Rekord osób online:
Najwiêcej userów: 1414
By³o: 24.05.2026 16:48:00
Wspó³praca z Tactic Games
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Jak wygl±da³o ¿ycie Gauntów? Powsta³ film, który Wam to poka¿e.
>> Czytaj Wiêcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazjê spotkaæ siê w Krakowie. Jak by³o?
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Wiêcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Wiêcej
Ka¿dy tatua¿ niesie ze sob± jak±¶ historiê. Jakie nios± te fanowskie, zwi±zane z m³odym czarodzie...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Hermiona nie mo¿e zapomnieæ o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pe³na z³ych przeczuæ decyduje...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Cykl wierszy po¶wiêcony Remusowi. :)
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpêdu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna siê nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjació³kami ma pierwsze zajêcia i...
>> Czytaj Wiêcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w B³onia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piêtro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
Violet-HordeDziewczyna ogl±dnê³a siê przez ramiê. Ca³y czas mia³a wra¿enie, ¿e co¶ j± obserwuje i bynajmniej nie by³o to ¿adne urocze, le¶ne zwierz±tko. Przebieg³a jeszcze kawa³ek, po wydeptanej przez stworzenia zamieszkuj±ce puszczê ¶cie¿ce i wzdrygnê³a siê, czuj±c powiew ch³odnego, jesiennego wiatru. Poprawi³a szalik w barwach Gryffindoru i naci±gnê³a go a¿ pod brodê. Zwolni³a i opar³a siê o pieñ drzewa, dok³adnie analizuj±c krajobraz przed swoimi oczami. Przez moment wydawa³o jej siê, ¿e krzaki znajduj±ce siê niedaleko niej, poruszy³y siê lekko.
Utkwi³a spojrzenie jadowicie zielonych têczówek w zaro¶lach, o równie intensywnej barwie. Ku jej zdziwieniu, z ro¶linno¶ci nie wysz³o ¿adne straszyd³o ani gro¼ny profesor, by zganiæ j± za przebywanie w Zakazanym lesie, a... ¶nie¿nobia³y ³abêd¼. Automatycznie chwyci³a ró¿d¿kê, która znajdowa³a siê w kieszeni jej szaty. Zwierzê porusza³o siê, jakby by³o z innej rzeczywisto¶ci, wydaj±c przy tym dziwne d¼wiêki, co lekko zaniepokoi³o Gryfonkê.
Ptak widocznie nie zauwa¿y³ jej obecno¶ci, bo rozpostar³ skrzyd³a i wzbi³ siê niezdarnie w powietrze. Rudow³osa zmarszczy³a brwi w akcie nierozumienia ca³ej sytuacji. Sk±d niby w Zakazanym Lesie ³abêd¼? Ju¿ mia³a ukradkiem wracaæ do zamku, gdy nagle przed jej oczyma pojawi³a siê bli¿ej nieokre¶lona, bia³a masa. Wrzasnê³a i zaczê³a rozpaczliwie machaæ rêkoma.
- Zabieraj mi z twarzy ten kaczy kuper! - krzyknê³a, spychaj±c ³abêdzia z twarzy. Wyl±dowa³ na ziemi i zatoczy³ siê parê razy, jakby mia³ problem z utrzymaniem równowagi. Ura¿ony spojrza³ na nastolatkê swoimi lodowoniebieskimi, paciorkowatymi ¶lepiami i bezczelnie dziobn±³ j± w stopê! Z piskiem odskoczy³a w bok, a strach rós³ w jej oczach. - To ma w¶ciekliznê!
