Poprzednie rozdziały:
1 2
Występuje scena paringu homoseksualnego
***
Znów sen i znów taka sama sceneria - pokój pogrążony w ciemnościach. Siedział na podłodze w strudze światła księżyca, padającego do pomieszczenia przez niewielkie okno. Na zewnątrz panował mrok typowy dla późnych godzin nocnych. Tym razem nieznajomy cichy szelest z tyłu odwrócił jego uwagę od okna. Obrócił się i zamarł, widząc tą samą, już znajomą postać, siedzącą jakby niedbale na łóżku. Oczy zdawały się przyzwyczaić do panującej zewsząd ciemności.
- Harry Potter. - Do uszu bruneta dobiegło ciche westchnienie. Nieznajomy wykonał lekki ruch ręki, która teraz była wyciągnięta w stronę chłopaka, dając znak by podszedł. - Wszystko będzie dobrze, nie martw się.
- O czym ty...
- Wiem, co mówię - przerwał mu nieznajomy. - Wiem, że czujesz się samotny, a ja mogę dać ci to czego pragniesz.
- Skąd możesz wiedzieć jak się czuję? - Brunet wstał i spojrzał gniewnie w stronę postaci, która teraz stała tyłem do niego. - Nie znasz...
- Ależ znam, mój drogi. - Postać uśmiechnęła się tajemniczo, a to iż stał tyłem do Harry'ego nie pozwalało brunetowi tego zobaczyć. - Znam cię lepiej niż sądzisz.
- Absurd. - Chłopak prychną i odwrócił głowę na bok nie dając szansy obcemu na zobaczenie rumieńca zażenowania, który kwitł na jego twarzy.
- Mógłbyś podejść?
- Niby po co? - odpowiedział pytaniem na pytanie nadal na niego nie patrząc.
- Dobra, to ja podejdę do ciebie.
Chłopak ruszył w stronę drugiego powoli, lecz za wolno jak dla bruneta. Serce podskoczyło mu niemal do gardła... ale nie ze strachu. Czuł jakby podniecenie na myśl o poznaniu tożsamości nieznajomego. Postać stanęła już prawie przed nim, nadal nie ukazując swojej twarzy.
- Odwróć się, na razie nie chcę byś się dowiedział kim jestem.
- Dlaczego?
- Wiem jak byś zareagował.
- To ja cię znam?
- Tak i nie bardzo mnie lubisz, ale uwierz mi, postaram się to zmienić.
- No dobra, ale bez numerów - starał się odpowiedzieć groźnie, ale wprawdzie obleciał go strach. Nie wiedział czego się może spodziewać po nieznajomym. Powoli odwracał się, a gdy stał już tyłem lekko się przestraszył, czując usta drugiego owiewające gorącym oddechem jego ucho. - C-co robisz?
Nie otrzymał żadnej odpowiedzi, tylko poczuł czyjś mokry język liżący jego wrażliwe na wszelki dotyk ucho. Nieznajomy nie mógł tego wiedzieć... bo niby jak? Nigdy nie pokazywał słabości swojego ciała. Zaskoczony tym posunięciem brunet chciał odskoczyć, ale ręka przytrzymującą go w pasie uniemożliwiała mu to. Nieznajomy pociągnął chłopaka na łóżko odwracając go lekko i ukazując kolejne szczegóły wyglądu. Jasne, bardzo jasne, wręcz platynowe włosy.
- Ty jesteś... - urwał Harry zaskoczony, gdy nagły pocałunkiem go uciszył.
Język chłopaka starał się zachęcić partnera do uchylenia warg, co chwilę potem mu się udało. Zabiegi teraz już rozpoznanej osoby doprowadziły do cichego jęku bruneta wprost w usta drugiego. Harry wiedział już kim jest ta tajemnicza osoba, wiedział że on był chłopakiem, ale jednak nie potrafił się oderwać od niego. Niewinny, delikatny pocałunek przerodził się w dziki i namiętny. Chłopcy oderwali się od siebie, gdy tylko zaczęło im braknąć tchu.
- Tak, ja jestem tym kogo nienawidzisz. - Odsunął się od niego i zaczął się podnosić, lecz poczuł dłoń bruneta łapiącą go za nadgarstek. Zdziwiony i zarazem szczęśliwy odwrócił się, pytając: - O co chodzi?
- Dlaczego?
- Pogadamy jak się spotkamy.
- Przecież to tylko sen, nie jesteśmy świadomi tego co tutaj mówimy i robimy, ty jesteś moim... - uciął speszony i puścił rękę drugiego. - Nie, niemożliwe.
- Po pierwsze, mylisz się. Po drugie, na to wygląda że jestem, pozwoliłeś mi na to. - Brunet nie do końca wiedział, co chłopak miał na myśli mówiąc, że mu pozwolił. Pozwolił na co? - Po trzecie hmm... powiem ci osobiście. Muszę już iść, a ty zajmij się swoim zdrowiem.
- Skąd... - uciął w połowie pytania zszokowany.
