Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Test wiedzy o Remusi...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Nieoryginalna

Każdy ma swojego ulubionego Huncwota. Jeśli Twoim jest Remus, sprawdź swoją wiedzę o Lupinie w ty...
>> Czytaj Więcej

Noworoczne postanowi...

Kategoria: Inne
Autor: Prefix użytkownikafuerte

Tłumaczenie artykułu zamieszczonego na Wizarding World.
>> Czytaj Więcej

Ranking eliksirów i ...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Ranking eliksirów; artykuł jest tłumaczeniem tekstu zamieszczonego na Pottermore.
>> Czytaj Więcej

W świetle życia Dean...

Kategoria: Materiały z Pottermore
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Tłumaczenie tekstu o Deanie Thomasie.
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: PaulaSmith

Numer Magiczne rodziny stworzyli: CoSieDzieje, Angelina Johnson, ulka_black_potter, Nieoryginalna...
>> Czytaj Więcej

To J.K.Rowling ustal...

Kategoria: Teorie, przemyślenia...
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Artykuł jest tłumaczeniem tekstu zamieszczonego w serwisie Mugglenet.
>> Czytaj Więcej

Gra Trivial Pursuit ...

Kategoria: Recenzje
Autor: Prefix użytkownikaSam Quest

Krótka recenzja gry Trivial Pursuit: Harry Potter
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]4. Rita pisze p...

Tytuł: 4. Rita pisze ponownie
Seria: Rozkwit odwagi (Courage Rising)
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Harry spędza wakacje, wynajmując pokój w Dziurawym Kotle. Pewnego dnia spotyka Hermionę i jej rod...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Prawdziwy ojciec

Tytuł: Prawdziwy ojciec
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Gdyby wcześniej był bardziej wnikliwy, bardziej dokładny, zauważyłby. Zaślepiły go własne przekon...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Andrew Rogers

Tytuł: Andrew Rogers
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

To pochmurne niebo, ta biedna roślinność nosiła w sobie nutę nostalgii, chociaż nie miał pewności...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział I

Tytuł: Rozdział I
Seria: Niewolnik własnych myśli
Gatunek: Dramat
Autor: Prefix użytkownikaAneta02

Życie pełne jest wyborów człowieka i wyrzeczeń, jakie musi ponieść, by ich dokonać. Jednak dla n...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Ten świat jest...

Tytuł: Ten świat jest...
Seria: Dziewczyna z porcelany
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaAlette

Nie patrz wstecz, nie myśl o przeszłości. Ona nie ma znaczenia. Ona nie istnieje. Przyszłość, tyl...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Nad rzeką dla ś...

Tytuł: Nad rzeką dla świata
Seria: Dla większego dobra
Gatunek: Pierwsze Fan Fiction
Autor: Prefix użytkownikaMikasa

Jak mógł wyglądać typowy dzień dwumiesięcznej przyjaźni Dumbledore'a i Grindelwalda?
>> Czytaj Więcej

[NZ]Przynęta

Tytuł: Przynęta
Seria: Potter musi umrzeć
Gatunek: Kryminał
Autor: Prefix użytkownikaBluecube

Potter musi umrzeć - rozdział 3
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 40
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
44,096 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 250
Było: 16.01.2020 20:17:01
Napisanych artykułów: 1,060
Dodanych newsów: 10,016
Zdjęć w galerii: 21,279
Tematów na forum: 3,641
Postów na forum: 311,012
Komentarzy do materiałów: 218,781
Rozdanych pochwał: 3,209
Wlepionych ostrzeżeń: 4,144
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  RAVENCLAW!

Gryffindor
Punktów: 1599
uczniów: 3264
Hufflepuff
Punktów: 1645
uczniów: 3192
Ravenclaw
Punktów: 2415
uczniów: 3953
Slytherin
Punktów: 514
uczniów: 3277

Ankieta
W hogwarckim zamku wysiada piec i na dwa dni odwołane są lekcje. Co robisz?

