójstw, do których doszło w ostatnim czasie na terenie naszego kraju...
Stew starał się mówić powoli, pomijając nieistotne szczegóły, tak by Black Potter mogła bez problemów przetłumaczyć jego słowa starszemu jegomościowi. Ten słuchał uważnie i parokrotnie unosił wysoko brwi w wyrazie zdziwienia, a niekiedy głębokiego zaskoczenia, gdy poznawał kolejne informacje dotyczące brutalnych morderstw.
- Faktycznie, brzmi to bardzo niepokojąco - odparł spoglądając w ścianę. Głęboka zmarszczka zastanowienia pojawiła się na jego czole.
- Teraz rozumiem, dlaczego poprosiliście o kontakt z tym starym osłem - dodał po chwili. - Muszę wam powiedzieć, że to nie pierwszy raz kiedy słyszę o przypadkach tak straszliwych zbrodni. Wiele lat temu na tych ziemiach miały miejsce podobne zdarzenia, rytualne morderstwa, na myśl o których włos jeży się na głowie. Ja nie znam zbyt wielu szczegółów, tymi zajmował się Wroński...
- Proszę mi powiedzieć, tyle ile pan wie, każda informacja, może okazać się istotna - powiedział Stew.
- Dobrze - westchnął ciężko Czarniecki. - Te zbrodnie, o których wspomniałem, miały miejsce u schyłku XVIII wieku, tu na tych ziemiach. Wiedza o nich nie należy do kategorii dziedzin powszechnie znanych, nawet w Polsce mało kto o tym pamięta. Niewiele przekazów z tamtych czasów zostało utrwalonych na piśmie, bo i nie przeżył nikt, kto miał z nimi bezpośrednio do czynienia. Panna Black Potter zdaje się wie, o czym mówię... - urwał.
Ulka oblała się lekkim rumieńcem na twarzy i pokiwała niepewnie głową. Czarniecki przyglądał jej się przez chwilę, w końcu machnął ręką i kontynuował:
- No cóż, możemy tylko winić siebie samych zza to, że nie staraliśmy się o dogłębne wyjaśnienie tej sprawy. To właśnie Stefan starał się dociec prawdy. Wiem, że nie udało mu się odkryć zbyt wiele, ale odpowiedzi na wszelkie pytania szukał przede wszystkim w naszej puszczy. Miejscu, gdzie te straszliwe zdarzenia miały swój kres. To wiadomo na pewno, bo to tutaj zginął ten, który był odpowiedzialny za morderstwa.
- Czy wiadomo kto to był? - zapytał Stew. Jego serce zaczęło mocniej bić. Miał nadzieję, że w końcu dowie się czegoś, co popchnie śledztwo do przodu.
- I tak, i nie - odparł tajemniczo Czarniecki. - Jak już mówiłem, spotkania z tym czarnoksiężnikiem nie przeżył nikt, nawet ten czarodziej, który jako ostatni stawił mu czoła. Śmiały - nie wiadomo, czy naprawdę tak się nazywał, ale tak mówiono o nim po tym, jak udało mu się powstrzymać tego Rosjanina...
- Rosjanina? - zapytał zdziwiony Stew.
- Tak, tak, był Rosjaninem. To jedna z nielicznych rzeczy, które o nim wiemy. Jak widzicie, same zagadki. Między innymi dlatego Stefan badał tę sprawę, uwielbiał takie wyzwania. Nie wiem, ile udało mu się odkryć ostatnio. Powiedzmy, że nasze stosunki od kilkunastu lat nie były najlepsze. - W tym momencie Czarniecki spojrzał na Marię, której twarz nie zdradzała żadnych emocji.
- To w sumie wszystko co mi wiadomo - zakończył.
Stewart spojrzał na Ulkę, wydawała się równie zaskoczona co on sam. Czego się dowiedział? Niezbyt wiele, ale zawsze to jakiś trop. Nie mógł jednak ukryć swojego zawodu, gdyż liczył na znacznie więcej. Czy Wroński musiał zaginąć akurat w tym momencie? Czy miało to jakiś związek z morderstwami w Wielkiej Brytanii? Szef Brygady Uderzeniowej zadał sobie te pytania, jednak w żaden sposób nie był w stanie w tej chwili na nie odpowiedzieć.