- Wypraszam sobie! - Spojrza³a zdezorientowana na ptaka, którego skrzyd³a zaczê³y stopniowo siê wyd³u¿aæ i przemieniaæ w rêce. Dziób powoli zanik³, a na jego miejscu pojawi³ siê w zadarty nos. Po chwili sta³a przed ni± blondynka, otrzepuj±ca siê z bia³ych, ³abêdzich piór, które zalega³y na jej ramionach. Uczennica, któr± sk±d¶ zna³a. Zmru¿y³a oczy i zmierzy³a nastolatkê wzrokiem. Jej spojrzenie pad³o na plakietkê prefekta i niebiesko-br±zowy krawat, a nastêpnie na warkocz, przerzucony przez ramiê.
- Florence! - zawo³a³a rozradowana i wyrzuci³a rêce w powietrze. -
Tak siê cieszê, ¿e ciê widzê! - wyda³a okrzyk rado¶ci, który zapieczêtowa³a szerokim u¶miechem.
- Zamknij siê, bo wyl±dujemy w brzuchu jakiego¶ potwora! - Krukonka bez zbêdnego gadania zakry³a przyjació³ce blad± d³oni± usta. Jak na zawo³anie, li¶cie zaszumia³y na wietrze, a krzaki zatrzês³y siê. - Widzisz, co narobi³a¶, Atkins? - syknê³a gro¼nie uczennica, z nutk± strachu w g³osie.
Przez moment sta³y w bezruchu, gdy z krzaków wygrzeba³a siê dziewczyna w czarnej, satynowej pelerynie. Opu¶ci³a zwinnym ruchem kaptur, a jej twarz rozja¶ni³ promienny u¶miech, skierowany do pozosta³ych studentek Szko³y Magii i Czarodziejstwa.
- Powiem wam szczerze, ¿e nie cierpiê ro¶lin - mruknê³a i wyci±gnê³a li¶æ ze starannie u³o¿onych loków. - Ugh. One mnie chyba z wzajemno¶ci±. - Na potwierdzenie swoich s³ów przejecha³a d³oni± po w³osach, aby upewniæ siê, ¿e nie ugrzêz³a w niej ¿adna ga³±zka czy inny fragment krzaka.
- Co ty tu... ? - spyta³a czerwonow³osa, wyra¼nie zdziwiona przebiegiem wydarzeñ, ale jej przedmówczyni przerwa³a jej gestem rêki. Siedemnastolatka wydawa³a siê byæ ca³kowicie zdezorientowana tym spotkaniem. My¶la³a, ¿e oprócz niej nikt nie przychodzi³ do Zakazanego Lasu o tej porze.
- D³uga historia - za¶mia³a siê cicho i podpar³a boki rêkoma, przenosz±c ciê¿ar cia³a na lew± nogê. Zdecydowanie by³o co opowiadaæ, ale przecie¿ nie po to tu by³a. Wyprostowa³a siê i wlepi³a przeszywaj±cy wzrok w swoje kompanki. - A wy? Co tu robicie? -
zagadnê³a i poprawi³a skórzan± torbê, która zaczê³a zsuwaæ siê z jej ramienia.
- Do¶æ d³uga historia... - Mówi±ca Florence, zaczê³a na¶ladowaæ nowoprzyby³±. - Przysz³am sobie w spokoju poæwiczyæ i nagle w drogê wesz³a mi pewna cz³owieczyna... ekhm Wednesday. - Chrz±knê³a znacz±co i spojrza³a na dziewczynê.
- Ciekawe co poæwiczyæ! - zakpi³a Gryfonka, prychaj±c ironicznie. - Chyba taranowanie niewinnych uczniów!
- Mo¿e gdybym mog³a w koñcu spokojnie poæwiczyæ przemianê, to bym nie wpada³a na ,,niewinnych uczniów'', jak ty to ³adnie ujê³a¶ - odgryz³a siê, po czym zmru¿y³a oczy.
- Do¶æ! - krzyknê³a Puchonka, podnosz±c do góry rêce, po czym poprawi³a kaptur. — Jak nie przestaniecie siê k³óciæ to wlepiê wam szlabany! — warknê³a i skrzy¿owa³a rêce. — Jasne? Mam nadzieje, ¿e tak. — Spojrza³a na nie w¶ciek³ym wzrokiem.
