Po tragicznych wydarzeniach w gmachu Ministerstwa Magii gdzie zginął ojciec chrzestny Harry'ego - Syriusz - w chłopcu budzą się pokłady Mrocznej Magii, która niekontrolowana wyniszcza jego ciało jak i umysł.
***
Pokój był cały pogrążony w półmroku, przez co wyglądał przerażająco, tylko słabe światło księżyca starało się rozjaśnić ciemności. Przez okno padała lekka smuga światła, która równocześnie rozświetlała bladą twarz pogrążonego we śnie chłopaka. Dało się wyczuć pulsującą magię z tego jakże młodego ciała, tworząc wokół łóżka mgiełkę przypominającą barierę. Wyglądało to na akt obrony chłopca przed ludźmi z zewnątrz. Dokładnie dziesięć dni mijało od czasu, kiedy magiczna moc zaczęła szkodzić ciału, powodując krwotoki i samoistnie otwierające się rany. Rany chłopaka równie szybko się goiły co pojawiały, zostawiając za sobą blade blizny, które wydawałoby się, iż nie znikną. Co jakiś czas pojedyncze osoby wchodziły do pokoju, sprawdzając jego stan, który według nich był nieznany. Nie mieli racji. Stan chłopaka się poprawiał, a magia stabilizowała się. Chłopak już niedługo miał się obudzić.
Ludzie przebywający w pokoju nie mogli się zbytnio zbliżać do łóżka, więc także nie mogli robić żadnych badań. Jedyne zrobione badania były z dnia, kiedy Harry'emu otworzyła się duża rana na boku. Tym razem, nieopodal łóżka chłopaka, siedziały dwie osoby żywo ze sobą dyskutując:
- Nie rozumiesz tego, Albusie? Jego sygnatura magiczna się zmienia, a dobrze wiesz, iż każdy czarodziej posiada jedną, niezmienną sygnaturę. Nie wierzę, że niczego nie zauważyłeś! - podniesiony głos Mistrza Eliksirów był nietypowym zjawiskiem. - Jego moc rośnie w zastraszającym tempie, jego ciało może tego nie wytrzymać, zbyt wiele magii wypływa z niego, co też jest niebezpieczne dla innych.
Nieprzytomny chłopak poruszył dłonią, co uszło uwadze obecnych w pokoju. Brunet mimo tego, iż nie mógł się obudzić, wszystko słyszał, a przynajmniej część. Harry nie wiedział co się z nim dzieje, czuł swoją magię bardziej niż kiedykolwiek, która płynęła po całym ciele rozgrzewając je i dając uczucie wystawienia na promienie słoneczne. Doznanie było tak silne, że prawie wydobył z siebie okrzyk łudząco podobny do okrzyku bólu. Zamiast krzyku, dało się usłyszeć cichy jęk, który został zagłuszony rozmową dwóch czarodziei nie przejmujących się jego obecnością.
- Severusie, uspokój się. Nic nie możemy zrobić, tylko czekać aż to minie - spokojny i pogodny starczy głos brzmiał dziwnie i nie adekwatnie do powagi sytuacji. - To nie musi być tak tragiczne w skutkach jak sądzisz. Musimy być dobrej myśli.
- Trzeba mu o tym powiedzieć - młodszy czarodziej wstał gwałtownie, że aż było słychać dźwięk odsuwającego się krzesła, po chwili dodał: - Jak się obudzi.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, Severusie. Jego moc szaleje, a nie wiemy czego się spodziewać po jego reakcji na to, że się zmienia i to nie koniecznie na dobre. Lepiej zostawić to tak jak jest.
- Chyba żartujesz! - ciemnowłosy mężczyzna krzyknął, wyraźnie zdenerwowany. - Myślisz, że się niczego nie będzie domyślał?!
- Trochę mu zajmie zanim odkryje chociażby część prawdy.
- Niedorzeczność - młodszy czarodziej, który już od jakiegoś czasu stał, ruszył szybkim krokiem w stronę drzwi, zatrzymując się na chwilę przed nimi. - Obyś nie żałował swojej decyzji. A jeżeli się mylisz i chłopak odkryje prawdę o sobie, nawet nie zawaham się, by odpowiedzieć na jego pytania, czy tego chcesz, czy nie.
