Zgłasza się nowy świadek...
Ze specjalną, zieloną dedykacją dla Bad Wolf.
Od progu uderzyła go silna mieszanka zapachów. Miał się wyluzować, a musi wdychać jakieś eksperymentalne trunki i posiłki - ta nowoczesność sprawi w końcu, że zamiast zwykłego papieru toaletowego ludzie będą korzystać z maszyn, jak w mugolskich fabrykach. Nie wiedzieć po co - kiedyś chłop szedł do baru, brał piwo, kawałek jakiegoś mięsa, czasem coś mocniejszego, a kobiety zamawiały jakieś lżejsze placki i wszystkim to pasowało. Niezbyt zadowolony ogarnął wzrokiem wnętrze: gromadka niechlujnie ubranych karłów zażarcie grała w karty, co jakiś czas soczyście klnąc - auror był raczej pewny niedalekiej bójki. Dystyngowany, elegancko odziany Azjata, z miną jak na ścięcie, spoczywał w rogu wyraźnie kogoś oczekując, przy jednym stoliku siedziały plotkujące baby po czterdziestce, a przed stojącym za barem Neville'em spoczywał blady blondyn ubrany w szaty, które nawet Harry'emu zdawały się nie pasować do siebie, a ekspertem w sprawach ubioru on nie był, co regularnie przypominała mu żona, niemalże doprowadzając przy tym do szału. Przywitał się z Neville'em i zamówił małe piwo. Zrobiło mu się żal dawnego kumpla. Do władzy doszły nieodpowiednie osoby - jakiś stary palant, który utrzymywał dawną urazę do McGonagall i Ministerstwo znów wmieszało się w sprawy Hogwartu. Najpierw próbował pozbyć się najbardziej oddanych dyrektorce pracowników i niestety z Neville'em mu się udało. Potem próbował wygryźć samą Minervę i - co przywołało uśmiech na twarz Harry'ego - nieźle się na tym przejechał. Wewnętrzne postępowanie w Ministerstwie o niepełne raporty i nieuzasadnione działania zdegradowały pana Banca do roli protokolanta. McGonagall była gotowa użyć różnych środków dla dobra szkoły, a wśród władz wielu się z nią liczyło. Teraz Neville pracował w Dziurawym Kotle, żeby robić cokolwiek, ale starał się o robotę u jakiegoś snooba, który dla szpanu trzymał masę egzotycznych roślin - co ciekawe pomylił je wszystkie w wywiadzie dla Proroka Codziennego i czytelnicy mieli z niego niezły ubaw. Gdyby Kingsley nie odszedł, takie śmieci jak ten urzędniczyna mogłyby tylko dawać mandaty za kradzieże kociołków i handlowanie bez zgody. Jednak nie tylko wojna wzbogacała śmierć... zdrowy facet, przeżył tyle pojedynków, Voldemorta, a odszedł przez powikłania po jakieś zasranej smoczej ospie! Cholera, miał zapomnieć o tym, co przeczytał, o tym jakie to światło rzuciło na jego matkę, a wciąż trzymały się go przygnębiające myśli. Chciał to przerwać! Neville już miał go o coś pytać - zapewne klasyczne czy wszystko ok. Położył garść galeonów na blacie i szybko wyszedł na Pokątną.
Najpopularniejsza ulica w magicznym świecie jak zwykle była zatłoczona i gwarna. Sprzedawcy, z przewieszanymi przez szyję torbami, którzy oferowali swoje - niekiedy podejrzane - towary, dzieciaki podekscytowane zakupami w tak wspaniałych sklepach, których oczy z zafascynowania przypominały monety. Sporo młodych i, co nie mniej ważne dla Harry'ego, ładnych kobiet, niektóre w towarzystwie swoich niezbyt zadowolonych partnerów. Wszystko uzupełniały skrzekliwe odgłosy sów i rekotanie uciekających ropuch. Harry'emu stanęła przed oczami pierwsza wizyta w tym miejscu, co chwilowo poprawiło mu humor. Zrobił kilka kroków, po chwili w jego stronę podbiegło dziecko.
- Mamo, to ten pan z albumu! - krzyknęła mała blondyneczka o jasnych włoskach i pulchnej twarzy. Miała różową sukienkę - małe dzieci ostatnio często nosiły mugolskie ubrania, moda taka. Harry'emu było to obojętne, ale jego teść był zachwycony. Nieśmiało pogładził dziecko po główce. Tuż za dziewczynką szła mama - blondynka, delikatnej urody, o nieco bladej twarzy, w szacie podchodzącej pod granat.
- Kochanie, pan Potter pewnie jest zajęty - łagodnie napomniała córkę i uśmiechnęła się przepraszająco.
- Nie, wcale nie - odparł Harry, widząc jaką radość ten maluch czerpie ze spotkania z nim.
- A pokonanie tego lola Voldemota było trudne? - Harry pomyślał, że jeśli ta rezolutna dziewczynka kiedykolwiek zasiądzie w Wizengamocie, to żal mu oskarżonych.
- Dokonanie tego było trudne, ale uczucie, które mi potem towarzyszyło było wspaniałe.
- Czy tak tludne jak nauka alfabetu? - Tym pytaniem poprawiła Harry'emu humor - ta dziewczynka to z pewnością przyszłość narodu! Po chwili nadleciała spora, brązowa sowa i zrzuciła na Harry'ego list z Ministerstwa. Zaciekawiony szybko rozerwał kopertę i zaczął czytać.