- Jak nie przestaniesz mi rozkazywaæ to wlepiê ci szlaban, wiêc zamknij z ³aski swojej jadaczkê, Fernandez. - Blondynka zacisnê³a d³onie w piê¶ci tak, ¿e paznokcie wbi³y siê jej siê w skórê.
- A ja jestem grzeczna i szlabanu nie dostanê - odezwa³a siê pogodnie Wednesday i zaczesa³a odstaj±ce pasma rudych w³osów za uszy, tym samym ods³aniaj±c pod³u¿n± bliznê przechodz±c± przez wiêkszo¶æ jej twarzy.
- Jak ty jeste¶ grzeczn± uczennic±, to ja jestem konikiem polnym. -
wywróci³a oczami Puchonka. Ta rozmowa zaczê³a byæ dla niej zbyt mêcz±ca. Nie lubi³a, gdy kto¶ kaza³ jej t³umaczyæ dlaczego ma racjê.
- Tak. Ta k³ótnia nie ma sensu. - Gryfonka zrobi³a minê zbitego psa. - Co robimy? Mo¿e siê przejdziemy? - zaproponowa³a z u¶miechem pe³nym optymizmu. - To jest dobry plan, czy¿ nie? Prawda? Zrobimy sobie tak± mini wyprawê krajoznawcz±!
- Nie ma co! ¦wietny pomys³! - odpar³a ironicznie Florence i robi±c dziwne gesty rêkoma, zaczê³a udawaæ przewodnika. - Wycieczki, proszê za mn±! Po prawej mamy drzewa, za to z lewej mamy drzewa! A tam z przodu, kto by siê tego spodziewa³! Tu¿ to drzewa! - mówi³a, ca³y czas ¿ywo gestykuluj±c, udaj±c zapalonego turystê. Puchonka st³umi³a ¶miech rêkawem, a Wednesday wykona³a obrót wokó³ w³asnej osi. Z ka¿dej strony otacza³y je wszelkiego rodzaju ro¶liny i wszystko wygl±da³o prawie tak samo. Wszelkie odcienie zieleni, o¶wietlone blaskiem ksiê¿yca, mog³y przysporzyæ zawrotów g³owy.
- Skoro tak, to zróbmy co¶, o czym bêdziemy opowiadaæ naszym dzieciom! Kolejni uczniowie bêd± brali nas za przyk³ad! - Prefektki zerknê³y na ni± pob³a¿liwe, jednak w pewnym sensie zaciekawione. Od paru tygodni Gryfonka zachowywa³a siê do¶æ w±tpliwie jak na swój wiek. - Znajd¼my centaury! Porozmawiamy z nimi! Albo lepiej! Pouje¿d¿amy je!
Dziewczyny spojrza³y na siebie znacz±co, obserwuj±c jak ich przyjació³ka biega od drzewa do drzewa i macha rado¶nie rêkoma, absolutnie przekonana o ¶wietno¶ci swojego pomys³u.
- Diagnoza siê sprawdzi³a... - powiedzia³a dr¿±cym g³osem Puchonka i otar³a kciukiem niewidzialn± ³zê z policzka, po czym teatralnie chwyci³a siê za serce.
- Straci³y¶my j±... - Florence pokiwa³a g³ow± z udawanym smutkiem, próbuj±c nie wybuchn±æ g³o¶nym ¶miechem. Pokrêci³a z dezaprobat± g³ow±, gdy na nastolatce nie zrobi³o to ¿adnego wra¿enia, bo nadal skaka³a w t± i we te, przypominaj±c tym samym kauczukow± pi³eczkê.
