Każdy z nas zna taką osobę, dla której zrobiłby dosłownie wszystko. I może właśnie to jest naszą słabością?
"Każdy z nas zna taką osobę, dla której zrobiłby dosłownie wszystko. Utonięcie, spalenie żywcem, uduszenie. Żadna śmierć nie byłaby gorsza od smutku i zawodu widzianego w oczach człowieka, którego kochamy. Smutek na Jego twarzy, zaciśnięte ze zdenerwowania pięści, łzy spływające po policzkach – zrobimy wszystko byleby tylko tego nie widzieć. Zrobimy wszystko i żadna z naszych potrzeb czy wartości nie będzie wyniesiona ponad Jego szczęście.
Będziemy myśleć, że jest właśnie to, czego oczekujemy od życia. Kilka słów pochwały, czy delikatny uśmiech – spełnienie naszych najskrytszych marzeń. Będziemy myśleć, że teraz, w tej właśnie chwili, cały świat należy tylko do nas, że możemy zrobić dosłownie wszystko. Głupota. W tej właśnie chwili nie będziemy mieli niczego. Nawet własnego życia. Bo tak naprawdę przestanie ono być nasze. Umysł, serce, dusza i ciało. Nawet nie zorientujemy się gdy podpiszemy cyrograf z diabłem, oddając mu wszystko.
Co dostaniemy w zamian? Pozorną stabilizację, pozorne szczęście, pozorną miłość. W tych czasach pozory mają naprawdę wysoką cenę. Ludzie mówią, że pozory mylą, lecz w tym przypadku będą mylić tylko i wyłącznie nas. Inni, będąc poza obszarem Jego delikatnych uśmiechów i pięknych słów nigdy nie znajdą się w naszym położeniu. Będą nas upominać, prosić, przeklinać i nawracać, ale my tego nie zrozumiemy. Osiągnęliśmy przecież całkowite szczęście. Bogowie zstąpili z niebios, by nam je podarować. Głupota. Głupota. Głupota. Będziemy tylko marionetkami w rękach doświadczonego lalkarza. Będziemy szczęśliwi, gdy on nam na to pozwoli. Gdy każe nam płakać – zrobimy i to.
Zdradzę wam jednak pewien sekret. Gdy marionetkarzowi znudzi się odgrywana przez nas rola czy scena, szybko da nam inną. I kolejną, coraz trudniejszą. W pewnym momencie nie będziemy potrafili jej zrealizować. Wtedy nasz ukochany odejdzie. A my zostaniemy sami. W naszych sercach pozostanie tylko jedna myśl: "zawiedliśmy Go, odszedł z naszej winy". A życie bez niego straci sens.
Nagle okaże się, że kwiaty w wazonie nie są prawdziwe, a listy romantyczne – sztuczne i patetyczne. Wiecie jak będzie wyglądał nasz koniec? Zginiemy wpatrzeni w Jego zdjęcie. Wypijemy truciznę, a poczucie winy w sercu nareszcie zniknie.
Jeżeli mogę cię przed czymś przestrzec to właśnie to robię. Wyzbądź się miłości, przyjaźni i przywiązania. To jest właśnie sekret, który w Twojej bliskiej przyszłości może okazać się bezcenny..."
Odłożyłam przed chwilą czytaną książkę. Nie zrozumiałam z niej ani słowa. Następnym razem wybiorę coś prostszego. Nie wiem dlaczego rodzice trzymają w bibliotece tak smutne książki. Bo ta wydawała mi się smutna. Jej autor musiał być bardzo samotnym człowiekiem. Pewnie dlatego odradzał miłości i przyjaźni – chciał by inni poczuli się tak jak on. Ja jednak nie miałam zamiaru słuchać jego bezsensownych rad. Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Gdybym musiała ich nagle opuścić pewnie nie potrafiłabym tego zrobić.
- Tutaj się schowałaś! - Do pomieszczenia wbiegł mój brat bliźniak. - Bardzo długo cię szukałem. Miałem nadzieję, że dołączysz i pobawisz się razem ze mną.
Mój brat wydawał się tak bardzo dziecinny. Całymi dniami najchętniej przebywałby na zewnątrz, na przemian biegając po lasach i strasząc mieszkające w pobliżu charłaczki. Odkąd dostał swoją pierwszą różdżkę – wszędzie było go pełno. Ja za to wolałam posiedzieć w domu, poczytać jaką książkę, a może nawet poćwiczyć grę na pianinie. To wydawało mi się bardziej odpowiednie dla panny w moim wieku. Matka często mi to powtarzała.
