Filtruj
Szukaj w:
Szukana fraza:


Opcjonalnie:
Gatunek:
Dozwolone:
Zakończone:
Parring:
Bohaterowie:
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Ostatnie
Artykuły Fan Fiction

Magiczne puzzle HP

Kategoria: Inne
Autor: Smierciojadek

Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

The House of Gaunt

Kategoria: Recenzje filmów
Autor: Anastazja Schubert

Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej

HPnet istnieje naprawdę

Kategoria: HPnet
Autor: Anastazja Schubert

W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Syriusz32

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej

Prorok Niecodzienny ...

Kategoria: Prorok Niecodzienny
Autor: Prefix użytkownikaProrok Niecodzienny

Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej

Historia pod skórą z...

Kategoria: Wywiady
Autor: Anastazja Schubert

Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej artykułów! <<

[NZ]Rozdział 11 cz....

Tytuł: Rozdział 11 cz.1 - Początek sezonu
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona podczas zajęć z obrony przed czarną magią konfrontuje się profesorem Hughesem. Rozpoczyn...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.2 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 10 cz....

Tytuł: Rozdział 10 cz.1 - Wizyta u Hagrida
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Hermiona nie może zapomnieć o dziwnym zachowaniu profesora Hughesa. Pełna złych przeczuć decyduje...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.2...

Tytuł: Rozdział 9 cz.2 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

Remus Lupin

Tytuł: Remus Lupin
Gatunek: Poezja
Autor: Kasia Koziorowska

Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 9 cz.1...

Tytuł: Rozdział 9 cz.1 - Nocna przechadzka
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej

[NZ]Rozdział 8 cz.2...

Tytuł: Rozdział 8 cz.2 - Nowi nauczyciele
Seria: Hermiona Granger i Powrót do Hogwartu
Gatunek: Przygodowe
Autor: Prefix użytkownikaNicram_93

W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej

>> Więcej fan fiction! <<
Statystyki
Online Statystyki
Goście online: 43
Administratorzy online: 0
Aktualnie online: 0 osób
Łącznie na portalu jest
48,160 osób
Ostatnio zarejestrowany:

Rekord osób online:
Najwięcej userów: 1414
Było: 24.05.2026 16:48:00
Napisanych artykułów: 1,087
Dodanych newsów: 10,564
Zdjęć w galerii: 21,490
Tematów na forum: 3,921
Postów na forum: 319,637
Komentarzy do materiałów: 222,019
Rozdanych pochwał: 3,327
Wlepionych ostrzeżeń: 4,170
Puchar Domów
Aktualnym mistrzem domów jest  GRYFFINDOR!

Gryffindor
Punktów: 1539
uczniów: 4221
Hufflepuff
Punktów: 335
uczniów: 3778
Ravenclaw
Punktów: 916
uczniów: 4452
Slytherin
Punktów: 115
uczniów: 4107

Ankieta
Zima przejęła Hogwart i okolice, śnieg mocno sypie, ale to Cię nie powstrzyma przed robieniem planów. Zastanawiasz się, co ciekawego można robić w weekend:

Bitwa na śnieżki to jest to! Może "zupełnym przypadkiem" oberwie od nas przechodzący obok Snape.
12% [9 głosów]

Plan to brak planu. Będę leżeć w łóżku, pić kakao i plotkować ze współlokatorami z dormitorium.
40% [31 głosów]

Mój nos utknie głęboko w książkach. Tylko pani Pince będzie mnie mogła odgonić od czytania.
13% [10 głosów]

Wymknę się cicho do Miodowego Królestwa. Najwyższa pora uzupełnić zapasy słodkości.
9% [7 głosów]

Postraszę we Wrzeszczącej Chacie. Uwielbiam oglądać miny przechodniów, kiedy wydaje im się, że uciekają od duchów i upiorów.
12% [9 głosów]

Każda pogoda jest dobra na Quidditcha. Śnieg nie powstrzyma mnie przed regularnymi treningami.
14% [11 głosów]

Ogółem głosów: 77
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 07.02.23

Archiwum ankiet
Ostatnio w Hogwarcie
Hufflepuff[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
HufflepuffValerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
[NZ] Zew Likantropa
Dwoje początkujących aurorów otrzymuje dziwne zgłoszenie. Sprawa okazuje się czymś więcej niż bredniami ekscentryka.
Autor: Prefix użytkownikaAnimag37
Ograniczenie wiekowe: +16
Przeczytano 5177 razy.
Rozdziały: [1], [2].
Chirurg
Diagnoza dwudziestolatka okazuje się zaskoczeniem dla wszystkich. Storm zapala nową świeczkę w ogarniętej mrokiem niewiedzy sprawie...

