Hermiona podczas zajęć z obrony przed czarną magią konfrontuje się profesorem Hughesem. Rozpoczyna się sezon quidditcha, Gryffindor gra ze Slytherinem.
Dni mijały szybko i nim ktokolwiek spostrzegł, nadszedł październik, a wraz z nim przyszła jesień. Dzień nieuchronnie stawał się coraz krótszy, na zewnątrz robiło się powoli coraz chłodniej, a i deszcz często uderzał w okna zamku. Mimo to drużyna Gryfonów pod przewodnictwem Ginny trenowała bardzo intensywnie, mimo wielu innych obowiązków związanych z nauką, gdyż nieuchronnie zbliżał się mecz otwarcia sezonu quidditcha, w którym tradycyjnie Gryffindor miał zagrać ze Slytherinem.
Hermiona w ostatnich dniach bardzo często była świadkiem jak jej dwie przyjaciółki – Ginny i Natalie wracały późnym wieczorem do salonu potwornie wyczerpane i przemoknięte padały na fotele, by móc odpocząć. Mimo to obie nie narzekały, gdyż jedna z nich chciała udowodnić, że godnie przejęła opaskę kapitana i potrafiła zbudować dobrą drużynę, natomiast druga pragnęła udowodnić wszystkim a zwłaszcza sobie, że zasłużenie została jedną ze ścigających Gryfonów.
Dla Hermiony ostatnie dni również nie były wcale spokojne. Nauczyciele wyciskali z uczniów siódme poty podczas zajęć, a także nie oszczędzali ich odnośnie zadawanych prac domowych. Hermionie nie brakowało również obowiązków ze względu na bycie prefektem, mimo że z Lucasem sprawiedliwie rozdzielali patrole między sobą. Na myśl o nich dziewczyna wróciła myślami do listu, który otrzymała parę dni temu od Harry'ego. Chłopak w odpowiedzi na jej wiadomość o dziwnym zachowaniu Hughesa zgodził się z nią, że cała sprawa wydaje się trochę podejrzana. Niepokój Hermiony wzrósł tym bardziej, ponieważ wczorajszej nocy ponownie natknęła się w lochach na profesora obrony przed czarną magią. Harry poprosił Hermionę, by podała mu datę najbliższego wypadu do Hogsmeade, by mogli się tam razem spotkać. Dziewczyna jak najszybciej mu odpisała i poczuła się odrobinę spokojniej, gdyż była szansa, że przy pomocy peleryny i Mapy Huncwotów, może uda jej się rozwikłać tę niezwykłą tajemnicę. Z niecierpliwością wyczekiwała na wypad do Hogsmeade, który miał się odbyć niestety dopiero w ostatni weekend października.
Hermiona niezbyt zachwycona perspektywą zajęć pierwszego dnia po weekendzie, zwlokła się z łóżka i widząc, że Ginny, Natalie i Cornelia jeszcze smacznie śpią, a nie chcąc ich budzić, samotnie udała się na śniadanie. W Wielkiej Sali nie było prawie nikogo, mimo to skrzaty domowe zadbały, by jedzenie znalazło się już na stołach. Hermiona czekając na innych, postanowiła zjeść śniadanie samotnie. Gdy je kończyła, przy stołach siedziało już coraz więcej uczniów, a do sali wleciała gromada sów, roznosząc przesyłki. Jedna z nich podleciała do Hermiony ze świeżym egzemplarzem Proroka Codziennego. Dziewczyna zapłaciła należną kwotę do małej sakiewki, uwiązanej do nóżki sowy, po czym zabrała się za czytanie. Hermiona przejrzała dość szybko zawartość gazety i nawet artykuł o śmierciożercach mocno ją rozczarował.
Śledztwo w sprawie zbiegłych śmierciożerców utknęło w martwym punkcie
Z wielkim niezadowoleniem pragniemy donieść, że mimo dużych nadziei związanych ze schwytaniem parę tygodni temu Liama Traversa – jednego z by–łych śmierciożerców Sami–Wiecie–Kogo, śledztwo w sprawie pozostałych, zbiegłych zwolenników Tego–Którego–Imienia–Nie–Wolno–Wymawiać utknęło w martwym punkcie. Pomimo wielokrotnych przesłuchań Traversa, nie udało się uzyskać od niego przydatnych informacji. Wiele osób zaczęło domagać się zastosowania veritaserum, gdyż mają obawy, że zeznania więźnia nie są szczere. Sam Travers zarzeka się, że nic nie wie o pozostałych zbiegach. Udało nam się w tej sprawie zamienić słówko z samym ministrem magii, lecz jego wypowiedź raczej nie zadowoli czytelników: „Uważam, że podanie świadkowi veritaserum to ostateczność. Niestety, wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście zatrzymany nie utrzymywał kontaktów z pozostałymi zwolennikami Lorda Voldemorta po jego upadku, więc nam w tej sprawie nie pomoże. Sam za to odpowie za liczne zbrodnie, których dopuścił się będąc śmierciożercą. Nam nie pozostaje nic innego jak poszukiwanie pozostałych zwolenników Voldemorta". Tak więc naszym czytelnikom nie pozostaje nic innego, jak cierpliwie czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Śledźcie na bieżąco Proroka Codziennego, a gdy coś nowego wydarzy się w tej sprawie, niezwłocznie o tym poinformujemy.