- Nie chciałabym pobrudzić sukienki. Na zewnątrz jest pełno błota – marudziłam. Co prawda perspektywa odcięcia się od rutyny i obowiązków była kusząca, ale nie chciałam jednak rozzłościć rodziców. Charłaczki mieszkające po drugiej stronie lasu potrafiły być bardzo zawistne. Mogłyby donieść na nas Ministerstwu.
- Oczywiście, że nie pójdziesz. Musisz przecież ćwiczyć zasady savoir vivru i nauczyć się haftować. – Starał się naśladować głos ojca, co wyszło mu naprawdę komicznie. – Na tym świecie są ważniejsze rzeczy niż spędzanie czasu z ukochanym i jedynym bratem. Poćwicz lepiej zaklęcie Accio, już wkrótce pojedziesz do Hogwartu.
Popatrzyłam na swoją długą do ziemi, pełną kokardek sukienkę. Później spojrzałam na brata, który najwidoczniej świetnie się bawił. Wybór był prosty.
- Zaraz cię załapię – wykrzyknęłam odkładając książkę i biegnąc w jego stronę. – Uciekaj braciszku!
Uciekaj braciszku.
*-*-*
Razem z moim bratem czekałam aż zastępczyni dyrektora wyczyta nasze nazwiska. Tak bardzo się stresowałam. Ręce mi się trzęsły, a mięśnie twarzy zesztywniały. Nie potrafiłam nawet się uśmiechnąć. Imię mojego brata zostało wyczytane. Będę następna. Przechodząc obok mnie mrugnął łobuzersko, jak gdyby w ogóle się nie stresował i był pewny wyboru Tiary Przydziału.
Tak też musiało być, bo gdy po kilku sekundach krzyknęła "Slytherin" nie był ani trochę zaskoczony. Nadeszła moja kolej.
Tiara Przydziału proponowała "Ravenclaw", ale jaką byłabym siostrą, gdybym zostawiła brata zupełnie samego? Potrzebuje mojej pomocy, tak jak ja potrzebuję jego.
Nie jestem tchórzem, nie zostałam stworzona do uciekania, więc pójdę za nim choćby i do piekła.
*-*-*
Gdy mieliśmy po dwanaście lat w naszym domu zaczęli pojawiać się dziwni ludzie. Długo przesiadywali w salonie, rozmawiając z rodzicami, a nam nie wolno było wychodzić wtedy z pokojów. Bałam się i byłam zaniepokojona. Miałam wrażenie, że cokolwiek związanego z naszymi gośćmi, nie przyniesie mojej rodzinie nic dobrego.
- Miałeś nie wychodzić z pokoju – syknęłam, zauważywszy w drzwiach głowę mojego brata.
On jednak, ignorując moje upomnienie, wszedł do środka. Dopiero gdy usiadł obok mnie zauważyłam trzymaną przez niego książkę. "Mroczne Sztuki – część pierwsza z wielu".
- Dostałem od wujka Abraxasa – wytłumaczył. – Poczytamy prawda? - Pytanie retoryczne. – Chyba się nie boisz? - zapytał, widząc mój niepewny wzrok.
Oczywiście, że się nie boję. Za każdym razem gdy odwiedzamy dwory rodzin Lastrange, Malfoy, czy Avery, natykamy się na mnóstwo podobnych tomów. Nie znaczy to jednak, że my również powinniśmy je czytać. To było złe. Nie wiem, dlaczego tak myślałam, ale wydawało mi się to oczywiste. Nie powinniśmy tego czytać.
- Proszę – usłyszałam głos mojego brata. – Dla mnie?
W ciągu kilku następnych dni przeczytaliśmy cały tom. Pomimo tego, że treści książki wydawały się intrygujące, wiedziałam, że coś jest nie tak. Po mojej głowie krążyły setki myśli, a wśród nich ta najważniejsza "Braciszku uciekajmy, póki mamy czas".
*-*-*
Było już sporo po ciszy nocnej, gdy poczułam mocne szarpnięcie. Na wpółprzytomna spojrzałam na mojego brata. Dlaczego budzi mnie w środku nocy? Zobaczyłam jego przestraszony wyraz twarzy. Coś się stało.
- To nie była moja wina – szeptał gorączkowo. – Ja ją tylko delikatnie odepchnąłem. Głupia szlama! Chodziła za mną od tygodnia, ale nie chciałem zrobić jej krzywdy. Schody... krew, wszędzie krew!