Drogi Harry!
W sprawie Katherine Pierce pojawił się świadek, który twierdzi, że ma ważne informacje. Jest to Syriusz Mikasa, 32 klaun magicznego cyrku "Hipek - Hopek", o przydomku Portugas! Kiedyś, w innej sprawie był to ważny informator, więc radzę podejść do tego poważnie.
Pozdrawiam i proszę o szybki przyjazd
Twój zastępca
Aron Mendlu
Teleportował się z ulicy Pokątnej i po chwili był w biurze. Pomieszczenie było małe - przy jedynym oknie stał stolik mieszczący dzbanek z wodą gazowaną, z kolei same biurko było bardziej po prawej. Minimalizm i chłodne odcienie niebieskiego, a przy drzwiach dwóch strażników - grubych, ospałych, robiących za małą kasę i wyszkolonych o wiele gorzej niż Harry czy jakikolwiek auror. Przepisy magicznego świata nierzadko opierały się na paradoksach. Harry usiadł w swoim czerwonym, wygodnym fotelu na kółkach. Naprzeciw widział człowieka w biało - czerwono - niebiesko - żółtym ubraniu, które chyba musiało być szyte na zamówienie - w żadnym ze znanych Harry'emu sklepów takich cudacznych strojów nie sprzedawano. Przybrał na twarz wyuczony wyraz uprzejmego zainteresowania, jednak jego oczy zdradzały, że jest nieufny i kontroluje sytuacje. Machnął różdżką, a tuż przy jego uchu pojawił się pergamin i samonotujące pióro.
- Słyszałem, że ma pan istotne dla nas informacje.
- Jestem Portas, po prostu Portas - odparł gość z przesadnie szerokim uśmiechem.
- Nadal słucham.
- Taak, jakiś czas temu polazłem z kumplami na piwo. Do baru "Pod połamaną różdżka". Polecam, mają tam naprawdę świetne trunki!
- Do rzeczy, proszę.
- Dobra już, dobra. Niby Ministerstwo takie bogate, ale patrząc na pana, to niezbyt dużo płacą wam za nadgodziny. Wczoraj spotkałem kilku kumpli z Hogwartu, no i gadaliśmy, wspominaliśmy. Przypomnieliśmy sobie taką grotę, na skale w Hogsmeade. Miała kilka pieńków, tworzących niepełny kwadrat, wyłożona mchem, świetne miejsce! Co ja z taką Doris tam robiłem, takie harce
- Do rzeczy - ponaglił świadka Harry, starając się ukryć rozbawienie.
- Chodziliśmy tam z twoją mamą, Katherine Pierce i kilkoma innym kolegami. Wiesz, świetne miejsce na wagary i kilkudniowe zniknięcia. Poza tym twoja mama często łaziła tam z Jamesem, a raz z Syriuszem, sam byłem zszokowany! - przez twarz Harry'ego przemknął cień zainteresowania. - Ostatnio też tam poszliśmy, powspominać, pośpiewać, bo my to raczej weseli ludzie jesteśmy. Zauważyłem, że powietrze było bardzo nawilżone, a Kath zawsze je nawilżała zaklęciem, miała manię, nie mogła wytrzymać, gdy było zbyt suche.
- Dlaczego nie przyprowadził pan większej ilości świadków?
- Po co? Oni nic nie widzieli, nie słyszeli, czeski film - boją się. Ja tam mam wywalone, i tak trzeba kopnąć w kalendarz.
Dobrze, sprawdzimy to - obiecał Harry, zastanawiając się jak poza dochodzeniem podpytać go o prywatne sprawy. Jednak mieli jego dane, więc czym się tu martwić - to będzie proste jak wkręcenie Dawlisha!
Podoba mi się, że tak wiele tutaj opisujesz, ale nad samą ich konstrukcją musisz poćwiczyć. Budujesz stanowczo za długie zdania - zobacz sobie sam początek. To zdanie ciągnie się i ciągnie, i prawie końca nie ma! Męczy takie czytanie tasiemców, zlituj się nad nami ;>
Po drugie trochę niestarannie to napisałeś, o co jestem zła. Często miałeś powtórzenia typu "Słyszałem, że ma pan dla nas istotne informacje informacje". I tak nie było tylko 1 raz! Czasem też ciężko było mi zrozumieć o co tak naprawdę chodzi, w sensie kto teraz myśli i o czym, musiałam niektóre zdania czytać dwa razy.
Popracować też musisz nad dialogami, bo są... średnie. Ten clown niby miał być śmieszny, ale wyszedł Ci w kompletnie inną stronę - jego teksty były często wymuszone, jakbyś próbował na siłę coś mu wymyślić śmiesznego i efektem tego stworzyłeś lekko żałosnego clowna ;> Sam Harry też nie pokazał nam za wiele w tej konwersacji poza ciągłym powtarzaniem "do rzeczy", co w ogóle jakoś nie pasuje mi do tej postaci.
Oczywiście sam tekst, tak całościowo oceniając, jest dla mnie zadowalający. Inaczej bym go po prostu odrzuciła. Po przeczytaniu go, mimo tych błędów, byłam zadowolona. Jednak po pierwszej części wiem, że stać Cię na dużo więcej, więc zamiast się śpieszyć, przemyśl kolejny rozdział ;>