- Skąd wiem? - Kiwnięcie głowy bruneta dało twierdzącą odpowiedź na pytanie. - Wiem o tobie więcej niż myślisz, mówiłem ci. To do zobaczenia, Harry.
Wszystko się zaczęło rozmywać i powoli znikać. Szybkie bicie serca, zaróżowione policzki i nierównomierny oddech zostały po tym, bardzo emocjonującym i bogatym w ciekawe informacje śnie. Uchylił powieki, nie wiedząc kiedy je zamknął. Ostre światło poranka zmusiło go do kilkakrotnego mrugnięcia. Gdy mógł je wreszcie szerzej otworzyć, rozejrzał się po pomieszczeniu. Ktoś poruszył się obok, więc przekręcił głowę by zerknąć w tamtą stronę. Wielkie było jego zdziwienie, gdy zauważył Snape'a czytającego książkę na krześle obok jego łóżka.
- Ehem... Profesorze? - zagaił chłopak i zdziwił się brzmieniem własnego głosu, który był cichy i nieco zachrypnięty.
- Elokwentny jak zawsze, prawda, panie Potter? - Głos profesora wyrażał irytację i drwinę, czyli nic nowego.
- Co się stało, profesorze?
- Ty mi powiedz.
- Co ma pan na myśli?
- Wymiotowałeś krwią i nawet nie raczyłeś nikogo o tym zawiadomić. Co nagadałeś Blackowi, że nie chciał nic mówić?
- Ach... pamiętam. - Chłopak zignorował pytanie profesora skupiając się na poprzednich wydarzeniach. - Coś było nie tak, czułem się dziwnie.
- Konkrety, Potter.
- Moja magia. Coś z nią nie tak.
- O czym ty gadasz? - zapytał beznamiętnie Snape, ciesząc się w duchu, że stary zjadacz cytrynowych dropsów się pomylił i równocześnie wymierzył sobie mentalnego policzka, zdając sobie sprawę w kim pokładał nadzieje.
- Nie wiem dokładnie co, ale jestem pewien jednego: to co się ze mną dzieje, zmienia mnie.
- Skoro to odkryłeś to będę musiał ci wszystko wytłumaczyć - westchnął, zdając sobie sprawę z domniemanej według niego inteligencji Pottera. Będzie musiał tłumaczyć wszystko jak małemu dziecku. - Jeszcze jedno, Potter.
- Tak?
- Czy ty nic nie jesz? - Ironia aż wylewała się w tym pytaniu.
- To trudne pytanie, profesorze - starał się grać na zwłokę.
- Wcale nie, czekam na odpowiedź, Potter.
- Nie raz się zdarzało, że nie jadłem przez kilka dni.
- A mogę wiedzieć dlaczego?
- To nie moja wina, to... oni... wujostwo... - Chłopak zaczął się denerwować, a potwierdzeniem tego były trzęsące się meble w pokoju.
- Uspokój się, Potter, bo to się nie skończy dobrze.
- Prze... przepraszam. - Gniew chłopaka zmienił się we wstyd, bowiem powstał z byle powodu, przecież nikt go o nic nie oskarżał, a profesor martwi się o niego w swój dziwny, pokręcony sposób. - A co pan tu robi, profesorze? Nie wierzę, że się pan mną opiekuje.
- Nie żartuj, Potter. Nakazano mi tylko czuwać nad tobą dopóki nie odzyskasz przytomności. Skoro już to się stało, nic mnie tu nie trzyma. - Ruszył w stronę drzwi, łapał już za klamkę gdy nagle usłyszał za sobą głos bruneta.
- Profesorze? - Mężczyzna odwrócił się w jego stronę i spojrzał badawczo, bo czego chłopak mógł chcieć od niego? - Dziękuję.
Mistrz Eliksirów wyszedł bez słowa zostawiając chłopaka samego, który zaczął rozmyślać o śnie z którego dopiero się wybudził. Całował się z chłopakiem! I do tego nie byle jakim chłopakiem, ciągle nie mógł uwierzyć, że czuł przyjemność z kontaktu z jego ustami. Nie potrafił tego zrozumieć, nigdy nie pociągali go chłopcy. No w sumie dziewczyny też, ale to było co innego. Zupełnie co innego!
- Nie jestem gejem! - zawołał desperacko. - Ale jego usta... były takie... cudowne.
Brunet zdał sobie sprawę z tego co powiedział i walnął się lekko w czoło przywracając na nowo zdolność koncentracji. Jak może myśleć o takich absurdalnych rzeczach tuż po tym jak odkrył, co się z nim dzieje. Jego myśli pracowały na najwyższych obrotach łącząc fakty. Rozmyślania jednak przerwało uczucie, że nie jest sam w pokoju. W progu stali jego przyjaciele zdziwieni i lekko przestraszeni, bo wzrok chłopaka, gdy zdał sobie sprawę z ich obecności, stał się groźny.
- Harry. Dobrze się czujesz? - zadała pytanie Hermiona, obawiając się jakiejś wybuchowej reakcji, odetchnęła jednak widząc jak wzrok bruneta łagodnieje i staje się beznamiętny.
