
Niektórzy zastanawiają się, dlaczego „Harrym Potterem” zajmuje się reżyser słynący z konkretnych i zgodnych z rzeczywistością filmów obyczajowych? „Cóż”, mówi sam zainteresowany, „ekranizacja przygód młodego czarodzieja to dla mnie taka mała odmiana”.
Piąty tom jest zdecydowanie najbardziej ideologiczną książką spośród napisanych jak dotąd przez J.K. Rowling, mnóstwo w niej aluzji politycznych. „W samym środku tej historii widać bardzo interesującą zasadę”, twierdzi Yates. „Ministerstwo wprowadza twardy, biurokratyczny, autorytarny reżim, próbując w ten sposób narzucić swe poglądy liberalnej szkole, jaką jest Hogwart. Ministerstwu nie podoba się tolerancja różnic wśród ludzi. Według czarodziejskich polityków, wszyscy powinni dostosować się do jasno określonych reguł, a jeśli się na to nie zgodzą – należy ich zgładzić lub odizolować. Historia opowiedziana w piątym tomie przedstawia walkę z tak nastawionymi władzami i jednocześnie pokazuje dzieciom oraz młodzieży, że odróżnianie się pod pewnymi względami od reszty wcale nie jest czymś złym”.
„To najlepsze momenty mojego życia”, dodaje Yates, zaczynając opowiadać o samym filmie. „Film pełen jest zabawnych chwil, przygód i emocji. To wspaniałe”.
Reżyser przyznaje, iż wymagał od aktorów dużego zaangażowania, by wykorzystać do maksimum ich umiejętności. Szczególnie jeśli chodzi o Daniela Radcliffe’a. „Trochę go pomęczyłem. Ale to bardzo intuicyjny chłopak, niezwykle bystry i dość wrażliwy”, mówi Yates. „Ja tylko mu pomagałem wyzwolić te zdolności, te emocje na planie filmowym. Nietrudno dostrzec jego determinację i ogromną ambicję, w dodatku potrafi to przełożyć na swoją dobrą grę. Już nie mogę się doczekać, jak ludzie będą go podziwiać i zachwycać się jego przyszłymi osiągnięciami”.
Reżyser zdradził też pewne tajniki swojej pracy i własną filozofię na temat kręcenia filmów.
David Yates zwykle robi mnóstwo prób przed nakręceniem właściwej sceny. Obecnie rzadko spotyka się podobne praktyki w tak wielkich i kosztownych produkcjach. „No cóż, zabiera to faktycznie trochę czasu”, przyznaje reżyser. „Ale moim zdaniem, w filmie najważniejsi są aktorzy. Jeśli ich gra jest sztuczna, to nawet najbardziej niezwykłe ujęcie w tle, w połączeniu z efektami specjalnymi, staje się bezwartościowe”.