Wednesday zatrzyma³a siê nagle na ¶rodku ¶cie¿ki i zaczê³a nas³uchiwaæ. Ku jej zadowoleniu po lesie rozniós³ siê têtent kopyt oraz okrzyki bojowe, a ziemia zadr¿a³a. Ptaki odlecia³y sp³oszone z drzew i poszybowa³y w stronê hogwarckich B³oni. Puchonka po omacku zaczê³a przeszukiwaæ kieszenie oraz wnêtrze torby, z sekundy na sekundê czuj±c narastaj±cy strach. Wesz³y przecie¿ na teren centaurów i to jeszcze z zamiarem terroryzowania ich! Dziewczyna wykona³a obrót i z min± zwyciêzcy podnios³a zdobiony, magiczny patyk. Mocniej chwyci³a ró¿d¿kê i zaczê³a mierzyæ ni±, z rozszerzonymi z przera¿enia oczami w czarn± otch³añ. Burzowe chmury przys³oni³y ksiê¿yc i gwiazdy, sk³adaj±ce siê w konstelacjê, przez co w lesie zrobi³o siê ca³kiem ciemno.
- Zrób co¶, Madison! - pisnê³a Krukonka, przytrzymuj±c czerwonow³os± za rêkaw szaty. Fernandez po¶piesznie wykona³a zgrabny gest rêk± i mruknê³a zaklêcie, a z koñca ró¿d¿ki b³ysnê³o ¶wiat³o, które o¶wietli³o las.
- Dalej! Chod¼cie! Tam s± centaury! S³yszê je wyra¼nie! - nalega³a, a Florence walnê³a j± w ty³ g³owy. - A³a! Za co to?! - Zbulwersowa³a siê i odda³a przyjació³ce w ramiê. - Wyobra¼ sobie, ¿e to bola³o, Flor! - krzyknê³a, a wychowanka domu Or³a poblad³a, co wyra¼nie by³o widaæ w ¶wietle, s±cz±cym siê z magicznego patyka.
- Nie wrzeszcz tak, bo jeszcze tu przybiegn±! Wyobra¼ sobie, ¿e centaury nie dadz± siê uje¿d¿aæ! To dla nich hañba! Gdyby¶ s³ucha³a na lekcjach ONMS to mo¿e by¶ to wiedzia³a! - syknê³a Krukonka, która jako g³os rozs±dku w grupie musia³a jako¶ wybiæ przyjació³ce ten niedorzeczny pomys³ z g³owy.
- One nie maj± tu nic do gadania! Zrobimy to z zaskoczenia! Tak, ¿e siê nawet nie zorientuj±! Rozumiecie? Efekt zaskoczenia! To jest dopiero plan! Ja to jednak jestem m±dra, na Godryka! ¯e te¿ Tiara nie przydzieli³a mnie do Ravenclawu, Florence! By³yby¶my razem w dormitorium! - mówi³a nienaturalnie szybko, a nastolatka strzeli³a sobie z otwartej d³oni w czo³o. - Och! To takie fascynuj±ce!
Po chwili grunt pod ich nogami znowu siê zatrz±s³, a ciszê nocn± ponownie zag³uszy³y coraz g³o¶niejsze okrzyki w¶ciek³ych centaurów i odg³os strzelania z ³uków. Blondynka pu¶ci³a rêkaw przyjació³ki ze z³o¶ci± i strachem, wymalowynymi na twarzy. Gryfonka ustawi³a siê w stronê, z której dochodzi³ ha³as, przepe³niona samouwielbieniem, a jej oczy zal¶ni³y.
- Co? Z drzewa na nie spadniesz? - prychnê³a Madison, a Atkins odwróci³a siê i wyrzuci³a rêce w powietrze, po czym przy³o¿y³a je do czerwonych z ekscytacji policzków. Odrzuci³a rude w³osy do ty³u i znacznie zmniejszy³a odleg³o¶æ pomiêdzy swoj± osob± a Prefektkami.