Snape zamknął drzwi wyjątkowo cicho, pomimo swojej złości. Jego opanowanie dawno zniknęło, ukazując zwykłe, ludzkie uczucia, w tym troskę i lęk na myśl o złym stanie Pottera. Właśnie, Pottera, syna Jamesa Pottera, znienawidzonego człowieka i wroga za czasów szkolnych.
- Severus ma rację, ale nie mogę sobie pozwolić na to - starszy czarodziej nadal siedział na krześle, rozmyślając gorączkowo.
Harry. Harry Potter. Posiadał w sobie pokłady Mrocznej Magii, doskonale przez niego teraz wyczuwalnej. Strasznie go to martwiło. Harry rósł w siłę bardzo mu potrzebnej, by pokonać Voldemorta, ale z drugiej strony kosztem tej siły była jego dobroć, z której był znany. Dumbledore zdawał sobie sprawę, że jak chłopak się obudzi to może już nie być tym samym Harrym, jakiego do tej pory znał. Miał nadzieję, iż się myli i Harry pozostanie Harrym. Z tymi ponurymi myślami starszy czarodziej również wyszedł, zostawiając samego w pokoju nadal nieprzytomnego chłopca z blizną na czole w kształcie błyskawicy, nadzieję całego czarodziejskiego świata; chłopca, który przeżył wielokrotne spotkania z samym Mrocznym Panem.
***
Ranek nadszedł zadziwiająco szybko dla śpiącego bruneta. Odrętwienie w ciele zaczęło mijać, a jasność umysłu wracać. Harry budził się ze swojej śpiączki. Miał dziwny sen. Śnił, a raczej słyszał we śnie rozmowę czy kłótnię Dumbledore'a ze Snape'm. Dyrektor Hogwartu wyraźnie nie chciał powiedzieć jemu, Harry'emu o czymś o czym wiedzieć powinien. Nie pamiętał co to mogła być za sprawa, bo wszystko inne było niejasne i niezrozumiałe. Wreszcie podjął próbę otworzenia zamkniętych przez ponad dziesięć dni oczu. Powieki były strasznie ciężkie, lecz powoli się uchylały. Ostre światło słonecznego poranka zmusiło go do kilkakrotnego mrugnięcia. Mając już oczy szeroko otwarte, skorzystał z okazji i rozejrzał się po pokoju. Ciemne ściany ze złotymi elementami zdecydowanie nie przypominały żadnego z pokoi w domu państwa Weasleyów.
- Wiec jednak Kwatera Główna Zakonu - westchnął cicho i przypomniał sobie o portrecie Syriusza, wiszącym nad łóżkiem. Podniósł się do siadu i spojrzał na uśmiechniętego ojca chrzestnego, który widząc wyraz twarz chłopca zamarł, a jego uśmiech zniknął. Coś było z chłopcem nie tak, patrzył prosto w oczy Łapy nie czując zupełnie nic, żadnych przytłaczających, niepożądanych uczuć.
- Harry, co jest? - zapytał wyraźnie zmartwiony.
- A co ma być? - odpowiedział pytaniem na pytanie, nie zwracając uwagi na minę mężczyzny. - Zdałem sobie sprawę, jak dziecinnie się zachowywałem opłakując twoją śmierć, najwidoczniej dorosłem.
- Przez dziesięć dni?
- Paradoks - westchnął i spojrzał hardo na portret mrużąc oczy.
- Co jest z tobą? - Syriusz przestraszył się nie na żarty. - Nigdy tak się nie zachowywałeś, może lepiej ja...
- Ani mi się waż - chłopak odpowiedział ostro do portretu, którego mieszkaniec chciał już zniknąć za ramą, co było równo znaczne z zawiadomieniem wszystkich przebywających osób w Kwaterze, iż chłopak obudził się ze swojej śpiączki. - Daj mi się przynajmniej wykąpać. Potem rób co chcesz.
- Harry... - szepnął zdziwiony i lekko speszony Syriusz.
- Mhm? - chłopak zdawał się o czymś głęboko myśleć.
- Nic takiego - westchnął zrezygnowany, najwidoczniej słabo znał chłopaka, nie ma prawa go oceniać. - Rób co musisz.
- Jasne - brunet uśmiechnął się wymuszenie i wstał niepewnie. Jego nogi nadal się chwiały, musiał się przytrzymać wezgłowia łóżka by nie upaść. - Jestem jeszcze słaby.
