Po tragicznych wydarzeniach w gmachu Ministerstwa Magii, gdzie zginął ojciec chrzestny Harry'ego - Syriusz - w chłopcu budzą się pokłady Mrocznej Magii, która niekontrolowana wyniszcza jego ciało jak i umysł.
***
- A ty dokąd się wybierasz? - brunet usłyszał za sobą głos i odwrócił się gwałtownie.
- Jak najdalej stąd. Puszczaj! - starał się wyszarpać, ale nie miał dość siły, nie jadł bowiem od dwóch dni.
- Nie masz dokąd pójść. Na nasze nieszczęście my jesteśmy twoją jedyną rodziną, pokrako - kuzyn nie dawał za wygraną.
- A od kiedy tak się mną interesujesz? Daj mi spokój, puszczaj kretynie! - Harry już nie ukrywał złości.
- Wcale się tobą nie interesuję, tylko dobrze się bawię, gdy patrzę jak cierpisz - obleśny uśmiech zagościł na tłustej twarzy Dudleya.
- Popaprany sadysta! Nie dotykaj mnie tymi ohydnymi łapskami! - złość chłopaka wylała się z niego gwałtownie.
Nagle podmuch mocy magicznej sprawił, iż żarówki pękły, szyby w oknach zatelepały złowieszczo, by za chwilę roztrzaskać się na tysiące małych, błyszczących kawałeczków. Wszyscy domownicy patrzyli z wymalowanym szokiem na twarzach. Nawet Harry nie wiedział, co się przed chwilą stało. Szybko się otrząsnął i korzystając z okazji, iż kuzyn już go nie trzyma, wyszedł z domu. Będąc już na zewnątrz, puścił się biegiem przed siebie, ciągnąc za sobą kufer. Nie wiedział dokąd ma iść. Chłopak pomyślał, że mógłby wysłać list do Rona i Hermiony z prośbą o pomoc.
Usiadł na ławeczce w opustoszałej części miasta, wyjął potrzebne rzeczy i zaczął pisać.
Drodzy Przyjaciele!
Uciekłem z domu, przepraszam, ale nie mogłem tam dłużej wytrzymać po tym, jak kuzyn mnie pobił. Nie wiem też co się stało, bo gdy wpadłem w złość, to niewątpliwie było to coś dziwnego. Szczegóły opowiem Wam osobiście. Czy moglibyście mi jakoś pomóc?
Pozdrawiam,
Harry.
- Hedwigo, wiesz do kogo - mówiąc to, przywiązał list do sowiej nóżki i patrzył jak z gracją odlatuje.
Po chwili sowa zniknęła za horyzontem, a Harry został sam ze swoimi myślami.
Wracał do tego pamiętnego dnia, gdy zginął Syriusz. Często miewał koszmary, w których przeżywał od nowa scenę, gdy Bellatrix trafia prosto w Syriusza czarem uśmiercającym. Wiedział, że rozpamiętując to przysparza sobie cierpień, ale nie chciał o nim zapomnieć i w gruncie rzeczy obwiniał siebie za jego śmierć. Gdyby mógł cofnąć czas... No właśnie...gdyby mógł, ale doskonale wie, że nie może. Tylko starał się jakoś usprawiedliwić przed samym sobą; jednak wiedział, że to daremne.
- Co ja mam teraz zrobić? - powiedział do siebie, lecz wiedział, iż nie otrzyma odpowiedzi.
Wstał i zaczął iść przed siebie nadal myśląc, co by było gdyby. Sam nie wie jak długo szedł, nawet nie znał celu swej wędrówki. Zaczynało się ściemniać, a z własnego doświadczenia wiedział, że nocą włócząc się po mieście bez celu nie czeka go nic dobrego.
Nagle coś usłyszał, jakby samochód, ale nie widział żadnego. Spojrzał do góry i widząc to, uśmiechnął się szeroko. Z latającego pojazdu wychylały się cztery osoby - Ron, Fred, George i o dziwo pan Weasley, który siedział za kierownicą owego samochodu.
- Co tak stoisz chłopcze? Wsiadaj - powiedział pan Weasley, lądując samochodem nieopodal Harry'ego.
- Cześć Harry - powiedzieli w tym samym czasie bliźniacy.
Z samochodu wyszedł ojciec chłopców i Ron, który szybko do niego podszedł z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Stary, jak ty wyglądasz? - teraz dało się usłyszeć przerażenie wraz ze złością na sprawcę takiego stanu przyjaciela. - Zapłaci za to ten cholerny mugol!
- Ron, język - upomniał go pan Weasley. Rudzielec puścił tą uwagę mimo uszu i nadal wypatrywał w przyjacielu innych oznak pobicia.