zakładam najgrubszą szatę i lecę na błonia ulepić całą rodzinę bałwanów w szalikach mojego hogwarckiego domu
9% [6 głosów]

korzystam z jednego z tajnych przejść i uciekam do Trzech Mioteł, gdzie rozgrzeje mnie miód pitny
41% [28 głosów]

kradnę sanki ze składzika Filcha i lecę z kolegami na górkę do Hogsmeade. Aberforth dostanie szału!
10% [7 głosów]

zakładam na siebie cztery warstwy ubrań i idę do biblioteki czytać książkę o gościu, który utknął samotnie na tropikalnej wyspie
10% [7 głosów]

biorę Lunę pod ramię i lecimy pojeździć na łyżwach na zamarzniętym jeziorze. Wielka Kałamarnica będzie nas gonić!
17% [12 głosy]

zwołuję drużynę na trening Quidittcha - przerzucanie kafla przez oblodzone obręcze - to jest dopiero widok!
9% [6 głosów]

pakuję różdżkę oraz śrubokręt i idę pomóc skrzatom w naprawie pieca - lekcje są zbyt ważne, żeby je opuszczać
4% [3 głosy]

Ogółem głosów: 69
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 17.12.19

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
RavenclawRuby Anderson ostatnio widziano 19.01.2020 o godzinie 02:46 w Wieża Astronomiczna
HufflepuffElizabeth Cooper ostatnio widziano 19.01.2020 o godzinie 02:28 w Wieża Astronomiczna
RavenclawRuby Anderson ostatnio widziano 19.01.2020 o godzinie 02:18 w Wieża Astronomiczna
HufflepuffElizabeth Cooper ostatnio widziano 19.01.2020 o godzinie 02:03 w Wieża Astronomiczna
RavenclawRuby Anderson ostatnio widziano 19.01.2020 o godzinie 01:53 w Wieża Astronomiczna
HufflepuffElizabeth Cooper ostatnio widziano 19.01.2020 o godzinie 01:39 w Wieża Astronomiczna
Sekret Remusa
Podstawowe informacje:
Autor: Prefix użytkownikaAlice_124
Gatunek: Miniaturka
Ograniczenie wiekowe: b/o
Parring: James Potter/Lily Evans
Przeczytano 1472 razy.
Dzień, w którym wszystko się zmieniło w życiu Lily Evans oraz Huncwotów. Pełnia księżyca, SUMy, multum tajemnic i orzechowe oczy - rzeczy, które Gryfonka zapamięta na zawsze.
Bohaterowie: James Potter , Lily Evans .
12 czerwca, 1976 r.