Gdy tylko Hermiona odłożyła na bok gazetę, przysiadły się do niej Ginny, Natalie i Cornelia. Ginny Weasley od razu spostrzegła kwaśną minę wypisaną na twarzy przyjaciółki.
– Coś się stało, czemu jesteś w takim smętnym nastroju z samego rana? – spytała. Hermiona tylko wskazała ręką na gazetę, która była otwarta na artykule, który dopiero co czytała.
– Aha, no dobra, już wiem… – stwierdziła krótko Ginny, zerkając na Hermionę. – Nie przejmuj się tym, nie masz na to żadnego wpływu. Czy ty trochę nie za bardzo upodabniasz się do Harry'ego? On też się tym strasznie przejmuje, kiedy z nim piszę.
– Może masz trochę racji, ale z drugiej strony jak mam spokojnie reagować, wiedząc, że takie osoby dalej chodzą sobie spokojnie po świecie? Sama wiesz najlepiej, na co je stać – zaczęła się tłumaczyć Hermiona.
– Musisz uzbroić się w cierpliwość. Złapią ich, to tylko kwestia czasu, zobaczysz, musisz tylko uzbroić się w cierpliwość – powiedziała Ginny, próbując ją pocieszyć. Hermiona nie do końca o tym przekonana postanowiła nie drążyć dalej tematu.
* * *
Idąc na zajęcia z obrony przed czarną magią, Hermiona starała się wyrzucić ponure myśli z głowy, związane z przeprowadzoną rozmową z Ginnym, gdyż Profesor Hughes ich nie oszczędzał. Ponieważ był to ich ostatni rok nauki, to nowy nauczyciel zaczął omawiać z nimi najcięższe rodzaje klątw i uroków, na jakie czarodziej może się natknąć, walcząc z siłami ciemności. Dziewczyna szybko przypomniała sobie, że na ostatnich zajęciach profesor Hughes zapowiedział, że najwyższa pora, by omówić zaklęcia niewybaczalne. Co prawda ona sama miała z tymi zaklęciami niejednokrotnie do czynienia, a nawet uczyła się o nich na czwartym roku, kiedy nauczycielem był fałszywy profesor Moody; jednak miała świadomość, że większość uczniów spotka się z nimi po raz pierwszy. Jak się okazało przeczucie jej jak zwykle nie zawiodło.
– Tak jak mówiłem ostatnim razem, na dzisiejszych zajęciach zajmiemy się zaklęciami niewybaczalnymi. W związku z tym, że w tym wypadku nie możemy omówić ich w praktyce, musimy się skupić na teorii – powiedział profesor Hughes, kiedy reszta uczniów na dobre rozsiadła się w ławkach. – W ostatnim czasie pewnie większość z was spotkała się z tymi zaklęciami lub miała wątpliwą przyjemność o nich usłyszeć, więc zakładam, że znacie wszystkie trzy? – Tu spojrzał na klasę, unosząc brwi i czekając na to, kto się zgłosi.
Ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w górę, natomiast pozostała część klasy wolała milczeć. Profesor Hughes nie był tym faktem zachwycony. Obrzucił Hermionę niezbyt zachęcającym spojrzeniem i zwrócił się pogardliwym tonem do klasy.
– Czy naprawdę większość z was wyjechała w ostatnich miesiącach za granicę i nie ma pojęcia co się tutaj działo? Naprawdę tak ciężko wam wymienić trzy zaklęcia? W końcu jeszcze nie tak dawno wielu aurorów i nie tylko oni musiało się mierzyć z tymi urokami na co dzień – rzucił z wyrzutem. – Panna Swan, może pani spróbuje.
– A więc jest ich trzy, tak jak wspomniał pan profesor – zaczęła nieśmiało Natalie. – Są to: Imperio, Cruciatus i Avada Kedavra.
