Dwudziestojednoletni Harry Potter i gwiazda Broadwayu wyznał, że unikał oglądania i słuchania poprzednich adaptacji sztuki, w tym filmową wersję z 1967 ze zdobywcą nagrody Tony, Robertem Morse'em, oraz, że otrzymał parę rad od Matthew Brodericka, wcielającego się w musicalowej odsłonie z 1995 roku w J. Pierreponta Fincha, za którego rolę, również otrzymał nagrodę Tony w kategorii na najlepszą pierwszoplanową męską kreację aktorską w musicalu. Jak wplątał się w produkcję i co pociągało go w odgrywaniu Fincha? Przetłumaczony wywiad znajduje się do Waszej dyspozycji poniżej. Enjoy!

SnitchSeeker: Jak obecnie idzie z próbami?
Dan Radcliffe: Całkiem nieźle. Jesteśmy w trakcie trzeciego tygodnia ćwiczeń. Praca w musicalu jest zupełnie inna od wszystkiego co robiłem do tej pory. Ilość prób jest przytłaczająca. Masz jeden pokój do śpiewania na okrągło, jeden do pracy na scenie i jeden gdzie ćwiczymy całe układy taneczne. To zupełnie co innego, brać udział w pokazie z dwudziestodziewięcioosobową obsadą. A to całkiem sporo osób, tak sądzę. To niesamowite. Wszystko idzie bardzo dobrze. Jak mówiłem, wcześniej nie robiłem czegoś takiego. To bardzo intensywne zajęcie, Mamy mnóstwo do roboty, ale przyznam, że to dość ekscytujące.
SnitchSeeker: Trenujesz w teatrze Ala Hirschfelda czy jeszcze nie?
Dan Radcliffe: Och, nie. Byłem tam raz, chyba ze 4 dni temu, tylko po to, by wrzucić rzeczy do mojej garderoby, ale w ogóle to wciąż tu jestem. Przeniesiemy się do teatru w ciągu następnych paru tygodni lub gdy zaczniemy robić właściwe próby przed spektaklem. Ale nie, jeszcze się się nie przenieśliśmy do teatru. Ponoć większość sprzętu i dekoracji została tam przeniesiona, jest teraz w środku. Przejeżdżałem obok i ujrzałem moją wielką twarz w oknie. Dziwaczne, ale fajne.
SnitchSeeker: Co było dla Ciebie największym wyzwaniem - śpiew, taniec czy amerykański akcent?
Dan Radcliffe: Myślę, że największą trudnością był taniec. Zwłaszcza dlatego, że jesteśmy w takim momencie prób, gdzie wszystko jest zmieniane. Uczę się kroków. Opanowywuję je tak długo, aż wejdą w moje ciało i zostaną całkowicie zapamiętane przez mięśnie, a wtedy układ się zmienia i muszę zapomnieć i nauczyć się czegoś nowego. Taniec bez wątpienia jest najtrudniejszą częścią całego przedstawienia. A przy tym jedną z najzabawniejszych.
Choreografia jest zarówno i zabawna i ekscytująca, a przy tym inteligentna i wymagąca wkładu fizycznego. Tancerze właściwie nie przerywają tańczyć przez cały czas trwania spektaklu. Szczególnie pod koniec są dwa niezwykle męczące numery, a między nimi jakieś siedem minut przerwy. Więc to będzie prawdziwe wyzwanie. Co swoją drogą jest dobre ponieważ gdy tańczę obok tych wszystkich mężczyzn i coś mi nie idzie, wspaniale jest widzieć, że im też zazwyczaj nie wszystko wychodzi. Jakby nie patrząc, dla nich to jest trudne tak samo jak dla mnie... No dobra, nie aż tak trudne, im oczywiście wychodzi to naturalniej, ale gdy mówią, że to jest naprawdę trudny układ, to bardzo zachęcające do starania się i jestem z nimi na bieżąco.
SnitchSeeker: Widziałeś wersję "How tu succed..." z 1967 roku z Robertem Morse?
Dan Radcliffe: Nie, nie widziałem. Po odczycie roli z zeszłego roku, gdy wizja wszystkiego staje się jak najbardziej realna, dostałem zakaz słuchania jakichkolwiek wcześniejszych nagrań i oglądania filmów bo posiadam tendencję do tego, że... jeśli usłyszę jak ktoś śpiewa lub zobaczę jego występ, nabieram poszczególnych cech we własnym występie. Chcę by to była moja wersja postaci, a nie wspomnienie kogoś innego.
SnitchSeeker: Spotkałeś Matthew Brodericka na premierze "Insygni Śmierci" w zeszłym roku. Dostałeś od niego jakieś porady odnośnie postaci Fincha, którą odgrywał w latach 90?
Dan Radcliffe: Powiedział tylko: "To będzie świetny ubaw, więc baw się!". Spytałem go czy kiedykolwiek wcześniej grał w musicalu. Powiedział, że nie, że to jego pierwszy raz i, że nie da się tego z niczym porównać. Zamierzam stosować się do jego rady. Teraz gdy jesteśmy w trakcie prób, myślę o pierwszym występie i zastanawiam się: "O Boże! Co to będzie?". To mnie stresuje. To tak samo jak dwa razy podczas sztuki "Equus", ale podjąłem decyzję by po prostu odpocząć i cieszyć się, w końcu to mnóstwo zabawy. Gdy pierwszy raz bierzesz udział w musicalu, czujesz się kompletnie inaczej niż podczas kolejnych. Więc cieszę się tym tak bardzo, jak tylko mogę.