~ Perspektywa Lily Evans ~


Zmierzch nadszedł niewyobrażalnie szybko, a wraz z nim ostatni egzamin ze Standardowych Umiejętności Magicznych. O godzinie jedenastej wieczorem wraz z moją przyjaciółką Dorcas i tłumem innych uczniów udaliśmy się na szczyt Wieży Astronomicznej. Na nasze szczęście warunki okazały się idealne do obserwacji gwiazd i planet, niebo było bezchmurne, a wiatr wręcz niewyczuwalny, choć nieco chłodny. Błonia wraz z Zakazanym Lasem skąpane były w srebrzystym blasku księżyca. Polana przypominała wielkie srebrne jezioro.
Wszyscy usiedliśmy przy swoich stolikach rozmieszczonych przy balustradzie, po czym zaczęliśmy rozstawiać teleskopy. Na sygnał dany przez profesor Hollens zaczęliśmy kreślić mapy. Co jakiś czas urzędniczki z Ministerstwa Magii przechadzały się między ławkami, przyglądając się nam uważnie. Zanim wyznaczyłam dokładne położenia Saturna, rozejrzałam się po wieży. Tak jak przypuszczałam, wśród uczniów brakowało jednego z Gryfonów – Remusa Lupina. Wydawało się, że nikt oprócz mnie nie zaobserwował jego nieobecności, nawet Huncwoci nie dawali po sobie tego poznać. Wokół mnie słychać było tylko szelest pergaminów, skrobanie piór i od czasu do czasu skrzypienie teleskopu. Otrząsnęłam się z chwilowej dekoncentracji i powróciłam do konstelacji Oriona.
Minęła godzina, a z ciemnych błoni zaczęły znikać złote ogniwa, gdy po kolei gasły światła w oknach zamku. Uczniowie z niższych klas prawdopodobnie już smacznie spali pod ciepłymi pierzynami, a ja uzupełniłam zaledwie dwie trzecie mapy. Musiałam zmienić ustawienie teleskopu, kiedy po błoniach potoczył się donośny ryk. Zatrzymałam pióro w powietrzu i zerknęłam na dół, próbując dojrzeć w ciemności źródło hałasu. Nie zaobserwowałam jakiejkolwiek sylwetki, nawet cienia. Szybko pogodziłam się z myślą, iż było to jakieś dzikie i niebezpieczne zwierzę z Zakazanego Lasu. Sięgnęłam po kałamarz z atramentem, następnie przyłożyłam z powrotem oko do teleskopu i zwiększyłam kąt rozwarcia, próbując przyjrzeć się fazie Księżyca. Spojrzałam na swój arkusz, żeby nanieść tam położenie Księżyca, ale coś innego przyciągnęło moją uwagę. Po błoniach ponownie potoczyło się głośne i mrożące krew w żyłach wycie, tym razem nie tylko ja to usłyszałam. Uczniowie znajdujący się najbliżej balustrady zaczęli rzucać sobie ukradkowe spojrzenia. Dobrze znałam ten odgłos, na lekcjach Obrony przed Czarną Magią profesor Merrythought nie raz puszczała go z gramofonu całej klasie, powtarzając przy tym, że mamy strzec się rzeczonego stworzenia. Mianowicie wilkołaka.
– Proszę się skoncentrować na egzaminie – powiedziała cierpliwie profesor Hollens, jakby codziennie zwracała uczniom uwagę, co było bardzo prawdopodobne.
Większość zdających powróciła do swoich arkuszy, czego również próbowałam. Niestety nie potrafiłam już ponownie się skupić i wierciłam się jedynie nerwowo na swym stanowisku. Kątem oka spojrzałam w prawo. James wpatrywał się w błonia, a dokładniej w okolice Wierzby Bijącej. Tak jak ja nie potrafił powrócić do egzaminu, był zbyt zdekoncentrowany. Miał zmarszczone czoło i stukał piórem o blat stolika, coś go ewidentnie niepokoiło. Możliwe, że również domyślił się, do jakiego stworzenia należało to wycie. Spojrzałam na swoją mapę i powróciłam do umieszczania na niej rysunku Wenus.


