Ron po opuszczeniu przyjaciół został przygarnięty w domu Billa i Fleur - Muszelce. Mimo to Ron wolał spędzać czas w samotności.
Mijały kolejne dni, a Ron ciągle mieszkał w Muszelce razem z Billem i Fleur. Szukał sposobu na to, aby wrócić do swoich przyjaciół, ale musiał przyznać, że był bezradny. Bardzo się o nich martwił, bał się czy nic im się nie stało. Z drugiej strony nie było o nich żadnych wieści, więc był to raczej dobry znak. Był pewien, że gdyby śmierciożercy ich znaleźli, to już by to obwieścili całemu czarodziejskiemu światu.
Dni mijały szybko i nim Ron się obejrzał, był już grudzień. Nieuchronnie zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Zawsze odbywały się wraz z całą rodziną w Norze, chyba że wyjątkowo zostawał w Hogwarcie na czas świąt. Ron nie chciał jednak spotkać się z rodziną. Do tej pory jego pobyt był utrzymywany w tajemnicy i nie chciał, aby to się zmieniło. Czuł się winny, że przysparza tyle kłopotu swojemu bratu i jego żonie. Bill jednak zaproponował, że w tym wypadku oni też nie udadzą się na święta do Nory, tylko spędzą je razem w trójkę:
- Nie, Ron. Rozmawialiśmy o tym z Fleur i stwierdziliśmy, że tak będzie najlepiej. Odwiedzę jutro mamę i powiem jej, że postanowiliśmy spędzić święta sami w Muszelce, w końcu będą one naszymi pierwszymi w tym domu. Myślę, że uda mi się ją jakoś przekonać – powiedział Bill. Jego mina świadczyła o tym, że on również jak Ron nie jest pewny reakcji pani Weasley, ale miał nadzieję, że jakoś się uda.
Tak więc Ron już po raz kolejny dziękował bratu, za to, co dla niego robili. Czuł się winny, on sam wolał spędzić te święta samotnie. Mimo że już od jakiegoś czasu był w Muszelce, to rzadko spędzał czas z Billem i Fleur. Poza porami na jedzenie, a także krótkimi codziennymi rozmowami, większość dni spędzał w swojej sypialni, rozmyślając co też dzieje się teraz z Harrym i Hermioną.
Ron wspominał też niedawną rozmowę z Billem, którą odbyli przed dwoma dniami. W końcu wyjaśniła się zagadka tego, jak śmierciożercy wpadli na ich trop na Tottenham Court Road, po ucieczce z Nory podczas wesela. Imię „Voldemort” od momentu przejęcia ministerstwa przez Czarnego Pana stało się tabu. W praktyce oznaczało to, że rzucono na nie specjalne zaklęcie. Kiedy ktokolwiek wymówił to imię, śmierciożercy natychmiast znajdowali taką osobę. Dodatkowo wszystkie zaklęcie ochronne ulegały zniszczeniu, więc nie było szans się przed tym ochronić. Bill mówił, że zrobili to od razu po przejęciu ministerstwa i w ten sposób złapali już wielu ludzi, między innymi kilka osób powiązanych z Zakonem Feniksa. Ron w duchu dziękował sobie, że zanim odszedł od swoich przyjaciół, zmusił ich, aby zaprzestali wypowiadania imienia Czarnego Pana.
Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedział, że to jest rzeczywiście tak niebezpieczne, bardziej traktował je w formie pecha, które przynosi. Ron bał się tylko, że po jego odejściu Harry i Hermiona mogą ponownie wrócić do używania słowa „Voldemort”. W końcu Harry od zawsze je wypowiadał i nie widział powodu, aby było inaczej, a od niedawna również Hermiona przestała się bać tego imienia. Ron wiedział, że gdyby tak się stało, jego najbliżsi przyjaciele byliby natychmiast zgubieni. Z tak ponurymi myślami spędził kolejny dzień w Muszelce.
Ron następnego dnia wstał stosunkowo późno. Przeważnie był pierwszym, który pojawiał się w kuchni. Tym razem słychać już było Fleur, która przygotowywała śniadanie.
- Cześć, Fleur – powiedział Ron na przywitanie.
- Dzień dobry, Ron – opowiedziała z uśmiechem. - Zjesz śniadani, właśnie przygotowałam?