Przez sterylnie czyste okiennice Szpitala św. Munga wpadały promienie zachodzącego słońca. Czerwone połacie światła, uformowane przez okna w równe prostokąty, oświetlały twarze siedzących w poczekalni osób. Owych było tu naprawdę dużo, wydawałoby się, że tłok to nie przypadkowe zbiorowisko odwiedzających i oczekujących na przyjęcie ludzi, a coś dziwnego jest na rzeczy. Jak na epidemię, wszyscy zajmowali swoje wymuszone lub nie miejsce, stojąc prawie że nawzajem na sobie. Coś musiało być na rzeczy, kolejka do zamkniętej w szklanej gablotce recepcjonistki była nad wyraz długa. Jednak nie na kolejce skupiała się osoba zajmująca wolną przestrzeń przy jednym z okien, zaburzając idealną figurę geometryczną ze szkarłatnej poświaty. Nie skupiała uwagi na otoczeniu ani tłoczących się ludziach, intensywnie wpychających w każdy centymetr wolnego miejsca. Z nieprzytomnego wyrazu twarzy ktoś mógłby stwierdzić, że nie skupiała się na niczym. Śni na jawie, niedotleniona, bo cały tlen wokół już dawno został przetworzony w dwutlenek węgla. Teraz egzystowała na przerzedzonym powietrzu, wdychając śladowe procenty życiodajnego gazu z płuc innych oczekujących. Oni też musieli się tak czuć, ale coś mu mówiło, tej postaci, że tylko jemu zaczyna brakować...
- Powietrza... - wyszeptał chudy mężczyzna przyciskany boleśnie do parapetu.
Czy nikt nie wpadł na genialny pomysł otwarcia okna? To przecież takie proste! A może do ich mózgów już nie dochodzi wystarczająca ilość tlenu i układ nerwowy nie może wydać myśli, skupiając całą uwagę na utrzymaniu się na nogach? W takim razie jego mózg musi być wytrzymalszy. Szczupły spróbował odkleić się od marmurowego elementu wpijającego się w jego plecy, w okolicach lędźwi, gwałtownie przekręcając głowę w stronę szkła. Jak się śmiesznie okazało, nie ma klamki. Takie zabezpieczenie przed pacjentami niespełna rozumu, co to okno mogliby w amoku pomylić z łóżkiem... Mężczyzna z trudem powstrzymał się od ryknięcia emocjami na całe pomieszczenie, zdecydował jednak, że w zamian zagryzie wargę w adekwatnej do sytuacji sile. Zagryzł do krwi.
- Proszę bardzo, sala numer piętnaście - odezwał się przez maleńki głośnik głęboki, kobiecy głos.
Piętnaście? Z obliczeń wbitego w parapet mężczyzny powinno to być już setne miejsce, do którego kobieta odsyła nowo przybyłych. Chociaż niektórzy nie są nowi, stoją pod ścianami, podobnie jak on wtulając się w jakiś obiekt. Uprzejmi.
Wreszcie niewielki wózek inwalidzki przekręcił swoje koła i ruszył od niedokrwionych nóg młodego. I pomyśleć, że dla tej chwili czekał całą, długą, niekończącą się godzinę. Drugi raz pomyśleć, tym razem o niezmiernej... Wręcz chorej uprzejmości z jego strony. W końcu mógł podnieść pewien plastikowy przedmiot do góry i krzyknąć, bo inaczej by nie usłyszeli: "Przejście dla aurora!" Lecz tego nie zrobił. Sam nie wiedział czemu, ogółem ludzkość ma... nigdzie.
- Słucham - rozległo się lekko przygaszone słowo, w pewnym stopniu przez głośnik, w pewnym przez gardło, które zdążyło już się zedrzeć.
W tym miejscu najwyraźniej nie trzeba było krzyczeć, żeby mieć zdarte gardło, pomyślał, błądząc wzrokiem po skrytych za sinymi workami oczach blondynki.
- Słucham? - powtórzyła tym samym nudnym, usypiającym głosem.
Postanowił odpowiedzieć. Albo nie... Począł klecić naprędce litery. Te w słowa, zdania... Sylaby... Głoski... Nie jest to łatwe, gdy zewsząd w oczy piecze duszące ciepło i ostry odór potu.
- Przyszedłem w odwiedziny do pacjenta z... - jego umysł został zmuszony do maksymalnego wysiłku - Dwudziestki dwójki.
- Pacjent nie może być wizytowany.