– Koniec czasu! Proszę odłożyć pióra.
W ostatniej chwili udało mi się zakończyć uzupełnianie mapy, kilka minut krócej i zdecydowanie nie zdążyłabym nanieś wszystkich danych. Zapewne byłabym wtedy załamana, a i tak zbyt wiele czasu zmarnowałam na rozmyślaniu o wilkołaku. Na szczęście udało mi się narysować całkowitą mapę nieba. Zadowolona ze swojej pracy odłożyłam pióro, a wtedy rolki całej klasy, w tym moja, poleciały w kierunku stolika pani Hollens.
– Dziękuję – oznajmiła. – Jest mi miło obwieścić, że był to wasz ostatni egzamin. Gratuluję wytrwałości.
Wokół mnie rozległy się głośne westchnięcia. Ulga, to była pierwsza rzecz jaką ujrzałam na twarzach moich znajomych. Nareszcie mogliśmy odetchnąć. Koniec egzaminów, początek wakacji, czas na wyczekiwany odpoczynek.
– Standardowe Umiejętności Magiczne – ciągnęła dalej - to nie tylko testy, lecz także symboliczna granica, którą dzisiaj po wielu trudach zdołaliście pokonać. Tak, chodzi o wasze wkroczenie w dorosłość... Nie powiem, że było wam łatwo, bo sama pamiętam jak to trudno być młodym czarodziejem. Stare, dobre czasy...
Jej wypowiedź wywołała falę ziewnięć. Sama nie mogłam się powstrzymać od tej naturalnej reakcji na nużące przemówienie profesor Hollens.
– No tak... – zamlaskała niezadowolona z naszego zachowania. – Jesteście już wolni! A i pamiętajcie, że jest już po północy, dlatego zachowujcie się cicho i nie ważcie się szwendać po zamku. Macie iść prosto do swoich pokoi! – rozkazała, lecz już mało kto ją słuchał.
Wstałam od stołu, rzuciłam ostatnie spojrzenie na błonia i schowałam do torby przyrządy, które były mi niezbędne do egzaminu. Odchodząc od stolika, zaczęłam rozglądać się za Dorcas, bez skutku. W tłumie wychodzących uczniów nie potrafiłam wypatrzeć mojej przyjaciółki. Najwidoczniej musiała wyjść przede mną i szła już w stronę Pokoju Wspólnego.
Ruszyłam za grupą znanych mi jedynie z widzenia Krukonów, podekscytowani rozmawiali o egzaminach. Sama w ostatnim czasie tylko o tym myślałam. Natomiast schodząc z Wieży Astronomicznej nie marzyłam już o dobrze zdanych SUMach, ale o tym, by jak najszybciej położyć się do swojego łóżka i zasnąć z myślą, że mam egzaminy za sobą.
Zbiegając po spiralnych schodach, potknęłam się o stopień, a cała zawartość mojej torby wylądowała przed moimi nogami. Spojrzałam na oddalający się tłum uczniów. Nie znosiłam sama zostawać w ciemnościach, to jedyna fobia, która pozostała mi z dzieciństwa. Przerażał mnie mrok.
Żwawo zaczęłam zbierać swoje rzeczy, chciałam jak najszybciej dogonić Gryfonów. W tym samym momencie, gdy niedbale wepchnęłam teleskop do pokrowca, usłyszałam straszne wycie, to samo, które dotarło do mnie wcześniej na Wieży Astronomicznej. Poczułam, jak dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Byłam sama wśród kamiennych ścian, a na zewnątrz grasował groźny wilkołak. Miałam pewność, że to właśnie to stworzenie. Dużo o nich czytałam. Podnosząc się z podłogi, ukradkiem wyjrzałam za okno i wtedy go zobaczyłam. Wynurzył się z mgły. Nie był to wilkołak jak myślałam. Mogłam odetchnąć z ulgą, lecz nie potrafiłam. Po chwili wiedziałam, kto szedł po równo skoszonej trawie.
– James – stwierdziłam z niedowierzaniem.
Serce podeszło mi do gardła, a strach zaparł dech w piersiach. Jak on mógł wyjść z zamku? Nie chodziło mi już o późną godzinę, a o wilkołaka, który w każdej chwili mógł zaatakować i rozszarpać na strzępy Pottera.
