Malfoyowie tracą niedawno odzyskane wpływy. Między Hogwartem, a Dumstrangiem szykuje się wymiana uczniowska, którą ktoś chce wykorzystać. Albus Severus Potter zaczyna sprawiać problemy wychowawcze.
Draco Malfoy spokojnie konsumował obiad w swojej szykownej, gustownie urządzonej posiadłości. Nie do końca wiedział, co ma na talerzu, był pewny, że byle kto takich rzeczy nie jada i to mu wystarczyło. Twarz młodego mężczyzny była pociągła i blada, a jego blond włosy sięgały do szyi. Krótko mówiąc, bardzo przypominał swego ojca, gdy ten podrzucił Ginny Weasley dziennik należący do Toma Riddley'a. W pomieszczeniu było kilka ciemnych i sprawiających ponure wrażenie mebli. Taki też był stół i krzesła. Naprzeciwko niego zasiadła małżonka. Szczupła, wysoka kobieta, o małych czarnych oczkach, nosząca szaty koloru ciemnej zieleni i naszyjnik złożony ze średniej wielkości korali barwy dojrzałej wiśni. Poczekała, aż mąż skończy i zaczęła rozmowę. Jej głos był dosyć melodyjny, może odrobinę skrzekliwy, ale w jej wypadku dodawało to tylko uroku.
- Znowu nie pozwolono nam na wgląd do akt Filiusa. Tracimy tak długo odzyskiwane wpływy, Draconie. - W słowach kobiety wyczuwalne było zaniepokojenie, ale odpowiedź uzyskała wręcz lekceważącą sprawę.
- To wszystko przez tego nowego ministra, Hilla. Na równi stawia mugolaków, szlamy i czarodziejów czystej krwi. Szybko opuści stołek, a do tego czasu, cóż... Można byłoby sporządzić małą książkę kominków Fiuu z nazwiskami magów, którzy się naprawdę liczą i są przychylni nam, jak i innym, porządnym czystokrwistym rodom. Na razie za bardzo mu się nie sprzeciwiają, gdyż mogłoby to być nierozsądne. Z czasem nasz nowy minister zacznie spadać i nawet nie zauważy, jak znajdzie się na dole. - Widać było, że ta wizja sprawia mężczyźnie satysfakcję.
- Może i masz rację. Nasz syn pisał. Twierdzi, że Ślizgoni wygraną z Puchonami mają jak w banku. Dostał Powyżej Oczekiwań za wypracowanie z zaklęć i skarżył się, że musi robić za lizusa u tej nauczycielki od wróżbiarstwa, prosił nawet, abyśmy go wykreślili z listy.
- Czy on nie rozumie, że nowa władza - dwa ostatnie słowa zostały dobitnie zaakcentowane - obdarza ją zadziwiającą sympatią, a my chcemy uznania naszego szlachetnego rodu u tejże tymczasowej - tym razem to słowo brzmiało mocniej - władzy? - Zaniepokojony Draco wstał i zaczął chodzić po pomieszczeniu. - Niestety, czasem nawet mój syn musi schować dumę do kieszeni.
Harry siedział na łóżku. Obok leżała okryta jasnożółtą kołdrą Ginny. Chwilę na nią popatrzył, po czym chwycił leżący na małej szafce nocnej list od swego najmłodszego syna. Większa ilość światła była mu zbędna, mimo że w pokoju panował półmrok, a Albus Severus pisał naprawdę drobnym maczkiem. Jednak kursy aurorskie zrobiły swoje i po chwili pogrążył się w lekturze.
Kochani Rodzice!
Idzie mi całkiem przyzwoicie, choć nasza kochana profesor McGonagall, chyba boi się skorzystać z biblioteki i wypracowania biednych trzecioklasistów traktuje jak lekturę do poduszki, gdyż odnoszę wrażenie, iż nawet James, który jest rok wyżej ma więcej swobody.
Harry uśmiechnął się, czytając te słowa. Wróciły wspomnienia, ślęczenie nad księgami i ćwiczenia masy zaklęć. Po chwili jednak jego mina zrzedła.
Dlaczego nie chcesz abym wziął udział w międzynarodowej wymianie?