- Oto identyfikator - przypomniał sobie po dłuższej chwili auror, podając plastikową kartę przez półokrągły otwór w dole szyby.
Nagle zrobiło mu się strasznie słabo. Nie wiadomo czy przez ruch, jaki wykonał sięgając po kartę do kieszeni, czy może ze zbyt długiego stania w jednej pozycji.
- Może pan przejść - burknęła kobieta przepuszczając drobny przedmiot przez tą samą dziurę.
Pięćdziesiąt procent szans, że od kolejnego ruchu zasłabnie, pięćdziesiąt, że uda mu się wyjść z tej sauny. Bez ryzyka nie ma zabawy. Drżącą ręką zaczął błądzić po drewnianym blacie. Gdy już odnalazł opuszkami palców swojej należności, gwałtownie ruszył w stronę pustego holu. Chowając kartę do kieszeni ruszył niepewnym krokiem po miękkim dywanie, samemu nie będąc pewnym, co za chwilę może stać się z jego własnym ciałem. Na szczęście nie stało się nic i będąc w połowie korytarza młody brunet westchnął, dając uldze zapanować nad zmęczonym ciałem. Zrobiło mu się lżej, kroki zaczęły być pewniejsze, wzrosła chęć do życia. Miał tylko nadzieję, że nie umarł.
- Osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia, dwadzieścia jeden... - wyliczał po kolei mijając nowe, choć każde wyglądające w identyczny sposób, drzwi - Dwadzieścia dwa.
Białe, z wygrawerowaną srebrem dwudziestką dwójką. Pociągnął za klamkę. Jednak ta stawiła opór z głuchym szczękiem. Kolejne próby uchylenia drzwi spełzły na niczym i po chwili twarz mężczyzny nabrała koloru tego samego, co podczas grzania się przy zachodzącym słońcu w poczekalni. Ogółem był nawet przystojnym facetem, ciemne blond włosy, szare, ale jakoś urokliwie szare, oczy. Skąpy zarost wydawał się dopiero co wyjść spod brzytwy golibrody, przycięty w niemalże idealny sposób.
Postanowił zapukać, facet może w końcu spać. Zamiast oczekiwanego "Proszę", drzwi ledwie się uchyliły, i ukazując przelotny błysk, z powrotem zamknęły.
- Leo, co tam się dzieje? - uderzył knykciami, tym razem na granicy bębnienia - Andrew Byrne, Biuro Aurorów, podaję ci herbatę.
Przez jego twarz mignął ledwie zauważalny cień uśmiechu. Jednak drzwi nie drgnęły ani o centymetr.
- Nie wiem w co się tam zabawiasz, ale wiedz, że wchodzę.
Małej strużce niezidentyfikowanej materii, która właśnie wydobyła się z drewnianego przedmiotu, towarzyszyło głuche szczęknięcie. Zamek ustąpił.
Myślę, że to wszystko, co miałem do przekazania. Mogę tylko życzyć zdrowia, bo o większe szczęście nie śmiałbym prosić losu.
Głośny śmiech przeplatał się z nieco cichszym chichotem.
- O, pan Byrne! Jak podejrzewam przyszedł pan cieszyć się razem z nami.
Andrew powoli rozejrzał się po pokoju szpitalnym. Przy oknie leżało łóżko, a na nim owinięty w bandaże, ale niezbyt z ich powodu zatrwożony, Leo. Leonardo Tawny, jeśli wierzyć tabliczce zawieszonej na jego metalowym posłaniu.
- Ja nie cieszę się, gdy nie mam z czego – odrzekł zaciekawionym głosem, zamykając za sobą drzwi - Bo nie ma z czego, prawda?
Przez chwilę wydawało się, że Leo wstanie z miejsca, jednak pierwszy był drugi mężczyzna, najwyraźniej rzeczywiście skory do rozmowy. Miał platynowe blond włosy. Błękit jego oczu był jak odbicie morza, jakby za tęczówkami kryły się małe jeziora z krystaliczną, w odbiciu słońca wręcz niebieską wodą. Przynajmniej w kontraście z szarością otaczającą ich zewsząd wyglądały jak dwa wodniste ogniki. Oprócz włosów, biały był też jego ubiór uzdrowiciela. Nad jedną z kieszeni widniał wydziergany czarną nitką podpis: Draco Malfoy.
- Jest pan aż tak pesymistycznie nastawiony do diagnozy Leo?
- Nie lubię gdy ktoś zamydla prawdę bzdurami.
Dotychczasowy uśmiech gwałtownie zszedł z bladej twarzy blondyna.