Jesteś głupia, Lily” – pomyślałam, zbiegając po schodach w stronę drzwi wyjściowych. Może i narażałam się na pewne niebezpieczeństwo, chcąc uprzedzić Jamesa przed wilkołakiem, ale wolałam, żeby coś stało się mnie, niż mieć na sumieniu przeklętego Pottera. „To się nazywa odwaga na miarę Gryfona? To ewidentnie głupota! Już jesteś jedną nogą w grobie. Tego chciałaś? Co cię obchodzi ten chłopak? Chcesz zginąć? Bawisz się w bohaterkę?” – wszystkie te pytania kłębiły się w mojej głowie, brzęcząc ostrzegawczo, mimo to wybiegłam z zamku przez dębowe drzwi. Z moich ust wydobywały się gęste kłęby pary. Powietrze było rześkie i chłodne, wypełniało moje płuca zimnem, jakby ostre sople kaleczyły mnie od środka. W oddali było słychać ciche pohukiwanie sowy, miałam wrażenie, że było to dla mnie kolejnym ostrzeżeniem. Musiałam znaleźć Pottera i go ostrzec. Ostrożnie oraz powoli ruszyłam w stronę drewnianej ławki. Znajdowała się na niej zapalona lampa naftowa, którą niezidentyfikowana przeze mnie osoba musiała chwilę wcześniej zostawić. W zasięgu wzroku nie było nikogo. Wiatr smagał moją twarz jak niewidzialny bicz, przy czym niósł za sobą zapach pobliskiego jeziora. Nagle ujrzałam jakiś ruch obok Wierzby Bijącej.
– James, cholerny dupku, to ty? – spytałam zirytowana, ale szeptem, nie chciałam zostać usłyszana przez wilkołaka. Zadziwiające, ale nigdy nie marzyłam o tym, aby zostać czyjąś przekąską. – James?
Odpowiedziała mi głucha cisza. Czułam, że muszę tam pójść i zbadać, co ukrywało się przed moim wzrokiem. Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą lampę, by oświetlić drogę do ogromnego drzewa. Cichy i piskliwy głosik w mojej głowie krzyczał – uważaj co robisz, mądralińska! Starałam się go słuchać, tylko na co miałam uważać? Praktycznie nic nie widziałam! Jedynie czubki swoich butów, na które lampa rzucała żałosne promyki światła. Byłam coraz bliżej Wierzby, uważałam, żeby zachować odpowiedni dystans, nie chciałam zostać ofiarą bijącego drzewa. Obok potężnych korzeni dojrzałam kontury dwóch stworzeń. Na pewno nie byli to ludzie ani wilkołaki, wyglądali na... jelenia i psa. Odetchnęłam z ulgą. Jak na razie nie spotkałam na swojej drodze żadnych niebezpieczeństw. Najzwyklejszy jeleń, który podawał kopyto psu. A może chciał mu przybić piątkę? Dziwne. Zwierzęta zachowujące się jak ludzie…
Krzyknęłam przeraźliwie głośno jak na swoje możliwości. Nawet nie zdałam sobie sprawę, kiedy z moich rąk wyleciała lampa i z trzaskiem rozbiła się na kamieniu.
– To niemożliwe... – szepnęłam sama do siebie.
A jednak było to możliwe, jeszcze zanim krzyknęłam zdawało mi się, że pies wydał z siebie dziwny dźwięk, coś na wzór śmiechu. Teraz ich ślepia były zwrócone w moją stronę. Nie wiedziałam, co mam zrobić, uciec do zamku czy szukać dalej Jamesa? Na szczęście sprawa sama się rozwiązała, gdy jeleń wraz z psim towarzyszem uciekli do lasu. Próbowałam wszystko poukładać sobie w głowie, ale najpierw musiałam odnaleźć Gyfona. Strach zaczął przeradzać się w gniew. Narażałam własne życie, bo Panu Potterowi zachciało się pójść na spacerek, a w pobliżu mogło grasować niebezpieczne stworzenie.
Sowa ponownie zaczęła pohukiwać, jej krzyk był donośniejszy i wyraźniejszy, jakby huczała na alarm. Zdawało mi się, że wszystko wokół mnie ożyło, stało się bardziej wyraziste i obecne – trzeszczenie suchych gałęzi, zapach pobliskiego lasu, szum jeziora. Ponownie krzyknęłam, gdy usłyszałam pobliskie skomlenie. Na pewno nie należało do tego przedziwnego psa... „Muszę się stąd wynosić" – pomyślałam w chwili, gdy w pobliżu rozległ się trzask łamanej gałęzi. Odwróciłam się gwałtownie. Widziałam, jak wydłużony cień przesuwał się w moją stronę. Tym razem nie miałam zamiaru krzyczeć jak opętana i szybko wyciągnęłam z kieszeni spodni różdżkę. Wolałam umrzeć niż zostać ugryziona przez wilkołaka. Co to by było za życie? Przygotowana na rzucenie czaru, czekałam aż potwór wyłoni się z mroku lasu. Obserwowałam go, gdy powolnym krokiem wychodził zza drzewa, wynurzał się na otwartą przestrzeń i przybierał kształt chłopaka. Patrzył mi prosto w twarz swymi orzechowymi oczami. Opuściłam różdżkę i wzniosłam głowę ku niebu, dziękując szczęściu. To tylko James.
– Bałam się, że to wilkołak – wyznałam i podeszłam w jego stronę.
Zamarłam w półkroku, gdy w blasku księżyca dojrzałam twarz chłopaka. Zamiast ujrzeć jego szelmowski uśmiech zobaczyłam zaciśnięte ze złości usta. W jego oczach nie było iskierek radości, lecz płomienie gniewu. Na policzkach miał pojedyncze zadrapania.
