Czasami, zamiast wyszukiwać komuś zajęć i rozrywek, wystarczy z nim posiedzieć i pomilczeć. Bądź z nim, to wystarczy.
James Syriusz Potter bardzo lubił rytuały. Takie małe tradycje były jego ulubionymi, a na ich czele były sobotnie poranki z dziadkiem Arturem. Lubił spędzać z nim te kilka godzin w garażu, pracując nad nowym wynalazkiem. Nawet teraz, jako dwudziestoparolatek, w sobotę o ósmej rano stawiał się u dziadka i jadł z nim śniadanie, po czym uciekali przed zmywaniem i rozmawiali, a czasem milczeli.
Od dwóch tygodni towarzyszyła im Rose. Nie miał nic do kuzynki, ale przez ostatnie dwadzieścia lat dziadek poświęcał ten czas tylko jemu i obecność kobiety nie była mu na rękę. Tym bardziej, że Rose ograniczała się do zadawania głupich pytań.
- Co u Hugona? - zapytał, gdy zostali sami.
- Nie wiem. - Rose sięgnęła po stary magazyn motoryzacyjny i zaczęła go przeglądać.
- Jak to? Nie rozmawiałaś z nim? - Doskonale znał odpowiedź na to pytanie, ale i tak je zadał.
- Nie - odparła sucho, jeszcze intensywniej przeglądając gazetę.
- To twój brat...
- A to nie twój interes - odburknęła Rose.
- Jest mu teraz naprawdę ciężko. - James spojrzał na nią z wyrzutem.
- A mi jest super łatwo - sarknęła, rzucając gazetę w kąt.
- Nad tobą użala się cała rodzina, a on jest z tym sam. Wiesz, ile osób się go zapytało, jak on się z tym czuje? - Spojrzał na kuzynkę, lecz jej twarz nie zdradzała żadnych uczuć.
- Nie wtrącaj się w moje życie, okej? Ja cię nie pouczam w kwestii twoich relacji z rodzeństwem.
- Chodzi na terapię - ciągnął James nie zważając na słowa Rose.
- Wiem, mama mi mówiła.
- Codziennie pyta o ciebie, jesteś jego starszą siostrą, potrzebuje twojego wsparcia. - Chciał dodać coś jeszcze o tym, że rodzina musi się trzymać razem, ale Rose zerwała się ze swojego fotela i wybiegła z garażu, mijając się w drzwiach z dziadkiem.
- Znowu się pokłóciliście?
- Tak wyszło - wzruszył ramionami, biorąc od dziadka wodę.
- Rozmawiałeś z Hugonem? - zapytał dziadek, gdy wrócili do składania motoru.
- Tak, próbuję go wyciągnąć na jakąś imprezę, żeby się rozerwał.
- Nie chce - zgadł dziadek Artur.
- Nie może siedzieć sam i myśleć cały czas o tym, co się stało. - James naprawdę martwił się o kuzyna.
- Jesteś dobrym przyjacielem, ale nie zmuszaj go do czegoś, czego nie chce. Hugo nigdy nie był typem imprezowicza. Czasami, zamiast wyszukiwać komuś zajęć i rozrywek, wystarczy z nim posiedzieć i pomilczeć. Bądź z nim, to wystarczy.
Dziadek chyba wyczerpał limit słów na ten poranek, bo już nic nie mówił, a i James myślał o jego słowach i nie miał ochoty na dalszą rozmowę.
Wieczorem z czteropakiem pod pachą zapukał do drzwi domu Granger-Weasley.
- Cześć ciociu - przywitał się z Hermioną. - Jest Hugo? - zapytał wchodząc do środka.
- Tak, zawołam go. - Ciocia uścisnęła go krótko i ruszyła po syna.
James bywał w tym domu na tyle często, że czuł się w pełni swobodnie. Jako dzieciak uwielbiał tu przebywać, fascynowały go mugolskie sprzęty, których u niego w domu nigdy nie było.
Usiadł na kanapie przed telewizorem i włączył kanał sportowy. Akurat grała reprezentacja w piłkę nożną. Od dziecka oglądał z Hugonem mecze, a za ich miłość do futbolu odpowiadał dziadek Granger.
- Cześć. - Hugo usiadł na kanapie obok Jamesa.