– Zgadza się, może pani usiąść, więcej odwagi na przyszłość. To teraz może ktoś inny powie mi, jak każde z nich działa? – zwrócił się do reszty klasy. I znów ręka Hermiony powędrowała do góry.
– A więc… – zdążyła tylko zacząć, zapominając, że profesor Hughes nie pozwolił jej jeszcze udzielić odpowiedzi.
– Panno Granger, zdążyłem się już przekonać, że nie może się pani powstrzymać od udzielenia odpowiedzi, ale… – zaczął, podchodząc do ławki Hermiony i Ginny – Zdaję sobie sprawę, że kto jak to, ale nasza niedawna bohaterka na pewno zna te zaklęcia, więc może łaskawie da tym razem szansę wykazać się innym? – zwrócił się do niej kąśliwie, patrząc na nią z pogardą. Hermiona na moment zaniemówiła, będąc lekko zszokowaną.
– Tak, ma pan rację, przepraszam, panie profesorze – zdążyła tylko wyjąkać, starając się nie patrzeć na stojącego przed nią nauczyciela. Profesor Hughes spojrzał na nią ostatni raz, a potem ponowił pytanie do pozostałej części klasy.
Hermiona owszem, może niepotrzebnie wyrwała się tak szybko do odpowiedzi, ale nie był to jeszcze powód, by zwracać się do niej w ten sposób. Poczuła się upokorzona. W środku tak się zagotowała, że przez moment poczuła się jak Harry na zajęciach u profesora Snape'a. Zrobiło się jej samej żal, za tak rażącą niesprawiedliwość. Ginny spojrzała na nią ze współczuciem. Hermiona postanowiła się już więcej nie odzywać na tej lekcji
i czekała z niecierpliwością na jej koniec. Gdy tylko profesor Hughes zakończył zajęcia, chciała jak najszybciej opuścić salę, jednak czekała ją kolejna niemiła niespodzianka.
– Panno Granger, proszę jeszcze na chwilę zostać, muszę zamienić z panią słówko – zwrócił się do niej nauczyciel obrony przed czarną magią.
Zaskoczona Hermiona spojrzała na niego z niepokojem. Miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała rozmawiać z profesorem przy reszcie uczniów.
– Tak panie profesorze? – spytała, gdy tylko ostatni uczeń opuścił salę. Hughes zrazu nie odpowiedział, po czym wstał i odwrócił się do niej plecami.
– Panno Granger… – zaczął powoli Hughes, wpatrując się w okno. – Może wydaje się pani, że jest pani sprytna, ale zapewniam panią, że to tylko złudzenie – dodał i odwrócił się do niej. Hermiona w pierwszej chwili nie miała pojęcia, o czym stojący przed nią nauczyciel mówi.
– Nie wie pani, co mam na myśli? – zapytał, widząc jej zdumioną twarz.
– Nie, panie profesorze – odparła nieśmiało.
– Wolno mi spytać, co spowodowało, że postanowiła się pani zainteresować moją osobą? – Do Hermiony dotarło, że profesor Hughes mówi o nocnych patrolach, podczas których niejednokrotnie go śledziła. – Widzę, że chyba w końcu domyśliła się pani, o co chodzi? Więc może odpowie mi pani na to pytanie?
– To nie tak, ja tylko… – zaczęła Granger, ale Hughes jej przerwał.
– A jak? Czy nauczycielom nie wolno patrolować korytarzy? Dlatego zaczęła mnie pani śledzić? – spytał coraz bardziej wzburzony.
– Nie, oczywiście, że to nie to, po prostu… – odpowiedziała Hermiona niepewnie. – Zaskoczyła mnie obecność kogokolwiek w ty miejscu, trochę się przestraszyłam i stąd takie moje zachowanie… – wyjąkała, patrząc w podłogę.
– Hmm, widziała pani tak wiele w swoim życiu, a przestraszyła się pani pierwszej lepszej osoby? – kpił z niej profesor Hughes. – Być może jednak profesor McGonagall popełniła błąd, mianując panią na to stanowisko? Chcę, żeby była jasność. Na przyszłość nie życzę sobie takiego zachowania wobec mnie. Ostrzegam panią, jeśli jeszcze raz zobaczę, że próbuje mnie pani śledzić, kiedy wypełniam swoje obowiązki, porozmawiamy inaczej. Jest pani wolna – pożegnał ją Hughes.
– Rozumiem, przepraszam, panie profesorze – odpowiedziała Hermiona ze skruchą, po czym jak najszybciej opuściła salę obrony przed czarną magią.