- Tak, bardzo chętnie, dziękuję.
- Bill wstali wcześnie i udał się do Nory, chce przekonaci mamę do pomysłu, abyśmy spędzili święta w Muszelka – przypomniała Ronowi.
- No tak, zupełnie o tym zapomniałem – odparł markotnie Ron. - Fleur, nie ma potrzeby, żebyście rezygnowali ze świąt w Norze, mogę je tutaj spędzić sam.
- Nie może być – zdenerwowała się odrobinę. - Od teraz jesteśmy rodzina. Musimy się razem wspieraci. Nie zostawimy cię samego, zrozum to.
- Dziękuję, Fleur. Naprawdę, bardzo wam obojgu dziękuję, nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy, że mnie wspieracie.
- Nie ma za co, Ron – odpowiedziała Fleur, ale było widać, że podziękowania od Rona sprawiły jej przyjemność. - A teraz coś zjedz.
Ron chcąc nie chcąc dał się w końcu namówić na skromne śniadanie. Nie chciał urazić Fleur, w końcu ona również okazywała wobec niego tyle zrozumienia. Po kilkunastu minutach, kiedy oboje zaczęli odkładać swoje talerze, dobiegł ich z przedpokoju dźwięk otwieranych drzwi. Wkrótce potem do kuchni wszedł Bill. Wyglądał jak człowiek, który przed chwilą stoczył bardzo trudną i wyczerpującą bitwę, ale co najważniejsze zwycięską, zdradzał to jego uśmiech.
- No, moi drodzy. Udało się, mama dała się namówić, ale było naprawdę ciężko – westchnął Bill. - Na początku w ogóle nie chciała o tym słuchać, dopiero po tym, jak zacząłem ją długo przekonywać, że chcemy spędzić te święta w swoim nowym domu, ustąpiła.
- Och Bill, wasza mama jest bardzo troskliwa. Na mój gust czasami aż za bardzo – uśmiechnęła się Fleur do męża. - Wiedziałam jednak, że ci się uda - dopowiedziała, po czym pocałowała go w policzek.
- Kiedy już powiedziałem, że chcemy spędzić święta w Muszelce, to zaproponowała, że może w takim razie oni wszyscy zjawią się u nas. Mama nawet wymyśliła, że przybyłaby do nas parę dni wcześniej, aby nam pomóc w przygotowaniach - kontynuował swoją opowieść Bill. - W końcu jednak po wielkich trudach przekonałem ją, że chcemy te wyjątkowe święta spędzić sami na osobności. W końcu zrozumiała, choć było jej trochę przykro. Wymogła jednak na mnie obietnicę, że na drugi dzień wpadniemy chociaż na chwilę do Nory. W dodatku, tak jak to mama ma w zwyczaju, zaczęła się martwić, że podczas świąt nie będzie z nami Percy'ego, Harry'ego, Hermiony, no i oczywiście ciebie, Ron. Na myśl o waszej trójce się popłakała, zaczęła się zastanawiać co się z wami dzieje. Próbowałem ją pocieszyć, mówiłem, że skoro nikt nie informuje o tym, że was znaleziono, to znaczy, że dobrze się ukrywacie.
- Dzięki Bill, mam u ciebie olbrzymi dług. Przeze mnie macie tylko problemy, a dodatkowo mama na tym jeszcze bardziej cierpi – odpowiedział ze smutkiem Ron.
- Nie martw się. I tak by się o was zamartwiała, jakoś to zniesie - pocieszał go Bill, klepiąc go po ramieniu.
- Bill, zjesz coś. Jeszcze zostałi trochę jedzenia? - zapytała Fleur.
- No wiesz co – zaśmiał się jej mąż. - Chyba nie sądzisz, że mama wypuściłaby mnie z pustym żołądkiem. A, byłbym zapomniał. W Norze spotkałem się z Remusem.
- Naprawdę? – zainteresował się nagle Ron. - I co tam u niego słychać? Kiedy ostatni raz się z nim widzieliśmy, odbyliśmy dość nieprzyjemną rozmowę. W zasadzie to Harry się do tego szczególnie przysłużył.