- Czy mógłby pan pokazać mi to miejsce w puszczy? - zapytał Stewart. Ulka spojrzała na niego z lękiem, ale powtórzyła pytanie Czarnieckiemu.
- Nie, to niemożliwe, ja nie wchodzę do puszczy i tak zostanie. - Starszy mężczyzna wygłosił tę odpowiedź takim tonem, że Stewart zastanowił się, czy nie popełnił właśnie jakiejś gafy. Nagle Ulka powiedziała:
- Ja wiem jak tam trafić, jeśli będziesz chciał tam pójść, mam iść z Tobą. Stańczyk wyraźnie sobie tego życzył.
- Czy możemy tam pójść teraz? - zapytał.
Ulka spojrzała na niego jak na szaleńca.
- Wejście do pewnych rejonów puszczy nawet dniem nie jest bezpieczne, sam czułeś co wisiało w powietrzu, kiedy się tutaj znaleźliśmy. Zdecydowanie odradzam ci...
Stew spojrzał jej prosto w oczy.
- Ja muszę tam pójść. Może uda mi się tam znaleźć coś, co doprowadzi do rozwiązania tej sprawy. Postaw się na moim miejscu... - zamilkł na chwilę. - Ja... ja nie mogę pozwolić, żeby kolejni ludzi zginęli, gdybyś widziała te ciała...
- Posłuchaj mnie Stew, rozumiem. A przynajmniej staram się zrozumieć, ale ja znam tę puszczę. To moje rodzinne strony i wiem doskonale, że wielu ludzi już nigdy stamtąd nie wróciło, a z pewnością nie wrócili tacy sami.
Czarniecki i Maria przyglądali się tej wymianie zdań ze spokojem. W końcu Ulka zdradziła im zamiary Stewarta. Maria, która do pory trzymała swoje emocje na wodzy, wyglądała na totalnie przerażoną. Gospodarz, nawet jeśli uważał, że to głupi pomysł, tym razem nie dał tego po sobie poznać. Wzruszył ramionami i powiedział:
- Panno Black Potter, nie możemy mu zabronić wejścia do lasu. Jeśli takie jest jego zadanie, nie powinniśmy stawać mu na przeszkodzie. Wierzę, że go ostrzegłaś, ale niezależnie od tego jaką decyzję podejmie, mówię ci: nie idźcie tam nocą.
Stewart czekał aż Ulka przetłumaczy mu słowa Czarnieckiego, jednak ona nie zamierzała tego zrobić.
Zaskoczony i nieco poirytowanych takim zachowaniem, Stewart wstał ze swojego miejsca i ukłonił się gospodarzowi oraz Marii.
- Uprzejmie dziękuję za informacje jakich mi pan udzielił, a także za posiłek. Myślę, że wystarczająco nadużyłem państwa gościnności i pora już na mnie.
Gdy Ulka przekazała jego słowa, Maria zaczęła głośno protestować. Powiedziała, że znajdą się dla nich pokoje, mogą poczekać do rana i wtedy wyruszyć. Stewart jednak grzecznie odmówił. Pożegnał się i ruszył do wyjścia szybkim krokiem. Ulka na ten widok zerwała się krzesła, skłoniła się gospodarzom i podążyła za towarzyszem.
Dognała go dopiero na ganku, gdzie stał w cieniu rzucanym przez drewniane słupki balustrady. Zaciągał się głęboko powietrzem.
- Naprawdę nie wydaje mi się, by mogło spotkać nas tam coś złego - powiedział Stew, gdy stanęła za nim. - Zawsze miałem przeczucie do takich rzeczy, nie wiem z czego ono wynikało, ale jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Czy źle zrobiłem odrzucając propozycję noclegu?
Ulka westchnęła.