- Nic mi nie jest - zaprzeczył Harry wiedząc, że sam siebie okłamuje. Czuł się strasznie, ale nie chciał martwić innych swoimi problemami. - Jestem zmęczony, możemy już ruszyć?
- Jasne, chodź - chłopak pociągnął bruneta w stronę samochodu. - Opowiesz wszystko kiedy indziej. Jak odpoczniesz - sprecyzował.
W czasie jak chłopcy rozmawiali, starszy Weasley zdołał włożyć rzeczy chłopaka do bagażnika samochodu. Gdy byli już wszyscy w środku, nadleciała sowa z wiadomością dla ojca chłopców. Twarz czytającego stężała i nie wyrażała kompletnie nic, może poza lekkim przerażeniem, ale tego brunet już nie był pewien. To nie powinno go interesować, więc udawał, że niczego nie zauważył.
Harry czuł się strasznie zmęczony. Starał się utrzymać świadomość, by w razie potrzeby móc odpowiedzieć na pytania innych. Długo walczył z sennością, ale walka z góry była skazana na klęskę; był wyczerpany nie tylko fizycznie, ale też i magicznie. Siedział na tylnym siedzeniu, jednym uchem słuchając kłótni bliźniaków z Ronem i ciche upomnienia pana Weasleya. Ktoś zapytał go o zdanie, lecz nie dane było mu już usłyszeć pytania nim zasnął.
***
Chłopak powoli wyrywał się ze snu, który go zaniepokoił. Otworzył powoli oczy i zdał sobie sprawę, iż leży w ciepłym łóżku. Mimowolnie spojrzał w duże okno, za którym była piękna, słoneczna pogoda, typowa dla sierpnia. Obudził się już całkowicie i usiadł na łóżku. Od niepamiętnych czasów tak dobrze nie spał, nie mając koszmarów, lecz normalny sen. O ile mogąc zaliczyć do normalnych sen, którego bohaterem była postać ukryta w cieniu, mówiąca do niego uspokajające słowa ciepłym i melodyjnym głosem. Miał wrażenie, że już ten głos słyszał, ale nie wiedział gdzie i do kogo mógł należeć. Myśląc o tym, usłyszał delikatne pukanie i dźwięk towarzyszący powoli otwieranym drzwiom. Zza drzwi wychyliły się dwie postaci - Ron i Hermiona. Prawie uśmiechnął się na ten widok, bo niby kogo innego nie mógł się spodziewać od razu po pobudce.
- Skąd wiedzieliście, że już nie śpię? - zapytał brunet zaintrygowany, a na twarzach przyjaciół pojawił się smutek. - Ej, co jest? Co to za miny?
Dziewczyna wskazała palcem na obraz wiszący nad łóżkiem, na którym był właśnie Harry. To był portret...
- Syriusz... - szepnął Harry, a portret się tylko uśmiechnął lekko i zniknął za ramą. - Nie jestem w Norze, prawda?
- Nie. Harry my chcieliśmy ci powiedzieć, ale... - ucięła pod groźnym spojrzeniem przyjaciela.
- Ale co? - wysyczał. - Baliście się, że się rozpłaczę?
- Nie. Harry, ja...
- Dosyć, nie muszę tego słuchać. Nic mi nie jest, idźcie sobie - przerwał jej brunet wściekłym tonem.
- Dobrze, przyjdziemy potem - westchnęła Hermiona i popchnęła rudzielca w stronę drzwi.
- Ten list co tata dostał... w nim było napisane, byśmy przywieźli cię tutaj.
- Niby z czyjego rozkazu? - warknął, domyślając się odpowiedzi.
- Dumbledore'a.
- Dumbledore'a - sarknął brunet. - Dobre sobie, jakby mógł decydować o mnie.
- Harry, co się z Tobą dzieje? Nigdy się tak nie zachowywałeś... - powiedziała cicho Hermiona, a Harry pojął o co jej chodziło.
- Wybaczcie - złapał się za głowę przymykając oczy. - Chyba jestem jeszcze zmęczony.
Dziewczyna wydawała się być nieprzekonana, natomiast rudzielca najwidoczniej usatysfakcjonowała ta odpowiedź.
- To my pójdziemy. Zdrzemnij się trochę, pogadamy potem - teraz to Ron ciągnął dziewczynę, nadal wpatrującą się w bruneta, w stronę drzwi.
Dźwięk zamykanych drzwi pobrzmiewał przez chwilę w dużym pomieszczeniu. Był w kwaterze głównej Zakonu Feniksa. Mimowolnie zacisnął zęby, by nie krzyknąć z rozpaczy, która w ekspresowym tempie go ogarnęła, przypominając o śmierci ojca chrzestnego.