- W porządku, nie ma powodów do zdenerwowania. Operacja powiodła się bez żadnych problemów.
- Ale nóż...
- Nóż to kompletnie inna historia.
Wysunął uprzejmie plastikowe krzesło. Gdy Andrew usiadł, sam oparł się o ścianę, przejeżdżając dłonią po zaroście.
- Czy wiesz, że nie każda różdżka potrafi wykonać perfekcyjne cięcie czy zaszycie?
Twarz bruneta przedstawiała sobą uczucie, jakie towarzyszyło obecnie jej właścicielowi. Nie wskazywała na nic.
- Dobrze, więc przejdę do sedna. W dziedzinie którą się zajmuję, jest dużo niemagicznych akcentów. Nie wszystko da się wyleczyć magią, czasem niezbędna jest rzecz, jakiej dokonują osoby zwane w mugolskim otoczeniu chirurgami. Operacja. W naszym świecie, gdzie większość schorzeń można uleczyć odpowiednim zaklęciem lub eliksirem, sztuka ta została prawie zapomniana. Mało kto otrzymuje ciosy nożem, o wiele prostszą możliwością zabicia jest znany nam wszystkim czar o dwuczłonowej formule. Jest prościej, szybciej, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że człowiek ginie w bardziej humanitarny sposób.
Malfoy rzucił na dwójkę aurorów dosyć dziwne spojrzenie, trochę w stylu "taka prawda". Nie dostawszy żadnych pytań, kontynuował:
- Oprócz rzadkiego rodzaju ataku na pana Tawny'ego, mamy tu też... Nie, tego nie mogę nazwać rzadkim przypadkiem. To raczej coś w rodzaju cudu. Czegoś nienaturalnego.
Andrew ożywił się na krześle, spoglądając to na uzdrowiciela, to na wyraźnie przejętego Leo. Przez chwilę trwała cisza, podczas której trzy osoby rzucały sobie na przemian spojrzenia.
- O co chodzi? - przerwał ją Byrne - Raczysz mi wytłumaczyć?
- To nie takie łatwe...
- Nie takie łatwe? Jak opowiedzenie co się stało z tym nożem może sprawiać...
- Ostrze ominęło serce, wskazało miejsce guza w lewym płucu i niemal w całości opuściło klatkę piersiową.
Twarz mężczyzny zamarła, następnie zmarszczyła w zdumieniu, by pod koniec skryć się w kościstych dłoniach. Draco podszedł w ciszy do stolika, na którym leżały dwie puste już filiżanki i położył na środku włożony w worek przedmiot.
- To jedyne co może się wam przydać w tym śledztwie – odezwał się ochrypłym głosem, gdy Andrew przestał pociągać się za włosy z otwartymi szeroko oczyma - A... Zapomniałbym. Gdy znaleźliśmy się na miejscu, Leo majaczył jeszcze... Na strychu.
Po raz pierwszy od momentu wizytacji jakiejś czynności podjął się Leo. Zgarnął worek do ręki i zaczął błądzić po nim wzrokiem. Ostrze było kanciaste i szerokie.
- To coś - lekarz przejechał palcem po nierównej krawędzi broni - wskazało miejsce raka, szkodząc reszcie organizmu w najmniej możliwym stopniu. Krwotok był zminimalizowany i zdążyliśmy dokończyć to, co rozpoczął ów nóż. Nieleczony nowotwór po pewnym czasie okazałby się o wiele większym problemem. Śmiertelnym problemem. Nie miał pan żadnych objawów?
Krótkowłosy szatyn pokręcił smętnie głową.
- W takim razie powinien pan dziękować Bogu, czy w co pan tam wierzy. Objawy pojawiłyby się, gdy sytuacja stałaby na poważniejszym szczeblu, a wtedy na operację mogłoby być za późno...
- Błędne koło.
Wzroki potoczyły się ku Byrne'owi. Ten jednak nie miał zamiaru prowadzić dalszej rozmowy. Wyrwał koledze po fachu pakunek z ręki i wybiegł na korytarz. Przez lekko uchylone drzwi siedzących w środku dobiegły ciche, nie do końca rozpoznawalne dźwięki. Trochę jak westchnienia, ale z większym udziałem strun głosowych. Nagle w drzwiach stanął z powrotem szczupły brunet. Dwie krople spływały po dwóch policzkach. Powoli zbliżył się do dwójki, pocierając długimi palcami po włosach.
Po czym gwałtownie przytulił zdumionego przyjaciela.

