Przyznaję, że jestem aspołeczna. I jestem z tego dumna!
"Zbliżyła się do balustrady. Ogrody pałacowe wyglądały pięknie w świetle zachodzącego słońca. Nerwowym ruchem poprawiła kolię. Gdy tylko wzejdzie księżyc uroczystość się rozpocznie. I nic nie będzie już takie samo.
- Wasza wysokość?- Ktoś położył rękę na jej ramieniu. Powoli odwróciła się w jego stronę.
- Lord Ester. Przestraszyłeś mnie.- Wyszeptała.
- Jordan. Ten tytuł mi się nie należy.- Dotknął jej śnieżnobiałej dłoni. Zadrżała lecz nie cofnęła jej.
- Jesteś synem medyka. To naturalne, że cię tytułuję.- Po raz kolejny spojrzała tęsknie w stronę ogrodów. Miała wielką ochotę do nich uciec, ale nie mogła. Nie potrafiła zawieść matki.
- Nie należę do tego świata. Nie muszę się więc poddawać jego zasadą.
- Grzeczność nie wymaga zasad, a wychowania. Chociaż wielu nie widzi różnicy.- Uśmiechnęła się. Rozmowy z nim zawsze pomagały odzyskać humor.
- Możliwe. Jednak nie przyszedłem tu się z tobą kłócić, o pani. Chciałem się o coś zapytać.
- Więc pytaj.- Spuściła wzrok. Doskonale wiedziała, że ten moment musiał kiedyś nadejść.
- Czemu boisz się na mnie spojrzeć? r11; Przyłożyła dłoń do ust. Użył słów, których najbardziej się lękała.
- Gdy spostrzegłam cię po raz pierwszy nad Lustrem Czasu przypomniałeś mi kogoś. Kogoś ważnego.
- Kogoś z przeszłości?- Skinęła głową. Poczuła, że jej oczy stają się wilgotne. A przecież nie mogła płakać.. nie na chwilę przed najważniejszym balem w jej życiu.
- Ostatniego z mych braci. Przez te parę sekund miałam nadzieję, że wrócił. Byłam głupia. Nikt nie wraca z krainy umarłych.- Zabrzmiały pierwsze takty muzyki. Nadszedł czas...
- Muszę iść. Spotkamy się w czasie tańca. " Fragment "Kroniki Nagwardii: Wyspa cielesnego księżyca", opowiadania mojego autorstwa.
Zdrowa dusza nie odstępuje zdrowego ducha ani ciała... "Soul Eater"