Gdy tylko wyszła na korytarz, ruszyła przed siebie, nawet nie zastanawiając się specjalnie, dokąd zmierza. Jej głowa była pełna kłębiących się myśli. Była poirytowana i jednocześnie zawstydzona. Skąd Hughes wiedział o tym, że go śledziła? Przecież robiła wszystko, by pozostać niezauważoną. I dlaczego profesor Hughes był tak bardzo zdenerwowany tym, że go śledziła? Czyżby rzeczywiście miał coś na sumieniu? Wiedziała, że od teraz będzie musiała być dużo bardziej ostrożna. Pomyślała o pelerynie–niewidce Harry'ego, a także o Mapie Huncwotów. Jak bardzo by jej się teraz przydały. Nie mogła doczekać się spotkania z Harrym. Postanawiając sobie w duchu, że następnym razem nie da się przyłapać Hughesowi, nawet nie zauważyła, kiedy trafiła do Wielkiej Sali, dopóki Ginny nie zawołała jej po imieniu.
– Hej, Hermiono, czego chciał od ciebie Huhges? – spytała Ginny, gdy Hermiona zajęła wolne miejsce przy stole.
– Aaa, nieważne – próbowała zbyć temat Granger, tym bardziej, że dziewczyny jak do tej pory nic nie widziały o jej podejrzeniach względem nauczyciela obrony przed czarną magią.
– Coś nie jesteś zbyt przekonująca, wydaję mi się, że nie jesteś z nami do końca szczera – nie dawała za wygraną przyjaciółka.
– Po prostu dał mi do zrozumienia, że nie przepada za moją osobą – stwierdziła krótko Hermiona.
– Ale co on do ciebie ma? – dziwiła się Weasley. – Przecież nie dałaś mu żadnego pretekstu do takiego zachowania.
– Nie mam pojęcia – westchnęła Hermiona. – Ginny! Serio, nic się nie stało, nie mam zamiaru przejmować się humorami Hughesa – dodała, kończąc rozmowę, bo Ginny chciała ciągnąć ją dalej.
* * *
Najbliższe dni przyniosły coraz częstsze napięcia między uczniami Gryffindoru i Slytherinu. Mecz pomiędzy drużynami obydwu domów miał się odbyć już w najbliższy piątek, więc zaczepki i uszczypliwości były na porządku dziennym. Najbardziej narażeni na to wszystko byli zawodnicy obydwu drużyn. Hermiona a wraz z nią pozostali prefekci mieli pełne ręce roboty. Na korytarzach zaczynało dochodzić do bójek, pojedynków na zaklęcia, a także wielu innych nieprzyjemności.
Do kulminacji tych wydarzeń doszło dzień przed meczem, kiedy Natalie została napadnięta przez trzech Ślizgonów z siódmego roku, którzy zrzucili ją brutalnie ze schodów. Dziewczyna poobijana trafiła do skrzydła szpitalnego. Na szczęście dla niej i dla drużyny Gryfonów, pani Pomfrey obiecała, że zdąży ją postawić na nogi na następny dzień. Niestety nie był to koniec podobnych przypadków, gdyż grupka Gryfonów w odwecie oblała szukającego Ślizgonów eliksirem powodującym wzrost owłosienia. Hermionie udało się znaleźć winnych i mimo że byli z jej domu, musiała im wymierzyć dosyć surowy szlaban.
– Och, chciałabym, żeby już było po meczu i żeby to wszystko się skończyło – odparła zmęczona godzinę później, siedząc razem z Ginny przy łóżku Natalie w skrzydle szpitalnym.
– No wiesz, my tu z Natalie ciężko harujemy i nie możemy się doczekać, kiedy dokopiemy Ślizgonom, a ciebie obchodzi tylko dyscyplina – stwierdziła Ginny, patrząc na Hermionę z wyrzutem.
– Oj, nie łap mnie za słówka. Rozumiem was, przynajmniej po części, bo nigdy nie mogłam zrozumieć, co jest aż tak fascynującego w quidditchu, ale same widzicie, dokąd to wszystko prowadzi… – urwała nagle, widząc miny Ginny i Natalie, gdy tylko zaczęła bez entuzjazmu mówić o quidditchu.
– Nigdy się nie zmienisz, Hermiono. Quidditch jest wszystkim! – stwierdziła z zapałem Ginny. – Zapamiętaj!
– Jakbym słyszała Rona i Harry'ego, ale wierzę, że jutro dacie z siebie wszystko. Ty również Natalie, zagrasz świetnie, zobaczysz – wsparła leżącą na łóżku dziewczynę, dla której jutrzejszy mecz miał być debiutem w drużynie.