Harry odłożył list i ułożył swą głowę na poduszce. Dlaczego jego syn nie rozumiał, że był za młody i fakt, że ma szanowanego ojca nie sprawia, że można mu załatwić specjalne traktowanie? Zastanowił się chwilę. A może to ta jego popularność i reputacja sprawiały, że jego średnie wiekowo dziecko tak pragnęło się wykazać? Zresztą James pod tym względem wcale nie był gorszy. Gdyby jeszcze jego najstarsza pociecha była bardziej skora do nauki...Tymczasem zastanowił się, co odpisać Albusowi. Nie wiedział kiedy zasnął.
James wraz z Ingrid i Remusem wypoczywał na oblanych słońcem szkolnych błoniach. Towarzysząca mu dwójka nie wyróżniała się niczym szczególnym. Ingrid miała dość ciemną karnację i była długowłosą szatynką, za którą oglądali się nawet młodzi nauczyciele, gdy myśleli, że nikt tego nie dostrzega. Remus zaś miał pucułowatą, sympatyczną twarz, małe oczka i cóż... spora nadwagę. Oboje byli z Gryffindoru. Sam James był kopią swego ojca, gdy ten był w jego wieku. Przypominał go najbardziej z całego rodzeństwa.
Zbliżył się do nich młody Malfoy, ze swoją bandą przypominającą mało inteligentne małpy z tępym wyrazem twarzy. On sam wyglądał dosyć dostojnie.
- No, no kogóż to ja widzę! Cieszysz się słonkiem, Potter? Słyszałem, że kadra Durmstrangu ma was przywitać wpychaniem głowy do kibli. - Subtelność młodego Ślizgona przypominała tą, jaką miał niegdyś Dudley Dursley. Syn Wybrańca przez chwilę popatrzył na niego z powagą, po czym rzekł:
- Na twoim miejscu bałbym się bardziej, Malfoy. W końcu tu... - W przypomnieniu kompromitującego Scorpiusa faktu przerwały Gryfonowi pokrzykiwania młodego profesora eliksirów, który z oddali nawoływał Scorpiusa. Chłopak odwrócił się i ruszył w kierunku nauczyciela, a następnie razem skierowali się do zamku.
- Co za żałosna gnida - stwierdził Remus.
- Fakt. Z tego, co mówił tata, jego ojciec miał chociaż minimum klasy, ale chyba wyczerpał limit dla tego cholernego rodu.
Na ulicy Pokątnej jak zwykle była masa ludzi i gwar nie do opisania. Głowa szlachetnego, czystokrwistego rodu Malfoyów, Draco rozglądał się, gdyż zdawało mu się, że był przez kogoś nawoływany. Po chwili dostrzegł swojego starszego kuzyna, Nicolasa. Przepychając się, ruszył w jego stronę. Ach, gdyby mógł rozrzedzić ten tłum jakimś fascynującym zaklęciem, których nauczyli go kiedyś zwolennicy Czarnego Pana. Po chwili doszedł, przywitali się i weszli do lodziarni. Wnętrze było białe i chłodne. Aromat pysznych lodów silniejszy niż w świecie mugolskim sprawiał, że apetyt rósł błyskawicznie. Toteż obaj mężczyźni zamówili porcję kuleczek truskawkowych. Krewny Dracona był małym i grubiutkim człowieczkiem z zakręconym wąsikiem. Po chwili rzekł głosem, który niczym się nie wyróżniał:
- Zgodziła się. - Jego towarzysz lekko się uśmiechnął. Udało się! Uczucie tryumfu rozniosło się po całym jego ciele. Teraz musi przemyśleć jak jego dalsza siostrzenica skompromituje młodego Pottera. W końcu zemsta to danie, przy którego sporządzaniu nie można pomylić składników.
W gabinecie, od pokoleń zajmowanym przez przeróżnych dyrektorów Hogwartu, stała spora grupka czwartoklasistów i starszych uczniów. Z zaciekawieniem rozglądali się oglądając portrety wielkich czarodziejów, dziwne instrumenty i księgi. Cisza zapadła, gdy odchrząknęła siedząca za biurkiem profesor McGonagall.
