Rekord osób online:
Najwięcej userów: 896
Było: 11.12.2025 17:15:43
Współpraca z Tactic Games
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Nieoryginalna, Klaudia Lind, Anastazja Schubert, Takoizu, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Jak wyglądało życie Gauntów? Powstał film, który Wam to pokaże.
>> Czytaj Więcej
W sierpniu HPnetowicze mieli okazję spotkać się w Krakowie. Jak było?
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, louise60, Zireael, Aneta02, Anastazja Schubert, Lilyatte, Syrius...
>> Czytaj Więcej
Wydanie stworzyli: Klaudia Lind, Hanix082, Sam Quest, louise60, PaulaSmith, CoSieDzieje, Syriusz32.
>> Czytaj Więcej
Każdy tatuaż niesie ze sobą jakąś historię. Jakie niosą te fanowskie, związane z młodym czarodzie...
>> Czytaj Więcej
Cykl wierszy poświęcony Remusowi. :)
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Rok szkolny nabiera rozpędu, a Hermiona staje przed zadaniem patrolowania korytarzy kolejnej nocy...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
W Hogwarcie rozpoczyna się nowy rok szkolny. Hermiona wraz z przyjaciółkami ma pierwsze zajęcia i...
>> Czytaj Więcej
Ewa Potter
O pomocy i determinacji.
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej
Nicram_93
Hermiona wraz z przyjaciółkami przybywa do Hogwartu, gdzie odbywa się uczta rozpoczynająca nowy r...
>> Czytaj Więcej