***

Półtorametrowe drzwiczki wystrzeliły z trzaskiem, opadając na ściśnięte w ciasnym korytarzu schodki. Owe schody wiły się zakrętami ku górze, gdzie swoje miejsce miał strych. Podobnie jak w pozostałej części domu, tutaj oprócz skrzypienia stopni dało się słyszeć głuche trzeszczenie deptanego kurzu. Z prawie każdego zakamarka wyłaniały się długie i lepkie pajęczyny, a ściany u podnóży podrapane były czymś, co łudząco przypominało robotę myszy. Gdy Rose pokonywała tą usłaną brudem drogę, w głowie pulsowała jej tylko jedna myśl.
- Na strychu – mruknęła pod nosem, otwierając powoli drzwiczki, jeszcze mniejsze niż poprzednio.
Znalazła się w ogromnym pomieszczeniu z niskim sufitem. Może nie było tu czysto, ale w porównaniu z resztą rezydencji Marvina Storma, panował tu względny porządek. Kobieta z czystym sercem stwierdziła, że to coś przypomina pokój gościnny bardziej od miejsca zbrodni na Leo. Chociaż nie stała tu żadna kanapa, a niewielkie szafy i komody w niczym nie przypominały domowego ciepła, poddasze było wyraźnie pielęgnowane przez właściciela.
- Na strychu... – powtórzyła zamyślona kruczowłosa, mijając zbadane już obiekty.
O mało nie przewróciła się na nawiniętym pod nogi szczurze. Opierając się jedną ręką o przysmoloną ścianę, drugą trzymała uchwyt od jednej z wielu gablotek. Siłą rzeczy uchyliła nieco wnętrza. I pewnie gdyby ten przedmiot, poszukiwany przez młodą aurorkę, nie jaśniał jaskrawo błękitną poświatą, skryłby się z powrotem w odmętach skrytki. Oczom Rose ukazał się zbiór drobnych buteleczek wypełnionych niebieskawą substancją. Każda była wsadzona w swoje miejsce na palecie, niczym w pudełku czekoladek.
- Najwyraźniej pan Storm miał wiele nie dających spokoju myśli... - kobieta mruknęła do siebie po raz trzeci i wziąwszy do ręki znalezisko, z wyraźną ulgą opuściła poddasze domu.