- Ge-ni-al-ne! Tak w³a¶nie zrobimy! - Klasnê³a w d³onie i ruszy³a dalej, przedzieraj±c siê przez gêst± ro¶linno¶æ, co w trampkach wcale nie by³o takie ³atwe ani przyjemne. Zreszt± Gryfonka by³a tak zdeterminowana, ¿e kompletnie nie zwraca³a uwagi na to, ¿e nogawki jej spodni s± podarte, a buty i skarpetki ca³kiem przemoczone i brudne od b³ota. W g³owie zaczê³a sk³adaæ plan zeskoczenia na centaury z góry, a oczami wyobra¼ni zobaczy³a jak hasa po ³±ce na stworzeniu, z przytwierdzonym magiczn± ta¶m± klej±c±, papierowym rogiem. - Wej¶cie na drzewo to nie problem... Potem mo¿emy u¿yæ rogu, by je wezwaæ, a nastêpnie...
- Wednesday, nie uwa¿asz, ¿e to lekka przesada? - spyta³a ostro¿nie Florence i spojrza³a na Puchonkê, poszukuj±c w niej poparcia. - Przecie¿ to niewinne istoty!
- W³a¶nie! Ja tylko ¿artowa³am! - Broni³a siê Madison, nadal czuj±c dr¿enie ziemi. Musia³y co¶ zrobiæ, bo skoñcz± przybite do drzew! Wziê³a parê g³êbokich wdechów i policzy³a do dwudziestu. Ju¿ otwiera³a usta, by przemówiæ czerwonow³osej do rozumu, kiedy ta bezczelnie jej przerwa³a.
- To bez znaczenia! Pomys³ ma szansê powodzenia! Moje marzenia w koñcu siê spe³ni±! Musimy znale¼æ centaury! Gdzie podzia³a siê wasza gryfoñska odwaga?
- Ale ja jestem Puchonk±... - mruknê³a sceptycznie Fernandez. Rozejrza³a siê i prze³knê³a ¶linê, gdy na czubek jej g³owy zaczê³y spadaæ pojedyncze krople deszczu. Gdzie¶ w oddali b³yskawica rozja¶ni³a niebo, a po chwili us³yszeæ mo¿na by³o potê¿ny grzmot. Wszystkie drzewa wygl±da³y tak samo. Madison siêgnê³a do kieszeni po ró¿d¿kê i po krótkim namy¶lê wymamrota³a zaklêcie ochronne, rzucaj±c je na siebie oraz przyjació³ki, dziêki czemu woda odbija³a siê od niewidzialnej bariery.
- Wiesz... My¶lê, ¿e mimo wszystko to jest w drug± stronê - b±knê³a Florence, wzrokiem pod±¿aj±c za Gryfonk±, która nie zwa¿ywszy na ulewê, zdecydowanie sz³a, zanurzaj±c swoje i tak przemoczone trampki w b³ocie. - Uwa¿aj na drzewo, Atkins! - krzyknê³a, gdy w ostatnim momencie uniknê³a bliskiego spotkania z pieniem roz³o¿ystego dêbu.
- Zaraz siê wywalisz! - westchnê³a druga dziewczyna, patrz±c na to, jak Wednesday w do¶æ w±tpliwy sposób przeskakujê przez korzenie. - Nie prze³a¼ przez tamte krzaki, bo co¶ ci siê stanie! - warknê³a, po czym odda³a ró¿d¿kê Krukonce, a sama podwinê³a rêkawy szaty i ruszy³a ku siedemnastolatce. Poci±gnê³a j± stanowczo za lewe przedramiê, a czerwonow³osa polecia³a z ogromn± si³± do ty³u, w ostatnim momencie utrzymuj±c równowagê.
- Mog³am zgin±æ! - zawo³a³a z wyrzutem do Prefekt Hufflepuffu. — Znowu! - doda³a, rozmasowuj±c miejsce, w którym chwyci³a j± brunetka. Florence zaczê³a siê szczerze ¶miaæ i zgiê³a siê wpó³.