- Tak jakby - westchnął tylko i uznał w myślach takie pytania jako irytujące.
- Słyszeliśmy jak coś mówiłeś, rozmawiałeś z kimś? - Chłopak zdał sobie sprawę z tego co niedawno powiedział i także to, iż Syriusz słyszał jego słowa. Lekko przestraszony spojrzał na ojca chrzestnego, która przyłożył wskazujący palec do ust na znak, iż będzie milczał. Chłopak uśmiechnął się szczerze, powodując również uśmiech mężczyzny. - Harry? - Hermiona chciała zwrócić uwagę chłopaka, który odwrócił się do niej zarumieniony i uśmiechnął się lekko zażenowany.
- Stary, dzięki Merlinowi, że jesteś cały. Tak długo byłeś nieprzytomny. - Rudzielec zrobił zatroskaną minę. - Martwiliśmy się.
- Harry? Gorąco ci? Masz czerwone policzki.
Chłopak słysząc to poczerwieniał jeszcze bardziej, a nie mógł przecież im powiedzieć przyczyny rumieńców.
- Ehem... Nic mi n-nie jest. - Reszta zdawała się nie słyszeć jego zająknięcia i dziękował w duchu za to.
- No, kumplu. Opowiadaj co się z tobą działo przed tym, jak cię tu przywieźliśmy.
No tak, Harry miał opowiedzieć przyjaciołom jak doszło do bójki między nim a kuzynem.
Zaczął opowiadać im o wszystkim, co się działo w wakacje, w tym także o kłótni z ciotką i ucieczce. Hermiona chciała znać wszystkie szczegóły.
- A co to był za wybuch magii, o którym mówiłeś? Ten w domu ciotki?
- Sam nie wiem do końca. Profesor Snape, ma mi wszystko o tym opowiedzieć.
- A czemu wymiotowałeś krwią?
- To też jest przyczyną mojej burzącej się mocy.
- Na pewno wszystko jest dobrze?
- Tak. Pytając o to tyle razy nie sprawisz, że odpowiedź się zmieni. - Usta bruneta wykrzywiły się w ironicznym uśmiechu.
Harry zaczął się już powoli denerwować ciągłymi pytaniami o jedno i to samo. Wiedział, że nie powinien tak mówić do przyjaciół, ale już nie mógł tego znieść. Ich nadopiekuńczość stawała się irytująca, wszyscy obchodzili się z nim jak z jajkiem albo jak z dzieckiem. Dzieckiem od dawna już nie jest i nie potrzebuje non stop czyjejś opieki.
- Skoro już przestaliście mnie przesłuchiwać, możecie już sobie wyjść. Chcę się przebrać i wykąpać.
Chłopak wprawdzie był już zmęczony ciągłymi pytaniami i kontrolowaniem. Za rok stanie się pełnoletnim czarodziejem i w końcu będzie wolny od ograniczeń, o ile wcześniej nie zginie z rąk Voldemorta. Miał zamiar wstać, ale nie zauważył jak przymknął oczy i zasnął. Ostatnio spał bardzo dużo, ciągle był zmęczony, co go niepokoiło. Możliwe, że jego podświadomość specjalnie mówiła mu, że w snach jest bezpieczny i tak jak przypuszczał znów śnił o Nim.
Widać poprawę w stylistyce. Może to jeszcze nie jest idealne, ale już w porównaniu z pierwszą częścią jest spory sukces. Nie pasowało mi tylko to, że piszesz strasznie dużo dialogów. Trzeba umieć znaleźć jakieś wypośrodkowanie między opisem a dialogiem. U Ciebie często jedyny opis to zdanie, które dzieje się po dialogu i zaraz po nim jest kolejny. Nad tym trzeba będzie trochę popracować ;D
Co do Harry'ego, to mnie denerwuje, oj bardzo denerwuje. I rozumiem, że Mroczna Magia i tak dalej, ale i tak nie mogę go miejscami znieść. Za to Snape jest całkiem całkiem, w porównaniu z resztą Twoich postaci. Może czasami jego kwestie zgrzytają, ale nie aż tak. Natomiast ta tajemnicza postać ze snów (nie chcę spoilerować) zachowuje się zupełnie niekanoniczne. Mam nadzieję, że nam wyjaśnisz w którejś części (oby niedługo!), skąd to nagłe jej zainteresowanie Harrym.
Ogromnym minusem jest to, jak Harry się szybko wciągnął w tą namiętność i jak szybko określił, że te usta były słodkie. Przecież on powinien być przerażony, przestraszony, nie wiedzieć o co chodzi, co się z nim dzieje... A tutaj tylko krzyczy kim nie jest, a zaraz potem, że usta były słodkie. No nie pasuje mi to tutaj. Bo raczej z Twojego Harry'ego wynika, że po pierwsze ta Mroczna Magia nie zawładnęła nim całkowicie (przynajmniej jeszcze), a po drugie nigdy się nie podejrzewał o takie pociągi. To mi bardzo nie pasowało.
Jestem ciekawa jak to się potoczy dalej, więc powodzenia w pisaniu. Czekam