SnitchSeeker: Co sprawiło, że chciałeś zagrać Fincha? Co takiego jest w tej postaci, że Cię zaciekawiła?
Dan Radcliffe: Myślę, że to porywająca postać dla wszystkich w sztuce, a także dla tych, którzy o niej czytali. Jest jednym z oryginalniejszych antybohaterów. Wszystko co robi jest niepoprawne, a mimo to i tak to robi. I dlatego, że w żadnym miejscu w scenariuszu, naprawdę w żadnym, on kłamie czy zwodzi. Ma po prostu niesamowitą zdolność sprawiania, że każdy czuje się niczym pępek świata, czym zdobywa ich serca. To jedna z wielu rzeczy, która sprawia, że pnie się na szczyt tak szybko.
SnitchSeeker: Co przeniosłeś ze swoich poprzednich wcieleń czyli Alana Stranga i Harry'ego Pottera do roli Fincha w tej produkcji?
Dan Radcliffe: Nie sądzę, abym cokolwiek przeniósł. Nie myślę w sposób: "Och, co zrobiłem takiego tam, by wykorzystać to tutaj?". W taki sposób nie zbliżę się do postaci. Wystarczy, że poczytam scenariusz i będę miał kogoś kto stanie w pobliżu jako postać, następnie popracuję z Robem Ashfordem (reżyserem) i innymi aktorami podczas prób do spektaklu. Właśnie wtedy znajdujesz w sobię tę postać, którą grasz. Nie uważam by inne role wywarły wpływ na tę, a już na pewno nie Alan Strang (Equus).
SnitchSeeker: Możesz powiedzieć, w którym momencie wpakowałeś się w ten musical? Powiedziałeś, że Rob Ashford był tobą zainteresowany ponieważ słyszał jak śpiewasz piosenkę Milky Bar w Equus. Czy zaczęło się od tego i jak to się dalej potoczyło?
Dan Radcliffe: Właściwie to nie był Rob, tylko Craig Zadan i Neil Merin, producenci. Przyszli na przedstawienie Equusa w Nowym Jorku, a po nim weszli za kulisy i wykrzyknęli do mnie: "Umiesz śpiewać!". A ja odpowiedziałem: "Tak, umiem śpiewać piosenkę Milky Bar", bo było to wszystko co do tej pory umiałem zaśpiewać, a wątpiłem aby była to wystarczająca ilość na musical na Broadwayu. Ale oni byli nad wyraz zdeterminowani. Powiedzieli tylko: "Dobrze, znajdziemy coś w sam raz dla Ciebie". Wiecie, gdy gra się w pokazie przedpremierowym, mnóstwo ludzi przychodzi za kulisy i słodzą jak nie wiem co, więc nabiera się tendencji do mówienia cały czas: "Wielkie dzięki. Wspaniale było Cię spotkać"... i to ostatni raz kiedy coś takiego słyszysz. Ale Craig i Neil byli bardzo, bardzo wytrwali, tacy jacy powinni być producenci.
Przynieśli scenariusz "How to Succeed" i zorganizowali spotkanie z Robem Ashfordem. Następnie parę miesięcy później, "przeczytaliśmy" cały spektakl w Nowym Jorku, tuż przed Gwiazdką w 2009. Później, w zeszłym roku, kontynuowałem lekcje mojego śpiewu i tańca, trenuję to po dziś dzień, naprawdę.
SnitchSeeker: Jak z amerykańskim akcentem?
Dan Radcliffe: Myślę, że całkiem nieźle. Pracowałem nad nim też w poprzednim roku. "R" zawsze jest najtrudniejsze do wymowy. Słowa takie jak "world", to trudna sprawa. Ale tak ogólnie rzecz biorąc, jestem zadowolony i wszyscy inni też. Im mocniej jestem skupiony, tym akcent jest lepszy. Śmiem twierdzić, że mój akcent nie będzie wielkim horrorem.
SnitchSeeker: Co ze śpiewaniem i utrzymywaniem przy tym właściwego akcentu?
Dan Radcliffe: Akurat to jedna z łatwiejszych rzeczy. Choć zdarza się, że gdy za bardzo się wczujesz w piosenkę, akcent może się wymknąć spod kontroli. Ale nie sądzę aby to był jakiś wielki problem. Właśnie dlatego mam Davida Chase'a, jednego z najlepszych - jeśli nie najlepszego - dyrektora muzycznego na Broadwayu, dręczącego mnie o tym bezustannie. I cieszę się, że to robi.


Nicram_93



[P]Louise Lainey
AdiMil
unfeeling
Alette
)
wracam po paru latach, a tu fandom umarł 
A.
no no adimil, jestem mile zaskoczona. Bardzo dobrze przetłumaczony wywiad.
No tym to mnie po prostu zabiłeś. Tańczyć?! Chyba nie przerywają TAŃCZENIA ! Wywiad łatwo i szybko się czyta, za to wielki plus. A co mi tam, za pracę włożoną w tłumaczenie - W-. Minus za te 'tańczyć'