- Przecież mieliśmy jechać do Nory! - jęknął żałośnie na głos, lecz na tyle cicho, by nie nikt nie mógł tego usłyszeć, poza jednym wiszącym nad głową portretem.
- Aż tak bardzo nienawidzisz mojego domu? - cichy męski głos rozległ się po pokoju, a brunet zdębiał. Ze łzami w oczach odwrócił się i spojrzał prosto w znajome mu od niedawna jasne oczy. - Nie płacz, Harry.
- Syriuszu, ja tylko... - uciął gdy głos mu się załamał, a jego ciałem wstrząsnął szloch.
- Zawołałem twoich przyjaciół. Oni ci pomogą, pogadamy kiedy indziej, przyrzekam. Teraz to dla ciebie za dużo. Do widzenia, Harry - mówiąc to zniknął ponownie za ramą obrazu. Drzwi znowu się otworzyły, tym razem z impetem, i cała gromada ludzi aż się wsypała do pokoju. Brunet nadal z zakrytą twarzą dłońmi wyprostował się i powoli położył ręce wzdłuż ciała. Wziął głęboki oddech i spojrzał na przybyłych z udawanym gniewem. Na ten widok Hermiona sapnęła, a reszta stała zaniepokojona.
- Bawi was patrzenie na szesnastoletniego chłopaka płaczącego z byle powodu? - Harry starał się brzmieć stanowczo, ale jego wyraz twarzy mówił coś w stylu: Potrzebuję pomocy.
- O co się wściekasz, Potter? - głos znienawidzonego nauczyciela eliksirów przebił się przez gwar cichych rozmów innych obecnych.
- O, Mistrz Eliksirów Hogwartu we własne osobie, jak miło - młody Potter uśmiechnął się psotnie, ukazując szereg białych zębów, a w jego oczach pokazały się wesołe ogniki, takie same jakie są często widziane w niebieskich oczach dyrektora szkoły.
- Wstrętny bachor - tylko ciemnowłosy mężczyzna potrafił zawrzeć tyle jadu w kilku słowach.
Wszystkie osoby opuściły pokój uspokojone, a Harry czuł się nadal zmęczony, więc postanowił pójść do łazienki wziąć prysznic. Odrzucił kołdrę, wysunął nogi za brzeg łóżka i niepewnie zaczął się podnosić. Stanął na własnych nogach, zrobił krok do przodu i niespodziewanie upadł z cichym sykiem. Ręka automatycznie sięgnęła do bolącego miejsca i dotknęła czegoś ciepłego i mokrego. To była krew. Krwawił z prawego boku.
- Cholera - zasyczał.
W tej właśnie chwili ktoś wszedł do pokoju.
- Język, Potter. Co ty robisz na podłodze? - zapytał w drzwiach Snape, spoglądając na skulonego bruneta.
- Profesorze, ja... krwawię.
- Cholera - sapnął, kładąc pospiesznie na stoliku nieopodal fiolki z eliksirami, które przyniósł, i podbiegł do chłopaka. - Jak to się stało?
- Nie mam pojęcia, profesorze. Wstałem tylko. Chciałem pójść do łazienki i nagle mnie zabolał bok - chłopak był wyraźnie przestraszony.
Mistrz Eliksirów wziął lekko chłopaka na ręce i położył z powrotem na łóżku, przywołując różdżką eliksiry, które niedawno przyniósł.
- Wypij - podał chłopakowi eliksir uspokajający i inny, którego chłopak nie mógł rozpoznać. Harry posłusznie wypił oba i poczuł się bardzo senny. Chwilę potem już spał.
Muszę Cię pochwalić za dialogi. Wiesz jak je pisać (od strony "technicznej"
Nie podobały mi się niektóre zdania. Po pierwsze, piszesz tasiemce. Spróbuj czasem sobie tak usiąść i na głos poczytać takie długie zdania - zmęczysz się, wierz mi. Takie czytanie jest męczące. W mało której książce autorzy korzystają z tasiemcowych zdań. A często przecież można je ładnie rozbić tak, że nie tylko czyta się lepiej, ale daje to lepszy wydźwięk dla całej historii. Polecam spróbować
Nie podoba mi się też Twój Harry. Jest jakiś taki mało potterowy. Ogólnie jako bohater jest okej, ale wolałabym chyba, by był kim innym. Potter co prawda była czasem rozkapryszony, ale nie aż tak. I ja rozumiem, że nagle coś się w nim zmienia na skutek tej Mrocznej Magii, ale jednak brakuje mi chociaż stopniowego opisu tej przemiany. A nagle pufff! Harry zachowuje się jak nie Harry. Nieco mi to przeszkadzało
Czekam na kolejną część!