[P]Louise Lainey ostatnio widziano 17.12.2024 o godzinie 15:44 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 02.07.2023 o godzinie 13:40 w Stacja kolejowa
Valerie Adams ostatnio widziano 27.06.2023 o godzinie 21:20 w Błonia
Valerie Adams ostatnio widziano 23.06.2023 o godzinie 16:46 w Sala transmutacji
Valerie Adams ostatnio widziano 22.06.2023 o godzinie 19:04 w VII piętro
Valerie Adams ostatnio widziano 12.06.2023 o godzinie 18:15 w Dziedziniec Transmutacji
AletteWyglądała po prostu przepięknie - leżała niedbale rozparta na trawie z luźno ułożonymi rękoma tuż nad głową. Błyszczące w słońcu rude włosy zakrywały strategiczne miejsca jej ciała, usta rozchyliła w charakterystyczny, drażniący sposób. W oczach tańczyły płomienie, drobne kropelki potu spływały po szyi, klatka piersiowa unosiła się i opadała nierytmicznie. Miał okrutną wręcz ochotę jej dotknąć, jednak kiedy wyciągnął rękę w jej kierunku, zobaczył, że między nimi wyrosła jakaś niewidzialna bariera, której i przy ogromnym wysiłku nie był w stanie pokonać.
W końcu zdał sobie sprawę, że nie znajduje się wcale na łące, lecz na bagnach, a wśród nich nie odpoczywa jego żona, lecz obrzydliwy stwór, którego zielona łuska pokryta była nieznanego mu pochodzenia cieczą. Z przenikliwych żółtych oczu potwora wydobywały się błyszczące łzy, których istnienia nie potrafił wyjaśnić. Odskoczył machinalnie i zaczął biec w kierunku głębi lasu, czując, jak powoli zatapia się w gęstym błocie.
Zaraz potem okazało się, że tak naprawdę cały czas tkwił w tym samym miejscu, a obrzydliwa kreatura wstała i zaczęła pluć jadem we wszystkie strony. Kilka kropel paskudnej substancji trafiło go w policzek, wypalając w skórze okropny ślad. Stwór rzucił się na niego z pazurami, a on mógł jedynie zmrużyć oczy, bo zatopione w bagnie dłonie nie były zdolne do jakiegokolwiek ruchu. Potwór jednak zamiast odgryźć mu głowę, sam zatopił się w błocie i zniknął mu z oczu.
Wcale nie poczuł się bezpieczniejszy, wręcz przeciwnie.
Słońce świeciło mu prosto w oczy, więc narzucił na twarz poduszkę. Straszliwy potwór chyba postanowił odgryźć mu nogi, bo poczuł niezbyt przyjemne drapanie tuż przy stopach.
Próbował wyrównać oddech i ponownie wrócić na łąkę. Przesunął dłonią po pościeli, by znaleźć na niej swoją żonę, ale najwidoczniej już wstała. Jęknął z dezaprobatą, starając się zrzucić potwora z kolan.
Stał nad czystym strumykiem, wypatrując pływających w nim ryb. A ona stała tuż obok niego... niedostępna. Długie, rozwiane przez wiatr kręcone włosy przysłaniały śliczną twarz. Zbliżył się do niej, wiedząc, że nie pokona tajemniczej bariery. Do jego nozdrzy dotarł całkiem przyjemny zapach, którego nie czuł nigdy wcześniej. Zaraz... jakim cudem nigdy nie miał z nim do czynienia?
O trzeciej w nocy wkroczył do sypialni, jak z resztą ostatnio zdarzało się dosyć często. Razem ze swoimi kompanami w pracy szukali czarodziejów z wyjątkowo paskudnej sekty, mającej upodobanie w niespełna rocznych dziewczynkach. Wszelkie poszlaki, na które w ostatnim czasie trafiał, wprawiały go w prawdziwe obrzydzenie, ciężko mu było wracać do domu z uśmiechem na twarzy. Tym razem również zmęczony i sfrustrowany zrzucił z siebie wszystkie ubrania i położył się obok żony, by kilka minut później objąć ją ramionami, mimo jej cichego stęknięcia w stylu "weź się umyj". Nie był jednak na tyle zmęczony, by nie rozpoznać słodkiego zapachu kwiatów, który nie miał nic wspólnego z tym, który dotarł do niego we śnie... bo to musiał być sen.
Zrobił kilka kroków w tył, potknął się niezdarnie o jeden z kamieni i upadł na ziemię. Wstrętny stwór usiadł tuż przy nim, dmuchając mu prosto w twarz swoimi niespotykanie świeżym oddechem.
Otworzył oko.
Mały potwór o ciemnorudych włosach wpatrywał się w niego swoimi wielkimi, brązowymi oczami. Najwidoczniej już rozprawił się ze stopami, na których widniały ciężkie, skórzane buty. Teraz przykucnął na jego brzuchu i uśmiechał się diabelsko.
- James, co ty wyprawiasz? - stęknął, zakładając na nos okulary.
- Mieliśmy iść na wzgórze, tato - powiedział z wyrzutem maluch. - Zapomniałeś?
- Za godzinę - wysapał, łapiąc syna pod pachami i kładąc obok. Położył się ponownie na plecach i próbował odpoczywać, chociaż wątpił, by potrwało to długo... zwłaszcza w butach.
- Teraz! - Chłopiec rzucił się na niego z entuzjazmem, uderzając czubkiem głowy o jego brodę.
- Powiedziałem za godzinę - rzucił twardo, przez co na twarzy malucha pojawiła się szczera rozpacz.
- Obiecałeś...
Wciąż niezbyt przytomny przyjrzał się swojemu dziecku i wtedy też nawiedziło go wspomnienie, którego ataku w ogóle się nie spodziewał.
***
Wędrowali tak już od kilku dni... bez odpoczynku, bez jedzenia, bez odpowiedniego ubrania. Było im koszmarnie gorąco i nie raz już myśleli, by paść na jednym z kamieni i zasnąć. Harry czuł się lepiej od Safira, ale on był o wiele bardziej zahartowany - nie pierwszy raz musiał sobie radzić w takich warunkach.
Zostało im tylko jedno popołudnie, by dotrzeć do bram podziemnego miasta Atiry, gdzie przyszło im rozstać się już na zawsze. Niestety nic nie wskazywało na to, by mieli trafić tam na czas.
- Las - powiedział, wskazując ręką na przestrzeń po jego lewej stronie. Zaraz jednak pożałował, że nie ograniczył się tylko do gestu, bo momentalnie zaschło mu w ustach, które kilka minut wcześniej zwilżył ostatnimi kroplami wody z zapasów.
- Nie - odparł krótko Safira, opierając się na drewnianej lasce, którą wystrugał sobie dzień wcześniej.
Nie rozmawiali aż do wieczora. Każdy krok wiązał się dla nich w okropnym bólem, coraz częściej nawiedzała ich myśl o śmierci. Nie mogli odwołać się do magii, która kosztowała ich sporo wysiłku. Już wcześniej korzystali z prostych zaklęć tylko w najbardziej dramatycznych momentach, obecnie nie mieli siły nawet na to.
Spojrzał w twarz ciemnoskórego mężczyzny. Tydzień wcześniej pytał go, dlaczego... dlaczego robili właśnie tak?
- Mężczyzna musi mieć zasady - odparł, nalewając do pojemnika czystą wodę. - A ja przyrzekłem, że pojawię się na ślubie mojej córki.
- Myślę, że twoja córka by zrozumiała, że zamiast odprowadzić ją do ołtarza, wolisz jednak żyć - powiedział ze złością, chociaż wiedział, że Safira należał do osób irytująco upartych i był w stanie przejść pustynie sam, gdyby zaszła taka potrzeba.
- Masz dopiero dwadzieścia lat, Harry i, wybacz, nic nie wiesz o życiu - rzekł spokojnie, jakby zwracał się do dziecka. - Jestem łowcą skarbów, z rodziną spędzam średnio trzy miesiące w ciągu roku, niewiele mogę im ofiarować. Jednak kiedy mówię, że wrócę nim nadejdzie pełnia, to nadchodzę przed tą przeklętą pełnią, a kiedy przyrzekam, że oddam rękę swojej córki w ręce jej męża, to tak też uczynię albo niech mnie piekło pochłonie.
W ten sposób musieli się spieszyć i wybrać drogę krótszą, ale o wiele bardziej męczącą, co mogło kosztować ich nie tylko zdrowie, ale też życie. Ślub miał odbyć się przed zachodem słońca, kiedy więc stojący na jednym z głazów Harry dostrzegł znikającą za horyzontem plamę światła, w końcu przerwał milczenie, które trwało o wiele za długo.
- Nie zdążymy... to nie ma sensu.
Już wcześniej powodzenie tego zadania należało do dosyć wątpliwych, jednak teraz nie było już żadnej nadziei - po zmroku wesela nie mogły się odbyć. Przeczyło to wszelkim rytuałom - nocą ze swoich kryjówek wychodziło złe duchy, a ślub powinien być czysty i wolny od wszelkiego zła.
- Trudno, takie życie - zaśmiał się w odpowiedzi czarnoskóry mężczyzna i oparł o skałę.
Harry spojrzał na niego zdziwiony.
- Co z twoimi przysięgami, Safira?
- Faktycznie przyrzekłem, że oddam rękę mojej córki jej ukochanemu - powiedział, nie kryjąc rozbawienia. - Jednak nie sprecyzowałem, kiedy to się stanie.
- To po co to wszystko? - zapytał wyraźnie zirytowany Harry - Mogliśmy iść normalnie w cieniu, nadłożylibyśmy nie więcej niż dwa dni drogi, a wtedy...
Zabrakło mu słów na wyrażenie własnej złości. Sam nie widział się z bliskimi od miesiąca, wiele ryzykował dla Safira, który najwyraźniej sobie z niego zakpił.
- Niewiele wiesz o życiu, Harry - powtórzył po raz kolejny łowca. - Obietnica nie jest dla nich, ale dla mnie. To ja mam wiedzieć, że zrobiłem wszystko, oni i tak będą myśleć w ten sposób. Rozumiesz?
- Nie - odpowiedział zgodnie z prawdą.
ulka_black_potter dnia 26.04.2014 10:19