– Miałaś dużo szczęścia, że jeszcze go nie spotkałaś – odparł przez zaciśnięte zęby.
– Słucham?
– Na brodę Merlina, Evans! – krzyknął wściekły. – Co ty sobie myślałaś wychodząc z zamku?
Kompletnie zaskoczył mnie jego ton. Nigdy nie widziałam, żeby był taki zdenerwowany.
– W-w-widziałam cię przez okno – wyjaśniłam pospiesznie. – Chciałam...
– Co chciałaś? – brutalnie mi przerwał. – Dlaczego zawsze musisz wtykać nos w nie swoje sprawy! Miałaś zamiar znowu donieść na mnie McGonagall?
Nadal miał mi za złe to, że w trzeciej klasie poszłam do hogwardzkiej specjalistki od transmutacji i przekazałam jej chytry plan Huncwotów – chcieli wprowadzić stado hipogryfów do zamku, by jedynie odwołać egzaminy końcowe. Skończyło się to dwutygodniowym szlabanem i listami do rodziców. Podobno nieźle się im oberwało, jednak ten fakt go nie usprawiedliwiał, nie musiał tak na mnie fuknąć. Nie byłam kablem.
– W okolicy grasuje wilkołak! – próbowałam bronić mego honoru. – Chciałam cię uprzedzić! Ochronić przed nim!
W jego oczach ujrzałam zdumienie. Wystarczyła jedna sekunda, by wyraz jego twarzy przeszedł ogromną metamorfozę. Nie patrzył już na mnie jak na wroga. Czuł się winny, żałował, że na mnie tak naskoczył.
– Naprawdę? – spytał po chwili, chyba nie do końca mi wierzył.
– Tak! Mam gdzieś twoje niecne plany, które knujesz ze swoimi kolegami. Przestraszyłam się, że... – zawahałam się na krótką chwilę – ... że zaatakuje cię wilkołak, słyszałam jego wycie.
W kącikach ust chłopaka krył się tak dobrze mi znany uśmiech, lecz natychmiast powrócił do swojej poważnej miny.
– Nie powinnaś martwić się o mnie, sam sobie spokojnie dałbym radę. Przynajmniej teraz wiem, że się mną interesujesz – dodał uszczypliwie.
Jak zawsze chciał mnie upokorzyć, a ja głupia myślałam, że się zmienił. Miał rację, nie powinnam się o niego martwić, po co w ogóle za nim poszłam?
– Lepiej wracaj do zamku, bo jeszcze zrobisz sobie krzywdę.
Coś we mnie wtedy pękło. Straciłam nadzieję. „On nigdy się nie zmieni. NIGDY”. Dlaczego w ogóle myślałam, że przeszedł pozytywną zmianę? Może przez ten wrześniowy zachód słońca, gdy nasze ręce się połączyły, a on szczerze mnie przeprosił? Zapewne gryzło go sumienie, chciał mieć problem z głowy i przeprosił. Jak zawsze zrobiłam z siebie pośmiewisko przed Potterem.
Spojrzałam na niego nienawistnie. W przeciwieństwie do mojej osoby, nie patrzył na mnie z pogardą, jak przypuszczałam. Miałam wrażenie, że żałował gorzkich słów, które wypowiedział na mój temat, ale to nie miało już jakiegokolwiek znaczenia. Czułam, jak przez całe moje ciało przeszło gorąco, wzbierała się we mnie złość. Uderzyłam go prosto w pierś, aż kostki mnie zabolały.
– Nie chcę cię znać. Nienawidzę cię – wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Próbował złapać mnie za ramię, lecz się wyrwałam i jak najszybciej uciekłam od niego. Biegłam w stronę zamku. Łzy zbierały się w kącikach moich oczu, ale nie płakałam. Nie chciałam płakać, to oznaka słabości, a ja musiałam być silna, by pokazać Jamesowi, że jego drwiny nic dla mnie nie znaczą…
Nagle kilkadziesiąt metrów przede mną z krzaków wybiegł chłopak, krzyczał. Niewiele słyszałam, zdołałam jedynie wyłapać z potoku słów imię Remusa.
Wystarczyło mi kilka sekund, by w chłopaku rozpoznać sylwetkę Syriusza. On też wyszedł z zamku. Przestałam biec, przystanęłam obok ławki na której wcześniej znalazłam lampę. Gdy wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zauważyłam, że za Syriuszem podążał szczur, lecz nie to przykuło moją największą uwagę. Za gęstą plątaniną gałęzi, złudnie przypominających mi splecione palce, zobaczyłam stworzenie stojące na dwóch wyrośniętych kończynach, z krótką sierścią i długim pyskiem wyposażonym w ostre jak brzytwa zęby. Po raz pierwszy ujrzałam go na żywo, nie tak jak zazwyczaj na rysunku w starej księdze. Nie miałam czym się chwalić, był o wiele bardziej przerażający niż się go opisywało na lekcji.