- Mam piwo i ciasteczka cynamonowe od babci, piekła z Rose pół dnia, mówiły, że to twoje ulubione. - Wskazał na przyniesione produkty i sięgając po piwo rozsiadł się wygodniej.
Mecz przebiegł bez większych zaskoczeń, Anglia wygrała ku wielkiej radości Hugona. Na początku drugiej połowy dosiadł się do nich wujek Ron i chociaż przez dwadzieścia lat nie nauczył się zasad tej gry, ekscytował się razem z synem strzałami na bramkę.
- James, dziękuję - powiedział Hugo, gdy dwie godziny później zbierał się do domu.
- No co ty Rudy, to tylko piwo. - James zaśmiał się głośno klepiąc kuzyna po ramieniu.
- Nie chodzi o piwo, dzięki tobie było normalnie chociaż przez chwile. Jeżeli mogę ci się jakoś odwdzięczyć, to mów.
- W sumie to miałbym pomysł. Chodź ze mną na piwo w przyszły piątek, przy takim rudzielcu jak ty będę miał większe szanse poderwać jakąś fajną dziewczynę. - Zrobił unik przed ręką Hugona, który nie miał w zamiarze go przytulać.
- Dobra, pomyślę o tym.
- Tylko nie myśl za dużo. Na razie Rudy!
Dziadek Weasley miał rację. Czasami wystarczy z kimś wypić piwo, by poprawić mu humor.
- Nasi rodzice poznali się w szkole, czy to nie jest dziwne, że są ze sobą dłużej niż połowę swojego życia? - James zaczął właśnie kolejne piwo i bardzo skupiał się na tym, by mówić wyraźnie.
Hugo spojrzał na niego z kpiną.
- Za dużo wypiłeś?
- No, ale pomyśl. Moi starzy zaczęli ze sobą chodzić jak mieli ile 16? 17 lat? Ja mam 25 i nie myślę o poważnym związku. - Wzdrygnął się na samą myśl o zobowiązaniu.
- Jak zacząłem się spotykać z Maggie też mieliśmy 16 lat i wiedziałem, że kiedyś się z nią ożenię. - Hugo pierwszy raz od jej śmierci wspomniał o Maggie i James nie był pewien, jak powinien zareagować.
- Miałeś szczęście - powiedział ostrożnie.
- Taa… Pisałem do Rose, ale nie odzywa się. Widziałeś się z nią? - zmienił temat Hugo.
- Nie - skłamał James, obrywając etykietę z butelki. Nie wiedział, co ma zrobić z dłońmi.
- Tamta dziewczyna za barem przygląda ci się, masz szanse na swój podryw. - James spojrzał we wskazanym kierunku ciesząc się, że kuzyn wrócił do bezpiecznej rozmowy.
- Emma? Ona nie wchodzi dwa razy do tej samej rzeki, a w tym wypadku łóżka. - Zaśmiał się z własnego żartu.
- Spotykaliście się?
- Nie nazwałbym tak tego. Woli jednorazowe przygody. Mogę cię przedstawić, jak masz ochotę Rudy. - James ponownie zaśmiał się na samą myśl o swoim kuzynie z Emmą.
- Nie, dzięki, ale nie.
James długo leżał w łóżku nie mogąc zasnąć. Czuł, że przyszedł czas na zmianę. Większość jego kuzynostwa wiodła stabilne życie, nawet jego młodsze rodzeństwo. Lily planowała ślub i pięła się po kolejnych szczeblach kariery w Mungu, nawet jego nieszczęsny brat Albus Severus znalazł chłopaka, który z nim wytrzymuje. On zaś wiódł życie wolnego ptaka, łapiąc się dorywczych prac i wynajmując ciasną kawalerkę w nieciekawej okolicy. Lubił swoje życie, a przynajmniej tak twierdził, ale dzisiaj był jeden z tych dni, gdzie chciał być szczęśliwy i czuł, że jego dotychczasowe życie mu tego nie zapewnia.
Czymkolwiek to szczęście jest.
Rano odwiedził dom rodzinny. Taty jak zawsze nie było, a mama pisała jakiś artykuł. Usiadł na kanapie w jej gabinecie i czekał aż skończy.