- Za chwilę ruszymy do Durmstrangu. Liczę, że każdy z uczestników wymiany pokaże, co to klasa i będzie umiał zachować się jak na ucznia Hogwartu przystało. Będziecie pod szczególną ochroną, podczas waszego pobytu w zamku nie będą działały pewne…mroczne zaklęcia. Co prawda od kilku lat zredukowano ilość czarnej magii w programie nauczania, bardziej upodobniając go do tego jaki mamy tutaj, jednakże uczniowie starszych roczników pamiętają zapewne czego się nauczyli, więc na nich uważajcie! Jeśli niczego nie sprowokujecie, będziecie bezpieczni. Dostaniemy się tam za pomocą myślodsiewni. - Nauczycielka wskazała na znajdującą się na stoliku w rogu pomieszczenia kamienną misę z wyrzeźbionymi runami. - Zwykle nie służy ona do przemieszczania się, jedynie do oglądania cudzych wspomnień. Jednak znam zaklęcie, które sprawi, że wykorzystamy ją, aby przenieść się do sali głównej Durmstrangu. Zna je tak mało czarodziejów, że wręcz żaden obiekt nie jest przed nim chroniony, a mi wiedzę o nim przekazał osobiście profesor Dumbledore. Użyjemy wspomnienia jednego z uczniów, opowiadającego o uczcie powitalnej. Każdy ma się skupić na tym wspomnieniu! Inaczej skutki mogą być katastrofalne, będziecie widzieć nie wiadomo ile z przeszłości osobnika, którego uprzejmość pozwala nam na tak bezpieczny transport. A to co zobaczycie, nie będzie podwieczorkiem u cioci Margaret, gwarantuje. - Podeszła do półki, chwyciła jedną z buteleczek i wlała jej zawartość do myślodsiewni. Po chwili uczniowie kolejno wkładali tam głowy, na końcu uczyniła to sama Minerva.
Ku radości szkolnej mistrzyni transmutacji, byli wszyscy. Ze szczytu mrocznej sali zwieszały się śpiące nietoperze, stoły były kamienne i proste, ilość potraw minimalna, a uczniowie siedzieli prosto i zajmowali się posiłkiem. Kilku z nich rozmawiało, acz widać było stres zwłaszcza u najmłodszych adeptów magii. Sporo kłopotów przysporzyło by jej, gdyby się nie udało, konieczność warzenia trudnych mikstur, nie mówiąc o zdobywaniu ich składników. Rzuciła niewerbalnie pewne zaklęcie i…
Pojawili się w tej samej sali powitani gromkimi oklaskami. Tradycyjne kamienne stoły były tym razem pełne jedzenia. Uczniowie usiedli na wybranych przez siebie miejscach, a McGonagall skierowała swe kroki w stronę długiego i bardziej eleganckiego dębowego stołu przed którym stała wysoka kobieta w bordowej szacie, przyjaźnie wyciągając ręce. Czarownice uściskały się i Minerva zajęła miejsce. Po chwili dyrektorka wstała, aby przemówić:
- Witam naszych długo oczekiwanych gości z Hogwartu! Liczę, że moi podopieczni okażą wam pomoc i przyjaźń. Mam, nadzieję, że dzięki waszej wizycie uściślą się więzi łączące nasze placówki od lat, a nas będziecie mieli za towarzyszy. Nie bójmy się pytać, poznajmy siebie nawzajem! Jestem pewna, że dla wszystkich będzie to pouczające doświadczenie. - Po tych słowach rozległy się gromkie oklaski, zaś kobieta wypowiadająca je machnęła swą krótką i grubą różdżką, wyczarowując fajerwerki, których wspaniały pokaz trwał nieprzerwanie do późnego końca uczty.
Masz naprawdę ciekawy, nietuzinkowy pomysł i mam nadzieję, że będziesz go kontynuował. Zaciekawiło mnie to opowiadanie do tego stopnia, że przeczytałam najpierw wszystko, by dowiedzieć się o co chodzi, a dopiero potem skupiłam się na błędach.
A tych błędów niestety było całkiem sporo.
Pierwsze i najważniejsze - pisze się myślodsiewnia (odsiewa myśli), nie myślodewnia, czy jak Ty tam pisałeś. To bardzo ważne, by znać zapis pojęć i wyrazów z Harry'ego Pottera, skoro piszesz fan fick osadzony w tym uniwersum.
Po drugie piszesz często za długie zdania. To aż męczy. Staraj się w opisach stawiać częściej kropki, a rzadziej przecinki. Lepiej będzie wyglądało i tym bardziej lepiej brzmiało.
Po za tym czekam z niecierpliwością na kolejną część