Spanikowana pobiegłam razem z bratem na miejsce wypadku. U podnóża schodów leżała Margaret True – Krukonka, mugolskiego pochodzenia. Wokół niej istotnie była krew. Pełno krwi. Sprawdziłam puls. Dziewczyna żyła.
Był to pierwszy raz, gdy użyłam czaronomagicznego zaklęcia. Nie tylko wymazałam uczennicy wspomnienia, ale również je zmieniłam.
- Obliviate Recensere. – Krukonka otworzyła oczy. – Nie mogłaś zasnąć, wybrałaś się na spacer. Poślizgnęłaś się i spadłaś ze schodów. Dzisiejszej nocy nie widziałaś mnie, ani mojego brata – szeptałam cicho, patrząc w jej zasnute mgłą oczy. Zaklęcie podziałało.
Usłyszeliśmy zbliżające się kroki. Pewnie któryś z profesorów usłyszał hałas.
- Zaraz nas złapią – powiedziałam zduszonym głosem. – Uciekajmy bracie.
Uciekaj bracie.
*-*-*
- Możesz się jeszcze wycofać...
- Głupota. Oczywiście, że nie mogę.
Był środek nocy. Staliśmy wśród drzew, a światło z różdżek ledwo oświetlało otaczający nas mrok. Deszcz padał, wiatr hulał, a my staliśmy patrząc sobie w oczy.
- Jutro jest inicjacja – szepnął nerwowo, rozglądając się dookoła. – Przyjdę po ciebie.
Kiwnęłam głową. Byłam spokojna. Przypominało mi to reakcje ludzi na wyrok śmierci. Jedni szarpali się rozpaczliwie, próbując walczyć, a inni przyjmowali swoją sytuacje ze spokojem.
- Możesz się wycofać. Proszę cię...
- Jaką byłabym siostrą, zostawiając cię samego? Nie byłabym siostrą. Byłabym potworem.
Deszcz moczył nasze włosy i kosztowne stroje. Niebo płakało nad naszym wyborem. Najwyższa pora uciekać.
*-*-*
Zaklęcia śmigały na wszystkie strony. Większość z nich nie trafiała w początkowo obrane cele, lecz raniła przypadkowe osoby – często towarzyszy broni. Tak, Druga Bitwa o Hogwart nie była piękna. Pech chciał, że zdawałam się walczyć po przegranej stronie. Ci źli zawsze przegrywają.
Mogłabym teraz płakać. Krzyczeć. Żałować. Lecz nie robię niczego z tych rzeczy. Gdybym musiała podjąć decyzję jeszcze raz, stanęłabym po tej samej stronie. I nie chodzi mi wcale o stronę Czarnego Pana, lecz o stronę mojego brata. Bo gdzie on – tam ja.
Śmiertelne zaklęcie zmierza prosto w jego kierunku. Jest zasypany fragmentami muru – nie ma szansy uciec. Nie powstrzymuje mnie to jednak przed rozpaczliwych krzykiem:
- Uciekaj Amycusie! - Nogi same prowadzą mnie na tor lotu zaklęcia. To takie oczywiste. Nie mogę przecież żyć bez niego.
Od zawsze wiedziałam, że zrobię dla niego dosłownie wszystko i nigdy mi to nie przeszkadzało.
Nie zmienia to jednak faktu, że jest mi teraz trochę smutno.
Przecież umieram.
Jesteś głupia Alecto.
Przecież umierasz jako bohaterka.
Uciekaj Amycusie
Podoba mi się ta miniaturka. Być może dlatego, że do samego końca nie domyśliłam się, kto może być głównym bohaterem. Myślałam, że to jakaś własna postać, a jednak nie. Dlatego element zaskoczenia bardzo na plusie.
Natomiast problem widać w interpunkcji. Przede wszystkim wszystkie dialogi były źle zapisane - najlepiej by było, gdybyś znalazła jakiś poradnik, w którym wszystko zostało wyjaśnione. Ponad to często zamiast kropki był przecinek, często też nie oddzielałaś kolejnych zdań składowych. To trzeba koniecznie dopracować.
Natomiast całość czytało mi się płynnie, bez zbędnych zgrzytów. Fajnie zbudowałaś klimat tej historii, jestem pod wrażeniem, zwłaszcza początku.
"Przecież umierasz jako bohaterka." - to takie mocno przewrotne.
Tak czy inaczej gratulacje ; )