- Jeszcze raz westchniesz, to zapomnę, że jesteś dorosły i dostaniesz szlaban - powiedziała Ginny nie odrywając się od pracy.
- Nie wzdycham.
- To co ci leży na wątrobie? - zapytała, odkładając pióro i pergamin na bok.
- Mamo, czy ty jesteś szczęśliwa?
- Jestem, szczególnie jak mi nie przeszkadzasz w pracy.
- Pytam poważnie. - Nie patrzył w stronę matki, ale był pewien, że się uśmiecha. Już taka była.
- Jestem, mam męża, który mnie kocha i szanuje, wspaniałe dzieci, które żyją w bezpiecznym świecie, pracę, która daje mi satysfakcję. Wszyscy moi bliscy są obok. - Ginny usiadła obok syna i poklepała go po kolanie.
- A nie czułaś się nigdy w cieniu taty? - zapytał interesując się bardzo swoimi dłońmi.
Tym razem Ginny westchnęła.
- Nie, twój tata nigdy nie prosił o sławę, zawsze traktował mnie na równi ze sobą, a ja mam swoją dziedzinę, w której jestem dobra. A teraz powiedz mi, skąd te pytania?
- Tak po prostu - odparł, jednak nadal bał się spojrzeć na matkę.
Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Bał się jednak, że powie jej coś, do czego sam przed sobą się nie przyznaje.
- Więc powiem ci coś tak po prostu. Może wyda ci się to kontrowersyjne, ale szczęście nie tkwi w rzeczach, które posiadasz tylko w tobie. Możesz mieć beznadziejną pracę, dwa sykle w kieszeni i być szczęśliwym człowiekiem, jeżeli tylko żyjesz w zgodzie ze sobą.
James nie wiedział, jak zareagować, żałował, że zaczął ten tema. Nie lubił poważnych rozmów. Wymamrotał więc coś przytakującego i uciekł z gabinetu matki.
Schował się w swoim starym pokoju, niczego tu nie zmienili od jego wyprowadzki. Na ścianach wisiały zdjęcia, które przyczepiał w latach szkolnych, na szafie leżały jego stare podręczniki, łóżko było w takim nieładzie, w jakim zostawił je po ostatniej nocy w domu.
Nic się nie zmieniło, poza nim samym. Chłopak, który przyczepiał te zdjęcia, ten, który rzucił na szafę niepotrzebne książki, wiedział, kim jest. Chciał zostać aurorem i być taki jak ojciec. Chciał się zakochać i założyć rodzinę tak, jak jego ojciec.
James już nim nie był, sam nie wiedział, kim jest i wątpił, by przeszłość mogła mu pomóc odpowiedzieć na to pytanie. Odrzucił notes na bok i wyszedł z pokoju.
Podjął decyzję. Całe dotychczasowe życie żył w cieniu dokonań swojego ojca i czuł, że nikt nie spodziewa się po nim niczego wielkiego, więc nawet nie próbował. Teraz wiedział, że czas to zmienić.
Musi tylko wymyślić jak.
Wow, jak dla mnie to chyba do tej pory najbardziej wciągająca seria na HPnecie i teraz naprawdę będę wyczekiwać kolejnych części z ogromną niecierpliwością. Zastanawiam się tylko czy imię Albus było jakimś zaklęciem zmieniającym orientację czy co, że kolejny Albus to gej, ale mniejsza o to. W ogóle chyba coś mi siada na głowę, bo widząc "Dziadek Artur" odnośnie Jamesa miałem w głowie pierwsza myśl, że to jakiś błąd, do Piero po chwili zdałem sobie sprawę z że faktycznie tak jest. Dialogi wyglądają całkiem naturalnie, czyta się też naprawdę przyjemnie, chociaż jak dla mnie mogłabyś popracować nad tym, żeby lepiej opisać odczucia postaci i miejsca w jakich są. Przykładowo kiedy James wszedł do starego pokoju opis miejsca był wystarczający i po prostu uzupełniał fabułę, więcej szczegółów nie było potrzebne, ale brakuje mi jego odczuć po wejściu tam. Tego czy poczuł jakąś nostalgię, a może był wściekły..przez co te postacie często wydają się wyprane z uczuć, a to nie dobrze. Myślę jednak, że mimo to zasługujesz na PO