Harry nie przejmując się tym, że jego kroki były chwiejne, ruszył do łazienki z zamiarem wzięcia długiej, orzeźwiającej kąpieli. Będąc już w środku, zamknął drzwi na zamek, by nikt mu nie przeszkadzał. Opierając się o umywalkę, poczuł mdłości. Żołądek zacisnął się boleśnie wywołując odruch wymiotny i torsje. Pochylił się nad muszlą i zaczął wypluwać z siebie nie wymioty, lecz... krew. Wymiotował krwią, a ona lała się z niego jak z nie do końca zakręconego kranu. Nie wiedział ile czasu wymiotował, ale poczuł się bardzo słaby. Krew ściekała powoli kącikami ust dając przerażający widok. Zaczerwienione i załzawione oczy potęgowały tylko to wrażenie. Kiedy jego ciało uznało, że już dość, przysiadł na podłodze wykonanej z ciemnych kafelek i czekał. Na co czekał? Wmawiał sobie, że czeka na odzyskanie sił, ale wprawdzie czekał na ratunek. Na ratunek od tego wszystkiego wokół. Zadawał sobie ciągle pytanie: Dlaczego właśnie ja? Nie potrafił sobie na nie odpowiedzieć i wiedział, że nikt inny również nie potrafi. Wyczerpany, nawet nie zauważył kiedy zasnął.
***
Znów ten sam zagadkowy sen, postać ukryta w cieniu. Ciemny, zadziwiająco podobny do dormitorium Gryffindoru, pokój z tylko jednym dużym łóżkiem stojącym na środku, a na nim on sam. Harry patrzył w stronę tajemniczej postaci, która poruszała się bezszelestnie. Postać wydała z siebie cichy szept, lecz nie mógł zrozumieć słów. Potem znów szept, nadal niezrozumiały. Brunet sfrustrowany wstał i ruszył szybkim krokiem w ciemny kąt. Idąc, zauważył kilka istotnych szczegółów. Postać bez wątpienia była chłopakiem, miała na sobie mundurek szkolny Hogwartu, ale z jakiego domu już nie zdążył zobaczyć, bowiem obraz zaczął się oddalać, a on budzić. Słyszał ciche, powoli stające się coraz głośniejsze pukanie czy raczej walenie do drzwi. Uchylił niepewnie powieki, myśląc tylko o tym jak mu niewygodnie. Właśnie teraz uświadomił sobie, że zasnął na podłodze w łazience. Próbował wstać, ale znowu upadł, nie mogąc się utrzymać na nogach. Walenie i krzyki za drzwiami nie ustawały.
- Harry! Harry, jesteś tam? Odezwij się - chłopak nie mógł ustalić do kogo należał ten głos. Chyba do kogoś starszego.
- Potter, otwórz te drzwi do cholery, bo zaraz je wyważę - ten głos rozpoznał niemal od razu, bez wątpienia to był Snape.
Jak mężczyzna powiedział, tak zrobił. Trzask urywanych z zawiasu drzwi bardziej rozbudził Harry'ego, który do tej pory miał tylko lekko uchylone powieki z zamglonym wzrokiem. Podniósł wzrok na postacie przez sobą, widział więcej niż dwie osoby. Widział dokładnie Lupina, Snape'a, pana i panią Weasley, Rona, Hermionę, bliźniaków i Ginny. Miał wrażenie, iż mignęła mu również postać Dumbledore'a. Nie miał szansy się przekonać, gdyż nagle jego oczy stały się bardziej niż ociężałe. Powoli tracił świadomość słysząc jeszcze krzyk kilku osób układający się w imię: "Harry!".
Moim zdaniem lepiej Ci wyszła ta część od tamtej. Jest dużo zgrabnych opisów. Zgrzyta mi tylko ta troska Snape'a. Po książkach miałam wrażenie, że jeśli chodzi o Harry'ego to Snape zawsze ufał planom Dumbledore'a. Tutaj się mu sprzeciwia i to dość emocjonalnie.
Wyczuwam, że Harry będzie już zupełnie inny, ale w tej części chociaż trochę wyjaśniasz jego przemianę (o co miałam pretensje w poprzedniej ;D), co mnie bardzo cieszy. Opis działania Mrocznej Magii jest ciekawy i intrygujący. Ale chyba ogólnie lubisz słowo "mroczna", bo pierwszy raz spotkałam się z określeniem "Mroczny Pan" w stosunku do Voldemorta. Czarny Pan okej, ale mroczny?
Nadal nie widać romansu, mam nadzieję, że chociaż powoli będzie się pojawiał na horyzoncie