- Tak! Z w³asnej g³upoty! - Madison zmru¿y³a oczy i wytê¿y³a s³uch. Odg³osy zbli¿aj±cych siê z ka¿d± chwil± centaurów by³y coraz wyra¼niejsze. Puchonka wyprostowa³a siê i zamknê³a na moment oczy, daj±c sobie chwilê na szybkie wymy¶lenie rozwi±zania tej sytuacji. - My¶lê, ¿e... - nie by³o dane jej dokoñczyæ, bo zauwa¿y³a Wednesday, która z marnymi skutkami próbowa³a wdrapaæ siê na smuk³± brzozê. - Atkins, do reszty oszala³a¶? - Znowu z³apa³a jej rêkaw i zgromi³a czerwonow³os± gro¼nym spojrzeniem. - Chcesz umrzeæ w najlepszym wypadku ze strza³± centaura w sercu?!
- A tam zaraz umrzeæ! - Machnê³a lekcewa¿±co rêk±. - Kilka zadrapañ, parê siniaków i... - Wychowanka Ravenclawu wesz³a jej w po³owie zdania.
- I reszta ¿ycia na wózku inwalidzkim!
Gryfonka sprawia³a wra¿enie lekko odciêtej od rzeczywisto¶ci, gdy¿ nic nie robi³a sobie z uwag Prefektek i korzystaj±c z ich nieuwagi, zaczê³a wspinaæ siê ponownie na drzewo. Nim dziewczyny siê zorientowa³y, jedna z ga³êzi, na której znajdowa³a siê noga ich przyjació³ki, zatrzeszcza³a, a po chwili ca³kiem siê z³ama³a. Czerwonow³osa runê³a w dó³, a jej rêka wykrzywi³a siê pod jakim¶ dziwnym k±tem, co od razu dostrzeg³a Madison.
- Na Morgane Le Fay! - zawo³a³a i po chwilê znalaz³a siê obok czarownicy. Ogl±dnê³a dok³adnie, bol±c± koñczynê z ka¿dej strony, ca³y czas mówi±c jakie¶ niezrozumia³e s³owa pod nosem. - Teraz zaboli. - Zanim siedemnastolatka zd±¿y³a zareagowaæ, nastawi³a jej rêkê, jak nauczy³a j± uzdrowicielka w ¦w. Mungu podczas sta¿u, który odby³a w wakacje. Dziewczyna wrzasnê³a tak, ¿e Florence by³a pewna, ¿e ca³y las j± s³ysza³. Burza nadal szala³a, a b³yskawice co jaki¶ czas przecina³y niebo.
- To bola³o! - jêknê³a, podczas gdy Puchonka usztywnia³a jej dwoma patykami przedramiê i owinê³a je banda¿em, który znalaz³a w swojej torbie, pomiêdzy farbami plakatowymi a zapa³kami.
- Wybacz, ale to by³o konieczne. - U¶miechnê³a siê przepraszaj±co, chowaj±c resztkê opatrunku do kieszeni. - Tak koñczy siê chêæ jazdy na centaurach! - Wsta³a z klêczek, po czym otrzepa³a brudn± od b³ota oraz li¶ci szatê.
- Nic takiego siê nie sta³o! - odpowiedzia³a Atkins, z nowym entuzjazmem. - Musimy tutaj nied³ugo wróciæ. Tylko wiecie, ju¿ z gotowym planem i mo¿e jakimi¶ zbrojami, ¿eby siê nie pot³uc. A³æ!
Dotknê³a ³okcia, a na jej twarzy pojawi³ siê grymas.
- Przestañ machaæ rêkoma, to mo¿e ciê nie bêdzie boleæ. - Fernandez prychnê³a i zwróci³a siê do Krukonki, która próbowa³a doprowadziæ w³osy do porz±dku. - Fisher! Wracamy! - zarz±dzi³a i utkwi³a czekoladowe têczówki, w bladym obliczu Florence. - Prowad¼!