- Tak, mówiąc szczerze to tak. Nie znam się na przeczuciach, ale znam tę puszczę. Rzadko ludzie zapuszczają się tam w nocy, ja sama poszłam tam tylko raz... - urwała. Stewart obrócił się i spojrzał na nią. Jego wzrok przyzwyczaił się już do widzenia w ciemności. Tej nocy księżyc świecił jasno, jutro miała być pełnia. Dlatego Stew bez problemu odczytał na twarzy Ulki uczucie ogromnego niepokoju.
- Jeśli nie chcesz tam iść, nie mogę cię prosić byś poszła ze mną. Zostań tutaj, a ja...
- Nie! - przerwała mu w pół słowa nagle rozzłoszczona. - Myślisz, że puściłabym cię tam samego? Jak chciałbyś trafić na miejsce...
- Możesz mnie pokierować, dać wskazówki. Z różdżką w dłoni nie powinno być ciężko, w dodatku księżyc świeci dziś tak jasno...
Ulka prychnęła.
- Nie, to nie ma najmniejszego sensu. Poczekaj do rana! Co to zmieni, że pójdziesz tam teraz? - Dziewczyna wyraźnie nie zamierzała się poddać łatwo. - Niezwykle uparta - przemknęło przez myśl Riversowi.
- Ulka, ja nie mam czasu. Nie mówiłem ci, bo nie powinienem, ale myślę, że mogę ci zaufać. Ministerstwo nie jest zadowolone z postępów śledztwa, chcą je przekazać do biura Aurorów. Nie mogę pozwolić, by praca moich ludzi poszła na marne, sprawić im zawodu. Jak będę mógł spojrzeć im w oczy, jeśli zawalę taką sprawę...
- Przecież nikt nie pomyśli, że jesteś słaby. To nie twoja wina! - zaprotestowała.
- Nie wiesz jak to jest...
Lodowaty ton głosu, którym przemówił wydał się Ulce bardzo obcy. Nie pasował do tego uśmiechniętego młodego mężczyzny. Ale nagle ją olśniło.
- Bycie najmłodszym szefem tak ważnego biur, wcale nie jest proste. Nikogo nie obchodzą moje doświadczenie, wiedza i dotychczasowe zasługi. Każdy patrzy na mnie jak na zwykłego młokosa, któremu posadę dano po znajomości, przez rodzinne konszachty. A to wcale nie było tak... - zamilkł na chwilę. Ulka cierpliwie czekała na ciąg dalszy w milczeniu. - Dla nich liczy się tylko mój wiek. Jeśli zawiodę, dam im do ręki dowód na to, że się nie mylili...
- Dobrze.
- Słucham?
- Pójdę tam z tobą - wyjaśniła krótko.
- Nie chcę, żebyś robiła coś wbrew sobie. Mogę iść sam, powiedz tylko...
- Nie - przerwała mu ponownie. - Będę tam z tobą i być może nic się nie stanie. Jak mówiłam, już kiedyś byłam w puszczy nocą. Miejsce do którego się udamy, jest unikane nie tylko przez ludzi. Skoro Wroński mógł je badać i nic mu się nie stało, to nam też się nic stanie.
Zabrzmiało to trochę, jakby chciała przekonać samą siebie. - Zupełnie jak małe dziecko - pomyślał Stew. Ulka była bardzo młodą kobietą, ale Rivers wiedział doskonale, że nie należy oceniać ludzi po wyglądzie. Wiedział też, że nie odwiedzie już Black Potter od tego pomysłu. Zaskoczyła go tą nagłą zmianą decyzji. Stew pomyślał sobie, że gdyby poznał Ulkę w innych okolicznościach, mogliby się dogadać. W sumie po tym jednym dniu znajomości, zdążył już ją polubić...
- Chodźmy - rzuciła Ulka. Po czym skierowali się w stronę drogi, którą przyszli. Gdzieś w oddali zaczął ujadać pies.
Napiszę cos krótkiego, a później to edytuję. Za żadne skarby nie weszłabym do lasu nocą. Nie ma takiej opcji. Chyba, że jechałabym droga, która nie prowadzi koło cmentarza. Ta Ulka w Twoim opowiadaniu jest zbyt odważna