Komentarze
avatar
Prefix użytkownikaBumSzakalaka  dnia 09.06.2016 15:51
Zaskakująco dobre opisy, do których nie miałabym żadnego zastrzeżenia gdyby nie ich ilość. Troszkę ich za dużo, ale to moje prywatne zdanie. Sam początek jest podciągnięty, mogłabym powiedzieć, że podkoloryzowany. Za bardzo podkreślasz ten ucisk w recepcji w Szpitalu. To wyglądało trochę sztucznie. Jednak bardzo fajnie zmieniłeś los Draco, co mi się podobało. Zaczął robić coś dla dobra innych, chociaż najbardziej lubię tego wrednego Smoka, to w tym FF jestem w stanie zaakceptować taką zmianę. Od czasu wizyty tej dwójki w starej chacie (poprzedni rozdział) sporo się zmieniło. Dużo tego przybyło i mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie to bardziej spójne, bowiem nie jest to pojedyńcze FF, tylko seria. W każdym razie masz ode mnie PO i będę u Ciebie żebrać o kolejny rodział, bo jestem ciekawa co też takiego spotkało Leo, bo niewątpliwie był to prawdziwy cud. ^ ^
avatar
Prefix użytkownikaAlette  dnia 26.06.2016 10:57
Dobra, teraz mogę skomentować bardziej wnikliwie.

Przede wszystkim brakuje mi tutaj jakiejś siły napędowej, przyczyny dla całego zamieszania. Nie wiem czy to opisy są ciut chaotyczne, czy operujesz takim ciężkim językiem, czy ja jestem po prostu dziwna, ale nie rozumiem wciąż, po co to wszystko. Oni tak chodzą i rozwiązują zagadkę i wciąż nie wiem, w jakim celu ten Leo polazł do tego kolesia ani w jakim celu ten nowy auror teraz przychodzi do niego. Brakuje mi zobrazowania całej akcji, wstępnego pokazania w jakim świecie operujemy. Bo czuję się trochę jak wrzucona do obcego świata.

Opisy są dobre, chociaż nie wiem, czy czasami za bardzo nie komplikujesz zdań i podmiotów. Przez to tekst straci na lekkości. Wprowadzenie Draco jako uzdrowiciela na plus, chociaż za mało w nim tego zarozumialca.

No tyle ode mnie :D
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Wybitny! Wybitny! 0% [0 głosów]
Powyżej oczekiwań Powyżej oczekiwań 100% [1 głos]
Zadowalający Zadowalający 0% [0 głosów]
Nędzny Nędzny 0% [0 głosów]
Okropny Okropny 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Facebook
Shoutbox
Musisz się zalogować aby wysłać wiadomość.

Wielki Mag
23.08.2026 20:38
Sharllottka, oj, same! :)

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
23.08.2026 00:31
Jakoś się trzeba promować cn xD

Pracownik departamentu
23.08.2026 00:25
FF był dodany w kwietniu, a ja dopiero teraz go miałam, nieźle zbugowało...
Ale nie dowiemy się czy materiały działają, bo to po prostu jakiś chłop wrzucił swoje zdjęcie do kategorii aktorzy xD

Pracownik departamentu
22.08.2026 23:51
Co tu się stało, też pamiętam te wpisy bez polskiego znaków, a teraz wszystkie te z błędami zniknęły. Nowy zarejestrowany to też szok. Widzę też dwa nadesłane materiały jeden FF, zobaczymy, czy wejdą

Do szopy hipogryfy, do szopy wszyscy wraz!
21.08.2026 22:04
A szkoda, pamiętam, że poranki na sb były częścią mojej rutyny jeżdżenia do podstawówki :v

Współpraca
Najaktywniejsi

1) Prefix użytkownikaAlette

Avatar

Posiada 59643 punktów.

2) Prefix użytkownikafuerte

Avatar

Posiada 58190 punktów.

3) Prefix użytkownikaKatherine_Pierce

Avatar

Posiada 47342 punktów.

4) Prefix użytkownikaSam Quest

Avatar

Posiada 45365 punktów.

5) Prefix użytkownikaShanti Black

Avatar

Posiada 44242 punktów.

6) Prefix użytkownikaA.

Avatar

Posiada 43682 punktów.

7) Prefix użytkownikamonciakund

Avatar

Posiada 43236 punktów.

8) Prefix użytkownikaania919

Avatar

Posiada 39464 punktów.

9) Prefix użytkownikaulka_black_potter

Avatar

Posiada 36829 punktów.

10) Prefix użytkownikaKlaudia Lind

Avatar

Posiada 34220 punktów.

Losowe zdjęcie
Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2026 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Theme by Andrzejster
Copyright © 2006-2015 by Harry-Potter.net.pl
All rights reserved.
Wygenerowano w sekund: 0.69