Dziewczyna podrapa³a siê po karku, po czym rozejrza³a siê niepewnie dooko³a, skanuj±c po kolei ka¿de drzewo i krzak. Westchnê³a i wyci±gnê³a ró¿d¿kê, rzucaj±c zaklêcie Czterech Stron ¦wiata. Gdy magiczny patyk wskaza³ na swoim koñcem na ¶cie¿kê, poro¶niêt± bujn± ro¶linno¶ci±, Puchonka pomog³a wstaæ czerwonow³osej i ruszy³a za wychowank± domu Roweny.
W powietrzu pachnia³o mokrym runem le¶nym, a po puszczy roznosi³ siê d¼wiêk cykad, które postanowi³y urz±dziæ nocny koncert oraz szum li¶ci. Sierp ksiê¿yca wyjrza³ zza deszczowych chmur, o¶wietlaj±c twarze studentek Szko³y Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie bladym ¶wiat³em. W oddali, pomiêdzy ga³êziami drzew zauwa¿yæ mo¿na by³o niewyra¼ny zarys Hogwartu, oraz niewielkie jasne punkciki. Bez zbêdnych s³ów, które mia³by opisywaæ z³o¶æ, rozczarowanie czy ulgê ruszy³y w trójkê w stronê zamku.
***
S³oñce niemrawo wychodz±ce zza bia³ych, puszystych ob³oków, ogrzewa³o przyjemnie, piegowat± twarz Madison Fernandez, która korzystaj±c z chwili wytchnienia pomiêdzy zajêciami, usiad³a pod roz³o¿ystym kasztanowcem, opieraj±c siê o jego pieñ. By³o rozkoszne marcowe popo³udnie - przyroda powoli zaczê³a budziæ siê do ¿ycia; ptaki ¶piewa³y, na drzewach zaczê³y pojawiaæ siê pierwsze p±czki, a trawa sta³a siê intensywnie zielona.
Puchonka przymknê³a oczy, a na jej twarzy mimowolnie pojawi³ siê u¶miech.
Po chwili obok niej dosiad³a siê Krukonka, a wraz z ni± czerwonow³osa, która z zachwytem spogl±da³a, na lec±cego przed ni±, ¿ó³tego motylka. Jej wzrok powoli powêdrowa³ ku Zakazanemu Lasu, który wydawa³ siê byæ jedynym ciemnym fragmentem tego krajobrazu. Gdy jej przyjació³ki zaczê³y ze sob± rozmawiaæ, raz po raz chichocz±c pod nosem, nastolatka utkwi³a spojrzenie w czerwonych trampkach na swoich stopach.
- A mo¿e tak... Polowanie na centaury?
Zireael dnia 28.12.2017 16:56

A koñcówka to ju¿ ca³kiem skrad³a moje serce. Wednesday to taka s³odka istotka, aw. Ciekawe dlaczego 
Klaudia Lind dnia 29.12.2017 22:29



Nieoryginalna dnia 23.01.2018 22:02
Liliana2194 dnia 08.07.2019 18:26
| Wybitny! | 67% | [2 g³osy] | |
| Powy¿ej oczekiwañ | 33% | [1 g³os] | |
| Zadowalaj±cy | 0% | [0 g³osów] | |
| Nêdzny | 0% | [0 g³osów] | |
| Okropny | 0% | [0 g³osów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
Klaudia Lind
Dobra. Je¶li mam byæ szczera, to jak czyta³am to po raz pierwszy, to trudno mi by³o czasem ogarn±æ siê w akcji, w sensie kto to kto. Po poprawkach nie wiem jak jest, bo to d³ugie i teraz nie chcê mi siê czytaæ jeszcze raz
Pomys³ jak najbardziej fajny i oryginalny, ¿eby akcjê w Hog wykorzystaæ do ff