- Tak słyszeliśmy, Remus po jakimś czasie opowiedział nam dokładnie o swoich odwiedzinach na Grimauld Place. Szczerze mówiąc, wszyscy uważamy, że Harry bardzo dobrze postąpił. Lupin nie powinien zostawiać Tonks i swojego dziecka. Bez względu na wszystko. Jednak dzięki Harry'emu, Remus dość szybko przemyślał swoje zachowanie i wrócił do Tonks.
- A więc są znów razem? - zapytał z wiarą Ron.
- Tak, u nich wszystko dobrze się teraz układa. O ile można tak mówić w dzisiejszych czasach. Jak to mówi Lupin, Tonks jest bardzo szczęśliwa, czym zaraża również jego, no i oczywiście Nimfadora jest coraz okrąglejsza – odpowiedział z uśmiechem Bill. - Naprawdę Ron, nie musisz mieć żadnych wyrzutów sumienia. Remus nam mówił, że nie chowa do was żadnej urazy i naprawdę jest wam wdzięczny, a szczególnie Harry'emu, że przemówił mu do rozumu.
- To dobra wiadomość. Zarówno to, że wrócił do Tonks, jak i to, że nie ma nam tego za złe. Myślałem, że nie wybaczy nam tego, co się wydarzyło na Grimauld Place.
Ron rzeczywiście znalazł, choć na chwilę miejsce w swoim sercu na radość. Chociaż jedna dobra wiadomość od dłuższego czasu. Zazdrościł zarówno Remusowi, jak i Billowi, gdy patrzył na niego i Fleur. Niedawno marzył o tym, że może kiedyś w przyszłości będzie spędzał swoje życie w podobny sposób z Hermioną. Po tym jednak co się wydarzyło, mógł już myśleć o tym tylko w marzeniach. I błąkając się z takimi myślami, szczęście szybko zastąpił ponownie żal i smutek. Ron chciał wyjść z kuchni i znów pobyć w samotności.
- Ron, już wstajesz? Pomyślałem, że może pomógłbyś mi dzisiaj. Mamy tam na górze pokoik, który jeszcze jest niewykończony. Moglibyśmy się dzisiaj zabrać za niego. Pomyśleliśmy z Fleur, że kiedyś byłby to pokój dziecinny – zaproponował Bill bratu.
- Bill, nie gniewaj się, chciałbym się teraz przejść, ale później ci pomogę – powiedział Ron, po czym odsunął krzesło, wstał od stołu i wyszedł z kuchni. Bill patrzył ze smutkiem na swojego młodszego brata. Starał się jak mógł, aby poprawić mu humor, zająć go czymś, aby przestał rozmyślać ciągle o tym, co się niedawno wydarzyło, ale musiał przyznać, że na razie średnio mu to wychodziło.
Jejku, ile powtórzeń. Już nawet w samym opisie. Ron, Ron, Ron :s. I powiem szczerze, czytając to miałam wrażenie, jakby ktoś mi streszczał jakąś historię, raportował, a nie opowiadał.
I teraz tak. Ja nie wiem, czy nikt ci nie pomagał tego redagować, czy po prostu nie chciało ci się prosić o to nikogo, ale czyta się momentami dosyć ciężko i polecałabym ci jednak skorzystać z pomocy jakiejś dobrej duszyczki z forum (jest od tego specjalny temat).
??
?
? I chyba nie ma sensu dalej cytować. Serio, przeczytaj sobie to tak teraz na świeżo i zobacz, że to nie za ładnie wygląda.
Nawet błędy logiczne się znalazły:
- Tak, bardzo chętnie, dziękuję.
[...]
Ron chcąc nie chcąc dał się w końcu namówić na skromne śniadanie. Nie chciał urazić Fleur, w końcu ona również okazywała wobec niego tyle zrozumienia.
Nie wygląda, jakby Fleur musiała go namawiać.
Ogólnie to dialogi są trochę sztywne i nienaturalne, a opisy i słownictwo, którym operujesz jest dosyć proste. Polecałabym to przećwiczyć i jeszcze sobie popisać do szuflady. Co do samej fabuły - teraz ciężko mi coś powiedzieć na ten temat, bo w tym rozdziale się za bardzo nic nie dzieje. Nie lubię parringu HermionaxRon, więc nie wiem czy mi się spodoba