Wilkołak był zwrócony w moją stronę. To do niego krzyczał Syriusz. Remus był wilkołakiem.
– Lily, uciekaj! UCIEKAJ!
Nie musiałam się odwracać, by zorientować się, kto tak rozpaczliwie do mnie krzyczał. James był zbyt daleko, by wilkołak go dostrzegł. W centrum jego uwagi byłam wyłącznie ja. Potwór, w którym krył się Remus, znajdował się dwadzieścia metrów ode mnie. Tylko że to nie był Remus, którego znałam, podczas pełni był krwiożerczą bestią. Zdecydowanie nie mogłam czuć się w jego obecności bezpiecznie.
Momentalnie zaczął podążać w moją stronę. Początkowo powoli i spokojnie, aż zaczął biec, wyjąc przy tym wniebogłosy. Nie mogłam się ruszyć, strach obezwładnił całe moje ciało, nawet nie byłam zdolna sięgnąć do kieszeni, aby wyciągnąć różdżkę. Syriusz gdzieś zniknął, w miejscu gdzie ostatni raz go widziałam, znajdował się czarny jak węgiel pies. „Animag” – zdążyłam pomyśleć, gdy wilkołak skoczył w moją stronę. Miałam wrażenie, że wszystko działo się w zwolnionym tempie. Remus rzucający się na mnie z rozwartym pyskiem, Syriusz w postaci psa biegnący w stronę bestii i James, osłaniający mnie własnym ciałem.
Drętwota! – Koniec różdżki chłopak skierował w stronę ofiary i wykrzyknął zaklęcie.
Czerwone światło ugodziło wilkołaka prosto w jego owłosioną klatkę piersiową. Siła odrzutu była tak mocna, że aż ciało bestii wylądowało w krzakach, poza zasięgiem naszego wzroku.
Nadal nie mogłam się poruszyć, jedynie udało mi się przenieść wzrok z gęstwiny dzikich roślin na twarz Jamesa. Pierwszy raz widziałam w jego oczach przerażenie zmieszane z bólem. Musiał ugodzić zaklęciem swojego przyjaciela, to na pewno sprawiało mu przykrość, choć wątpiłam w to, że Remus będzie pamiętał o tym następnego dnia.
– Zaklęcie długo na niego nie będzie działać, musisz stąd uciekać, schronić się w zamku – oznajmił, przy każdym oddechu łapczywie chwytał powietrze.
Twarz miał czerwoną, zziajaną, musiał przebiec długi dystans w krótkim czasie, by mnie ochronić. Nie poniósł żadnych obrażeń, ale to i tak nie zmieniało faktu, że ryzykował swoim życiem. Wcześniej myślałam, że to ja się narażałam, by go ostrzec, a tak naprawdę tamtego wieczoru to on mnie uratował.
Po chwili zdołałam uświadomić sobie, że Gryfon kurczowo trzymał mnie za rękę. Jego dotyk był niezwykle przyjemny, a dłoń emanowała pocieszającym ciepłem.
– Lily, musisz zapomnieć o tym, co tu widziałaś... – przerwał nagle, głęboko nad czymś rozmyślał. – Albo nie, nie zapominaj. Nie mów o tym nikomu – sprostował. – Dobrze?
Całym swoim sercem chciałam zapomnieć o tamtym zdarzeniu, lecz wiedziałam, że to będzie zbyt trudne. Niełatwo wymazać z pamięci widok wilkołaka. Zdołałam się tylko na skinięcie głową.
– Świetnie, a teraz biegnij do zamku, prosto do swojego dormitorium. Postaraj się zasnąć – rozkazał, choć chciał, żeby zabrzmiało to jak prośba. Następnie puścił moją dłoń.
Nie musiał mnie dłużej przekonywać. Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie i biegiem wkroczyłam do zamku. W kilka minut znalazłam się w swoim dormitorium. Wszystkie dziewczyny smacznie spały w swoich łożach, jedynie Dorcas wyglądała na zmartwioną, mimo tego że też znajdowała się w objęciach snu. Po cichu ściągnęłam buty, szatę i resztę swoich ubrań. Nie miałam siły, by pójść do łazienki przebrać się w piżamę, dlatego w samej bieliźnie położyłam się do chłodnego łóżka, które po chwili ogrzane ciepłem mojego ciała stało się przyjemną barykadą od pozostałego świata.
Moje myśli krążyły wyłącznie wokół zdarzeń, jakich doświadczyłam na błoniach. Remus był wilkołakiem, Syriusz najprawdopodobniej wraz z Peterem opanowali umiejętność przemiany w zwierzęta, a James uratował mi życie. Nie mogłam przestać o nich myśleć, na szczęście umiarkowany i spokojny oddech Dorcas szybko ukołysał mnie do snu. Dobrowolnie oddałam się w objęcia Morfeusza. „Przeklęci Huncwoci” – zdążyłam pomyśleć, po czym odpłynęłam nurtem moich marzeń.