Barlom dnia 26.04.2014 18:10

Nieoryginalna dnia 27.04.2014 06:42
_raven_ dnia 28.04.2014 20:22
a tak serio, to zazdroszczę Ci tej lekkości w tekstach i umiejętności stworzenia świata, w którym nic nie jest jednoznaczne. U mnie wszystko musi być sztywne, jasne i zrozumiałe. Po pierwsze nie umiem pisać na takim odrealnionym poziomie, po drugie - gdybym zaczęła tak mieszać, to bym sama tego nie zrozumiała
no i nie brzmiałoby tak ładne. Zajeżdża mi tu Burtonem, zwłaszcza w końcówce
a jak mi zajeżdża Burtonem, to znaczy, że będzie W.
Czarna Wdowa dnia 07.05.2014 20:20
Naprawdę świetna miniaturka. Proszę o więcej takich 
losiek13 dnia 15.05.2014 17:00
), biję pokłony przed Twym talentem...
Lunatyczka dnia 19.05.2014 22:24
Finnigan dnia 25.08.2014 22:18
Penelope dnia 07.09.2014 21:31

alekskot dnia 29.10.2014 15:40
Najfajniejsza była końcówka, naprawdę śmieszna.Miałaś super pomysł na opowiadanie.Zasługujesz na W
Christina dnia 08.12.2014 23:48


kkinga123 dnia 04.05.2015 21:40


Erudieth dnia 13.11.2015 15:21
Sam Quest dnia 29.11.2015 21:52
Iva Coren dnia 18.02.2016 15:04
Katherine_Pierce dnia 30.07.2016 12:14
Wioletta dnia 06.08.2016 14:48
Alette dnia 07.09.2017 12:57
| Wybitny! | 100% | [10 głosów] | |
| Powyżej oczekiwań | 0% | [0 głosów] | |
| Zadowalający | 0% | [0 głosów] | |
| Nędzny | 0% | [0 głosów] | |
| Okropny | 0% | [0 głosów] |
Alette
fuerte
Katherine_Pierce
Sam Quest
Shanti Black
A.
monciakund
ania919
ulka_black_potter
losiek13
Ale super pomysł na miniaturke.
Tyle tu wszystkiego *___*.
Czasami też miewam takie miszmasz w nocy, sny o wszystkim, a czasem tak niewiarygodnie głupie, że masakra.
Ale w połowie, czytając, zastanawiałam się czy na pewno to jest sen.
Ale końcówka najlepsza, taka zabawna.
Podoba mi się Twój styl pisania, Al. Pisz więcej, bo świetnie się czyta. Nie tylko na dłuższe opowiadanie masz pomysł, ale i miniaturka wyszła Ci świetnie.