Komentarze
avatar
Nieoryginalna  dnia 17.03.2016 14:23
Lubię czytać miniaturki o Huncwotach, więc z chęcią przeczytałam i tę pracę. Bardzo podoba mi się sam pomysł - w ciekawy sposób przedstawiłaś odkrycie Lily, ja zawsze byłam ciekawa jak Evans dowiedziała się o sekrecie Huncwotów
Wykonanie też jest bardzo okej, nie zauważyłam żadnych błędów, poza tym bardzo spodobał mi się twój sposób pisania. Sprostałaś narracji pierwszoosobowej, która jest chyba najtrudniejsza ;p

Jedyne, co nie do końca mnie przekonało to zachowanie głównej bohaterki. Nie odczułam jej strachu, gdy zdała sobie sprawę z obecności wilkołaka, nie do końca rozumiem jej tok rozumowania, gdy wybrała się na błonia. Trudno mi także uwierzyć, że po tym wszystkim mogła tak po prostu położyć się i zasnąć ;D To właśnie zakończenie najmniej podobało mi się w tej pracy. Mimo tego miniaturka jest zdecydowanie na plus, mam nadzieję, że jeszcze jakąś napiszesz.
avatar
Prefix użytkownikaMargaret Black  dnia 17.03.2016 20:05
Masz bardzo przyjemny styl pisania. Czyta się bardzo dobrze, a akcja gładko płynie do przodu. Zauważyłam jednak kilka zgrzytów, które przy długości miniaturki nie rzucają się jednak w oczy.
Uwielbiam Huncwotów, a pomysł poznania przez Lily tajemnicy Remus bardzo dobry. Nie byłabym oczywiście sobą, gdybym trochę nie pomarudziła.
Przede wszystkim, nieśmiertelna Dorcas. Nie odgrywała zbyt dużej roli, ale jednak wiadomo o co chodzi. Drugą sprawą jest wyznanie nienawiści do Jamesa. Całość zmierza do tego, że jednak jej na nim zależy... No ale Lily to Lily i wyszła ci autentyczne.
To by było na tyle. Całości jest na tyle dobra, żeby uśmiechnąć się pod koniec czytania i dać powyżej oczekiwań.
A i jeszcze jedno. Wspaniałe opisy Kapelusz
Czekam na twoje kolejne opowiadania.
avatar
Prefix użytkownikaania919  dnia 18.03.2016 21:16
Bardzo fajna miniaturka, dobrze napisana, przyjemnie się ją czyta. Masz naprawdę dobry styl pisania. Podoba mi się również pomysł. W interesujący sposób przedstawiłaś całą sytuację. Lubię Lily i jej postać wyszła ci tu znakomicie.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 100% [1 głos]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 0% [0 głosów]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Różowy Pomeranian Teksasu
19.01.2020 03:11
Shuffelin

Ulubieniec nauczycieli
18.01.2020 23:24
Śmiech

Wielki mag
18.01.2020 23:19
*kaszel*Slizgonka*
kaszel*

Wybitny uzdrowiciel
18.01.2020 23:17
Nie mówmy o jedzeniu, bo jestem za leniwa żeby iść coś zjeść

Łowca czarnoksiężników
18.01.2020 23:04
RazorBMW,
Koniec imprezy
Dokańczanie żarcie
Gdzie ty widzisz problemy xD

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 58851 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 54367 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 42079 punktów.

4) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 41857 punktów.

5) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 35246 punktów.

6) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 34783 punktów.

7) Prefix użytkownikalosiek13

Avatar

Posiada 32842 punktów.

8) Prefix użytkownikabatalion_88

Avatar

Posiada 31890 punktów.

9) Prefix użytkownikaMarcus Clinton

Avatar

Posiada 30623 punktów.

10) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 30407 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2020 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.96